Superniania kontra trzyletni Antoś

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Seria:
- Nie-Fikcja
- Data wydania:
- 2022-06-15
- Data 1. wyd. pol.:
- 2022-06-15
- Liczba stron:
- 312
- Czas czytania
- 5 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367075312
Choć Konwencja o prawach dziecka obowiązuje w Polsce od ponad 30 lat, społeczna pozycja dzieci wciąż znajduje wyraz w powiedzeniu „dzieci i ryby głosu nie mają”, a przekonanie, że „jeden klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził” jest nadal bardzo często spotykane. Dyskryminacja ze względu na młody wiek jest uważana za stan tak oczywisty, ponadczasowy i naturalny jak kiedyś seksizm.
Badając popularne programy rozrywkowe poświęcone wychowaniu dzieci Anna Golus pokazuje, w jaki sposób telewizja odzwierciedla i reprodukuje kulturę, która lekceważy i uprzedmiotawia osoby niepełnoletnie oraz wspiera oparte na przemocy wzorce relacji. Przyjmując perspektywę dzieci autorka pokazuje, jak propagowane w tych programach metody wychowawcze szkodzą młodym ludziom i utrwalają ich niski status w rodzinie i społeczeństwie. Czas pozbyć się karnego jeżyka i zacząć traktować dzieci podmiotowo.
Kup Superniania kontra trzyletni Antoś w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Superniania kontra trzyletni Antoś
"Dla Laury, która nigdy nie zapomniała, jak to jest być dzieckiem. Ania". Od lat śledzę i podziwiam wszystkie publikacje Anny Golus, dlatego tak bardzo cieszy mnie ta osobista dedykacja od Autorki. Tak, nie zapomniałam, i to wielka ulga, że już dzieckiem nie jestem. Dziś, jako 42-letnia kobieta jestem w dużo lepszej sytuacji. Zarabiam pieniądze za moją pracę, nie muszę odrabiać żadnych zadań z pracy w domu. Nikomu nie wolno mnie klepać po pośladkach, wolno mi myśleć na własny rachunek, sama decyduje z kim mieszkam i nie jestem skazana na stałe towarzystwo zboczonego psychopaty. W dodatku nikt taki nie sprawuje nade mną bezkresnej WŁADZY. Władza rodzicielska - twór słów, a takie twory- jak słusznie zauważa Anna Golus - zawsze tworzą a zarazem odzwierciedlają rzeczywistość. Jeśli jest władza - to jest tez władca i jest poddany. Wszechobecny dyskurs adultystyczny niepostrzeżenie gruntuje przypisane od wieków role: dziecko to nie jest osoba do rozmowy, której wolno wyrażać emocje, uczucia, którą trzeba wysłuchać, zrozumieć jej punkt widzenia. Dlatego właśnie Anna Golus swoja prace doktorska - która stała się podstawa dla omawianej książki - napisała z perspektywy dziecka. W mojej własnej książce ("Jedenaste nie dotykaj") pierwszą połowę każdego rozdziału napisałam w podobny sposób. Użyłam metody retrospekcji, jak gdybym pod wpływem hipnozy znów patrzyła oczami malej dziewczynki, którą byłam. Po publikacji, oprócz licznych pochwał, przeczytałam, ze byłam "chora", i ze "rodzice powinni iść ze mną do lekarza", oraz: "Rozumiem, ze dorosły może poczuć podniecenie w takiej sytuacji, ALE DZIECKO?!" Dziecku według wielu dorosłych nie wolno być sobą. Nie wolno czuć podniecenia, gdy jest dotykane przemocą. Powinno cierpieć w milczeniu, rowniez wtedy gdy dorosnie, i wstydzić się naturalnych, seksualnych reakcji swojego ciała na niechciany dotyk. Zaś rodzic ma prawo sprawować nad nim władzę. Dogłębna analiza Anny Golus ukazuje sedno programów takich jak Superniania - wychowanie jest tu ukazywane jako WALKA O WŁADZĘ. Walka, którą dorosły powinien oczywiste wygrać, dziecko zaś ma zostać pokonane. Dziecko - to osoba, do której mówi się (cytuje słowa matki po metamorfozie w tytułowym programie): "Kacper, MASZ teraz iść do sklepu i kupić chleb i bułki". A odnowiony Kacper idzie bez mrugnięcia okiem - pokazując jak cudownie wpłynęła na niego wizyta Superniani, kamerzystów i wielu innych osób, które nam - widzom - nie zostały pokazane. Program Superniania jest klasyczny dla gatunku otumaniaczy, które maja tak sugestywna moc. Dziecko zgodnie z nurtem z poprzednich wieków nie ma głosu i zawsze musi byc GRZECZNE. A rodzice - choć raczej tego nie dostrzegają - również są posłuszni Superniani, oni również są tresowani i pozbawieni głosu. W stosunku do minionych wieków w programie pojawia się wielka różnica - dzieci nie wolno bić. Rodzice jednak nie przepraszają ich za wcześniejszą przemoc. Jakby nic się nie stało. Tymczasem żal nie znika, nawet - lub może zwłaszcza - ten dobrze stłumiony, i wraca ukryty w zachowaniach określanych przez dorosłych jako "niegrzeczne". I znów to dzieci są obarczane winą. Kiedy roślina źle rośnie, zmieniamy jej warunki, a nie samą roślinę. Czasem problemem jest niedobór słońca, lub jego przesyt. Nadmiar lub niedosyt wody, jałowa gleba, towarzystwo toksycznych, lub dominujących roślin, mszyce, za mala doniczka. Zawsze szukamy źródła problemu, nie zwalamy winy na roślinę. W przypadku dzieci, gdy rodzice nie mogą poradzić sobie z wychowaniem, wina najczęściej leży właśnie w rodzicach. Jednak nie są oni sadzani przymusem na karnym jeżyku by przemyśleli swoje zachowanie. Z maniakalnym uporem są tam odnoszone płaczące dzieci. Anna Golus ukazuje bezsens metody "karnego jeżyka" i jej szkodliwość, bo wzburzone (nieraz celowo) dziecko właśnie wtedy potrzebuje przytulenia i pocieszenia. Superniania z cala mocą swojego medialnego autorytetu zaleca "przeczekanie", a wyrażanie żalu, złości, smutku - określa mianem "histerii". Autorka omawianej książki słusznie rozbija ten fałszywy medialny obraz, jakby zdzierała zasłony oddzielające Thrumana od realnego świata. To wszystko ułuda - mówi - jedyne, co tu jest prawdziwe to uczucia dzieci wkręconych w show. Autorka wymienia inne szkody wynikające z metod zalecanych przez Supernianię: nauka kłamstwa - gdy dziecko przeprasza z przymusu, zaburzenie więzi, oraz te długoterminowe jak depresja (Anna Golus rozmawiała z dorosłymi już uczestnikami tytułowego programu). To co mnie uderzyło w tym programie najbardziej to naga, niemal 6-letnia dziewczynka, której MIEJSCA INTYMNE, zostały zamazane wręcz minimalnie i inne dzieci, pokazywane całkiem nago. Wiktoria miała 5 lat i 10 miesięcy gdy cała Polska mogla oglądać ją nago, doprowadzoną specjalnie do roztrzęsienia, by odcinek był ciekawy dla widzów. Szokuje fakt, iż według Doroty Zawadzkiej Wiktoria była już na tyle dojrzała by chodzić do szkoły (dzieci urodzone pod koniec grudnia maja we wrześniu 5 lat i 8 miesiecy) i równocześnie można ją pokazywać nago w telewizji. Ja w takiej sytuacji, w tym wieku czułabym się wykorzystana seksualnie. Tym, że obcy ludzie włażą mi do łazienki i patrzą na mnie. Ze mnie nagrywają(!) i uwidoczniają mój wizerunek(!). Zakaz bicia dzieci skierowany przez Supernianie do rodziców, z pewnością był innowacja w kraju, w którym dotąd było to uważane za oczywiste. Niestety Superniania nie wyjaśnia w programie, z czego on właściwie wynika. Nie tłumaczy bijącym do tej pory rodzicom, jakie są następstwa tresury biciem. I niestety zamienia ja na tresurę poprzez odrzucenie. Najbardziej przykre były dla mnie momenty gdy maluszek płakał, wychodził z łóżka, błagał o życzliwą obecność rodzica. A rodzic zamieniał się w robota, jakby użądliła go stalowa osa z "Czasu robotów" Andrzeja Maleszki. Nie rozumiem - po co? Ostatnio obejrzałam kilka starych odcinków Superniani, by móc odnieść się to tematu obiektywnie. Zobaczyłam rodziców dających "klapsa" dzieciom. I w tym momencie szczególnie uzmysłowiłam sobie, dlaczego niektórzy nie rozumieją mojej własnej książki. Po tych rodzicach w Superniani bylo widać, ze klepiąc w pupę dziecko nie mieli żadnych intencji erotycznych. Bo większość nie ma. Oni byli sfrustrowani, bezsilni i bezradni. A jednak mimo to, DLA MNIE karny jeżyk nie jest czymś tak samo złym jak klaps. Są tacy, dla których klaps jest nieporownanie gorszy, (jak i tacy dla których gorszy jest karny jeżyk). Jednak popieranie każdej z tych "metod" jest jak chwalenie się: "ja nieraz pływam w morzu przy czerwonej fladze i wcale nic mi się nie stało". Stało się: jesteś siewcą złego przykładu. Gdybym ja była na miejscu tamtych filmowanych dzieci, pomimo braku erotycznych intencji rodziców, takie klepnięcie w pośladki, odebrałabym jako napastowanie seksualne. Dlaczego? Dlatego bo już wcześniej ktoś dotykał mnie w ten sposób z seksualna, dominującą intencją. Bo oglądałam takie poniżające seksualnie sceny w bajkach i to również nie pozostało bez echa. Bo moja dziecięca seksualność została naznaczona. A gdyby to się nigdy nie stało? Nie wiem. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem (przy takich awanturach to nie jest dziwne). Pod względem seksualnym tez byłam wysoko wrażliwa (układ nerwowy ma wielki wpływ na naszą seksualność). Może nawet bez molestowania moja seksualność już dawałaby o sobie znać? Przecież człowiek od początku jest istota seksualna, lekarze podczas badania usg widzieli nawet płody masturbujące się w łonie matki. A masturbacja przedszkolaków jest całkiem naturalnym zjawiskiem. W swoich wcześniejszej publikacji "Już bez bicia. Spór o klapsa" Anna Golus słusznie zauważa, że: Nie trzeba patrzeć na ilustracje w podręczniku do anatomii człowieka, by wiedzieć, w jak bliskiej odległości od pośladków znajdują się u obu płci genitalia. Gdy pośladki są bite, napływa do nich krew, wywołując zaczerwienienie. Krew napływa również w tak bliskie miejsca intymne, co ma miejsce także podczas podniecenia seksualnego. A kiedy podczas lania pupa jest wypięta, co często się zdarza, zwłaszcza podczas karania dziecka „przez kolano”, klapsy czy razy spadają nie tylko na pośladki, ale też na genitalia! I choć dla większości z nas ból niewiele ma wspólnego z rozkoszą seksualną, to faktem jest, że tego rodzaju „stymulacja” jest pierwszym doświadczeniem erotycznym dziecka!" W "Dzieciństwie w cieniu rózgi" Anna Golus pisze: "Bardzo istotną sprawą, o której rzadko się wspomina i o której najwyraźniej zapominają dorośli bagatelizujący klapsy, jest fakt, że pośladki to miejsce intymne. (...) Chyba w żadnej innej dziedzinie dziecko nie otrzymuje bardziej sprzecznych komunikatów. Uczy się, że dotykanie pewnych miejsc jest złe i niedozwolone, a bicie ich - dobre i dozwolone." Autorka opisuje też historię Beth Fenimore, która czuła niechciane podniecenie kiedy jej ojciec - pobożny pastor - kazał się jej rozbierać do naga i uderzał ją rózgą w pośladki. Nie znam odpowiedzi na moje drugie pytanie, jednak z cala pewnością zgadzam się z Anna Golus: dziecko jest człowiekiem i powinno być traktowane tak jak człowiek. Po publikacji mojej własnej książki przeczytałam o sobie, ze bylam "zboczonym dzieckiem", skoro "klaps" pobudzał mnie seksualnie. Tymczasem nikt nie pyta kobiety, którą dyrektor klepnął w pośladki, gdy pochyliła się nad biurkiem by wziąć długopis, lub gdy się spóźniła - czy poczuła podniecenie! Odczuwanie podniecenia nie jest warunkiem, by ten dotyk został zakwalifikowany jako przemoc seksualna. Po prostu wiemy, ze kobiet nie wolno klepać po pośladkach, bo to naruszenie intymności. A przecież każde 3-letnie dziecko wie już, które miejsca są intymne. Jeśli nie - to zdecydowanie powinno się dowiedzieć, dla swojego własnego bezpieczeństwa. Jeśli tata klepie dziecko po pupie (daje klapsa),czerwona lampka nie zaświeci się mu wcale, gdy to samo zrobi pan w sklepie, sąsiad, trener, ksiądz, starszy kolega, kuzyn. Przecież dorosłym tak wolno! Gdy Superniania była emitowana obejrzałam tylko kilka odcinków. Odrzucało mnie od tego programu, gdyż prowadząca odnosiła się do dzieci z góry, rodziców nie traktowała poważnie, była apodyktyczna. Karny jeżyk był metoda udowadnia, kto ma władzę. Tylko temu służył time-out - jeśli nie, to czemu dziecko nie mogło się uspokoić w dowolnym miejscu lub zasnąć? Niemoralność tego typu programów uwidacznia fakt, który zdradza nam Anna Golus: rodzicom nie było wolno przerwać nagrywania programu, gdyż groziły za to zbyt wysokie kary finansowe. Prywatność dzieci, ich spokój stały się produktami oddanymi pod zastaw. W swojej książce Autorka często odwołuje się do słów Janusza Korczaka, który uczył, ze "nie ma dzieci. Są ludzie". Ludzie niepełnoletni, potrzebujący opieki i ochrony ze strony dorosłych, potrzebujący przywódcy, a nie pana i władcy. Przede wszystkim ci mali ludzie potrzebują życzliwości i miłości. Dziękuję Aniu, za całą Twoją pracę i działalność na rzecz dobrego traktowania dzieci, za to, że nie ma dla Ciebie tematów tabu.
Oceny książki Superniania kontra trzyletni Antoś
Poznaj innych czytelników
601 użytkowników ma tytuł Superniania kontra trzyletni Antoś na półkach głównych- Przeczytane 329
- Chcę przeczytać 272
- 2022 29
- 2023 20
- Posiadam 18
- Legimi 12
- Reportaż 7
- 2024 6
- Ebook 5
- Reportaże 5
















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Superniania kontra trzyletni Antoś
Jestem wstrząśnięta po lekturze tej książki, ale nie sprawą, którą się zajmuje autorka (jak najbardziej słuszną z którą nie sposób się nie zgodzić i którą popieram całym sercem),ale tym że profesjonalny wydawca jakim jest KP, który wydał wiele ważnych dla mnie książek, puścił do druku tak źle skonstruowaną i napisaną książkę. I ja rozumiem, że to jest tekst oparty na pracy doktorskiej ale to jest po prostu bardzo długi artykuł prasowy, który bez żadnych cięć opisuje np. to że w programie "Superniania" ktoś usiadł, albo wstał, albo że pojawiła się plansza ze słoneczkiem. Litości. Przecież to możnaby odchudzić, zrobić z tego cykl reportaży, albo nawet książkę, ale taką którą da się czytać. A więc ważny temat jakim są prawa dziecka, łamane nagminnie ku naszej uciesze w programach typu reality, został zarżnięty przez książkę którą czyta się z bólem zębów.
Jestem wstrząśnięta po lekturze tej książki, ale nie sprawą, którą się zajmuje autorka (jak najbardziej słuszną z którą nie sposób się nie zgodzić i którą popieram całym sercem),ale tym że profesjonalny wydawca jakim jest KP, który wydał wiele ważnych dla mnie książek, puścił do druku tak źle skonstruowaną i napisaną książkę. I ja rozumiem, że to jest tekst oparty na pracy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawe spostrzeżenia, cieszę się że mogłam przeczytać tak dokładną analizę programu superniania i spojrzeć z perspektywy osoby dla której naprawdę liczy się dobro dzieci. Myślę że fajnie że autorka przedstawiła sprawę w szerokim stopniu- nie tylko jeden program ale wiele innych dokładnie przeanalizowała. Dla mnie to też był taki antyporadnik - czego nie robić mojemu dziecku. Gratuluję Pani Ani tak udanego doktoratu.
Bardzo ciekawe spostrzeżenia, cieszę się że mogłam przeczytać tak dokładną analizę programu superniania i spojrzeć z perspektywy osoby dla której naprawdę liczy się dobro dzieci. Myślę że fajnie że autorka przedstawiła sprawę w szerokim stopniu- nie tylko jeden program ale wiele innych dokładnie przeanalizowała. Dla mnie to też był taki antyporadnik - czego nie robić mojemu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyzwanie LC na sierpien (z cyfra/liczba)
Wyzwanie LC na sierpien (z cyfra/liczba)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to86/130/2025
Wyzwanie LC czerwiec 2025 - Dziecko
Nigdy nie oglądałam tytułowej "Superniani", nigdy też nie zastanawiałam się nad zasadnością tego typu programów. A szkoda. Może wcześniej wpadłabym na to, że pokazywanie w telewizji stresujących, poniżających, krępujących czy intymnych scen z udziałem dzieci jest nie na miejscu. Nawet jeśli dziecko wyraźnie mówi, że nie chce w takim cyrku brać udziału. Kto by tam bachora słuchał. Dzieci i ryby głosu nie mają, wiadomo. A że nerwową atmosferę podczas filmowania programu podkręcano celowo? Superniania musi pokazać, jakiego potwora potrafi poskromić. A że pół miasta i całe przedszkole wytyka palcami nieznośnego Antka, który w telewizji siedział na nocniku, szlochał rozpaczliwie albo wściekał się trzy razy bardzie niż zwykle, bo rodzice nagle przestali się zachowywać jak zwykle, a po domu kręciła się obca baba i faceci z kamerami? E tam, w przedszkolu zapomną, a dzieciak życia nie zna, to nic nie ma do powiedzenia. A że zupełnie zmienił się rytm życia w rodzinie? Niech się mały oswaja.
Książka opisuje wiele dramatycznych momentów pokazanych w programie, pokazuje też konsekwencje, z którymi niektórzy dziecięcy bohaterowie borykają się do dziś. A na końcu pokrótce omawia wiele innych tego typu produkcji, począwszy od równie "wychowawczych" jak "Superniania" po takie, w których cała rodzina lub jej członkowie stawiani są przed ekstremalnymi, niepotrzebnymi i często zupełnie kretyńskimi wyzwaniami. I wszędzie dzieci, niepytane o zdanie, pokazywane w intymnych lub przykrych sytuacjach (jakoś dorosłych na kibelku nie filmowali w tych programach. Dziwne.)
A już sto lat temu Janusz Korczak pisał:
"Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze."
Gdybyśmy o tych słowach pamiętali na co dzień, to już w zupełności wystarczy. A niania na karnego jeżyka i niech tam sobie siedzi. My ją pooglądamy w telewizorze.
86/130/2025
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyzwanie LC czerwiec 2025 - Dziecko
Nigdy nie oglądałam tytułowej "Superniani", nigdy też nie zastanawiałam się nad zasadnością tego typu programów. A szkoda. Może wcześniej wpadłabym na to, że pokazywanie w telewizji stresujących, poniżających, krępujących czy intymnych scen z udziałem dzieci jest nie na miejscu. Nawet jeśli dziecko wyraźnie mówi, że nie chce w...
Książka wzbudziła we mnie skrajne emocje. Z jednej strony porusza bardzo ciekawe i ważne zjawisko – coś, co jest niewidoczne, a jednocześnie niezwykle realne. Z drugiej jednak strony sposób, w jaki została napisana, pozostawił mnie rozczarowaną. Temat ma ogromny potencjał, ale zamiast solidnych danych i analiz, otrzymałam mnóstwo cytatów z programów takich jak „Superniania” oraz narracyjne opisy sytuacji. Taka forma szybko stała się nużąca i sprawiła, że sens treści zaczął się rozmywać.
Pierwszy rozdział wzbudził moje zainteresowanie i nadzieję na pogłębioną analizę problemu. Niestety, im dalej czytałam, tym bardziej czułam zmęczenie formułą książki. Mam wrażenie, że autorka miała dobre intencje i dostrzegła coś, co należy piętnować i zwalczać, ale zabrakło jej umiejętności lub wiedzy, by przekazać to w bardziej przekonujący sposób. Liczyłam na szersze spojrzenie na różne programy telewizyjne i ich wpływ na społeczeństwo, a nie tylko na analizę jednego czy dwóch programów z udziałem Doroty Zawadzkiej.
Jako osoba ceniąca liczby i dane odczułam brak twardych faktów. Gdyby autorka przedstawiła kilka cytatów jako przykład, a następnie podała statystyki dotyczące całej serii programu (np. „w 47 z 51 odcinków pojawiają się podobne wypowiedzi”),przekaz byłby znacznie mocniejszy. Niestety, zamiast tego przez wiele stron czytałam powtarzające się cytaty, co osłabiło emocjonalny wydźwięk książki.
Brakuje mi również rozmów z dziećmi i ich rodzicami oraz pogłębionej analizy – dlaczego rodzice nie dostrzegają swojej winy? Powtarzanie stwierdzeń o przedmiotowym traktowaniu dzieci czy o tym, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, to za mało. Potrzeba dowodów i pokazania skutków takich zachowań – to mogłoby mocniej przemówić do czytelników.
Podsumowując, temat jest niezwykle ważny i potrzebny, ale został przedstawiony w sposób powierzchowny. Mam nadzieję, że autorka podejmie go ponownie w przyszłości – tym razem w bardziej pogłębiony sposób. Potencjał jest ogromny, a kolejna książka może naprawdę zwalać z nóg.
Książka wzbudziła we mnie skrajne emocje. Z jednej strony porusza bardzo ciekawe i ważne zjawisko – coś, co jest niewidoczne, a jednocześnie niezwykle realne. Z drugiej jednak strony sposób, w jaki została napisana, pozostawił mnie rozczarowaną. Temat ma ogromny potencjał, ale zamiast solidnych danych i analiz, otrzymałam mnóstwo cytatów z programów takich jak „Superniania”...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawy temat ale książka sama w sobie momentami trochę się dłużyła i niepotrzebnie wchodziła w szczegóły dotyczące programu. Wydaje mi się, że jak na 300 stron nie dowiedziałam się też bardzo dużo
Bardzo ciekawy temat ale książka sama w sobie momentami trochę się dłużyła i niepotrzebnie wchodziła w szczegóły dotyczące programu. Wydaje mi się, że jak na 300 stron nie dowiedziałam się też bardzo dużo
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Anny Golus „Superniania kontra trzyletni Antoś. Jak telewizja uczy wychowywać dzieci” to skrupulatna analiza jednego z najpopularniejszych programów telewizyjnych poświęconych wychowaniu dzieci.
Udział nieletnich w programach typu reality show budzi poważne wątpliwości etyczne i prawne. Dziecko, zwłaszcza małe, nie jest w stanie świadomie wyrazić zgody na obecność w takim formacie. Jego emocje, reakcje i prywatność stają się częścią telewizyjnego spektaklu, poddanego montażowi i narracji mającej na celu rozrywkę widza. W Polsce ochrona praw dziecka w mediach wciąż kuleje – choć istnieją regulacje dotyczące ochrony wizerunku i dobra nieletnich, programy takie jak Superniania funkcjonowały przez lata bez większych konsekwencji, dając początek medialnej tresurze dzieci.
Program emitowany na antenie TVN od 2006 roku miał w założeniu pomagać „bezradnym” rodzicom w okiełznaniu „niesfornych” dzieci. Schemat każdego odcinka był prosty: psycholożka wkraczała do domu, diagnozowała problem i wdrażała metody naprawcze. Całość ubrano w narrację bliską programom interwencyjnym – oto ekspertka konfrontuje rodziców z ich błędami, ale prawdziwy ciężar naprawy sytuacji spada na dzieci.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów Superniani było nieustanne przypisywanie dzieciom odpowiedzialności za sytuację w rodzinie. To dzieci „sprawiały kłopoty”, „rządziły domem”, „manipulowały” dorosłymi. Ignorowano fakt, że zachowania dzieci są w dużej mierze efektem ich wieku, rozwoju emocjonalnego i stylu wychowania, który narzucają im dorośli. Przekaz płynący z programu był jednoznaczny: jeśli dziecko zachowuje się „źle”, należy je „naprawić”. W rzeczywistości, zamiast zrozumienia i wsparcia, dostawało ono etykietę sprawcy problemów, co mogło prowadzić do długotrwałych konsekwencji psychicznych.
Golus w swojej książce wskazuje na kulisy realizacji programu, które ujawniają niepokojące praktyki. Wymuszanie określonych zachowań na dzieciach – poprzez prowokowanie ich do wybuchów gniewu lub frustracji – było elementem reżyserii. Kamery, montaż, odpowiednia narracja – wszystko służyło temu, by widz dostał pożądany efekt: „złe” dziecko i „dobrą” metodę, która cudownie je odmienia. Nie brano pod uwagę faktu, że dzieci w wieku 2–3 lat nie potrafią jeszcze regulować swoich emocji w sposób dorosły, a ich reakcje były w pełni naturalne dla ich etapu rozwoju. W głowie mi się nie mieści, że wykształcona podobno pani psycholożka o tym nie wiedziała, a jeśli wiedziała, to konsekwentnie ignorowała wiedzę. A właśnie.
Program głównie opierał się na konsekwentnym ignorowaniu emocji dzieci. Dorośli rozmawiali o nich w ich obecności w trzeciej osobie, jakby były przedmiotami. Gdy dzieci wyrażały gniew lub smutek, zamiast zrozumienia otrzymywały kary – najczęściej w postaci „karnego jeżyka”. Dziecko było izolowane, zmuszane do siedzenia w miejscu i przeżywania swoich emocji w samotności, bez wsparcia dorosłych. Tymczasem badania neuropsychologiczne dowodzą, że ostracyzm społeczny, a więc wykluczenie i ignorowanie, aktywuje w mózgu te same obszary, co fizyczny ból. Mówiąc wprost – dzieci poddawane tego typu karom realnie cierpiały, a program uczynił z tego metodę wychowawczą. Dramat!
Z perspektywy czasu trudno nie zgodzić się z tezą, że Superniania wyrządziła więcej szkody niż pożytku. Program, zamiast uczyć empatii i zrozumienia dla dzieci, promował przestarzałe metody tresury, ignorował ich potrzeby emocjonalne i utrwalał fałszywe przekonanie, że dzieci powinny być bezwzględnie posłuszne dorosłym. Kultura dorosłych, która czuje się uprawniona do dominacji nad dziećmi (adultyzm),znalazła w nim potwierdzenie swoich przekonań, a krzywda dzieci stała się elementem telewizyjnej rozrywki.
Książka Anny Golus jest potrzebnym głosem w tej dyskusji i warto ją przeczytać, by zrozumieć, jak bardzo media mogą wpływać na postrzeganie dzieci i ich praw. Bardzo polecam!
Książka Anny Golus „Superniania kontra trzyletni Antoś. Jak telewizja uczy wychowywać dzieci” to skrupulatna analiza jednego z najpopularniejszych programów telewizyjnych poświęconych wychowaniu dzieci.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUdział nieletnich w programach typu reality show budzi poważne wątpliwości etyczne i prawne. Dziecko, zwłaszcza małe, nie jest w stanie świadomie wyrazić zgody na...
Zaskakująco mało o temacie tytułowym - za mało jak na mój gust o samym programie, analiza jest jedynie powierzchowna. Szkoda, bo mogło być ciekawie i wartościowo.
Zaskakująco mało o temacie tytułowym - za mało jak na mój gust o samym programie, analiza jest jedynie powierzchowna. Szkoda, bo mogło być ciekawie i wartościowo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ważna publikacja, bo demitologizuje wychowanie z karami i nagrodami, ale też rzekomą nadrzędność telewizji w stosunku do internetu. Jak to jest, że całe pokolenia Polaków krytykują młodych ludzi za "gapienie się" w ekran smartfona czy komputera, ale nic widzą nic złego w przyswajaniu telewizyjnej papki?
W sensie formalnym faktycznie w tekście sporo powtórzeń, które mają walidować tezę, ale w moim odbiorze czytelniczym książka nie stawiała oporu, przeciwnie - wzbudzała wiele emocji, pochłonęłam ją w dwa dni.
Serce się kraje, że tak szkodliwy proceder miał miejsce, i że nikt skutecznie nie reagował, żadna instytucja. Naprawdę, wygląda jak kolejny dowód na to, że Polacy rzeczywiście "nienawidzą dzieci".
Bardzo ważna publikacja, bo demitologizuje wychowanie z karami i nagrodami, ale też rzekomą nadrzędność telewizji w stosunku do internetu. Jak to jest, że całe pokolenia Polaków krytykują młodych ludzi za "gapienie się" w ekran smartfona czy komputera, ale nic widzą nic złego w przyswajaniu telewizyjnej papki?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW sensie formalnym faktycznie w tekście sporo powtórzeń, które...
Książkę czytało mi się z wielkim bólem i nie wiem, czy poleciłabym ją znajomym, ale od początku.
Nie można zaprzeczyć, że książka porusza bardzo ważne tematy, a materiały na podstawie których jest napisana zostały przygotowane rzetelnie. Autorka z pewnością ma wiedzę na dany temat i dobrze wie, o czym pisze. Problem polega na tym, jak ona pisze…
A pisze okropnie. Czyta się koszmarnie.
Książka oznaczona jest jako reportaż, ale łamie całkiem dużo zasad reportażu. Przede wszystkim tę, że autorka nie potrafi i nawet nie próbuje zachować obiektywności przedstawianego tekstu. To nie jest reportaż, to jest rant, wyrzut pełen niechęci i złości. Jest to nawet słuszna złość, ale zupełnie niesłusznie przelewana w takiej formie na papier. Dobry reportaż powinien bronić się sam i nie trzeba nikomu na siłę wciskać tego, jaki świat przedstawia. Nie ma potrzeby w reportażu co chwilę powtarzać, że „wydarzyło się to i to, i każdy głupi wie, że to i to było głupie”. Tak, zgadzam się. Każdy głupi to zrozumie, więc tym bardziej, w momencie, kiedy było to przez autorkę podkreślane, czułam się, jakby autorka i mnie miała za głupią, że nie jestem w stanie sama takich wniosków wyciągnąć, tylko trzeba mi to jeszcze wyjaśnić. Nie wiem, czy autorka tak bardzo nie potrafi nad swoimi emocjami panować, że trudno jej pisać rzeczowo na spokojnie (może w takim razie nie pisać reportaży?),czy autorka naprawdę ma czytelników za mało domyślnych, niemniej czułam się źle z tego typu stwierdzeniami. Co zabawne – o ironio – autorka wyraźnie krytykowała te same zabiegi obserwowane w omawianych programach telewizyjnych, tłumacząc, że narrator, który objaśnia widzom, co mają czuć i jak postrzegać daną sytuację, jest nieadekwatnie opiniotwórczy.
Lubię reportaże, ale powtórzę raz jeszcze, dobry reportaż nie potrzebuje emocjonalnego ładunku autora, żeby przedstawić sprawy bulwersujące. Reportaż nie wymaga od autora (a wręcz powinno się tego unikać) uciekania się do przelewania swoich opinii na temat opisywanych wydarzeń, żeby te wydarzenia poruszały do szpiku kości. Nie od tego jest reportaż, żeby wylewać na świat swoje niechęci. Reportaż jest od tego, żeby coś światu pokazać takie, jakie jest i żeby ten świat sam mógł podjąć decyzję, co o tym myśli.
Za dużo w tej książce było własnych przekonań i emocji autorki, żebym mogła uznać ją za dobrą pozycję. A szkoda, bo sprawa tak dużej w istocie wagi zasługuje na słuszny rozgłos.
Książkę czytało mi się z wielkim bólem i nie wiem, czy poleciłabym ją znajomym, ale od początku.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie można zaprzeczyć, że książka porusza bardzo ważne tematy, a materiały na podstawie których jest napisana zostały przygotowane rzetelnie. Autorka z pewnością ma wiedzę na dany temat i dobrze wie, o czym pisze. Problem polega na tym, jak ona pisze…
A pisze okropnie. Czyta się...