Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć.
Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę!
Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo".
W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę!
,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii.
Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?!
Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Wielka Republika: Światło Jedi
Jako osoba, która dopiero zaczyna przygodę z książkowym uniwersum Star Wars, jestem nieco rozczarowany. Choć fabuła ma potencjał, tempo akcji kuleje – środek książki (od 20% do 80%) strasznie się dłuży.
Największą wadą jest brak głównego bohatera i rwane wątki. Gdy tylko jedna historia zaczyna wciągać, autor przerzuca nas do innej, co wybija z rytmu i frustruje. Trudno ekscytować się politycznymi naradami, gdy rozdział wcześniej zostaliśmy zostawieni w środku akcji.
Mimo bardzo dobrego finału, czytanie tej książki było dla mnie zbyt nużące i porzuciłem ja kilkukrotnie. Niestety nie jestem w stanie ją z czystym sumieniem polecić.
Jako osoba, która dopiero zaczyna przygodę z książkowym uniwersum Star Wars, jestem nieco rozczarowany. Choć fabuła ma potencjał, tempo akcji kuleje – środek książki (od 20% do 80%) strasznie się dłuży.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajwiększą wadą jest brak głównego bohatera i rwane wątki. Gdy tylko jedna historia zaczyna wciągać, autor przerzuca nas do innej, co wybija z rytmu i frustruje. Trudno...
„Światło Jedi” to bardzo udane otwarcie projektu Wielkiej Republiki i jednocześnie powiew świeżości w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Charles Soule pokazuje galaktykę w okresie jej największego rozkwitu, kiedy Zakon Jedi nie jest jeszcze cieniem dawnej potęgi, lecz działa jako prawdziwa siła pokoju i nadziei.
Największym atutem książki jest sposób przedstawienia Jedi. Są różnorodni, mają własne spojrzenia na Moc i nie są jedynie „rycerzami z mieczami świetlnymi”. Autor bardzo ciekawie eksploruje ich indywidualne podejście do Mocy dla jednych jest ona pieśnią, dla innych oceanem czy światłem. To nadaje historii głębi i sprawia, że zakon wydaje się bardziej żywy niż w wielu wcześniejszych opowieściach.
Fabuła koncentruje się wokół katastrofy hipernapędowej i jej konsekwencji dla całej galaktyki. Tempo jest dynamiczne, momentami wręcz filmowe szczególnie w scenach ratunkowych i kosmicznych zagrożeń. Soule dobrze buduje napięcie i umiejętnie przeplata wątki wielu bohaterów.
Nieco słabszą stroną może być liczba postaci na początku łatwo się pogubić, kto jest kim. Jednak z czasem wszystko się klaruje, a czytelnik zaczyna doceniać szeroką skalę wydarzeń.
Na szczególne wyróżnienie zasługują też antagoniści Nihilowie. Nie są typowym „złem dla zasady”, lecz chaotyczną, nieprzewidywalną siłą, która wnosi do świata Star Wars coś nowego i niepokojącego.
„Światło Jedi” to bardzo udane otwarcie projektu Wielkiej Republiki i jednocześnie powiew świeżości w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Charles Soule pokazuje galaktykę w okresie jej największego rozkwitu, kiedy Zakon Jedi nie jest jeszcze cieniem dawnej potęgi, lecz działa jako prawdziwa siła pokoju i nadziei.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajwiększym atutem książki jest sposób przedstawienia Jedi. Są...
Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.
Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd pierwszych stron wpadamy w świat, który jest naprawdę dobrze prowadzony i tłumaczony. Bałam się, że się pogubię, ale nic z tych rzeczy - wszystko jest wyjaśniane na tyle naturalnie, że nawet totalny laik (czyli ja) daje radę.
Na początku poznajemy sporo postaci: gdzie są, co robią, jakie mają role i motywacje. Może to być chwilami przytłaczające, bo historia skacze między różnymi perspektywami i wydarzeniami, ale mi się to podobało. Dzięki temu czuć skalę całej sytuacji i to, że dzieje się coś na skalę iście kosmiczną. ☄️
Książka potrafi być emocjonalna - są tragiczne śmierci, napięcie i sporo dramatów - ale na szczęście humor też się pojawia, więc nie jest to tylko rollercoaster cierpienia.
Mamy tu Jedi, Nihilów, mnóstwo dziwnych i dziwniejszych ras (od lekko nie-ludzkich po kompletne „co ja czytam” 😆).
Bardzo polubiłam Avar Kriss, Bella Zettifara i Burryagę, a Porter Engle kradnie sceny ilekroć się pojawia. No i antagonista Marchion Ro - świetnie napisany, irytujący i konsekwentny w dążeniu do celu.
Fabuła kręci się wokół wydarzeń z początku książki i próby rozwikłania katastrofy statku „Szlak Dziedzictwa”. W międzyczasie nasi Jedi i ich padawani mają kilka mniejszych (i większych) starć. I tak, są tu tytułowe „gwiezdne wojny”. I to takie, które naprawdę dobrze się czyta, a sceny akcji były bardzo obrazowe. 🤩
Mimo dużej ilości nazw własnych i specyficznego słownictwa przez książkę się wręcz biegnie. Nie pytajcie mnie tylko, kto był jakiej rasy i ile miał oczu. 😅
Moje pierwsze spotkanie ze sci-fi uznaję za bardzo udane. Na pewno jeszcze coś z tej serii przeczytam, choć raczej nie natychmiast. Epilog skutecznie zachęca do powrotu do odległej galaktyki. 🌌
Od pierwszych stron wpadamy w świat, który jest naprawdę dobrze prowadzony i tłumaczony. Bałam się, że się pogubię, ale nic z tych rzeczy - wszystko jest wyjaśniane na tyle naturalnie, że nawet totalny laik (czyli ja) daje radę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku poznajemy sporo postaci: gdzie są, co robią, jakie mają role i motywacje. Może to być chwilami przytłaczające, bo historia skacze...
Jak na książkę z uniwersum Star Wars - bardzo dobra. Autor często skupia się na dokładnych opisach Wysokiej Republiki, co dla fanów uniwersum na pewno będzie plusem.
Sporo postaci, które są raczej mało charakterystyczne, intryga będąca główna osią fabularną i sporo Jedi. Chętnie sprawdzę kolejny tom :)
Jak na książkę z uniwersum Star Wars - bardzo dobra. Autor często skupia się na dokładnych opisach Wysokiej Republiki, co dla fanów uniwersum na pewno będzie plusem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSporo postaci, które są raczej mało charakterystyczne, intryga będąca główna osią fabularną i sporo Jedi. Chętnie sprawdzę kolejny tom :)
Pozycja, która otwiera serię będącą w mojej opinii must-have, jeśli chodzi o świat Star Wars. Już w 1 tomie Wielkiej Republiki zostajemy zalani niezwykle obszernym światem, lecz wprowadzanym płynnie i udanie. Od samego początku można poczuć chemię między bohaterami oraz wagę wydarzeń, które spadają na Zakon z zaskoczenia. Mimo przegadanych chwil i momentami ciągnącej się akcji, jest to pozycja, która pochłania czytelnika od pierwszej do ostatniej strony.
Pozycja, która otwiera serię będącą w mojej opinii must-have, jeśli chodzi o świat Star Wars. Już w 1 tomie Wielkiej Republiki zostajemy zalani niezwykle obszernym światem, lecz wprowadzanym płynnie i udanie. Od samego początku można poczuć chemię między bohaterami oraz wagę wydarzeń, które spadają na Zakon z zaskoczenia. Mimo przegadanych chwil i momentami ciągnącej się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKupiłem te książkę jakoś od razu po premierze parę lat temu i nigdy jej nie ruszyłem. Jednym z planów na 2026 jest nadrobienie Wielkiej Republiki i 'Światło Jedi' jest naprawdę fajnym punktem startowym dla nowego okresu w kanonie Gwiezdnych Wojen.
Historia wprowadza multum nowych postaci, planet i konceptów i choć nie wszystko zapadnie w pamięć to na pewno każdy znajdzie jakąś postać lub dwie dla siebie, których losy będzie z ciekawością śledzić dalej.
W książce dzieje się BARDZO dużo. Pierwsza część to gigantyczna scena akcji przedstawiana z kilku różnych perspektyw kilkunastu bohaterów i miejsc. Jest to bardzo sprawnie napisane i ciężko się pogubić, byłem naprawdę wciągnięty.
W środkowej części łapiemy lekką zadyszkę, gdzie jest dużo gadania i gadania i gadania i gadania, ale szybko wracamy do kolejnych pościgów i wybuchów, tak jak chopaki lubiom najbardziej.
Nie jest to żadna wybitna literatura, nie porusza żadnych przełomowych tematów (poza 'bądź dobry i nie bądź zły' I guess),ale jest to fajny powiew świeżości w serii, która w mainstreamie nie może pożegnać się ze swoją przeszłością i ruszyć do przodu.
Smut Radar - niewypowiedziane napięcie pomiędzy Avar Kriss i Elzarem Mannem is the best I can do...
Kupiłem te książkę jakoś od razu po premierze parę lat temu i nigdy jej nie ruszyłem. Jednym z planów na 2026 jest nadrobienie Wielkiej Republiki i 'Światło Jedi' jest naprawdę fajnym punktem startowym dla nowego okresu w kanonie Gwiezdnych Wojen.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria wprowadza multum nowych postaci, planet i konceptów i choć nie wszystko zapadnie w pamięć to na pewno każdy znajdzie...
Dla fana gwiezdnych wojen ta książka jest niezła. Zwykłemu czytelnikowi jednak raczej nie sprawi przyjemności.
Czasami można było odnieść wrażenie, że cała książka składa się z losowych wydarzeń odbywających się na jakiejś linii czasu, jednak nie prowadzących donikąd. Postaci jest mnóstwo i czasem można zapomnieć kto kim jest.
Szczęśliwie, pod ostatnie 100 stron zaczyna się robić naprawdę ciekawie, co trochę ratuje tę pozycję. Niestety pozostaje wrażenie, że na to było trochę za późno przez co nie daję więcej niż 6 gwiazdek.
Mimo wszystko polecam to fanom uniwersum!
Dla fana gwiezdnych wojen ta książka jest niezła. Zwykłemu czytelnikowi jednak raczej nie sprawi przyjemności.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami można było odnieść wrażenie, że cała książka składa się z losowych wydarzeń odbywających się na jakiejś linii czasu, jednak nie prowadzących donikąd. Postaci jest mnóstwo i czasem można zapomnieć kto kim jest.
Szczęśliwie, pod ostatnie 100 stron zaczyna...
Całkiem ciekawa pozycja, interesująca fabuła, czytało się dość przyjemnie. Subiektywnie rzecz biorąc dla mnie było za dużo postaci i gdzieś w dwóch trzecich książki już zapominałem kto jest kto, zwłaszcza że każdy miał przypisaną swoją rasę która też trzeba było spamiętać ewentualnie olać i wyobrażać sobie człowieka.
Całkiem ciekawa pozycja, interesująca fabuła, czytało się dość przyjemnie. Subiektywnie rzecz biorąc dla mnie było za dużo postaci i gdzieś w dwóch trzecich książki już zapominałem kto jest kto, zwłaszcza że każdy miał przypisaną swoją rasę która też trzeba było spamiętać ewentualnie olać i wyobrażać sobie człowieka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSolidnie napisana i przede wszystkim przemyślana historia osadzona w zupełnie dotąd nieznanych fanom czasach. Od czasu do czasu trochę się dłuży i toczy zbyt leniwie jak na standardy tego uniwersum, ale zawiera też wiele świetnych pomysłów i ukazuje nam Galaktykę pod zupełnie innym kątem niż dotychczas.
Solidnie napisana i przede wszystkim przemyślana historia osadzona w zupełnie dotąd nieznanych fanom czasach. Od czasu do czasu trochę się dłuży i toczy zbyt leniwie jak na standardy tego uniwersum, ale zawiera też wiele świetnych pomysłów i ukazuje nam Galaktykę pod zupełnie innym kątem niż dotychczas.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to