Obserwatorzy spoza czasu

- Kategoria:
- horror
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- The Watchers out of Time and Others
- Data wydania:
- 2021-10-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2000-11-30
- Liczba stron:
- 536
- Czas czytania
- 8 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788382023701
- Tłumacz:
- Robert P. Lipski
GROŹNE MIEJSCA, PRADAWNE RYTUAŁY I MAGICZNE OBRZĘDY W FASCYNUJĄCYM TOMIE OPOWIEŚCI MISTRZA NIESAMOWITOŚCI
Wydane pośmiertnie i opracowane przez Augusta Derletha opowiadania H.P. Lovecrafta mają wiele cech wspólnych. Traktują o losach potomków rodów Whateleyów, Marshów lub Bishopów - samotników przybywających do odludnej krainy mrocznych puszcz Nowej Anglii, by zamieszkać w posiadłościach, które kryją wiele sekretów i zagadek z przeszłości. H.P. Lovecraft, twórca niezwykłej mitologii Cthulhu, pozostawił po sobie wiele notatek, projektów i niedokończonych opowiadań, a August Derleth podjął się trudnego dzieła połączenia tych fragmentów w całość, tworząc ze znanych wątków nowe i mrożące krew w żyłach historie.
H. P. Lovecraft i August Derleth nigdy w życiu nie spotkali się osobiście, niemniej zaprzyjaźnili się, prowadząc bogatą korespondencję. Derleth podzielał zamiłowanie Lovecrafta do mrocznych, pełnych grozy opowieści i sam takie tworzył. Po śmierci swego przyjaciela z Providence, Derleth uporządkował jego spuściznę literacką i założył wydawnictwo Arkham House (zapożyczając nazwę z jednego z utworów Lovecrafta) w celu przybliżenia jej (i dzieł innych pisarzy o podobnej tematyce) szerokim rzeszom czytelników. Sądząc po popularności książek H. P. Lovecrafta na świecie, Augustowi Derlethowi udało się zrealizować swój cel.
Niniejszy tom zawiera zarówno opowiadania, które Derleth dokończył, znalazłszy je we fragmentach w papierach pisarza, jak i te zainspirowane pomysłami i wymianą poglądów, zawartymi w ich korespondencji.
*
Ilustracja na okładce Paweł Hordyniak
Kup Obserwatorzy spoza czasu w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Obserwatorzy spoza czasu
Poznaj innych czytelników
733 użytkowników ma tytuł Obserwatorzy spoza czasu na półkach głównych- Przeczytane 388
- Chcę przeczytać 337
- Teraz czytam 8
- Posiadam 89
- Ulubione 11
- Horror 9
- Chcę w prezencie 7
- Fantastyka 5
- Groza 4
- 2021 4




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Obserwatorzy spoza czasu
"Obserwatorzy spoza czasu" to 15 opowiadań i jedna nowela (mini-powieść?) autorstwa Augusta Derletha rozwijające szkice jego bardziej znanego kolegi po piórze - Howarda Philipsa Lovecrafta. Derleth był korespondencyjnym przyjacielem Lovecrafta i zajął się jego spuścizną. M.in. luźne pomysły rzucane gdzieś zdawkowo w listach przerobił na pełnoprawne opowiadania. Tom jest owocem tych prac i samego Lovecrafta właściwie tu nie ma a jego nazwisko jako autora służy za przynętę.
Książkę otwiera "Czyhający w progu" - najdłuższy z wszystkich tekstów (prawie 200 stron). Nowy dziedzic opuszczonej posiadłości Billingtonów w Dunwich musi dochować dziwnych warunków przejęcia spadku. Warunki te zostają oczywiście naruszone i otwiera się portal do wymiaru zamieszkiwanego przez potwory. Maniera jaką przyjmuje Derleth w tej noweli naśladowania prozy samotnika z Providence (forma pamiętnika lub listu, miejsce akcji to Dunwich, stary dom ukrywający przerażający sekret z przeszłości, bohaterowie spokrewnieni z miejscowymi rodami, wybór okultystycznych tytułów w prywatnych bibliotekach, itp.) okazuje się być powielana niemal w każdej kolejnej historii. W tym przypadku wyszłoby wszystko całkiem solidnie, gdyby nie zakończenie, w którym akcja nagle przyśpiesza, wszystko kończy się na kilku stronach, na dodatek dosyć sztampowo, bo strzelaniną.
Drugi w kolejności jest "Spadkobierca" i dla mnie to najbardziej lovecraftowskie opowiadanie całej książki. Bohater wynajmuje stary dom, którego dawny właściciel eksperymentował z gadami szukając szansy na przedłużenie własnego życia. Zagadka, sposób prowadzenia akcji, suspens finałowej sceny - wszystko od początku do końca bliskie jest klimatowi prozy mistrza. Derleth doskonale wymieszał własną inwencję (zupełnie nowy antagonista z oryginalną historią) z zachowaniem stylu Lovecrafta. Byłbym gotów uwierzyć, że to opowiadanie współtworzył sam Lovecraft. Niestety w kolejnych tekstach inwencja Derletha okazuje się ograniczona, wtórna lub banalna.
I tak "Dzień Wentwortha" już po kilku stronach staje się całkowicie przewidywalną powiastką o powrocie zza grobu, "Dziedzictwo Peabodych" to kolejna wersja nawiedzonego domu, "Okno na poddaszu" to drugi raz przerobiony ten sam pomysł, co w "Czyhającym w progu" - okna, przez które widać inny, potworny wymiar. Trochę więcej z klimatu Lovecrafta ma "Przodek" o człowieku odzyskującym wspomnienia sprzed wielu pokoleń, ale przy okazji jego ciało ulega wstecznej ewolucji. Dosyć kuriozalnym przypadkiem jest "Cień z przestworzy" będący po prostu przeróbką pomysłu z "Cienia spoza czasu" Lovecrafta.
Ponoć w całej książce najwięcej własnego wkładu Lovecrafta zawiera "Lampa Alhazreda". Nie widać tego. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że bohater tego opowiadania, Ward Phillips, to po prostu alter ego samego Howarda Phillipsa Lovecrafta. Tenże Ward Phillips dziedziczy cudowną lampę należącą kiedyś do szalonego Araba Abdula Alhazreda, autora "Necronomiconu". Dzięki wizjom ukazywanym przez lampę Phillips tworzy wspaniałe opowiadania o innych światach i potworach. Alter ego Lovecrafta, jako Arthur Phillips, pojawia się jeszcze w "Ciemnym bractwie" i dostaje szansę spotkania podziwianego przez niego Edgara Allana Poe.
Spośród pozostałych opowiadań wyróżnia się jeszcze "Cień na poddaszu" ponieważ Derleth odszedł w nim na tyle mocno w kierunku nowoczesnego pisarstwa, że Lovecraft nigdy by się pod czymś takim nie podpisał. Pojawiają się tu śladowe wątki erotyczne, ale przede wszystkim znaczącą, sprawczą i pozytywną rolę odgrywa w nim kobieta (a Lovecraft w swej mizoginii nigdy nie dopuszczał takich sytuacji w swojej twórczości). Ostatnie opowiadanie tomu - "Obserwatorzy spoza czasu" - jest nieukończone. Oczywiście możemy się domyślać zakończenia ze względu na powtarzalność schematów (przodek obecnego dziedzica domu przywołał w nim grożną istotę z innego świata i właściciel musi się o tym samemu przekonać zanim ucieknie przerażony),ale urywa się dosłownie w połowie.
Jeśli ktoś chce sięgnąć po utwory współtworzone przez Lovecrafta to polecam sięgnąć po "Kopiec" (z Zealią Bishop) i "Koszmary (z Hazel Heald). W obu przypadkach wkład Lovecrafta jest na tyle duży, że wyglądają jak oryginalne. Z "Obserwatorami spoza czasu" sytuacja jest odwrotna - August Derleth wykorzystał na tyle nikłe zajawki swojego mistrza, że wygląda to jak fan fiction. Na dodatek miewałem wrażenie, że niektóre z tych zajawek to wczesne wersje opowiadań, które z czasem sam Lovecraft zdążył przerobić i rozwinąć (z dużo lepszym skutkiem). Proza Derletha znacznie różni się od jego mentora - bez porównania mniej szczegółowa, mniej rozbudowana, mniej odjechana, mniej pomysłowa. Na dodatek Derleth nie czerpie z całej twórczości Lovecrafta próbując ją twórczo rozwijać, tylko w kółko krąży wokół tych samych opowiadań: "Zgroza w Dunwich", "Widmo nad Innsmouth", "Zew Cthulhu".
Na dodatek Zysk i S-ka nie popisał się tym wydaniem, bo mnóstwo w nim literówek. Szczególnie dotknęły one nazwy postaci, przez co czytelnik mniej obeznany może nawet ich nie rozpoznać.
"Obserwatorzy spoza czasu" to 15 opowiadań i jedna nowela (mini-powieść?) autorstwa Augusta Derletha rozwijające szkice jego bardziej znanego kolegi po piórze - Howarda Philipsa Lovecrafta. Derleth był korespondencyjnym przyjacielem Lovecrafta i zajął się jego spuścizną. M.in. luźne pomysły rzucane gdzieś zdawkowo w listach przerobił na pełnoprawne opowiadania. Tom jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć to właśnie Augustowi Derlethowi powinniśmy zawdzięczać skatalogowanie i spopularyzowanie dzieł H.P. Lovecrafta, to na tym właściwie kończy się jego lista zasług wobec Samotnika z Providence. Zbiór ten, sygnowany wprawdzie nazwiskiem mistrza grozy, ma z jego twórczością niewiele wspólnego. Derleth, choć był niewątpliwie sprawnym organizatorem, nie dorównywał Lovecraftowi talentem.
I chociaż wszystkie te opowiadania powstały w mniejszym lub większym stopniu na podstawie notatek Howarda i posiadają wszystkie atrybuty mitologii Cthulhu (termin, de facto, ukuty przez samego Derletha),to brakuje im jednej, kluczowej rzeczy – atmosfery. Wszystkie historie w zbiorze są niesamowicie nudne i powtarzalne. Znakomita większość z nich jest wariacją tego samego schematu: główny bohater dziedziczy zapomnianą rezydencję po zmarłym krewnym lub przodku; na miejscu dowiaduje się, że lokalna społeczność nie darzy jego rodu sympatią; rozpoczyna wstępne śledztwo, czytając notatki poprzednika, gdzie natrafia na ślady zakazanej wiedzy (w tym momencie następuje obowiązkowe wymienienie wszystkich ksiąg zakazanych i bóstw z uniwersum, które Derleth dodatkowo rozbudował); pojawiają się tajemnicze zaginięcia, o które obwiniany jest bohater; następuje kulminacyjna konfrontacja – i koniec.
Być może na tle ówczesnych pisarzy grozy proza Derletha wypada nawet nieco powyżej średniej, ale w porównaniu z jego listownym kolegą Lovecraftem wygląda po prostu blado. Zakończeniom brakuje suspensu, atmosfery grozy i niedopowiedzenia, bohaterowie są irytująco naiwni, a sam styl pozbawiony jest kunsztu. Derleth stawia na przygodowo-pulpowe rozwiązania, które dobrze wpisywały się w klimat grozy lat 50. i 60., ale dziś zwyczajnie nie wytrzymują próby czasu.
Na tle całości wyróżniają się jednak trzy opowiadania: Dzień Wentwortha – z ciekawym, niemal gore’owym zwrotem akcji na końcu; Lampa Alhazreda – poetycka próba opowiedzenia biografii Lovecrafta; oraz Cień na poddaszu – wnoszący odrobinę humoru i erotyki do tego dość pruderyjnego uniwersum.
Zdecydowanie nie polecam tego zbioru osobom, które dopiero zaczynają przygodę z dziełami H.P. Lovecrafta. To pozycja raczej dla starych, wytrwałych miłośników mitologii Cthulhu, choć nawet dla nich – podobnie jak dla mnie – może okazać się trudna do przebrnięcia za jednym razem.
Choć to właśnie Augustowi Derlethowi powinniśmy zawdzięczać skatalogowanie i spopularyzowanie dzieł H.P. Lovecrafta, to na tym właściwie kończy się jego lista zasług wobec Samotnika z Providence. Zbiór ten, sygnowany wprawdzie nazwiskiem mistrza grozy, ma z jego twórczością niewiele wspólnego. Derleth, choć był niewątpliwie sprawnym organizatorem, nie dorównywał...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobry zbiór kilkunastu powieści grozy autorstwa Lovecrafta i jego korespondencyjnego przyjaciela Derletha, człowieka któremu zawdzięczamy zachowanie i rozwinięcie twórczości tego pierwszego. Trudno naturalnie powiedzieć ile z prezentowanych utworów wyszło bezpośrednio z pod pióra Lovecrafta, a ile było tylko inspirowanych jego twórczością i zamysłami oraz pozostawionymi notatkami. Faktem pozostaje, że oddają ducha mitologi Cthulhu.
Dobry zbiór kilkunastu powieści grozy autorstwa Lovecrafta i jego korespondencyjnego przyjaciela Derletha, człowieka któremu zawdzięczamy zachowanie i rozwinięcie twórczości tego pierwszego. Trudno naturalnie powiedzieć ile z prezentowanych utworów wyszło bezpośrednio z pod pióra Lovecrafta, a ile było tylko inspirowanych jego twórczością i zamysłami oraz pozostawionymi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLovecraft ma specjalne miejsce w moim sercu. Będzie już grubo ponad dwadzieścia lat kiedy znalazłam jego dzieła w osiedlowej bibliotece i zawładnęły one moją duszą na obraz opętań Tego, którego imienia się nie wymawia.
"Obserwatorzy.." zwieńczają moją kolekcję wszytstkich obecnie wydań prac tego autora. Uległam bowiem podobnej obsesji jak bohaterowie jego licznych opowiadań i po prostu musiałam mieć wszystkie ich ujęcia. A może to przez oglądane Pokemony? Wychodzi na to samo ;)
Nie jest to jednak typowy Lovecraft i dla niektórych może stać się to solą w oku. Opowiadania, pozostawione we fragmentach przez Mistrza, zostały złożone w całość przez Augusta Derleth'a. Odczuwa się to w nowocześniejszym stylu w jakim zostały one ukazane. Z jednej strony nasuwa nam wizję tego w jaki sposób mógłby dalej tworzyć Lovecraft, z drugiej odziera go troszkę z jego charakterystycznej atmosfery. Niemniej uchwycił on esencję szczególnie iż w ostatnich wersetach pozostawia nas z niedokończoną historią jaka rozpala wyobraźnię. Myślę, że jest to idealnie w stylu Lovecrafta tak lubujacego się w dwuznacznościach.
Opowiadana skupiają się głownie na starych, zapomnianych domach co może być odbierane jako monotonne. Nie dla mnie: zagorzałego fana opuszczonych, nawiedzonych domostw. Czyż nawet teraz kiedy latamy w kosmos, mamy komputery, a nawet zaczątki sztucznej inteligencji, nawiedzone domy wciąż nas nie fascynują? Czy dalej nie fascynują nas okryte kurzem, pleśnią, aluzją, niedopowiedzeniem historie pełne grozy o porzuconych ruderach?
Czy nie dalej obawiamy się cieni kryjących się w ciemnych kątach i tego gdy grzmoty szalejąc, budzą nas w nocy?
Opowiadania Lovecrafta będą zawsze żywe ponieważ zawsze będzie w nas ta pierwotna cząstka. Pierwiastek budzący się gdy niedomowienia, gra wyobraźni, hipnotyczność, fragmentaryczność i psikusy umysłu stawiają nas, niedowiarków przed Nienazwanym sięgającym głęboko w prastary gen w nas zapisany.
Lovecraft ma specjalne miejsce w moim sercu. Będzie już grubo ponad dwadzieścia lat kiedy znalazłam jego dzieła w osiedlowej bibliotece i zawładnęły one moją duszą na obraz opętań Tego, którego imienia się nie wymawia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Obserwatorzy.." zwieńczają moją kolekcję wszytstkich obecnie wydań prac tego autora. Uległam bowiem podobnej obsesji jak bohaterowie jego licznych...
Myślałam, że z polskiego rynku wydawniczego, jeśli chodzi o Lovecrafta, przeczytałam już wszystko, co tylko się dało, dlatego zdziwiłam się i ucieszyłam jednocześnie, trafiając na wydanie opowiadań pod szyldem dwóch nazwisk: H.P. Lovecraft i August Derleth.
Niniejsze wydanie jest tak naprawdę owocem pracy Augusta Derletha nad zachowaniem dla przyszłych pokoleń i rozbudowaniem twórczości Lovecrafta, którego nigdy osobiście nie spotkał, ale z którym dużo korespondował. Według autora przedmowy: „do końca swego życia Lovecraft namawiał Derletha, by ten wykorzystał swą bujną wyobraźnię do rozbudowania mitologii Cthulhu”. Tak też Derleth zrobił – po śmierci Lovecrafta wykorzystał pomysły, zarysy fabuł, a nawet całe fragmenty prozy, które ten przesyłał mu w listach, i na ich bazie „nadbudował” kolejne elementy uniwersum Wielkich Przedwiecznych.
Dla osób znających dobrze prozę samego Lovecrafta wspólne – o ile tak można je nazwać – opowiadania obu pisarzy nie będą niczym nowym ani odkrywczym. Derleth w głównej mierze wykorzystuje bowiem znane już z najbardziej popularnych opowiadań Lovecrafta nazwiska, istoty, lokacje czy przedmioty i jedynie je „remiksuje” – wprowadza nowe wątki czy postaci, jednak wydaje się, że wszystko to… no cóż, już było. Wszystkie opowiadania są też bardzo do siebie zbliżone pod względem fabuły czy kreacji bohaterów – ba, nawet pula imion i nazwisk jest bardzo okrojona i Derleth zdaje się żonglować ciągle tymi samymi, pierwotnie wykorzystanymi przez samego Lovecrafta. Na próżno tu szukać oryginalności, przynajmniej względem twórczości spisanej ręką pierwotnego pomysłodawcy. Liczyłam też na bardziej skrupulatne pogłębienie mitologii Cthulhu, jednak tu również Derleth zdawał się bardziej remiksować już zastane treści, niż nadpisywać samo uniwersum. Mówiąc językiem współczesnego Internetu, opowiadania te można by spokojnie nazwać czymś w rodzaju zbioru fanfiction z uniwersum Wielkich Przedwiecznych, gratką dla wielbicieli twórczości samego Lovecrafta. Osobiście jednak nie ryzykowałabym stwierdzenia, że Derleth lovecraftowskie uniwersum jakkolwiek pogłębił czy rozbudował – raczej po prostu wykorzystał je, już istniejące, i dołożył do niego cegiełkę w postaci (na wpół)własnych opowiadań. Jeśli chodzi o talent pisarski, to Derlethowi, moim zdaniem, do Lovecrafta bardzo daleko - większość fabuł opiera się praktycznie w całości na opisach, brakuje im dynamiczności i głębi. Żadne z opowiadań nie sprawiło też, w przeciwieństwie do niektórych oryginalnych dzieł Lovecrafta, by ciarki przebiegły mi po plecach, jednak całość przeczytałam mimo wszystko z zainteresowaniem, chcąc zwyczajnie przekonać się, jak z Wielkimi Przedwiecznymi poradził sobie inny pisarz z czasów Lovecrafta.
Co do samego polskiego wydania, czyli niniejszego zbioru – nie wiem, czy to kwestia mojego wadliwego egzemplarza (kupionego w lokalnej księgarni za delikatnie niższą cenę, z wadą produkcyjną w postaci rozwarstwionego miejscami tekstu),czy po prostu niestarannej edycji, ale rzuciło mi się w oczy naprawdę wiele błędów – między innymi niepoprawna interpunkcja, całe zdania pozbawione spacji czy źle postawione myślniki w dialogach. Odniosłam wrażenie, że wydanie to zostało potraktowane wybitnie „po macoszemu” – a szkoda, bo dla miłośników Lovecrafta jest to mimo wszystko wartościowy dodatek do kolekcji.
Myślałam, że z polskiego rynku wydawniczego, jeśli chodzi o Lovecrafta, przeczytałam już wszystko, co tylko się dało, dlatego zdziwiłam się i ucieszyłam jednocześnie, trafiając na wydanie opowiadań pod szyldem dwóch nazwisk: H.P. Lovecraft i August Derleth.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiniejsze wydanie jest tak naprawdę owocem pracy Augusta Derletha nad zachowaniem dla przyszłych pokoleń i...
Mam z tą książką pewien problem, a w sumie nawet dwa – choć i tak koniec końców uważam ten zbiór opowiadań za ciekawą lekturę, której nie żałuję i nie czuję, abym straciła czas.
Przede wszystkim mam problem z całą esencją zebranych tu opowiadań. Tak naprawdę dopiero zaczynam poznawać twórczość Lovecrafta, ale już mogę stwierdzić, że w ,,Obserwatorach…” brakuje właśnie tego – Lovecrafta. Nie chodzi o lore czy zainteresowanie samymi historiami, ale właśnie o to ,,coś”, co miały teksty Samotnika z Providence. Nie jest to aż tak duży minus, bo opowiadania nadal trzymają poziom i są ciekawe, jednak można było spodziewać się czegoś więcej biorąc pod uwagę, że teksty zostały napisane i redagowane na podstawie notatek i listów.
To, co jednak bardziej mi doskwierało, to sposób kończenia opowiadań. Są prowadzone naprawdę zręcznie, wciągają stopniowo odkrywając świat i intrygę, budując napięcie aż do punktu kulminacyjnego… po którym jest już równia pochyła do zakończenia, które czasami następuje dosłownie w samym punkcie kulminacyjnym, zostawiając czytelnika bez wyraźnej puenty i momentami lekko zdezorientowanego. Trochę tak, jakby autor napisał naprawdę dobry kawał tekstu, ale nie wiedział jak go zakończyć, więc nie zawracał sobie tym głowy i robił speedrun zakończenia. Czy irytowało? Po którymś z kolei razie trochę tak… ale jak wspominałam wcześniej, same opowiadania wciągnęły mnie na tyle, że byłam w stanie wybaczyć im odrobinę więcej.
W skrócie? Lovecraft toto nie jest, czasem zakończenia trochę kuleją, ale same opowiadania są na tyle ciekawe i wciągające, że warto dać im szansę. ,,Obserwatorzy…” to według mnie trochę taki fanfik do twórczości Lovecrafta, ale fanfik bardzo dobry i godny uwagi.
Mam z tą książką pewien problem, a w sumie nawet dwa – choć i tak koniec końców uważam ten zbiór opowiadań za ciekawą lekturę, której nie żałuję i nie czuję, abym straciła czas.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzede wszystkim mam problem z całą esencją zebranych tu opowiadań. Tak naprawdę dopiero zaczynam poznawać twórczość Lovecrafta, ale już mogę stwierdzić, że w ,,Obserwatorach…” brakuje właśnie tego...
W pełni zachowany klimat powieści Lovecrafta. Trzymająca w napięciu i wciągająca.
W pełni zachowany klimat powieści Lovecrafta. Trzymająca w napięciu i wciągająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo trzeba sobie przyznać i zaakceptować przed zaczęciem tej lektury, to jedna rzecz, a mianowicie: August nie jest Lovecraftem, nigdy nie był i nigdy nie będzie, więc będą istnieć pewne rozbieżności między nimi, chociaż wydaje się, że styl pisania jest naprawdę podobny, prawdopodobnie z uwagi na to, że miała to by być swojaka kontynuacja pracy Howarda. Ja osobiście wolę styl samotnika z Providence, niźli jego przyjaciela, nie mówię, że August, jeśli chodzi o stylistykę, jest dużo gorszy, ale on potęguje niektóre rzeczy, jakie były u Lovecrafta i sprawia, że momentami jest aż nazbyt nużąco. O ile Howard był powtarzalny, tak Derleth jeszcze częściej w mojej opinii się powtarza, zawiera gdzieś podobne motywy, niektóre fragmenty mogą wywoływać nawet deja vu (choćby to, że w co najmniej kilku opowiadaniach August zawarł moment, w którym wymienia po kolei połowę lovecraftiańskich bóstw, cthulhu, yog-sothoth, azathoth, hastur, etc...) - co momentami bywa irytujące.
Ale przejdźmy do oceny każdego z opowiadań z osobna:
1. Czyhający w progu - jest ono najdłuższe w zbiorze, w mojej opinii zasługuje może na taką 6. Mamy do czynienia z typowym lovecraftowskim stylem, ktoś przyjeżdża do dziwnego domu, dzieją się dziwne rzeczy, zaprasza kogoś do siebie, ten ktoś zauważa, że dzieją się inne rzeczy, etc. To opowiadanie nie miało w sobie w zasadzie nic, co by mnie jakoś urzekło, ale nie mogę też powiedzieć, że było szczególnie złe, było, bo było. Nie najgorszy początek, w miarę intrygujący wątek z dziennikiem tamtego dziecka, jakkolwiek mu było na imię, trzecia relacja jak dla mnie prawie niepotrzebna. To zakończenie moim zdaniem raczej zamiast horroru pasowałoby do filmu akcji i było trochę pomyłką.
2. Spadkobierca - moim zdaniem jedno z lepszych opowiadań w tomie, które zawierało pewien ciekawy koncept, chociaż motyw starego człowieka, który kontynuuje swoje życie udając swoich przodków jest dość typowy dla prozy Lovecrafta, mimo wszystko nieźle się to czytało
Dałbym takie 7/10
3. Dzień Wentwortha - bardzo spoko opowiadanie, podoba mi się koncepcja, fajnie napisane, nie mam za bardzo do czego się przyczepić, oczywiście nie było to mega porywające, ale ponownie celowałbym między 7 a 8
4. Dziedzictwo Peabodych - tutaj ponownie jak w czyhającym w progu, mamy podobny wątek, nic ciekawego, nic nowego, szczerze mówiąc, nie za dobrze pamiętam te opowiadanie, co chyba najlepiej świadczy o tym, że niespecjalnie się ono wyróżniało, ode mnie 5/10
5. Okno na poddaszu - nie jest to ani super opowiadanie ani opowiadanie złe, ode mnie 6/10
6. Przodek - tutaj już było trochę ciekawiej, jedno z najlepszych tutaj opowiadań, ode mnie może by tak nawet 8/10, fajny koncept, chociaż myślę, że można by dodać trochę więcej szczegółów tej całej... przeszłości? Nie wiem
7. Zamknięty pokój - to opowiadanie nie było zle, nawet dość dobrze poprowadzone, przewidywalne, ale to jedna z cech Lovecraftowskiego stylu, niby nic nowego, ale ode mnie może być 6/10
8. Cień z przestworzy - dostajemy tu prawie to samo, co w "cieniu spoza czasu" Lovecrafta, tyle tylko, że z perspektywy psychoanalityka, który bada pacjenta dotkniętego dziwną przypadłością, jak dla mnie nie zasługuje ono na więcej niż 4/10
9. Wiedźmi jar - tutaj było po prostu spoko. August, z tego co zauważyłem, ma właśnie duże tendencje do robienia większej ilości akcji w swoich opowiadaniach i tutaj mamy z tym do czynienia pod koniec, ale sama budowa opowiadania mi się spodobała, 7/10
10. Cień na poddaszu - typowo, odziedziczony dom, takie tam, ale doceniłbym to opowiadanie za to, że tym razem to głównym bohaterem ktoś chce zawładnąć i za to niejednoznaczne zakończenie. 7,5/10
11. Ciemne bractwo - absolutne jeden z moich faworytów, dobry koncept i niezgorsze wykonanie, 8/10
12. Glina z Innsmouth - nic specjalnie ciekawego, ot, tajemnicza rzeźba i człowiek zmieniający się w rybostwora, 6/10
13. Koszmar z przeszłości - był całkiem całkiem, podobało mi się zakończenie i było ogółem całkiem przyjemnie, chociaż to znowu podobny motyw, 6,5/10
14. Lampa Alhazreda - opowiadanie, w którym w gruncie rzeczy wiele się nie dzieje i które poświęcone jest głównie opisom, mimo wszystko było dobrym doświadczeniem i kojarzyło mi się z samym Lovecraftem, 7,5/10
15. Rybak z sokolego przylądka - historia, która była na tyle krótka, że raczej jej nie zapamiętam, nie wniosła też nic superciekawego, typowe, lovecraftiańskie opowieści, 5/10
16. Obserwatorzy spoza czasu - trudno mi ocenić to opowiadanie z tego względu, że zwyczajnie nie było skończone i zapewne autorowi pozostało jeszcze dużo do napisania, kiedy zmarł. Natomiast widząc po raz kolejny ten sam schemat już mózg mi się powoli wyłączał.
Podsumowując, czy warto sięgnąć po ten zbiór? I tak i nie. Ma kilka perełek, chociaż duża część to dość żmudne przekopywanie się przez historie starych przodków i dziedzictwa rodzin, co, nie zrozumcie mnie źle, nie jest złe w samo w sobie, ale Derleth robi to tak, że momentami aż nie chce się czytać. Uważam, że fani Lovecrafta powinni raczej sami to ocenić, nie sądzę, żeby August poza stylistyką w czymkolwiek był podobny do Howarda, ale to już nie mi oceniać, w każdym razie nie ma szału ani tragedii.
Co trzeba sobie przyznać i zaakceptować przed zaczęciem tej lektury, to jedna rzecz, a mianowicie: August nie jest Lovecraftem, nigdy nie był i nigdy nie będzie, więc będą istnieć pewne rozbieżności między nimi, chociaż wydaje się, że styl pisania jest naprawdę podobny, prawdopodobnie z uwagi na to, że miała to by być swojaka kontynuacja pracy Howarda. Ja osobiście wolę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno już nie czytałem czegoś tak dobrego. W tej niepozornej książce otrzymujemy 16 opowiadań wydanych pośmiertnie i opracowanych przez Augusta Derletha. Był on przyjacielem H.P. Lovecrafta, który po jego śmierci kontynuował jego twórczość. Derleth też jest autorem terminu „mitologia Cthulhu”. Opowiadania znajdujące się tutaj pzedstawiają nam losy potomków rodu Whateleyów, Marshów czy Bishopów. Większość bohaterów jest samotnikami, którzy z różnych powodów przeprowadzają się na tereny Nowej Anglii. Po zamieszkaniu w starych posiadłościach, każdy z bohaterów zaczyna odkrywać tajemnice związane ze swoją osobą bądź z budynkiem, który odziedziczył. Zbiór ten jest wypełniony po brzegi mrocznymi historiami, w których naprawdę czuć rękę mistrza horroru – Lovecrafta. Nie ma co ukrywać ale H.P. Lovecraft pozostawił po sobie wiele notatek, niedokończonych projektów i opowiadań. Augusta Derletha można nazwać jego następcą, gdyż podjął się on stworzenia z tego materiału opowiadań w konwencji horroru i thrillera. Co zresztą świetnie mu się udało. Co ciekawe obaj autorzy nigdy się fizycznie nie spotkali, jednak prowadzili bardzo ożywioną korespondencję.
Dla mnie ten zbiór opowiadań czytało się tak świetnie jak utwory samego Lovecrafta. Bardzo fajne było nawiązanie w wielu opowiadaniach do postaci występujących w dziełach mistrza horroru. Również Derleth założył Wydawnictwo Arkham House dzięki temu proza Lovecrafta mogła zostać rozpowszechniona na cały świat. Jak dla mnie ten zbiór opowiadań to istna perełka.
Dawno już nie czytałem czegoś tak dobrego. W tej niepozornej książce otrzymujemy 16 opowiadań wydanych pośmiertnie i opracowanych przez Augusta Derletha. Był on przyjacielem H.P. Lovecrafta, który po jego śmierci kontynuował jego twórczość. Derleth też jest autorem terminu „mitologia Cthulhu”. Opowiadania znajdujące się tutaj pzedstawiają nam losy potomków rodu Whateleyów,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo ciekawa lecz czytając odnosi się wrażenie że Derleth naśladuje Lovecrafta. Nie wzoruje się na nim, lecz naśladuje. Minusem jest to że Derleth "usystematyzował" mitologie Cthulhu. To co było pełne aluzji i niedopowiedzeń u Lovecrafta u Derletha jest gruntownie opisane i wyjaśnione. Podobało mi się wprowadzenie elementów walki z sługami Przedwiecznych.
Książka bardzo ciekawa lecz czytając odnosi się wrażenie że Derleth naśladuje Lovecrafta. Nie wzoruje się na nim, lecz naśladuje. Minusem jest to że Derleth "usystematyzował" mitologie Cthulhu. To co było pełne aluzji i niedopowiedzeń u Lovecrafta u Derletha jest gruntownie opisane i wyjaśnione. Podobało mi się wprowadzenie elementów walki z sługami Przedwiecznych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to