rozwińzwiń

Fundacja

Okładka książki Fundacja autora Isaac Asimov, 9788381883405
Okładka książki Fundacja
Isaac Asimov Wydawnictwo: Rebis Cykl: Fundacja (tom 6) Ekranizacje: Fundacja sezon 2 (2023) fantasy, science fiction
204 str. 3 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Fundacja (tom 6)
Tytuł oryginału:
Foundation
Data wydania:
2021-09-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Data 1. wydania:
1968-01-01
Liczba stron:
204
Czas czytania
3 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381883405
Tłumacz:
Andrzej Jankowski
Ekranizacje:
Fundacja sezon 2 (2023)
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Fundacja w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Fundacja i



Przeczytane 1825 Opinie 403 Oficjalne recenzje 280

Opinia społeczności książki Fundacjai



Książki 890 Opinie 226

Oceny książki Fundacja

Średnia ocen
7,5 / 10
3500 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Fundacja

avatar
218
129

Na półkach:

Z początku trudno było mi się wciągnąć w tę opowieść. Myślę, że to za sprawą braku jednego głównego bohatera, który mógł mnie związać z tą historią emocjonalnie. Dopiero gdzieś po połowie zdałam sobie sprawę z tego, że to nie jest książka o bohaterach jednostkowych, ale o społeczeństwie i historii, a przede wszystkim polityce i stąd ten zabieg Asimova. „Fundacja” okazała się inna niż „Koniec wieczności”, jednak kończąc obydwie książki, pomyślałam sobie to samo: jakim geniuszem musiał być Isaac Asimov, aby tworzyć takie światy!

Z początku trudno było mi się wciągnąć w tę opowieść. Myślę, że to za sprawą braku jednego głównego bohatera, który mógł mnie związać z tą historią emocjonalnie. Dopiero gdzieś po połowie zdałam sobie sprawę z tego, że to nie jest książka o bohaterach jednostkowych, ale o społeczeństwie i historii, a przede wszystkim polityce i stąd ten zabieg Asimova. „Fundacja” okazała...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
392
304

Na półkach:

Zainteresowałem się serialem na Apple TV, ale znudził mnie po jakichś trzech odcinkach. Czegoś brakowało. Ale, że Asimova pamiętałem z robotów, wiedziałem, że książka musi być lepsza. I jest, o mile. To nie jest książka o laserowych karabinach, wielkich bitwach w kosmosie, czy podbijaniu nowych planet. To książka o polityce. A napisać książkę o polityce, która nie nuży, to jest sztuka. Autorowi się udało. Brawo!

Zainteresowałem się serialem na Apple TV, ale znudził mnie po jakichś trzech odcinkach. Czegoś brakowało. Ale, że Asimova pamiętałem z robotów, wiedziałem, że książka musi być lepsza. I jest, o mile. To nie jest książka o laserowych karabinach, wielkich bitwach w kosmosie, czy podbijaniu nowych planet. To książka o polityce. A napisać książkę o polityce, która nie nuży, to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
23
9

Na półkach:

Szczerze mówiąc do dziś jest dla mnie trochę zagadką, czemu ta książka nie ma jeszcze lepszych opinii. Dla mnie to absolutny majstersztyk science fiction i jedna z najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek powstały w tym gatunku.

Asimov zrobił tu coś niesamowitego – zamiast jednej historii czy jednego bohatera dostajemy wizję całych wieków historii galaktyki. Psychohistoria, upadek imperium, próba ocalenia wiedzy i cywilizacji… a wszystko opisane w sposób, który jest jednocześnie prosty w czytaniu i genialny w pomyśle.

Najlepsze jest to, jak każdy kolejny kryzys w Fundacji rozwiązuje się w zupełnie nieoczywisty sposób. Bez wielkich bitew i kosmicznych fajerwerków, tylko dzięki inteligencji, polityce i sprytowi. Czyta się to jak serię genialnych szachowych ruchów rozgrywanych na skalę całej galaktyki.

Dla mnie 10/10 bez żadnego zastanowienia. Jedno z największych dzieł science fiction i Asimov zdecydowanie jeden z najlepszych autorów tego gatunku, jacy kiedykolwiek chodzili po tej planecie.

Szczerze mówiąc do dziś jest dla mnie trochę zagadką, czemu ta książka nie ma jeszcze lepszych opinii. Dla mnie to absolutny majstersztyk science fiction i jedna z najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek powstały w tym gatunku.

Asimov zrobił tu coś niesamowitego – zamiast jednej historii czy jednego bohatera dostajemy wizję całych wieków historii galaktyki. Psychohistoria,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

7394 użytkowników ma tytuł Fundacja na półkach głównych
  • 4 522
  • 2 794
  • 78
1110 użytkowników ma tytuł Fundacja na półkach dodatkowych
  • 722
  • 134
  • 89
  • 51
  • 42
  • 40
  • 32

Tagi i tematy do książki Fundacja

Inne książki autora

Isaac Asimov
Isaac Asimov
Amerykański pisarz i profesor biochemii pochodzenia rosyjsko-żydowskiego. Największą popularność zdobył jako autor science fiction. Największy sukces osiągnął jako autor książek fantastycznonaukowych oraz popularnonaukowych. Większość prac Asimova z zakresu popularyzacji nauki wyjaśnia koncepcje naukowe w sposób historyczny, cofając się w czasie w miarę możliwości jak najdalej, do samych początków rozwoju danej dziedziny. Często podaje narodowości, daty urodzenia i śmierci wspominanych przez siebie naukowców, jak również etymologię i sposoby wymawiania terminów technicznych. Jako przykłady można wymienić Guide to Science, trzytomowy zbiór Understanding Physics oraz Asimov’s Chronology of Science and Discovery. Asimov, jako autor i redaktor napisał ponad 500 książek, oraz w przybliżeniu 9000 listów i kartek pocztowych, był jednym z najbardziej płodnych pisarzy wszech czasów. Jego prace zostały opublikowane w dziewięciu z dziesięciu głównych kategorii Klasyfikacji Dziesiętnej Deweya (z wyjątkiem 100, filozofii). Powszechnie uważany jest za mistrza gatunku fantastyki naukowej. Za życia postrzegany był jako jeden z „Wielkiej Trójki” pisarzy fantastyki naukowej, wraz z Robertem A. Heinleinem oraz Arthurem C. Clarke. Najsłynniejszym dziełem Asimova jest cykl Fundacja; inne znane cykle to Imperium Galaktyczne oraz Roboty, które osadził późnej w tym samym świecie fikcyjnym co Fundacja tworząc spójną „historię przyszłości” dla wszystkich jego książek, w podobny sposób jak uczynili to wcześniej w swojej twórczości Robert A. Heinlein, Cordwainer Smith oraz Poul Anderson. Spod jego pióra wyszły liczne opowiadania, między innymi „Nastanie nocy”, które w roku 1964 głosami członków stowarzyszenia Science Fiction Writers of America zdobyło tytuł opowiadania wszech czasów, przez wielu uznawany do dziś. Pisał również książki kryminalne i fantasy, a pod pseudonimem „Paul French” stworzył młodzieżowy cykl Lucky Starr. Asimov był wieloletnim członkiem i wiceprezesem Mensy, choć funkcję tę pełnił niechętnie; niektórych członków organizacji opisał jako „dumnych i agresywnych w kwestii swojego IQ”. Więcej przyjemności sprawiało mu piastowanie stanowiska prezesa American Humanist Association. Na jego cześć nazwane zostały asteroida (5020) Asimov, czasopismo Asimov’s Science Fiction, szkoła podstawowa na Brooklynie (Nowy Jork),oraz dwie różne nagrody literackie. Asimov urodził się między 4 października 1919 a 2 stycznia 1920 w Pietrowiczach, w obwodzie smoleńskim, jako syn Anny Racheli Berman Asimov i Judy Asimova, w żydowskiej rodzinie młynarzy. Dokładna data jego urodzin nie jest znana za względu na różnice w kalendarzu gregoriańskim i hebrajskim oraz brak oficjalnych zapisów, a sam Asimov obchodził urodziny 2 stycznia. Nazwisko rodziny pochodzi od słowa озимые (zboże ozime). Gdy miał trzy lata, rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Rodzice rozmawiali z nim zawsze w języku jidysz lub po angielsku, stąd nigdy nie nauczył się rosyjskiego. Dorastając na Brooklynie, Asimov nauczył się czytać w wieku pięciu lat, i zachował płynną znajomość jidysz na równi z angielskim. Jego rodzice byli właścicielami kolejnych sklepów ze słodyczami, pracy w których oczekiwano od każdego członka rodziny. Tam właśnie Asimov zetknął się z tzw. pulp magazines i zaczął je czytać. W wieku około jedenastu lat zaczął pisać swoje własne historyjki, a przed ukończeniem lat dziewiętnastu, odkrywszy środowisko fandomu fantastyki naukowej, sprzedawał je już do czasopism fantastycznonaukowych. Duży wpływ na jego początkową karierę miał John W. Campbell, ówczesny wydawca Astounding Science Fiction,, a potem przyjaciel. Asimov uczęszczał do Miejskich Szkół Publicznych Nowego Jorku na Brooklynie. Następnie studiował na Uniwersytecie Columbia, który ukończył w roku 1939. Po przerwie powrócił na uczelnię i w roku 1948 zdobył tytuł doktora biochemii. W międzyczasie spędził trzy lata w trakcie II wojny światowej w służbie cywilnej, pracując w Eksperymentalnej Stacji Lotniczej Marynarki w Philadelphia Navy Yard. Po zakończeniu wojny został powołany do wojska, jednak po niecałych dziewięciu miesiącach otrzymał honorowe zwolnienie ze służby. W trakcie krótkiej kariery wojskowej dzięki umiejętności pisania na maszynie osiągnął stopień kaprala, i szczęśliwie uniknął uczestnictwa w próbach bomby atomowej na Atolu Bikini. Po ukończeniu doktoratu Asimov rozpoczął pracę na wydziale Szkoły Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego, z którym pozostał związany także później. Począwszy od roku 1958 nie była to już praca dydaktyczna, ponieważ zajął się pisaniem na pełny etat (już wtedy dochody z pisarstwa przewyższały jego pensję akademicką). Mając stałe zatrudnienie na uczelni zatrzymał jednak tytuł associate professor (odpowiednik adiunkta),a w roku 1979 uniwersytet w uznaniu dla jego twórczości przyznał mu tytuł profesora biochemii. Prywatne dokumenty Asimova z roku 1965, przekazane przez niego na prośbę kustosza Howarda Gottlieba, przechowywane są w muzealnej bibliotece uniwersyteckiej (Mugar Memorial Library). Zbiór wypełnia 464 pudła zajmujące 71 metrów przestrzeni na półkach. W lipcu 1942 Asimov poślubił Gertrudę Blugerman (ur. 1917 w Kanadzie, zm. 1990 w Bostonie). Mieli dwoje dzieci, Davida (ur. 1951) i Robyn Joan (ur. 1955). Od 1970 pozostawali w separacji. Rozwiedli się w 1973, później w tym samym roku Asimov ożenił się z Janet O. Jeppson. Asimov był klaustrofilem; lubił przebywać w małych, zamkniętych przestrzeniach. W pierwszym tomie swojej autobiografii wspomina dziecięce marzenie, aby mieć kiosk z gazetami na stacji nowojorskiego metra, gdzie w zamknięciu mógłby czytać nasłuchując odgłosów przejeżdżających pociągów. Obawiał się latania samolotem; latał jedynie dwukrotnie w życiu (raz w trakcie pracy w Eksperymentalnej Stacji Lotnictwa Marynarki, i raz wracając do domu z bazy wojskowej na Oʻahu w 1946). Rzadko podróżował na większe odległości, głównie z tego powodu, że awersja do lotnictwa komplikowała logistycznie jakiekolwiek dłuższe wyprawy. Fobia ta miała wpływ na niektóre z jego książek beletrystycznych, jak opowiadania kryminalne o Wendellu Urth czy opowiadania z cyklu Roboty, w których występowała postać Elijaha Baleya. W późniejszych latach odkrył, że lubi podróże na statkach, i kilkakrotnie włączał się w program „rozrywkowy” rejsów, wygłaszając pogadanki naukowe na statkach takich jak RMS Queen Elizabeth 2. Asimov miał talent do publicznych wystąpień i lubił je. Często brał udział w konwentach fantastyki naukowej, gdzie odnosił się do innych uczestników przyjaźnie i przystępnie. Cierpliwie odpisywał na kartkach pocztowych na dziesiątki tysięcy pytań nadchodzących pocztą, lubił też dawać autografy. Był średniego wzrostu i krępej budowy ciała, nosił bokobrody i miał charakterystyczny brooklyński akcent. Jego sprawność fizyczna była niska – nigdy nie nauczył się pływać ani jeździć na rowerze. Po przeprowadzce do Bostonu nauczył się jednak prowadzić samochód. W książce satyrycznej Asimov Laughs Again opisuje obyczaje kierowców w Bostonie jako „anarchię na kółkach”. Szerokie zainteresowania Asimova obejmowały również członkostwo w organizacjach zrzeszających miłośników operetek Gilberta i Sullivana, czy też The Wolfe Pack, grupie wielbicieli powieści kryminalnych o Nero Wolfe stworzonych przez Rexa Stouta. Był ważnym członkiem Baker Street Irregulars, głównego stowarzyszenia miłośników Sherlocka Holmesa. Od 1985 roku aż do śmierci w 1992 pełnił funkcję prezesa American Humanist Association; następcą Asimova na tym stanowisku został jego przyjaciel i kolega po piórze Kurt Vonnegut. Pozostawał również w bliskiej przyjaźni z twórcą Star Treka Genem Roddenberrym, i został wymieniony w napisach Star Trek: The Motion Picture jako konsultant w procesie produkcji (ogólnie rzecz biorąc, za upewnienie Paramount Pictures, że pomysły Roddenberry’ego są prawdopodobnymi ekstrapolacjami fantastycznonaukowymi). Asimov zmarł 6 kwietnia 1992. Przeżyła go druga żona, Janet, oraz dzieci z pierwszego małżeństwa. Dziesięć lat po jego śmierci zredagowane przez Janet Asimov wydanie autobiografii Asimova It's Been a Good Life ujawniło, że zgon spowodowany był przez AIDS; zaraził się wirusem HIV przez transfuzję krwi otrzymaną w czasie operacji by-passów w grudniu 1983. Dokładną przyczyną zgonu była zapaść układu krążenia i wydalniczego w wyniku komplikacji po zakażeniu HIV. W epilogu It’s Been a Good Life Janet Asimov napisała, że Asimov chciał sprawę „upublicznić”, jednak lekarze nakłonili go do zachowania milczenia, ostrzegając, iż uprzedzenia przeciw AIDS rozciągną się na innych członków rodziny. Już po jego śmierci rodzina Asimova ponownie rozważała ujawnienie choroby, jednak kontrowersje narosłe wokół ujawnienia przez Arthura Ashe własnego zakażenia AIDS odwiodły ich od tego zamiaru. Dziesięć lat później, kiedy zmarli już lekarze Asimova, Janet i Robyn zgodziły się na opublikowanie całej historii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagrożenie Fundacji Gregory Benford
Zagrożenie Fundacji
Gregory Benford
Trzeci tom “Fundacji” napisany przez jednego z kontynuatorów prozy I. Asimova, lokuje się w czasach, kiedy Hari startował na urząd Pierwszego Ministra. Równania psychohistoryczne są w fazie kreacji. Hari wraz z Yugem analizują i dodają kolejne wzory oraz wektory, kiedy dodatkowo Seldon musi uczestniczyć w kampanii na Pierwszego Ministra. Oznacza to wszelkiego rodzaju spotkania ze śmietanką Trantoru, innymi uczonymi oraz całą masą urzędników. Do tego dochodzi nowy odłam od polityki imperialnej na Sarku. Stamtąd właśnie Hari otrzymuje dwa symy - symulacje osób z przeszłości, które okazują się być Joanną D’Arc i Voltairem. Symy mają stoczyć debatę na temat “czy dusza istnieje i czy organizmy autonomiczne takie jak tiktoki mogą ją posiadać”. Jednak sprawa wymyka się spod kontroli. Na Hariego dodatkowo czyhają zabójcy, próbujący przeszkodzić mu w kandydaturze. Rad Najwyższa ma innego kandydata, którego najchętniej widziałaby na tym stanowisku… Zupełnie inny styl pisania i prowadzenia fabuły niż u I. Asimova. Znaleźć tu możemy dużo więcej debat i przemyśleń filozoficznych, a także określen i definicji matematycznych i fizycznych. W trakcie czytania rzuca się w oczy kilka nieścisłości w stosunku do poprzednich książek z cyklu: Hari został mianowany na Pierwszego Ministra przez imperatora Cleona I i nie musiał uczestniczyć w żadnej przepychance z innymi kandydatami, Dors ujawniła przed Harim to, że jest robotem (i praktycznie każda rozmowa między tą dwójką zawiera jakieś informacje na ten temat),a w cyklu do momentu jej śmierci Hari nie był tego pewien; Hari wyjechał na wakacje na Panucopie, gdzie w oryginalnym cyklu Asimova nawet nie wyobrażał sobie wakacji i odciągnięcia go od jego biura i pracy. Teraz widzę, że najpierw lepiej jest przeczytać oryginalny cykl, a dopiero potem sięgać po dzieła kontynuatorów. Ja już jednakowoż będę kontynuował w takiej kolejności, w jakiej zacząłem, nie mogąc się doczekać dalszej części prozy Pana Asimova.
Maciej Walasik - awatar Maciej Walasik
ocenił na66 miesięcy temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu
Wędrująca Ziemia Cixin Liu
Wędrująca Ziemia
Cixin Liu
Nauka to nie wszystko „Wędrująca ziemia” to zbiorów opowiadań od autora „Problemu trzech ciał”. Przekrój opowiadań jest naprawdę ciekawy od czystej komedii przez pierwszy kontakt po katastroficzne wynalazki. Jednak jak zawsze u tego autora, lepiej nie oczekiwać od postaci zbyt wiele. Wędrująca ZiemiaPoczątkowo myślałem, że to książka przedstawiającą tylko tytułową koncepcję (a że „O mrówkach i dinozaurach” to zbiór),czyli podróż naszej planety od Słońca w gwiazdy. Jednak po niektórych fragmentach tytułowego opowiadania odetchnąłem z ulgą, że to tylko opowiadanie. Choć jak zawsze Cixin Liu przedstawia swoje naukowe pomysły w niezwykle realistyczny sposób, tak jako przekaz w kontekście psychologii i socjologii często rozchodzi się w szwach. Tak jest też w tym opowiadaniu, gdy po pierwszej fazie przedstawienie pomysłu naukowo przechodzimy do relacji à la historycznej wielkiej podróży. Autor nie może zdecydować się, czy chce przedstawić osobistą historię bohatera, czy przedstawić nam tę bardziej kronikarską i ekspozycyjną wersję. Powoduje to kontrast i przedstawienie zachowań ludzi i ich grup wydaje się bardziej życzeniem narratora, niż ich realistycznym przedstawieniem. Powody i elementy tego przedstawienia bywają realistyczne, ale mamy tu do czynienia z narracją. Narrator ma pilnować, by czar nie prysł. A tak można powiedzieć, że ludzie uciekają razem ze swoją planetą, ale Słońce się nie rozszerza. Czy to znaczy, że zostali oszukani i uciekają po nic? Takie pytanie zadają sobie mieszkańcy Ziemi, a ja czy było warto je zamieszczać. Już od początku tego opowiadania widać, że całe swoje siły przerobowe Cixin Liu skupił w nim na warstwie hard science fiction. Przez co, po ciekawym wstępie, następuje mocny spadek formy, gdy stara się opisać ludzi i jak reagują na tę podróż. A jak będzie widać dalej, potrafi on pisać ich bardziej realistycznie. GóraW drugim opowiadaniu tym razem to nie Ziemia wyrusza w gwiazdy, a coś przybywa z nich na nią. Opowiadanie składa się z dwóch części, fantastycznej podróży głównego bohatera na tytułową górę i opowieści przybyszów o sobie. Mamy zatem dość staroszkolną rozmowę ekspozycyjną jako ramę narracyjną, jak u Wellsa. Choć Cixin Liu stara się uczłowieczyć naszego głównego bohatera, to możliwość wycięcia jego wątku sprawia, że można o nim nawet zapomnieć. To co najciekawsze to realistyczne przedstawienie obcej cywilizacji, która narodziła się we wnętrzu pustej planety. Autor, którego rodzice byli górnikami, wykorzystuje tu swoją wiedzę geologiczną, która pojawi się jeszcze w dwóch innych opowiadaniach. Jednak mimo tego realistycznego przedstawienia równie ciekawe są tu przedstawione metafory. Choć same w sobie problemy obcych są inne, to można je ekstrapolować na historię ludzkości. Autor przedstawia problemy niedoborów, a także transportu w optymistyczny sposób. Czasem trzeba trochę poświęcenia, by przeskoczyć swoje braki, bo może tylko trochę wyżej znajdziemy odpowiedź na swoje problemy? Skoro dotyczyło to planety obcych, czy nie można tego optymizmu ekstrapolować szerzej? Na cały wszechświat. Jednak my wciąż jesteśmy na naszej planecie i wciąż daleko nam by sięgnąć szczytu góry, by wznieść się choćby na pierwszy typ w skali Kardaszowa. W końcu jak powiedzieli obcy „ewolucja obdarza wszystkie inteligentne formy życia pragnieniem wspinania się wyżej”, a my możemy mieć nadzieję, że ta metafora to prawda. Słońce ChinW „Słońcu Chin” Cixin Liu kontynuuje swój optymizm przez przedstawienie megakonstrukcji – lustra słonecznego. Jednak tym razem robi to na dużo bardziej personalnym poziomie, tak że nie da się oddzielić głównej postaci od tytułowej konstrukcji. Śledzimy historię prostego rolnika, który w komunistycznych realiach, mimo braku wykształcenia (skończył trzy klasy szkoły podstawowej),pnie się po szczeblach awansu społecznego. Dostajemy historię awansu rodem z filmów z PRL (jak np. „Autobus odjeżdża 6.20” z 1954),ale w klimatach science fiction. Podkreśla to podział opowiadania na rozdziały, które reprezentują różne cele życiowe naszego głównego bohatera – Shui. Zaczyna on od „Napić się wody, która nie jest gorzka, zarobić trochę pieniędzy”, by potem przejść przez „Zostać pekińczykiem”, by skończyć wreszcie na „ponownie skierować wzrok ludzkości ku głębi kosmosu”. Choć Shui nie jest wybitną postacią, to jego historię śledzi się przyjemnie. Widzimy, jak wraz ze wzrostem świadomości zmieniają się jego cele, od zmian ilościowych (od „zarobić trochę” do „zarobić więcej”) po jakościowe zaznaczone wcześniej. Choć nie miał tego w planach, to Shui udaje się nawet zaprzyjaźnić ze Stephenem Hawkingiem! To więcej Hawkinga niż w Trylogii WWW Sawyera. Jednak dlaczego Shui chce skierować wzrok ludzkości ku gwiazdom? Jaką drogę przeszedł i jakim wynalazkom towarzyszy prosty Shui, że może mieć tak ambitne plany? By odpowiedzieć na te pytania trzeba cofnąć się do początku i powiedzieć o tytułowym lustrze słonecznym. Ma być ono zbudowanym z nanomateriałów płótnem, które ma być lepszym Księżycem. Lepszym, bo zamiast odbijać rozproszone światło Słońca, kierować jego skoncentrowany promień i nie, to nie śmiercionośny laser, a narzędzie kontroli klimatu. Więcej światła słonecznego to choćby więcej wegetacji. Sam ten projekt jest okazją do skrytykowania ekonomiczności jako jedynego kryterium oceny. Ten megaprojekt jest początkowo opłacalny, ale z czasem coraz mniej. Czy zatem opłaca się go dalej utrzymywać albo wykorzystać w innym celu? W końcu zysk pieniężny nie musi być jedynym, co motywuje ludzi do działania. Prawdopodobnie mamy tu do czynienie z lekką krytyką systemu, w którym funkcjonuje autor. Jednak nie znaczy to, że podobnej nie można odnieść do innych miejsc, środowisk i systemów. A w dodatku science fiction może pokazywać kierunek, gdzie patrzeć, gdy nie patrzy się tylko na pieniądze. Dla dobra ludzkościW tym opowiadaniu Cixin Liu kontynuuje swoją krytykę społeczną. Tym razem jego obiektem jest bardziej rozwarstwienie społecznego – na poziomie intelektualnym, majątkowym i edukacyjnym. Zakończenie tego opowiadania jest absurdalne, ale nie w optymistyczny sposób jak poprzednie dwa. Zaczynamy bowiem od zlecenia trzech morderstw. Morderstw „dla dobra ludzkości”. Gdy nasz bohater ich dokonuje, widzimy tam bardzo dużo człowieczeństwa, a pytanie „dlaczego?” dudni nam w głowach. W końcu te trzy osoby są bardzo dziwnym wyborem. Stety niestety nasza ciekawość zostaje zaspokojona w typowej rozmowie-ekspozycji, która podkreśla tylko wydźwięk opowiadania. Pewni ludzie są zaślepieni pieniędzmi i można zadać pytanie, czy na pewno ludzkość nie zasługuje na swój los? Co ciekawe to opowiadanie jest kontynuacją „Opieka nad bogiem”, które jest dalej w tym zbiorze. Nie trzeba go czytać najpierw, bo oba teksty są zamkniętymi historiami i dzieją się tylko w tym samym świecie. Jednak ktoś może chcieć przeczytać je w innej kolejności, niż zamieszczenie w tej książce. Klątwa 5.0Po lekkim absurdzie poprzedniego opowiadania czas na prawdziwą komedie. Jednak Cixin Liu, podobnie jak Terry Pratchett, utrzymuje opowiadanie w poważnym tonie. Świat jest całkowicie poważny, ale to z naszej perspektywy i narracji dostajemy czystą komedie. Klątwa to wirus komputerowy, który infekuje inteligentne urządzenia, by szkodziły wybranemu użytkownikowi. Początkowo był ograniczoną geograficznie zemstą za zdradę, ale stał się zabawką hakerów. Na szczęście jego cel pozostał jednostkowy, do czasu. W środek akcji wplątani zostają także dwaj ambitni przyjaciele – pisarz science fiction Cixin Liu, autor „Problemu trzech tysięcy ciał”, i pisarz fantasy Pan Dajiao, autor „Dziewięćdziesięciu tysięcy światów”. Już tu wychodzi komizm, choć nie wiem kim jest drugi autor. Całe opowiadanie to dzieło, które świetnie wpasowałoby się w konwencje antologii animacji „Love, Death & Robots” (2019-). I prawdopodobnie dzięki swojemu klimatowi i absurdowi to moje ulubione, choć niekoniecznie najlepsze opowiadanie, w „Wędrującej Ziemi”. MikroeraTo klasyczna opowieść łącząca Liliputów z „Podroży Guliwera” Jonathana Swifta z motywem powrotu rodem z „Powrotu z Gwiazd” Stanisława Lema. Nasz bohater powraca na Ziemię, która jest już zupełnie obca. Natrafia na niej na utopię i ma wybór. Proste przewidywalne, ale przyjemne opowiadanie w tonie melancholijnego optymizmu. PożeraczPożeracz znów prezentuje nam wizję pierwszego kontaktu. Tym razem jest on dużo bardziej w stylu Arthura C. Clarke’a, jednak nie jest wyłącznie pesymistyczna, ma w sobie nutę refleksji i melancholijnego optymizmu, z poprzedniego opowiadania. Jeśli nas nie będzie, to zawsze coś po nas pozostanie. W kierunku Ziemi leci obcy statek, który niczym Galactus z komiksów sieje tylko śmierć i zniszczenie. Nie jest ona jednak bezmyślna, w końcu ta grabież do cna utrzymuje ich statek przy życiu. To samo pewnie można powiedzieć o Galactusie. Krótko mówiąc mamy ciekawe opowiadanie w nurcie katastroficznym i o próbie ocalenia ojczystej planety. Jednak jego rdzeniem jest pytanie o to, co po sobie zostawimy i motywy ekologiczne, niczym w „Bugonii” (reż. Yorgos Lanthimos, 2025). W końcu sposób w jaki żyjemy, jak wygląda nasz świat, odpowiada nam na pytanie, czy przypadkiem my też nie jesteśmy takim pożeraczem. A ostateczny wniosek z tego opowiadania można przedstawić jako: człowiek mrówce dinozaurem, a dinozaur mrówka. Być może to opowiadanie łączy się z „O mrówkach i dinozaurach”, ale to jeszcze przede mną. Opieka nad bogiemTo opowiadanie można ugryźć od bardzo wielu stron. Stosunek do boga? Relacje rodzinne? Obowiązki państwa wobec obywateli? Krytyka konfucjanizmu? Z jakiejkolwiek strony nie podejść jest to ciekawe opowiadanie, które nie przepuści też okazji dać pstryczka w nos kapitalizmowi. Na Ziemię przybywają bogowie – gatunek, który zasiał życie na naszej planecie. Są oni starzy i przybyli do swoich potomków, by ci ich przygarnęli. Bogów jest bardzo dużo, ale zamiast stłoczyć ich w jakimś domu starców lub obozie dla uchodźców, rządy rozdysponowują ich po poszczególnych rodzinach. W oczywisty sposób daje to okazję do powyższych podejść. Co zaskakujące wbrew kontynuacji tego opowiadania „Dla dobra ludzkości”, tu Cixin Liu decyduje się na pozytywną diagnozę ludzkości. Na własne oczyNa końcu dostajemy krótką historię o udostępnianiu zmysłów. Jest to motyw rodem z cyberpunku, jak „Neuromancer” Williama Gibsona, ale nie ma w nim nic niepokojącego. Mężczyzna udostępnia odizolowanej kobiecie swoje zmysły, by ta mogła doświadczać świeżego powietrza. Prosta ludzka historia, której napędem narracyjnym jest tajemnica, gdzie kobieta jest zamknięta.Kula armarniaNa koniec dostajemy ciekawą opowieść wykorzystującą wiedzę o działaniu broni atomowej w celach cywilnych. Zaadaptowanie bomb atomowych do przemysłu cywilnego nie jest łatwe, tak samo jak jej budowy do opowiadania science fiction. Nie jest to jednak jedyny znany mi przykład, bo ta wiedza pojawia się choćby w „Kamelonie” Rafała Kosika. Jednak nie róbcie tego w domu. W fantastyczny sposób ojciec głównego bohatera przekopuje tunel przez jądro planety. W tym czasie niczym w „Futuramie” (1999-2003) lub Bobiverse Dennisa E. Taylora bohater hibernuje i podróżuje w przyszłość, bez działania żadnej z teorii Einsteina. Shen Huabei budzi się dwa razy. Sytuacja w która się wplątuje wydaje mi się nieco absurdalna. Choć ma za zadanie w dynamiczny sposób pchać bohatera i pozwolić, by tłumaczono mu nowy świat, jest jego najsłabszym elementem. Tak samo działa sztuczne tworzenie zagrożenia i kontrastu między dwoma wybudzeniami. W porównaniu z poprzednim opowiadaniem, które dzieje się w tym samym świecie, to wypada blado. Warstwa naukowa, ponownie wykorzystująca jego wiedzę geologiczną, jest bez zarzutu. Jednak to opakowanie nie pozwala mi zanurzyć się w zawieszenie niewiary. A wszystko by opisać konsekwencje i potencjał wielkiej dziury w Ziemi. Ad astra et finitumPo krótkim skomentowaniu lub omówieniu poszczególnych opowiadań, można stwierdzić, że Cixin Liu nie potrafi się zdecydować, czy chce pisać przaśne teksty katastroficzne, czy poważne analizy koncepcji w stylu xkcd. Gdy pozostaje przy warstwie naukowej, krytykuje swój system i społeczeństwo lub po prostu opowiada o człowieczeństwie, udaje mu się lśnić. Niestety, gdy próbuje odejść zbyt daleko i zgłebić się w socjologie lub psychologię, otoczka naukowa upada i trudno utrzymać wiarę w świat przedstawiony. Nie znaczy to, że nie jest on nadal wpływowym pisarzem. Choć to nie jego bezpośrednia adaptacja, to koncept małych ludzi zawitał z nieco innej perspektywy choćby w „Pomniejszeniu” (reż. Alexander Payne, 2017). „Wędrująca Ziemia” dostała swój katastroficzny film w 2019 roku, a „Kula armatnia” i jej tunel zainspirował chyba podobny w „Pamięci absolutnej” (reż. Len Wiseman, 2012). W dodatku otrzymał on za niektóre z zawartych tu opowiadań chińską nagrodę SF – Galaxy Award (https://sf-encyclopedia.com/entry/yinhe_award): „Wędrująca Ziemia” (2000),„Słońce Chin” (2002),„Dla dobra ludzkości” (2005),„Na własne oczy” (1999),„Kula armatnia” (2003). Nagroda ta jest z pewnością warta zachodu, bo uświetnił ją swoją obecnością choćby Rafał Kosik w zeszłym roku. Nie muszę się zgadzać z wszystkimi wygranymi, ale z pewnością Cixin Liu prezentuje w tym zbiorze wysoki poziom, mimo wad. Gdyby porównać poszczególne opowiadania pewnie znalazłoby się więcej problemów. Choćby w „Wędrującej Ziemi” z łatwością spychają Księżyc i naszą planetę z orbity, a w „Pożeraczu” jest to poza zasięgiem ludzkości, mimo wyższego zaawansowania technologicznego. Z innej strony widoczny jest problem genderowy i przestawienia kobiet szczególnie w „Pożeraczu” i „Klątwie 5.0”. Jednak wydaje mi się, że autor potrafi je pisać mniej schematycznie i stereotypowo, co udowodnił „Piorunie kulistym”. Co do powiązań pozostaje też pytanie kolejności opowiadań w zbiorze. Jest to szczególnie interesujące z racji choćby na oddalenie i achronologie „Opieki nad bogiem” i „Dla dobra ludzkości”, gdy ostatnie dwa są obok siebie. Nie jest to też wybór w kolejności wydawania, co widać po nagrodach. Ani alfabetycznie, bo to oryginalna kolejność ze zbioru chińskiego. Mogłoby to być to coś z kolejnością chińskich znaków, ale wedle mojej szczątkowej wiedzy, to też nie to. Po moich opisach widać jakieś powiązania tematyczne między tekstami, ale to nigdy nie jest do końca satysfakcjonująca odpowiedz. Co do powiązań widać je też na poziomie naukowym. Jeśli zna się co nieco o geologii, na podstawie tej wiedzy może wysączkować kilka pomysłów. Czasem pokrywające się elementy tej wiedzy są bardziej widoczne, a czasem mniej, jednak gdy postawić je obok siebie, staje się to bardziej oczywiste. Jest to ciekawe i nie ujmuje nic pisarzowi, bo w końcu świadczy to o kreatywności. Ostatecznie, jeśli ciekawe koncepcje science fiction przewyższają komuś strach przed tekturowymi i głupiutkimi postaciami, to „Wędrująca Ziemia” jako zbiór jest porządną pozycją. Nie można powiedzieć tego o wielu zbiorach, ale jak zawsze, to które opowiadanie przypadnie komuś najbardziej do gustu jest już kwestią czysto subiektywną. Audiobook przesłuchany dzięki życzliwości Miejskiej Biblioteki Publicznej w Z.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Fundacja

Więcej
Isaac Asimov Fundacja Zobacz więcej
Isaac Asimov Fundacja Zobacz więcej
Isaac Asimov Fundacja Zobacz więcej
Więcej