rozwińzwiń

Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.

Okładka książki Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej. autora Tomáš Halík, 9788370305345
Okładka książki Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.
Tomáš Halík Wydawnictwo: Księgarnia św. Jacka religia
247 str. 4 godz. 7 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Noc Zpovědníka. Paradoxy malé víry v postoptimistické době.
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
247
Czas czytania
4 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7030-534-5
Tłumacz:
Andrzej Babuchowski
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.

Średnia ocen
7,4 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.

Sortuj:
avatar
118
60

Na półkach: ,

Książka tylko dla ludzi inteligentnych - inni jej nie zrozumieją (żeby nie było, że się za taką uważam - momentami miałam problemy z nadążaniem za tokiem myśli Autora ;)).
W dodatku: tylko dla zainteresowanych wiarą i Kościołem - inni jej nie docenią lub się nią znudzą.
Z góry ostrzegam, że nie czyta się jej łatwo ani szybko (a jeśli szybko, to nie wierzę, że jest to czytanie ze zrozumieniem).
Ujęło mnie podejście Autora do wiary chrześcijańskiej. BARDZO mnie ujęło. Jest nietypowe, a przy tym wydaje mi się takie... prawdziwe w naszej skomplikowanej rzeczywistości.
Polecam.

Książka tylko dla ludzi inteligentnych - inni jej nie zrozumieją (żeby nie było, że się za taką uważam - momentami miałam problemy z nadążaniem za tokiem myśli Autora ;)).
W dodatku: tylko dla zainteresowanych wiarą i Kościołem - inni jej nie docenią lub się nią znudzą.
Z góry ostrzegam, że nie czyta się jej łatwo ani szybko (a jeśli szybko, to nie wierzę, że jest to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

PASJONUJĄCA LEKTURA! NIE LĘKAJCIE SIĘ!!! SPRÓBUJCIE!!
Ks. Tomasa Halika, zwanego czeskim Tischnerem, recenzowałem "Cierpliwość wobec Boga. Spotkaniw wiary z niewiarą: (10 gwiazdek) oraz "Teatr dla aniołów. Życie jak religijny eksperyment". Tak jak tam zaznaczyłem, Halika się nie czyta, Halika się studiuje

HALIK Tomas /1948- /, konwertyta, potajemnie wyświęcony w 78, ksiądz kat., dr fil, psychologii i teologii. „ Czeski Tischner”. W krakowskim WAM wydano „Przemówić do Zachariasza”/2005/. W późniejszej książce pt „Noc zpovednika. Paradoxy male viry v postoptimisticke dobe” czytamy:
„HUSSERL napisał, że ci, których kochaliśmy, właściwie nie umierają - czujemy stale, jak patrzą przez ramię, i zastanawiamy się, czy aprobują, czy też ganią nasze postępowanie. ....Modlić się - znaczy uświadomić sobie, że jestem widziany - i być może spojrzenie oczu tak wielu ludzi, dla których żywię miłość i szacunek, pomaga mi w owym niełatwym zadaniu, jakim jest szukanie woli Bożej. ...Program, nazwany po orwellowsku „BIG BROTHER” cechuje ...niestosowność, gdyż która tkwi w zabawie we wszechobecne oko - i jest to coś, co człowiekowi naprawdę nie przystoi i nie przysługuje..”.
O WOLNOŚCI: „...wolności nie mylić ze SWAWOLĄ - uczy św. Paweł..”.
O KATOPOLAKACH: „Ci katolicy.. mają stereotyp... ...ŻYDOWSKO-MASOŃSKIEGO SPISKU... - i nic mądrzejszego nie są już w stanie wymyślić”.
O KOŚCIELNEJ ANATEMIE: „Wielu „nauczycieli wiary” w Kościele miało... ...problemy z biskupami... Również teksty św. Tomasza były.. ..potępione przez kościelne autorytety. Paryski uniwersytet potępienie wycofał po jego kanonizacji, a OXFORD nie zrobił tego nigdy”.
O KOŚCIELE NA ROZSTAJU: „Kościół w wielu państwach znalazł się dziś na rozstaju: albo przeważy w nim „pospolity katolicyzm” /typu polskiego Radia Maryja czy czeskiego ruchu D.O.S.T./, redukujący Kościół do sekciarskiej, nacjonalistyczno - klerykalnej, antyeuropejskiej /a czasem także antysemickiej/ dziwacznej postaci na marginesie społeczeństwa, albo będą go prowadzić i reprezentować osobowości, które wzbudzają wśród ludzi szacunek...”
POLECAM!!

PASJONUJĄCA LEKTURA! NIE LĘKAJCIE SIĘ!!! SPRÓBUJCIE!!
Ks. Tomasa Halika, zwanego czeskim Tischnerem, recenzowałem "Cierpliwość wobec Boga. Spotkaniw wiary z niewiarą: (10 gwiazdek) oraz "Teatr dla aniołów. Życie jak religijny eksperyment". Tak jak tam zaznaczyłem, Halika się nie czyta, Halika się studiuje

HALIK Tomas /1948- /,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
475
145

Na półkach:

Z tego co pamiętam to znalazłam ks. Halika w bibliografii jednej z książek pana Hołowni. Potem z kolei znalazłam Noc spowiednika na bibliotecznym regale.
Ks. Tomáš Halík to czeski ksiądz katolicki, wyświęcony potajemnie w 1978 r. Psycholog, filozof i teolog, wykładowca na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola w Pradze, duszpasterz i rektor kościoła akademickiego.
Nazywany czeskim Tischnerem, na wszystkich (?) zdjęciach znajdujących się na okładkach swoich książek występuje bez sutanny.
Sutanna (a raczej jej brak) jest wbrew pozorom bardzo ważna. Zasadniczo nie lubimy księży bez sutanny w sytuacjach kiedy występują jako księża (niekoniecznie z pubie przy piwie, zresztą o piwie za chwilę). Znam takich, którzy, biorąc pod uwagę polecenie przez pana Hołownię i brak odpowiedniego stroju, nigdy w życiu nie sięgnęliby po twórczość Tomasa Halika. Bo to nigdy nie wiadomo i strach, żeby herezji nie przeczytać. Ja aż tak podejrzliwa i strachliwa nie jestem, więc wypożyczyłam, przeczytałam.
I to co w niej znalazłam było, w dużej części, zapisem moich przemyśliwań. Począwszy od nieufności do wielkich, religijnych, spontanicznych zgromadzeń młodzieży katolickiej (chodzi tu szczególnie o fakt, że nic za nimi nie idzie, oprócz dobrej zabawy a i katolickość niektórych stoi pod ogromnym znakiem zapytania). Poprzez zauważanie w wielogodzinnych naradach dotyczących złego stanu Kościoła (w Czechach ma on się naprawdę źle) braku sensu, gdyż oprócz narzekań, pesymistycznych prognoz i wspominania dobrych, starych czasów nic z nich nie wynika. Aż do pochwały dla odrobiny relaksu i drobnych przyjemności (tu warto zauważyć,że, wg ks. Halika, lepiej niż obecność na nudnym księżowskim spotkaniu wpłynie na jego samopoczucie piwo w barze - to jeden z najkomiczniejszych fragmentów tej książki ;) ).
Ale to nie jest książka śmieszna. Ma kształt luźnych refleksji księdza, konkretniej spowiednika, nad aktualną sytuacją. Na konkretnych przykładach autor wyjaśnia pewne mechanizmy funkcjonujące w społeczeństwie. To książka pisana z dystansem, w domku zaszytym gdzieś w ciemnym lesie, daleko od szumu, gwaru i zabiegania.
Można się z poglądami ks. Halika zgadzać lub nie, ale chyba trudno przejść bok nich obojętnie. Trudno się jednak w trakcie czytania bulwersować, spokój i wyważony ton sprawiają, że podchodzi się do pewnych spraw bez "świętego oburzenia". A potem przychodzi refleksja, że to co czytam napisał człowiek pracujący w Kościele, który został spisany na straty, czyli tu, u nas nie jest jeszcze tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Nie taki ksiądz bez sutanny straszny jak go malują. Herezji nie ma. Można czytać.

Z tego co pamiętam to znalazłam ks. Halika w bibliografii jednej z książek pana Hołowni. Potem z kolei znalazłam Noc spowiednika na bibliotecznym regale.

Ks. Tomáš Halík to czeski ksiądz katolicki, wyświęcony potajemnie w 1978 r. Psycholog, filozof i teolog, wykładowca na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola w Pradze, duszpasterz i rektor kościoła akademickiego.

...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

64 użytkowników ma tytuł Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej. na półkach głównych
  • 45
  • 19
10 użytkowników ma tytuł Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej. na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.

Inne książki autora

Tomáš Halík
Tomáš Halík
Tomáš Halík (ur. 1 czerwca 1948 w Pradze) - czeski duchowny katolicki, filozof, psycholog i teolog; duszpasterz akademicki, wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze. Ukończył studia socjologii i filozofii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola w Pradze. Komunistyczne władze odmówiły mu prawa wykładów na uniwersytecie i został skierowany do pracy jako środowiskowy psychoterapeuta alkoholików i narkomanów. 21 października 1978 został tajnie wyświęcony przez biskupa w Erfurcie na katolickiego księdza, a do roku 1989 był jedną z ważniejszych postaci podziemnego Kościoła katolickiego i bliskim współpracownikiem kard. Františka Tomáška. Od roku 1990 jest rektorem uniwersyteckiego kościoła pw. Najświętszego Salwatora w Pradze i przewodniczącym Czeskiej Akademii Chrześcijańskiej. Od roku 1993 wykłada religioznawstwo na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola. Głosił również wykłady w Oxfordzie i Cambridge oraz był jednym z ekspertów czeskiego prezydenta Václava Havla. Jest znany ze swego zaangażowania w życiu społecznym, publicznych wypowiedzi na temat problemów dyskryminacji rasowej, tematy polityczne i religijne oraz procesu sekularyzacji i integracji europejskiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Odejścia Maciej Bielawski
Odejścia
Maciej Bielawski
Społeczeństwo jest pełne „eksów” – osób, które wyszły ze swojej tożsamościowej (niemalże) roli - rozwiedzionych, wdowców i wdów, matek rezygnujących z opieki nad dziećmi, osób porzucających karierę polityczną, byłych więźniów, byłych alkoholików, osób odczuwających dysonans ze swoją płcią, wreszcie byłych księży i zakonnic… Problem odchodzenia jest powszechny i wspólny wielu ludziom, stanowiąc doświadczenie na pewien sposób uczłowieczające i uczące pokory, zanurzające człowieka w humusie skomplikowanych ludzkich dziejów. Każdy może się spotkać z odejściem, to zjawisko mogące się przydarzyć każdemu osobiście… wydarza się ono bardzo często, zanim dana osoba je sobie w pełni uświadomi, wymyka się kontroli i zrozumieniu; stanowi pewien wymiar tajemnicy człowieka. W życiu zdarzają się po prostu chwile, w których człowiek, aby pozostać wierny samemu sobie, musi coś zmienić. Jeśli czuje, że nie potrafi, nie jest szczęśliwy, jeśli stale nie zadaje sobie pytania o swoje osobiste „szczęście” w tym, co robi… kryzys w końcu na pewno się pojawi. Będzie trzeba stanąć w obronie samego siebie. Obok doświadczeń „odchodzących” zwykle przechodzi się bokiem, aż zaczynają dogłębnie dotyczyć nas samych. Wtedy z zakamarków pamięci wydobywają się osoby, słowa i historie. Trudne jest z kolei odchodzenie najbliższych, w co z kolei często nadmiernie można się zaangażować – walcząc z nimi, przekonując czy inaczej – wewnętrznie obwiniając samą jakąś instytucję (niewłaściwą, bezduszną, nieprzyjazną). Czasem wydaje się wręcz, że odchodzą Ci, co powinni zostać, a zostają Ci, którzy odejść powinni… Helen Rose Ebaugh wskazuje cztery etapy procesu odejścia: 1) wątpliwości; 2) szukanie alternatyw; 3) moment zwrotny) i 4) zostanie „eksem”. Wątpliwości mogą trwać tygodniami i prowadzić do szybkiego odejścia lub ciągną się w człowieku nawet dziesiątki lat. Pojawiają się w wyniku boleśnie przeżywanego rozdźwięku między głoszonymi ideałami a rzeczywistością. Staje się on z czasem coraz większy; zaczyna mu towarzyszyć wewnętrzne rozdarcie, zrozpaczenie, zmęczenie… Co ciekawe, często nie przeczą one idealizowaniu swojej możliwej sytuacji (gdyby się pozostało) już po odejściu! Szukanie alternatyw pojawia się, gdy w głębi zaczyna człowiekowi świtać idea odejścia. Ośmiela się on zmierzyć, przynajmniej wewnętrznie, z obowiązującymi w swojej instytucji „absolutami” i „świętymi krowami”, z takimi pojęciami jak „na zawsze” i „nigdy”. Pojawiają się drobne gesty kontestujące określony porządek (kwestionowanie stroju, porządku dnia, reguł pisanych i niepisanych…). To moment starań o zrozumienie i usłyszenie, którego często nie sposób uzyskać… a to często od takich rozmów wszystko zależy. Jeśli utwierdzi się w przekonaniu, że „to nie jest moje miejsce”, wewnętrznie już się tak naprawdę odeszło; czeka się jedynie na odpowiedni moment. Punkt zwrotny to często proste wydarzenie – mały konflikt, ostra wymiana zdań, zmiana stanowisk w obrębie wspólnoty – i osobie zamierzającej odejść przelewa się (a może ujawnia?) czara wątpliwości, słabnących więzi i kryzysu swojej roli. Często działa się wówczas jak w transie, nie rozumiejąc co się czyni; w chwili odejścia ma się poczucie zawieszenia, poruszania się w pustce, czemu towarzyszy lęk – jest to jednak doświadczenie wolności, często uczucie ulgi, które są silniejsze niż obawy. Czas przekonania, że odejście było konieczne, dopiero jednak przyjdzie (po pewnych turbulencjach)… Badania pokazują, że ludzie często odchodzą „na wariata”, nieprzygotowani wewnętrznie na skutki tego gestu. Zostanie „eksem” oznacza okres budowania nowych mostów ze światem, nawiązywania nowych kontaktów, odmiennego funkcjonowania w świecie; to szukanie nowej pracy, mieszkania, wybieranie stroju… rodzą się nowe idee na swój temat, o świecie czy Bogu. Nowa (?) tożsamość wykrystalizuje się dopiero po pewnym czasie, uwzględniając włożony duży wysiłek wewnętrzny. W końcu dochodzi się do pewnej syntezy, w której uznaje się, że jest się tym, kim się jest (za co jest się wdzięcznym),także dzięki temu, kim się było. „Eks” po odejściu zderza się z całym szeregiem nowych problemów, nowej rzeczywistości. Doświadczenia zdobyte na jednym statku, niekoniecznie przydają się na drugim, czy na lądzie… Psychicznie jest to doświadczenie ciężkie – pamięć podpowiada zdarzenia z przeszłości, może podważa samą decyzję, wyobraźnia rozwija marzenia i fantazje dotyczące wydarzeń, które wydarzyłyby się zapewne, gdyby się zostało… dla sumienia to też przestrzeń wyrzutów i poczucia winy. Pobyt w stanie duchownym niejako stawia człowieka w obliczu oryginalnej świadomości egzystencjalnej, przedstawia inny, bo dość idealistyczny system wartości i dążeń życiowych niż to, co postrzegane jest społecznie jako „bezpieczna norma”. Jednym z najważniejszych problemów jest jednak poczucie czy kryzys „ontologicznej niepewności” – życie staje się naznaczone lękami egzystencjalnymi, nierozwiązanymi problemami, stłumionymi uczuciami, człowiekowi wydaje się, że jest nieprzystosowany czy wyobcowany z siebie… co może wydawać się przykładowo „eks-duchownemu” sytuacją „z woli Boga” i „w Bogu”, tak jakby tego właśnie chciał Bóg. Ma to wydźwięk szczególnie silny w tych, którzy w czasie swojego powołania wiele chowali „pod dywan” swojej duchowości i swojego powołania – odrzucając swoje potrzeby, marzenia i to, co najbardziej swoje, w to miejsce utożsamiając się ze wspólnotą kościelną, instytucją, stając się „urzędnikiem” czy „funkcjonariuszem” Boga. Jeśli towarzyszy temu tradycyjna „mistyka cierpienia” nakazująca odesłać każdą trudność czy wątpliwość do Jezusa umierającego na Krzyżu, z którym ma się przecież przywilej współcierpieć dla zbawienia świata… jeśli im gorzej, tym lepiej… to jest to z pewnością znak, że coś jest nie tak z naszym życiem wewnętrznym czy powołaniem. Wyjście z tego schematu jest bolesne i trudne, najłatwiejszą odpowiedzią zdaje się zaś ucieczka czy wewnętrzny cynizm („mistyk wystygł, powstał cynik”). Przekonanie, że zostało się szczególnie wybranym i powołanym przez Boga; że na autentyczny głos Boga się odpowiedziało, staje się przestrzenią trudnego wewnętrznego kryzysu. Poczucie niedotrzymania ślubów, zaprzepaszczenie duchowego potencjału, porażka przed Bogiem… dla szczególnie wrażliwych sumień są to problemy do przepracowywania przez całe życie. Nie jest łatwo też w przestrzeni społecznej – o ile „eks”alkoholik może się cieszyć powszechnym uznaniem o tyle, że pokonał swój nałóg, o tyle eksksiądz czy ekszakonnica często mogą czuć się społecznie niepożądani, napiętnowani czy zdegradowani; to cała seria krępujących sytuacji, trudnych relacji, poczucia obcości i nieprzystosowania. Takie „potępienie” pociągać za sobą może odmowę dialogu, ekskomunikę, skazanie na milczenie, izolację… wygnanie uniemożliwiające spokojne życie w swoim dotychczasowym otoczeniu. Kapłanów, którzy odeszli ze stanu duchownego, jest na świecie (szacunkowo) ponad 100 tysięcy… a zjawisko to stale się nasila. Najliczniej odchodzą młodzi, tęskniący za kobietami i ich miłością, ale zarazem patrzący idealistycznie na swoje kapłaństwo. Inna grupa to proboszczowie, starsi i ustawieni, doświadczeni życiowo i zawodowo, często mający już dzieci z kobietą – mocno rozgoryczeni podwójnym życiem, wybierający stabilizację w rodzinie… Głównym powodem rezygnacji jest brak akceptacji obligatoryjnego celibatu, który nadzoruje podległość (posłuszeństwo) Kościołowi i władzy biskupiej. Wśród powodów rezygnacji i porzucenia kapłaństwa, wybijają się szczególnie trzy. Pierwszym jest depresja wynikająca z samotniczego życia i z poczucia wieloletniego osamotnienia, często połączona z problemem alkoholowym, zaniżonym poczuciem wartości własnej osoby i przydatności zawodowej. Drugim jest chęć i potrzeba posiadania własnej rodziny - co ciekawe w badaniach socjologicznych prof. Józefa Baniaka wynika, że taką potrzebę zgłasza 53,7% przebadanych księży. Wszyscy oni zgłaszają silny kryzys własnej tożsamości kapłańskiej, a także o kłopotach w przestrzeganiu ślubu abstynencji seksualnej; inaczej mówiąc, przyznają się do bardziej lub mniej trwałych związków emocjonalnych i seksualnych z kobietami. Trzecim istotnym powodem są konflikty między badanymi kapłanami a władzami kościelnymi – w diecezjach i zakonach. Księża Ci odczuwają silną potrzebę wolności osobistej i nie chcą poddać się bezwzględnemu posłuszeństwu biskupowi czy władzy zakonnej. Z tego powodu porzuca stan duchowny niemal 1/3 ogółu rezygnujących z kapłaństwa. Powodami odejścia i rezygnacji są też uświadomienie sobie niedojrzałości własnego powołania, nietrafionych motywacji; traumatyczne doświadczenia w instytucji kościelnej; poczucie chęci wolności pozainstytucjonalnej; wypalenie w swoim duszpasterskim dziele; zatargi ideologiczne z władzą kościelną na polu dyscypliny czy doktryny; powody psychologiczne; zerwanie więzów przyjaźni; wyczerpanie czy przepracowanie; rozpoznanie, że jest się nieszczęśliwym; reformy Kościoła burzące poczucie stałości; zwątpienie czy utrata wiary; drobne międzyludzkie skandale; trudności w nieustannym zderzaniu „zdrowego rozsądku” z nieintuicyjnością wielu instytucji; niepoczuwanie się do możliwości reprezentowania i utożsamiania się z „linią” Kościoła; miłość do innego człowieka (choć to się zdaje już raczej powodem towarzyszącym; jest on wtedy pierwszą dobrą duszą, podającą przyjazną dłoń, proponującą wspólną drogę, wspólnotę serc… ale decyzja podjęta jest wcześniej). Wreszcie, powodem odejścia kapłana może być przecież sam Bóg! Dlaczego odszedł sam autor książki? „Bo w pewnym momencie miarka się przebrała i miałem dosyć; bo od zawsze wiedziałem, że tak się stanie; bo chciałem zobaczyć, jak to jest, gdy zdarzy się to, co nigdy nie powinno się było zdarzyć; bo zwątpiłem w sensowność przynależności do kleru i nie mogłem pozostawać dłużej ani jego członkiem, ani reprezentantem; bo nie mogłem być wewnątrz, gdy tylu było na zewnątrz; bo się zakochałem; bo musiałem podjąć drogę w nieznane; bo chciałem się zniszczyć; bo chciałem się ocalić; bo chciałem naprawdę spotkać Boga; bo nie potrafiłem dłużej odgrywać pewnej roli; bo skapitulowałem przed Bogiem, który wtargnął w moje życie w sposób zupełnie nieprzewidziany; bo wcześniej odeszli niemalże wszyscy, którzy byli mi bliscy; bo chciałem znaleźć się tam, gdzie byli oni i gdzie zawsze było moje prawdziwe miejsce, to znaczy na marginesie; bo nie lubiłem siebie w roli jednego z funkcjonariuszy Boga; bo nie mogłem patrzeć sobie w twarz, myśląc, że jestem jak oni; bo bałem się, że pewnego dnia stanę się jak oni; bo nie wiedziałem, co ludziom powiedzieć, gdy mnie pytali myśląc, że wiem; bo moim zadaniem było szukanie i droga; bo chciałem powiedzieć, że obecna forma kościelnej instytucji nie funkcjonuje i nie wystarcza, chcąc to powiedzieć także Bogu” – i odszedł dla tysięcy innych przyczyn, które będzie się starał zrozumieć, jak długo będzie trzeba… Odejścia są często przestrzenią wielokrotnego rozczarowania: Kościołem (jako instytucją i ludźmi niedoskonałymi, grzesznością, głupotą, próżnością czy nudą) albo samym sobą (doświadcza się znużenia, własnej niedoskonałości, głupoty, ograniczeń, wad, grzeszności… co jedynie może kryć maska fałszywej pokory, a potem cynizm, hipokryzja). Ciężko w tym świetle sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom społeczeństwa, które szuka ludzi autentycznie idealnych (???)… a przynajmniej chce widzieć ich… inaczej. Jak bardzo można się jednak oszukiwać „dla dobra wiernych”? Jest też jednak inne rozczarowanie – rozczarowanie Bogiem. Upada pewien jego wpojony obraz; upada też poczucie bliskości Boga, w czego miejsce może wejść poczucie „grzechu odejścia” – a to może pociągnąć za sobą zawalenie się gmachu wiary, niwecząc projekt całego życia. Czasami odchodzący wyraźnie mówią, że zwątpili w Boga lub w Kościół, a potem okazuje się, że wielkie filozoficzne wywody o zwątpieniu były jedynie zasłoną dla „prostego” faktu, że się zakochali. Inni mówią, że po prostu się zakochali, jednak skwapliwie ukrywają mrok swojego zwątpienia, który od dawna mieszkał w ich sercu. Jeszcze inni odchodzą, nie mówiąc nic - ani sobie ani innym. Jakie działania i jakie stanowisko prezentuje wspólnota Kościoła wobec „eksów”? Czy potrafi ich zrozumieć i przyjąć, czy raczej pozostawia na pograniczu? Czy ułatwia odejście czy stawia przeszkody i granice? Czy podejmuje próby zrozumienia czy walki? Skupia się na wewnętrznym uporządkowaniu czy formalno-prawnym porządkowaniu spraw po „eksie”? Tworzy czy likwiduje poradnictwo i wsparcie dla odchodzących? Jak wielka jest dysproporcja między „troską o powołania” a stosunkiem do „problemu odejść”? Dyskusji o odejściach często niestety nie prowadzi się wcale – temat lepiej przemilczeć, a w Kościele przemodlić – najlepiej grupowo – naznaczając tego, który odszedł, zadość czyniąc niejako za niego/nią… „Eks” jest wtedy w pewien sposób napiętnowany mechanizmem obronnym „pozostających” – jeśli opuszcza statek uznawany za najdoskonalszy, to jego odejście podważa i relatywizuje ich rację bytu (zadając pytania o słuszność i bohaterskość tych, którzy zostają…); odejście wszak jest też milczącym oskarżeniem wobec tych, którym się wydaje, że mają już wszystko, że są bezpieczni, że wszystko wiedzą. „Eksów” uznawać się może za niewartych zaufania, ich dzieła za co najmniej podejrzane i może niebezpieczne. Są godni pożałowania, winni, a ich historie bolesne i trudne. Życie zakonne czy kapłańskie opiera się na pewnym mimesis – naśladowaniu wzorców myślenia i postępowania, tworzących pewien ideał życia i świętości. Istnieją specjalne reguły, pouczenia i pewna wspólna kultura. Odchodząc, system ten powoli się rozpada. Kryzys wiary jest tu jednakże szansą, by pracowicie zbudować swoją wiarę od nowa. Nie jest już ona wtedy wiarą recytowaną, dopasowaną do odgrywanej roli. Staje się autentyczną i osobistą inaczej. Może dla takich ludzi zwątpienie i odejście jest jedyną szansą na autentyczną przygodę duchową, łaską od kochającego Boga. Odchodzący nie są jednak skazani na porażkę, winę i napiętnowani; nie stają się też automatycznie wrogami czy przeciwnikami Boga – ich życiowe losy są też przecież przestrzenią spotkania z Nim, realizacją Jego planu. Droga poszukiwań religijnych i szukanie Boga nie kończą się wraz z odejściem ze stanu duchownego. Odejście też równoprawnie (jak wejście) jest pewnym misterium wiary, które pozostaje do końca niewytłumaczalne; może być przestrzenią świętą, przed którą „trzeba zdjąć buty”. Odejście, podobnie jak wstąpienie, miesza wolę człowieka z czymś, co ją przerasta (Bogiem, który uwodzi?). Odejście może być przeżywane jako wtargnięcie Boga w życie człowieka, wtargnięcie, które przeorganizowuje całkowicie sposób życia i myślenia. Może to być jedna z form „szczęśliwej winy”, która otwiera serce na Boga. On, dopuszczając odejście, jest przecież Panem i władcą wszystkiego, co dzieje się na świecie – z powołaniami do Jego służby włącznie. Jego drogi są odmienne od dróg człowieka, nawet jeżeli wzdłuż nich stoją drogowskazy opatrzone imprimatur. Kluczowe jest tu dialogowanie z dobrem – przechodzenia z płaszczyzny winy do płaszczyzny, w której wciąż można w sobie zobaczyć dobro. Niezachowanie ślubu to przecież lekcja prawdziwej pokory; kryzys posługi w taki sposób to znak i szansa na posługę na sposób odmienny; zamknięcie jednej drogi to wszak otwarcie innych… By tak spojrzeć na siebie (z miłością),trzeba wpuścić między siebie i instytucję samego Boga. Czy On nie jest większy od wszystkiego?
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na68 dni temu
Nad przepaściami wiary Wacław Hryniewicz OMI
Nad przepaściami wiary
Wacław Hryniewicz OMI Elżbieta Adamiak Józef Majewski
Wywiad rzeka, skryty gdzieś na dnie pirackiej skrzyni (stąd muszę przytaczać z pamięci),jakby bardziej zrozumiały niż „Nadzieja zbawienia”, stąd wyższa ocena. Treść podobna, między innymi ksiądz Wacław opowiada, jak w dzieciństwie oglądał obrazek, przedstawiający umierającego, który ostatkiem sił zamiast nawrócenia ulega pokusie i pada ofiarą Złego. Na bladej twarzy widać niedobry uśmiech, już Zły chwyta i ciągnie nieszczęsnego do piekła ... Pytanie, jak w ten sposób wlać w serca otuchę ? Chyba, że ktoś tak „otuchę” pojmuje. Następnie, jak na studiach jego wykładowca, Wincenty Granat, uczył po swojemu, uznawszy słusznie, że podręcznik jest napastliwy i zniechęcający. O rozmowach, zwanych szumnie „dialogiem ekumenicznym”, zwykle prowadzą do niczego, bowiem strony pilnie baczą, by zmienić możliwie nic. Zwłaszcza źle wypadł tu Józef Ratzinger, wówczas jeszcze prefekt Kongregacji Wiary, uniemożliwił raz gotowe porozumienie z anglikanami o wzajemnym uznaniu obrzędów. Ksiądz na własną rękę i oddolnie próbował uprawiać ekumenizm wymieniając w modlitwie patriarchę Konstantynopola obok papieża. O „interkomunii” z innymi wyznaniami: budzi czasem opory, na przykład ze strony prawosławnych, lecz ksiądz wyjaśnia „będąc w świeckim stroju, zatajam kim jestem, stąd moje przystępowanie nikogo nie obraża”. Na pytanie, co ksiądz ma do powiedzenia o nieomylności papieża, padła ostrożna odpowiedź „mam wątpliwości”. Zaś o wyświęcaniu kobiet „kobieta lepiej wyraża macierzyńskość Kościoła”. Trzeba pamiętać, że ἐκκλησία jest rodzaju żeńskiego. Użyty przy tym wyraz „biskupka” brzmi niepoważnie, jeśli już, to „biskupa”. Przypomniało mi, co głosi „Słownik Nowego Testamentu” w haśle „posługa”: „Wszyscy chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, mogą spełniać posługi, chociaż Nowy Testament nie wspomina o tym, by jakakolwiek kobieta była biskupem lub kapłanem.” Ściśle biorąc, księgi Nowego Przymierza nie mówią o kapłanach chrześcijańskich (jedynie o prezbiterach i diakonach) ani o wyświęcaniu. Również Joachim Gnilka uważał, że do uczniów należały kobiety („Jezus z Nazaretu” Kraków 1997 s. 223) i że w czasach apostolskich „Wypowiedzi Pawła dotyczące miejsca kobiety w Kościele nie są ze sobą spójne, a niekiedy wręcz sprzeczne. Według 1 Kor 12,13; Ga 3,28 różnice między mężczyzną i kobietą, podobnie jak między wolnymi i niewolnikami, zostały zniesione (…) Z tego punktu widzenia nie jest łatwo rozstrzygnąć, czy dany kobiecie nakaz milczenia podczas zebrań (1 Kor 14, 33b – 36) pochodzi od Pawła, czy też jest późniejszą glosą. W każdym razie pozostaje on w wyraźnej sprzeczności z 1 Kor 11, 5, gdzie występowanie kobiety na zebraniach liturgicznych jest traktowane jako zrozumiałe samo przez się. Dlatego bardziej słuszne jest opowiedzenie się za glosą.” („Paweł z Tarsu” Kraków 2001 s. 232 tłum. Wiesław Szymona, przy tym słowa 1 Kor 11, 5 o zakazie przemawiania kobiet z odkrytą głową trudno zrozumieć s. 231) Z niechęcią ksiądz mówi o cierpieniu, uznawanym za wartość samą w sobie, nazywa to „doloryzmem”, gdyż taki wzorzec świętości odstręcza od naśladowania „wykrzywiona bólem twarz, spojrzenie utkwione w zaświatach” i temuż podobnież, ubrał w słowa myśl, jaka wielokrotnie przychodziła mi do głowy. Ostrzega również, mym zdaniem słusznie, że wmawianie przez kaznodziejów poczucia winy („ciało nosicielem nieczystości” czy gorszego jeszcze) prędzej przyprawi wierzących o zaburzenia umysłowe niż uczyni pobożnymi. Więcej grzechów nie pamiętam, zachęcam do przeczytania.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na82 lata temu
Parami do nieba. Małżeńska droga świętości Zbigniew Nosowski
Parami do nieba. Małżeńska droga świętości
Zbigniew Nosowski
Książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem, tym większym, że sama jestem mężatką. Bardzo spodobał mi się styl pisania autora. Mimo iż książka traktuje o poważnych tematach, to jest napisana lekko, z humorystycznymi akcentami. Jeżeli chodzi o zawartość merytoryczną, to można się z niej wiele dowiedzieć o postaciach świętych i błogosławionych. Szczególnie te najbardziej współczesne nam pary zostały opisane bardziej szczegółowo. Można się conieco dowiedzieć o ich życiu codziennym, przez co stają się bardziej swojscy i bliscy. Książka jest też świetnym punktem zaczepienia do dalszego poszukiwania informacji ze względu na obszerną bibliografię. No i wzbudza wiele przemyśleń i refleksji na temat postrzegania i przeżywania małżeństwa. Wisienką na torcie są przepiękne ilustracje, które zdobią wydanie książki- reprodukcje obrazów Ventzislava Piriankova. Można nie zgadzać się z wieloma tezami autora, ale moim zdaniem w wielu punktach ma rację. Szczególnie pasuje mi jego pogląd na to, że małżeństwo powinno być postrzegane jako równoprawny sakrament, jako powołanie. Również przemawiają do mnie argumenty za tym, że w małżeństwie i rodzinie czasem bardziej owocne (również duchowo) jest np. spędzenie czasu ze sobą niż osobne oddawanie się praktykom religijnym. Bliskie jest mi podejście do tego, że zwykłe, codzienne czynności mogą nas uświęcać. Oczywiście, w tym kryją się też pewne zagrożenia, których Nosowski nie pomija. Cała recenzja: http://wlasnie-przeczytalam-ksiazke.blogspot.com/2011/07/parami-do-nieba.html
Agata - awatar Agata
oceniła na714 lat temu
Sól ziemi. Chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci. Z kardynałem Josephem Ratzingerem, Benedyktem XVI rozmawia Peter Seewald Benedykt XVI
Sól ziemi. Chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci. Z kardynałem Josephem Ratzingerem, Benedyktem XVI rozmawia Peter Seewald
Benedykt XVI Peter Seewald
W tym wywiadzie z 1996 roku Kardynał Ratzinger jest szczery, takie odniosłem wrażenie. Prowadzący wywiad wystąpił ze wspólnoty kościoła, więc nie jest stronniczy a i czasami zadaje niewygodne pytania dotyczące historii kościoła.Kardynał posługuje się wyższą teologią w odpowiedziach, co dla mnie jest zbyt zawiłe i nieco zakrzywia ogólne przesłanie płynące z biblii, która jest przecież dla prostego ludu. Zbyt często kardynał odwołuje się do nauk św.Augustyna, zamiast za wzór podawać Chrystusa lub samego Boga.Martwi mnie przyszłość kościoła, bo Kardynał rozpościera szerokie zmiany w kierunku pozyskiwania nowych wyznawców, zbytnio idzie na ustępstwa. Moim zdaniem siła kościoła leży w niezmiennych wzorach płynących bezpośrednio z Pisma Świętego.Chrystus powiedział, że do zbawienia prowadzi wąska brama, kto przez nią przejdzie ten otrzyma życie wieczne w raju, a jak widać z rozmowy z Kardynałem kościół reprezentowany przez niego chce poszerzać "bramę" poprzez dostosowywanie się kościoła do "Świata", oj chyba nie tędy droga. Na dzień dzisiejszy (2017 r) widzimy ,że Ksiądz Kardynał będąc na najwyższym urzędzie w kościele abdykował, co jest wręcz niespotykane i pewnie o przyczynach tej decyzji nigdy prawdy się nie dowiemy.
Stary_Wilk - awatar Stary_Wilk
ocenił na68 lat temu
Bóg Jezusa Chrystusa. Medytacje o Bogu Trójjedynym Benedykt XVI
Bóg Jezusa Chrystusa. Medytacje o Bogu Trójjedynym
Benedykt XVI
Dam kilka cytatów, które mnie jakoś poruszyły. Jest ich więcej, ale nie chcę spoilerować książki "Być człowiekiem znaczy być ukierunkowanym ku śmierci. Być człowiekiem znaczy: musieć umrzeć, być istotą wewnętrznie sprzeczną, w której z biologicznego punktu widzenia śmierc jest czymś naturalnym i koniecznym, ale której bios zawiera w sobie duchowe centrum domagające się wiecznego trwania: z perspektywy zaś tego centrum śmierć nie jest faktem naturalnym, lecz nielogicznym; jest usunięciem z przestrzeni miłości, zniszczeniem komunikacji nastawionej na trwałość. Żyć znaczy w tym świecie: umierać. Tak więc zdanie: "stał się człowiekiem" oznacza, począł zbliżać się do śmierci. Sprzeczność znamionująca śmierć człowieka nabiera w wypadku Jezusa maksymalnej ostrości" s. 82 "Człowieczeństwo zostało przezeń wprowadzone we własną istotę Boga, to właśnie jest owocem Jego śmierci. Jesteśmy w Bogu, Bóg jest tym Całkiem Innym i zarazem nie-Innym. Kiedy wraz z Nim mówimy "Ojcze", mówimy to w samym Bogu. To właśnie jest nadzeija człowieka, chrześcijańska radość. Ewangelia: również dzisiaj jest On człowiekiem. W Nim Bóg stał się prawdziwie nie-Innym. Człowiek, istota pozbawiona nadziei, nie jest już bez nadziei; możemy się cieszyć. On nas kocha - Bóg kocha nas tak, że Jego miłość stała się ciałem i pozostaje ciałem. Ta radość winna być najsliljniejszym impulsem i źródłem największej siły do tego, by mówić o tym innym ludziom, aby i ich rozweselić światłością, która dla nas wzeszła i wśród nocy zwiastuje światu dzień." "Gdzie zanika ojcostwo ludzkie, tam o Bogu nie sposób już mówić ani myśleć"
Karo - awatar Karo
ocenił na76 lat temu

Cytaty z książki Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej.

Więcej
Tomáš Halík Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej. Zobacz więcej
Więcej