Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej

Okładka książki Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej autora Masaji Ishikawa, 9788324078493
Okładka książki Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej
Masaji Ishikawa Wydawnictwo: Znak Horyzont reportaż
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
北朝鮮大脱出 地獄からの生還 [Kitachōsen daidasshutsu jigoku karano seikan]
Data wydania:
2021-03-15
Data 1. wyd. pol.:
2021-03-15
Data 1. wydania:
2018-06-26
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324078493
Tłumacz:
Justyna Kukian
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej

Średnia ocen
7,8 / 10
676 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej

avatar
981
896

Na półkach:

Nie czytało mi się tej książki dobrze.

Nie czytało mi się jej dobrze pod wieloma względami.

To książka trudna w samej historii, którą opowiada. Jest pełna tak potwornego cierpienia, granicy człowieczeństwa i resztek wiary, że momentami ciężko to przełknąć.

To książka przerażająca bo, nie tylko nie jest fikcją literacką, ale jej zakończenie dotyczy czasów wciąż mocno współczesnych.

To książka, która wzbudza masę emocji – od współczucia, przez niezgodę na takie traktowanie ludzi, po bunt przeciw podejmowanym przez bohatera decyzjom. Jednak kim jesteśmy by oceniać? Skąd mamy wiedzieć jak zachowalibyśmy się my sami dojrzewając w świecie tak oderwanym od jakiejkolwiek, racjonalnej rzeczywistości?

I w końcu, w moim osobistym odczuciu, książka napisana „ciężką ręką”. Nie czytało mi się zbyt płynnie. Myślę jednak, że w tym przypadku akurat to nie powinno być poddawane ocenie. Autor nie jest pisarzem, nie jest reporterem, jest za to kimś kto dał świadectwu prawdzie szczelnie ukrywanej za granicą między północą a południem.

„Za mroczną rzeką” to opowieść ciężka. Mimo to warto poświęcić jej trochę czasu.

Nie czytało mi się tej książki dobrze.

Nie czytało mi się jej dobrze pod wieloma względami.

To książka trudna w samej historii, którą opowiada. Jest pełna tak potwornego cierpienia, granicy człowieczeństwa i resztek wiary, że momentami ciężko to przełknąć.

To książka przerażająca bo, nie tylko nie jest fikcją literacką, ale jej zakończenie dotyczy czasów wciąż mocno...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
516
319

Na półkach:

"Jej desperacja, strach, wyczerpanie - wszystko przeciekało przez jej cienkie ubranie wprost do mojego serca".
__________
Jak wiele cierpienia jest w stanie przyjąć jeden człowiek? Co musi się stać, żeby w końcu pękł?
Przerażająca i wstrząsająca książka, a kiedy przypomnimy sobie, że to nie fikcja, tylko prawdziwa historia, przeraża jeszcze bardziej. Nie wiem, czy w tej sytuacji, można powiedzieć, że dobrze mi się ją czytało, ale na pewno jest dobrze napisana i ujmuje swoją prostotą. Zostawia czytelnika z myślą, że powinno doceniać się to, co się ma, a w obliczu takiej tragedii, nasze problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Zakończenie łamie serce.

"Jej desperacja, strach, wyczerpanie - wszystko przeciekało przez jej cienkie ubranie wprost do mojego serca".
__________
Jak wiele cierpienia jest w stanie przyjąć jeden człowiek? Co musi się stać, żeby w końcu pękł?
Przerażająca i wstrząsająca książka, a kiedy przypomnimy sobie, że to nie fikcja, tylko prawdziwa historia, przeraża jeszcze bardziej. Nie wiem, czy w tej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
48
30

Na półkach: ,

Za mroczną rzeką to jedna z tych książek, które zostają w człowieku na długo. Surowa, wstrząsająca i absolutnie bez kompromisów.

Autor opisuje swoje życie w Korei Północnej, gdzie jako członek dyskryminowanej mniejszości egzystował w skrajnym ubóstwie i ciągłym poczuciu zagrożenia. Przemoc, głód i brak stabilności były codziennością, a społeczne odrzucenie tylko pogłębiało bezsilność całej rodziny. To opowieść o świecie, w którym nie ma miejsca na bezpieczeństwo ani litość, a walka o przetrwanie zaczyna się zbyt wcześnie.

Ta książka boli. Jest momentami bardzo trudna do czytania, ale jednocześnie nie sposób się od niej oderwać. To świadectwo ludzkiej wytrzymałości, ale też oskarżenie wobec społeczeństwa, które odwraca wzrok od najsłabszych. Nie ma tu taniej nadziei ani łatwych rozwiązań — jest brutalna prawda o tym, jak wygląda życie „po drugiej stronie rzeki”.

Dla mnie to lektura mocna na 10/10. Nie dla każdego, ale dla tych, którzy szukają literatury prawdziwej, bez lukru i bez filtra.

Za mroczną rzeką to jedna z tych książek, które zostają w człowieku na długo. Surowa, wstrząsająca i absolutnie bez kompromisów.

Autor opisuje swoje życie w Korei Północnej, gdzie jako członek dyskryminowanej mniejszości egzystował w skrajnym ubóstwie i ciągłym poczuciu zagrożenia. Przemoc, głód i brak stabilności były codziennością, a społeczne odrzucenie tylko pogłębiało...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2107 użytkowników ma tytuł Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej na półkach głównych
  • 1 294
  • 813
299 użytkowników ma tytuł Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej na półkach dodatkowych
  • 143
  • 48
  • 28
  • 25
  • 18
  • 14
  • 12
  • 11

Tagi i tematy do książki Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Biała ciemność David Grann
Biała ciemność
David Grann
„Biała ciemność” autorstwa Davida Granna to propozycja, która zmusza do refleksji nad kruchą granicą między pasją a obsesją, odwagą a brawurą. Grann, mistrz reportażu historycznego, tym razem bierze na warsztat postać Henry’ego Worsleya – współczesnego brytyjskiego oficera i polarnika, którego całe życie zdawało się być jedynie przygotowaniem do ostatecznego starcia z lodowym pustkowiem Antarktydy. Worsley nie był zwykłym poszukiwaczem przygód; był człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycji „złotej ery” eksploracji, a jego niemal religijny kult Ernesta Shackletona stał się fundamentem jego tożsamości. Eskapady Worsleya, opisane przez Granna z chirurgiczną precyzją, to nie tylko fizyczne zmagania z mrozem sięgającym -40 stopni i huraganowym wiatrem. To przede wszystkim studium psychologiczne człowieka, który dobrowolnie porzuca bezpieczeństwo domowego ogniska, kochającą żonę i dzieci, by sprawdzić granice ludzkiej wytrzymałości. Grann z ogromnym wyczuciem analizuje pasję swojego bohatera, zadając niewygodne pytanie: czy to jeszcze determinacja w dążeniu do celu, czy już niebezpieczna mania? Worsley, idąc śladami swojego idola, próbuje dokonać tego, co nie udało się Shackletonowi – samotnego przejścia przez Antarktydę bez wsparcia z zewnątrz. To dążenie do doskonałości i wierność archaicznemu kodeksowi honorowemu czynią z niego postać tragiczną i fascynującą zarazem. Niestety, mimo genialnie nakreślonego portretu psychologicznego, tekst ma swoje mankamenty, które skłaniają mnie do wystawienia oceny 6/10. Największym problemem „Białej ciemności” jest jej objętość – a raczej jej brak. Książka jest niezwykle krótka, co sprawia, że czytelnik ma wrażenie obcowania z nieco rozbudowanym artykułem prasowym (którym pierwotnie była na łamach „The New Yorker”),a nie pełnoprawną literaturą faktu. Choć styl Granna jest oszczędny i sugestywny, brakuje tu szerszego kontekstu historycznego lub głębszej analizy technicznych aspektów wyprawy, co w przypadku literatury polarnej jest często kluczowe dla budowania napięcia. Niektóre wątki poboczne, jak relacje z rodziną, są jedynie zasygnalizowane, co pozostawia pewien niedosyt emocjonalny. Mimo tych zastrzeżeń, „Biała ciemność” to wciąż kawałek solidnej prozy. Grann potrafi sprawić, że czytelnik czuje chłód bijący z kartek i fizyczny ból towarzyszący każdemu krokowi bohatera po zdradliwym lodzie. To opowieść o marzeniu, które staje się przekleństwem, i o tym, że największe bitwy człowiek toczy nie z naturą, lecz z samym sobą. Dla fanów literatury górskiej i polarnej będzie to ciekawe uzupełnienie kolekcji, choć prawdopodobnie nie zostanie w pamięci na tak długo, jak „Czas krwawego księżyca” tego samego autora. To historia o tym, że lód nie wybacza błędów, a pasja, choć daje skrzydeł, potrafi również spalić – lub w tym przypadku zamrozić – wszystko, co dla nas cenne
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Ocalała z chińskiego gułagu Rozenn Morgat
Ocalała z chińskiego gułagu
Rozenn Morgat Gulbahar Haitiwaji
(2021) [Rescapée du goulag chinois: Premier témoignage d’une survivante ouïghoure] Opowieść Gulbahar Haitiwaji (1966),więźniarki numer 9, spisana i zredagowana przez francuską dziennikarkę Rozenn Morgat. W 2006 niezaangażowana politycznie Haitiwaji wyemigrowała do Francji, dziesięć lat później przyleciała do ChRL, aby podpisać dokumenty zatwierdzające przejście na wcześniejszą emeryturę. Zgodnie z obawami, w zakładzie pracy zatrzymuje ją policja. Po odebraniu paszportu i serii przesłuchań, na początku 2017, trafia do aresztu, a stamtąd do obozu reedukacji, gdzie spędzi ponad dwa lata. Motywem zatrzymania jest zdjęcie córki, która brała udział w paryskim proteście ujgurskich emigrantów. Haitiwaji oskarżono o wspieranie muzułmańskiego separatyzmu, zdradę ojczyzny i terroryzm. „Cechą rodzimą [systemu penitencjarnego w ChRL] było to, że w rozgałęzionym systemie więziennictwa istniała niezależna kategoria, zwana laojiao, »ośrodkami reedukacji przez pracę«, które w odróżnieniu od laogai [ośrodków naprawy poprzez pracę] nie podlegały przepisom dotyczącym postępowań sądowych w Chinach. […] każdy, kto został uznany za nieprawomyślnego, mógł zostać wysłany do laojiao na okres do czterech lat, bez wyroku sądu” (str. 124). „W tych obozach [utworzonych na obszarze Sinkiangu] jest lub było więzionych około miliona osób” (str. 122). „W październiku 2018 roku [Chiny] przyznają, że ośrodki przemiany poprzez edukację istnieją, ale odrzucają wszystkie oskarżenia o to, że w tych obozach dochodzi do poważnych naruszeń praw człowieka” (str. 129). Po prawie trzech latach rozłąki, złożeniu samokrytyki i instrumentalnym potraktowania przez chiński wywiad, mimo siedmioletniego wyroku, w trakcie finalnej rozprawy zostaje uniewinniona, a ChRL wydaje jej paszport i umożliwia wylot do Francji. Choć nazwisko Haitiwaji jest na pierwszej pozycji, jest to książka Rozenn Morgat. Powstała w oparciu o rozmowy prowadzone za pośrednictwem córki uwolnionej kobiety, Gulhumar. Zastosowane zabiegi literackie – sposób prowadzenia narracji, poetyckie opisy i metafory – nie mają charakteru tekstu mówionego. Wyjąwszy krótki rozdział domykający książkę, całość poprowadzono w narracji pierwszoosobowej, imitującej monolog. Książka oddaje ogół doświadczeń pięćdziesięcioletniej Ujgurki, jej stany emocjonalne, obawy i dyskomfort zamknięcia; opowiada o traktowaniu osadzonych, marnym żywieniu, problemach z higieną i typowych aktywnościach, wymuszanych w ramach sesji edukacji patriotycznej – jednak brakuje tu streszczeń kilku przykładowych dni, opisów codziennych rutyn, tak, aby czytelnik uzmysłowił sobie porządek każdej doby. Użycie słów „ocalała” i „gułag” brzmi bardzo dramatycznie, ale nie oddaje stanu rzeczywistego. Faktycznie, ChRL utworzyła sieć obozów pracy i „edukacji patriotycznej”*, i obiekt do którego trafiła Gulbahar Haitiwaji do niej należy, jednak jest to placówka reedukacyjna, gdzie odbywa się lżejsza forma psychologicznego nacisku, a nie łagier (!). Jak sama pisze (str. 91) – pomijając dbanie o czystość w przestrzeni wspólnej, jedynym obowiązkiem skazanych była przyswajanie dyscyplinujących treści (tzw. „nauka”) i aktywności artystyczne. Nie umniejsza to traumy doświadczeń dojrzałej Ujgurki, jednak nie jest to opowieść sugerowana przez tytuł (francuski czy polski): Rescapée du goulag chinois: Premier témoignage d’une survivante ouïghoure (Uratowana z chińskiego gułagu. Pierwsze świadectwo ocalałej Ujgurki). Patrząc na okładkę, od razu staje nam przed oczami obóz pracy przymusowej, gdzie reedukacja jest tylko jedną z niedogodności. W tym przypadku, element pracy sprowadzony jest do absolutnego minimum, i nie ma charakteru wyniszczającego fizycznie, co było wpisane w życie codzienne przeciętnego zeka. Przedmowa francuskiej dziennikarki i pierwszy rozdział, w którym tandem Haitiwaji-Morgat wyjaśnia kim są Ujgurzy i jaka jest ich sytuacja – nie budzą dobrych emocji. Jest to ujęte tak, jakby było kierowane do dzieci, zupełnie niezorientowanych co do omawianego tematu (nieco infantylnie). Co gorsza, zawiera masę informacji błędnych, np. kiedy utworzono Sinciang (wcale nie za komunistów) czy nt. pochodzenia Ujgurów i korzeni ich języka (!). Mimo niezbyt dobrego początku, kulejącego w formie i treści, całość tłumaczenia Beaty Łaskawskiej sprawie dobre wrażenie. Jeśli przymkniemy oko na drobne błędy warsztatowe, tekst spełnia swoją rolę, i jeśli ktoś nie ma pojęcia, że na zachodzie ChRL mieszka ludność turkijska, bliska tej z sąsiednich republik powstałych na gruzach ZSRR, doświadczająca dyskryminacji ze strony Chińczyków, sukcesywnie kolonizujących ich pustynną ojczyznę, to może liznąć tematu. (Z uwagi na eksploracje stanów emocjonalnych, wątki rodzinne – spodoba się szczególnie kobietom niezainteresowanym problemami współczesnych Chin, szukającym w literaturze treści sensacyjnych i rozrywkowych**). Naciągane 7/10. __________________________ * „W jeszcze gorszej niż Tybetańczycy sytuacji są Ujgurzy; w chwili pisania tej książki [tj. w końcówce lat 10. naszego stulecia] nawet milion Ujgurów jest przetrzymywanych wbrew swojej woli w obozach »edukacji patriotycznej«, gdzie wykonują prace fizyczne za minimalne wynagrodzenie lub za darmo i są poddawani komunistycznej indoktrynacji. Ich dzieci często są umieszczane w szkołach z internatem, by nauczyły się chińskiego. Rząd chiński twierdzi, że szkoły zapewniają szkolenie zawodowe, a ich celem jest zapobieganie fundamentalizmowi islamskiemu. Obozy internowania stworzył Chen Quanguo [ur. 1955], twardogłowy zwolennik asymilacji, który przez pięć lat był sekretarzem KPCh w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, zanim w 2016 roku objął to samo stanowisko w Sinkiangu” (Barbara Demick, Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin, Wołowiec 2021, str. 316). ** Nie chodzi o ogół kobiet, ale tę grupę, która sięga zazwyczaj po prozę obyczajową, romanse i sensacje, a robi to dla czystej rozrywki i zabicia czasu, złakniona zastrzyku silnych emocji. Można odnieść wrażenie, że Morgat starała się wpasować w te gusta, co z punktu widzenia osoby która chce być czytana, której zależy na zysku – wydaje się rozsądne. Książka pisana z myślą o odbiorcy francuskim, sławiąca Francję jako kraj wolności. Wprawdzie w granicach rozsądku, w ramach zrozumiałej wdzięczności okazywanej w podzięce za azyl i szanse na normalne życie, ale każdy kto nie jest Francuzem, kto nie mieszka między Renem a Pirenejami, a przeczyta w miarę wierne tłumaczenie, będzie czuł się troszkę wykluczony. • Losy zaradnego Ujgura „Polata” (pseudonim) możemy prześledzić w Kamieniach wróżebnych Petera Hesslera (2006),a informacje wstępne o kolonizacji Ujgurystanu polski czytelnik znajdzie w dwóch rozdziałach Zakazanych wrót Tiziano Terzaniego (1984),nieco świeższe spojrzenie oferuje doktor Michał Lubina w Chińskim obwarzanku (2023),niedawno ukazała się również Doskonałe państwo policyjne (2022) Geoffreya Caina, traktujące stricte o Ujgurii, a w 2018 trafiła do księgarń książka Kaia Strittmattera Chiny 5.0, opowiadająca o budowie nowoczesnego systemu inwigilacji w ChRL. Poza tym, warto zapoznać się z treścią kilku artykułów na Wikipedii. Po tym co przeczytamy w książce, można do dojść do wniosku, że autorka nie zrobiła nawet tego – nie mówiąc już o skorzystaniu z dowolnej encyklopedii czy leksykonu (blamaż). (Pobyt w chińskim więzieniu opisuje Liao Yiwu w książce Za jeden wiersz z 2011). • Wymuszona deklaracja podczas procesu – „[…] zawsze będę kochała Chiny” – brzmi podobnie jak podtytuł książki Piotra Bernardyna z 2022 (Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny). Opresyjna miłość pragmatycznej Partii, egzekwująca uczucia gwałtem i represjami, konsekwentnie umacnia przestarzały reżim. Tej wiosny, chiński parlament przyjął ustawę o jedności etnicznej, de facto przymusowej asymilacji, sprowadzającą języki mniejszości do języka domowego, zatwierdzającą wcześniejszy aparat represji: „Nowe regulacje nakładają rygorystyczny obowiązek nauczania standardowego języka mandaryńskiego (putonghua) już od etapu przedszkolnego i promują go jako jedyny język wykładowy w całym systemie edukacji. Putonghua ma mieć prym m.in. w komunikacji urzędowej. Ustawa wprowadza także politykę »przekształcania przestarzałych zwyczajów i tradycji« oraz tworzenia »wzajemnie przenikających się środowisk społecznych«, zachęcając do »mieszania się« populacji. Ma to na celu – jak zwracają uwagę krytycy – rozbicie jednolitych etnicznie skupisk poprzez masowe osiedlanie Chińczyków Han, którzy stanowią 91 proc. populacji, w regionach zamieszkanych przez mniejszości i wymuszenie ich asymilacji. Ustawa kryminalizuje m.in. udział w »działalności separatystycznej lub (o charakterze) ekstremizmu religijnego« i zakazuje rodzicom »zaszczepiania nieletnim idei szkodliwych dla jedności etnicznej«. Za działania uznane za »podważanie jedności etnicznej« grozić ma do 10 lat więzienia. Eksperci zwracają uwagę, że definicje tych »przestępstw« są na tyle szerokie, że mogą objąć każdą krytykę polityki rządu. Co więcej, prawo ma charakter eksterytorialny – ChRL rości sobie prawo do ścigania osób i organizacji naruszających te przepisy także poza granicami kraju”*. To, o czym czytamy we wspomnieniach Haitiwaji, wchodzi na wyższy poziom i brzmi wyjątkowo złowieszczo, wręcz orwellowsko. Choć partyjne rozporządzenie z 2026 nie jest niczym nowym, zaskakuje brawurą i ostentacyjnością. __________________________ * Krzysztof Pawliszak, Chiny: Parlament przyjął ustawę o jedności etnicznej; krytycy: to narzędzie przymusowej asymilacji, artykuł z 12 marca 2026 opublikowany w serwisie WNP (https://www.wnp.pl/wiadomosci/chiny-parlament-przyjal-ustawe-o-jednosci-etnicznej-krytycy-to-narzedzie-przymusowej-asymilacji,1041514.html). • „Czy wierzy pani, że Zachód może zrobić cokolwiek, by wpłynąć na to, jak Chiny traktują Ujgurów?” – pyta w 2022 Gulbahar Haitiwaji Anna Mikulska*. „Uważam, że nie tylko może, ale musi coś zrobić. Po pierwsze – świat powinien wiedzieć, do czego dochodzi w Sinkiangu. Pisanie i mówienie na ten temat wywiera nacisk na Chiny. Po drugie – kraje Zachodu powinny ułatwić Ujgurom proces ubiegania się o azyl. Z powodu tych procedur dziś wielu Ujgurów na emigracji jest zmuszonych wrócić do kraju. Wreszcie – wszyscy powinniśmy bojkotować produkty, które są wytwarzane niewolniczą pracą Ujgurów. Państwa zaś powinny ograniczyć handel z Chinami. Każda złotówka, którą Chiny zyskują na handlu z Zachodem, finansuje naszą dalszą niewolę”**. Obecnie, w Sinciangu dorastają kolejne generacje Chińczyków Han, którzy czują się już tutejsi, korzystają z chińskiej infrastruktury i radzą sobie bez styczności z językiem ujgurskim, postrzegając muzułmanów jak problematyczną ludność tubylczą, jak Indian. Katastrofa już się wydarzyła, a lokalnie terroryści mają cele pod samym nosem. Jeśli zaś chodzi o emigrację, znacznie łatwiej przekroczyć góry Tien-szan, i szukać wolności w bliskich kulturowo, etnicznie i językowo krajach postradzieckich: Kazachstanie, Kirgistanie, Uzbekistanie czy Turkmenistanie. Nie są one tak atrakcyjne gospodarczo jak kraje Zachodu, i nie stanowią wzorcowych demokracji, tworzą jednak realną, bliską alternatywę. Różnią się pod kątem stabilności, poszanowania prawa i jakości życia – Kazachstan jest wprawdzie autorytarny, ale nie grozi mu przeludnienie, a z perspektywy Ujgurów stanowi atrakcyjna opcję. (Wedle danych z 2021, Ujgurzy stanowią 1,5% ludności Kazachstanu). __________________________ * Anna Mikulska, Gulbahar przeżyła chiński gułag. Opowiada, jak Ujgurzy są w Chinach więzieni, torturowani i sterylizowani, wywiad opublikowany 8 maja 2022 w serwisie OKO.press (https://oko.press/gulbahar-przezyla-chinski-gulag-opowiada-jak-ujgurzy-sa-w-chinach-wiezieni-torturowani-i-sterylizowani). ** Ibid. • Wbrew temu co miejscami sugeruje książka Rozenn, ChRL nie tyle chce się pozbyć Ujgurów, co doprowadzić do ich asymilacji. W wariancie idealnym byłaby to asymilacja pełna, taka jak w przypadku Mandżurów*, co nie jest łatwe z uwagi na odrębność rasową i silną islamizację, która swego czasu miała charakter formatujący. (Na fladze niepodległego Turkiestanu Wschodniego, niezależnej Ujgurii, jest muzułmański półksiężyc; islam odpowiada za porządek społeczny – wyparł lub przetworzył starszą obyczajowość, stanowi główny punkt odwołania i niesie ze sobą określoną estetykę). Dlatego Chińczycy stawiają na wchłonięcie lub model podwójnej tożsamości, chińskiej kulturowo i etnicznie ujgurskiej. Za pomocą mniej lub bardziej przemyślanej inżynierii społecznej i konsekwentnego dokręcania śruby. Wymuszając komunikację w mandaryńskim – marginalizują ujgurski. Marginalizując ujgurski – separują od korzeni. Odcinając od dziedzictwa, otwierają na to co chińskie... Można by pomyśleć, że gdyby ChRL zależało na pełnej, trwałej sinizacji, wymazaniu turkijskiego charakteru – nie dołączałaby do nazwy prowincji określenia etnicznego, albo już dawno się z nim pożegnała (pełna nazwa to Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur, ujg. Shinjang Uyghur Aptonom Rayoni, chiń. Xīnjiāng Wéiwú'ěr Zìzhìqū). Z drugiej strony, nazwę można zawsze zmienić, podobnie jak typ prowincji czy podział administracyjny, powołując w razie potrzeby mniejsze twory, autonomiczne prefektury i powiaty, coś w rodzaju tymczasowych rezerwatów. Polityka KPCh ewoluuje, a po jej ostatnich wytycznych (2026) można dojść do wniosku, że po budowie nowych Chin, przyszedł czas na stworzenie nowego Chińczyka. Wcześniej odbywało się to na poziomie ideologicznym, teraz chodzi o realną wspólnotę krwi. Ujednolicenie językowe, które dokonało się na rzecz mandaryńskiego kosztem języków lokalnych – języków, nie dialektów – jest już faktem. Część Chińczyków zachowuje dwujęzyczność, i tak będzie jeszcze długo. Część utraci własny język na rzecz mandaryńskiego. Dzieci tych drugich nie będą już znały żadnego innego. A Partia będzie zadowolona. Wpływ nauk proroka Mahometa oraz obojętność świata owocują licznymi aktami terroru. W sąsiednim Tybecie dochodzi do samospaleń, a Ujgurzy nie dają o sobie zapomnieć poprzez krwawe zamachy: bombowe i z użyciem noży**. Pekin odpowiada represjami, wzmożoną kontrolą i prześladowaniami religijnymi. Uzależnienie od chińskiej gospodarki i edukacji, a także fakt, że Ujgurzy stają się powoli mniejszością we własnym kraju***, nie wróży dobrze rdzennej ludności wschodniego Turkiestanu. Ale to tylko jeden ze scenariuszy. Linia Partii ma to do siebie, że może się zmienić. Szaleństwa Mao ustały wraz z jego śmiercią. Być może podobnie będzie z zamordyzmem przewodniczącego Xi. _________________________ * „Mandżurowie całkowicie ulegli kulturowej i etnicznej asymilacji. Rządząca elita przejęła od Chińczyków wzorce zachowań, filozofię i obyczaje, a z czasem również język. Kontynuowała i utrwalała tradycje chińskiej sztuki w zakresie ceramiki (porcelana),rzeźby w nefrycie, malarstwa i literatury. Jedynym elementem kulturowym, jaki Mandżurowie narzucili Chińczykom, było splatanie włosów w warkocz – symbol lojalności wobec ich dynastii. Podobny proces nastąpił też w Mandżurii, wyludnionej wskutek emigracji Mandżurów do podbitych Chin. Osadnictwo chińskie na tych terenach (za tzw. Wierzbową Palisadą) było początkowo zakazane, lecz narastająca groźba aneksji przez Rosję sprawiła, że w 1865 r. zakaz ten uchylono. Do pierwszych regionów kolonizacji należały okolice miasta Hulan w pobliżu Harbinu. W 1900 roku liczba osadników chińskich w Mandżurii znacznie przewyższała liczbę samych Mandżurów. Szczytowy okres osadnictwa chińskiego przypadł na lata 20. XX wieku. Było ono kontynuowane po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów. […] W 2000 roku liczba Mandżurów na terenie Chin wyniosła około 10,6 miliona. Większość z nich mieszka w Mandżurii (prowincja Heilongjiang),stanowiąc zaledwie 4% ogółu jej populacji, a około 500 tysięcy żyje w aglomeracji Pekinu, w prowincji Hebei i autonomicznym regionie Mongolia Wewnętrzna. Na przełomie lat 80. i 90. niecałe 200 osób posługiwało się jeszcze językiem mandżurskim. Również nazewnictwo mandżurskie wypierane jest przez chińskie odpowiedniki. Odłamem Mandżurów jest grupa etniczna Xibe, zamieszkująca okręg autonomiczny ze stolicą w mieście Qapqal na terenie Dżungarii (Sinciang) w zachodnich Chinach. Spośród 173 tysięcy tamtejszych Mandżurów własnym językiem posługiwało się na co dzień 23 tys., a na równi z chińskim używało go 96 tys.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mand%C5%Bcurowie). ** Islam jako problem jest w książce bagatelizowany (a przecież utrwala, i jednocześnie uzasadnia, niezdrowe normy społeczne). *** Wedle danych z roku 2000, na osiem milionów Ujgurów przypadało osiem milionów Chińczyków: Stanley Toops, Demographics and Development in Xinjiang after 1949. East-West Center, 2004 (https://web.archive.org/web/20070716193518/http://www.eastwestcenter.org/fileadmin/stored/pdfs/EWCWwp001.pdf). • UWAGI MERYTORYCZNE DO WYDANIA PIERWSZEGO Z 2022 W TŁUMACZENIU BEATY ŁASKAWSKIEJ: UWAGA: książkę otwiera pewna ilość bzdur, serwowanych przez tłumaczkę i wydawcę bez żadnych przypisów (!),nie są to drobne pomyłki, ale przykład monstrualnego nieuctwa i potwornej ignorancji – książka powinna trafić na przemiał, albo otrzymać jakąś erratę, bo w takiej formie zamiast edukować w zakresie kwestii podstawowych wprowadza w błąd. Ciężko powiedzieć co gorsze: głupota autorki, znikoma wiedza tłumaczki, której najwyraźniej ani razu nie zaświtało, że powiela bzdury, czy też bezmyślność redakcji i wydawcy, którzy również nic z tym nie zrobili. Str. 12 – „Ponieważ Ujgurzy są sunnitami, korzeni ich kultury należy raczej szukać w Turcji niż w Chinach” – co ma piernik do wiatraka? To brzmi tak, jakby część Turków po islamizacji wywędrowała z Azji Mniejszej do Azji Środkowej i rozpoczęła działalność religijną. Autorka nie rozumie, że na terenie Eurazji mamy szereg nacji należących do rodziny turkijskiej, i najwyraźniej nie wie, że to Arabowie zaszczepili islam w Azji Środkowej (w VII i VIII stuleciu). Islamizacja Ujgurów* zachodziła od X do XVI wieku, w czym miał swój udział Timur Chromy (Tamerlan). Poza tym, jak wiadomo – mityczną praojczyzną Turków jest Turan, rozległy obszar między Morzem Kaspijskim a Ałtajem, na północ od Persji. Str. 12 – „Sinciang przez separatystów ujgurskich jest również nazywany Turkiestanem Wschodnim” albo Ujguristanem/Ujgurystanem (Ujgurią)… Str. 19 – „[…] po objęciu władzy przez komunistów w 1949 roku, który nadali mu nazwę »Sinciang« […]” – Sinciang/Sinkiang (Xinjiang) powstała w 1759 roku, po ostatecznym zwycięstwie chińskiej dynastii Qing nad Chanatem Dżungarskim (https://en.wikipedia.org/wiki/Dzungar_Khanate). Na długo przed narodzinami Marksa i Engelsa, i wymyśleniem komunizmu. Str. 20 – język ujgurski określony jest jako „dialekt wywodzący się z tureckiego” – turecki, którym rozmawia się w Turcji, należy do oguzyjskiej gałęzi języków turkijskich, innej niż ujgurski. To języki z tej samej rodziny, ale ujgurski nie wytworzył się na bazie tureckiego. Str. 22 – „[…] posługujący się dialektem wywodzącym się z kazachskiego, a nie tureckiego, jak tradycyjny język Ujgurski” – kazachski przynależy do kipczackiej grupy języków tureckich, ujgurski do karłucko-ujgurskiej… oba to języki turkijskie. To jest napisane tak, jakby Turcy z Anatolii dali początek językowi Ujgurów… Str. 105 – nie ma „prezydenta Chin”, jest tylko przewodniczący ChRL. Str. 107-108, 132, 148, 183 – domniemana sterylizacja poprzez „szczepionkę” – zaserwowana jako trwały odpowiednik zabiegu medycznego. Można wpłynąć na gospodarkę hormonalną poprzez farmakologię i zatrzymać naturalny cykl, ale nie będzie to zmiana trwała. Szczepienie przy takim nagromadzeniu osadzonych wydaje się racjonalne. Serwowane zastrzyki nie są trucizną (jak dowiadujemy się od autorek),a zaniki pamięci i poczucie „odurzenia” to po prostu skutki uboczne zintensyfikowane przez stres, złe odżywianie, krótki i płytki sen. Być może nie mają żadnego związku z zastrzykami, i są po prostu reakcją na warunki bytowe. _________________________ *„Pierwsze wzmianki o Ujgurach pojawiają się w odniesieniu do plemion Tiele w czasie Północnego Wei (386–584),do których mieliby pierwotnie należeć. Byli opisywani jako ludzie nie posiadający stałych mieszkań, prowadzący koczowniczy tryb życia. Między V a VI wiekiem lud ujgurski zaczął przemieszczać się z wcześniej zajmowanego terenu, na północny zachód od rzeki Orchon w górnej Mongolii, na wschód, w pobliże rzeki Tula. Mniejsza grupa wyemigrowała w okolice gór Tienszan. W połowie VI wieku znowu się przenieśli, tym razem w pobliże rzeki Selenga. W VII i VIII wieku stali się potężną nacją. Współpracowali z dynastią Tang w celu pokonania Tujue – grupy, z którą Ujgurzy walczyli już wcześniej. Gdy ustanowili swój własny chanat, ich sposób życia zmienił się z koczowniczego na osiadły. W roku 840 ujgurski chanat upadł a Ujgurzy przemieścili się na południe oraz zachód. Większość osiedliła się w pobliżu gór Tienszan. Następnie podzielili się na trzy grupy: pierwsza przeniosła się na Wyżynę Pamirską, zakładając królestwo, którego panowanie trwało od IX do XIII wieku; druga ulokowała się w Korytarzu Gansu (później podbita przez Zachodnie Xia w pierwszej połowie XI wieku); trzecia natomiast wyemigrowała do dzisiejszej prefektury Turfanu, tworząc królestwo podbite przez mongolską dynastię Yuan w XIII wieku” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ujgurzy). + UWAGI WARSZTATOWE (BŁĘDY W TŁUMACZENIU?): Str. 33 – przejście na wcześniejszą emeryturę to nie jest „drobna sprawa” – jeśli nie wkradł tu się jakiś błąd w tłumaczeniu, to jest to wypowiedź zasługująca co najmniej na przypis. Czy emerytura była tak niska, że nie warta zachodu? Czy Haitiwaji lekceważyła ją, bo nie zamierzała wracać do ChRL? A może pierwotnie szło o to, że sam akt złożenia podpisu to pierdoła nie warta lotu? Str. 41 – „Nie, nie chcę tam jechać. Kerim ma jednak rację, nie ma się czym martwić, ta podróż to kwestia kilku tygodni” – nie do końca wiadomo w czym rzecz, na podstawie tekstu możemy się jednak domyślać, że GH nie chce tam jechać z uwagi na złe przeczucia (spodziewane komplikacje z bezpieką); jak się okazuje, Kerim nie miał racji, w tekście powinien być tryb przypuszczający (najprawdopodobniej, zdaje się…); końcówka odnosi się do szacowanej długości pobytu? Jeśli tak, to czemu kupuje bilet powrotny na konkretny lot? Str. 46 – „[…] mój brak zainteresowania nią jeszcze wzrósł” – raczej „pogłębił się”, brzmi to trochę jak „uległ poprawie” (nie mówimy o statystykach społecznych, o słupkach). Str. 52 – „[…] odpowiedział mężczyzna, który spędzał emeryturę z dala od Karamayu” – chodzi o znajomego agenta, ale nie wynika to z kontekstu. Ta uwaga powinna być wprowadzona wcześniej, jednocześnie ze wspomnieniem tej postaci. Str. 65 – „Lubię patrzeć na kobiety, ale sama nigdy nie lubiłam tańczyć” – zabrakło tu doprecyzowania, wskazania że chodzi o kobiety tańczące (ogólnie),lub aresztantki akurat w tej konkretnej sytuacji (Lubię patrzeć na TE kobiety…). Str. 89 – związek frazeologiczny „jak jedna żona” nie istnieje w języku polskim, jest to przeróbka frazy „jak jeden mąż”, w dodatku nieudolna, bo ta jest całkowicie nienacechowana płciowo (neutralna),i nie odnosi się do małżonka, ale człowieka (jednostki),co ma rodowód w dawnej polszczyźnie. Str. 112 – w przypisie 24 jest to samo co w tekście na str. 30. (Przypis zbędny); str. 126 – „Sinciang to sejf bez szyfru pozwalającego go otworzyć” (Sinciang to zamknięty sejf bez szyfru; albo prościej: Sinciang to sejf bez szyfru); str. 139 – przypis 36 dubluje informacje z przypisu 19 (str. 95); str. 147 – powtórzenie informacji o milionie osadzonych Ujgurów; str. 209 – mieszkanie pilnowane (mieszkanie pod nadzorem); str. 220 – odpoczywa-odpoczynek (zamiast „organizujemy odpoczynek” lepiej zamienić na „organizujemy rekonwalescencję”; str. 225 – grasz uległość (tu: odgrywasz uległość?).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na71 dzień temu
Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej Roman Husarski
Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej
Roman Husarski
Polacy jednak potrafią pisać reportaże. Co i rusz się o tym przekonuję, a zwłaszcza kiedy przeczytam książkę taką jak ta poświęcona życiu w Korei Południowej. Napisał ją młody polski kulturoznawca, który wiele lat jako student spędził w Korei, dzięki czemu mógł dotknąć tego, co zwykle umyka tym, którzy są tam tylko na chwilę, bo zwiedzali albo znają kraj z opowieści innych. Zdecydowanie Roman Husarski dobrze poznał Koreę, bo pisze nie o tym, co ją wyróżnia kiedy o niej mówimy, ale pisze o tym, co zwykle jest ukryte dla oczu zewnętrznej publiczności, a dostrzegane dopiero wtedy, kiedy poznajemy ją mieszkając w tym miejscu. Pisze więc o rzeczach, których trudno szukać w innych reportażach. Mnie w szczególności zadziwił wątek religii i w ogóle religijności Koreańczyków, bo zwykle myśląc o Korei wyobrażamy sobie, że jest to kraj na wskroś przesiąknięty azjatyckimi systemami religijnymi, a jednak to chrześcijanie stanowią tam większość wyznawców. Chrześcijanie, którzy z jednej strony wpisali się w misję prozelityzmu, z drugiej konkurują między sobą o dusze Koreańczyków. Jest sporo o braciach zza północnej granicy, ale z perspektywy uciekinierów, którzy nie zawsze i nie wszędzie są mile witani i szybko adaptują się do życia, jakie zapewnia Korea Południowa. Jest też sporo o kolonializmie i dziedzictwie zniewolenia japońskiego, jakie noszą w sobie Koreańczycy, a także o relacjach między indywidualizmem a duchem wspólnoty, w którym ten pierwszy musi ustąpić pola potrzebom kolektywu. Książkę naprawdę polecam, bo potrafi wniknąć daleko głębiej niż reportaż filmowy dostępny na platformie YouTube. To lektura, która otwiera oczy na mniej znane aspekty życia w Korei Południowej i pozwala zrozumieć tamtejszą codzienność z perspektywy osoby, która rzeczywiście tam mieszkała i odczuła na własnej skórze lokalne realia.
Arek - awatar Arek
ocenił na71 miesiąc temu
W ciemnej dolinie. Rodzinna tragedia i tajemnica schizofrenii Robert Kolker
W ciemnej dolinie. Rodzinna tragedia i tajemnica schizofrenii
Robert Kolker
Bardzo dobra! Temat schizofrenii jako takiej jest pogłębiony minimalnie (można co nieco dowiedzieć się z rozdziałów laboratoryjnych),jest też przywołanych całkiem sporo kolejnych "trendów" w psychiatrii - ale jest to przede wszystkim historia rodziny. Dużo tu moralnej szarości, czuć, że autor przeprowadził setki godzin wywiadów z rodziną. Dużo ludzkiej tragedii, jak też mówi tytuł. Historia rodziny z wielu stron, a pod koniec szczególnie z perspektywy zdrowych dzieci. Szczególnie pierwszą połowę czytało mi się szybko. Tam szczególnie historia rodziny była niemal niczym książka obyczajowa, mniej reporterska - ale czytało mi się to bardzo dobrze, bo świetnie potrafiłam zagłębić się w ten świat i wyobrazić sobie ich, a także ich dom. Potem niestety książka trochę zwalnia, chociaż jednocześnie robi się jakby chaotyczniejsza. Brakowało mi dłuższych opisów tego, kiedy dokładnie rodzina zorientowała się, że bracia są chorzy - ich podejrzeń, może jakiegoś wyparcia z racji czasów, może zauważania podejrzanych zachowań. W większości przypadków jednak bardzo szybko przeskakujemy ze stanu "uznawany za zdrowego" -> "chory", co jakoś nie zaspokoiło mojej ciekawości wystarczająco. Tym bardziej, że rodzina ewidentnie się ich "wstydziła", bazując po zachowaniu Mimi - ale nigdy nie wchodzimy do jej głowy, możemy tylko zastanawiać się co czuła na bazie opisów jej czynów.
Nettle - awatar Nettle
ocenił na98 dni temu
Almond Sohn Won-Pyung
Almond
Sohn Won-Pyung
Aleksytymia – niezdolność do rozpoznawania, nazywania i wyrażania emocji. Z jej powodu oraz z powodu nieprzeciętnie niskiej liczby neuronów w ciele migdałowatym Yunjae nie potrafi określić, co czuje ani co czują inni. Można by rzec, że od urodzenia był skazany na społeczne odrzucenie – w szkole trzyma się na uboczu, w domu zaś mama i babcia nie ustają w wysiłkach, by nauczyć go, czym są emocje, rozwieszając karteczki z ich nazwami. Pewnego dnia, w szesnaste urodziny Yunjae'a, chłopak jest świadkiem brutalnego napadu, którego ofiarami padają mama i babcia. I przygląda się temu z zupełną obojętnością. Innego dnia Yunjae spotyka na swej drodze swoje zupełne przeciwieństwo, Gona – chłopca, który czuje zbyt wiele i którym całkowicie rządzą emocje, głównie gniew... "Almond" zdecydowanie zbyt długo przeleżał na mojej półce. A przecież bliżej premiery byłam tak bardzo ciekawa tej książki... Byłam ciekawa historii z perspektywy postaci, która nie odczuwa emocji podczas gdy ja, jako czytelniczka, zwykłam czuć je aż nadto. Narracja Yunjae jest naprawdę pozbawiona emocji, rzeczowa i oschła mimo trudnych sytuacji, jakie opisuje. Myślę, że słowo "relacjonuje" będzie tutaj właściwszym określeniem. Nie oznacza to, że relacja ta nie wzbudza emocji w odbiorcy. Przeciwnie, mam wrażenie, że to my odczuwamy wszystko w imieniu głównego bohatera. I chłoniemy jego nieprzeciętne obserwacje. Zakończenie, choć niezwykle budujące i pocieszające, wydaje mi się trochę zbyt... idylliczne. I nie zrozumcie mnie źle, mocno trzymałam kciuki za Yunjae'a i, jak na empatyczną czytelniczkę przystało, chciałam dla niego jak najlepiej. Czy raczej nie chciałam dla niego kolejnych tragedii. Niemniej to, co zadziało się w ostatnich rozdziałach, trąci nieco fabularną naiwnością. Skoro już jesteśmy przy temacie elementów, co do których mam jakieś zastrzeżenia, muszę przyznać, że nieszczególnie rozumiem sens wprowadzenia postaci Dory. Oczywiście na samym początku, wraz z jej pojawieniem się, pojawia się również silna sugestia, w którą stronę może zostać poprowadzony jej wątek. Zawiodłam się jednak jego niewykorzystanym potencjałem (uwaga, to może być kontrowersyjne stwierdzenie, ale role Dory mógł zwyczajnie odegrać Gon i być może wątek ten byłby dużo głębszy, bardziej uzasadniony). Mam nadzieję, że nie zdradziłam zbyt wiele. Książkę Sohn Won-Pyung nazwałabym raczej książką o młodzieży niż dla młodzieży. Choć nastoletni czytelnicy odnajdą tu swoją reprezentację, swój świat i znamienne dla niego problemy, dorośli również wiele mogą stąd wynieść. Zdecydowanie zaliczę "Almonda" do grona tych ciekawszych pozycji w swojej biblioteczce.
VicthoriaAnneScarlet - awatar VicthoriaAnneScarlet
ocenił na89 dni temu
Ted Bundy. Bestia obok mnie. Historia znajomości z najsłynniejszym mordercą świata Ann Rule
Ted Bundy. Bestia obok mnie. Historia znajomości z najsłynniejszym mordercą świata
Ann Rule
Kiedy sięgam po kolejną pozycję o serial killer, zwykle spodziewam się kolejnej sensacyjnej opowieści pełnej krwawych szczegółów i spekulacji. „Ted Bundy: Bestia obok mnie” (oryg. „The Stranger Beside Me” Ann Rule) to jednak coś zupełnie innego – to absolutnie wyjątkowa, głęboko osobista i przejmująca powieść, która wyróżnia się na tle wszystkich innych książek o najsłynniejszym seryjnym mordercy w historii. To, co czyni tę książkę tak wyjątkową, to fakt, że napisała ją kobieta, która naprawdę znała Teda Bundy’ego osobiście – i to nie jako odległą postać z mediów, ale jako kolegę z pracy. Ann Rule pracowała razem z Tedem w pogotowiu kryzysowym (Seattle Crisis Clinic) na nocnych zmianach w latach 1971–1972. Rozmawiali godzinami, pili kawę, dzielili się historiami i… lubili się nawzajem. Rule opisuje go jako uprzejmego, inteligentnego, charyzmatycznego młodego człowieka, który wydawał się szczerze przejmować losem ludzi dzwoniących po pomoc. Ta znajomość nadaje całej książce niewiarygodną autentyczność i emocjonalną głębię – autorka nie pisze o potworze z drugiej ręki, tylko o człowieku, którego uważała za przyjaciela. Największą siłą „Bestii obok mnie” jest sposób, w jaki Ann Rule splata dwie równoległe narracje: swoją osobistą relację z Tedem oraz obiektywne, drobiazgowe przedstawienie przebiegu śledztwa i procesów sądowych. Z jednej strony widzimy Bundy’ego takim, jakim znała go Rule – pomocnego wolontariusza, studenta prawa, przystojnego faceta, który podwoził ją czasem do domu. Z drugiej – stopniowo odkrywamy przerażającą prawdę: jak policja łączyła kolejne zaginięcia pięknych młodych kobiet, jak Bundy manipulował systemem, uciekał z aresztu (dwukrotnie!),a w końcu stanął przed sądem w sprawie, która wstrząsnęła całą Ameryką.
wujaniek - awatar wujaniek
ocenił na815 dni temu

Cytaty z książki Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej

Więcej
Masaji Ishikawa Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej Zobacz więcej
Masaji Ishikawa Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej Zobacz więcej
Masaji Ishikawa Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej Zobacz więcej
Więcej