Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej

Okładka książki Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej
Roman Husarski Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2021-07-28
Data 1. wyd. pol.:
2021-07-28
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381912716
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 / 00:00
Reklama

Kup Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej

Średnia ocen
6,9 / 10
564 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1571
1558

Na półkach: , ,

Polacy jednak potrafią pisać reportaże. Co i rusz się o tym przekonuję, a zwłaszcza kiedy przeczytam książkę taką jak ta poświęcona życiu w Korei Południowej. Napisał ją młody polski kulturoznawca, który wiele lat jako student spędził w Korei, dzięki czemu mógł dotknąć tego, co zwykle umyka tym, którzy są tam tylko na chwilę, bo zwiedzali albo znają kraj z opowieści innych. Zdecydowanie Roman Husarski dobrze poznał Koreę, bo pisze nie o tym, co ją wyróżnia kiedy o niej mówimy, ale pisze o tym, co zwykle jest ukryte dla oczu zewnętrznej publiczności, a dostrzegane dopiero wtedy, kiedy poznajemy ją mieszkając w tym miejscu. Pisze więc o rzeczach, których trudno szukać w innych reportażach. Mnie w szczególności zadziwił wątek religii i w ogóle religijności Koreańczyków, bo zwykle myśląc o Korei wyobrażamy sobie, że jest to kraj na wskroś przesiąknięty azjatyckimi systemami religijnymi, a jednak to chrześcijanie stanowią tam większość wyznawców. Chrześcijanie, którzy z jednej strony wpisali się w misję prozelityzmu, z drugiej konkurują między sobą o dusze Koreańczyków. Jest sporo o braciach zza północnej granicy, ale z perspektywy uciekinierów, którzy nie zawsze i nie wszędzie są mile witani i szybko adaptują się do życia, jakie zapewnia Korea Południowa. Jest też sporo o kolonializmie i dziedzictwie zniewolenia japońskiego, jakie noszą w sobie Koreańczycy, a także o relacjach między indywidualizmem a duchem wspólnoty, w którym ten pierwszy musi ustąpić pola potrzebom kolektywu. Książkę naprawdę polecam, bo potrafi wniknąć daleko głębiej niż reportaż filmowy dostępny na platformie YouTube. To lektura, która otwiera oczy na mniej znane aspekty życia w Korei Południowej i pozwala zrozumieć tamtejszą codzienność z perspektywy osoby, która rzeczywiście tam mieszkała i odczuła na własnej skórze lokalne realia.

Polacy jednak potrafią pisać reportaże. Co i rusz się o tym przekonuję, a zwłaszcza kiedy przeczytam książkę taką jak ta poświęcona życiu w Korei Południowej. Napisał ją młody polski kulturoznawca, który wiele lat jako student spędził w Korei, dzięki czemu mógł dotknąć tego, co zwykle umyka tym, którzy są tam tylko na chwilę, bo zwiedzali albo znają kraj z opowieści innych....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1624 użytkowników ma tytuł Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej na półkach głównych
  • 808
  • 791
  • 25
261 użytkowników ma tytuł Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej na półkach dodatkowych
  • 114
  • 35
  • 28
  • 24
  • 24
  • 20
  • 16

Tagi i tematy do książki Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej

Inne książki autora

Okładka książki Znak nr 839 / 2025 Anna Alboth, Roman Bielecki OP, Wojciech Bonowicz, Bogna Brewczyk, Diana Dąbrowska, Philip Goff, Roman Husarski, Michał Jędrzejek, Maria Karpińska, Agnieszka Klessa-Shin, Dominika Kozłowska, Sylwia Krachulec, Eliza Mórawska-Kmita, Łukasz Najder, Sang Young Park, Nina Pluta, Małgorzata Rejmer, Maciej Sieńczyk, Tomasz Stawiszyński, Paulina Wilk, Redakcja Miesięcznika ZNAK, Adam Zagajewski
Ocena 7,3
Znak nr 839 / 2025 Anna Alboth, Roman Bielecki OP, Wojciech Bonowicz, Bogna Brewczyk, Diana Dąbrowska, Philip Goff, Roman Husarski, Michał Jędrzejek, Maria Karpińska, Agnieszka Klessa-Shin, Dominika Kozłowska, Sylwia Krachulec, Eliza Mórawska-Kmita, Łukasz Najder, Sang Young Park, Nina Pluta, Małgorzata Rejmer, Maciej Sieńczyk, Tomasz Stawiszyński, Paulina Wilk, Redakcja Miesięcznika ZNAK, Adam Zagajewski
Roman Husarski
Roman Husarski
Absolwent filmoznawstwa i studiów dalekowschodnich na Uniwersytecie Jagiellońskim, analityk Instytutu Boyma i doktorant w Instytucie Religioznawstwa UJ. Przez dwa lata uczył się języka koreańskiego na uczelniach Hankuk i Jeonbuk w Korei Południowej. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Wydarzenia z Korei regularnie komentuje m.in. w radiu TOK FM. Autor zdjęć w reportażu Charliego Englisha Przemytnicy książek z Timbuktu. Prowadzi bloga Włóczykij.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin Barbara Demick
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin
Barbara Demick
(2020) [Eat the Buddha: Life and Death in a Tibetan Town] „Niniejsza książka to przede wszystkim spisana historia mówiona, zebrana ze wspomnień Tybetańczyków z Ngawy” (str. 323) – miasta w powiecie o tej samej nazwie, położonego w autonomicznej prefekturze Tybetańskiej i Qiang Ngawa (Aba), w prowincji Syczuan, na terenie Płaskowyżu Tybetańskiego, na południu historycznego regionu Amdo. W trakcie gromadzenia materiałów, kolejnych rozmów i wyjazdów do Ngawy, zrodził się „[…] zamiar opowiedzenia jej dziejów przez historie życia zwykłych Tybetańczyków” (str. 353) – wraz z reporterką (1959), wsłuchujemy się w głosy dawnych i obecnych mieszkańców, reprezentujących różne generacje. Wielu z nich, pod wpływem sytuacji politycznej i z pobudek ekonomicznych, opuściło Tybet. Część bohaterów, nie godząc się z chińskimi rządami, odbiera sobie życie lub ginie w trakcie protestów*. Reportaż podzielono na cztery części: lata szalonych kampanii Mao (1958-1976, z uwzględnieniem wcześniejszych dekad chińskiej wojny domowej); okres reform i względnej liberalizacji pod kierownictwem Deng Xiaopinga (1976-1989); czas porzucenia nadziei o demokratyzacji, przy jednoczesnym utrzymaniu prężnego rozwoju gospodarczego (1990-2014); zamordystyczne rządy Xi Jinpinga, który nie zamierza zwolnić fotelu przewodniczącego (2014-2020)**. Zjadanie Buddy to typowy reportaż, ratujący od zapomnienia tragedie tysięcy Tybetańczyków. Skupia się na najtrudniejszych doświadczeniach i codziennych zmaganiach z opresyjnym systemem, oraz współżyciu z chińską większością, stopniowo zasiedlającą tereny etnicznie tybetańskie. Opowiada o dojmującym braku swobody, utrudniającym adoracje duchowego przywódcy***, zwykłe przemieszczenie czy wyjazd za granicę; pisze o prześladowaniach, nowoczesnej inwigilacji i wykluczeniu cyfrowym, marginalizacji języka oraz wymuszonej sinizacji. Odbywa się to przy jednoczesnej, stopniowej poprawie poziomu życia przeciętnego Tybetańczyka i zaawansowanych inwestycjach w infrastrukturę. Dziś, nikt nie niszczy już klasztorów – robi się z nich atrakcje turystyczne****. Tybetańczycy mogą awansować społecznie, uczyć się i rozwijać – pod warunkiem, że będą to robić w języku mandaryńskim. Przemyślane działania Partii prowadzą do stopniowego wynaradawiania, tracenia poczucia odrębności i wrastania w chińską codzienność*****. __________________________ * Najmocniej wybrzmiewa historia księżniczki Gonpo, córki króla Mei. Niektórym postaciom poświęcono więcej miejsca, innym mniej, a część tylko dopełniają obszerniejsze narracje. Jednak wszystkie są ważne. Opowieści mieszkańców Ngawy i okolicznych osad są równorzędne, wszyscy tworzą jedna społeczność dawnego królestwa. Część z nich uciekła do Indii, zasilając tybetańską społeczność skupioną wokół Dalajlamy, i to tam dzieliło się swoimi doświadczeniami (np. wspomniana Gonpo Tso). ** Siedzi tam do tej pory (stan na 2026), i chyba nigdzie się nie wybiera. *** „XIV Dalajlama zapowiada, że będzie żył 113 lat w obecnym wcieleniu, czyli odejdzie w roku 2048 lub 2049. 10 marca 2011 oświadczył, że »dobrowolnie rezygnuje ze swojej dalszej reinkarnacji« […]” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tenzin_Gjaco). **** W 2001 rząd przemianował Gyalthang (chiń. Zhongdian) w tybetańskiej autonomicznej prefekturze Diqing/Dêqên w Junanie na Shangri-La (!). ***** Nad Wisłą, po 123 latach zaborów, sytuacja Tybetańczyków powinna być szczególnie dobrze rozumiana. A jednak pogodziliśmy się z istnieniem ChRL, i zamiast destabilizować ten chory twór, jako Zachód, wykarmiliśmy go na własnej piersi. Ciekawostka: w Warszawie, na Woli, jest rondo Tybetu – pierwotnie to miało być rondo Wolnego Tybetu, ale ambasada ChRL zaprotestowała: Tybet nie może być wolny, musi być chiński. A my się do tego pokornie przychyliliśmy… (Ciekawostka w ciekawostce: przy rzeczonym rondzie, od strony Odolan, pobudowano patodeweloperskie osiedle Bliska Wola (de facto już na dalekiej Woli), które potocznie ochrzczono Hongkongiem, z uwagi na małe metraże i duże zagęszczenie… ale to już dziedzictwo pobrytyjskie, nie komunistyczne). • „Tematem mojej poprzedniej książki była Korea Północna*, która – przyznaję – intrygowała mnie częściowo dlatego, że była właściwie zamknięta dla gości z Zachodu Gdy już postanowiłam, że opisze jakieś tybetańskie miasto, skupiłam się na Ngawie. Chciałam się dowiedzieć, co aż tak szczególnego się tam znajduje, skoro rząd chiński chce to ukryć przed światem. Dlaczego tak wielu spośród mieszkańców Ngawy zdecydowało się unicestwić swoje ciało w jeden z najstraszniejszych możliwych sposobów?” (str. 9). „[Od 2009] Do listopada 2019 roku samospaliło się stu pięćdziesięciu sześciu Tybetańczyków; mniej więcej jedna trzecia z nich pochodziła z Ngawy lub jej okolic” (str. 265). __________________________ ** Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej [Nothing to Envy: Ordinary Lives in North Korea] (2009, wyd. polskie: 2010). Reportaż pochłonąłem przed 2013, z ogromnym zainteresowaniem, i niestety – nic na jego temat nie wynotowałem. Szczególnie zapadła mi pamięć historia topienia psa (celem późniejszego spożycia przez wygłodniałego chłopca-tułacza). Z perspektywy dwudziestoparolatka który oglądał Defiladę (1989) Fidyka z mieszaniną niedowierzania i fascynacji, i miał wówczas ogromny głód informacji nt. KRLD, była to książka świeża i miażdżąca. • Nie trzeba być sinologiem, aby zwrócić uwagę na szereg błędów dotyczących kwestii merytorycznych, istotnych z punktu widzenia przedstawianego tematu, oraz przemilczenia faktycznego statusu terenów etnicznie tybetańskich, a znajdujących się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (autonomii w ramach prefektur i powiatów)*. Obok błędów powstałych w translacji, tekst zawiera sporo powtórzeń, z rzadka zasadnych, i inne błędy konstrukcyjne (np. urwany wątek uciekiniera; brak daty początkowej mimo podania finalnej, która pada dopiero później; dublowanie informacji w sąsiadujących zdaniach). Mimo, iż do tekstu wkradło się trochę pomyłek, które powinny zniknąć w redakcji lub zostać sprostowane w przypisach, rdzeń pracy został wykonany dobrze. Barbara Demick zebrała istotne informacje, przedstawiła je ciekawie i zrozumiale, a druga Barbara, Gadomska, dobrze oddała jej myśli (6/10 – gdyby nie błędy merytoryczne, ocena byłaby o punkt wyższa). ________________________ * Dopiero w przypisach końcowych i słowniczku pojawia się formalna nazwa autonomicznej prefektury Ngawa. • „W którymś momencie Chińczycy odkryli, że w buddyjskich klasztorach można znaleźć nie tylko skarby cywilizacji tybetańskiej, ale także rzeczy potencjalnie nadające się do jedzenia. Bębny zrobione ze skór zwierzęcych dawało się zjeść pod warunkiem długiego gotowania – żołnierze wiedzieli jak to zrobić, bo zjedli już własne pasy, rzemienie karabinów, skórzane torby i lejce. Teraz jedli nawet figurki wykonane z mąki jęczmiennej i masła. Piszą o tym Jianglin Li i Mathew Akester, uczeni, którzy dokładnie zbadali ten okres na podstawie odnalezionego pamiętnika. Jedna z przytaczanych przez nich anegdot pochodzi z pamiętników Wu Faxiana, byłego komisarza politycznego pierwszej armii Mao. Pisze on: […] Zabrał ze sobą kilka małych (figurek) Buddów, umył je do czysta, a następnie zalał woda i ugotował. Wszystkie były zrobione z mąki i naprawdę dobrze smakowały. (…) […] Tybetańczycy, którzy przeżyli tamte czasy, mówią, że to, co Chińczycy jedli, to tormy, ofiary wotywne, które nie są właściwie figurkami Buddy. Jeśli jednak chodzi o Chińczyków, uważali oni, że dosłownie jedzą Buddę. Wiedzieli, że to świętokradztwo, ale mało ich to obchodziło” (str. 42-43)*. __________________________ * Tytuł książki to jednocześnie tytuł rozdziału drugiego (str. 31). • UWAGI (wyd. I z 2021, tłum. Barbara Gadomska): Z cyklu wydawca wie lepiej: „życie i śmierć w tybetańskim miasteczku” zmieniono na „życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin”, a jak komunikuje autorka już na początku, aspekt śmierci jest przejmujący i istotny. Gdyby nie polityka ChRL, nie byłoby śmierci z powodu głodu, kul, w wyniku prześladowań, nie byłoby samospaleń. Str. 7 – „Wschodnia część tybetańskiego płaskowyżu granicząca z prowincjami Syczuan, Qinghai, Gansu i Junan, jest teoretycznie dostępna dla każdego […]” – autorka wprowadza czytelnika w błąd: 1) wschodnia i południowa część Wyżyny Tybetańskiej znajduje się na terenie wymienionych prowincji; 2) odnośnie dostępności, chodzi jej o tę część Tybetu, która znajduje się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym, i w większości funkcjonuje jako autonomiczne prefektury. (Na str. 10 prostuje tę informację, ale nie w sposób pełny). Tybetański Region Autonomiczny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tybet_(region)#/media/Plik:Historyczny_Tybet_Mapa-pl.png) to tylko południowo-zachodnia część historycznego Tybetu, który tworzą Amdo, Kham i Ü-Tsang, ponadto wpływy tybetańskie sięgają na drugą stronę Himalajów, do północnych Indii, Nepalu i Bhutanu, gdzie żyje ludność kulturowo i etnicznie bliska sąsiadom z Płaskowyżu. (Np. indyjski Ladakh to cześć historycznego Tybetu Zachodniego). Po obaleniu cesarstwa, chińscy nacjonaliści traktowali zachodnie prowincje zamieszkałe przez Tybetańczyków jako integralną cześć Chin. Po objęciu władzy, komuniści dokonali reorganizacji tych terytoriów, nadając części ziem status prefektur autonomicznych: ok. połowy prowincji Syczuan stanowią prefektury autonomiczne Garzê i Ngawa, gdzie znajduje się tytułowe miasteczko o tej samej nazwie (Ngawa przypisana jest również tybetańskiemu ludowi Qiang). Ponadto w syczuańskiej prefekturze Liangshan utworzono autonomiczny powiat Muli. Większość prowincji Qinghai, biorącej swą nazwę od jeziora, to prefektury autonomiczne: Mongolsko-Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haixi, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haibei, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Hainan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Huangnan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Yushu, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Golog (Golok, Guoluo). W prowincji Junan znajduje się Tybetańska Prefektura Autonomiczna Diqing, w Gansu Tybetańska Prefektura Autonomiczna Gannan i autonomiczny powiat Bairi (chiń. Tianzhu) w graniach miasta Wuwei. (Poza tym komuniści zajęli tę część Tybetu, która była niezależna, i utworzyli na jej obszarze Tybetański Region Autonomiczny). Podsumowując: nacjonaliści nie mieli interesu w odtwarzaniu niezależnego Tybetu w granicach etnicznych, (https://en.wikipedia.org/wiki/Kham#/media/File:Tibetischer_Kulturraum_Karte.png), a komunistom też nie było to na rękę, dlatego utrzymali granice z czasów cesarstwa i rządów Kuomintangu, dodatkowo dokonując aneksji Ngari, Ü-Tsang i zachodniego Khamu. Płaskowyż Tybetański (Wyżyna Tybetańska): „Granice Wyżyny Tybetańskiej są wyraźnie zarysowane przez potężne łańcuchy górskie. Na północy są to Kunlun, Ałtyn-Tag i Qilian Shan, na południu – Himalaje, na zachodzie – Pamir i Karakorum, na wschodzie – Hengduan Shan” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wy%C5%Bcyna_Tybeta%C5%84ska). Sięgają poza Chiny. Str. 16-17 – na mapie ChRL wyodrębniono Sinkiang i TRA… wziąwszy pod uwagę treść książki – nie ma to większego sensu. Mapa powinna ukazywać historyczny Tybet na tle obecnych prowincji ChRL i państw Subkontynentu Indyjskiego. Str. 30/75 – „rosyjski dżip”, „dżipa”, „rosyjskim dżipie”, „dżip” – ten „jeep” to najpewniej radziecki gazik (ГАЗ-69). Str. 31 – z kosmosu nie widać Wielkiego Muru… Str. 193 – błędne użycie terminu „Chiny kontynentalne” w rozumieniu Chin właściwych, etnicznych, w opozycji do Tybetu. Str. 195 – nie haracz, tylko mandat, ewentualnie łapówka za przymknięcie oka na „[…] zepsuty tylny reflektor albo niezapięty pas […]”. Str. 197 – „Nie miał pojęcia kto jest prezydentem Chin [sic!]” – przewodniczącym, w ChRL nie ma urzędu prezydenta. Str. 206 – zburzenie Drugiej Świątyni w Jerozolimie miało miejsce w roku 70, nie 66 (!). Str. 287 – „[…] zniósł ograniczenie kadencyjności stanowiska prezydenta […]” – przewodniczącego (vide uwaga do str. 197). W reportażu nie pojawia się ani razu nazwa Xikang (https://pl.wikipedia.org/wiki/Xikang), dotycząca prowincji istniejącej w latach 1939–1955, której zachód włączono do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, a wschód do Syczuanu. Tam też znajduje się tytułowe miasteczko Ngawa. Str. 10 – Louisa Vuittona – jeśli Louis Vuitton czyta się „lui witą”, to jaki sens ma deklinacja, której się nie używa, zapisana w dodatku w błędy sposób?; str. 40 i dalej – Chiang Kai-Shek – transkrypcja skopiowana 1:1 z amerykańskiego oryginału, w Polsce przyjęła się forma Czang Kaj-szek; str. 42 – podmieniony dwukropek i kropka (w angielskich tytułach, po części głównej, stawia się dwukropek; w polskich kropkę); str. 65 – „[…] arystokracji i klasztorów, które także posiadały znaczne połacie ziemi” – użycie „także” sugeruje wspomnienie jakichś innych latyfundystów… ale nic takiego nie pada; str. 75 – stosy dokumenty (dokumentów); str. 81 i dalej – nazwę kampanii Wielki Skok Naprzód zapisano dużymi literami, w przypadku innych wymienionych tylko pierwszy człon jest z dużej (?); str. 99 – „[…] ich udział w Hongchengu został usankcjonowany przez Mao […]” – słowo „Hongcheng” zostało tu użyte tak, jakby oznaczało jakiś proces, czynność, praktykę… tymczasem jest to imię jednego z bohaterów książki, Honchenga Taszi, (zapewne przybrał je od rodzinnej miejscowości, o takiej praktyce czytamy w książce 2-3 razy), na str. 290 mowa o frakcji Czerwonej Gwardii „Hongcheng” – po przeczytaniu ok. 200 stron niejasność zyskuje sens (!); str. 116 – drugi raz to samo co str. wcześniej (115) nt. zniknięcia ulicznych handlarzy (błąd konstrukcyjny); str. 124 – z zaskoczeniem zobaczył (spostrzegł); str. 175 – wypełnionych kadzidłem (wypełnionych dymem z kadzidła); str. 220 – o tym, że Shenzhen leży nieopodal Hongkongu już było, a także o tym, że to tutaj w latach osiemdziesiątych rozpoczęto wdrażać kapitalizm (wcześniej pojawiły się i inne przypomnienia, ale były bardziej na miejscu); str. 230 – w domu-w domu; str. 236 – przykrycie głowy (nakrycie…); str. 253 – niego (nich); str. 277 – powtórzenie informacji o filii klasztoru założonej w ‘90 – zbędne, czytelnik raczej ma to w pamięci; str. 298 – powtórzenie informacji o udziale samobójców z Ngawy (1/3 całości), oraz że Meruma wzięła swą nazwę od dynastii Mei; str. 293 – niepotrzebne powtórzenie informacji o pobycie Cegjama w Indiach; str. 344 – region (regionu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 6 30 dni temu
Czarne lato. Australia płonie Szymon Drobniak
Czarne lato. Australia płonie
Szymon Drobniak
(#planetaksiążek) Katastrofa jest już, a koniec świata właśnie się zaczął – to mało optymistyczne założenie przebija niemal z każdej strony książki Drobniaka i jest to zdecydowanie lektura, która boli i uwiera. Autor nie daje czytelnikowi złudnych nadziei – zgotowaliśmy sobie los, którego nie da się już odwrócić, a na który mocno zapracowaliśmy. To nie jest jednak tylko publicystyczny głos w sprawie katastrofy klimatycznej, całe zjawisko jest bowiem nakreślone z rożnych perspektyw, a punktem wyjścia są apokaliptyczne wręcz pożary, które nawiedziły Australię na przełomie 2019 i 2020 roku. Skala zniszczeń była niespotykana (choć autor stawia dramatyczną hipotezę, że to zaledwie przygrywka do jeszcze gorszych kataklizmów w niedalekiej przyszłości), a z ich konsekwencjami Australijczycy zmagają się do dziś. Drobniak poświęca jednak więcej miejsca niż samej katastrofie (co dla wielu czytelników jest pewną słabością książki) temu, co do niej doprowadziło. Tropiąc przyczyny sięga do historii kontynentu, dochodząc do mechanizmów współczesnej sceny politycznej – te partie książki są pozornie mniej ciekawe, niż portret znajdującego się na krawędzi zniszczenia świata przyrody, jednak bardzo dużo mówią o sposobie funkcjonowania nowoczesnego, bogatego państwa, jakim jest Australia. W tej demitologizacji wyobrażonego raju „Czarne lato” przypomina nieco „27 śmierci Toby'ego Obeda” Joanna Gierak-Onoszko, choć obaj autorzy skupiają się na zupełnie innych elementach. Siłą reportażu Drobniaka jest poczucie, że autor dobrze wie, o czym mówi – jest naukowcem, cechuje go analityczne spojrzenie i mimo w naturalny sposób narzucających się emocji udaje mu się zachować obiektywny ton – szkoda tylko, że sama książka... jest zbyt krótka, nie wszystkie wątki i motywy są bowiem równie pogłębione. Jakkolwiek to wciąż jeden z ciekawszych tekstów portretujących stopniowy zmierzch współczesnego świata, a przy okazji bardzo ciekawy obraz Australii – kraju nowoczesnego i bogatego, a równocześnie nie mogącego sprostać zagrożeniom o pierwotnym wręcz wymiarze oraz unikalnej przyrodzie, którą możemy bezpowrotnie utracić.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 7 1 rok temu
Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie Peter Hessler
Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie
Peter Hessler
„Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie” to interesujący reportaż skupiający się na sytuacji społeczno-politycznej Egiptu w okresie transformacji i niepokojów, które miały miejsce po tzw. Arabskiej Wiośnie. Książka napisana została z perspektywy obcokrajowca – Petera Hesslera, który wraz z rodziną przeprowadził się do Kairu, gdzie przez kilka lat obserwował codzienne życie mieszkańców oraz zmiany zachodzące w państwie. To, co wyróżnia tę pozycję, to wielowarstwowość narracji. Hessler łączy ze sobą elementy historii starożytnej (m.in. poprzez opowieści o wykopaliskach), współczesnej polityki oraz życia codziennego zwykłych Egipcjan. Autor poznaje kraj od podstaw – uczy się języka, próbuje zrozumieć lokalne zwyczaje, a także mierzy się z chaosem panującym w każdej niemal dziedzinie życia publicznego. Jednym z największych atutów książki są osobiste historie ludzi, których Hessler spotyka na swojej drodze. Poznajemy m.in. śmieciarza i jego rodzinę, tłumacza będącego gejem, który doświadcza systemowej dyskryminacji, oraz chińskich sprzedawców damskiej bielizny, których rodziny stworzyły niemal monopol na te towary w egipskich dzielnicach handlowych. Autor opisuje również chińskie inicjatywy związane z recyklingiem plastiku, ukazując tym samym dynamikę egipsko-chińskich kontaktów gospodarczych. Co istotne – Hessler nie zapomina o swoich bohaterach nawet po latach, śledząc ich dalsze losy, w tym emigrację jednego z nich do Europy. Książka uświadamia, że choć w Egipcie zmieniają się rządy, podejście do społeczeństwa – często pełne biurokratycznego absurdu i społecznego niedbalstwa – pozostaje zaskakująco niezmienne. Często pojawiają się w niej refleksje samych Egipcjan, z których część z nostalgią wspomina poprzednią władzę, podczas gdy inni cieszą się z jej upadku. Muszę przyznać, że mam mieszane odczucia wobec tej książki. Z jednej strony to bez wątpienia cenna i rzetelna relacja ukazująca Egipt z innej niż turystyczna perspektywy – odartej z egzotyki i mitologii piramid. Z drugiej strony – styl autora bywa momentami rozwlekły, a liczne dygresje mogą spowolnić lekturę i osłabić jej dynamikę. Miejscami czyta się ją więc nieco mozolnie. Mimo to, po lekturze uważam, że jest to pozycja wartościowa i warta polecenia. Szczególnie dla tych, którzy chcą spojrzeć na współczesny Egipt oczami kogoś, kto żył tam wystarczająco długo, by dostrzec jego wielowarstwowość, sprzeczności i codzienne wyzwania. To książka nie tylko dla pasjonatów Bliskiego Wschodu – to uniwersalna opowieść o próbie zrozumienia innej kultury w czasie jej burzliwej transformacji. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 6 8 miesięcy temu
Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny Piotr Bernardyn
Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny
Piotr Bernardyn
Hongkong to miasto, które wymyka się prostym definicjom, a Piotr Bernardyn w swojej książce „Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny” podejmuje ambitną próbę uchwycenia jego rozedrganej duszy w momencie dziejowego przełomu. Autor, będący wieloletnim obserwatorem azjatyckiej rzeczywistości, kreśli obraz metropolii zawieszonej między dumną, kolonialną przeszłością a nieuchronną, często bolesną integracją z komunistyczną macierzą. To reportaż gęsty od faktów, ale też pełen osobistych refleksji, które pozwalają czytelnikowi poczuć wilgotne powietrze zaułków Kowloon i chłód szklanych wieżowców finansowego centrum. Moja ocena tej pozycji to solidne 7/10. Bernardyn wykonuje tytaniczną pracę, wyjaśniając skomplikowane mechanizmy polityczne, które doprowadziły do wybuchu masowych protestów i stopniowego ograniczania swobód obywatelskich. Książka nie jest jednak suchym wykładem z politologii. To przede wszystkim opowieść o ludziach – o pokoleniu, które czuje, że traci grunt pod nogami, i o tych, którzy w nowym porządku upatrują szansy na stabilizację. Tytułowe wezwanie do „kochania Chin” to gorzka ironia, wskazująca na narzucony patriotyzm, który staje się warunkiem przetrwania w cieniu Pekinu. Opozycjonistą jest m.in Jimmy Lai, prowadzący kontrowersyjny "Apple Daily, ostatnią wolnościową gazetę z Hongkongu. Największą zaletą publikacji jest jej aktualność i rzetelność. Autor unika czarno-białych podziałów, starając się zrozumieć racje różnych stron konfliktu, choć jego sympatia do prodemokratycznych dążeń mieszkańców jest wyczuwalna. Bernardyn świetnie oddaje unikalny charakter Hongkongu jako miejsca styku kultur, gdzie brytyjski pragmatyzm miesza się z kantońską tradycją. Opisy codzienności – od ciasnych mieszkań „klatek” po luksusowe jachty – budują fascynujący kontrast, który jest znakiem rozpoznawczym tego miasta. Piotr Bernardyn pokazuje Hongkong w sposób uważny i reporterski, skupiając się przede wszystkim na ludziach i ich codziennym życiu. Dzięki temu czytelnik nie poznaje jedynie faktów czy danych historycznych, ale także emocje i doświadczenia mieszkańców miasta. Autor potrafi połączyć informacje historyczne z osobistymi historiami bohaterów, co sprawia, że książka jest zarówno pouczająca, jak i ciekawa w odbiorze. Reportaż szczególnie spodoba się czytelnikom zainteresowanym Azją, kulturą Chin oraz literaturą faktu. Książka pokazuje złożoność relacji między Hongkongiem a Chinami oraz pozwala lepiej zrozumieć specyfikę tego wyjątkowego miejsca. Jednocześnie autor unika uproszczeń i stara się przedstawić różne perspektywy, dzięki czemu reportaż ma dużą wartość poznawczą.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 25 dni temu
Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie Beata Szady
Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie
Beata Szady
Okazuje się, że reportaż może być nie tylko o przemocy, nierównościach społecznych, krzywdach, przestępstwach. Nie tylko taki, po którego przeczytaniu człowiek ma ochotę się tylko rozpłakać. Reporterzy latynoamaerykańscy piszą także o zwykłych sprawach - i takich jest większość tekstów w tym tomiku. Ciekawostkowe można by rzec. Sięgnęłam jednak po ten zbiór bardziej z uwagi na objaśnienia dotyczące "latynoamerykańskiej szkoły reportażu" oraz jej twórców. Nie tylko Polacy umieją dobrze pisać - dobrzy reportażyści są w różnych częściach świata. Inna sprawa, czy mają grono odbiorców, chętnych do czytania o trudnych często sprawach, o prawdzie niezamiatanej pod dywan - i czy pozwalają na to realia polityczne. Warunkiem reportażu jest wszak wolność słowa. Jak pisze w posłowiu Mariusz Szczygieł: "reportaż ma opisywać prawdziwe zdarzenia i prawdziwe problemy, a prawda może równać się tam [w Rosji] zamachowi na samego Putina". Dlatego w Rosji reportaż umarł. W tym zbiorku mnie najbardziej zainteresował reportaż o dziwnych imionach nadawanych w Urugwaju - nie wiedziałam o tym. Chichotem losu zda się opowieść o wiosce, w której zakończył swój żywot Che Guevara, by potem - ten komunista i ateista - stał się w oczach ludzi "świętym", do którego zanoszone są modły. Podobnie rzecz ma się zresztą z Hugo Chavezem. Tak to wygląda. Nie zmogłam natomiast tekstu o poetce, jedynego autorstwa kobiety, co podkreślane jest kilkukrotnie. No przepraszam. Tekst Caparrosa o Caracas wszedł też w skład Nameryki. Słuszna wydaje mi się tu puenta samego autora: "Chyba nie umiałem opowiedzieć, jak wygląda życie tego miasta w ostatnich czasach".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 7 1 rok temu
Droga krajowa numer 106. Na tajnych szlakach kalabryjskiej mafii Antonio Talia
Droga krajowa numer 106. Na tajnych szlakach kalabryjskiej mafii
Antonio Talia
„Droga krajowa numer 106 …” jest jednym z bardziej wymagających reportaży jakie przeczytałem w ostatnim czasie. Kalabria jest malowniczym regionem na południu Włoch. Mieszkańcom się żyłoby się dobrze gdyby nie ‘ndrangheta’ – tajna organizacja, która z biegiem lat stała się jedną z najpotężniejszych grup mafijnych w Europie. Z początku ograniczała się jedynie do terenu Włoch jednak z biegiem czasu jej wpływy zaczęły rozszerzać się na cały świat. Tam gdzie pojawia się mafia tam pojawiają się morderstwa i wymuszenia. W samej książce mamy po krótce przedstawione wydarzenia z różnych części świata gdzie swoje palce maczała ta organizacja. Mediolan, Duisburg, Toronto, Malbourne, Montevideo czy Hongkong. Sam autor podejmuje się niebezpiecznego zadania aby udać się do źródła tej spirali przemocy. W tym celu rusza drogą krajową numer 106 i każdy z rozdziałów poświęca miejscowości, związanej z ‘ndrangheta’ Pośród malowniczych miasteczek i urzekających widoków Autor stara się znaleźć odpowiedź na pytanie w jaki sposób powstała ta okrutna i bezwzględna organizacja. Razem z nim Czytelnik przenosi się w podróż do kultury męskości i tajemniczych miejsc gdzie osmalone na brzegach obrazki z Matka Boską nie są jedynie legendą. Tak jak napisałem na wstępie ten reportaż jest wymagający. Autor w sposób wyczerpujący przedstawia wydarzenia, które miały miejsce w poszczególnych miasteczkach oraz rodziny, które w nich rządzą. Co istotne autor przedstawia powiązania między mieszkańcami Kalabrii a organizacjami przestępczymi na całym świecie. Ilość informacji, które otrzymujemy jest momentami naprawdę przytłaczająca i nie ukrywam, że można się zgubić. Niemniej reportaż ten jest naprawdę bardzo dobry.
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej

Więcej
Roman Husarski Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej Zobacz więcej
Roman Husarski Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej Zobacz więcej
Roman Husarski Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej Zobacz więcej
Więcej