Powrót

Okładka książki Powrót autora Wojciech Gunia, 9788395630187
Okładka książki Powrót
Wojciech Gunia Wydawnictwo: Wydawnictwo IX Seria: Misterium Grozy horror
356 str. 5 godz. 56 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Misterium Grozy
Data wydania:
2020-12-18
Data 1. wyd. pol.:
2014-06-01
Liczba stron:
356
Czas czytania
5 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395630187
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Powrót w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Powrót



książek na półce przeczytane 2185 napisanych opinii 454

Oceny książki Powrót

Średnia ocen
7,6 / 10
193 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Powrót

avatar
761
729

Na półkach: ,

Ależ to było wyzwanie ! Tyleż momentów skrajnego zachwytu, co chwil zwątpienia, ogromny podziw i pojawiające się czasami znaki zapytania - czy na pewno jestem odpowiednim adresatem takiej prozy.

Żeby było jasne na samym początku - "Powrót" to literatura wybitna, nie tylko jako literatura grozy (weird) ale tak w ogóle - przez tak zwane Wielkie L. Porusza ona najgłębsze struny w duszy człowieka, szuka odpowiedzi na największe pytania (a może tylko je stawia). To przeżycie, które pozostanie na długo z czytelnikiem i liczę, że wręcz będzie dojrzewało z upływem czasu.

"Powrót" potrafi zachwycić zarówno treścią, jak i formą. Pomysły Autora są niezwykle świeże i nowatorskie. Jasne, w tle poszczególnych opowiadań pojawiają się tropy oczywiste i przez samego Gunię jawnie podsuwane - Kafka, Schulz, Grabiński, Ligotti czy Danielewski - ale umiejętne czerpanie z tradycji weird fiction w niczym nie umniejsza oryginalności "Powrotu".

Również forma budzi podziw - tak misternych zdań, tak wspaniałej polszczyzny - z szacunkiem do innych współcześnie piszących doskonałych twórców, dawno nie czytałem (może ostatnio Lem ?). Warto czytać sobie na głos, dla czystego piękna frazy.

Wielkie wrażenie wywiera ekstremalnie konsekwentna "scenografia" tej prozy - słowo "szary" odmieniane jest przez wszystkie przypadki setki chyba razy, wszędzie panuje półmrok, snują się mgły, ze ścian ponurych budynków odpada tynk (lub lamperia),ich okna są ślepe, mury robaczywe, podłogi wnętrz gnijące. No i wszędzie jest nieodmiennie zimno. Ciemnej szarości krajobrazu nie ożywiają nawet plamy krwi w technikolorze. To świadomy zabieg stylistyczny, przypominający trochę mi trochę samego Ligottiego z "Teatro".

Co ciekawe, "starzy" mistrzowie weird fiction osiągali zbliżony efekt niejako mimochodem - to, co współcześnie jest w sferze formy utworu, świadomej stylizacji, onegdaj było elementem samej opowieści.

Skąd zatem "wyzwanie" ? Skąd, niekiedy, opadające mnie wątpliwości ?Nie zaprzeczę - pojawiały mi się podczas lektury czasami problemy.

Na pewno nie jest "Powrót" lekturą łatwą i przyjemną. Również w dosłownym tego słowa znaczeniu - opowiadania z "Powrotu" czyta się powoli, niekiedy z wysiłkiem (czasami oko musi zawrócić, by objąć sens co dłuższego zdania),walcząc z ogromną erudycją Autora (trudne słowa, daleko rozbudowane frazy). Tak, że kompulsywne czytanie gdzie popadnie, przy śniadaniu, w autobusie czy jakoś tak - raczej odpada. Gęsta proza Guni to Zazdrosna Kochanka - nie pozwala się dzielić uwagą czytelnika, żąda jej w całości, żąda skupienia i wyciszenia. Dlatego "Powrót" stanowić będzie spore wyzwanie dla tych, którzy w literaturze grozy szukają bądź to eskapistycznej krwawej zabawy bądź rozlewnych kingopodobnych baśni dla dorosłych.

Porównałbym "Powrót" do wyrafinowanego obiadu w trzygwiazdkowej restauracji dla koneserów. A czasami człowiek nad taką rafinację przedkłada zwykłego schaboszczaka....

W początkowych opowiadaniach "Powrotu" nastrój niepokoju i nierzeczywistości zastępuje czy dominuje nad "prawdziwą" grozą. Tak jest w lekko inspirowanym "Procesem" "Wezwaniu, w odrobinę "danielewskim" "Domu" czy intrygującej "Wojnie". Pierwszy sztos to wspaniałe opowiadanie "Bardzo Długo Była Ciemność" - gdzie pierwsza część niezwykle koresponduje z obecnym problemem uchodźców, druga zaś, znowu korzystająca z tradycji Kafki, koncentruje się na metaforze władzy symbolizowanej przez Zamek.
Groza (za to od razu wysokooktanowa) pojawia się wraz z tytułowym "Powrotem", aczkolwiek, obok fragmentów najlepszych były w tym opowiadaniu i trudniej strawne strony. Po świetnej makabresce "Ostrza" (jedynym przebłysku, jakby-humoru w książce) przychodzi seria najbardziej udanych, najlepiej wymyślonych opowieści - "Spisek", "Ojciec" i "Zachwyt" to, naturalnie uwzględniając wysiłek włożony w ich lekturę - niesamowite, odkrywcze pomysły, konsekwentna i naprawdę mocna groza, głębsze treści i pytania ukryte za efektownymi rozwiązaniami fabularnymi.
Ostatnie opowiadanie jako jedyne wydało mi się całkowicie przeszarżowane i obniżyło moją prywatną ocenę "Powrotu" aż o punkt.

Właśnie - jak ocenić "Powrót" ? Czy w ogóle mam prawo ? Skoro mam świadomość, że rodzące się czasami wątpliwości to głównie wina mojego nieprzygotowania, pośpiechu, kiepskiego smaku ? Uczciwie oceniając "Powrót" muszę - jak na luksusowych koniakach - zapisać V.S.O.P. Lektura obowiązkowa dla każdego fana wyrafinowanej prozy, dla fana weird fiction, dla szukającego Czegoś Więcej fana horroru. Aczkolwiek wahałbym się przed bezrefleksyjnym polecaniem jej każdemu - "Powrót" wymaga raczej ostrzeżenia, bo nie każdemu będzie musiał przypaść do gustu

Moja prywatna ocena chwieje się pomiędzy 7 a 8/10. Nie do końca dorosłem do aż tak wymagającej literatury, czasami Podziw (a nawet Zmieszanie) brały przewagę nad Zachwytem. Z wtedy, kiedy udawało mi się "dostroić" do fali, na której nadaje Autor, wrażenie było porażające. Myślę, że za parę miesięcy, ta ocena jeszcze wzrośnie, bo "Powrót' to literatura wgryzająca się w czytelnika na trwałe.

Ależ to było wyzwanie ! Tyleż momentów skrajnego zachwytu, co chwil zwątpienia, ogromny podziw i pojawiające się czasami znaki zapytania - czy na pewno jestem odpowiednim adresatem takiej prozy.

Żeby było jasne na samym początku - "Powrót" to literatura wybitna, nie tylko jako literatura grozy (weird) ale tak w ogóle - przez tak zwane Wielkie L. Porusza ona najgłębsze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
204
46

Na półkach: ,

Po przeczytaniu tej książki, wiem już, że nie sięgnę nigdy ponownie po tego autora. Oczywiście dzieło jak na horror/weird fiction jest całkiem rzetelne. Mnie jednak przygniotły wewnętrzne monologi bohaterów. Opisy w stylu mrok mrok, mrokiem poganiał czy beznamiętne oblicza bohaterów (którzy gdyby nie umiejscowienie, mogliby być jedną i tą samą osobą) i ich stadia psychologiczne. Po prostu nie tego się spodziewałem. Chciałem podróżować po dziwnych światach, mrocznych światach i zagłębiać się w otchłani szaleństwa, grozy lub horroru. Nie dostałem tego. Za to dostałem depresyjną wycieczkę po całkiem normalnych kreacjach, z lekko tylko udziwnionym "settingiem". Na dokładkę całkowicie zmęczyło mnie czytanie opisów w stylu:

"Kilka dni później, wciąż rozważając dziwne słowa matki, poszedłem pod strych i, przysiadłszy na skąpanych w ciemności stromych schodach, rozświetlanych jedynie pojedynczymi przebłyskami odległej, psującej się lampki, pod ciężkimi, czarnymi drzwiami, spod których ciągnął strumień lodowatego powietrza pachnącego kurzem, zacząłem mówić:"

albo:

"Od pierwszych słów wiedziałem, że mam do czynienia z fenomenem, z absolutnie wyjątkowym talentem, którego - jako osoba sama zajmująca się pisaniem - mogłem mu jedynie zazdrościć, pełen irytacji, że tak bardzo uzdolnieni penetrują już tak niskie obszary, zagarniając kolejne miejsca, w których mogliby zaistnieć nie tak bardzo uzdolnieni, mniej obdarzeni przez Boga lub naturę, czy w co kto wierzy - tacy maluczcy, przeciętni jak ja, poszukujący swojej niszy, swojego miejsca, w którym ktoś zechciałby wysłuchać ich nieciekawych słów."

Czytając takie długaśne opisy miałem dokładnie takie samo wrażenie, jak użytkownik @throughblackglass, który napisał:

"Rzetelny zbiór, raczej popis literacki, z uwagi na niezłą technikę, styl i formę, ale bez fajerwerków jeśli chodzi o cel całego tego przedwsięzięcia, bo Gunia zdaje się chcieć coś powiedzieć, przekazać, choć nie zawsze wiadomo czym miało by to właściwie być".

Gdzieś pomiędzy jednym gigantycznym zdaniem a drugim, Gunia po prostu zgubił czytelnika. Zgubił suspens, rozwodnił kartki i skupił się na bólu bohatera zamiast jego próbie zrozumienia sytuacji. Daję 6/10 bo być może po prostu tylko do mnie nie trafia ten klimat.

Po przeczytaniu tej książki, wiem już, że nie sięgnę nigdy ponownie po tego autora. Oczywiście dzieło jak na horror/weird fiction jest całkiem rzetelne. Mnie jednak przygniotły wewnętrzne monologi bohaterów. Opisy w stylu mrok mrok, mrokiem poganiał czy beznamiętne oblicza bohaterów (którzy gdyby nie umiejscowienie, mogliby być jedną i tą samą osobą) i ich stadia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
150
103

Na półkach:

Ten zbiór, nie może być przeze mnie traktowany jako literatura weird, a przynajmniej, nie do końca mogę tak o nim mówić. Pod pozorami bowiem metafizyki, romansu z Nienazwanym, kryją się Tam takie tematy jak smutek, szaleństwo, strata, a jeszcze częściej mieszanina tych… No właśnie. Trzy siostry, niczym w jakiejś pradawnej mitologii to tak naprawdę ta sama postać w różnych fazach istnienia. Czy jednak postać? Może emocja? Stan ducha? Albo po prostu rozmyty obraz, który zdaje się powolnie poruszać, jakby za chwilę w ogóle miał zastygnąć. Podczas jakiejś ważnej czynności, dokonywanej rękoma bohatera opowieści, lub częściej, w chwili ważnego wniosku przezeń wysnuwanego. Dominuje tu nastrój powagi, płynącej z mniej lub bardziej zatajonej żałoby nad utraconym przyjacielem, dzieckiem, niewinnością, a może po prostu zamierającym w bezruchu światem.



To co mnie najbardziej onieśmiela w tych czternastu opowiadaniach, to trafność spostrzeżeń, zbudowanych za pomocą słów. Niczym pstrykane starym zenitem zdjęcia, kolejne nowele uruchamiają w czytelniku aparat skojarzeń, może nawiązań, albo własnych wspomnień. Jak powiedział sam autor, literatura zawarta w „Powrocie”, dobrze się zestarzała. A może po prostu, jak napisałem już wyżej, to świat stał się w ciągu tych kilku lat, bardziej dojrzały w swojej agonii, podobny do tego z przedstawień, ujmująco mglisty, jakby zatrzymywał się czasem wpół ruchu, wywołanego przez obrót ziemi i nieludzki pęd ku samowyniszczeniu? Doskonale rozumiem punkt widzenia autora, szczególnie gdy odnosi się np. do wypełnionego groteskowym humorem tekstu o tematyce wojennej, tj. „Wojny”. Mam na myśli i te utwory, w których zdecydowanie ponad warstwę literatury niesamowitej, wysuwa się pewna metaforyka socjologiczna, jak w „Wezwaniu”, czy nieco dystopijnym „Bardzo Długo była tylko Ciemność.” Z kolei tytułowy „Powrót”, obok bycia zwyczajowo pewną gimnastyką dla wyobraźni czytelnika, pogrążonego w pułapce czasoprzestrzeni, stanowi dla czytającego zagadkę do rozwikłania. Ukazuje nowe znaczenia słowa „Ułuda” i „Kłamstwo”. Podobna tematyka przyświeca zresztą innym wymienionym wcześniej opowiadaniom, ukazującym różną symetrię tych dwóch słów. Bluźniercza postać „Ojca” , absurdalny „Spisek” czy będący w rzeczywistości pięknym wywodem psychologicznym „Zachwyt”, jak i inne, wyżej wymienione, krążą bezustannie wokół postrzegania rzeczywistości przez pryzmat tego, co o niej wiemy, ale również tego, co przed nami zostało celowo skryte, a co w konkluzji odkrywamy po raz pierwszy? Czy może na nowo uświadamiając sobie to, co wypieraliśmy. Paradoksalnie zresztą, w zbiorze tym, inaczej niż w „Domu Wszystkich Snów”, na największą moim zdaniem uwagę, zasługują teksty które trudno już nazwać odmianą fantastyki weird. Takie… socjologiczne opowieści o istocie człowieka. Przypowieści, powiedziałby ktoś. Są i krótsze formy, te uwielbiam przede wszystkim. Autor porusza się tam w świecie, w którym realne rzeczy, nazywa się czasem nierealnym językiem. Moim wśród nich ulubionym tekstem, jest zdecydowanie „Syn”. Tutaj struktura budowanej bardziej quazi poetyckimi skojarzeniami, niż samymi słowami rzeczywistość, jest nie do końca zrozumiała, rozmyta niczym jakaś oblana czarnym deszczem akwarela. „Syn” jest cudownie metaforyczny i nie mam złudzeń co do tego, że tematyką utworu jest moim zdaniem czas, spędzony w żałobie, a nie żałoba jako taka.

Wojciech Gunia jest dla mnie Kimś w literaturze dziwnej, kim do tej pory był Lynch, w kontekście surrealizmu we współczesnej kinematografii. Praktycznie w pierwszych zdaniach każdego utworu, odczuwa się już piętno tego Talentu. A chwilę potem wsiąka się bez reszty, niczym w jakiś mglisty i nie do końca uzasadniony samym, wspaniałym skądinąd językiem wir, przemieniający pojęcia względnie znane, w ich Nową Formę. Najczęściej słyszę wtedy w głowie wypowiadane łagodnym, niskim głosem kolejne słowa, nazywające świat inaczej, niż do tej pory. I choć króluje w nim czerń i biel, ulubione barwy Guni – Fotografa, to trudno się w tym dojmującym smutku nie zapomnieć.

Ten zbiór, nie może być przeze mnie traktowany jako literatura weird, a przynajmniej, nie do końca mogę tak o nim mówić. Pod pozorami bowiem metafizyki, romansu z Nienazwanym, kryją się Tam takie tematy jak smutek, szaleństwo, strata, a jeszcze częściej mieszanina tych… No właśnie. Trzy siostry, niczym w jakiejś pradawnej mitologii to tak naprawdę ta sama postać w różnych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

670 użytkowników ma tytuł Powrót na półkach głównych
  • 437
  • 229
  • 4
106 użytkowników ma tytuł Powrót na półkach dodatkowych
  • 65
  • 13
  • 9
  • 7
  • 5
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Powrót

Inne książki autora

Okładka książki Insekcje: antologia Aleksandra Bednarska, Agnieszka Fulińska, Wojciech Gunia, Agnieszka Hałas, Dawid Kain, Marek Kolenda, Karol Ligecki, Szymon Majcherowicz, Paweł Matuszek, Magdalena Anna Sakowska, Marta Sobiecka, Wojciech Szyda, Mateusz Wyszyński
Ocena 7,7
Insekcje: antologia Aleksandra Bednarska, Agnieszka Fulińska, Wojciech Gunia, Agnieszka Hałas, Dawid Kain, Marek Kolenda, Karol Ligecki, Szymon Majcherowicz, Paweł Matuszek, Magdalena Anna Sakowska, Marta Sobiecka, Wojciech Szyda, Mateusz Wyszyński
Okładka książki Technofobie Sylwester Gdela, Wojciech Gunia, Krzysztof Matkowski, Alicja Tempłowicz, Mateusz Wyszyński, Monika Zakrzewska
Ocena 6,9
Technofobie Sylwester Gdela, Wojciech Gunia, Krzysztof Matkowski, Alicja Tempłowicz, Mateusz Wyszyński, Monika Zakrzewska
Okładka książki Scary100challenge3 Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Maciej Ciembroniewicz, Wojciech Czapiewski, Asia Czarymary, Monika Drozd-Rybińska, Natalia Głowacka, Norbert Góra, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Paweł Jackiewicz, Dariusz Jakubik, Karolina Mangusta Kaczkowska, Grzegorz Kałużny, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Paweł Kozera, Krzysztof Kraiński, Tobiasz Kruk, Alicja M. Kubiak, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, R.A. Olek, Jarosław Adam Pankowski, Marta Płaza, D.A. Recki, Krzysztof Rewiuk, Mateusz Romański, Jacek Rybiński, Urszula Skorodziłło, Ignacy Stankiewicz, Michał J. Walczak, Adam Wieczorek, Kacper Witek, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Kasia Zaleska
Ocena 8,6
Scary100challenge3 Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Maciej Ciembroniewicz, Wojciech Czapiewski, Asia Czarymary, Monika Drozd-Rybińska, Natalia Głowacka, Norbert Góra, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Paweł Jackiewicz, Dariusz Jakubik, Karolina Mangusta Kaczkowska, Grzegorz Kałużny, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Paweł Kozera, Krzysztof Kraiński, Tobiasz Kruk, Alicja M. Kubiak, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, R.A. Olek, Jarosław Adam Pankowski, Marta Płaza, D.A. Recki, Krzysztof Rewiuk, Mateusz Romański, Jacek Rybiński, Urszula Skorodziłło, Ignacy Stankiewicz, Michał J. Walczak, Adam Wieczorek, Kacper Witek, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Kasia Zaleska
Okładka książki Bękart: antologia Studia Grozy Sylwia Błach, Jarosław Dobrowolski, Wojciech Gunia, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Joanna Kotala, Małgorzata Lewandowska, Marcin Majchrzak, Tomek Miłowicki, Anna Musiałowicz, Jacek Pelczar, Radosław Rogowski, Łukasz Rzadkowski, Magdalena Anna Sakowska, Tomasz Siwiec, Agata Suchocka, Maciej Szymczak, Joanna Trzaska, Zuzanna Wrona
Ocena 7,5
Bękart: antologia Studia Grozy Sylwia Błach, Jarosław Dobrowolski, Wojciech Gunia, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Joanna Kotala, Małgorzata Lewandowska, Marcin Majchrzak, Tomek Miłowicki, Anna Musiałowicz, Jacek Pelczar, Radosław Rogowski, Łukasz Rzadkowski, Magdalena Anna Sakowska, Tomasz Siwiec, Agata Suchocka, Maciej Szymczak, Joanna Trzaska, Zuzanna Wrona
Okładka książki PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce Michał Cetnarowski, Janusz Cyran, Wojciech Gunia, Justyna Hankus, Rafał Kosik, Olga Niziołek, Michał Protasiuk, Radek Rak, Magdalena Salik, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,7
PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce Michał Cetnarowski, Janusz Cyran, Wojciech Gunia, Justyna Hankus, Rafał Kosik, Olga Niziołek, Michał Protasiuk, Radek Rak, Magdalena Salik, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Warchlaki na dyskotece: BLACK METAL Aleksandra Basak, Maciej Bobula, Ewa Ciałowicz, Ernesto Gonzales, Wojciech Gunia, Rafa Janko, Tomasz Kaczkowski, Cat Kaczmarek, Maciej Kamuda, Justyna Konopka, Kosiara, Kosmiczna ekspedycja kube, Jacek Kuziemski, Jerzy Łanuszewski, Leszczyk, Igor Myszkiewicz, Piotr Nowacki, Jakub Oleksów, Maciej Pałka, Karol Patoła, Mateusz Piątkowski, Beata Pytko, Mateusz Siemion, Robert Sienicki, Adam Święcki, Łukasz Traczuk, Przemysław Wideł, Mateusz Wiśniewski
Ocena 6,8
Warchlaki na dyskotece: BLACK METAL Aleksandra Basak, Maciej Bobula, Ewa Ciałowicz, Ernesto Gonzales, Wojciech Gunia, Rafa Janko, Tomasz Kaczkowski, Cat Kaczmarek, Maciej Kamuda, Justyna Konopka, Kosiara, Kosmiczna ekspedycja kube, Jacek Kuziemski, Jerzy Łanuszewski, Leszczyk, Igor Myszkiewicz, Piotr Nowacki, Jakub Oleksów, Maciej Pałka, Karol Patoła, Mateusz Piątkowski, Beata Pytko, Mateusz Siemion, Robert Sienicki, Adam Święcki, Łukasz Traczuk, Przemysław Wideł, Mateusz Wiśniewski
Wojciech Gunia
Wojciech Gunia
Woj­ciech Gunia, ur. 1983 w Nowym Sączu, absol­went Wydziału Polo­ni­styki UJ. Jako pro­zaik debiu­to­wał opo­wia­da­niem "Wojna" w anto­lo­gii "Po dru­giej stro­nie — weird fic­tion po pol­sku", publi­ko­wał także w maga­zy­nie “Trans/wizje”. Pro­wa­dzi popu­larny wśród zde­kla­ro­wa­nych pesy­mi­stów blog “Labi­rynt z liści”, poświę­cony tema­tyce melan­cho­lii oraz ciem­nym pogra­ni­czom lite­ra­tury, filo­zo­fii i psychologii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszystkie grzechy Korporacji Somnium Dawid Kain
Wszystkie grzechy Korporacji Somnium
Dawid Kain
Z natury jesteśmy istotami funkcjonującymi w ruchu, choć bywa, że wykonanie najprostszego kroku urasta do rangi przytłaczającego wysiłku. Zdarzają się takie momenty lekturowe, w których oddech staje się pusty, a kolejne dni nabierają innego ciężaru. „Korporacja Somium” wskazuje, jak łatwo rozmijamy się z własnymi potrzebami, pielęgnując marzenia o rzeczach, których nie ma i być nie może. Na końcu pozostajemy jak drożdże pracujące w swoich resztkach, nieświadome efektów, jakie ostatecznie wytwarzają. Z naszych działań nie pozostaje nic poza tym, co zawłaszcza Somium. Korporacja przetwarza nasze teksty we własną świadomość; to nie odbicie jakiejkolwiek duszy, lecz konstrukcja filtrująca zapożyczone osobowości. W tym pościgu za złudnymi marzeniami zawsze staczamy się na margines. Najczęściej pragniemy jedynie poczucia znaczenia i jakiegoś miejsca, do którego można wrócić. Jednak czy to jeszcze możliwe? Przechodzimy przez fragmenty duszy odebrane przez technologię. A ta ostatnia przekształciła je, zhybrydyzowała i zwróciła w formie, którą sami sobie wypracowaliśmy. Bo na koniec nawet nasz oddech jest tylko produktem. Kain operuje obrazami nieśmiertelności, pamięci i literatury, miejscami przywołując symbolikę niemal biblijną. A przynajmniej wysoce religijną. Któż nie chce zostać unieśmiertelnionym. Obrazy symboliczne śledzą bohaterów, nadając narracji uporczywy, podszyty lękiem rytm. To wizje symboliki prześladują nas, kroczą za nami i sprawiają, że nie oglądamy się przez ramię. Ten zbiór opiera się na zasadzie niedopowiedzenia, które wzmacnia jego intensywność. „Somium” pełni tu rolę korporacyjnego hegemona, kontrolującego zarówno przestrzeń, jak i świadomość bohaterów. Podobnie wygląda kwestia fabuły, jej urywanie i skupienie wyłącznie na jednym elemencie potęguje efekt grozy, który w innym przypadku nie osiągnąłby tak dużego stężenia. Mocnym punktem tomu pozostaje pierwszoosobowa narracja, prowadzona przez postacie rozchwiane, niepewne i wyczulone na najmniejsze rysy rzeczywistości.
Klaudiusz Książki-Koniecznej - awatar Klaudiusz Książki-Koniecznej
ocenił na94 miesiące temu
Dom wszystkich snów Wojciech Gunia
Dom wszystkich snów
Wojciech Gunia
Są pisarze fabuł i pisarze nastroju. Dla tych z pierwszej grupy (Dan Brown, Lee Child, Alistair MacLean),czymś najistotniejszym wydaje się być konstruowanie intryg, intensyfikowanie wrażeń i dbałość o dowiezienie historii do satysfakcjonującego końca. Ci z drugiej grupy (Bruno Schulz, Virginia Woolf, Stefan Grabiński) stawiają na nastrój, poezję i subtelną melodykę, którą da się wysłyszeć w samym słowie. Budując ten prosty podział na prozę reaktywną i kontemplacyjną nie mam innego wyjścia, jak tylko zakwalifikować Wojciecha Gunię do tej drugiej grupy, a przynajmniej tak wynika z tego, co zaproponował w zbiorze opowiadań „Dom wszystkich snów”. A tutaj rzeczy dzieją się nienachalnie; drepczą raczej w kółko, niż zmierzają do konkretnego celu (którego w niektórych opowieściach trudno nawet szukać). To raczej scenki rodzajowe, do których z bliżej nie znanego nam powodu dostaliśmy dostęp, krótkie wyimki z życia, okraszone całym bogactwem myśli i wrażeń. Bohaterowie są raczej wyśnieni, niż wykreowani, skierowani do wewnątrz, kontemplujący siebie. Świat dookolny jest co najwyżej pretekstem do wciąż zadawanych pytań egzystencjalnych. To zaburzenie proporcji pomiędzy zewnętrzem a wewnętrzem sprawia, że i my jesteśmy raczej w głowie bohatera; w jego myślach, rozważaniach, wyobrażeniach dotyczących tego, co by było gdyby, jak to gdyby by pachniało, jaki wywierało wpływ, niż w konkrecie przygody/akcji. Teksty są spokojne, oniryczne, pełne subtelnych filozoficznych rozważań. Autor raczej wodzi nas za nos, podpuszcza, podrzuca fałszywe tropy i kto wie, może nawet i śmieje z naszej naiwności, ale nigdy nie uważa nas za głupców. Teksty stoją słowem i to jest główny atut tego zbioru. Polecam wszystkim ceniącym nieśpieszność i meandry.
Norbert Budzyński - pisarz - awatar Norbert Budzyński - pisarz
ocenił na718 dni temu
Wilgość Anna Maria Wybraniec
Wilgość
Anna Maria Wybraniec
# Wyzwanie na kwiecień 2025r. – Przeczytam książkę, której tytuł, imię lub nazwisko autora zaczyna się na W. To zbiór krótkich opowiadań z gatunku grozy, a dokładniej VEIRD FICTION. Opowiadania są trudne w odbiorze, równocześnie realistyczne i metafizyczne, treści niejednoznaczne, często symboliczne, wręcz mistyczne. Skupiają się na trudach życia ludzi niedostosowanych, outsiderów, którym trudno odnaleźć się we współczesnym świecie, a ich jedynym światełkiem w tunelu i wybawieniem jest śmierć (duchowa, samobójcza,...). To mroczne, "ciężkie", smutne i ponure opowiadania na pograniczu psychologicznej i psychodelicznej grozy. Ich poznawanie i zrozumienie wymaga pełnego skupienia i koncentracji, a czyta się je powoli, mimo niewielkiej objętości. Każde z osobna wymaga przemyślenia i kontemplacji. Na koniec pojawiają się refleksje: Co autorka miała na myśli? Co chciała nam przekazać?... Pisarka ma świetny styl, bardzo dobry język, fabuła opowiadań jest różnorodna i interesująca. Pisze o niepewności, zagubieniu, samotności, cierpieniu, inności, niespełnionych marzeniach i innych koszmarach życiowych, które "otulają" opisywanych bohaterów. Zgodnie z celami veird fiction po ich przeczytaniu nie czujemy strachu, tylko "wychodzimy" z przyjmowanej strefy komfortu. Zbiór jest źródłem różnych refleksji i nie jest dobrą rozrywką. Polecam "Wilgość" fanom krótkich form literackich z gatunku veird fiction.
Wileta - awatar Wileta
oceniła na711 miesięcy temu
Muzeum dusz czyśćcowych Stefan Grabiński
Muzeum dusz czyśćcowych
Stefan Grabiński
"Muzeum Dusz Czyśccowych" od wydawnictwa Vesper to zbiór nowel, które swoim klimatem przypominają lokalne legendy, czy historie opowiadane późną nocą, przy ognisku. Swoją treścią skłoniły mnie do refleksji, jak i rozważań nad pozorną losowością wydarzeń. Jednocześnie wyjątkowy, archaiczny styl, w sposób wręcz poetycki obrazował z osobna, każdą historię, oddając wiernie jej klimat i towarzyszące historiom uczucie osobliwości. Szczególnie spodobał mi się tomik "Demon Ruchu", który uważam za najlepsze dzieło Grabińskiego. Autor w wyjątkowy sposób zamienił świat kolei w scenę dla mrocznych, osobliwych historii. Nie mniej warte uwagi okazały się nowelki z tomu "Na wzgórzu róż", "Szalony pątnik" czy "Niesamowita opowieść", które potrafiły zaskoczyć bogactwem różnorodnych konceptów. Tak więc dreszcz grozy wzbudzają nie tylko zwykłe demony, czy duchy, ale siła i psychika ludzkiego umysłu, czas, niedopowiedzenia, przedmioty codziennego użytku. Przyznam, że niektóre z nowelek nie przypadły mi do gustu. Wydają się być niedokończone, brakuje w nich puenty, jakiegoś rozwiązania, które rozładowałoby nabudowane wcześniej napięcie i ciekawość. Do takich nowelek należały między innymi tytułowe "Muzeum dusz czyśćcowych", czy "Osada dymów", inne znów były zbyt przewidywalne, jak np. "Czerwona Magda". Niemniej jednak, z pewnością powrócę do tego zbioru w przyszłości, aby ponownie zanurzyć się w ulubionych opowiadaniach i historiach, a także z przyjemnością będę się nimi dzielić, zarówno podczas wspólnego czytania, jak i opowiadając je bliskim w trakcie długich, zimowych wieczorów.
Chiara - awatar Chiara
oceniła na72 miesiące temu
Cień Bafometa Stefan Grabiński
Cień Bafometa
Stefan Grabiński
“Laudetur, laudetur! Maledicatur autem Satanas, creatura Gehennae (łac.) - Zelżony zaś niech będzie szatan, nędzny pomiot piekła.” „Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.” „Wywabiony z zaułków, wywołany z głuchych ostępów diabeł zdawał mścić się za przerywanie mu wiekowej drzemki i rozpuścił z pasją swe wściekłe zagony.” „Umbra benedicentis Maledictus adumbratur. (łac.) - Cień (ręki) błogosławiącego rysuje (postać, kontur) Przeklętego.” „Cień Bafometa” padł na moją twarz, zachęcając do ponownej lektury powieści Grabińskiego. Wprawdzie nie minęło dużo czasu odkąd czytałem wersję z wydawnictwa C&T jednak zwyczajnie nie mogłem przejść obojętnie obok prezentowanego wydania z IX, stanowiącego kolejny tom zwartej serii dzieł zebranych autora. Prezentowana powieść to efekt i następstwo starcia ideowego dwóch odmiennych żywiołowych dusz, będąca przykładem historii, którą śmiało można opisać słowami „śmierć to dopiero początek” oraz „uważaj czego sobie życzysz”. Narrator - artysta Tadeusz Pomian, stający w obliczu śmierci swojego zaciekłego przeciwnika Kazimierza Pradery, dostaje dokładnie to, o czym skrycie marzył od lat, jednak szybko zrozumie, że nagła i nieoczekiwana śmierć jego nemesis niczego nie skończyła, a zamiast tego rozpoczęła wir wydarzeń, w który zostanie wciągnięty Pomian. Historia zaczynająca się od dość niecodziennego akcentu, mianowicie spisywania testamentu oraz przygotowań do pojedynku honorowego obu Panów, trwale została naznaczona przez pocałunek śmierci, która już do ostatniej strony będzie towarzyszyła Tadeuszowi. W każdym kolejnym kroku, w zakamarku miasta, podczas codziennych czynności - cień snuje się tuż za jego plecami, odliczając kolejne minuty do nieuchronnego fatum. Pisząc o powieści Grabińskiego, warto się skupić na ideologicznej walce Panów Pomiana i Pradery, a także gorącej nienawiści, która wyrosła między nimi niczym mur. Podczas trwania narracji minister Kazimierz Pradera był już martwy, jednak nie przeszkodziło to autorowi, by w niesamowicie sugestywny sposób oddać ich walkę, kontrasty, odmienne żywioły a także nienawiść, przebijającej się przez śmierć i naszą rzeczywistość. Pomian, artysta z krwi i kości, wrażliwy na świat zewnętrzny nieświadomie reprezentował tu siły, które znacznie wybiegają poza nasze pojmowanie. Na osobną uwagę zasługuje postać żony Kazimierza Pradery, piękna temme fatale, która pojawia się w życiu Tadeusza, z niejasno określonymi zadaniami i w atmosferze nieoczekiwania. Amelia, bo tak na imię ma owa gwiazda z nieba, niesie za sobą początkowo dobrze ukryty erotyzm powieści, wulgarność połączoną z delikatnością pięknego kwiatu, ostatecznie reprezentując wewnętrzne rozdarcie, które przypieczętowało jej losy. Nie będę wam mówił o co dokładnie mi chodzi, ale myślę, że tak jak ja, będziecie zafascynowani ich dynamiczną relacją. „Cień Bafometa” to połączenie grozy, kryminału i dramatu psychologicznego, więc zakładam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, odbierając powieść na swój indywidualny sposób. Mniej intensywna niż opowiadania Grabińskiego, zawieszona pomiędzy rzeczywistością a międzywojennym snem, w dalszym ciągu może was zaintrygować i ostatecznie zachwycić. Polecam. Grabiński to mistrz grozy, który robi wrażenie nawet dziś. Gwarantuje że nie znajdziecie piękniejszego wydania niż prezentowana seria z Wydawnictwo IX. p.s. Przez całą powieść mówi się o Bafomecie. Gdzie on jest? Ciężko powiedzieć. Trzeba przeczytać.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na97 miesięcy temu
Cisza Marcin Majchrzak
Cisza
Marcin Majchrzak
Marcin Majrzchak, to ten, którego znam z kilku opowiadań rozsianych po rożnych zbiorach. Ale nie, nie zapamiętałam Go jakoś szczególnie i dopiero wydawnictwo Vesper podsunęło mi możliwość bliższego zapoznania się z Autorem. "Cisza" to dziesięć opowiadań, których treść fascynuje i lekko niepokoi. Tytułowe opowiadanie jest ciekawą klamrą tomiku, gdzie rozpoczynając i kończąc jego układ może robić takie sobie wrażenie patrząc jedynie na spis treści. Jednak pomysł zyskuje akceptację po skończeniu lektury i może wywołać zaskoczenie w odniesieniu do zgrabnie zmontowanej całości, mimo iż pierwsza część ma swoich bohaterów i odmienne w charakterze zdarzenia, a w części drugiej pozostaje jeden z poznanych wpisany w nowe okoliczności leśnej ciszy. Jakość szczęśliwe to się ani nie zaczyna, ani nie kończy. A co w środku? "Podróż służbowa" czy "Ostatni kolejarz" to twory fabularne przeistaczające się, jak ich bohaterowie, gdzie lekki niepokój związany ze opóźnieniem w drodze pasażera rejsu albo spotkaniem w deszczowy wieczór nieznajomego, zmienia swoje natężenie powodując podskórne mrowienie. Bo czy dobrze rozumiemy przewidując co się stanie na końcu tych historii? Tak, czytelniku! To jest właśnie to o czym nieśmiało pomyślałeś po dwóch stronach każdej z tych opowieści. W opowiadaniach Majrzchaka nie sama groza sytuacji buduje ich rzeczywistość, a wewnętrzne lęki bohaterów. Obrazowo ten fenomen ujmuje w opowiadaniu "118", gdzie psychotyczny mężczyzna, mąż i ojciec, staje się nieświadomie coraz bardziej niebezpieczny dla bliskich, a skonfrontowanie się z własnym umysłem, który chłonie tyle z otoczenia ostatecznie powoduje zagrożenie dla niego samego. "Cisza" Majchrzaka to przedstawienie człowieka w różnych życiowych sytuacjach, bynajmniej nie ekstremalnych, a takich zwykłych prywatnie i zawodowo, co jest doskonałą bazą do prowadzenia czytelnika ścieżkami ludzkich wyborów, mierzenia się z ich konsekwencjami, przechodzenia różnych stadiów godzenia się z losem, czy przeżywania traum. Cisza wybrzmiewa z każdego z opowiadań. Jest jak sumienie głównych bohaterów, a przy zachowaniu różnorodności tematycznej odczuwamy spójność dusznej atmosfery. Wciągające!
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na75 miesięcy temu
Żertwa. Antologia słowiańskiego horroru Dawid Kain
Żertwa. Antologia słowiańskiego horroru
Dawid Kain Kazimierz Kyrcz jr Michał Stonawski Tomasz Krzywik Wojciech Gunia Maciej Kaźmierczak Marek Zychla Dagmara Adwentowska Piotr Borowiec Agnieszka Kwiatkowska Mariusz Wojteczek Maciej Szymczak Artur Grzelak Jakub Bielawski Radosław Jarosiński Anna Maria Wybraniec Bartłomiej Fitas
Antologie słowiańskiej grozy to już stały obraz, taka trochę „świecka tradycja” polskiego fandomu fantastycznego. Wydana przez Wydawnictwo IX „Żertwa” to kolejny tytuł z tej rodziny. Tom gromadzi same tęgie pióra polskiego horroru - w efekcie wyszedł zbiór udany, pełen dobrych, ciekawych tekstów, balansujących - co wynika z samego tematu - pomiędzy grozą a fantasy, a jako że wydawnictwo też przyłożyło się do roboty, to i od strony edycyjnej i redakcyjnej jest pozytywnie (no, z małymi wyjątkami, o których dalej). Jak to zwykle bywa z antologiami, teksty lepsze przeplatane są tymi mniej udanymi, a może inaczej - różni czytelnicy mają różne temperamenty i oczekiwania, zatem podobać im się będą różne opowiadania dla siebie. Poniższy moja osobista perspektywa : Zacznę od trzech najlepszych (kolejność zgodna z książkową) : Michał Stonawski - Lalunia Mroczna opowieść o dziewczęcym domu poprawczym, do którego trafia obdarzona tajemniczą siłą, umiejętnością kontaktowania się z siłami przyrody dziewczyna. W ośrodku panują klimaty znane z filmów Jesusa Franco - przemoc, lesbijski seks, lubieżni opiekunowie, „fala” wśród więźniarek (opowiadanie nie unika najbardziej drastycznych opisów - scena gwałtu jest wyjątkowo dosłowna i sugestywna). Tycmzasem w pobliskim małym kościółku, jak głosi legenda, straszy Czarna Dama… Na końcu czeka na czytelników efektowny lynchowski twist, i mimo tego, że sam finał wydaje się nieco niedopracowany i chaotyczny (w sumie nie do końca wiadomo, co się wydarzyło),to i tak ogólne wrażenie pozostaje wyborne. Lalunia” to naprawdę wspaniałe opowiadanie, wspaniale przede wszystkim napisane. Przez tekst leci się jak na magicznym dywanie, szybko, wygodnie, elegancko. Łatwość umiejętnego opowiadania to gigantyczna umiejętność Stonawskiego. Byłoby wspaniale, by, obok „okołowarrenowskich” docu-horrorów, które przyniosły mu popularność, znalazł czasami czas na fikcję, szkoda bowiem takiego pióra tylko na reportaże. Dodatkowe kudosy za świetnie dobraną lokalizację opowiadania - krakowskie Podgórze i wzgórze Lasoty z austriackim fortem i kościołem św. Bartłomieja to znakomita sceneria tej mrocznej historii (Paweł Majka doceni, mimo pewnej umowności lokalną topografię). Jakub Bielawski - Na Zażar Bielawski to już klasa sama w sobie - w „Zażarze” powraca do swoich ulubionych klimatów i tematów - wczesne lata powojenne, emigranci ze wschodu usiłują zbudować nową rzeczywistość w poniemieckiej wsi leżącej u stóp mrocznych Gór Sowich, tymczasem między domy wkrada się śmierć. Ojciec zmarłego chłopca zwraca się z prośbą o wyjaśnienie tragedii do okolicznego nauczyciela. Ten w trakcie badań natyka się na dziwny zwrot - „na zażar”, rodem z ludowej piosenki o jakichś „nocnicach”. Być może przybyła ze wschodu staruszka, „wiedząca”, będzie mu mogła pomóc? Znakomite, bardzo straszące, mocno słowiańskie, do tego doskonale, pięknym językiem napisane - mogłoby stanowić szczególny dodatek do powieści „Dunkel” (opisuje zbliżony okres historyczny) . Piotr Borowiec - Tylko Trzy Noce Zadręczany przez koszmarną żonę- jędzę, zamieniającą mu życie w piekło mężczyzna w końcu nie wytrzymuje i w chwili gniewu chce uderzyć kobietę. Trzeba pecha, że trafiona w ramię kobieta spada ze schodów i ginie. Sprawca wzywa na pomoc swego przyjaciela, policjanta. Ten pomaga ukryć ślady zbrodni i pozoruje wypadek. Dla całej okolicy śmierć kobiety jest wielką ulgą - tragicznie zmarła była bowiem jędzą nie tylko w przenośni, ale i naprawdę. Dokładniej była „bisurkanią”, łemkowską wiedźmą i nie cieszyła się ona dobrą sławą ani sympatią. Wiecznie wściekła, zgorzkniała, nienawidząca całego świata, była, nie bez podstawy, posądzana o wyrządzenie wielu nieszczęść. Kiedy wiedźma umiera, zaświaty nie przyjmują tego spokojnie. By uniknąć koszmaru, zemsty piekieł, trzeba nad jej grobem przez trzy dni odprawiać rytuał… Przedłużające się milczenie twórcze Piotra Borowca to duża szkoda dla polskiego horroru, Borowiec bowiem to świetny pisarz, umiejętnie łączący współczesność z motywami, wątkami i klimatem wywodzącym się z klasycznej grozy. Tym razem zabawił się formułą arcysławnego gogolowskiego „Wija”, ozdabiając to słowiańskimi wierzeniami ludowymi, klimatem wschodniej Polski i dużą dawką grozy. Wspaniałe! Te trzy teksty najbardziej się wyróżniają, ale bardzo dobrych opowiadań w „Żertwie” jest naturalnie dużo więcej, a wśród nich : Dagmara Adwentowska - „Pani Piękna Jak Księżyc” - znakomita klimatyczna mieszanka horroru i fantasy - pogańska kochanka księcia Mieszka, walcząc o jego względy z przybyłą z Czech Dobrawą gotowa jest do skorzystania z mrocznej słowiańskiej magii, Agnieszka Kwiatkowska - „Panienka Z Okienka” - dziennikarka na tropie ciekawego tematu, położona na uboczu wieś, tajemniczy dom na skraju lasu i dziewczyna w oknie próbująca, niczym lovecraftowski Erich Zann, powstrzymać koszmary lęgnące się w mrocznym borze. Wojciech Gunia - „W Dół Rzeki” - pięknie napisany, przejmujący moralitet; ludzkie okrucieństwo wobec oskarżonej o czary dziewczyny zostaje surowo ukarane przez mszczącą się przyrodę. I jeszcze, last but not least, Mariusz Wojteczek - „Gdybym Tylko Mogła Latać”. Inspirowana obrazem Jakuba Różalskiego historia nadprzyrodzonego romansu wiejskiej dziewczyny z leśną demonicą (samowiłą). Na plus ciekawy pomysł osadzenia historii w czasach PRL. Wśród pozostałych opowiadań znajdziemy jeszcze m.in. Annę Marię Wybraniec - „Czerwona Grządka, Białe Kurczątka” - jak zwykle zachwycającą pięknem polszczyzny magiczną opowieść rustykalną opisującą losy pewnej studentki przygotowującej na wsi pracę dyplomową, Marka Zychlę - „Zawżdy Zwyciężny”, z zabawnym opowiadaniem fantasy, w którym znany już czytelnikom Wi@rus (taki neo-wiedźmin ze spuchniętymi od wdeptywania Złego w ziemię stopami) pokonuje zarażający mieszkańcom pewnego osiedla spisek dwu nieśmiertelnych guślarzy, czy Artura Grzelaka - „Brnąc Przez Kosodrzewiny” - ponownie bardziej fantasy niż groza; zagubiony górski wędrowiec błąka się wśród mgieł i kosodrzewiny otoczony prastarą słowiańską magią. Nieco mniej do mnie przemówiły : Bartłomiej Fitas - „Kondukt Chorych Dusz” (trochę jak tytuł doom metalowej płyty). Stylizowany na dawną, klasyczną grozę, ociekający wręcz Lovecraftem tekst, w którym zaintrygowany listem przyjaciela narrator przybywa do odległej wioski, by tam przekonać się, panujący na miejscu mór zaraz rozprzestrzeni się po całym świecie. Niestety, „Kondukt” napisany jest niezgrabnie, męcząco, chwilami wręcz irytujący czytelnika swoistą nieporadnością narracji i dziwacznymi sytuacjami/zdaniami/zwrotami (a zestawienie szorstkiego tekstu Fitasa z poetyckim pięknem języka AnMariWybraniec - oba opowiadania sąsiadują ze sobą - zakrawa na złośliwość wydawcy…). O ile w debiutanckiej „Potępionej” ta surowość warsztatowa autora rekompensowana była wyobraźnią i energiczną fabułą, o tyle w „Kondukcie” tego zabrakło. Już lepiej jeszcze raz przeczytać „Maskę Czerwonego Moru”. PS. Ale cieszę się, że w swej ostrej krytyce jestem odosobniony (sporej części czytelników z LC opowiadanie się podobało). i Maciek Kazmierczak - „Świat Się Zmienia”. Romans człowieka z leśną boginką nie może prowadzić do niczego dobrego. On ją namawia do porzucenia swego życia, ale okazuje się łasy na podszepty pięknych rusałek. Niestety, małe rozczarowanie. Pal sześć, że raczej fantasy niż horror (to dotyczy wielu innych opowiadań zbioru),ale fabuła niezbyt mnie przekonała a zezłościł, podobnie jak u Fitasa, niezbyt przekonujący styl (tutaj chyba nawet redakcja nieco przyspała, bo parokrotnie tekst wręcz „grzęźnie” a trafić można nawet na kwiatek w rodzaju „ponad nimi widniał szeroki choć wąski balkon”). Również w przypadku Kaźmierczaka uważam, że lepiej wypada w większej formie (np. Weirdowy „Wszechmocny”). + Na koniec chwila osobistego „się krygowania”. Lista autorów, których prawie wszystkich mam przyjemność i zaszczyt znać osobiście, wydawnictwo, któremu życzę jak najlepiej i chcę wspierać - oczywiste było, że „Żertwę” kupię w dniu jej premiery. Gorzej jednak z upublicznianiem wrażeń z lektury - z tychże samych względów. Czytelnikiem jestem kapryśnym, łatwo mnie zachwycić, ale i łatwo wkurzyć czy zniechęcić a ostrze krytyki niełacne jest oszczędzać znajomych czy kolegów. Jakby było overall kiepsko, to zmięte w ustach przekleństwa schowałbym chyba do laptopowej szuflady. Na szczęście „Żertwa” okazała się zbiorem nad wyraz udanym pełnym ciekawych, świeżych, efektownych tekstów. Jej lektura przyniosła mi dużą frajdę, którą chętnie dzielę się z fanami polskiej grozy w niniejszym raporcie czytelniczym.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na61 rok temu
Ćma Jakub Bielawski
Ćma
Jakub Bielawski
Innego końca świata nie bedzie... Książka Bielawskiego pożarła mnie w całości i trochę jej za to nienawidzę. Nienawidzę jej za to, że tak bardzo przywiązała mnie do postaci, których z obiektywnego punktu widzenia prawie nie da się lubić, że przywiązała mnie do obrazu prowincji, który jest podły i w swojej obrzydliwości tak rzeczywisty i znajomy, ale przede wszystkim nienawidzę jej za to, że na koniec zostawia mnie w tym wszystkim samą. W Ćmie królują niedopowiedzenia. Na tym placu zabaw, który Bielawski sobie stworzył nie da się opisać konwersacji, wydarzeń i myśli inaczej niż pokrętnymi porównaniami. Nieważne ile bym się domagała wyjaśnień i szczegółów, Ćma przygląda się moim zmaganiom i śmieje mi się prosto w twarz. A przy tym, historia, którą mnie karmi jest tak bliska moim doświadczeniom i mojemu sercu, że nie sposób się na nią z złościć. Bielawski przede wszystkim zajmuje się postaciami i otoczeniem i jest z nim oraz z nami potwornie szczery. Jego obraz nie jest wypaczony i poza ponurością, którą autor chwali się w swoim własnym opisie, nie ma żadnych naleciałości człowieka, mężczyzny na postacie dwóch dorastających dziewczyn. Książka jest jakby nie do końca jego dziełem, a dziełem nas, Polaków, rodziców, młodzieży, sklepików z tanią wódką, żuli na przystankach i napisów nienawiści na ścianach opuszczonych budynków. Taka jest Polska. I dlatego pod koniec nie czuję większej potrzeby się zastanawiać czym jest horror w tej książce i skąd się w niej wziął. Wziął się z pokoleń, które przekazują sobie nawzajem podszyte neosłowiańskim pesymizmem historie, obrazy upodlenia i samobójcze zapędy.
Rach Hudson - awatar Rach Hudson
ocenił na97 miesięcy temu
Bezmiłość Marek Zychla
Bezmiłość
Marek Zychla
Nigdy nie kończymy swojej bitwy o wyśnione życie, ale w niektórych przypadkach nasza własna wiedza i wyobraźnia stanowią otchłań, która przy najmniejszym błędzie wciąga w głąb czeluści czystego obłędu. I to wtedy właśnie całe życie rwie się jak spalona wełna, a nas otaczają już jedynie własne urojenia. Chociaż powieść gatunkowo podpada pod horror z elementami weird, pomieszanymi z science-fiction— albo raczej przyprawionymi nimi dla smaczku, to samo to, co dzieje się w tej historii, jest już czymś zupełnie innym. Śledzimy tu pierwszoosobową relację człowieka, który z powodu zarówno choroby, jak i warunków środowiskowych poddał się działaniu otchłani. Idziemy z nim przez życie, od początków symptomów po całe lata manii. Jest to studium istoty życia zawartej w bezmiłości i beznadziei. Próba oddania, jak pisze autor, za pomocą fantastyki, choćby zalążka pewnego spektrum potworności życia w chorobie, która zakrzywia rzeczywistość. W to wszystko dzieje się przecież blisko, bo w czasach i kraju, gdzie nie ma nawet odrobiny miejsca na bajki, a samo życie nie dostarcza zbyt wielu wzruszeń. Schizofrenia, zapożyczając poetyckość frazy, to w dużej mierze bezmiłość własna i niezgrabna, pełna wyrzutów miłość cudza, jednak tak wzajemnie trzymające się w szachu, że żadna nie może zwyciężyć drugiej. Jednak z każdym kolejnym wybuchem wizji, ta ostatnia najczęściej po prostu się poddaje, bo pewnych rzeczy i sytuacji nie sposób wyprostować czy naprawić. A przeprosiny od winnych nic nie znaczą w uszach ofiar. Mamy tu horrorowy strój wyobraźni, walczącej z gospodarzem, niczym obcy byt próbująca na wszystkie możliwe sposoby objaśnić niezrozumiały i tak dziwny świat. Bo o ileż prościej byłoby żyć w symulacji, w której za wszystkie błędy odpowiadamy nie my, lecz jakieś większe, mityczne albo technologiczne monstrum? W końcu walka niczym heros z mitologicznymi bestiami czy próba przerwania komputerowo generowanych igrzysk dla gawiedzi jest przecież piękną metaforą czynienia faktycznych zniszczeń. Jak można nie osunąć się w bezpieczne szaleństwo, kiedy realność już nawet nie tyle przeraża, co staje się wyłącznie naszą winą? Czy można bez uszkodzenia siebie spojrzeć jeszcze raz w lustro, skoro własny świat jest już wyłącznie kokonem horroru? Jednocześnie tak dobrze oswojonym, że każda próba wyjścia z niego stawia nas przed obcym życiem, w którym to my jesteśmy winni cierpień, zarówno swoich, jak i cudzych? O wiele łatwiej jest opaść w obezwładniający ocean, który, mimo że nie przynosi nic, nie dopuszcza również nawet najmniejszego okruchu z zewnątrz. I z każdym kolejnym zanurzeniem w bezmiłości coraz trudniej jest się z niej wyrwać. Opowieść często popada w coraz to większe czeluści, by przy każdej okazji rwać narrację, zmieniać perspektywę i pozornie narratora, a także wizję świata przedstawionego tak, że czytelnik sam wątpi w to, co realne i możliwe. Jednak też nie zostaje całkowicie wyprowadzony na manowce — to jego logika podpowiada tu interpretację wydarzeń, czym jednak różni się od bohatera, bo ten nie ma możliwości złapania oddechu. Obraz dzieciństwa na blokach i koloryt szarości wrastający w postacie, by na końcu przepoczwarzyć je w potwory, uderza mocno. Cieszę się, że to dopiero pierwsza część, bo takiego natężenia smutku trudno byłoby znieść. Zawodzi natomiast opis stanów maniakalnych — gubi odbiorcę i konfunduje na długo. Mimo to warto wracać do życia Małego Grzesia, zwłaszcza gdy zaczyna nam brakować empatii. Czytając tę opowieść, chciałem zadzwonić; kilkakrotnie próbowałem uciec, ale nie znalazłem w sobie sił, by odejść. Mimo wszystko każdy pragnie szczęśliwego zakończenia — pytanie tylko, czy są one możliwe, gdy już na starcie zostajemy przegranymi.
Klaudiusz Książki-Koniecznej - awatar Klaudiusz Książki-Koniecznej
ocenił na102 miesiące temu

Cytaty z książki Powrót

Więcej
Wojciech Gunia Powrót Zobacz więcej
Wojciech Gunia Powrót Zobacz więcej
Wojciech Gunia Powrót Zobacz więcej
Więcej