Grand Union. Opowieści

Okładka książki Grand Union. Opowieści autora Zadie Smith, 9788324059188
Okładka książki Grand Union. Opowieści
Zadie Smith Wydawnictwo: Znak literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Grand Union: Stories
Data wydania:
2019-11-13
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-13
Język:
polski
ISBN:
9788324059188
Tłumacz:
Maria Makuch
Średnia ocen

5,3 5,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Grand Union. Opowieści w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Grand Union. Opowieści i



Przeczytane 1955 Opinie 14 Oficjalne recenzje 299

Opinia społeczności książki Grand Union. Opowieścii



Książki 1289 Opinie 738

Oceny książki Grand Union. Opowieści

Średnia ocen
5,3 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Grand Union. Opowieści

avatar
1036
359

Na półkach: ,

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Zadie Smith i po lekturze mam mocno mieszane uczucia. Widać tu techniczną biegłość opowiadania, a frajdę można czerpać ze zróżnicowanej formy utworów, lecz idzie to niestety w parze z jakimiś nieznośnymi uproszczeniami i jednoznacznością. Smith skupia się tu na problemach takich jak okrutne traktowanie zwierząt, rasizm, klasowe nierówności, emancypacja kobiet, konsumpcjonizm, imigranci, dyskryminacja mniejszości seksualnych. Jednak problem z tymi problemami polega tu na tym, że są one pozbawione jakiegokolwiek kontrapunktu i zmieniają „Opowieści” w czytanki na zadany temat zwieńczone morałem. Wszystko jest po prostu podane na tacy, dosłowne, dopowiedziane. Szkoda, bo większość tych historii wydaje się mieć potencjał, by stać się prawdziwą opowieścią. Żywą i trochę bardziej skomplikowaną, niż taka którą można streścić jednym zdaniem. Lub słowem.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Zadie Smith i po lekturze mam mocno mieszane uczucia. Widać tu techniczną biegłość opowiadania, a frajdę można czerpać ze zróżnicowanej formy utworów, lecz idzie to niestety w parze z jakimiś nieznośnymi uproszczeniami i jednoznacznością. Smith skupia się tu na problemach takich jak okrutne traktowanie zwierząt, rasizm, klasowe...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
917
866

Na półkach: , ,

Jakoś nie trafiła do mnie ta książka - miałam wrażenie, jakbym czytała wprawki pisarskie. Jakiś chaos tematyczny i rodzajowy (fantasy przeplatane z mocnym realizmem ulicznym i co tam jeszcze). Podobały mi się czasem dialogi wewnętrzne któregoś z bohaterów, ale zaraz opowiadanie się kończyło i pustka. I "Panna Adele pośród gorsetów" - ciekawie pokazane, jak komuś się wydaje co ktoś myśli i jak z tego może się zrobić zamieszanie.

Jakoś nie trafiła do mnie ta książka - miałam wrażenie, jakbym czytała wprawki pisarskie. Jakiś chaos tematyczny i rodzajowy (fantasy przeplatane z mocnym realizmem ulicznym i co tam jeszcze). Podobały mi się czasem dialogi wewnętrzne któregoś z bohaterów, ale zaraz opowiadanie się kończyło i pustka. I "Panna Adele pośród gorsetów" - ciekawie pokazane, jak komuś się wydaje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
437
273

Na półkach: , , ,

Nie jest to z pewnością wybitna pozycja. Opowiadania są bardzo nierówne, mało co je ze sobą łączy. Owszem, jest tu jakiś wspólny trop tożsamości, pochodzenia, może poszukiwania siebie - ale wydaje się on bardzo nikły i znaleziony właściwie na siłę. Zbiór, jak to często ze zbiorami bywa, przypomina trochę szufladę, do której autorka wrzuciła, to, co akurat się napatoczyło. Są tu teksty dobre, są gorsze, ale żaden tak naprawdę nie zostaje w głowie na dłużej.

Nie jest to z pewnością wybitna pozycja. Opowiadania są bardzo nierówne, mało co je ze sobą łączy. Owszem, jest tu jakiś wspólny trop tożsamości, pochodzenia, może poszukiwania siebie - ale wydaje się on bardzo nikły i znaleziony właściwie na siłę. Zbiór, jak to często ze zbiorami bywa, przypomina trochę szufladę, do której autorka wrzuciła, to, co akurat się napatoczyło....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

259 użytkowników ma tytuł Grand Union. Opowieści na półkach głównych
  • 128
  • 126
  • 5
58 użytkowników ma tytuł Grand Union. Opowieści na półkach dodatkowych
  • 32
  • 7
  • 7
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Dziwo Magenta Fox, Nick Laird, Zadie Smith
Ocena 8,1
Dziwo Magenta Fox, Nick Laird, Zadie Smith
Okładka książki The Penguin Book of Migration Literature: Departures, Arrivals, Generations, Returns Dohra Ahmad, Sefi Atta, E. R. Braithwaite, Joseph Bruchac, Edwidge Danticat, Safia Elhillo, Olaudah Equiano, Mohsin Hamid, Eva Hoffman, Hanif Kureishi, Marina Lewycka, Claude McKay, Dinaw Mengestu, Dunya Mikhail, M. NourbeSe Philip, Julie Otsuka, Emine Sevgi Özdamar, Salman Rushdie, Marjane Satrapi, Sam Selvon, Warsan Shire, Zadie Smith, Deepak Unnikrishnan, Phillis Wheatley
Ocena 7,5
The Penguin Book of Migration Literature: Departures, Arrivals, Generations, Returns Dohra Ahmad, Sefi Atta, E. R. Braithwaite, Joseph Bruchac, Edwidge Danticat, Safia Elhillo, Olaudah Equiano, Mohsin Hamid, Eva Hoffman, Hanif Kureishi, Marina Lewycka, Claude McKay, Dinaw Mengestu, Dunya Mikhail, M. NourbeSe Philip, Julie Otsuka, Emine Sevgi Özdamar, Salman Rushdie, Marjane Satrapi, Sam Selvon, Warsan Shire, Zadie Smith, Deepak Unnikrishnan, Phillis Wheatley
Zadie Smith
Zadie Smith
Brytyjska pisarka, urodzona w Londynie w 1975 roku, autorka opowiadań i powieści. Jej matka jest z pochodzenia Jamajką. Jako dziecko Smith uwielbiała tańczyć, a na studiach dorabiała jako śpiewaczka jazzowa. Marzyła, żeby zostać dziennikarką. Ukończyła King’s College w Cambridge, a swą pisarską karierę rozpoczęła jeszcze w czasie studiów. Jest członkinią The Royal Society of Literature. Jej debiutancka powieść Białe zęby zdobyła szereg znaczących nagród i została zaadaptowana na miniserial. Po sukcesie powieści Łowca autografów autorka wyjechała na stypendium do Stanów Zjednoczonych, do harvardzkiego Radcliffe Institute for Advanced Study. Wykładała na Uniwersytecie Columbia oraz na Uniwersytecie Nowojorskim. Jest autorką sześciu powieści oraz trzech zbiorów opowiadań i esejów. Powieść O pięknie była nominowana do Nagrody Bookera.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Z czego powstaje jabłko? Amos Oz
Z czego powstaje jabłko?
Amos Oz Szira Chadad
Z pewnością zapamiętam stwierdzenie pisarza, iż życie jest jak jazda samochodem z zasłoniętą przednią szybą i możliwością spoglądania tylko w lusterka wsteczne. Może jeszcze to, że kiedyś dni i noce by były dużo dłuższe... Wytłumaczenie, że Ziemia kręciła się wolniej, bo nie była otoczona satelitami już mniej mnie przekonuje. Ta książka to zapis rozmów z redaktorką ostatnich książek Amosa Oza. Ale już ze wstępu dowiadujemy się, że nie jest to klasyczny wywiad-rzeka. Rozmów było wiele a wszystkie potem zostały starannie zautoryzowane i uporządkowane tematycznie. Odebrało mi to nieco spodziewanych emocji. Obawy okazały się słuszne. Pisarz użył tej formy niby-rozmowy, by powiedzieć to, co chciał. Tyle. Najciekawsze wydały mi się rozdziały, w których opowiada, jak się ...pisze powieści, tworzy fabuły, bohaterów, jak się zaprzyjaźnia z własnymi utworami i jak się czasem nie lubi swoich książek. Natomiast mocno przynudza, kiedy opowiada o krytyce i krytykach, którzy nic nie rozumieją. A przecież powinni. Kluczy też w opowieściach o Izraelu i Palestynie, wzajemnych relacjach tych państw. Trochę z tych stron wyziera zniechęcenie, rozczarowanie dzisiejszym światem, który pędzi, nie czyta uważnie, nie rozmawia, nie wnika w to, co mówią artyści a nawet bliscy, z którymi wymieniamy coraz krótsze zdania. Jest też poczucie zawodu pisarza, autora ponad 30 książek, i uświadamiającego sobie, że ci, do których mówił - nie podążają już za nim.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na62 lata temu
Starszy brat Mahir Guven
Starszy brat
Mahir Guven
Debiutancka powieść Mahira Guvena, „Starszy brat”, to literacki portret współczesnej Francji, który nie bawi się w uprzejmości. Autor, syn uchodźców kurdyjsko-tureckich, kreśli historię dwóch braci mieszkających na przedmieściach Paryża, których ścieżki życiowe rozeszły się w najbardziej dramatyczny z możliwych sposobów. To książka surowa, pulsująca gniewem, a jednocześnie przesycona czarnym humorem i głęboką melancholią. Tytułowy „Starszy brat” to kierowca Ubera. Jego codzienność to walka o przetrwanie w świecie „ekonomii współdzielenia”, która w rzeczywistości jest nowoczesną formą wyzysku. Spędza godziny w korkach, znosząc humory pasażerów i marząc o świętym spokoju. Jego młodszy brat, Azad, wybrał inną drogę. Zniknął, by jako pielęgniarz dołączyć do dżihadystów w Syrii. Kiedy po latach milczenia Azad nagle puka do drzwi mieszkania, wybucha emocjonalna bomba, która zmusza bohatera do skonfrontowania się z lojalnością, winą i własną tożsamością. Największą siłą Guvena jest autentyczność języka. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a styl jest potoczny, gęsty od slangu i ulicznej energii. Autor nie próbuje upiększać rzeczywistości „banlieues”. Zamiast tego pokazuje systemową niesprawiedliwość, która pcha młodych ludzi w objęcia ekstremizmu nie tyle z pobudek religijnych, co z poczucia beznadziei i braku przynależności.„Starszy brat” to lektura znakomita, ale momentami nierówna. Plusy: Niesamowite tempo, świetne dialogi i bezlitosna diagnoza współczesnego kapitalizmu. Guven genialnie opisuje mikroagresje, z jakimi spotykają się imigranci w drugim pokoleniu. Minusy: Niektóre wątki polityczne wydają się nieco zbyt publicystyczne, a zakończenie, choć mocne, może pozostawiać pewien niedosyt u czytelników szukających bardziej domkniętej struktury. Powieść ta nie jest kolejnym moralitetem o terroryzmie. To raczej kameralny dramat rodzinny osadzony w świecie, który stracił kompas. Guven nie ocenia swoich bohaterów; pokazuje ich jako ofiary historii, przypadku i błędnych decyzji. To ważny głos w dyskusji o integracji, radykalizacji i tym, co to znaczy być „u siebie”. „Starszy brat” to książka, która zostaje w głowie długo po odłożeniu jej na półkę, drażniąc sumienie i zmuszając do refleksji nad tym, jak łatwo jest przeoczyć moment, w którym tracimy kontakt z najbliższymi. To mocny, bolesny i niezbędny debiut.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na76 dni temu
Frankenstein w Bagdadzie Ahmed Saadawi
Frankenstein w Bagdadzie
Ahmed Saadawi
„Frankenstein w Bagdadzie” Ahmeda Saadawiego to powieść, która w nieoczywisty sposób łączy realizm, grozę i groteskę, by opowiedzieć o świecie dotkniętym wojną. Już od początku widać, że książka nie chce być klasyczną historią z wyraźnym bohaterem i uporządkowaną fabułą. Saadawi wybiera formę poszarpaną, pełną dygresji i urwanych wątków, jakby chciał pokazać, że o pewnych doświadczeniach da się mówić tylko w takim właśnie, rozchwianym rytmie. I choć ta forma bywa trudna, to z czasem zaczęłam rozumieć, że jest ona częścią sensu tej opowieści. Najsilniejsze wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki autor przedstawia Bagdad. Miasto żyje tu jak osobny bohater: hałaśliwe, napięte, niespokojne. Czytając, czułam, że codzienność jego mieszkańców jest mieszanką przyzwyczajenia i stale obecnego strachu. Ludzie próbują prowadzić zwykłe życie, ale każdy ich gest odbywa się w cieniu możliwej tragedii. Paradoksalnie to nie tytułowy Frankenstein budzi tu największy strach, lecz zwyczajność, która została tak głęboko naruszona, że przestaje przypominać samą siebie. Sam Frankenstein stał się dla mnie niezwykle poruszającą metaforą. To stworzenie zrodzone z potrzeby zachowania godności ofiar, a mimo to coraz bardziej uwikłane w przemoc. Z początku wydaje się kimś, kto niesie sprawiedliwość, jednak szybko traci tę rolę. Wchłania w siebie kolejne elementy i narasta w nim chaos. Aż trudno określić, czym właściwie jest: wyrzutem sumienia, efektem desperacji, a może symbolem społeczeństwa rozbitego na części. Najbardziej przejmujące było to, że z czasem staje się równie zagubiony jak ludzie, których miał bronić. W tej książce uderzyła mnie także nieobecność klasycznego bohatera. Postacie pojawiają się i znikają, czasem na chwilę wracają, ale żadna nie rozwija się w sposób, do jakiego przywykłam. Nawet Mahmud (młody dziennikarz, który początkowo wygląda na kogoś istotnego)ostatecznie błąka się między własnymi pragnieniami a oczekiwaniami innych. W pierwszej chwili brakowało mi postaci, z którą mogłabym się związać, ale im dłużej czytałam, tym bardziej rozumiałam, że to wybór przemyślany. W świecie, który nie daje ludziom przestrzeni na przemianę, trudno oczekiwać, że bohaterowie będą się zmieniali. Nie ukrywam, że w drugiej połowie powieści czułam narastające zmęczenie. Wątki zaczynały wymykać się spod kontroli, pojawiały się kolejne osoby i kolejne motywy, które czasem urywały się zbyt szybko. Miałam momenty, kiedy trudno było mi utrzymać koncentrację i kiedy myślałam, że książka mogłaby być bardziej zwartej formy. Ale kiedy spojrzałam na to z dystansu, zrozumiałam, że ten bałagan jest odzwierciedleniem miasta. Bagdad nie pozwala na logiczny porządek. Wojna zjada strukturę. Autor nie tyle gubi fabułę, co pokazuje, że w takim miejscu fabuła po prostu nie może być równa i przewidywalna. Mimo tych trudności książka zostawiła mnie z silnym poczuciem, że dotknęłam czegoś prawdziwego. Nie w sensie dokumentalnym, ale emocjonalnym. Saadawi pokazuje ludzi uwikłanych w przemoc, która nie znika wraz z końcem konfliktu. A to wszystko bez patosu, czasem z ironią, czasem z czułością, ale zawsze z wyraźnym zrozumieniem dla ludzkiej słabości. „Frankenstein w Bagdadzie” nie jest powieścią, która wzbudza zachwyt. Nie jest łatwa, nie jest gładka i nie dba o komfort czytelnika. Ale porusza. I zostaje w pamięci właśnie dlatego, że opowiada o świecie, którego nie da się ułożyć w spójną opowieść. O świecie, w którym ludzie próbują żyć mimo tego, że wszystko wokół jest zszyte z niepasujących do siebie kawałków
obszyte_slowami - awatar obszyte_slowami
ocenił na84 miesiące temu
Opowiadania wszystkie Clarice Lispector
Opowiadania wszystkie
Clarice Lispector
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Clarice Lispector to obecnie zdecydowanie najgorętsze nazwisko literatury brazylijskiej – w ciągu ostatniego roku wydano u nas dwie jej najważniejsze powieści („Pasja według G.H.” i debiutanckie „W pobliżu dzikiego serca”, a w ostatniej dekadzie jej opowiadania pojawiały się w bardzo licznych zbiorach (w tym w 3 tomach serii „Mistrzowie opowieści”),ukoronowaniem tego wszystkiego zaś była ta publikacja – zbierająca wszystkie 85 napisanych na przestrzeni 40 (!) lat opowiadań. Tymczasem jeszcze w 2015 roku polski czytelnik miał dostęp do co najwyżej kilku rozrzuconych w różnych antologiach opowiadań i jednej minipowieści („Godzina gwiazdy” - ale dostać ją to nie lada wyzwanie...). Zdumiewa to tym bardziej, że właściwie od swojego debiutu w 1943 z miejsca stała się czołową brazylijską pisarką, a po śmierci zyskała status wręcz kultowej autorki, której sława do dziś tylko rośnie. Tym bardziej zatem cieszy, że tyle jej ostatnio wszędzie. Ogromną siłą „Opowiadań wszystkich” - dzieła wydanego z rozmachem (duży format, gruba okładka, przedmowa, aneks, nota bibliograficzna – wszystko to cieszy wymagającego czytelnika!) - jest wysoki i równy poziom zebranych opowiadań (właściwie nie ma tu słabszych tekstów!),w dodatku nie ma się wrażenia, że powstały tak dawno temu, jakby w ogóle się nie zestarzały!Moim ulubionym opowiadaniem jest znane już z wspominanych w projekcie „Opowiadań brazylijskich” tyleż zabawne co cyniczne „Wszystkiego najlepszego”, świetna jest też „Najmniejsza kobieta świata”, na kapitalnym pomyśle narracyjnym opiera się „Piąta historia”, a absurdalnym konceptem zachwyca „Kura” ('drobiowe' motywy pojawiają się zresztą w kilku innych tekstach). Najciekawsza jest jednak dla mnie „Brasilia”, która z kolei co ciekawe była wymieniana w kilku recenzjach jako tekst podobający się najmniej. Może dlatego, że nie jest to klasyczne opowiadanie, tylko brawurowy esej o stolicy kraju, ale napisany w sposób absolutnie bezczelny i nieprzewidywalny, a przy tym fantastycznie oddający fenomen tego miasta (a tego brakowało mi w całej literaturze brazylijskiej i o Brazylii).
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na811 miesięcy temu
Bogowie pokazują klaty Bill Gaston
Bogowie pokazują klaty
Bill Gaston
Dzięki Melancholii Codzienności, dzięki jego wytrwałemu propagowaniu opowiadania jako zbyt mało zauważanego gatunku literackiego, zrobiłem opowiadaniom honorowe miejsce na swoich półkach i przyznaję Melancholii rację - to zupełnie inne obcowanie z literaturą niż w przypadku powieści, wymagające innego skupienia, inaczej oddziałujące na czytelnika i przynoszące inne dary, może nawet bogatsze, bo jest ich wiele w każdym zbiorze, co najmniej tyle, ile opowiadań. Autor kanadyjski, a co my wiemy o pisaniu w Kanadzie? Atwood, Munro, może jeszcze Crummey, kojarzony właściwie tylko z Nową Funlandią, nie całą Kanadą, i tyle. Po przeczytaniu kilku pierwszych tekstów chciało mi się orzec, że rzecz dzieje się Kanadzie, czyli nigdzie, tak uniwersalna była rzeczywistość w niej przedstawiona, taka nijaka, jeśli idzie o mentalność, kosmopolityczna - bohaterowie mogliby równie dobrze być z Estonii czy innej Portugalii. Dopiero powolne zagłębianie się w Gastonowe pisanie pokazało, że to nie jest wada, bo nie o to chodzi. O co chodzi, możemy przeczytać w świetnym posłowiu Krzysztofa Majera, jednego z tłumaczy. Groteska, tak - osoby dramatu stawiane są w sytuacjach groteskowych, ale w najmniejszym stopniu nie śmiesznych, w sytuacjach, w których udawanie nie działa, nie pomoże, nie rozwiąże węzła zawiązanego przez autora, konieczne jest obnażenie tego, co w nich prawdziwe, nawet jeśli okropne, głupie, wredne, groteskowe właśnie. Ogromne wrażenie zrobił na mnie tekst "Ta niedziela...", z pozoru zabawny, może nawet prześmiewczy, a ile zawierający w swej głębi, ile o dziecięcej wrażliwości i przenikliwości, której tak często brakuje dorosłym. Gaston nie jest poetą. Jego teksty nie mają w sobie nic z liryki, zwiewności czy nastroju. To twarda proza, rewelacyjnie skonstruowana, precyzyjna, nie szafująca słowami ani obrazami, wykorzystująca tylko te niezbędne, proza do przemyśleń i do przeżywania, ale nie do uniesień, jak np. u Hrabala czy nawet Iwaszkiewicza. Na szczęście nie ma w niej też tej zimnej chirurgii znanej z książek Joyce Carol Oates. Jest osobna, ta proza, a jednocześnie bardzo uniwersalna, ma ważny przekaz dla każdego czytelnika. To jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w życiu, a przeczytałem wiele świetnych i ważnych. Czekam na więcej Gastona.
Mario - awatar Mario
ocenił na103 lata temu
Ciemność i partnerzy Sigitas Parulskis
Ciemność i partnerzy
Sigitas Parulskis
Mówiono mi polecając tę książkę, że to mocna rzecz. Dosadna i brutalna, czyta się naprawdę ciężko. Przyznać muszę, że były to słowa na wyrost. A w każdym razie jeśli o mnie chodzi. Czytałem bowiem dużo straszniejsze rzeczy jeśli chodzi o II wojnę światową i pogromy ludności żydowskiej. Owszem, te opisane w „Ciemności i partnerach” robią wrażenie ale już tak nie wstrząsają i nie szokują. To dość dziwna pozycja. Tu okrucieństwo wojny miesza się ze swego rodzaju pięknem, ułudą, wyidealizowanym światem jaki roi się w głowie głównego bohatera. Światem jaki pamięta sprzed wojny, jaki chciałby żeby wrócił, światem wypełnionym fotografiami, kochanką Judytą, spokojną prozą i monotonią życia, które zniszczyła wojna. A jednocześnie bohater daje się wplątać w makabryczny układ, w uczestnictwo w odzierającym z godności i człowieczeństwa procederze, który to ma za zadanie dokumentować na zdjęciach. I z jednej strony współczujemy bohaterowi – robi to żeby przetrwać, kurczowo trzyma się tego życia jakie by ono nie było, chce żyć, jak się okazuje desperacko i za wszelką cenę. A z drugiej strony denerwuje jego bierność, służalczość, dziwna apatia i niemoc z jaką bez sprzeciwu wykonuje haniebne polecenia. Muszę przyznać, że to wielki talent autora by stworzyć tak sprzeczną postać. Bez grama fałszu czy przerysowania. Do tego wspaniały styl i język. Sagitas Parulskis potrafi w bardzo oszczędny, stonowany sposób oddać wielkie emocje nie ocierając się ani o kicz ani o melodramatyzm, co w tym przypadku nie byłoby takie dziwne biorąc pod uwagę tematykę powieści. To pełna niuansów proza, jednocześnie delikatna i mroczna, chwilami uwodzi czytelnika by następnie go zgorszyć lub zszokować. To chyba pierwsza powieść z wydawnictwa Czarne jaką przeczytałem. Dotąd czytałem jedynie non-fiction z ich stajni. Jeśli więc beletrystyka Czarnego jest równie ciekawa jak „Ciemność i partnerzy” to chętnie sięgnę po inne tytuły.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na72 lata temu
Chłopiec pochłania wszechświat Trent Dalton
Chłopiec pochłania wszechświat
Trent Dalton
Książka „Chłopiec pochłania wszechświat” wzbudza skrajne emocje, z którymi czytelnik musi się skonfrontować. Dwunastoletni chłopiec opowiada o swoim dorastaniu i dojrzewaniu wśród polskich i wietnamskich emigrantów i uchodźców wojennych" pozostawionych samym sobie rozbitków, tworzących australijską biedotę”. Narkotyki, wódka, przemoc towarzyszą wszystkim dorosłym wokół Eliego i Augusta od ich najmłodszych lat. Najbliższym przyjacielem jest wielokrotny uciekinier z więzienia, który jest też niezwykłym gawędziarzem i dyskretnym wychowawcą. Chłopcy żyją między marzeniami i strachem, niewyjaśnionymi tajemnicami przeszłości i piętrzącymi się kłopotami, spowodowanymi handlem heroiną przez matkę i jej partnera. Jednocześnie obydwaj są kochani i mają szczęście do mądrych rozmów z opiekunami, mają też coraz wyraźniejsze poczucie dobra i zła. Powieść jest tak realistyczna, że chciałoby się skonfrontować wygląd dłoni narratora i autora. Logiczna jest także kompozycja historii Eliego. Wszyscy bohaterowie są tu potrzebni, odegrają swoją rolę we właściwym czasie. Elie stawia pytania o przyczyny zła i powoli znajduje odpowiedzi. Chce pisać do prasy artykuły o ludziach, którzy w pewnym momencie wybrali zło zamiast dobra. Dlaczego? Nie ma tu zawiłych metafor czy nudnego dydaktyzmu, ale zaskakująca akcja czyni książkę nieodkładalną, wrażliwość chłopca przykuwa uwagę, a słowa chłopca, że wszystko będzie dobrze, wzruszają. Są złe i dobre strony życia, pisze Elie: "Zła strona to ta, że życie jest krótkie i musi się skończyć. Dobra jest taka, że są w nim chleb, wino i książki".
Anna - awatar Anna
oceniła na81 rok temu
Song nauczycielki Vigdis Hjorth
Song nauczycielki
Vigdis Hjorth
„Czy Erich Fromm wiedział jak żyć?” [1] „Song nauczycielki”. Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z tym tytułem, wydał mi się trochę pretensjonalny, ale złożyłam to na karb tłumaczenia i nawet wtedy, kiedy spoglądałam już na okładkę zakupionej książki, na której, oprócz rysunku stosu rozrzuconych butów, można dopatrzyć się maleńkiej sylwetki ciągnącej wózek, nie skojarzyłam jeszcze „songu” ani z „Księżycem z Alabamy”, ani z Mackiem Messerem (Mackiem Majchrem),ani tym bardziej z Anną Fierling, chociaż dzisiaj trudno mi to zrozumieć. - „A rekiny w oceanie, mają zębów pełen pysk, Mackie ma w kieszeni majcher, lecz kto widział jego błysk...”[2] - nucę sobie teraz cichutko, żeby nikt nie słyszał, bo jednak Ella Fitzgerald, Louis Armstrong, czy chociażby Janusz Radek dali interpretacje doskonałe, które wprawiają potencjalnych naśladowców w deprymujący stan nieśmiałości wykonawczej. Oczywiście, śpiewam nie z powodu jakiegoś specjalnego sentymentu do dość odrażającej postaci Mackiego Majchra, a raczej dlatego, że to jeden z tych utworów, których melodia wspomniana lub usłyszana przypadkiem na przykład o poranku nie opuszcza już słuchacza do wieczora. Mój mózg działa w takich sytuacjach jak rzep. Odbiegłam już trochę od tematu, więc tylko dodam jeszcze, że dopiero niedawno odkryłam, kto dokonał tłumaczenia tego songu z kanonu piosenki aktorskiej: był to Władysław Broniewski. A wracając do utworu, nie bez powodu część krytyków uznała, że to właśnie muzyka Kurta Weilla sprawiła, iż „Opera za trzy grosze”, bo to z niej song pochodzi, zdobyła taką popularność. Teraz skojarzenie wydaje mi się oczywiste i czytelnikowi tego tekstu z pewnością również. Tytułowy „song” jest nawiązaniem do Bertolda Brechta i jego twórczości, a symboliczna postać ciągnąca wózek, to oczywiście Matka Courage. Książka, która ukazała się w Norwegii w 2018 r., przeczytana przeze mnie w ubiegłym tygodniu, w zaskakujący sposób wpisuje się swoją wymową w czas teraźniejszy, a nawet w porę roku. Autorka nie mogła przewidzieć, jak będzie wyglądał świat za lat kilka. Z pewnością nie spodziewała się też, że wojna, o której w treści książki wspomina, i nawet trochę wypomina Norwegom, iż nie zdają sobie sprawy z udziału ich kraju w różnych wojnach, bo te odbywają się daleko od ich spokojnego, dostatniego życia, zajrzy nam wszystkim Europejczykom w okna. Bohaterkę poznajemy w piękny wiosenny poranek, kiedy zadowolona, ubrana swobodnie i prosto, z lekką nonszalancją cechującą pewne swojej wartości kobiety po pięćdziesiątce, zdąża do pracy na uczelni – to Wyższa Szkoła Sztuk w Oslo. Prowadzi tam cykl wykładów o twórczości Brechta. Jest w tym dobra i pasjonuje ją zarówno Brecht, jak ta praca. Jej słuchaczami są studenci pierwszego roku Wydziału Aktorskiego. Tego dnia jest w naprawdę dobrym nastroju, wypiła już swoją poranną kawę z mlekiem sojowym, a pozostałe po zakupie drobne podarowała, tak jak zazwyczaj, rumuńskiej żebraczce, spotykanej często w drodze do pracy. Dzień Lotte Bøk (bo tak nazywa się bohaterka) zapowiada się wspaniale i zupełnie się nie spodziewamy - ani my, czytelnicy, ani ona sama - że z pozoru drobna, altruistyczna, jak mogłoby się wydawać, decyzja radykalnie zmieni jej losy. Cóż, można powiedzieć, że właściwie całe nasze życie składa się z takich drobnych decyzji i postanowień, niekiedy brzemiennych w skutkach. Jednak w tym wypadku to nie los tak sprawił, to sama Lotte i jej gotowość do podjęcia pewnego wyzwania spowodowały, że wszystko w jej życiu się zmieniło. Przed wejściem do sali wykładowej bohaterka spotyka studenta ostatniego roku Akademii Sztuk Pięknych (to część Wyższej Szkoły Sztuk),który chce zrealizować projekt dyplomowy – film o wykładowcach i ewentualnych związkach ich pracy z życiem prywatnym. Autor filmu chce w nim pokazać, że obie dziedziny - praca, polegająca na nauczaniu i życie prywatne - wpływają na siebie wzajemnie. Proponuje udział w filmie i zaznacza, że oprócz jej wykładów będzie chciał nakręcić również sceny z życia prywatnego. To właśnie film, który powstanie, i proces jego tworzenia dokonają takiej rewolucji w ustabilizowanym, spokojnym, dostatnim (bo pamiętajmy, że akcja toczy się we współczesnej Norwegii) życiu bohaterki. „Myslovitz” - kiedyś jeden z moich ulubionych polskich zespołów - śpiewał: „Kolejna strona »Mieć czy być«, Czy Erich Fromm wiedział jak żyć, W rzeczywistości ciągłej sprzedaży, Gdzie »być« przestaje cokolwiek znaczyć”[3] itd. Pytanie postawione w latach 70. przez Ericha Fromma, "Mieć czy być?" właściwie, jak mogłoby się wydawać, nie dotyczy takiej osoby jak Lotte. Ona MA - jest zamożną Norweżką, żyjącą w kraju o takim stopniu dobrobytu i bezpieczeństwa socjalnego, które gwarantują jej byt i zasoby, o jakich inni „lokatorzy” naszej planety mogą tylko pomarzyć. Stara się więc BYĆ - jest osobą wykształconą i bardzo świadomą: dba o środowisko, wpłaca pieniądze na organizacje pomocowe, uczy studentów, jak interpretować antywojenne przesłanie brechtowskiej „Matki Courage” czy wskazówki moralne, przekazywane przez Brechta w „Dobrym człowieku z Seczuanu” albo „Kaukaskim kole kredowym”. Zazwyczaj spotyka się z pozytywnym odbiorem swoich metod nauczania i sama też wydaje się być z siebie zadowolona, do momentu, kiedy dostrzega, że to, jak odbiera swoją osobę, może być do pewnego stopnia autokreacją i że może być postrzegana przez innych w zupełnie odmienny sposób. Podczas kręcenia filmu zaczyna też zdawać sobie sprawę z rozdźwięku pomiędzy teorią, której naucza, a prawdziwym życiem. Mimo wszystko jest gotowa zmierzyć się ze swoim filmowym wizerunkiem i przyjąć ewentualną krytykę. Nie spodziewa się jednak, jak zostanie przedstawiona przez młodego filmowca i odebrana przez widzów podczas projekcji zaledwie kilkunastominutowego filmu. Ta książka dowodzi, poza umiejętnościami literackimi, dużej inteligencji i erudycji jej autorki, a czytelników zostawia sam na sam z wielkim znakiem zapytania. Bo jeśli tylko należą do tzw. świata kultury zachodniej, to pytanie jest bezpośrednio do nich. Nie można też uniknąć konfrontacji z próbą postawienia się na miejscu Lotte – to coś więcej niż niemiłe wrażenie podczas oglądania niektórych fotografii: "- Nie, to niemożliwe! Tak wyglądam?" Bo zazwyczaj, oczyma wyobraźni, widzimy siebie jako troszkę ładniejszych i zgrabniejszych, niż serwuje nam to fotograf, lub w niektórych przypadkach pisarz. Swój wizerunek kreować można zresztą w różny sposób – ot, choćby tutaj - w książkowym serwisie społecznościowym - gdzie poruszanie pewnych tematów, lub przeciwnie, przemilczanie niewygodnych kwestii, sprawia, że być może staramy się pokazać innym w korzystniejszym świetle, dbając o swoją „wyimaginowaną” reputację. A i tak zapewne nie dowiemy się nigdy, co inni sądzą o nas naprawdę, a wszystko to może być tylko próbą dokarmienia swojego „głodnego” ego, do czego tak trudno się przecież przed sobą i innymi przyznać. To świetna książka, bardzo stymulująca do myślenia na temat poruszonych w niej problemów. Może stanowić wstęp do ciekawej dyskusji, bo spotkałam się już z opinią, że to problemy trochę wydumane, a podejście do tematu przeintelektualizowane. Ja tak nie uważam. Zachęcam do lektury, a może nawet rozmowy na temat tej powieści. Recenzja ukazała się wcześniej na innym portalu czytelniczym. [1] Z piosenki zespołu „Myslovitz” pod tytułem „Mieć czy być”, autorzy tekstu i melodii: J. Kuderski, W. Kuderski, P. Myszor, W. Powaga, A. Rojek, z pamięci. [2] Bertolt Brecht, tłum. Władysław Broniewski, kompozytor Kurt Weill, cytat z polskiej wersji piosenki „Die Moritat von Mackie Messer” z „Opery za trzy grosze”, z pamięci. [3] Z tekstu piosenki zespołu „Myslovitz”, op. cit., z pamięci.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na89 dni temu

Cytaty z książki Grand Union. Opowieści

Więcej
Zadie Smith Grand Union. Opowieści Zobacz więcej
Zadie Smith Grand Union. Opowieści Zobacz więcej
Zadie Smith Grand Union. Opowieści Zobacz więcej
Więcej