rozwińzwiń

I sypnęła łaciną

Okładka książki I sypnęła łaciną autorstwa Agata Kelso
Okładka książki I sypnęła łaciną autorstwa Agata Kelso
Agata Kelso Wydawnictwo: Novae Res biografia, autobiografia, pamiętnik
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2019-07-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-07-24
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381475471
Nie zna życia ten, kto nie zna łaciny.

Myślicie, że łacina to język martwy, który nikomu nie jest już dziś potrzebny, a jego znajomości nie warto nawet wpisywać do CV? Jesteście w błędzie! Wiele powiedzeń znanych nam w języku polskim ma swoje źródło w sentencjach łacińskich. Agata Kelso udowadnia, że mnóstwo z nich zupełnie nie straciło na aktualności, a mądrości głoszone przez Horacego czy Sokratesa wciąż mogą inspirować i zadziwiać uniwersalnym przesłaniem. W książce „I sypnęła łaciną” znajdziecie teksty, które w błyskotliwy, zabawny i przystępny sposób dyskutują z odwiecznymi tematami takimi jak polityka, religia, feminizm czy... zamiłowanie do wysokoprocentowych trunków. Autorka wskazuje jednocześnie, że natura ludzka (nie zawsze doskonała) pozostaje taka sama od tysiącleci. Warto zatem czerpać z doświadczeń starych myślicieli i filozofów, by ją udoskonalić!
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup I sypnęła łaciną w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

I sypnęła łaciną



2125 991

Oceny książki I sypnęła łaciną

Średnia ocen
7,0 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce I sypnęła łaciną

avatar
61
43

Na półkach: ,

Nie mogę rozgryźć, dla kogo został napisany ten bardziej esej niż pamiętnik. Samo zaklasyfikowanie jest problematyczne, bo forma wygląda na esej, ale autorka jedynie przedstawia nam swoje poglądy, nie próbując specjalnie ich poprzeć. Może nie robi na mnie wrażenia kolejna historia życia osoby w wieku moich rodziców. Nie było szynki, ktoś czym prędzej wyjeżdża z kraju, a na koniec podsumowuje technologię słowami „kiedyś tego nie byli”. Zieeew.

Łacina na plus, wielu sentencji nie znałem i tylko dlatego 4.

Nie mogę rozgryźć, dla kogo został napisany ten bardziej esej niż pamiętnik. Samo zaklasyfikowanie jest problematyczne, bo forma wygląda na esej, ale autorka jedynie przedstawia nam swoje poglądy, nie próbując specjalnie ich poprzeć. Może nie robi na mnie wrażenia kolejna historia życia osoby w wieku moich rodziców. Nie było szynki, ktoś czym prędzej wyjeżdża z kraju, a na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
223
191

Na półkach:

"I sypnęła łaciną" Agaty Kelso to nie jest zwykła powieść, to raczej opowieść, miejscami esej czy mówiąc precyzyjnie: kobiety portret własny, jej współczesne zwierciadło. Pewnym pretekstem do jego wykonana i odsłony są łacińskie powiedzonka i sentencje, ale książka nie jest o nich, jest o niej, o Agacie, o wspomnieniach, emocjach, poglądach, z którymi można się zgadzać lub nie, ale one są w gruncie rzeczy po prostu tylko częścią jej wizerunku, a nie materiałem do dyskusji. Być może każdy człowiek powinien mieć taką możliwość, żeby światu o sobie w taki właśnie sposób opowiedzieć? Byłoby to na pewno interesujące poznawczo. Agacie Kelso można zatem zazdrościć, że udało jej się taki swój literacki portrecik stworzyć i że wyłania się z niego osoba szczęśliwa, pogodna, z poczuciem humoru, tolerancyjna i bardzo proludzka. Spojrzała na mnie z tej książki dziewczyna, z którą przybywało mi się przyjemnie i pomyślałam, że tej kobiecie też musi być w życiu naprawdę fajnie. Czy czasami się zacietrzewia? Jasne. Czy marudzi i generalizuje? Bywa. Czy jest niepoprawnie subiektywna? Jak każdy. A mimo wszystko przecież uśmiechałam się czytając, nawet jeśli czasami myślałam inaczej niż ona. Kilka sentencji z łaciny sobie przypomniałam, kilka poznałam, kilka zupełnie inaczej interpretuję, ale bardziej interesowały mnie spojrzenia autorki na świat, to co jej się przydarzyło i jaki to miało na nią wpływ, czym te przeżycia była dla niej, rozczulały mnie jej emocje, dziwiły naiwności czy nawet powoływanie się na Wikipedię, którą uważam za mocno wątpliwe źródło wiedzy..., ale czytanie "I sypnęła łaciną" było dla mnie przede wszystkim spotkaniem z kimś miłym. Bo także o tym jest ta książka... o spotkaniu z pewną kobietą i ze skrawkami jej życia, z serią jej spojrzeń na świat. I to spotkanie oraz to, jak na nie Ty, odbiorco reagujesz, jak umiesz unieść podobieństwa i różnice między Tobą a tą kobietą, która maluje dla ciebie swój portret, właśnie to literackie spotkanie nie mówi aż tak znowu wiele o Agacie, ale mówi sporo o Tobie, o Twojej zdolności do tolerancji, Twojej życzliwości wobec człowieka, który do ciebie w tej książce przyszedł.
Fajnie było poznać Agatę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce Agacie Kelso oraz organizatorce book tour Zaczytanej Ewelce.

"I sypnęła łaciną" Agaty Kelso to nie jest zwykła powieść, to raczej opowieść, miejscami esej czy mówiąc precyzyjnie: kobiety portret własny, jej współczesne zwierciadło. Pewnym pretekstem do jego wykonana i odsłony są łacińskie powiedzonka i sentencje, ale książka nie jest o nich, jest o niej, o Agacie, o wspomnieniach, emocjach, poglądach, z którymi można się zgadzać lub...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
197
10

Na półkach: ,

Świetnie napisany zbiór felietonów na odwieczne tematy. Autorka szczerze przelewa na papier swoje poglądy natchnione łacińskimi mądrościami. Opisuje miejsca i sytuacje dobrze znane mi z życia. Pamiętam czasy kiedy na półkach sklepowych był tylko ocet. Dziś niby wiele się zmieniło, ale czy aby na pewno? Propaganda, manipulacja, zamiatanie pod dywan, wpajanie schematów odbywa się prawie w każdej dziecinie życia. Książeczka zdecydowanie za krótka. Czekam z niecierpliwością na kolejne!
Dziękuję Ewelince Żaczytana Ewelka i samej pisarce Agacie Kelso za możliwość wzięcia udziału w niesamowitej przygodzie jakim jest Book Tour.

Świetnie napisany zbiór felietonów na odwieczne tematy. Autorka szczerze przelewa na papier swoje poglądy natchnione łacińskimi mądrościami. Opisuje miejsca i sytuacje dobrze znane mi z życia. Pamiętam czasy kiedy na półkach sklepowych był tylko ocet. Dziś niby wiele się zmieniło, ale czy aby na pewno? Propaganda, manipulacja, zamiatanie pod dywan, wpajanie schematów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł I sypnęła łaciną na półkach głównych
  • 26
  • 8
12 użytkowników ma tytuł I sypnęła łaciną na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere Fiona Carnarvon
Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere
Fiona Carnarvon
Z jednej strony - jeśli ktoś oglądał serial, to rozpozna wątki, które się do filmu i serialu przedostały. Ale i bez tego można tę książkę z ciekawością przeczytać. Bohaterka żyła naprawdę w niesamowitych czasach ogromnych przemian historycznych i kulturalnych i jako osoba z kręgu arystokratycznego w Wielkiej Brytanii jej rodzina była blisko wielu kluczowych wydarzeń i wielu postaci mających wpływ na naszą obecną historię geopolityczną. Autorka będąc członkinią tej rodziny posiadała na pewno bezpośredni dostęp do materiałów źródłowych i tu widać tę pracę. Zabrakło mi trochę samej postaci - jako kobiety, jako charakteru. Dobrze, że stała się wątkiem głównym książki, a nie kolejny mężczyzna z wpływami, ale trochę za mało tej kobiety tu widać i czuć. Może dlatego, że prawie jedna trzecia książki to opowieść o Wielkiej Wojnie, która dla Imperium Brytyjskiego była znaczącym wydarzeniem i zmieniła wiele w ich historii, tak zresztą jak w naszej. A może po prostu dlatego, że Autorka starała się bardziej biograficznie niż fabularnie podejść do tematu, co jej się udało. Oprócz głównych bohaterów, czyli hrabiny i hrabiego widać też wiele osób z ich życia, włącznie ze służbą, pokazanych tu z wielkim szacunkiem dla ich pracy i ich jako osób. Nie było to takie oczywiste w tamtych czasach - i nawet teraz nie bywa, tylko przeniosło się obecnie na grunt wielkich korporacji.
Goldie - awatar Goldie
ocenił na71 miesiąc temu
Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga Robert Tuttle Morris
Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga
Robert Tuttle Morris
Medycyna na przełomie wieków okiem chirurga. Jestem Robert Tuttle Morris, a lekarzem zostałem przez przypadek! Ot, tak wyszło. Od zawsze byłem ciekaw świata, chętnie niosłem pomoc innym i jako młodzieniec nie mający na siebie pomysłu, niespodziewanie trafiłem pod skrzydła dwóch wspaniałych medyków. Ucząc się od nich i fascynując tym, co potrafią postanowiłem iść ich śladem. Tak oto zostałem chirurgiem. Były to jednak czasy, kiedy medycyna była niekiedy bardzo brutalna. Nikt nie dbał o czystą salę operacyjną ani o sterylność narzędzi. Lekarze operowali najczęściej w domach pacjentów, a żaden z nich nawet nie zamierzał przed przystąpieniem do zabiegu przebrać się w fartuch, ubrać rękawice i maseczkę, ani stosować innych środków mających na celu ochronę pacjentów oraz samego siebie. Tak, lekarze wtedy nie dbali też o swoje bezpieczeństwo! Dodatkowo, nie było też środków znieczulających! I przez to śmiertelność była zastraszająco wysoka! Nikt też nie zawracał sobie głowy czymś takim jak prowadzenie historii przebytych przez pacjentów chorób... najczęściej nie było na to czasu albo po prostu się nie wpadło na to, że może to mieć sens i być ważne. Takie były ówczesne realia, a mi przyszło w takich warunkach rozpoczynać pracę w zawodzie. Byłem nastawiony na eksperymentowanie i otwarty na rzeczy, których inni się bali lub nie akceptowali. Niestety, wielu moich kolegów po fachu nie chciało słuchać o podsuwanych im propozycjach używania lepszych, sprawdzonych przeze mnie narzędzi; o tym że operacje powinny być krótkie i precyzyjne; że cięcia chirurgiczne powinny być jak najmniejsze; że trzeba dążyć do przeprowadzania bezbolesnych operacji. Nie udało mi się przemówić im do rozsądku nawet kiedy przedstawiałem wyniki swoich badań/doświadczeń bo nie da się przekonać ludzi zamkniętych na innowacje i niechętnych do eksperymentowania oraz kurczowo trzymających się starych zasad. Na szczęście nie wszyscy tacy byli! Wielu lekarzy dało się namówić, by sprawdzili na swoich pacjentach moje metody i przekonali się na własne oczy, że to działa i że nie szkodzi pacjentom, a nawet, że jest lepsze niż używane do tej pory przestarzałe techniki. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Na szczęście w obecnych czasach medycyna wygląda zupełnie inaczej... i dzięki temu jednemu czynnikiem mogę śmiało powiedzieć, iż cieszę się, że żyję w tych czasach! Uff! 😎😍💚💜 Nie powiem, że można się z tej książki dowiedzieć wielu nowych rzeczy... no, chyba, że czyta się ją jako jedną z pierwszych. Jednak na wielki plus zasługuje tutaj to, że niniejsza lektura jest autobiografią. I dzięki temu można spojrzeć na medycynę przełomu XIX i XX wieku okiem pracującego w tamtych czasach chirurga! Śmiało polecam każdemu miłośnikowi książek o tematyce medycznej ;)
z_ksiazka_po_szynach - awatar z_ksiazka_po_szynach
ocenił na75 lat temu
Kwaśne pomarańcze Oskar Eden
Kwaśne pomarańcze
Oskar Eden
Rzadko sięgam po zbiory krótkich form literackich. Opowiadania nie są moim ulubionym gatunkiem literackim, aczkolwiek jestem w stanie docenić ich fabułę, klimat czy też przekaz. Kwaśne pomarańcze nie są jednak zwykłym zbiorem opowiadań. Przez całą książkę miałam wrażenie, że książce jako całości przyświeca pewna koncepcja. Jakby podmiot w każdym z opowiadań mógł być dokładnie tą samą osobą, a poszczególne historie urywkami jego życia. Przez to książkę czyta się jak powieść składającą się z urywków życia głównego bohatera na przestrzeni jego życia. Gdybym miała komuś opisać, o czym jest ta książka, stwierdziłabym, że o smutkach męskiego istnienia. I choć nie dla każdego może brzmieć to zachęcająco, to z pewnością niejeden znajdzie w Kwaśnych pomarańczach coś dla siebie. Dużo w tej książce bezradności, nieporadności, niezdecydowania, wewnętrznego smutku i samotności. Perspektywa autora jest w tej książce bardzo osobista. Autor mieszka w pobliżu Wrocławia i bardzo często wspomina to miasto w opowiadaniach. Lektura Kwaśnych pomarańczy była przygnębiająca. Książka ta jest chyba debiutem autora, a w każdym razie nie znalazłam informacji o innych jego książkach. I jak na debiut (ale też w świetle innych doświadczonych pisarzy) książka ta udała się znakomicie. Zdziwiłam się, że Oskar Eden nie jest starym literackim wyjadaczem. Życzę autorowi dużo inspiracji literackich, także takich, które przygnębią czytelnika trochę mniej. --- Książkę przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl
ZielonaMałpa - awatar ZielonaMałpa
oceniła na76 lat temu
Moja żona tramwajarka. Opowieść o Henryce Krzywonos-Strycharskiej Krzysztof Strycharski
Moja żona tramwajarka. Opowieść o Henryce Krzywonos-Strycharskiej
Krzysztof Strycharski
Krzysztof Strycharski niniejszą książkę pisał przez dwa lata. Domyślam się, że tylu doświadczeń, przygód, życiowego galimatiasu, tego dobrego, jak i tego, który zakłócał pozytywną energię, nie sposób spisać pośpiesznie. Już czytając wstęp przypuszczałam, że czas z nią spędzony nie będzie stracony. Lekko napisana, słowa wręcz płyną, a wzrok podąża za tym łagodnym potokiem. Trzeba nadmienić, że książka jest nie tylko o żonie Krzysztofa, Henryce Krzywonos - znanej tramwajarce jak sugeruje tytuł, ale bardzo dużo jest o nim samym. Strycharskiego poznajemy od momentu narodzin. Opowiada on też o pracy w ówczesnej milicji, która miała późniejsze konsekwencje, o życiu rodzinnym, jak i towarzyskim, o początkach pierwszego, własnego biznesu czyli prowadzeniu warzywniaka, dzięki któremu poznał swoją przyszłą żonę, jak i o wielu innych epizodach, którymi zechciał podzielić się z czytelnikiem. Kolejne karty przedstawiają już postać Henryki, najpierw przy pierwszym mężu, potem gdy musiała radzić sobie sama, aż docieramy do wspomnianego sklepu warzywnego, przed którym poznaje tego, z którym będzie już całe życie. I któżby pomyślał...chciała tylko pożyczyć Żuka, a tu i Żuk i przyszły mąż w gratisie ;-))) On bogaty, ona nie mająca praktycznie nic, on młodszy o dwanaście lat, ona schorowana, a jednak od początku mieli się ku sobie. Wychowywana w patologicznej rodzinie, zahartowana przez życie, imponowała swoją siłą i asertywnością. To dzięki jej uporowi i awanturze, którą wywołała, Lech Wałęsa dostał klucze do większego mieszkania. Co mnie wcale nie dziwi sporo informacji jest o ich dzieciach, które przysposobili, a była ich niemała gromadka bo aż...dwanaścioro. Na dodatek dzieci te były trudne, a raczej...niedostosowane do życia i mocno emocjonalnie zaniedbane. Ileż pracy, miłości, ciepła i cierpliwości musieli z siebie wydobyć Henryka i Krzysztof, by dzieciaki powychodziły z traum i nabrały poczucia wartości, można się tylko domyślać. Naprawdę godne podziwu wielkie serca... Oczywiście sporo też jest politycznych kwestii, jak chociażby strajk okupacyjny w Stoczni Gdanskiej, stan wojenny, czy sytuacje z SB, ale jest to historia i jest częścią życia Państwa Strycharskich, jak i reszty Polaków, którzy funkcjonowali w tej odległej rzeczywistości. Bez tła historycznego, pozycja ta traciłaby sens, a nawet by raczej nie powstała. Jedynie czego w pewnym momencie miałam dość, to ciągle "jechanie" po PiS. Nie interesuje mnie polityka współczesna, orientuję się kto i co, ale nie bawię się w stanie po którejś stronie i nie znoszę gdy ktoś uporczywie swoją opinią chce wpłynąć na opinię innych. Takie próby manipulacji właśnie odczuwałam w tym przypadku i za to odejmuję jedną gwiazdkę. Esencjonalnie książka jest hołdem złożonym kobiecie, matce, żonie, oraz działaczce społecznej i politycznej, która nigdy nie bała się posiadać własnego zdania i głośno o nim mówić, a nawet krzyczeć! :)) Szkoda, że z taką szczerością u wielu, a nawet większości tak kiepsko...ludzie boją się wyrażać włase myśli, zatem przytakują reszcie zatracając przy tym siebie. Brawo dla Pani Krzywonos-Strycharskiej za odwagę i brawo dla tych, którzy potrafili i potrafią to docenić. Ci co się odwrócili, a nawet zaczęli oczerniać - tylko o nich świadczy jakimi są ludźmi. Na pewno takimi, którymi nie warto się przejmować, a raczej należy im współczuć. Z całym zadowoleniem książkę zamykam i odkładam na półkę, zachęcając zarazem innych, aby również się nią zainteresowali.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na91 rok temu
Harry Haft: historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano Alan Scott Haft
Harry Haft: historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano
Alan Scott Haft
„Harry Haft. Historia…” to książka zabierająca czytelnika do pierwszej połowy XX wieku. Opowieść przedstawia z jednej strony losy człowieka, któremu udało się przeżyć obóz koncentracyjny, a z drugiej przybliża nieco tematykę amerykańskiego boksu w latach 40-tych. Praktycznie jak każda historia o koszmarze II Wojny Światowej, tak i ta bardzo mnie poruszyła. Potworne przeżycia, na jakie wówczas skazanych było wielu ludzi, dziś są właściwie nie do wyobrażenia. Harry Haft wyszedł cało z opresji zarówno dzięki szczęściu, jak i swojej determinacji, aby zrobić wszystko, by ocaleć – nawet jeśli oznaczało to bicie do nieprzytomności innych więźniów ku uciesze obozowych strażników, którzy dla rozrywki urządzali sobie bokserskie pojedynki z ich udziałem. Historia Hafta opowiedziana jest przez jego syna, którego poprosił o jej spisanie – na koniec sam autor opowiada trochę o swoim ojcu, co nadaje nowy kontekst jego postaci: wydawać się może, że Harry Haft był swego rodzaju niezwyciężonym bohaterem, nieustraszonym wojownikiem, który dzielnie przeszedł przez gehennę wojny, jednak tak naprawdę, jak chyba większość osób, nigdy nie otrząsnął się z traumy, która pozostawiła na jego psychice trwałe blizny. Kariera bokserka Hafta nie trwała zbyt długo – sam zrezygnował z niej po walce z Rockym Marciano, zrażony powiązaniami sportu ze światkiem przestępczym, który w owych czasach niemal zawładnął amerykańskim boksem. Nie był zresztą nigdy zainteresowany sławą jako pięściarz, chciał uzyskać rozgłos jedynie po to, aby osoby, na których mu zależało, mogły dowiedzieć się, że wciąż żyje. Uważam, że książki jak ta o Hafcie są bardzo ważne: nie tylko dostarczają wiedzy o przeszłości z punktu widzenia świadka, który znalazł się w samym środku wydarzeń, ale także stanowią motywację do podjęcia refleksji na rozmaite tematy, jak choćby nad naturą ludzką, swoim własnym postępowaniem, priorytetami w życiu, etc. Polecam „Harry’ego Hafta…” jako może i trudną z uwagi na treść książkę, ale na pewno wartościową, która żadnego chyba czytelnika nie pozostawi obojętnym.
Anksunamun - awatar Anksunamun
ocenił na82 lata temu
Somebody to Love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury’ego Mark Langthorne
Somebody to Love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury’ego
Mark Langthorne Matt Richards
Moje pierwsze wspomnienie związane z Queen jest nieco krępujące - pod okiem pani od rytmiki, w Sali gimnastycznej, klasa trzecia tańczy Bohemian Rhapsody ubrana w koszmarne, zalatujące jeszcze minionym ustrojem granatowoczarne trykoty, udając, że śpiewa do skakanek. Pamiętam także, że fascynował mnie teledysk do Show Must Go On, puszczany namiętnie przez wszystkie stacje telewizyjne, i działy się wtedy w moim małoletnim umyśle rzeczy niezrozumiałe. Był to zresztą jeden z pierwszych tekstów po angielsku, które jako tako rozumiałam, na ile pozwalał mi wiek. Pamiętam również śmierć Freddiego, którą wszyscy bardzo przeżywaliśmy, mimo że byliśmy dopiero na początku podstawówki. Byłam za młoda, żeby móc w pełni doświadczyć zjawiska, jakim był Queen - wydawało mi się jednak, że coś tam o nich wiem, ale książka autorstwa dwóch Brytyjczyków uświadomiła mi, że jestem w błędzie. Ogrom informacji przytłoczył mnie. Poznałam wiele faktów z historii tego zespołu, o których nie miałam pojęcia, a nawet nowe utwory, których dotychczas nie znałam. Książka nosi podtytuł „Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury’ego”, więc spodziewałam się „suchej” biografii Freddiego. Publikacja wykracza jednak poza opowieść o życiu samego wokalisty, dowiedziałam się bardzo dużo również o innych członkach zespołu (choć jest o nich oczywiście proporcjonalnie o wiele mniej),a także o samym powstawaniu Queen, pozostałych zespołach w których grał Freddie. Sporo jest o piosenkach, którymi zasłynęli – jak powstawały, jak były odbierane przez publiczność i prasę, jak kręcono do nich teledyski. Zaskoczyło mnie mocno, że Freddie miał w zwyczaju tworzyć najpierw melodię, a potem słowa piosenki – dla mnie zawsze naturalniejsze było pisanie muzyki do napisanego wcześniej tekstu. Należę do pokolenia, w świadomości Queen zawsze funkcjonował jako supergrupa, legenda, a Freddiego postrzegano wyłącznie jako ikonę rocka, genialnego wokalistę - tym bardziej zdziwiło mnie, że przez lata mieli takie problemy z negatywnym odbiorem albumów i hejterskimi recenzjami w prasie. Jest też sporo o życiu prywatnym Freddiego, i tu także miałam wiele zaskoczenia. Nie miałam pojęcia, że był fanem Presleya, MJ-a i Hendriksa. Wiedziałam, że lubił się bawić, ale nie zdawałam sobie sprawy, do jakiego stopnia te zabawy dochodziły – nawet jeśli weźmie się pod uwagę „sex drugs i rock’n’roll”. Zdecydowanie nie jest to Freddie, którego przedstawiono w filmie Bohemian Rhapsody. Miejscami przerażał mnie ten nieokiełznany hedonizm, ale też autorzy nie starają się ani trochę oceniać Freddiego – bardziej chcą podkreślić, że w latach 80. podejście do wielu kwestii wyglądało inaczej. Mierziła mnie za to postać Gaetana Dugasa i jego nieodpowiedzialności. Rozpoczęcie opowieści o artyście notką historyczną o rozwoju wirusa HIV i przeplatanie opowieści o Freddiem historią zmagań ludzkości z AIDS wydaje się dość kontrowersyjnym zabiegiem. Autorzy tłumaczą się z tego pomysłu, ale nie kupuję ich wyjaśnień. Wiadomo, że Freddie był w sumie pierwszą tak znaną osobą, która zmarła na AIDS, więc miał niezaprzeczalny wpływ na postrzeganie tej choroby w społeczeństwie, ale mimo wszystko jest w tym trochę przyklejanie etykietki. Poza tym autorzy politykują i wyrażają swoje opinie zaangażowane światopoglądowo, których nie miałam ochoty czytać. Nie podobały mi się też próby psychologizowania i przypisywania Freddiemu jakichś intencji, np. kompleksów względem innych członków grupy na tle wykształcenia, oraz tłumaczeniem przez to jego zachowań. Zamiast tego wolałabym np. przeczytać o jego ukochanych kotach. Na chłostę kablem od mikrofonu zasługuje osoba odpowiedzialna za „sto dwadzieścia pięć ludzi” oraz, co mnie strasznie zdenerwowało - „Dusty’ego Springfielda”. Nie wiem, czy to radosna twórczość tłumacza, czy korektora, ale podejrzewam, że Dusty byłaby mocno obrażona.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na78 miesięcy temu

Cytaty z książki I sypnęła łaciną

Więcej

Kto pije - ten śpi, kto śpi - nie grzeszy, kto nie grzeszy - jest święty, a więc: kto pije, jest święty.

Kto pije - ten śpi, kto śpi - nie grzeszy, kto nie grzeszy - jest święty, a więc: kto pije, jest święty.

Agata Kelso I sypnęła łaciną Zobacz więcej

Od wieków wybór postepowania,jaki stoi przed każdym jest jednakowo prosty: homo homini lupus est czy: homo homini deus est (człowiek człowiekowi wilkiem ,czy człowiek człowiekowi bogiem).Bez względu na wyznanie,poglądy ,kolor skóry czy preferencje seksualne możemy zawsze wybierać pomiędzy wrogością i agresja a szacunkiem i miłościa bliźniego...

Od wieków wybór postepowania,jaki stoi przed każdym jest jednakowo prosty: homo homini lupus est czy: homo homini deus est (człowiek człowie...

Rozwiń
Agata Kelso I sypnęła łaciną Zobacz więcej
Więcej