Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest

Okładka książki Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest autora Dorota Masłowska, 9788365613493
Okładka książki Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest
Dorota Masłowska Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2017-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365613493
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest

Średnia ocen
7,2 / 10
229 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest

avatar
295
168

Na półkach: , ,

Komiczna tragiczność.

Komiczna tragiczność.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
729
209

Na półkach:

W każdym roku czytam przynajmniej jeden dramat, w 2024 padło na Masłowską. Tu akurat są dwa.

"Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" jest absolutnie świetne! Dawno nie czytałam czegoś tak zabawnego i odkrywczego językowo. Czysta przyjemność. Podobało mi się do tego stopnia, że od razu po zakończeniu lektury przesłuchałam słuchowisko nagrane dla TokFM.
Jest równie genialne, możnaznaleźć na YT.

Natomiast w "Między nami dobrze jest" poziom absurdu był już dla mnie zdecydowanie za wysoki. Dokończyłam z wrodzonej sumienności.

Oceny kolejno 9 i 5, co daje średnią ok 7/10.

W każdym roku czytam przynajmniej jeden dramat, w 2024 padło na Masłowską. Tu akurat są dwa.

"Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" jest absolutnie świetne! Dawno nie czytałam czegoś tak zabawnego i odkrywczego językowo. Czysta przyjemność. Podobało mi się do tego stopnia, że od razu po zakończeniu lektury przesłuchałam słuchowisko nagrane dla TokFM.
Jest równie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
261
108

Na półkach: ,

Niestety nie siadły... Inne dramaty Masłowskiej mi przypadły do gustu (Kochan Innych Ludzi) i bawilem się bardzo dobrze ale tutaj zagubiłem się w bełkocie. Gry słowne i ukryte znaczenia bawiły ale wydaje mi się, że wyłapałem ich za mało by być usatysfakcjonowanym z tej książki.

Zmęczyła mnie koniec końców.

Niestety nie siadły... Inne dramaty Masłowskiej mi przypadły do gustu (Kochan Innych Ludzi) i bawilem się bardzo dobrze ale tutaj zagubiłem się w bełkocie. Gry słowne i ukryte znaczenia bawiły ale wydaje mi się, że wyłapałem ich za mało by być usatysfakcjonowanym z tej książki.

Zmęczyła mnie koniec końców.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

540 użytkowników ma tytuł Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest na półkach głównych
  • 301
  • 235
  • 4
110 użytkowników ma tytuł Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest na półkach dodatkowych
  • 73
  • 15
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Dorota Masłowska
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska dorastała w Wejherowie. Zaczęła studiować psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, następnie przeniosła się do Warszawy, aby studiować kulturoznawstwo i zamieszkała na Pradze, a potem na Żoliborzu (opisuje to w Pawiu królowej). Jej pierwsza książka, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, reklamowana jako "pierwsza polska powieść dresiarska", spotkała się z bardzo przychylnymi recenzjami Jerzego Pilcha i Marcina Świetlickiego oraz promocją Roberta Leszczyńskiego w programie Idol i stała się bestsellerem wydawniczym (ponad 120 tysięcy sprzedanych egzemplarzy),wywołała też jednak wiele kontrowersji. Wojna... przyniosła autorce Paszport Polityki w kategorii literatura za "oryginalne spojrzenie na polską rzeczywistość oraz twórcze wykorzystanie języka pospolitego" oraz nominację do nagrody literackiej Nike. Powieść została przetłumaczona na wiele języków europejskich. Według Christiane Kuhl – artykuł w Die Tageszeitung z 28 marca 2009 – Masłowska sprzedała w Polsce prawie tyle książek co Karol Wojtyła. Sama pisarka skomentowała to tym, że oprócz Wojny, histerycznie i ogromnym kosztem nagłaśnianej przez media, co spowodowało, że na fali medialnego hałasu czytelnicy kupowali coś, czego nie rozumieli i co im uwłaczało, żadna inna jej książka nie osiągnęła spektakularnych nakładów. W 2003 roku nagrała z zespołem Cool Kids of Death dwie piosenki "Słyszałeś" i "Świat wyszedł z foremki". W 2005 ukazała się druga powieść Masłowskiej, Paw królowej, która znowu podzieliła krytyków. Zarzucano jej, że kipi cynizmem, epatuje brzydotą i głupotą, zraża agresywnym językiem, brakiem spójnej fabuły (Wprost),pisano też jednak, że nowa powieść nie gorzej jest napisana niż tamta, stara. I równie desperacka, i równie jadowita (Tygodnik Powszechny). Paw Królowej napisany jest rymowaną prozą stylizowaną na piosenkę hip-hopową, w której Masłowska naśladuje i parodiuje współczesną polszczyznę. Podobnie jak Wojna... Paw królowej zawiera bardzo krytyczny obraz współczesnej polskiej rzeczywistości. Książka otrzymała nagrodę literacką Nike za 2006 r. W 2006 Masłowska opublikowała swój debiutancki dramat, Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku, który został zaprezentowany publiczności w formie próby czytanej w TR Warszawa (dawniej Teatr Rozmaitości). Masłowska pisała felietony do "Przekroju", publikowane pod tytułem "Dziennik z krainy pazłotka", oraz recenzje książek do "Wysokich Obcasów" (dodatek do "Gazety Wyborczej"). Od początków swojej twórczości współpracowała też z magazynem "Lampa".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki
Śmierć czeskiego psa
Janusz Rudnicki
Czasem śmieszy. Czasem żenuje. Czasem mówi wiele o człowieku, Polaku w człowieku, Polaku. Nie nudzi. Kolejny to mój tom opowiadań pisarza, który z niepoprawności politycznej uczynił znak rozpoznawczy swoich tekstów. Narrator Rudnickiego - wolę bardziej pisać tak niż: Autor - często jedzie po bandzie i to bardzo ostro, także jeżeli chodzi o wokabularz - by ująć rzecz elegancko. Posługuje się on różnymi rejestrami języka z różnym skutkiem - najczęściej sukcesem. Narratorami czyni z reguły ludzi z różnymi deficytami, także jeżeli chodzi o znajomość literackiej odmiany języka polskiego - nb. coraz częstsza to nieumiejętność – ogólnych zasad kultury i jeszcze paru innych niemodnych już dzisiaj wartości. Wydaje mi się, że on sam nawet chce, aby utożsamiać go z narratorem, w jakimś odruchu przedziwnej przewrotności, a może i solidarności z takimi, którzy sami nigdy niczego nie napiszą, bo i nie umieją. Ewidentnie uwielbia wszelkie możliwe prowokacje. absurdalne porównania, a najbardziej - wszelkie sytuacje skrajne. Wydaje mi się nieco podobny do Mrożka, choć powiększony do sześcianu w tym, co pisze i jak... Z drugiej zaś strony Autor czasem nie udaje, że nie jest narratorem, co bynajmniej nie zmniejsza “nieprzyjmowalności” jego narracji… Ja tej pułapce nie ulegam, bo wiadomo że chodzi o pewną stylizację, a zdolność do jej rozszyfrowania też coraz bardziej zanika… W sumie z Rudnickim prosta sprawa: albo się go akceptuje, albo odrzuca. Mieszkając długo w Niemczech, Rudnicki chyba musiał mieć przymęcz, by pisać o Niemcach, zbytnio się nie ceregieląc. “Lepiej palić papierosy niż Żydów“ - mówi np. narrator do niemieckiego konduktora, gdy ten mu zwraca uwagę, że w pociągu się nie pali. Albo takie cytaty: “Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać”. “A jak wy, Polacy, nazywacie nas, Niemców, kiedy chcecie nas obrazić? Bo, wie pan, my mówimy Polacken, a wy? My nie mamy jakiegoś specjalnego słowa, odpowiadam zniecierpliwiony, my mówimy Niemcy, po prostu Niemcy. To straszne, mówi po chwili, i milczy (...) Żal mi się go robi, klepię go po ramieniu i mówię, żeby się nie martwił, że przesadziłem, że tak, mamy określenia obraźliwe, Szwaby na przykład, albo Szkopy, odetchnął, kamień mu z serca spadł, przy pożegnaniu mało mnie nie wycałował“. “Katar sienny, przez pyłki, w Niemczech pyłki to Pollen, jak my, tylko jedno +l+ więcej, ostrzegają czasami w gazetach, Achtung die Pollen kommen!, i piszą, jak się przed nimi bronić“. Najwspanialszy jest chyba rozdział o Almie Mahler, niezwykłej kobiecie, związanej trochę i jednocześnie, i trochę po kolei, z takimi gwiazdami, jak Gustaw Mahler, Oskar Kokoschka, Walter Gropius i Franz Werfel... “Alma z powrotem do Wiednia, Gropius z powrotem na front, tam gdzie Kokoschka, ale wątpliwe jest, żeby to jeden z nich rzucił granatem, od którego ranny został Apollinaire“. “Alma wpuszcza do siebie mężczyznę, którego członek sterczy równolegle do jego prawego ramienia“ (bo sam jest członkiem NSDAP). Inne cytaty (naprawdę starałem się wybrać bardziej cenzuralne dla admina, dlatego z odrazą przytoczę np. taki: “Nawet przejezdni pedofile nie odchodzą stąd z pełnym workiem mosznowym”). “Na pewno już w życiu wymiotował, ale nigdy pieniędzmi“. “Miłość, ta szelma, zawsze nas do wiatru wystawi“. “Człowiek człowiekowi człowiekiem“. “To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból“. “Im większa moja nienawiść do bliźniego, tym większa moja miłość własna. Z takimi jak ja pokoju nie będzie“. “Książki wychodzą na światło dzienne, kłaniają się sobie nawzajem i nikną w mroku“. “Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym“. “Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka“.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na68 miesięcy temu
Lubiewo Michał Witkowski
Lubiewo
Michał Witkowski
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje. Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej. U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki),że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka. To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła. Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na73 miesiące temu
Między nami dobrze jest Dorota Masłowska
Między nami dobrze jest
Dorota Masłowska
Warszawa. „Wielokondygacyjny budynek ludzki”, a w nim dwa światy, dwie odmienne rzeczywistości. W jednym miejscu, które mogłoby być ulokowane w jakimkolwiek innym zakątku Polski, przeplatają się losy dwu grup ludzi. Ludzi, mających odmienne spojrzenie na świat, żyjących w odmiennej rzeczywistości, żyjących zupełnie inaczej… Pierwszy ze światów reprezentują przedstawicielki trzech pokoleń kobiet, mieszkające w szarym, jednopokojowym mieszkaniu, gdzieś w odrapanej kamienicy: Mała Metalowa Dziewczynka, jej mama – Halina oraz babcia, nazwana Osowiałą Staruszką Na Wózku Inwalidzkim. Ich życie usiane jest ciągłymi kłótniami i niesnaskami. Staruszka nieustannie wspomina czasy wojny, jej córka chodzi na „zakupy” do śmietnika, a arogancka wnuczka kpi ze wszystkiego i wszystkich. Można by pomyśleć, że ich świat jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, jednakże lektura dramatu udowadnia nam, iż każda z przedstawionych bohaterek nosi w sobie cechy typowe dla większości Polaków. Jest też drugi świat, ukazany na kartach Między nami dobrze jest. Poznajemy w nim aktora, scenarzystę i prezenterkę telewizyjną – postaci, dla których priorytety stanowią: sława, splendor i kariera. Gardzą oni przeciętnością i biedotą, bywają na salonach i za wszelką cenę pragną „być kimś”, aby wyróżnić się spośród tzw. „szarej masy”. Masłowska zderza i konfrontuje ze sobą te dwa światy – jeden szary, przygnębiający, zmarginalizowany, drugi piękny, kolorowy i bogaty. Sytuacja w jakiej znajdują się przedstawicielki pierwszego, sprowadza się do zepchnięcia ich do niby-rzeczywistości, opierającej się na nie byciu, nie istnieniu, nie zauważaniu. Z kolei istnienie przedstawicieli drugiego świata wiąże się z medialnością, konsumpcją i „bywaniem”. Kontrast ten uzmysławia czytelnikowi, jakie podziały funkcjonują w naszym społeczeństwie i jak bezwartościowi potrafią być ci, których uznaje się za wzory do naśladowania. Jednocześnie uwydatnia się przy tym głupota tych, którzy z takich postaci czerpią przykład… To, co czyni dramat Masłowskiej wyjątkowym, to ujawniające się w nim: kpina, groteskowość i przerysowanie. To właśnie zestawianie i wykpiwanie obu światów napędza całą akcję i pozwala jej się rozwijać. Warto jednak zaznaczyć, że w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, „akcja” w Między nami dobrze jest nie istnieje – zostaje ona zastąpiona przez nieskładny dialog – „motor napędowy” dramatu. Postaci stają się tu pewnego rodzaju symbolami, a dialogi obnażają kunszt pisarski młodziutkiej autorki. Autorki, która jawi się nam jako czujna obserwatorka i znakomita innowatorka. I choć zarzucić jej można odejście od klasycznego modelu dramatu, nie przeszkadza to w uznaniu Między nami dobrze jest za dzieło naprawdę wyjątkowe. I wyjątkowo dobre. Dorota Masłowska, pisząc swój drugi dramat, wykazała się niezwykłą dojrzałością. Nie można już mówić o niej, jako o „hańbie polskiej literatury” czy „krzyczącej, wulgarnej nastolatce”. Z pełną odpowiedzialnością uznać ją można za niezwykle ukształtowaną, świadomą kobietę, która w znakomity sposób potrafi przedstawić rzeczywistość za pomocą słów. Dzięki temu tekstowi młoda pisarka kolejny raz udowadnia, jak niezwykle zręcznie posługuje się słowem. Potrafi wymieszać ze sobą języki różnych pokoleń, grup społecznych i środowisk, tworząc innowacyjne sformułowania i zwroty. Mowa każdego z jej bohaterów jest inna i stanowi połączenie różnych języków i dyskursów. Pojawia się tu zatem mowa internetowa, język wywiadów, teksty sloganów reklamowych, fragmenty horoskopów i ulotek, język celebrytów, biedoty i polityków oraz mowa przedwojenna. Kalki i klisze z mowy ulicznej, sklepowej i „salonowej” kumulują się i stają się groteskowe, prześmiewcze, przerysowane. Bardzo polecam, jeżeli lubicie literaturę, która ma w sobie coś niezwykłego.
Klaudyna Maciąg - awatar Klaudyna Maciąg
ocenił na84 miesiące temu
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku Dorota Masłowska
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku
Dorota Masłowska
Noc, na parkingu dziwnie zachowujący się facet wpycha milczącą kobietę obcemu do samochodu, a po chwili się dosiada, grozi nożem i każe mu jechać. Brzmi strasznie? A gdy ta para to „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” (2006)? Lepiej, gorzej? W świecie przedstawionym Masłowskiej gorzej. To może nawet najważniejsza informacja z tego wszystkiego, tak jak pewnie byłoby w świecie rzeczywistym. A teraz reality-check. Dwoje Rumunów to w rzeczywistości dwoje naćpanych Polaków – Parcha i Dżina – wracających z imprezy, której lejtmotywem był: „Brud, smród i choroby”. Kto padł żartem kogo? Para nieznajomych, którą połączył potężny zjazd, napotyka nieprzyjemności ze strony ludzi uprzedzonych do Rumunów tak samo, jak oni. Nikt im nie chce pożyczyć telefonu w barze, a Kierowca z początku dramatu pragnie zemsty. Podwozi ich pijana kobieta, która ginie w wypadku. Po czym Parcha okrada jej torebkę. To nasi rodacy. Te wyolbrzymienia, ta ciągła akcja każe nam reagować fizycznie na bodźce. Pisała o tym Karolina Kowalczyk w „Dialogu”. Masłowska zmusza nas do obserwacji naszych reakcji na zdarzenia, bo nie ma czasu na maskowanie i przetwarzanie. Historia dramatu działa, bo wszyscy wierzą w to przedstawienie Rumunów – agresywnych, śmierdzących i bezczelnych. Na tyle, że para zachowuje się w ten sposób coraz bardziej, gdy Kierowca sam się tego po nich spodziewa. To samospełniające się proroctwo. Innym słowem, to stereotyp. Współcześnie już coraz bardziej zużyty. Chociaż język nienawiści nie działa sprawczo w dramacie, podtrzymuje status quo, podczas gdy wykluczenie dotyka Polaków przez Polaków – kat wyklucza kata. Kowalczyk zauważa jeszcze inne istotne podłoże sztuki – klasowe. Parcha to aktor, którego problemem jest samotność. Dżina jest alkoholiczką zaniedbującą swoje dziecko. Nie znajdują zrozumienia poza oczywistym faktem, że są nieszczęśliwi. Nawet gdy Dżina chce się wieszać, Parcha chce jej mansplainingować powód jej kłopotów. Kobieta prawdopodobnie nie musiała nawet przebierać się na tę imprezę, bo właśnie przepiła alimeny. Rumuńska tożsamość obojga postaci to metafora samotności i niezrozumienia. Język polski nie pomógł jednak w zjednoczeniu. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na62 miesiące temu
Niezwykłe przygody Roberta Robura Mirosław Nahacz
Niezwykłe przygody Roberta Robura
Mirosław Nahacz
Dystopijno-psychodeliczny thrillero-kryminał? Gęsty, dobry język, ale męczący. Ogrom pracy, to na pewno. Od połowy książki traciłem coraz bardziej zaangażowanie w lekturę. Jest to coś innego niż jego wcześniejsza twórczość. Wcześniej ("Bocian i Lola") mamy rzeczywistość plastyczną, rozpadającą się, a tu natłok dookreślania jej opisami i ścisłe rzeźbienie fabuły, aż do przesady, bez chwili wytchnienia. To jest bardzo fabularne i bardzo filmowe. Tony dobrych, ale męczących, ścisłych opisów. Owszem, język jest świetny, ale jest go za dużo. A fabuła jest bardziej jak z thrillera. Prawie bez zwolnień tempa, aż do końcowej części. Do tego elementy sensacji/akcji. Trochę jak Dick na sterydach. Trzecia część trochę upuszcza ciśnienia, ale jest już za późno. Za dużo intrygi, sensacji i męczących opisów, by mi się spodobało jako całość. PS. O zakończeniu - ważne: wydaje się, że cała ta długa, męcząca intryga może być kamuflażem do wyrażenie zakończenia, które jest wg mnie o planach samobójczych autora. Jest to tak dosadnie wyrażone na tych 2, może 3 kartkach na ponad 500 całości, że nie sposób nie utożsamiać Robura, a przynajmniej tego końcowego fragmentu z Nahaczem. Dlatego mam wrażenie, może mylne, że miał plany na takie zakończenie życia, a ta książka jest pożegnaniem/wielkim literackim żartem, który na końcu uchyla rąbka tajemnicy. I tego nie sposób oceniać w kategorii gwiazdek, zwłaszcza jak ktoś lubi autora. Zaś sama książka to takie 7/10, przy czym jak komuś nie przeszkadza męcząca dla mnie jazda z intrygą opisywaną gęstymi, długim tekstem, to na pewno może być to dużo więcej. Koniec jest porażający, jeśli ktoś czuł jego pisanie. Jednak gdybym miał oceniać jego 4 książki, to "Bocian i Lola" jest najlepsza, potem reszta, a ostatnia formalnie jednak niżej. "Bombla" traktuję jako świetny eksperyment z monologów, być może częściowo opartych na nagrywaniu - o to "podejrzewam" Nahacza:) - a 84 jako długie opowiadanie/mikropowieść, więc ciężko je porównywać na równych zasadach z dwoma ostatnimi pozycjami. PS.2. Chyba się śpieszył z realizowaniem swojej decyzji - stąd może zgrzyt z Czarnym i również niedokończenie wydawania z Prószyńskim w normalny sposób. Nie oceniam jego decyzji, ale jest tak jasno widoczna w zakończeniu... Ciekawe, czy bliscy to czytali jak pisał.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na63 lata temu
Foucault w Warszawie Remigiusz Ryziński
Foucault w Warszawie
Remigiusz Ryziński
W roku 1958 Michel Foucault objął posadę dyrektora Ośrodka Kultury Francuskiej przy Uniwersytecie Warszawskim, napisał doktorat, po kilku miesiącach niespodziewanie wyjechał, a plotki głoszą, iż swój udział miała w tym tajemnicza historia z jakimś Jurkiem. Niemniej, w archiwach - od IPN-u, przez uniwersytety, prasę aż po rejestry hotelowe, trudno natrafić na jakikolwiek ślad po tym pobycie. Próba odkrycia jak to naprawdę było jest punktem wyjścia dla reportażu. Fakty biograficzne mieszają się tu ze spekulacjami, a tak naprawdę zarówno cała ta historia jak i sama postać Michela Foucault są jedynie pretekstem do opowiedzenia zupełnie czego innego - mianowicie jak to było być homoseksualnym mężczyzną w okresie PRL-u, kiedy słowo gej nie było jeszcze w użyciu, okolicznością podejrzaną było posiadanie herbaty w kuchennej szafce, a mama cieszyła się chociaż z tego, że jak już musisz mieć tego Stefana, to może ci chociaż nikt nie przylutuje, bo on cię obroni w razie czego, gdyż taki silny jest i męski. Ryziński portretuje tutaj środowisko z dwóch stron. Od wewnątrz, rozmawiając z żyjącymi jeszcze uczestnikami tych wydarzeń (m.in. z prawdopodobnie najstarszą polską drag queen),a także od zewnątrz, na postawie dokumentów IPN-u, donosów i raportów. Oprócz tego, znajdą się tu też opisy dotyczące życia "zwykłych" obywateli - z dzisiejszego punktu widzenia specyficznie humorystyczne wydają się zamieszczane w "Przekroju" rady dla idealnej żony czy wyjaśnienie ile właściwie wart jest dolar. Z jednej strony mamy więc zalążek biografii fascynującego człowieka, a z drugiej trochę historii Polski widzianej z niecodziennej perspektywy. Ogółem - dość ciekawa rzecz.
niedź - awatar niedź
ocenił na67 miesięcy temu
Nagrobek z lastryko Krzysztof Varga
Nagrobek z lastryko
Krzysztof Varga
Natchnęłam się na opinię czytelniczki na pewnym portalu, który kiedyś był jednym z miejsc, gdzie można było szukać właśnie recenzji wszelakich na temat książek, komiksów, tomików poezji. Była z 14.12.2024, tuż po przeczytaniu "Nagrobka z lastryko". To książka, którą trudno zrozumieć, nie rozumiejąc jej konwencji, tego że nie trzeba wcale zawierać dialogów, pisała tak czytelniczka zaraz po tym jak przez poprzednie 3 ostatnie tygodnie z przerwami zaglądała do książki w tramwajach zbyt zatłoczonych, żeby poczuć swobodę, w metrze śmierdzącym porannymi rozterkami menelic oraz w autobusach zarzucających na prawo i lewo w mieście śmierdzącym stolicą. Trudno zrozumieć czytelniczkę, ponieważ tak na prawdę zrozumiała tekst po swojemu i nie po swojemu napisała recenzję, wzorowaną mocno na stylu K. Vargi. A właśnie. Nie dla każdego jest ten styl, ponieważ czytelnik, nie będący czytelniczką, taki który nie lubi zbytnio przekombinowanych tekstów, prawdopodobnie podda się w 1/3 książki i uzna, że nie jest ona warta zachodu, że zbyt wiele jest odnośników tylko dla ludzi mieszkających w stolicy a reszta ma się domyślić o jaką ulicę, przykładowo Hożą, chodzi. Czytelniczka postanowiła też określić, że czasem jej się dłużyło, czasem czytała książkę dla samego czytania, żeby tylko coś danego dnia, załóżmy na to, we wtorek, przeczytać. Przekazała również, stojąc nad garem w kuchni nad, na pewno nie zupą jarzynową, a jakimś przebrzydłym daniem, które kiedyś włoży do mikrofali, że koniec jest satysfakcjonujący.
Joanna - awatar Joanna
oceniła na71 rok temu
Toksymia Małgorzata Rejmer
Toksymia
Małgorzata Rejmer
Przegladając recenzje przeczytałam: "Książka nie podobała mi się. Autorka zbyt drastycznie i realistycznie przedstawia codzienną, szarą rzeczywistość." Oraz: "Zbyt dosadna i przekombinowana Język autorki przenika do trzewi .Po lekturze czuję się zdołowana i brudna." I dokładnie taka jest ta książka, tylko że dla mnie te zarzuty stanowią o jej sile. Bohaterami jest 5 osób, mieszkających na warszawskim Grochowie, których historie autorka przeplata w tym tragikomicznym dramacie. I tak poznajemy: - Jana Niedzielę, który zapisuje swoje sny i podejmuje pracę jako twórca mów pogrzebowych, - Longina Wąsika, niespełnionego polonistę, który w wyniku pretensji żony zostaje tramwajarzem, - studentkę Annę Kowalską, którą prześladuje warszawski powstaniec, - nawiedzoną Lucynę Łut, która po śmierci męża przeżywa religijne uniesienia, - Adę Amek, opiekującą się ojcem chorym na depresję, który planuje samobójstwo. Rejmer pisze o ludziach, którzy bronią się przed bliskością i odgradzają od siebie zniechęceni strachem i uprzedzeniami. Pozwala nam zajrzeć do ich mieszkań, czasem brudnych, czasem ciemnych i pobyć w tej atmosferze dziwactw, beznadziei i frustracji. To specyficzna, ale interesująca proza i błyskotliwy debiut. Nie miałam jeszcze okazji czytać reportaży Małgorzaty Rejmer, ale jej sposób narracji i nieoczywistych, ironicznych skojarzeń bardzo do mnie trafia. Mam nadzieję, że autorka powróci jeszcze do pisania powieści.
hopsasa - awatar hopsasa
oceniła na72 lata temu
Mięso Dominika Dymińska
Mięso
Dominika Dymińska
Przeczytałam jednym tchem. Jedna z najciekawszych powieści o dojrzewaniu, jakie czytałam w życiu. Przeraża, dołuje, wciska w fotel. Nie ma tu upiększania czy „podrasowywania” rzeczywistości, tak charakterystycznego dla „Klasy pani Czajki” lub „Ma być ciepło”, czy nawet relatywnie przyjaznego świata „Fanfiku” Natalii Osinskiej. Zamiast tego otrzymujemy opowieść bez upiększania, romantyzowania, z pełnym pokazaniem konsekwencji psychicznych. Najciekawsza obserwacja: cierpienie bohaterki jest w całości dziełem kultury (kształtowanych przez nią oczekiwań i wymagań, dotyczących np. sylwetki, samooceny, miłości, doświadczeń),innych ludzi (rodzina, w której brakuje stabilności, uwagi, zaufania i poczucia bezpieczeństwa; bezkarny pedofil/efebofil, który nadużywa zaufania i urabia ofiarę; chłopaki, które nie chcą zobowiązań, a ona przejmuje od nich ta postawę); bohaterka w pewnym stopniu jest „siła sprawcza” nieszczęść — nawet, jeśli mamy wrażenie, że utknęła w masochistycznym kontinuum — jednak nie ma tutaj podziału na sztampowe role w stylu ofiary, sprawcy, wybawiciele. Owe doświadczenie jest skażone wszystkim tym, czego raczej nie chcielibyśmy przeżyć. To opowieść niekoniecznie o traceniu niewinności, ale o raczej naiwności, nadmiernym zaufaniu, utracie poczucia bezpieczeństwa i narastającym chaosie. Opowieść o genezie zła. Droga do miłości okazuje się pełna pułapek, a dorosłość — bezskutecznym i bezcelowym poszukiwaniem egzystencjalnej pełni, zamiast normalnego życia. Miała być powieść inicjacyjna, a wyszła powieść, która świetnie wyjaśnia, skąd się biorą pewne zjawiska. Z „Danke” zarówno dobrze się uzupełnia, jak i stanowi klucz do zrozumienia — nie wiem, czy był to efekt celowy. Plusy za realizm, ciekawa narracje, literacka zwinność i brak grafomanii.
Alex Sss - awatar Alex Sss
ocenił na93 lata temu
Opowieści przebrane Wojciech Kuczok
Opowieści przebrane
Wojciech Kuczok
Opowiadanka to raczej niż opowiadania, ale dały mi sporo frajdy. Na ostatniej stronie okładki autor zdradza, że pisał je, mając dwadzieścia kilka lat, „na gorąco”, „w biegu”. ”Jakbym się bał, że możliwość pisania została mi dana tylko na chwilę”. Ten pośpiech jest odczuwalny w pierwszych utworach, ale to nie pośpiech owocujący niedopracowaniem czy bylejakością. To pośpiech w sposobie pisania, w rytmie, zachęcający do połykania kolejnych stron, kolejnych historyjek. Sprawił, że czytałem tę książkę, jakbym bał się, że zaraz mi ją ktoś zabierze, wyrwie z rąk i wrzuci do pieca. Dziwaczne, bo musiałby zejść do piwnicy i nieposprzątanej „kotłowni”. Odradzam i obiecuję, że lada dzień będzie czyściutko. Na chwilę jakąś, na czas wystarczający na przeczytanie kolejnej książki. Sporo w tych opowiadaniach dziecięcych, młodzieńczych bohaterów, to zresztą już nie raz się Kuczokowi przytrafiało, jak choćby w najsławniejszej jego książce - „Gnój”. Tej, na podstawie której nakręcono „Pręgi”. Niby to tylko jeden akapit słowa od autora na ostatniej stronie okładki, ale jest w nim sporo informacji. Na przykład ta: „Przyszedł czas na to, by przebierając w plonach tych gorączkowych łapanek, zrobić nich książkę nie tyle przemyślną, ile przemyślaną.” Ja tego ogólnego zamysłu nie potrafię dostrzec, a tym bardziej wyartykułować, ale nigdy nie potrafiłem mówić o tym, „co poeta miał na myśli”. Tyle tylko, że od dawna mam to w nosie, albo innym otworze ciała — zależnie od nastroju. Książki czytam i odczuwam to, czy tamto, nie potrzebuję ich tłumaczyć. A Kuczok nieodmiennie mnie zachwyca warsztatem. Potrafi używać słów. Bez względu na to, o czym opowiada, widać, że robi to Pisarz, a nie grafoman.
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na77 lat temu

Cytaty z książki Dramaty. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest

Więcej
Dorota Masłowska Dwa dramaty zebrane: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. Między nami dobrze jest Zobacz więcej
Więcej