Przypadki Robinsona Crusoe

Okładka książki Przypadki Robinsona Crusoe autorstwa Daniel Defoe
Okładka książki Przypadki Robinsona Crusoe autorstwa Daniel Defoe
Daniel Defoe Wydawnictwo: Wydawnictwo MG Ekranizacje: Robinson Crusoe (1997) literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2017-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788377793909
Tłumacz:
Władysław Ludwik Anczyc
Ekranizacje:
Robinson Crusoe (1997)
Inne
Książka opisuje dzieje Robinsona Crusoe, syna zamożnego kupca. Robinson nie chce wieść nudnego żywota jak jego ojciec, jako 17-latek ucieka z domu i zaciąga się na kolejne statki. Podczas jednej z wypraw jego statek rozbija się, a Robinson jest jedynym ocalałym. Trafia na bezludną wyspę, gdzie ‒ jak się okaże ‒ spędzi następne dwadzieścia osiem lat. Powoli zagospodarowuje się tam, buduje dom, uprawia zboże, oswaja kozy i papugę, wytwarza naczynia. W przetrwaniu pomagają mu znalezione przedmioty z innego rozbitego statku. Po latach na jego wyspę trafiają ludożercy, a Robinsonowi udaje się ocalić z ich rąk jedną z ofiar. Ocalałego krajowca nazywa Piętaszkiem. Po pewnym czasie do wyspy przybija statek z piracką banderą, którym kierują zbuntowani marynarze. Robinson pomaga kapitanowi odzyskać panowanie nad statkiem i może wrócić do rodzinnej Anglii.



Przypadki Robinsona Crusoe tłumaczone są na wszystkie możliwe języki. Wszędzie jednak oryginał uległ znacznym zmianom, stosownie do ducha miejscowego. Podobnie postąpił tłumacz tego wydania, Władysław Ludwik Anczyc.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Przypadki Robinsona Crusoe w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Przypadki Robinsona Crusoe



8247 3797

Oceny książki Przypadki Robinsona Crusoe

Średnia ocen
7,0 / 10
1046 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Przypadki Robinsona Crusoe

avatar
827
827

Na półkach:

Któż nie słyszał o przygodach rozbitka Robinsona Crusoe gdzieś na bezludnej wyspie Morza Karaibskiego? Konotacje imienia weszły na stałe do kultury języka, przybierając rozmaite formy, jak np. robinsonada, czy robinsonowie warszawscy, to akurat w odniesieniu do osób usiłujących na własną rękę przeżyć w zrujnowanej po powstaniu stolicy i doczekać końca wojny. Można rzec, iż protagonista powieści rozpoczął własne życie, poza jej obrzeżem, poza czasem, obrósł mitem i zyskał nieśmiertelność.

Jak się jednak okazuje, znany jest nam zaledwie fragment pierwszego tomu powieści, będącej trylogią, dzieła znacznie bogatszego w treść i rozważania niż nam się wydawało. Ossolineum, w znakomitej serii Biblioteka Narodowa, daje nam teraz do rąk całość tej prozy, przez większość literaturoznawców uznawanej za pierwszą powieść, tę, od której wszystko się zaczęło, która zaistniała w literaturze światowej jako novum, zyskując coraz większą popularność i z czasem wykształcając mnogość odmian z tego silnego, oświeceniowego pnia się wywodzących. Co bardzo ważne, i z czego seria Biblioteka Narodowa słynie, zamieszczono w książce obszerny, wiele wyjaśniający wstęp autorstwa Jakuba Lipskiego. Ta przedmowa sytuuje cykl robinsonowy na tle epoki, a także przybliża późniejszą jego recepcję.

Powieść pisana jest w pierwszej osobie, po części zawiera też fragmenty dziennika głównego bohatera. To wszystko ułatwia nam z pewnością kontakt z Robinsonem, dodaje mocy i wiarygodności wydarzeniom, silniej przemawiają do nas jego wątpliwości i czysto ludzki strach, potrzeba znalezienia otuchy w Bogu, oszukiwanie samotności ciężką pracą i momenty zwątpienia w sens istnienia, w boską dobroć, w szczęście. Robinson pyta bezradnie „Dlaczego Stwórca godzi się i zezwala i zezwala, by człowiek, dzieło rąk boskich, doznawał najcięższych doświadczeń? Dlaczego czyni go samotnym, bezradnym, opuszczonym, odartym z wszelkiej nadziei? Dlaczego – czyniąc tak i zezwalając na to – żąda jeszcze od człowieka miłości? Myślałem nieraz, iż doprawdy nie godzi się nawet dziękować Mu za takie życie...” By zaraz potem znów wzięła górę owa „dziwna jakaś ciekawość i chęć badania rzeczy nieznanych”, tak dla gatunku ludzkiego charakterystyczna, wiodąca go nieraz ku zgubie, często zaś ku wyniesieniu i bogactwu.

Co istotne, z kart powieści emanuje duch jej twórcy, równie niespokojny, żądny wrażeń, nie wahający się narazić na ryzyko, aby tylko móc realizować własną wizję życia. Daniel Defoe zdążył zdobyć całą masę najrozmaitszych doświadczeń, od studenta teologii, przez kupca, tajnego agenta Jego Królewskiej Mości, po dziennikarza i pisarza. Był nawet więźniem, za wywrotowe publikacje wystawionym na widok publiczny pod pręgierzem. Wszystkie te doświadczenia postarał się przekuć w ciekawą historię, dodając odautorskie przemyślenia i okraszając je naukami wywodzącymi się wprost z jego prawdziwej wiary gorliwego prezbiterianina. Pewnych jednak sprzeczności trudno nie zauważyć. Mam tutaj na myśli choćby popieranie, ze sporym zaangażowaniem, instytucji niewolnictwa, przy całej, dającej się spostrzec aprobacie dla tolerancji, poszanowania i wolności. „Jakież mam prawo być sędzią i katem? Bo barwa skóry prawa mi tego nie daje”. Jednak zarówno Defoe, jak bohater jego powieści niewolnictwo uznają za dobry sposób, by zyskać darmową siłę do pracy w swoich gospodarstwach. Cóż, w tych czasach było to normą i czysto, według ówczesnych zasad, pragmatycznym wyborem, Daniel Defoe i Robinson są zrodzeni z Oświecenia i rosnącej w potęgę Anglii.

Duże fragmenty pierwszej części trylogii są nam znane, choć zapewne w rozmaitych skrótach i opracowaniach dla dzieci. Okazuje się jednak, że tekst jest obszerniejszy i łączy w sobie elementy przygodowe, a nawet awanturnicze, które do tej pory eksploatowano, z językiem dydaktyzmu, ze wskazaniem nauki, jaką można z tych wydarzeń dla siebie wyciągnąć, a także z fragmentami umoralniająco-religijnymi, z których część zdążyła już mocno się zestarzeć, choć monolog kierowany przez Robinsona do Boga pozostaje nadal aktualny, odnajdziemy w nim wiele z tego, co i nam obecnie zdarza się myśleć, nasze własne rozterki i próby negocjacji. W swojej warstwie przygodowej powieść nadal się interesująca. W dużej mierze przyczynia się do tego pełen ożywienia, energii i optymizmu język, co zawdzięczamy w jakimś stopniu talentowi tłumacza, Józefa Birkenmajera, a także sama postawa Robinsona, nie poddającego się zwątpieniu, zaradnego, zaciekawionego wszystkim, co nieznane, nowe, a przede wszystkim przyjmującego swój los z radosną pokorą, jako zesłany przez Boga, w którego przecież wierzy. Autor przedstawił Robinsona dość wiarygodnie. Jest to człowiek co prawda głęboko wierzący, jednak nie wolny od pokus, a gdy są bardzo silne, nie potrafi im się oprzeć. Jakie to ludzkie i prawdziwe. Jeśli zaś przygody wpędzają go w kłopoty, uznaje to za boską sprawiedliwość, której poddaje się pokornie, aby zmyć swój grzech. Tak też traktuje swoje „zesłanie” na wyspę.

Na samym początku Robinson jest jeszcze chłopcem. To, że chce przeżyć coś ciekawego, sprawdzić się, poczuć dreszcz emocji zanim umości się w wygodnym lecz nudnawym życiu dżentelmena klasy średniej, jest raczej normą niż odstępstwem. Bunt wobec oczekiwań rodziców zawsze był, i jest także dzisiaj, jednym z elementów wchodzenia w dorosłość. Całkowicie zrozumiała pozostaje dla nas również niechęć powrotu do domu na tarczy, przyznania się do porażki. Doskonale więc rozumiemy sytuację bohatera ładującego się wciąż w nowe tarapaty, gdy chce koniecznie udowodnić coś sobie i rodzinie. Z początku mówi: „Każdy z nas powinien się zawsze obawiać, porównując swoje obecne położenie z cudzym, które jest gorsze, bo niebiosa mogą sprawić, iż przyjdzie mu może wymienić jedno na drugie i przekonać się tym sposobem, jak porywcze i nierozsądne były jego narzekania”. Nie poddaje się, ufając we własne siły i boską opiekę. Jakoś też dziwnie się składa, że z opałów wychodzi cało, ze świeżą energią i pomysłami. Kibicujemy mu więc i podziwiamy, wzbudza naszą sympatię… jednak tylko w pierwszej części trylogii.

Później odnosimy wrażenie, że woda sodowa, jak wielu innym przed nim i po nim, także Robinsonowi mocno uderzyła do głowy. Po powrocie na wyspę (tak, tak, odwiedził ją po latach z czystej ciekawości) zachowuje się tam niczym udzielny książę, pan na włościach. Już nie udziela mieszkańcom rad, a peroruje, stawia warunki, mędrkuje. Nie ma w nim wiele z dawnego serdecznego optymisty, ani też z refleksyjnego prezbiterianina, który swoją samotność przekuwa na cichy dialog z Bogiem i własną wrażliwością, by lepiej poznać siebie, podołać próbie i stać się lepszym człowiekiem. Gdyby dojrzałość, która zwykle przychodzi z wiekiem i doświadczeniem, dodała mu tylko pewności siebie, wszystko byłoby w porządku. Ona jednak najwyraźniej wbiła go w pychę, co przerodziło się w cały szereg rozprawek, esejów, pouczeń, nazwę je też kazaniami, zgromadzonych w ostatniej części trylogii. Niestety, one nie tylko nużą, ale wręcz irytują. Czytamy o uczciwości, obyczajności, kłamstwie, o dzikości i prymitywizmie ludów nie znających Boga. Miałby więc ogromną ochotę ich nawracać. Bóstwa czczone gdzie indziej, choćby w Chinach, nazywa pogardliwie „zdeformowanymi, niefrasobliwie obojnaczymi potworkami”. Z Robinsona wychodzi mało sympatyczna buta angielskiego pana, mierzącego resztę marnego rodzaju ludzkiego z wyżyn brytyjskiej doskonałości.

Pamiętajmy, że jeden i drugi Robinson są wytworami swojej epoki, reprezentują zarówno zalety, jak i słabości ludzi ówcześnie żyjących. Jeden jest młodym, żądnym wrażeń urwisem, buntownikiem kształtującym dopiero swój charakter w trakcie doświadczeń zsyłanych mu przez los, często na jego własne życzenie. Drugi to zamożny mężczyzna, w dojrzałym wieku, o określonym statusie społecznym, osiadły i stateczny, roszczący sobie prawo do dawania nauk i wygłaszania prelekcji z racji swego wieku i pozycji. Obaj są prawdziwi i każdy z nich coś nam mówi o czasach, w których toczy się akcja powieści.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/ksiazki.html

Któż nie słyszał o przygodach rozbitka Robinsona Crusoe gdzieś na bezludnej wyspie Morza Karaibskiego? Konotacje imienia weszły na stałe do kultury języka, przybierając rozmaite formy, jak np. robinsonada, czy robinsonowie warszawscy, to akurat w odniesieniu do osób usiłujących na własną rękę przeżyć w zrujnowanej po powstaniu stolicy i doczekać końca wojny. Można rzec, iż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
112
16

Na półkach:

Książka "Przypadki Robinsona Kruzoe" z krakowskiego wydawnictwa Zielona Sowa, tłumaczenia Władysławy Ludwiki Anczycy z 1868 roku jest dość trudna, nawet dla dorosłego odbiorcy. Archaiczny język mocno wydłuża lekturę. Sama fabuła jest dość interesująca, ale brakuje jej jakiegoś "zakończenia". Ostatnie strony to jakby streszczenie dalszych losów Robinsona.

Książka "Przypadki Robinsona Kruzoe" z krakowskiego wydawnictwa Zielona Sowa, tłumaczenia Władysławy Ludwiki Anczycy z 1868 roku jest dość trudna, nawet dla dorosłego odbiorcy. Archaiczny język mocno wydłuża lekturę. Sama fabuła jest dość interesująca, ale brakuje jej jakiegoś "zakończenia". Ostatnie strony to jakby streszczenie dalszych losów Robinsona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1190
1155

Na półkach: , , ,

Posiadam cztery egzemplarze przygód o Robinsonie Kruzoe i każdy ma inne tłumaczenie. Uważam, że najlepszy jest ten, który najwierniej oddaje treść oryginału i jest najobszerniejszy. Mianowicie jest to przekład pod tytułem "Przypadki Robinsona Kruzoe", który pochodzi z Państwowego Instytutu Wydawniczego – mam siódme wydanie z 1986 roku. Składa się z dwóch tomów (brak podziału na rozdziały i nie ma przypisów). Pierwszy tom tłumaczy Józef Birkenmajer w 1949 roku. Drugi tom stanowi anonimowy przekład z XIX wieku, który opracowuje Grzegorz Sinko. Przyznaję siedem gwiazdek (czyli książka jest bardzo dobra).

Chyba wszyscy kojarzą Robinsona Kruzoe jako rozbitka, który egzystuje wiele lat na bezludnej wyspie. Morze wyrzuca go na wyspę w ujściu rzeki Orinoko (dziś teren Wenezueli) w miejscu o silnym oddziaływaniu przypływów, odpływów i prądów morskich. Jednak to stanowi akcję tylko z pierwszego tomu powieści. Drugi tom jest pomijany we wszelkich znanych mi tłumaczeniach, oprócz wydania z Państwowego Instytutu Wydawniczego. Daniel Defoe adresuje treść do dorosłego czytelnika. Widać u niego duże obeznanie z geografią świata (morza, wybrzeża kontynentów, miasta, rzeki, nawet Księstwo Moskiewskie, chiński mur, stepy opanowane przez Tatarów – stąd główny bohater powieści zwiedza te wszystkie rejony, nawet w późnej starości jest bardzo ciekawy świata). Dobrze zarysowuje psychologiczną sylwetkę Robinsona Kruzoe – widać to w opracowaniu Józefa Birkenmajera i Grzegorza Sinki. Oprócz tego samotny rozbitek często sięga po Biblię i podejmuje autorozważania religijne.

Zapoznaję się z trzema pozostałymi przekładami. "Przypadki Robinsona Kruzoe" z krakowskiego wydawnictwa Zielona Sowa, tłumaczenie Władysława Ludwika Anczyca z 1868 roku; w treści narrator mówi, że powieść jest skierowana do dziesięcioletniego czytelnika. E-book z portalu internetowego Wolne Lektury pod tytułem "Robinson Crusoe. Jego życia losy, doświadczenia i przypadki", tłumaczenie Franciszka Mirandoli z 1924 roku. "Robinson Kruzoe", jako lektura dla szóstej klasy szkoły podstawowej, z wydawnictwa Nasza Księgarnia, według Daniela Defoe tłumaczy Stanisław Stampf'l w 1958 roku. Chociaż każdy z nich różni się językiem, niekiedy zmienionymi wydarzeniami, podziałem na rozdziały i ich odmiennymi tytułami, uproszczeniami fabuły i liczbą stron, to oceniam je tak samo – na pięć gwiazdek (lektury przeciętne).

Posiadam cztery egzemplarze przygód o Robinsonie Kruzoe i każdy ma inne tłumaczenie. Uważam, że najlepszy jest ten, który najwierniej oddaje treść oryginału i jest najobszerniejszy. Mianowicie jest to przekład pod tytułem "Przypadki Robinsona Kruzoe", który pochodzi z Państwowego Instytutu Wydawniczego – mam siódme wydanie z 1986 roku. Składa się z dwóch tomów (brak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

25470 użytkowników ma tytuł Przypadki Robinsona Crusoe na półkach głównych
  • 23 461
  • 1 898
  • 111
4852 użytkowników ma tytuł Przypadki Robinsona Crusoe na półkach dodatkowych
  • 3 021
  • 804
  • 523
  • 164
  • 152
  • 117
  • 71

Inne książki autora

Daniel Defoe
Daniel Defoe
Pisarz angielski, prekursor powieści przygodowej. Syn Jamesa Foe, rzeźnika w dzielnicy Stoke Newington w Londynie, dodał do swego nazwiska arystokratycznie brzmiące „De” i stosował je odtąd w takim brzmieniu jako pseudonim literacki. Uważany jest za prekursora anglojęzycznej powieści, był również autorem broszur polemicznych i dziennikarzem. Jego działalność polityczna zakończyła się aresztowaniem i przykuciem do pręgierza 31 lipca 1703. Główną przyczyną zatrzymania pisarza była broszura The Shortest Way with Dissenters (Najlepszy sposób na odszczepieńców),w której bezwzględnie wyszydził on wysokich urzędników kościelnych ze skrzydła torysów. Wydanie wiersza Hymn to the Pillory („Hymn do pręgierza”),skłoniło jednakże lud do rzucania kwiatów w przykutego Defoe, zamiast zwyczajowych kamieni, nieczystości i innych przedmiotów, oraz do wznoszenia za niego toastów. Po trzech dniach pręgierza trafił do więzienia Newgate. Robert Harley, 1. hrabia Oxford i Mortimer, uiścił kaucję za jego wypuszczenie w zamian za współpracę w charakterze agenta wywiadu. Defoe miał w założonym w 1704 czasopiśmie „A Review of the Affairs of France” propagować politykę Harleya jako ministra. Pismo działało bez przerwy do 1713. Gdy Harley stracił władzę w 1708, Defoe nadal pisał, wspierając jego następcę , Godolphina, a następnie ponownie Harleya i torysów w latach 1710 do 1713. Po śmierci królowej Anny i związanym z tym upadkiem władzy torysów, Defoe kontynuował pracę wywiadowczą dla rządu wigów. Jego słynna powieść, Przypadki Robinsona Kruzoe (1719),opowiada o rozbiciu statku na bezludnej wyspie i późniejszych przygodach rozbitka. Autor mógł oprzeć swe opowiadanie na prawdziwej historii Alexandra Selkirka. Następną powieścią był Kapitan Singleton (1720),historia o zadziwiającej potędze miłości dwóch mężczyzn. Hans Turley, profesor literatury angielskiej z Uniwersytetu Connecticut, przedstawił w swej książce z 2001 (Rum, Sodomy and the Lash: Piracy, Sexuality, and Masculine Identity) m.in. wizję związku kwakra Williama z kapitanem Singletonem, które to uczucie odciąga tego ostatniego od morderczego życia pirata i obydwaj uroczyście ślubują sobie wspólne życie jako para, w Londynie, przebrani za Greków, nie mówiąc publicznie po angielsku, a Singleton dla zachowania pozorów poślubia siostrę Williama. W 1722 ukazał się A Journal of the Plague Year (Dziennik roku zarazy, tłumaczenie Jadwiga Dmochowska; książka ta funkcjonuje też pod tytułem Dziennik roku dżumy). Opowiada on o wielkiej zarazie dżumy jaka nawiedziła Londyn w 1665. Sucha, beznamiętna narracja skontrastowana jest z bezmiarem tragedii rozgrywającej się codziennie na oczach piszącego. Zabieg ten, jak pisał Gustaw Herling-Grudziński, pozwolił na upodmiotowienie umierania rzesz ludzkich. Była inspiracją dla powstania Innego świata. Na Dziennik roku zarazy jako źródło inspiracji powołuje się Albert Camus w Dżumie oraz H. G. Wells, pisząc Wojnę światów. Napisał też Moll Flanders (1722),powieść łotrzykowską w postaci narracji w pierwszej osobie, opisującą upadek i ostateczne odkupienie win samotnej kobiety w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Na początku objawia się ona jako prostytutka, bigamistka i złodziejka, dopuszcza się zdrady małżeńskiej i kazirodztwa, jednak mimo to zyskuje sympatię czytelnika. Zarówno ta powieść, jak i Roxana, the Fortunate Mistress (1724),są przykładem pomysłowości autora w kreowaniu „z życia wziętych” bohaterów. W 1724 ukazała się też książka o piratach (A General History of the Robberies and Murders of the Most Notorious Pyrates) autorstwa niejakiego kapitana Charlesa Johnsona. Zachodzi podejrzenie, że był to pseudonim Defoe. Zmarł w wieku 70 lat, pochowany został w Bunhill Fields w Londynie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Przypadki Robinsona Crusoe przeczytali również

Kubuś Puchatek Alan Alexander Milne
Kubuś Puchatek
Alan Alexander Milne
Kubuś Puchatek Autor: Alan Alexander Milne Moja ocena: ★★★★★★★★★★ (10/10) Literatura dziecięca, która pozostaje bajką — i właśnie jako bajkę należy ją czytać. Jednak pod tą pozorną prostotą kryje się coś znacznie głębszego: opowieść niezwykle subtelna, mądra i ponadczasowa, trafiająca zarówno do młodszych, jak i dorosłych czytelników. To książka rewelacyjna — wspaniała w swojej delikatności, a jednocześnie zaskakująco inteligentna. Autor z niezwykłym wyczuciem buduje świat Stumilowego Lasu, pełen prostych historii, które niosą ze sobą uniwersalne prawdy o przyjaźni, relacjach i codziennych drobnych radościach. Język jest lekki, momentami wręcz minimalistyczny, ale jednocześnie bardzo precyzyjny i pełen uroku. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie dialogi oraz sposób konstruowania postaci. Każda z nich ma swój charakter i sposób patrzenia na świat — często kontrastowy wobec innych. Przykładem może być spotkanie Puchatka z Sow ą — zestawienie prostoty i naturalności z pewną pretensjonalną „mądrością”, które w niezwykle subtelny sposób ukazuje różne sposoby myślenia i komunikacji. Czytając tę książkę, trudno nie docenić wyczucia autora — zarówno w formie przekazu, jak i w budowaniu nastroju. To jedna z tych lektur, przy których można się zatrzymać, zwolnić i po prostu cieszyć samym procesem czytania. Klasyka literatury dziecięcej w najlepszym wydaniu — książka, do której warto wracać niezależnie od wieku. Zdecydowanie polecam. 📖 22:42 · 28.03.2026 · 30/2026 · (P)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na101 miesiąc temu
Karolcia Maria Krüger
Karolcia
Maria Krüger
Karolcia Marii Krüger to moja najukochańsza książka z dzieciństwa. Zupełnie o tym zapomniałam, ale jak sobie przypomniałam, to zapragnęłam przeczytać ją jeszcze raz. Niestety, z powrotami do ulubionych książek zawsze wiąże się ryzyko. Zwykle okazuje się, że już nie wiemy, co takiego fascynującego kiedyś w nich widzieliśmy. Perspektywa dorosłych zmienia się zupełnie. Ale! Jest ryzyko, jest zabawa. Historia o nieco roztrzepanej dziewczynce i magicznym koraliku to pierwsza fantastyczna książka, jaką przeczytałam. Mam do niej przeogromny sentyment. W moich wspomnieniach jawiła się magicznie wręcz, jak ten niebieski paciorek. 🧿 Wszystko ma swoją cenę Karolcia zobaczyła koralik przypadkiem, w jakiejś dziurze. Sam jej powiedział, że spełnia marzenia, ale nie zdążył uprzedzić, że każde wypowiedziane życzenie ma swoją cenę. Dziewczynka korzysta więc z niego często, rozpraszając moc na przypadkowe zachcianki. Dopiero gdy zauważa, że jego kolor blaknie, zaczyna bardzo ostrożnie podchodzić do tego, co wypowiada. Karolcia wraz ze swoim kolegą Piotrem najpierw łobuzują i się bawią, a później angażują moce koralika w ratowanie ogrodu z placem zabaw. Miejsce to jest wspólne dla wszystkich okolicznych mieszkańców oraz bardzo lubiane i potrzebne. Niestety miasto planuje jego zamknięcie pod budowę restauracji. Karolcia i Piotr udają się więc na wyprawę do Prezydenta Miasta, żeby go przekonać do zmiany decyzji. 🧿 Obudzona wyobraźnia Historia Karolci jest mądrą książką o tym, że świat jest ułożony tak a nie inaczej z konkretnych powodów, a wszystko, każda decyzja i czyn mają swoje konsekwencje. Dziecięce pomysły mogą doprowadzić do rożnych sytuacji. Czasami będzie zabawnie, ale czasami niebezpiecznie. Niewidzialność może się przysłużyć, ale może też być przyczyną czyjejś przykrości. Dorosłość wcale nie jest taka fajna i nie ma się co niej spieszyć. A w ogóle to czarownice istnieją i trzeba się ich wystrzegać. Chciałam mieć taki niebieski koralik. Bardzo. Jako dziecko wierzyłam szczerze, że może znajdę kiedyś taki sam i on spełni moje marzenia. Już nie wierzę w magiczne artefakty, a już na pewno nie takie spełniające życzenia, ale coś z tej książki dalej we mnie tkwi. Otworzyła mi oczy, obudziła wyobraźnię i pokazała, że w książkach można znaleźć nieprawdopodobne. Nie żałuję, że przeczytałam ją jeszcze raz, chociaż nie znalazłam w niej nic, co widziałam w niej kiedyś. Ale ponowna lektura nie zabrała mi wspomnień i poczucia, że Karolcia to wciąż wyjątkowa książka
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na71 miesiąc temu
Sposób na Alcybiadesa Edmund Niziurski
Sposób na Alcybiadesa
Edmund Niziurski
Mym całkiem stronniczym zdaniem pierwsza część „Przygód Marka Piegusa” jest najlepszą z książek Pana Edmunda. Początek „Sposobu” utrzymany na tym samym poziomie. „Z tych ponurych medytacji wyrwało mnie bolesne szturchnięcie w żebro. — Ciamcia, Farfala mówi do ciebie — usłyszałem szept Zasępy. Zerwałem się z ławki. — Czy ty nie słyszysz, co się do ciebie mówi? — Farfala patrzył na mnie z wyrzutem. Profesor Farfala nigdy się nie denerwował, tylko patrzył z wyrzutem. — Słyszę, panie profesorze. — Więc podejdź do aparatu i zademonstruj. Podszedłem na pół przytomny. Przy aparacie Kippa było już dwu chłopców: Babinicz wlewał kwas do cynku, a Wróbel łapał wodór uchodzący z rurki do specjalnej probówki. — Ciamciara — rzekł profesor — powtórz, co masz zademonstrować. Spojrzałem ogłupiały na dwie szklane kule aparatu, jakbym chciał od nich dowiedzieć się, co właściwie mam demonstrować. Ale szklane kule milczały. Ja też milczałem. Farfala westchnął i skinął na Zasępę. Zasępa wstał i milczał. Farfala wskazał na Pędzelkiewicza. Pędzelkiewicz też nie wiedział. Farfala pokiwał głową. — Pytałem, co należy zrobić, żeby otrzymać wodę. Poruszyłem się niespokojnie. — Odkręcić kurek — ktoś pisnął z tylnej ławki. Farfala zgromił śmiałka surowym spojrzeniem. — No więc, Ciamciara — Farfala zbliżył się do mnie i patrzył z takim wyrzutem, że straciłem głowę. Pamiętam tylko, że nerwowo przekręciłem jakiś kurek... Oślepiający błysk poraził mi oczy. Rozległ się huk i brzęk szkła...” Takimi zachowaniami Ciamciara i jemu podobni wywierają ujemny wpływ na nauczycieli, tak że odbija się to na starszakach. Ci ostatni chcą zaprowadzenia porządku, lecz palcem nie kiwną by pomóc. Podobno istnieją sposoby na nauczycieli lecz dostępne tylko dla starszaków. Za pośrednictwem jednego z nich, jakiegoś Kickiego, oczywiście z trudem, dostali namiary do drugiego o artystycznym usposobieniu zwanego Szekspirem, znającego odnośne sposoby. Porwali go w ramach sztuki, w której grał „nędznego kacyka” obalonego przez „czarny lud”, za łatwo poszło. Gdy zrozumiał, że porwali go na poważnie, przysiągł zemstę. Tak zrobili sobie dodatkowy kłopot. Mieli żal do Kickiego, jakoby umyślnie to zrobił. Obiecali mu rakietę tenisową w zamian za skierowanie do Wątłusza. Kiedy wyszło na jaw, że rakieta należy do kogo innego, Kicki zaczął ich wyzywać od oszustów, czego z upodobaniem słuchał woźny sądowy w stanie spoczynku. Jak usłyszeli od niego, za oszustwo grozi do 5 lat z obowiazującego wówczas art. 264 Kodeksu Makarewicza (który, można dodać, nie miał tu zresztą zastosowania, gdyż dotyczył „wprowadzenia w błąd w celu niekorzystnego rozporządzenia mieniem”). Wątłusz był marnym bokserem, piszącym wiersze, poetą chyba jeszcze gorszym. Jego wiersz o pisaniu wiersza przypomniał mi tfurczość wuja Sindbada Żeglarza w książce Leśmiana: Zachodzi Słońce nad Wędzarnią krwawo, Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży, Sezon skończony, żegnaj sławo! Na zwiędłych liściach znokautowany bokser leży. Twarz mu wykrzywia uśmiech żałosny. Byle do wiosny! Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła! Tożby się Klapaucjusz uśmiał, usłyszawszy te ponure rymowanki („Elektrybałt Trurla” w „Cyberiadzie”). A mogło by to brzmieć jakoś tak: Biała kartka to przestrzeń, co czeka na słowo, zaczynam od myśli, co krąży nade mną. Szukam rytmu, sylaby, co złączy się nowo, przemieniając treść w formę, jasną czy ciemną. Wers pierwszy – twardy, rymowany na siłę, drugi – już płynie, gubi sens i rymy. Zamazuję, dopisuję, myślę, co było, z myśli ulotnych formę tworzymy. Czy to o mnie, czy tylko o składaniu liter? Z metaforą się zmagam, szukam rymu do ciszy. Wiersz autotematyczny – to poetycki teatr, gdzie pisarz sam siebie w słowach usłyszy. Strofa po strofie, wiersz kończy się nagle, zostawiam słowa, co jeszcze drżą w ciszy. Oto wiersz o wierszu, co stawia żagle, i o tym, jak trudną sztuką jest pisanie wierszy. Wątłusz zapytany o sposoby na nauczycieli wymienił cenę znacznie powyżej ich kieszeni. Gdy spytali o nabycie spsobów pojedyńczo wypadło drożej, bowiem w hurcie byłoby taniej. Jak usłyszał, że moga zapłacić tylko 47,10 zł wybuchnął śmiechem, za tyle to najwyżej sposób na Alcybiadesa, poczciwego historyka. Bokser zapłatę wziął z góry, po szczegółowe dane mieli iść do bardziej obeznanego … Szekspira, który winien mu był przysługę. Wymogli na Wątłuszu, pod groźbą kary umownej znacznie wyższej od tej ceny, by uzgodnił z Szekspirem, że chwilowo zawiesi zemstę. Wierszokleta przystał, gdyż i tak nie zrozumiał. Gąsowski u Makuszyńskiego przepytywał co dziesiątego ucznia, co nawet ślepy by dostrzegł, wedle powiedzenia Orwella. Alcybides wyodrębniał nazwiska wsławione i pozostałe, w ramach podzbioru zaczynał od najkrótszych. Wszystko szło świetnie, kiedy któregoś dnia Alcybiades zapowiedział, że nazajutrz będą oprowadzać wycieczkę po Starym Mieście (w Warszawie, bowiem tam dzieje się powieść). Przy kolumnie Zygmunta, na pytanie którego, jeden odpowiedział: Starego. „– O Wazie słyszałeś? – zapytał dyrektor. – Tak. – Co możesz powiedzieć? – Służy do zupy – usłyszałem zdradziecki szept Szekspira. – Służy do zupy – odparł głośno Zasępa.” Zakończenie trudne do przewidzenia, zemsta Szekspira chyba wciąż nad nimi wisi...
Piratka - awatar Piratka
oceniła na821 dni temu

Cytaty z książki Przypadki Robinsona Crusoe

Więcej

Obawa niebezpieczeństwa jest tysiąc razy okropniejsza od samego niebezpieczeństwa, a strapienie, jakie nam sprawia przewidywanie zła, nieznośniejsze jest od samego zła.

Obawa niebezpieczeństwa jest tysiąc razy okropniejsza od samego niebezpieczeństwa, a strapienie, jakie nam sprawia przewidywanie zła, niezno...

Rozwiń
Daniel Defoe Przypadki Robinsona Kruzoe Zobacz więcej

Człowiek poznaje wartość rzeczy dopiero po ich utracie.

Człowiek poznaje wartość rzeczy dopiero po ich utracie.

Daniel Defoe Robinson Kruzoe Zobacz więcej

Strach przed niebezpieczeństwem jest o wiele gorszy od samego niebezpieczeństwa.

Strach przed niebezpieczeństwem jest o wiele gorszy od samego niebezpieczeństwa.

Daniel Defoe Robinson Kruzoe Zobacz więcej
Więcej