Dziennik roku zarazy

Okładka książki Dziennik roku zarazy autorstwa Daniel Defoe
Okładka książki Dziennik roku zarazy autorstwa Daniel Defoe
Daniel Defoe Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy klasyka
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
A Journal of the Plague Year
Data wydania:
2022-06-16
Data 1. wyd. pol.:
1959-01-01
Data 1. wydania:
2003-01-01
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381964210
Tłumacz:
Jadwiga Dmochowska
Bez tej książki nie byłoby ani Dżumy Alberta Camusa, ani Innego świata Gustawa Herlinga-Gudzińskiego. Napisana jak reportaż, położyła podwaliny pod literaturę, która stawia człowieka twarzą w twarz z problematyką zagłady. Ale Dziennik roku zarazy Daniela Defoe to nie tylko dokument o zarazie, która nawiedziła Londyn w 1665 roku, to również powieść historyczno-obyczajowa, której bohaterem jest City. To powieść-metafora, z zapowiedzią kolejnej zarazy. Właśnie dlatego badacze Defoe dopatrują się w niej "kontynuacji Robinsona Cruzoe".
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziennik roku zarazy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dziennik roku zarazy



2364 2349

Oceny książki Dziennik roku zarazy

Średnia ocen
7,0 / 10
141 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dziennik roku zarazy

avatar
2364
2364

Na półkach:

Inne oblicze autora " Robinsona Crusoe ".
Powieść ( 1722 r. ) opierająca się na źródłach historycznych i relacjach świadków opisuje dramatyczne żniwo dżumy w Londynie w 1665 r.
Jest uznawana za fundamentalne dzieło i pierwowzór literatury faktu nawiązującej do różnego rodzaju epidemii np. " Dżuma " A. Camusa, stanowiąc ponadczasową metaforę walki za strachem i niepewnością.
Kultowy klasyk literatury !!!
Powinno się przeczytać.
POLECAM !!!

Inne oblicze autora " Robinsona Crusoe ".
Powieść ( 1722 r. ) opierająca się na źródłach historycznych i relacjach świadków opisuje dramatyczne żniwo dżumy w Londynie w 1665 r.
Jest uznawana za fundamentalne dzieło i pierwowzór literatury faktu nawiązującej do różnego rodzaju epidemii np. " Dżuma " A. Camusa, stanowiąc ponadczasową metaforę walki za strachem i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
317
309

Na półkach:

audycja o książce tutaj:
https://open.spotify.com/episode/4rlnNNT4SSvRa44BvaKpS4?si=783ebb6e4b934159

audycja o książce tutaj:
https://open.spotify.com/episode/4rlnNNT4SSvRa44BvaKpS4?si=783ebb6e4b934159

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2077
1152

Na półkach:

Ciekawy temat opisany tak sobie. Za dużo razy powtarzał się temat zamkniętych domów. Były tu dobre momenty, ciekawe, ale raczej męczyłam tę książkę, bo często mnie zwyczajnie nudziła.

Ciekawy temat opisany tak sobie. Za dużo razy powtarzał się temat zamkniętych domów. Były tu dobre momenty, ciekawe, ale raczej męczyłam tę książkę, bo często mnie zwyczajnie nudziła.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

755 użytkowników ma tytuł Dziennik roku zarazy na półkach głównych
  • 562
  • 186
  • 7
74 użytkowników ma tytuł Dziennik roku zarazy na półkach dodatkowych
  • 38
  • 10
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Daniel Defoe
Daniel Defoe
Pisarz angielski, prekursor powieści przygodowej. Syn Jamesa Foe, rzeźnika w dzielnicy Stoke Newington w Londynie, dodał do swego nazwiska arystokratycznie brzmiące „De” i stosował je odtąd w takim brzmieniu jako pseudonim literacki. Uważany jest za prekursora anglojęzycznej powieści, był również autorem broszur polemicznych i dziennikarzem. Jego działalność polityczna zakończyła się aresztowaniem i przykuciem do pręgierza 31 lipca 1703. Główną przyczyną zatrzymania pisarza była broszura The Shortest Way with Dissenters (Najlepszy sposób na odszczepieńców),w której bezwzględnie wyszydził on wysokich urzędników kościelnych ze skrzydła torysów. Wydanie wiersza Hymn to the Pillory („Hymn do pręgierza”),skłoniło jednakże lud do rzucania kwiatów w przykutego Defoe, zamiast zwyczajowych kamieni, nieczystości i innych przedmiotów, oraz do wznoszenia za niego toastów. Po trzech dniach pręgierza trafił do więzienia Newgate. Robert Harley, 1. hrabia Oxford i Mortimer, uiścił kaucję za jego wypuszczenie w zamian za współpracę w charakterze agenta wywiadu. Defoe miał w założonym w 1704 czasopiśmie „A Review of the Affairs of France” propagować politykę Harleya jako ministra. Pismo działało bez przerwy do 1713. Gdy Harley stracił władzę w 1708, Defoe nadal pisał, wspierając jego następcę , Godolphina, a następnie ponownie Harleya i torysów w latach 1710 do 1713. Po śmierci królowej Anny i związanym z tym upadkiem władzy torysów, Defoe kontynuował pracę wywiadowczą dla rządu wigów. Jego słynna powieść, Przypadki Robinsona Kruzoe (1719),opowiada o rozbiciu statku na bezludnej wyspie i późniejszych przygodach rozbitka. Autor mógł oprzeć swe opowiadanie na prawdziwej historii Alexandra Selkirka. Następną powieścią był Kapitan Singleton (1720),historia o zadziwiającej potędze miłości dwóch mężczyzn. Hans Turley, profesor literatury angielskiej z Uniwersytetu Connecticut, przedstawił w swej książce z 2001 (Rum, Sodomy and the Lash: Piracy, Sexuality, and Masculine Identity) m.in. wizję związku kwakra Williama z kapitanem Singletonem, które to uczucie odciąga tego ostatniego od morderczego życia pirata i obydwaj uroczyście ślubują sobie wspólne życie jako para, w Londynie, przebrani za Greków, nie mówiąc publicznie po angielsku, a Singleton dla zachowania pozorów poślubia siostrę Williama. W 1722 ukazał się A Journal of the Plague Year (Dziennik roku zarazy, tłumaczenie Jadwiga Dmochowska; książka ta funkcjonuje też pod tytułem Dziennik roku dżumy). Opowiada on o wielkiej zarazie dżumy jaka nawiedziła Londyn w 1665. Sucha, beznamiętna narracja skontrastowana jest z bezmiarem tragedii rozgrywającej się codziennie na oczach piszącego. Zabieg ten, jak pisał Gustaw Herling-Grudziński, pozwolił na upodmiotowienie umierania rzesz ludzkich. Była inspiracją dla powstania Innego świata. Na Dziennik roku zarazy jako źródło inspiracji powołuje się Albert Camus w Dżumie oraz H. G. Wells, pisząc Wojnę światów. Napisał też Moll Flanders (1722),powieść łotrzykowską w postaci narracji w pierwszej osobie, opisującą upadek i ostateczne odkupienie win samotnej kobiety w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii. Na początku objawia się ona jako prostytutka, bigamistka i złodziejka, dopuszcza się zdrady małżeńskiej i kazirodztwa, jednak mimo to zyskuje sympatię czytelnika. Zarówno ta powieść, jak i Roxana, the Fortunate Mistress (1724),są przykładem pomysłowości autora w kreowaniu „z życia wziętych” bohaterów. W 1724 ukazała się też książka o piratach (A General History of the Robberies and Murders of the Most Notorious Pyrates) autorstwa niejakiego kapitana Charlesa Johnsona. Zachodzi podejrzenie, że był to pseudonim Defoe. Zmarł w wieku 70 lat, pochowany został w Bunhill Fields w Londynie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Dziennik roku zarazy przeczytali również

Marsz Radetzky'ego Joseph Roth
Marsz Radetzky'ego
Joseph Roth
A jeśli znowu stoimy u progu wielkiej masakry, która zaleje rzekami krwi gnijący Stary Kontynent, a jeśli teraz do gardeł rzucimy się sobie, kierując się nie tylko kryteriami narodowymi i klasowymi, lecz także płciowymi i metrykalnymi? Oczyma wyobraźni widzę już siebie jako zniedołężniałego starca, czyli lada moment, kąsającego w desperacji młodzianków, którzy siłowo chcą przeprowadzić na mnie dobrowolną eutanazję. Jeśli istotnie dojdzie do takich drastycznych scen, których efektem będą stosy ciał, to z pewnością Unia Europejska dorobi się swojej rzewnej apologii na miarę monarchii austro-węgierskiej w „Marszu Radetzky'ego”. Rzewnej, bo odwołującej się do symbolicznych czy też niematerialnych wartości, np. utraconego ładu (nie zielonego, tylko takiego ogólnego). Oczywiście banalna apologia, podyktowana wdzięcznością za finansowanie ze środków unijnych, jest na porządku dziennym od lat, a Polacy są w niej szczególnie biegli, nie ma w tym jednak jeszcze sentymentu, tej melancholijnej aury, która spowija powieść Józefa Rotha. To się dopiero pojawi po tej wielkiej masakrze, która nas czeka i która brutalnie oddzieli jedną epokę od drugiej – epokę bezmyślnej niewinności od epoki bezmyślnej drapieżności. Straszny czas, przez który nieliczni przejdą, skłoni ich do idealizacji nieodległej przeszłości, ociepli w ich pamięci unijnych biurokratów i ich beztroskie, ideologiczne zacietrzewienie, może jakiś nowy Robert Makłowicz powiesi sobie nawet na ścianie portret Ursuli von der Jelen. Może nawet ja to zrobię, jeśli, rzecz jasna, nie będę jedną z ofiar masakry. Przegiolem co? To się jeszcze okaże. --- Książka może przypaść do gustu ludziom, których wyobraźnię nader mocno zajmują umieranie, rozpad, upadek, rozkład, odchodzenie, znikanie, zanikanie, dezintegracja, staczanie się itd., tyle że bez turpizmu i naturalizmu. Jako że należę do grupy osób, którym zjawiska tej natury są istotnie bliskie, przyjąłem powieść Rotha z otwartym sercem, i to mimo tego, że autor raczył był obdarzyć naiwnym sentymentem twór cokolwiek sztuczny i o krótkim terminie ważności – monarchię austro-węgierską.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na94 miesiące temu
Martwe dusze Mikołaj Gogol
Martwe dusze
Mikołaj Gogol
"Jakie dziwne i pociągające, i nierzeczywiste, i cudowne jest to, co się zawiera w słowie „podróż!”, i jaka cudowna jest ta podróż. Jasny dzień, jesienne liście, chłodne powietrze... Szczelniej owińmy się płaszczem podróżnym, nasuńmy czapkę na uszy, mocniej i przytulniej wciśnijmy się w kąt! Po raz ostatni przebiegł po ciele dreszcz i już zastąpiło go miłe ciepło. Konie mkną... jak kusząco zakrada się senność i przymykają się oczy, i już przez sen słychać: i „Nie białe śniegi”, i parskanie koni, turkot kół, i już człowiek chrapie wcisnąwszy w kąt swego sąsiada. Budzi się: pięć stacji pozostało w tyle, księżyc, nieznane miasto, cerkwie ze starożytnymi drewnianymi kopułami i czerniejącymi szpicami, ciemne drewniane i białe murowane domy. Tu i ówdzie blask miesiąca: jak gdyby białe płócienne chustki rozwieszały się po ścianach, po bruku, po ulicach; ukośnymi pasami przecinają je czarne jak węgiel cienie, podobnie do błyszczącego metalu połyskują ukośnie oświetlone drewniane dachy, nigdzie ani żywej duszy – wszystko śpi". Dlaczegóż by więc w takiej aurze nie wybrać się w podróż z Gogolem ... a własciwie bohaterem jego powieści Pawłem Iwanowiczem Cziczikowem ... nawet jeśli jest to podróż w interesach ...? Wzbudzający żywe zainteresowanie, zdawałoby się inteligentny i komunikatywny Cziczikow proponuje pewien interes ... Skupuje on de facto dane osobowe zmarłych chłopów (tytułowych "martwych dusz") od włascicieli ziemskich , przez co zainteresowani nie muszą płacić podatków zamim dana osoba nie zostanie skreślona z ewidencji, sam Cziczikow wyłudza pieniądze za nieboszczyków od Rad Opiekuńczych, stopniowo zwiększając swój kapitał i podnosząc swoją pozycję ... To zdumiewające jak bardzo aktualne jest to dzieło i jak mocno zakorzeniona jest w naturze ludzkiej chęć zarobku ... nawet na zmarłych ... pragnienie zdobycia pieniędzy bez skrupułów i refleksji na temat niemoralności tego czynu. Powieść napisana jest w sposób bardzo konktretny, ale wymaga skupienia, nie do końca jest ona łatwa w odbiorze ... niemniej warto po nią sięgnąć!
Penelope_Amore - awatar Penelope_Amore
ocenił na716 dni temu
Trismus Stanisław Grochowiak
Trismus
Stanisław Grochowiak
Przerażająca opowieść komendanta obozu dla tzw. “uprzywilejowanych” Żydów, a zarazem jeden z najlepszych obrazów esesmańskiej mentalności w polskiej literaturze. Wydawało mi się, że w zasadzie znam najważniejsze dzieła wartościowej (niestety - istotne to dziś zastrzeżenie) literatury obozowej, tymczasem okazało się, że przez lata pominąłem ważną pozycję. Wartością tej niezbyt obszernej opowieści z 1963 r. jest równie znakomity, jak i wiarygodny, portret psychologiczny istotnego trybika w hitlerowskiej maszynerii śmierci. A chodzi o obóz, którego więźniowie mogą być wykupywani przez rodziny lub organizacje z zagranicy. Początkowi hitlerowcy chcieli na Żydach zarabiać, zanim zaczęli ich systemowo zabijać… Zupełnie nie do wiary wydaje się fakt, że Grochowiak, wybitny wszak poeta, w wieku dwudziestu kilku lat napisał tak dojrzałą i wiarygodną rzecz (przy której jeszcze bardziej uwidacznia się mizeria tak dziś rozplenionej literaturki typu “holo-polo”). Zwraca uwagę wysokojakościowy charakter tej opowieści, której styl mógłby być wzorcem, gdyby nie to, co napisałem wyżej…. Według definicji słownikowej “trismus” to «kurczowe zwarcie szczęk». Bardzo to adekwatne w kontekście narratora, nieświadomego, że będąc buldogiem wobec “wrogów Rzeszy”, nie może być jednocześnie czułym pieseczkiem dla własnej żony… Retoryczne byłoby wszak pytanie, czy można mieć taką “pracę”, a jednocześnie być normalnym mężczyzną, czułym mężem, a w niedalekiej przyszłości troskliwym tatusiem… Gdy w 1943 r. Glückauf odwiedza Adolf Eichmann, szef komórki RSHA ds. żydowskich, z poleceniem likwidacji obozu, narrator początkowo próbuje “bronić swoich Żydów”, ale bynajmniej nie przed śmiercią - chodzi mu wyłącznie o własny prestiż komendanta. I tylko jeden drobny błąd rzeczowy: w konferencji w Wannsee nt. “ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” nie uczestniczyli, jak pisze Autor, “wszyscy komendanci obozów zagłady” - byli oni jedynie szczeblem wykonawczym, a nie decyzyjnym tej największej “zbrodni zza biurka”... “Byłem po prostu SS-obersturmfürerem pełniącym obowiązki komendanta małego obozu koncentracyjnego w Glückauf, który otrzymał wezwanie +Lebensbornu+ do uregulowania swoich spraw rodzinnych, aby z kolei umożliwić sobie awans i trwałą już nominację służbową”. “– Jest pan również komendantem obozu. Nie umówiliśmy tego aspektu w naszej rozmowie. W obozach dzieją się rzeczy godne tylko oczu mężczyzn. Fuehrer nie życzy sobie, aby synów naszego narodu rodziły kobiety o postrzępionych nerwach i ponurej wyobraźni. (...) Niech pan ją otacza zielenią, kwiatami dobrocią”. “Byłem narodowym socjalistą, ale to oznaczało tylko tyle, że nie przebudowując myślenia, przebudowałem jedynie uczucia. “Mając 24 lata, w tym trzy lata stażu w SS, byłem w gruncie rzeczy skautem, wychowanym na zasadach etyki z książek Amicisa, Molnara i Karola Maya”. “Powiedział mi coś więcej: choćby to, że architektura uczy także, jak jednym fachowym ciosem zwalić w gruzy katedrę w Reims i pałace Leningradu. Nie owijał w bawełnę faktu, że jako architekt będę fachowcem od niszczenia murów, jako esesman specjalistą od unicestwiania ciał”. “Nie odczuwałem żadnej dysharmonii: staliśmy nad brzegiem nowego, radosnego świata, do którego jednak nie było innej drogi, jak przez cierpienie nasze i cierpienie naszych ofiar. To było bezwzględnie okrutne, ale było i oczywiste”. “Kto chce rządzić, musi ograniczać wolność, musi prześladować i więzić. Prawdziwy humanizm (niech już będzie, wyjdę wam naprzeciw z tym obiegowym słowem) polega właśnie na uświadomieniu sobie tejże konieczności. (...) Myślę o uświadomieniu zimnym i trzeźwym, a czym będzie ono okrutniejsze, tym więcej przyniesie dobrodziejstw. Ten kto wie, że więzić musi, będzie więzić celowo i sposób zorganizowany, dbając o logikę więzienia i jego głęboko skryte piękno”. “Gdyby nie konieczność wojny, zwierzęcy upór nieprzyjaciół, uczuciowa świadomość krzywd wyrządzonych narodowi niemieckiemu wszędzie, gdzie tylko to było możliwe, gdyby - powtarzam – nie rosnący z dnia na dzień gniew i chęć zemsty, obozy koncentracyjne przeszłyby do historii jako niczym nieskalane krynice społecznego zdrowia”. “Obcując z Himmlerem, zawsze odczuwałem jakieś ciepłe fale, które zdawały się emanować z jego głosu (oczywiście gdy nie przemawiał),z jego gestu, łagodnych oczu, ukrytych za szkłami. To był człowiek do rdzenia dobry. I właśnie jemu idea powierzyła zadania najbardziej twarde, bezwzględne, często wręcz takie, że wzdragało się przed nimi serce”. Narrator i o sobie ma zdecydowanie zbyt dobre mniemanie: “Mały Żydek- intelektualista, którego naszedł z nagła dziwny pomysł buntu, też skorzystał na moim małżeństwie. Ukarałem go jedynie godzinną stójką pod zimnym prysznicem”. Nie jest też wolny od typowych racjonalizacji swych zbrodni: “A jednak nie chcę sprawiać wrażenia fanatyka, który czując się uskrzydlony obowiązkiem wierności sobie, nie liczy się całkiem z faktami”. W miarę klęsk na froncie wschodnim system, jak i komendant, stają się coraz bardziej krwiożerczy. “Straszny krzyk niemieckich matek biegł po całej niemieckiej ziemi. Co prawda gęsty śnieg uciszał te zawodzenia, ale wiedzieliśmy że tam – gdzieś, gdzie nawet myślą nie potrafiliśmy sięgnąć, tak samo napełnia wiecznym milczeniem otwarte usta i oczy naszych martwych synów i braci. Rozdzierający ból po każdej wieści z frontu, wzrastająca nienawiść wobec wroga, ale zarazem konieczność czujności wobec wszelkich objawów defetyzmu lub rezygnacji we własnych szeregach”. “Nie starczyło mi czasu, aby ocknąć się po wiadomości o śmierci jednego z przyjaciół, a już musiałem brać udział w posiedzeniu sądu dla zdrajców (często ojców i matek poległych chwalebnie żołnierzy),którzy z osobistej klęski ważyli się wróżyć klęskę Führera”. “Egzekucję zarządzono na godzinę 12:00 w południe, a już o świcie do Glückauf ściągały podwody i autokary z widzami. Często zjeżdżano całymi rodzinami, nie wyłączając dzieci, wszyscy odświętnie ubrani, z odświętnym podnieceniem, nieprzekraczającym jednakże granic powagi”. “Nigdy nie potępiałem i nie mogę potępiać masowych pacyfikacji, o ile wynikają one z historycznej konieczności, a nie z sadyzmu”. “Polacy to naród brudny, przykry w bliższym kontakcie, krnąbrny. Thomas skarży się na nostalgię, dręczy go (podobno choroba wśród Niemców w Guberni powszechna!) nacisk wrogiego, pełnego nienawiści otoczenia”. Toksyczność związku narratora i Dunki ujawnia się bardzo prędko, dla niego na tle niemożności zajścia żony w ciążę, czyli - jak to mówili tacy jak on - “dania dziecka Fuehrerowi”. Jeśli do tego dodamy względy, jakie Nelli, kierowana obcym mężowi poczuciem ludzkości, okazuje Astrid, żydowskiej dziewczynce z obozu…. Wszystko staje się jasne w notatkach dla żony, umieszczanych we wspólnie prowadzonym przez obojga dzienniku, a pisanych przez niego w stylu poleceń kaprala dla rekrutów. “Jestem narodową socjalistką, nie lubię Żydów i boję się ich, ale Astrid jest tylko biednym i bezradnym dzieckiem. Czy mamy prawo być aż tak surowi? Nie, nie rozumiem tego”. “Nazwać zachowanie się mojej żony normalnością byłoby śmieszne. W tym jest jakiś bunt, ale jaki?”. “Fakt, że żona tego urzędnika zanosi Żydówce pomarańcze, że spędza u jej łóżka długie kwadranse, nie jest objawem dobrej woli, ale karygodnej głupoty i nieodpowiedzialności. Nie wspominam już o wyraźnych zaniedbaniach w gospodarstwie domowym, o całkowitym rozprzęgnięciu się atmosfery rodzinnej”. “Jestem kobietą, której codziennie wypomina się jej bezpłodność. Specjaliści z Monachium stwierdzili mimo wszystko coś innego. Jeśli szuka się z kobietą kontaktu jedynie w celu jej zapłodnienia, gdy ona o tym wie i pamięta, być może paradoksalnie nie jest wtedy zdolna spełnić tak gorliwych oczekiwań”. “Przyjmijmy, że nigdy nie będę miała dzieci. Czy powinna więc dziwić kogokolwiek moja skłonność do obcego dziecka, choćby nawet urodziła je Żydówka? Ale nie! Astrid nie ma nic żydowskiego. Jest po prostu śliczna i mądra. Zebrała się wokół niej nienawiść świata, której nie potrafię zrozumieć”. “Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej (zwłaszcza na wschodzie) nabiera tempa. (...) Niełatwo dokonać takiej roboty, a jednak ktoś musi się jej podjąć. Trafiło na nas. Być może, iż wnukowie nie będą myśleć o nas w tonacji sielankowej, ale tylko dzięki nam będą szczęśliwi. Nelli nie chcę tego niestety pojąć. Mój Boże, jest ostatecznie kobietą”. “Niech wie, że on też może być ohydny. Upił się dla Gizelli Ratke! Gizela Ratke zgłosiła się do monachijskiego Domu Matki (suka!),a on się upił do nieprzytomności (głupiec)”. “Pozostało kilka miesięcy do końca wojny, te kilka miesięcy możemy jakoś przetrzymać. Czas wojny nie jest odpowiednim okresem dla przeprowadzania rozwodów. Potem jednak będziemy mieli rozwiązane ręce”. “- A choćby i zdechła! Przecież wreszcie jesteśmy razem!”. “Więźniowie-Niemcy otrzymali łaskę śmierci przez rozstrzelanie. Śmierć w samochodzie-komorze gazowej była zarezerwowana wyłącznie dla Żydów”. “Kiedy zwłoki bezwolnie stoczyły się z platformy auta, można było rozpoznać kobietę, obronnym gestem zaciskającą w ramionach kilkunastoletnią dziewczynę”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na95 dni temu
Spowiedź szaleńca August Strindberg
Spowiedź szaleńca
August Strindberg
„...wczorajsza prawda zmienia się w jutrzejszą bzdurę”. Autobiograficzna powieść Strindberga o piętnastu latach jego burzliwego związku z pierwszą żoną, Siri von Essen (książkowa Maria). Wydaje się być przejmującym lamentem zgorzkniałego mężczyzny, wykorzystywanego i ciężko doświadczonego przez zepsutą i samolubną kobietę. Na ile jest prawdziwa? – trudno powiedzieć, gdyż z rozmysłem uwzględnia wyłącznie jeden punkt widzenia. W tym głośnym konflikcie małżeńskim, plotkarska opinia publiczna żywiąca się życiem innych, stanęła po stronie pani Strindbergowej, toteż dla Strindberga „Spowiedź szaleńca” była tym, czym dla dzisiejszych celebrytów uwikłanych w trudne związki, jest oświadczenie na Facebooku lub Instagramie. Zanim przystąpił do opisywania swoich relacji z późniejszą żoną, Strindberg poświęcił kilka stron powieści na wspomnienia z lat wcześniejszych. Okazuje się, że był on człowiekiem bezpruderyjnym. Dostrzegał wady moralne niektórych kobiet, lecz mu one nie przeszkadzały. Nie tylko akceptował te kobiety, ale nawet idealizował je i adorował. Można zatem rzec, że świadomie oszukiwał siebie bardziej, niż kiedykolwiek zrobiła to jego żona z pierwszego małżeństwa. Co nie oznacza, że opisane przez Strindberga cierpienie, jest z tego powodu mniej bolesne. Oczywiście nie jest. Tyle że wiedząc o tym, trudniej mu współczuć. Książka w absolutnie kapitalny sposób opisuje szaloną miłość Strindberga i przewrotność Siri von Essen. Biorąc pod uwagę tematykę związaną z homoseksualizmem i biseksualizmem (kobiet - w tym przypadku),aż trudno uwierzyć, że została napisana w XIX wieku. „Spowiedź szaleńca” to powieść świetna, ale ciężko się ją czyta. Tyle w niej niegodziwości, dziwactw i niepokoju, że czasem trudno to nagromadzenie perwersji wytrzymać. Jednak Strindberg jest pisarzem wybitnym, co widać zwłaszcza wtedy, gdy z finezją opisuje, jak wszystko bierze w łeb. Wielki samozwańczy pesymista, że tak powiem.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na71 rok temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1011 miesięcy temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na109 miesięcy temu
Ciemność w południe Arthur Koestler
Ciemność w południe
Arthur Koestler
Dobrze napisana, mocna proza. Relacja więźnia politycznego sowieckiego aresztu śledczego. Postać ponoć wzorowana na osobie Bucharina (czerwone ścierwo które na własnej skórze doświadczyło tego, co samo zgotowało innym). Typowo sowieckie metody tortur i szantażu psychicznego i fizycznego (tego drugiego bohater książki akurat nie doświadczył). Ale, pierwsze ale, to co autor zawarł na kartach książki, nie dziwi mieszkańca Czechosłowacji, Rumunii, Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier itd. Dziwi, tu drugie ale, samego autora - Arthura Koestlera. Parę słów na jego temat. Kolejny zachodni lewak (Anglik),zachwycony pierwszym państwem robotniczo-chłopskim i jego elitą (Stalin i jego dwór). Cóż więc robi? Jedzie do tego wyśnionego raju i trafia za kraty (oczywiście szpiegostwo). Spędza tam 3 miesiące, czekając jak sam pisał, dnia kiedy dostanie kulę w potylicę (po uprzednim wybiciu zębów i wyrwaniu wszystkich paznokci). Dzięki wstawiennictwu przyjaciół zostaje zwolniony (sic!),ale, to już trzecie ale, miłość do komuny trwa w najlepsze. Kolejny etap życia to udział jako korespondent wojenny w Hiszpanii. I tu drugie otrzeźwienie. Do tego tępego łba trafia wreszcie że walczący o lepsze jutro prości Hiszpanie (republikanie to nie byli komuniści),są tylko narzędziem w rękach sowietów i międzynarodowych bojówek komunistycznych, którzy chcą z tego kraju zrobić swoją czerwoną kolonię. Wraca do Anglii i swej lewackiej gazetki, ale wciąż jeszcze nie do końca wyleczony z komuny (z komunizmem jest jak z chorobą weneryczną, nie da się jej do końca wyleczyć, można ją co najwyżej podleczyć). Dużo o autorze książki, naprawdę dobrej i wartej polecenia, trochę mniej o samej książce, ale to specjalnie. Starsi czytelnicy wiedzą dlaczego, bo tego doświadczyli mniej lub bardziej, młodszych odsyłam do bogatej literatury tego okresu. Sam autor ponoć pod koniec życia wyleczył się z czerwonej zarazy, ale (znów ale, tym razem ostatnie),dla mnie nawrócony komunista to tyle samo co nawrócony pedofil. Wyrządzony szkód nie da się odwrócić. To jak zwykle moja prywatna opinia z którą można polemizować Pozdrawiam serdecznie
Michał Kozaczewski - awatar Michał Kozaczewski
ocenił na67 miesięcy temu
Diabły z Loudun Aldous Huxley
Diabły z Loudun
Aldous Huxley
Drzewo genealogiczne Huxleyów aż ugina się od wybitnych osobowości – duchowieństwa, ludzi pióra, biologów, lekarzy, noblistów. Nic dziwnego, że wielka kropla tych talentów wszelakich spadła na Aldousa. Dobrze, że nie stał się autorem jednej książki, bo „Diabły” są równie świetne i zadziwiające co „Nowy wspaniały świat”. To niesłychanie drobiazgowe i wnikliwe studium wydarzeń, jakie miały miejsce w XVII wieku w mieście Loudun – historia opętania przez istoty nieczyste Matki Przełożonej klasztoru i jej podwładnych mniszek, historia oskarżenia i skazania na śmierć proboszcza z Loudun, jakoby winnego tym opętaniom a także historia egzorcysty, który uleczał matkę Joannę z choroby duszy. Dodatkowa wartość to opowieść o dawnej Francji, wojnach i przepychankach religijnych, przeplataniu wielkiej polityki z religią, wszechwładzy kardynała Richelieu i co najważniejsze – wielkie rozważania nad sposobem myślenia i rozumowania siedemnastowiecznego człowieka i refleksje – co sprawiało, że niegdyś dawano wiarę istnieniu wcielonego zła, obecnościom wysłanników piekieł wśród ziemskich śmiertelników i o sile modlitwy, która jest w stanie przezwyciężyć to zło i przepędzić demony. Dziś siła modlitwy pięknie wygląda na ustach przywódców religijnych i nie jest w stanie zgasić żadnego zapalnego punku w świecie, prawie nikt nie wierzy w osobowego diabła, za to wszyscy – w zło tkwiące w każdym człowieku, nieśmiertelna dusza istnieje jako poetycki mit, a wolna wola w stechnicyzowanym i zmanipulowanym przez media świecie praktycznie nie istnieje. Nikt nikogo nie pali na stosie, co poczytujemy sobie za postęp cywilizacji i rozgonienie ciemnoty, za to nadal mają się dobrze tortury, przemoc i łamanie na siłę niepokornej ludzkiej woli. Świat posunął się w czasie; zmienił paradygmat ale zachował stare metody… No ale co z tymi diabłami? Nie wiadomo do końca, zwłaszcza, że Autor przedstawia cała historię w taki sposób i z tylu punktów widzenia, że z jednej strony wierzymy w autentyczność straszliwych przeżyć, jakich doświadczała Matka Joanna, z innej z kolei – myślimy sobie cichutko, że to wszystko teatr i nie diabeł, a zupełnie ludzkie intrygi były tam czynne… Oskarżony o „diabelstwo” proboszcz Grandier sam się prosił o kłopoty. Ten dość nisko urodzony duchowny szalenie łasił się na karierę i sławę. Mało mu było prebendy w Loudun i perspektywy dalszych zaszczytów bo do chciwości i karierowiczostwa dołączał tez niezwykłą lubieżność i bezczelną pewność, że postępuje słusznie i bogobojnie. Jako przystojny, młody mężczyzna nie miał najmniejszych kłopotów z uwodzeniem panien, mężatek i wdów. Nic dziwnego, że narobił sobie wrogów i wielu nie było dalekich od stwierdzenia, że to wcielony szatan. Oczywiście na egzekucję jako winny bałaganu w klasztorze nie zasłużył w najmniejszym stopniu, a sam przebieg procesu i wymuszanie na Grandierze zeznań, czynią z czytelnika adwokata diabła i zmuszają do współczucia nierozważnemu grzesznikowi, który w porę nie zadbał o silnych popleczników mogących wybronić go od najgorszego. Czy oskarżenie o czartostwo ze strony Matki Joanny to też zemsta wzgardzonej kobiety? A może zwyczajna histeria i psychoza spowodowana izolacją od świata, żalem za straconymi okazjami poza murami klasztoru i przepełnionym odklepywaną modlitwą życiem bez mężczyzn? Ale przecież Autor przedstawia Mateczkę Przełożoną jako stanowczą i mądrą osóbkę, która niemal od dzieciństwa dobrze wiedziała, czego chce od życia. Więc histeria? Nieeee, raczej może jakieś wyrachowanie i żądza „przedstawienia”, spektakl dla maluczkich, przy którym zakonnica jako osoba opętana, może wykrzyczeć z głębi serca całą frustrację, samej pozostając pokrzywdzoną niewinnością? Już sam Huxley naprowadza na taki tok pisząc o „gimnastyce”, jaką odprawiają poskręcane w szale ciała siostrzyczek, „przedstawieniach”, wyciszaniu objawów i niespodziewanych powrotach opętania. Wreszcie wspomina masy „turystów”, którzy zaludniają podupadające niegdyś miasto żeby na własne oczy obejrzeć ten teatr, egzorcyzmy a może i zobaczyć Diabła na żywo? Same korzyści dla regionu, klasztoru i mieszkańców – zabawa i horror szoł! Huxley jednak nie byłby sobą gdyby nie skupił się na niezwykle ważnym dlań aspekcie tego „opętania”, jakim mogło być pragnienie ludzkiej istoty do przekraczania granic samej siebie, dążenie do transcendencji i osiągnięcie pełni gdzieś poza własnym ciałem i umysłem. Jeśli zawiodła hipnotyzująca rola modlitwy, jeśli zabrakło substancji psychoaktywnych, jeśli codzienne metody kontemplacji okazały się nieskuteczne, to może wizyta Czarta była taką próbą wyjścia poza własne „ja” i eksploracji nieznanych światów w zastępstwie teofanii? Niech każdy odczyta to wedle własnego rozumienia, zwłaszcza, że warstw w utworze jest co niemiara. Ta książka jest jednocześnie relacją historyczną, reportażem, esejem na temat siedemnastowiecznej Francji, traktatem na temat religijności i mentalności ludzkiej, rozważaniami na temat tęsknoty człowieka za transcendencją – i przy wszystkich tych zakrętach narracji nadal pozostaje fascynującą opowieścią.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na823 dni temu
Podróż do źródeł czasu Alejo Carpentier
Podróż do źródeł czasu
Alejo Carpentier
Nieznany mi bliżej kubański pisarz Alejo Carpentier został przez mnie odkryty dzięki temu, że wpisywał się w jeden z punktów wyzwania czytelniczego. Niestety, odkrycie, że mam do czynienia z realizmem magicznym o mało nie doprowadziło do porzucenia książki zaledwie po kilkudziesięciu stronach. "Podróż do źródeł czasu" to powieść z 1953 roku, opowiadająca o muzyku i kompozytorze z Nowego Jorku, który wyrusza w podróż do Ameryki Południowej pragnąc uciec od swojej rutyny i nudnej cywilizacji w poszukiwaniu pierwotnej, naturalnej egzystencji, gdzie życie może być proste, bez cywilizacyjnych pokus i mamienia. Celem wyprawy do bajecznej dżungli ma być przede wszystkim poszukiwanie instrumentów używanych przez Indian. Jednak zderzenie z odmiennością tamtejszej ludności i bujnej przyrody, zwrócenie uwagi na harmonijnie prowadzone życie w zgodzie z rytmem dnia i naturą oraz wszechobecne poczucie przynależności do wspólnoty, staje się dla bohatera inspiracją. Miejsce do którego trafia to miejsce niedotknięte czasem, odcięte zupełnie od technologii i udogodnień, a pełne prehistorii działa na muzykologa jak magnes. Zakochuje się w jednej z jego mieszkanek i pragnie zostać przy boku Rosario, jednak nie jest i nigdy nie będzie kimś stamtąd. Nie dla niego to szczęście wywodzące się z prymitywnej natury; jest człowiekiem skażonym cywilizacją i w końcu dociera do niego, że nigdy nie zostanie w pełni zaakceptowany przez mieszkańców utopijnego miasteczka. Carpentier tworzy wiele obrazów i nawiązań do minionych epok. Wraz z bohaterem wędrujemy od współczesności przez czasy konkwisty, średniowiecze, aż do tytułowych źródeł czasu. Dżungla wita swoim naturalnym, nieskażonym bogactwem, a plemienna ludność posługująca się narzędziami, jak z epoki średniowiecza oraz prehistorycznymi instrumentami, czci pradawne zwyczaje i obrzędy, co podkreśla tylko wyobcowanie bohatera stojącego na przeciwległym kulturowym krańcu. Metaforyczność "Podróży do źródeł czasu" jest oczywista. Powieść stanowi metaforę podróży od kultury zgiełku do natury, symbiozy z przyrodą, jest też podróżą w głąb siebie, w głąb pierwotnego istnienia. Czym jest "źródło czasu"? To coś pierwotnego, coś z czego bierze swój początek wszechrzecz, istnienie. "Podróż do źródła czasu" to przedstawiciel realizmu magicznego, z którym mi zupełnie nie po drodze, więc dla mnie osobiście książka ta stanowiła podwójne wyzwanie. Gdy myślę o przeczytanej treści dostrzegam wiele elementów, odgaduje pewne niuanse, jednocześnie zdając sobie sprawę ile mi przy tym umknęło momentów i to być może ważnych dla zrozumienia całej treści. Chwilami odpływałam nie łapiąc kontekstu, musiałam wracać, zastanawiać się, co było uciążliwe, ale też stwarzało okazję do zastanowienia się nad tym, co głębsze, co ważne w życiu każdego z nas. Tak, to dobra książka do przemyśleń, ale nie, nie dla każdego.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na64 miesiące temu
Hadżi Murat Lew Tołstoj
Hadżi Murat
Lew Tołstoj
Hadżi Murat to napisana pięknym językiem, opowieść o tytułowym czeczeńskim bojowniku, które w czasie krwawych walk wojsk carskich z oddziałami Szamila, zmienia strony i ze względu na konflikt z Szamilem, zaczyna współpracę z Rosjanami. I rzecz jest o tyle ciekawa, że autor kreśli smutny, okrutny świat, w którym uwiązani w krwawe wendetty i wyzwoleńczą, heroiczną ale niemal beznadzieją walkę Czeczeni i zepsuci, skorumpowani i nie cofający się przez bestialstwem Rosjanie, pozostają w podziwie dla Hadżiego Murata, szanują go, bo w tym kaukaskim tyglu jest on jakiś na poły legendarny, kierujący się zasadami, jest postacią tragiczną, ale i romantyczną, tyle że to po prostu smutna historia w prawdziwie odmalowanych dziewiętnastowiecznych realiach. I jest to pięknie napisane, nawet po tylu latach pióro autora robi wrażenie. Do tego w zbiorze znajdują się dwa inne opowiadania, chwytające za serce, z wyraźnym przesłaniem moralnym. Również są pełne smutku, refleksji. Trzymają poziom tytułowej noweli. A całość dopełnia esej będący wielkim sprzeciwem Tołstoja wobec kolejnej wojny, wówczas japońsko-rosyjskiej. Pisany w trakcie walk o Port Artur. Uwidacznia się tam religijność i pacyfizm Tołstoja. Teksty pisane były chyba wszystkie już w dwudziestym wieku, a tytułowa nowela to ostatnia, opublikowana po jego śmierci fabuła. Ta niewielka książka była świetną próbką prozy Tołstoja. Zdecydowanie chcę więcej.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Dziennik roku zarazy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziennik roku zarazy