Wkp „przez niemal całą powieść głównego tytułowego bohatera nie ma na jej kartach. Co, o dziwo!, wcale nie razi.” Jak w „Cyryl, gdzie jesteś?” lecz oczywiście z Markiem znacznie śmieszniej. Można by pomyśleć, iż Piegus jest przydomkiem czy przezwiskiem, jednak jego rodzice mają takie nazwisko, nie wiadomo czy pozostałe, jak Zdeb czy Bosmann, są nazwiskiem czy ksywą.
Przygody niewiarygodne zatem nie należy rozważać co z tego mogło zaistnieć.
Pierwsza przygoda opowiedziana w pierwszej osobie. Marek próbuje odrobić prace domowe, lecz to zadaniem ponad siły. Co chwila ktoś do niego wpada i przeszkadza. Czemu do niego ? Wpierw jacyś chcą grać w piłkę. Później Grzesiek i Czesiek z pchłami (dłuższa sprawa, trochę przesolili). Następnie Ciocia Dora, przypominająca Ciotkę Paszczaka, lubi wszystkimi rządzić. Niby dla ich dobra. Zemdlała, kiedy pchły ją oblazły. Zaraz po tym jakichś trzech, co trenowali boks. Następnym był znajomy pana Surmy, sublokatora. Wreszcie dwóch z bombą, którą chcieli odpalić (bezskutecznie na szczęście). I jeszcze jakiś wędkarz, co zrobił straszny bałagan. Na koniec pogotowie dla żartu wezwane przez znajomego dla żartu.
Przy pierwszym podejściu ryczałam ze śmiechu. Wszyscy w koło patrzyli pytająco co mi znowu odbiło. Oczywiście powtarzałam na głos w najmniej odpowiedniej chwili najlepsze kawałki („wszyscy jesteście zdechlakami” słowa cioci) tak jak powiedzonka Kapitana z „Wesołego Diabła” (książki) czy Ducha z „Pamiętników Tatusia Muminka”.
Druga przygoda podobna do pierwszej, tym razem w szkole na przerwie. Również w pierwszej osobie. Marek na swe nieszczęście był dyżurnym i miał przygotować salę na urodziny nauczycielki. Zanim zdążył coś zrobić wszedł starszak Zdeb i kazał siebie ogolić, jakby sam nie mógł.
– To golenie należy do obowiązków dyżurnego?
– A co, nie wiedziałeś?
Oczywiście od razu go zaciął.
Tu chyba Pan Edmund przesolił.
Ledwo zacięty wybiegł z klasy, przyszła Buba, siostra bokserów z pierwszej przygody i kazała sobie zrobić manicure, jakby sama nie mogła. Już przy pierwszym podejściu ją skaleczył. Strach pomyśleć co jeszcze by z tego wyszło, na szczęście przyszedł Pumeks i nie po dżentelmeńsku kazał jej iść won.
– Nowy dyżurny?
– Tak jest, proszę kolegi.
– Nie wyglądasz mi zbyt mądrze. Wiesz, kim jestem?
– Ko… kolega jest przerośniętym Pumeksem, wyczynowcem.
– Nieścisłe. Jestem Pumeksem Drugim i w ten sposób odróżniam się od mojego brata, Pumeksa Pierwszego, który zresztą nie dorasta mi do pięt. Powtórz!
Powtórzył.
– Dobrze. Podpowiadać umiesz?
– To podpowiadanie należy do obowiązków dyżurnego?
– A co, nie wiedziałeś? Dotknąć czoła znaczy “jeden”, dotknąć nosa “dwa”, dotknąć brody “trzy”, dotknąć ucha “cztery”, nadąć policzki “pięć”, zrobić ryjek “sześć”, zęby wyszczerzyć “siedem”, język pokazać “osiem”, kaszlnąć “dziewięć”, ziewnąć “zero”, drapać się jedną ręką odjąć, drapać się dwoma rękami “dodać”, pięść pokazać “pomnożyć”, dwie pięści pokazać “podzielić”. A teraz powtórz!
– Zrobić ryjek “sześć”…
– Tylko o ryjku zapamiętałeś, co za cymbał! Uważaj, nadaję sygnał!
Nadął policzki, podrapał się w głowę dwoma rękami, a potem wyszczerzył zęby.
– No, co zrobiłem?
– Małpę.
Ten język migowy przypomina „Tajemny szyfr” („Mikołajek i inne chłopaki”) palec na nosie – to litera „a”, palec na lewym oku – to „b”, palec na prawym oku – to „c” itd. nie służył do podpowiadaia, choć mógł.
Pumeks chyba najbardziej mnie rozbawił. Dalszy ciąg opuszczam. Wszystko obracało się przeciwko Markowi i w końcu zaglądał do lusterka, czy osiwiał.
Trzecia przygoda najdłuższa, opowiedziana w trzeciej osobie. Na tle pozostałych jakby sprawia wrażenie utrzymanej bardziej w granicach prawdopodobieństwa.
Marek będąc na wagarach (nie całkiem dobrowolnie, ale jednak) omyłkowo zamienił tornister z jakimś chłopakiem, zresztą było to winą tamtego. Gdy Marek wracał do domu, widział że śledzi go jakiś okularnik z brodą. W nocy nastąpiło włamanie. Pan Surma zbił szybę rzucając butem we włamywacza.
– Mój but! – jęknął kuzyn Marka – Nie mógł pan rzucić swoim?
– Jak miałem rzucić swoim butem, kiedy go miałem zasznurowanego na nodze?
Nazajutrz chłopcy przy spotkaniu zamienili tornistry znowu. Potniej Marek znikł. Poszukiwania nie dają wyników.
Znany już znajomy pana Surmy sprowadził znajomego detektywa, zresztą byłego, Hipolita Kwasa. Właściwe Hippolitta Kwassa. Od razu odkrył ślady wytrycha w drzwiach, chociaż włamywacz wszedł oknem. Po zapachu detektyw jest w stanie wykryć każdego przestępcę (zna ich wszystkich, gdyż sam był kiedyś jednym z nich, chyba nawiązanie do „ZŁEGO” Tyrmanda). Jaśmin wskazuje na Bogumiła Kadryla, śliwowica na Alberta Flasza, benzyna na Teofila Bosmana zwanego Czarnopalcym, gdyż bezustannie czyści swoje czarne rękawiczki benzyną. Tym razem czuć było walerianę. To mógł być tylko Wieńczysław Nieszczególny. Najgorszy ze wszystkich, działający w pojedynkę.
Pan Surma go zna pod nazwiskiem Remigiusza Kurzyłło.
Czy Kuryłło z „Księgi Strachów” był nazwiązaniem? Tak przypuszczam.
Nocna wyprawa do klubu „Arizona” kończy się inaczej niż można było przypuszczać.
Następnie znika detektyw. Śledztwo przejmuje harcerz Teodor (po grecku Bożydar). Gdzieś od połowy ksiązki jest właściwie głównym bohaterem. Od razu rozwiązuje wszystkie zagadki. Z małą pomocą innych, jak Nudys i Pikolo, robiących głupie żarty, co jakby zapowiadało harcerzy z „Wyspy Złoczyńców”. W przygodach Pana Samochodzika oczywiście brak odpowiednika Teodora i dobrze.
Od detektywa przyszedł list:
Szanowni Państwo!
Jestem na tropie. Przeprowadzam pewną małą inwigilację. Wkrótce
ptaszek zostanie uwięziony, tak jak na to zasłużył.
Nie meldować milicji jeszcze przez dziesięć dni. Od
wczoraj siedzę plackiem. Opróżniłem już całą flaszkę. Studiuję
z nudów szachy, nie ma pod Słońcem lepszej gry.
Łączę pozdrowienia Kwass
Między słowami są odstępy, co przypomina szachownicę. Też lubię szachy, „co zaznaczam, gdyż jest to nieważne” (z piosenki „Nieistniejący bojler” Bronisława Opałko).
Teodor od razu odgaduje, iż skacząc jak konik szachowy można odczytać ukrytą wiadomość „Jestem uwięziony przez flaszkę pod plackiem”.
Przypomina to „Strzeżcie domu” w „Szatanie z 7 klasy” czy „Hudson wszystko powiedział” w „Glorii Scott” lecz bardziej pomysłowo ukryte.
Flaszka oznacza oczywiście Flasza, kłopot sprawia „placek”. Tu pomocą jest inna powieść Makuszyńskiego „O dwóch takich”. Zatem znaczy to „pod Jackiem”. Początkowo Teodor ma na myśli świątynię pod tym wezwaniem, lecz rychło wpada na właściwy trop. Razem z pozostałymi harcerzami odkrywa melinę Flasza i wyzwala detektywa oraz Marka, którego los do tej pory był zagadką.
Co prawda, jakby powiedział Barańczak w „Czytelniku ubezwłasnowolnionym”, ostatnie słowo ma milicjant. Lecz tu z przymrużeniem oka.
Zapodane tu streszczenie może sprawiać wrażenie zawiłego, jednak wyjaśnienie wszystkiego zajęłoby za dużo miejsca. Lepiej przeczytać powieść.
Serial „tradycyjnie” poplątany, zamiast Marka znika Czesiek, zamiast Teodora śledztwo prowadzi … Marek, wbrew zasadniczej myśli książki, że jest pechowcem.
Pan Edmund dwukrotnie wracał do tych bohaterów. W „Klubie Włóczykijów” znów są Kadryl i Nieszczególny, po blisko 40 latach od pierwszego wydania „Przygód Niewiarygodnych” dopisał „Nowe przygody Marka”, znacznie słabsze. A szkoda...
Opinia
Mym całkiem stronniczym zdaniem pierwsza część „Przygód Marka Piegusa” jest najlepszą z książek Pana Edmunda. Początek „Sposobu” utrzymany na tym samym poziomie.
„Z tych ponurych medytacji wyrwało mnie bolesne szturchnięcie w żebro.
— Ciamcia, Farfala mówi do ciebie — usłyszałem szept Zasępy. Zerwałem się z ławki.
— Czy ty nie słyszysz, co się do ciebie mówi? — Farfala patrzył na mnie z wyrzutem. Profesor Farfala nigdy się nie denerwował, tylko patrzył z wyrzutem.
— Słyszę, panie profesorze.
— Więc podejdź do aparatu i zademonstruj.
Podszedłem na pół przytomny. Przy aparacie Kippa było już dwu chłopców: Babinicz wlewał kwas do cynku, a Wróbel łapał wodór uchodzący z rurki do
specjalnej probówki.
— Ciamciara — rzekł profesor — powtórz, co masz zademonstrować.
Spojrzałem ogłupiały na dwie szklane kule aparatu, jakbym chciał od nich dowiedzieć się, co właściwie mam demonstrować. Ale szklane kule milczały. Ja też milczałem. Farfala westchnął i skinął na Zasępę. Zasępa wstał i milczał. Farfala wskazał na Pędzelkiewicza. Pędzelkiewicz też nie wiedział. Farfala pokiwał głową.
— Pytałem, co należy zrobić, żeby otrzymać wodę.
Poruszyłem się niespokojnie.
— Odkręcić kurek — ktoś pisnął z tylnej ławki.
Farfala zgromił śmiałka surowym spojrzeniem.
— No więc, Ciamciara — Farfala zbliżył się do mnie i patrzył z takim wyrzutem, że straciłem głowę. Pamiętam tylko, że nerwowo przekręciłem jakiś kurek... Oślepiający błysk poraził mi oczy. Rozległ się huk i brzęk szkła...”
Takimi zachowaniami Ciamciara i jemu podobni wywierają ujemny wpływ na nauczycieli, tak że odbija się to na starszkach. Ci ostatni chcą zaprowadzenia porządku, lecz palcem nie kiwną by pomóc. Podobno istnieją sposoby na nauczycieli lecz dostępne tylko dla starszaków.
CDN
Mym całkiem stronniczym zdaniem pierwsza część „Przygód Marka Piegusa” jest najlepszą z książek Pana Edmunda. Początek „Sposobu” utrzymany na tym samym poziomie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Z tych ponurych medytacji wyrwało mnie bolesne szturchnięcie w żebro.
— Ciamcia, Farfala mówi do ciebie — usłyszałem szept Zasępy. Zerwałem się z ławki.
— Czy ty nie słyszysz, co się do ciebie mówi? — Farfala...