41 utonięć

Okładka książki 41 utonięć
Agnieszka Wolny-Hamkało Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry literatura piękna
188 str. 3 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2015-12-28
Data 1. wyd. pol.:
2015-12-28
Liczba stron:
188
Czas czytania
3 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324404292
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup 41 utonięć w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  41 utonięć i



Konto usunięte
Konto usunięte

Opinia społeczności książki  41 utonięć i



Książki 4027 Opinie 3063

Oceny książki 41 utonięć

Średnia ocen
5,8 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
178
173

Na półkach: ,

Proza Agnieszki Wolny – Hamkało jest zarówno bardzo wrocławska, bo upalny Wrocław jest tu pełnoprawnym bohaterem literackim , jak i środowiskowa, bo fabuła ogniskuje się wokół przygotowania premiery w Teatrze Polskim/ naturalnie jeszcze za czasów jego świetności/ . Oczywiście w postaciach prozy można doszukiwać się realnych odpowiedników, tylko nie o to tu chodzi. Poprzez postać plastyczki Ady , kobiety na życiowym zakręcie autorka pokazuje z jednej strony kobietę wyzwoloną twórczo, seksualnie , niezależną życiowo , ale też samotną i słabą . „Umówmy się, nikt nie umie żyć” – mówi w pewnym momencie do Ady jej przyjaciel-dziennikarz wrocławskiej TV i o tym też jest ta książka. Bohaterowie szamocą się między relacjami, związkami, pracami , więzami rodzinnymi, religią. To książka o szukaniu spełnienia na wszystkich płaszczyznach życia i niemożliwości jego znalezienia.

Proza Agnieszki Wolny – Hamkało jest zarówno bardzo wrocławska, bo upalny Wrocław jest tu pełnoprawnym bohaterem literackim , jak i środowiskowa, bo fabuła ogniskuje się wokół przygotowania premiery w Teatrze Polskim/ naturalnie jeszcze za czasów jego świetności/ . Oczywiście w postaciach prozy można doszukiwać się realnych odpowiedników, tylko nie o to tu chodzi. Poprzez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

241 użytkowników ma tytuł 41 utonięć na półkach głównych
  • 132
  • 106
  • 3
49 użytkowników ma tytuł 41 utonięć na półkach dodatkowych
  • 32
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Coviks-20 Askold Akiszyn, Igor Baranko, Krzysztof Gawronkiewicz, Henryk Glaza, Ernesto Gonzales, Joanna Karpowicz, Zbigniew Kasprzak (Kas), Berenika Kołomycka, Konstantin Komardin, Anna Krztoń, Monika Laprus-Wierzejska, Tomasz Lew Leśniak, Shawn Martinbrough, Jan Mazur, Melon, Piotr Nowacki, Unka Odya, Maciej Pałka, Grzegorz Rosiński, Marcin Rustecki, Tomasz Samojlik, Yana Shunyata, Bill Sienkiewicz, Rafał Skarżycki, Marek Skotarski, Michał Śledziński, Wojciech Stefaniec, Agnieszka Świętek, Dominik Szcześniak, Rafał Szłapa, Tomasz Tomaszewski, Jakub Topor, Robert Trojanowski, Przemysław Truściński, Maciej Tuora, Lucas Varela, Jakub Wiejacki, Agnieszka Wolny-Hamkało
Ocena 5,4
Coviks-20 Askold Akiszyn, Igor Baranko, Krzysztof Gawronkiewicz, Henryk Glaza, Ernesto Gonzales, Joanna Karpowicz, Zbigniew Kasprzak (Kas), Berenika Kołomycka, Konstantin Komardin, Anna Krztoń, Monika Laprus-Wierzejska, Tomasz Lew Leśniak, Shawn Martinbrough, Jan Mazur, Melon, Piotr Nowacki, Unka Odya, Maciej Pałka, Grzegorz Rosiński, Marcin Rustecki, Tomasz Samojlik, Yana Shunyata, Bill Sienkiewicz, Rafał Skarżycki, Marek Skotarski, Michał Śledziński, Wojciech Stefaniec, Agnieszka Świętek, Dominik Szcześniak, Rafał Szłapa, Tomasz Tomaszewski, Jakub Topor, Robert Trojanowski, Przemysław Truściński, Maciej Tuora, Lucas Varela, Jakub Wiejacki, Agnieszka Wolny-Hamkało
Agnieszka Wolny-Hamkało
Agnieszka Wolny-Hamkało
Pisarka urodzona w 1979 we Wrocławiu. Opublikowała powieści „41 utonięć” (Iskry 2015) i „Zaćmienie” (Czarne 2013), tom szkiców „Inicjał z offu” (Iskry 2013) oraz osiem tomów poezji: „Mocno poszukiwana” (1999), „Lonty” (2001), „Gospel” (2004), „Ani mi się śni” (2005), „Spamy miłosne” (2007), „nikon i leica” (2010), „Borderline” (2013), „Występy gościnne” (2014). Jest także autorką dwóch książek dla dzieci: „Nochal czarodziej” (2007) (il. Antoni Wajda), „Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw” (2011) (il. Józef Wilkoń) oraz redaktorką pięciu antologii opowiadań: „Projekt Mężczyzna” (2009), „ORWO” (2011), „Siedem grzechów głównych” (2012), „Transgresje” (2014), „Opowiadanie” (3/2016). Napisała trzy sztuki teatralne: „Dzień dobry wszyscy umrzemy” („Dialog”, październik 2015), „Post” i „Muł”. Czytanie w reżyserii Małgorzaty Siudy odbyło się w marcu 2015 w Teatrze Polskim we Wrocławiu. W listopadzie 2016 Joanna Kaczmarek wyreżyserowała „Dzień dobry wszyscy umrzemy” (teatr telewizji) w ramach cyklu Teatroteka. W ekranizacji wystąpili m.in. Krzysztof Stroiński, Rafał Maćkowiak, Katarzyna Herman. Czytanie adaptacji dramaturgicznej „41 utonięć” odbyło się na deskach Teatru Polskiego w reżyserii Radosława Rychcika w lutym 2016. Prowadziła programy poświęcone książkom w TVP1 (Hurtownia książek 2009-2011) i w TVP Kultura (2008). W latach 2013 – 2014 była wicenaczelną literackiego miesięcznika „Chimera”. Kuratorka programowa Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania, redaktorka Laboratorium Opowieści. Felietonistka „Gazety Wyborczej” i „Przeglądu”. W pismach i katalogach publikuje teksty o sztuce współczesnej. Autorka performance wystawianych m.in. w CSW, łódzkiej galerii Manhattan, wrocławskiej galerii Entropia, bydgoskim “Mózgu”, czy Muzeum Pana Tadeusza („Test Turinga”).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jabłko Olgi, stopy Dawida Marek Bieńczyk
Jabłko Olgi, stopy Dawida
Marek Bieńczyk
Długo czytałam książkę Marka Bieńczyka. Wymaga bowiem uważności, namysłu, bieżącej refleksji. Mobilizowała mnie do sprawdzania pojawiających się, niestety często nieznanych mi, nazwisk autorów i tytułów. To nie tylko pisarze, poeci, także malarze, aktorzy, muzycy. Pisze Bieńczyk pięknym językiem i z wielką erudycją, nie tylko wprost o literaturze, ale i o np. gestach, przywołując nawet przypominany ostatnio często gest Kozakiewicza. Zdania przenikają się, przechodząc od spraw zwykłych, właśnie wspomnianych gestach, do literatury, muzyki, filozofii. Autor zatrzymuje się i niemalże pochyla nad kreacją francuskiej aktorki Dominique Sandy w filmie "Łagodna". Analizuje detale jej twarzy, przypominając przy okazji okrągłe lusterka z fotografiami idoli swej młodości. Są tu Pola Raksa, Dalida czy Halina Kunicka. Za moment przytacza wiersz Herberta pt. "Dalida". Najlepiej poczułam się w rozdziale poświęconym "książkom pierwszym". Znalazłam tam autorów, których powieści i ja czytałam z dużym przejęciem: Adam Bahdaj, Aleksander Minkowski, Edmund Niziurski. Zwłaszcza ten ostatni i jego "Sposób na Alcybiadesa" - to była jedna z moich ulubionych książek; pozbawiona okładki, z rozpadającymi się stronami, wciąż stoi na półce. Ciamciara, Słaby, Zasępa, Wątłusz, poszukiwania sposobu na "gogów"- to była naprawdę wspaniała lektura. Pisze Bieńczyk, że bohaterowie "przemawiają tu prześmieszną, ale świetną polszczyzną, w której tony wysokie mieszają się z niskimi" - pełna zgoda. Dalej stwierdza: "Po szkolnych, dziecięcych latach tylko Zgrywa przesyła z przeszłości tęskne wezwanie". Do tęsknoty pasują ucieczki i to do nich płynnie przechodzi w kolejnych tekstach; od "wyjścia Czejenów", włóczącego się Humberta Humberta z "Lolity", znikającej na jedenaście dni Agaty Christie czy uciekającego z Syberii Rufina Piotrowskiego. Nad tekstami unosi się duch Marcela Prousta. To do jego dzieła "o poszukiwaniu straconego czasu" często nawiązuje. Trochę mi wstyd, ale nie czytałam. Znam tylko małe fragmenty, w tym ten, chyba najsłynniejszy, o magdalence. W eseju "Żółta ściana" nawiązującym wprost do Prousta i jego dzieła skupia się Bieńczyk na obrazie Vermeera "Widok Delft", "najpiękniejszym obrazie świata". Obejrzałam reprodukcję, rzeczywiście robi wrażenie, ale skoncentrowałam się też na analizowanej w tekście "żółtej ścianie", która stanowi w nim istotę rozważań. Oglądałam obrazy Edwarda Hoppera, którym też poświęca sporo uwagi, powtarzałam za Bieńczykiem pytania, na które być może szuka odpowiedzi kobieta przedstawiona na plakacie "Morning Sun": "Co się zdarzy?, Czy coś się jeszcze zdarzy?, Czy może lepiej, żeby się nie zdarzyło?" Obok Prousta powracają w książce Olga i Dawid. Są na początku, wieńczą koniec, czasem zjawiają się w środku. Kim są? Autor w jednym z wywiadów nazywa ich swoimi przewodnikami. To bliskie mu osoby, Dawid to świadek Zagłady. Bieńczyk z ich pomocą, jak mówi prowadzący rozmowę Maciej Robert, "przekracza gatunkowe ramy eseju i przesuwa się ku prozie". To bardzo wymagająca proza, warto się zatrzymać na niej na dłuższy czas dla pięknego języka, wielu estetycznych doznań, melancholijnej tęsknoty za tym, co minione, utracone i co wciąż trwa - zaklęte w słowach, w literaturze, w muzyce, w obrazach, gestach.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 lata temu
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofia Zaleska
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie
Zofia Zaleska
Niesamowicie inspirujące rozmowy ze wspaniałymi, kochającymi literaturę osobami. Tłumaczkami i tłumaczami literatury pięknej. Dwanaście rozmów. Dwanaście światów. Dwanaście podejść i definicji przekładu literackiego. Wszystkie rozmowy mnie zachwycały, ale ostatnia w tomie, z Janem Gondowiczem, wprawiła mnie w euforię. Erudycja, poczucie humoru, lekkość, wnikliwość, miłość do literatury. To książka dla każdego, kto kocha czytać, bo ona uczy, nienachalnie, jak czytać uważnie, głęboko nie tracąc przy tym przyjemności obcowania z tekstem i wyobraźnią autora/autorki i tłumacza/tłumaczki. I cała masa cytatów, które warto zapamiętać: „…muszę wpychać pierzynę do naparstka” Jan Godnowicz „Sukcesu nie odniosłem, ale nie tracę nadziei” Jan Gondowicz „Nie wiem i nie doskwiera mi, że nie wiem” Piotr Sommer „Zdanie bywa nieprześcignionym nośnikiem różnych subtelnych możliwości,” Piotr Sommer „Chodzi o odkrywanie tego, co jest wartością samą w sobie, a nie o wyłączne skupianie się na tym, co przyniesie nam w jakiejś perspektywie wymierną korzyść.” Jerzy Jarniewicz „Stereotypowe myślenie sprawia, że pozostajemy na bezpiecznym poziomie uogólnień” Jerzy Jarniewicz „Nie ma na świecie lepszego zajęcia niż bawienie się w wielkiej piaskownicy języka” Małgorzata Łukaszewicz „Dobrze mi robi cisza i inne niedzisiejsze atrakcje.” Michał Kłobukowski „Ludzkie życie pozbywa się stopniowo substancji, materii, autentycznego przeżywania na rzecz ersatzów” Ireneusz Kania „Każdy z nas marnuje nieprawdopodobną ilość czasu! Przy czym za marnowanie nie uważam na przykład chwil lenistwa, włóczenia się wiele godzin po lasach i polach…” Ireneusz Kania. Jak widzicie te wywiady to nie tylko erudycyjne opowieści o pracy tłumacza i trudach i przyjemnościach tłumaczenia tekstów, ale, może przede wszystkim, o patrzeniu na literaturę i życie, jako splatających się nierozerwalnie wartościach.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Dziennik roku chrystusowego Jacek Dehnel
Dziennik roku chrystusowego
Jacek Dehnel
Raz. Bo to jest tak: czyta sobie człowiek książkę i kiedy już ją przeczyta, myśli sobie: kim jest jej autor(ka)? Czy to fajna persona? Sympatyczna? A może raczej buc i nadęta opona rowerowa? Pozer(ka) czy skromniacha? Dwa. Następuje chwila prawdy – trwa spotkanie autorskie i twarz z okładki przybiera zupełnie inne kształty, przemawia głosem dla nas zupełnie do twarzy niepodobnym. Zapada kurtyna, walą się ściany i sufit albo jest zupełnie na odwrót. Nasze wyobrażenie materializuje się i albo wali nas w twarz albo gładzi po policzku. I jest jeszcze trzecie spotkanie – dziennik, zapiski niemal intymne. Pisarek i literatów śniadaniowe rozmowy przy kawie. Politykowanie, śmieci wyrzucanie, krytykowanie i chwalenie. Odsłanianie kołdry, drzwi od szafy otwieranie, trochę takie zaproszenie dla nas, maluczkich (i ciekawskich!). I znów – albo wskakujemy pod pierzynkę, nieco tylko onieśmieleni sobą i autorką(em) albo czujemy, że to zupełnie nie to. Spłyciłem strasznie (ale to makabrycznie straszliwie) wszystko to, co J.Dehnel chciał przekazać. Bo przecież nie o okładkę miesięcznika tu chodzi, lajki, serduszka i sx. Ale że jestem od pana Autora starszy, to mogłem. Przeciekawa, zabawna, inteligenta i miejscami zaskakująca błyskotliwością i kategorycznymi sądami książka napisana, gdy J.D. stał się dżentelmenem w „pewnym wieku”, wieku rozliczeń, podsumowań i komentarzy. Jest nieco o pisaniu, życiowych wyborach, remontach, a najwięcej o podróżach, czytelnikach i spotkaniach autorskich (auć!). Dość potężna rozmiarowo (ale to przecież zapis roku całego) wyprawa do codziennego (miejscami zupełnie szarego lecz przeważnie bogatego w zapachy i kolory rodem z delhijskiej ulicy) świata pisarza i twórcy. Jedyny zarzut, jaki ośmielam się stawiać, to brak wyjaśnień personalnych, hu is hu (niekiedy znane tylko z ksywek i imion postaci przepływają jakimiś bezkresnymi falami przez mieszkania, hotelowe pokoje, spotkania i rauty, co jednych może bawić, innych dezorientować). Warto skorzystać z zaproszenia pana Dürera. Dehnela.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 rok temu
Joseph Marie-Hélène Lafon
Joseph
Marie-Hélène Lafon
Ludzie rzadko sięgają po książki, które pokazują prawdziwe życie — z tej nudnej i szarej strony. Historia Josepha jest jedną z takich książek i nie będę ukrywać, jest to chyba pierwsza książka tak zwyczajna, a jednocześnie zaskakująca. Jest to zdecydowanie sto dziewiętnaście stron prawdy o życiu zwykłego człowieka, którego spotkało kilka nieszczęść oraz, który pół swojego życia przeznaczył na ciężką pracę. Zupełnie nie wiedziałam czego spodziewać się, zaczynając czytać powieść Marie-Helene Lafon. Z czasem, kiedy mam za sobą przeczytaną coraz to większą ilość książek, zauważam, że najlepiej jest starać się nie oczekiwać wiele od powieści, ponieważ najlepiej jest się troszkę zaskoczyć niż ogromnie rozczarować. Powieść Lafon zaskoczyła mnie swoją prostotą. Nie było to nic skomplikowanego, życie naszego bohatera toczyło się własnymi torami, o których poniekąd sam decydował. Kompletnie nie spodziewałam się z pewnością tego, że ktokolwiek napisał książkę o zwykłym człowieku, pracującym na gospodarstwie, który opowiada, w jaki sposób toczyło się jego życie wśród ludzi, dla których pracował. Warto wspomnieć również o tym, że w książce — może ku rozczarowaniu niektórych czytelników — nie znajdziemy ani jednego dialogu. Książka jest swego rodzaju monologiem, przedstawiającym koleje życia tytułowego Josepha. Jest to jednocześnie prosta i najzwyklejsza, ale również poruszająca — właśnie swoją prostotą — historia. Powieść jest również z pewnością lekką i przyjemną lekturą i mimo swojej objętości potrafi wzruszyć, zmieszać lub po prostu zaskoczyć. Jest to zdecydowanie jeden z przykładów literatury, który pokazuje, że dobra literatura nie musi liczyć trzystu lub więcej stron, aby otrzymać to miano. Gdybym miała się kiedykolwiek zakochać w języku i samym warsztacie pisarskim autora, jest to zdecydowanie ten język, ponieważ w swojej prostocie rozkłada każdego czytelnika na łopatki i pozwala zatracić się w sobie bez końca. Z pewnością każdy w czasie lektury będzie w stanie wyłapać wiele morałów jak i mądrości życiowych, które pozwolą ujrzeć może trochę groteskową prawdę o życiu.
Frelka_recenzuje - awatar Frelka_recenzuje
ocenił na 8 4 lata temu
Nieważkość Julia Fiedorczuk
Nieważkość
Julia Fiedorczuk
To historia trzech kobiet, które połączyło wspólne dzieciństwo przeżyte w małej miejscowości pod Warszawą. Niby są częścią tej samej społeczności, ale każda z nich pochodzi z innej rodziny, z innego szczebla społecznego. Zuzanna, z inteligenckiego domu, poradzi sobie najlepiej, ale nie ucieknie przed przeszłością. Hela, pomimo chęci innego życia powtórzy los swojej matki, a czasami będzie wyobrażać sobie, jak by to było żyć innym życiem. Ewa, pochodząca z rodziny patologicznej, zapłaci najwyższą cenę, co nie jest zaskoczeniem.. chociaż mogłoby być, bo czy zawsze jest tak, że pochodzenie determinuje przyszłe losy osoby gorzej urodzonej? Czy mało mamy przykładów osób, które przełamały ten stereotyp i zawalczyły o lepszy los, wygrywając? Tutaj tak nie będzie. Autorka uwięziła swoje bohaterki w miejscach, które zostały im przypisane i pozwala im na tkwienie w nich, w dziwnym zawieszeniu. W świecie nieprzyjaznym, pełnym czyhającej przemocy. Dziewczyny w dzieciństwie robią wiele dla bycia akceptowanymi, ale bolesne wydarzenia sprawiają, że zamykają się w sobie, a w późniejszym okresie, rozczarowane dorosłością spoglądają na swoje życie jakby z oddalenia. Jakby patrzyły na nie z boku, z pozycji obserwatora. Nie angażują się, dają się ponieść przetaczającym się przez ich życie wydarzeniom. Żyją pomiędzy snem a jawą, Wszystkie trzy stosują dysocjację, jako mechanizm obronny, pozwalający lepiej poradzić sobie z dotykającą je przykrą rzeczywistością. Każda z nich toczy wewnętrzną walkę, a autorka oddała to pięknym, poetyckim językiem. Poważne tematy odmalowała lekko, delikatnymi pociągnięciami. Bardzo wrażliwa to proza. Niepokoi, pozostawia niedosyt. Nie jest oczywista, pozostawia wiele kwestii niedopowiedzianych. Mnie urzekła.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na 8 9 miesięcy temu
Carska filiżanka Michał Głowiński
Carska filiżanka
Michał Głowiński
Michał Głowiński, Carska filiżanka, Wielka Litera 2016 16 opowiadań, a właściwie miniatur prozatorskich autora, którego nazwisko zna chyba każdy polonista z okładek podręczników literatury i rozpraw historyczno-literackich. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że również tworzył literaturę, a jeszcze później – dlaczego pisze. Mam tu na myśli tragiczne przeżycia profesora Głowińskiego jako dziecka Holokaustu, które na całe życie naznaczyły go traumą lęku, obawy przed zdemaskowaniem, skrzywdzeniem, klaustrofobią, agorafobią, nie odbierając przy tym samoświadomości, przenikliwości umysłu ani talentu literackiego. Nie jest to lektura łatwa ani rozrywkowa. Wszystkie opowiadania pisane są w pierwszej osobie i zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że autor równa się narrator. Każde z opowiadań w większym lub mniejszym stopniu opiera się na schemacie przywoływania z głębi pamięci okruchów rzeczywistości, zatartych albo niekompletnych, które następnie narrator poddaje obróbce interpretacji. Tytułowa „Carska filiżanka” to ustalanie, skąd takowa wzięła się w domu, skąd pochodziła, kto ją mógł wyprodukować, kupić, znaleźć, ukraść… Ciekawsze i dużo bardziej poruszające są okruchy wspomnień z dzieciństwa i tego, co zaobserwowało dziecko uciekające z getta i ukrywające się po aryjskiej stronie, oraz z czasów młodości, studiów, wyjazdów zagranicznych, obserwacji, przeżyć miłosnych, fascynacji i wnikliwej, często złośliwej obserwacji. Najbardziej rzuca się w oczy specyficzny ekshibicjonizm autora, który, jak sam to określił, przez dziesięciolecia „żył w szafie”, ukrywając swoje pochodzenie, poglądy polityczne, orientację seksualną. Aż z do momentu, kiedy postanowił się odsłonić, zrzucić wszystkie, naprawdę wszystkie zasłony i maski. Swoje i cudze. Polecałabym zwłaszcza opowiadanie „Helmut W.”, „Rusycysta Mordechaj” czy „Bar Ganimed”. Taki ekshibicjonizm aż boli. Pokazuje, że cała prawda bywa często czymś, co wali jak obuchem w głowę. Wyborem czytelnika jest to, czy woli znać prawdę, czy wybiera maski i mity. Nie jest to literatura rozrywkowa i „ładna”. Nie polecam na wakacje.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 1 rok temu
Szwecja czyta. Polska czyta Katarzyna Tubylewicz
Szwecja czyta. Polska czyta
Katarzyna Tubylewicz Agata Diduszko-Zyglewska
Książka jest napisana ciekawym zabiegiem. Dopiero po przeczytaniu części o Szwecji odkryłam, że pochodzi z 2015 roku, więc informacje o polskim czytelnictwie są już nieaktualne. Ogólnie książka jest momentami przydługa. Rozumiem, że autorka chciała dać rozmówcom przestrzeń, co jest cenne, ale przez to niektórzy byli chwilami przytłaczający i powtarzali się z wcześniejszymi rozmówcami. Część o Szwecji czytało mi się bardzo sprawnie, bo nie znam tamtejszego rynku ani wydawnictw, więc była to dla mnie świeża i ciekawa perspektywa. Z kolei część o Polsce była szczegółowa, ale zabrakło mi w niej tego szerokiego podejścia, które pojawiło się wcześniej. Nie wiem, czy to kwestia naszej polskiej mentalności i większego zamknięcia, czy po prostu trudno było dobrać podobnych rozmówców ze względu na inną strukturę osób związanych z czytelnictwem i bibliotekami. Myślę, że moje największe niezrozumienie tej książki wynika z tego, że dużo czytam, ale nie znam branży wydawniczej ani mechanizmów, które nią rządzą. Przez to wiele rzeczy, o których mówili rozmówcy, nie było dla mnie jasnych, a sporo wątków zostało jakby powiedzianych „między wierszami”. To tworzyło poczucie, że część ważnych rzeczy została zostawiona w domyśle. Mimo to cieszę się, że mogłam spojrzeć na ten świat z perspektywy sprzed dziesięciu lat. Brakowało mi jednak podsumowania od autorki i jej własnych wniosków po przeprowadzeniu tych rozmów, bo pomogłoby to domknąć całość. W książce bardzo mocno czuć różnicę energii rozmówców. W Szwecji było widać duże wsparcie lokalne i polityczne dla bibliotek, a także ogromną chęć do działania i inicjatywy wśród ludzi. W polskiej części rozmówcy częściej obwiniali kogoś za to, że sytuacja nie wygląda lepiej. Było mi to przykro czytać, bo ostatnio dużo działam z książkami i bibliotekami, i niestety często widzę podobną atmosferę. Wchodzę do biblioteki i mam ochotę od razu wyjść, bo niektóre osoby pracujące tam są tak odpychające, że trudno chcieć je wspierać. I wtedy zadaję sobie pytanie, dlaczego ja mam być miła i zaangażowana, skoro druga strona patrzy na mnie wilczym okiem.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 6 2 miesiące temu
Ostatnie słowo Hanif Kureishi
Ostatnie słowo
Hanif Kureishi
Napisać czyjąś biografię to sztuka! A jeśli ta biografia dotyczy znanego, uznanego, cenionego, poważanego, szanowanego, a na dodatek żyjącego pisarza, a właściwie Pisarza, to sztuka ta urasta do rangi wielkiej. A takie właśnie zadanie otrzymał główny bohater Harry od swojego zleceniodawcy. Problem polegał na tym, że wszystkie zaangażowane w jej powstanie osoby, zupełnie odmiennie widziały jej ostateczny kształt, treść, przesłanie i rolę, jaką miała odegrać. Wytworzyła się między nimi gra psychologiczna o to, czyja wersja i zamysł zwycięży, czyje potrzeby zaspokoi i wreszcie, do kogo będzie należało ostatnie słowo w tej walce. Harry był zaszczycony samym otrzymaniem zlecenia. Znał i cenił sobie Mamoona Azama już jako nastolatek. Napisanie biografii tego prozaika, eseisty i dramaturga dawało mu szansę na wyrobienie sobie nazwiska i pozycji biografa, a przy okazji zgromadzenie na koncie bankowym sporej sumy. Przyświecała mu myśl, że „jeśli napisze dobrą książkę, można żyć w jej blasku przez dziesięć lat”. Miał szczery zamiar tego dokonać. Jego biografia miała być rzetelną i obiektywną. Rob Deveraux, ceniony, awangardowy i ekstrawagancki wydawca chciał przede wszystkim zarobić. A prawdziwe pieniądze zarabia się na kontrowersjach, bo „publiczność lubi widzieć swoich artystów – obnażonych, z opuszczonymi spodniami i wystającym tyłkiem, jak odsiadują długi wyrok w ciupie pełnej seryjnych morderców i srają na widoku”. Biografia miała być ekstremalna, z której Mamoon miał się dowiedzieć o sobie, że „był świntuchem, cudzołożnikiem, kłamcą, zbirem i być może także mordercą”. Miała być również nauczką dla Pisarza i formą dowartościowania się wydawcy, który uważał, że talent jednych nie czyni ich lepszymi od innych. Z kolei żona Mamoona nie ukrywała nadziei na ożywienie popularności niszowego Pisarza, który wprawdzie zbierał liczne nagrody i pochwały, ale nie szły za nimi konkretne pieniądze. Książka miała uchronić małżeństwo przed koniecznością wzięcia kredytu pod zastaw. A sam Mamoon był najmniej zainteresowany powstaniem swojej biografii i starał się bardzo, aby utrudnić i zniechęcić Harry’ego do rzeczowych rozmów z nim. Wyznawał zasadę „Mistrza Zhuanga, patrona demencji, który doradzał: „Usiądź i zapomnij”.” Co stało w sprzeczności z interesem Harry’ego, który chciał usiąść i pamiętać, wspominać, zapamiętywać oraz utrwalać. Trudno było pogodzić Harry’emu wszystkie te postawy, cele i oczekiwania, który z ogromną pasją i rzetelnością starał się być solidnym aranżerem efektu końcowego. Ostatecznie znalazł się w środku burzliwych wydarzeń, które skomplikował romans z pomocą domową Julią i przyjazd jego dziewczyny Alice. Narastające napięcie między bohaterami, prowadzące do rozstrzygającego punktu kulminacyjnego nakładających się zdarzeń, rozładowywały inteligentne dialogi, ekstrawaganckie, odważne i ciekawe wypowiedzi oceniające pisarstwo innych i samych pisarzy, celne riposty i wynikające z tego ironia, sarkazm oraz ogromne poczucie humoru autora. Mam wrażenie, że autor zażartował sobie z ludzkiej potrzeby kreowania siebie bez względu na to, jak wygląda „żywa prawda” i kim się jest – zazdrosną żoną, aktualną kochanką, byłą kochanką, złośliwym wydawcą, sprytnym pisarzem, pomocą domową, rzetelnym biografem czy... czytelnikiem. Wszyscy mamy potrzebę kreowania swojego wizerunku w oczach innych i każdy z nas w tym procesie może stać się zabawny, a nawet śmieszny. I nic tego nie zmieni, bo jedno jest pewne – ostatnie słowo nigdy nie będzie należało do nas. Jesteśmy dla innych takimi, jakimi oni zechcą nas widzieć. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 6 lat temu
Fynf und cfancyś Michał Witkowski
Fynf und cfancyś
Michał Witkowski
„Fynf und cfancyś” jest uważana za drugą część „Lubiewa”. Wracamy do Michała i Dianki, czyli Milana z Bratysławy z początków lat 90. Zaznaczona w pierwszej książce różnica między homoseksualistami ze wschodu i zachodu Europy zostaje rozwinięta. Zachód, jako ten bardziej ekonomiczny i uporządkowany może i daje więcej szans, ale jest o wiele mniej litościwy. Narracja rozbita na dwóch bohaterów ukazuje historię sukcesu i porażki. Michał, tytułowy fynf und cfancyś, z oczywistych przyczyn cieszy się powodzeniem w kręgu stricherów, czyli męskich dziwek. Diance towarzyszymy przy staczaniu się w odmęty skomplikowanej hierarchii zachodnich klubów. Książka ta opisuje świat pełen sprzeczności. Choć opisy często są zabawne, wydźwięk całości jest raczej tragiczny. Dla obu stron transakcji. Poniżenie i wyparcie czyni ze stricherów emocjonalne kaleki. Bogaci Niemcy odreagowują zbyt wymagające życie, które jednocześnie nie obfituje w żadne ciekawe wydarzenia. W swoich fantazjach cofają się do... początków swojego życia. Dalsze opisy raczej zbędne. Michał, jako ten bardziej świadomy z dwójki bohaterów, zaczyna traktować swój zawód jako sesję psychologiczną, która leczy podstarzałych bogaczy z kompleksów i daje im namiastkę ważności. Jednych i drugich łączy jednak samotność. Przy Michale trzeba się zatrzymać. Znając część życia Witkowskiego, za tym bohaterem musi kryć się kreacja autorska. Nie chodzi tu o imię lub mityczne fynf und cfancyś, a umiejętności krasomówcze. Szesnastoletni Michał z Konina skrzętnie zatarł swoje przeszłe życie, paląc dokumenty na działce. Uwodzi nie tylko nas, ale i swoich klientów opowieściami często wymyślanymi na poczekaniu. Czytelników wprowadza w błąd, fantazjując o tych zdarzeniach, które wydają mu się ciekawsze. Zmienianie szyku i wyolbrzymianie to też cechy języka powieści. Niezwykle dynamiczny i zabawny, rozrasta do mitycznych rozmiarów wydarzenia i sam świat przedstawiony. Michał łączy literaturę z prostytucją, bo według niego w obu przypadkach najważniejsze jest wymyślanie fantazji i mylenie śladów. Witkowski zawsze był dla mnie odtrutką na zastoje czytelnicze. Jego książki są specyficzne, ale jakże polskiej literaturze potrzebne. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki 41 utonięć

Więcej
Agnieszka Wolny-Hamkało 41 utonięć Zobacz więcej
Więcej