Nie zmusicie mnie do nienawiści

Okładka książki Nie zmusicie mnie do nienawiści autora Antoine Leiris, 9788379998227
Okładka książki Nie zmusicie mnie do nienawiści
Antoine Leiris Wydawnictwo: Sonia Draga literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Vous n'aurez pas ma haine
Data wydania:
2016-11-09
Data 1. wyd. pol.:
2016-11-09
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379998227
Tłumacz:
Stanisław Kroszczyński
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie zmusicie mnie do nienawiści w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nie zmusicie mnie do nienawiści



książek na półce przeczytane 936 napisanych opinii 658

Oceny książki Nie zmusicie mnie do nienawiści

Średnia ocen
7,5 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie zmusicie mnie do nienawiści

avatar
251
205

Na półkach:

To pamiętnik. Nie wymyślony, tylko prawdziwy. Efekt czyichś zmagań z rzeczywistością. Wszelkie ocenianie, że to dobra książka, zła książka, autor jest bohaterem, tchórzem, że mu współczuję, potępiam, oddał hołd, dał swiadectwo... Przeglądam te wpisy tutaj i jestem głęboko zażenowany. Mamy tu sprawy najgłębsze, ostateczne. Jakakolwiek próba oceniania, sugerowania, co autor zrobił tym tekstem jest dla mnie oburzająca, bezczelna, niepotrzebna i bez znaczenia. Napisał to ktoś w sytuacji krańcowej, nie dla zarobku, nie dla posłuchu, nie dla innych, żeby mogli wylewać swoje żale albo połechtać swoje ego siląc się na patetyczne recenzyjki na jakimś zaxsranym portaliku. Co najwyżej można tu w myślach podziękować autorowi za możliwość przeczytania jego najintymniejszych myśli w najtrudniejszym czasie.

To pamiętnik. Nie wymyślony, tylko prawdziwy. Efekt czyichś zmagań z rzeczywistością. Wszelkie ocenianie, że to dobra książka, zła książka, autor jest bohaterem, tchórzem, że mu współczuję, potępiam, oddał hołd, dał swiadectwo... Przeglądam te wpisy tutaj i jestem głęboko zażenowany. Mamy tu sprawy najgłębsze, ostateczne. Jakakolwiek próba oceniania, sugerowania, co autor...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
331
326

Na półkach:

Książka bardzo poruszająca. List, który napisał autor do terrorystów, to wspaniałe świadectwo zwycięstwa dobra nad złem. Pokazał bezsens takich ataków. Jednocześnie śledzimy żałobę i rozpacz człowieka, który wraz z synem muszą nauczyć się żyć od nowa.

Książka bardzo poruszająca. List, który napisał autor do terrorystów, to wspaniałe świadectwo zwycięstwa dobra nad złem. Pokazał bezsens takich ataków. Jednocześnie śledzimy żałobę i rozpacz człowieka, który wraz z synem muszą nauczyć się żyć od nowa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
248
32

Na półkach: ,

Żałobę trzeba przeżyć po swojemu. Krok po kroku, dzień po dniu. Nie śpiesząc się, nie ponaglając. Trzeba dać sobie czas... Najgorsze jest to, że życie dookoła nas trwa dalej, nie zatrzymuje się, nie zwalnia. Jak znaleźć w sobie siłę, aby do niego wrócić? Jak robić w pojedynkę coś, co kiedyś robiliśmy razem? Trzeba nauczyć się żyć od nowa... Antoine próbuje. Próbuje żyć, zajmować się synkiem, próbuje zrozumieć. W tej pustce i żalu pisze list do terrorystów, którzy odebrali mu to, co w jego życiu najważniejsze. Odebrali mu żonę. W liście nie pisze o nienawiści i zemście. Wręcz przeciwnie... Autorem tej poruszającej książki jest dziennikarz, który stracił żonę w ataku terrorystycznym w Paryżu. Książka jest zlepkiem myśl i wydarzeń, które nastąpiły później w jego życiu. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Nie da się bez emocji, smutku i poczucia żalu...

Żałobę trzeba przeżyć po swojemu. Krok po kroku, dzień po dniu. Nie śpiesząc się, nie ponaglając. Trzeba dać sobie czas... Najgorsze jest to, że życie dookoła nas trwa dalej, nie zatrzymuje się, nie zwalnia. Jak znaleźć w sobie siłę, aby do niego wrócić? Jak robić w pojedynkę coś, co kiedyś robiliśmy razem? Trzeba nauczyć się żyć od nowa... Antoine próbuje. Próbuje żyć,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

260 użytkowników ma tytuł Nie zmusicie mnie do nienawiści na półkach głównych
  • 146
  • 111
  • 3
48 użytkowników ma tytuł Nie zmusicie mnie do nienawiści na półkach dodatkowych
  • 33
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żywopłot Dorit Rabinyan
Żywopłot
Dorit Rabinyan
Trafiła do moich ulubionych książek, chociaz nie od razu mnie zainteresowała. Tematyka sporu, wojen, nienawiści Palestyńczyków i Izraelitów jest dla mnie duzym wyzwaniem. Od lat staram się zgłębiać historyczne przyczyny tego konfliktu, sprawdzać bieżącą sytuację polityczną, podstawy konfliktu obu narodów, religijne i kulturowe różnice prowadzące do tego co dzieje się na obszarze tej części świata od zakończenia II Wojny światowej. Po rozpoczęciu czytania, bez żadnych konkretnych poleceń , czy rekomendacji , a także dość słabych średnich ocen ksiązki czy opinii o niej na LC, przebrnęłam przez pierwsze rozdziały bez entuzjazmu i większego zainteresowania treścią. Podobał mi sie od poczatku język autorki, opisy ludzi, Nowego Yorku, miejsc w tej metropolii, która miałam okazje poznać. Jednak z każda nowa stroną wczuwałam sie w atmosferę, uczucia i relacje głównych bohaterów : Liat (zwanej przez Hilmiego Bazi) i Hilmiego. Od razu też zauważyłam , że traktuje ich jak dobrych znajomych. Wiem, że to z powodu bardzo starannych , niejednoznacznych wzajemnych opisów tych postaci, zarówno dotyczacych ich charakterów, ale także ich wyglądu. Autorka sprytnie i z polotem stwarza taką aurę, jakbyśmy cały czas byli z nimi, w ich miejscach zamieszkania, ulubionych miejscach spacerów, odpoczynku, pracy. Poznajemy tez ich znajomych, rodzinę, przyjaciół. Nawet gdy nie wiemy jak wyglądaja, to poprzez rozmowy o nich naszych bohaterów , możemy sobie ich wyobrazić. Opowieść miłosna , ale też bardzo ciepła ( nawet w czasie lodowatej, nowojorskiej zimy !)książka o ludziach pochodzących z różnych stron świata, mówiących różnymi językami, dla których spotkania z innymi ludzmi, próbowania ich ulubionych potraw, słuchania ich narodowej muzyki, sa kwintesencja doznawanej radości z życia w tej międzynarodowej wspólnocie DOBRYCH LUDZI, która próbuja stworzyć i utrzymać, za wszelka cenę, a nie jest to łatwe. Nawet w tak z pozoru internacjonalnym mieście , kosmopolitycznym i mało rasistowskim jakim wydaje sie nam Big Apple. Ksiązka ze strony , na strone coraz bardziej mnie wciągała i zachwycała. Styl pisarski, problematyka, ludzie, miejsca. Cieszę sie , że na nią natrafiłam, chociaz tak póżno, bo była wydana w Polsce w 2016, w dodatku autorka gościła u nas w 2019, a ja to wszystko "przespałam", jaka szkoda... Mój ulubiony autor, Amos OZ, napisał o niej tak pięknie : " Jestem pod wrażeniem ... Nawet tragedia dwóch narodów nie przesłania eleganckiej historii miłosnej, nakreślonej precyzyjnie delikatną kreską. Ta książka pod wieloma względami jest nadzwyczjna."
grared - awatar grared
ocenił na101 rok temu
Wszystkie śmierci dziadka Jurka Matthias Nawrat
Wszystkie śmierci dziadka Jurka
Matthias Nawrat
„Wszystkie śmierci dziadka Jurka” to powieść, która długo przeleżała na mojej półce. Dopiero losowanie ze słoika (ten fenomenalny mechanizm czytelniczy ;)) zmusiło mnie, by po nią sięgnąć. I nie żałuję ani trochę. To historia rodzinna opowiedziana na tle burzliwej historii Polski i Europy XX wieku. Od okupacyjnej Warszawy, przez powojenne przesiedlenia na Ziemie Odzyskane, aż po schyłek PRL-u. Nawrat, pisarz wywodzący się z pokolenia emigracji solidarnościowej (wyjechał do Niemiec jako dziecko),jest w Polsce wciąż mało znany, choć ma już na koncie kilka książek. Kanwą powieści są opowieści dziadka Jurka, zasłyszane bezpośrednio przez narratora-wnuczka lub przekazywane w rodzinie. Jurek urodził się przed wojną w Warszawie, po wojnie trafił do Opola, a jego biografia (pełna zwrotów, pęknięć i paradoksów) staje się soczewką, przez którą oglądamy wielką historię. Tytułowe „śmierci” są tu zarówno dosłowne, jak i symboliczne: to kolejne końce światów, ról, złudzeń. Konstrukcja przypomina album rodzinny, w którym humor sąsiaduje z melancholią, a anegdota z tragedią. To książka smutna i śmieszna zarazem. Śmiech często pojawia się tam, gdzie pamięć próbuje poradzić sobie z ciężarem doświadczenia. „Wszystkie śmierci dziadka Jurka” są nie tylko opowieścią o jednym człowieku, ale też czułą refleksją nad pamięcią, dziedziczeniem i tym, co zostaje po tych, którzy odchodzą. Czasem warto zaufać losowaniu ze słoika.
Natalia - awatar Natalia
oceniła na62 miesiące temu
Akuszerka Katja Kettu
Akuszerka
Katja Kettu
Po przemyśleniu uznałem, że muszę wystawić tej książce pozytywną oceną, mimo iż potrafi być odpychająca i odechciewa się jej czytać. Autorka kreśli naturalistyczny (aż do bólu) obraz stosunków między ludźmi w strasznym miejscu i czasie - końcówki II Wojny Światowej, gdy Niemcy z sojusznika stają się wrogiem Finlandii. Narracja jest prowadzona z różnych perspektyw - bohaterów i punktów w czasie. Przez to lektura, zwłaszcza na początku, jest trochę trudna, a wątki mogą wydawać się z sobą niepowiązane, ale w miarę rozwijania się historii sporo się rozjaśnia. Bohaterów tej książki nie da się lubić, ale można zrozumieć. Główna bohaterka jest bardzo prostą osobą, która dla swojego szczęścia gotowa jest poświęcić albo skrzywdzić słabszych. Do szczęścia potrzebuje miłości ze strony żołnierza SS wiernego swojej formacji. Miłość ta to głównie żądza i chuć, o czym autorka nie ustaje czytelnikowi przypominać. Stąd więc - tak się domyślam - mnóstwo wulgarności i obscenicznych skojarzeń (głównie w myślach głównej bohaterki),przez które czasem miałem ochotę odłożyć książkę z zażenowania. Myślę jednak, że język taki pasuje do scenerii i czasu akcji - skoro autorka opisuje jeden z najgorszych dla mieszkańców Laponii okres historii i przedstawia sceny okrutne i odrażające, to język bohaterów wpisuje się w tę formę. Dlatego zdecydowanie odradzam osobom lubiącym estetyczną polszczyznę.
FvT25 - awatar FvT25
ocenił na72 miesiące temu
Wersje nas samych Laura Barnett
Wersje nas samych
Laura Barnett
Widzę tutaj same recenzje kobiet, więc pora na opinię o książce "Wersje nas samych" faceta. Trzeba przyznać jedno - sam pomysł na książkę jest bardzo dobry i unikalny. Trzy różne historie, które łączy taki sam początek i koniec niekiedy się przenikają i są bardzo do siebie podobne, lecz z mniejszymi, bądź większymi szczegółami. To dość interesujący zabieg, dzięki któremu można porównać poszczególne "obrazy" (bo tak autorka nazywa trzy różne historie) do siebie. "Obrazy" te są jednak niestety rozwleczone. Jako samodzielna powieść żadna z nich nie byłaby dostatecznie interesująca. To dopiero ich przedstawienie obok siebie i możliwość porównywania sprawia, że nabierają tego czegoś. Jako, że cała historia toczy się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a książka ma określoną długość autorka musiała całość skondensować. A przynajmniej takie jest moje wrażenie. Wygląda to tak, że rozdziały poszczególnego "obrazu" toczą się niekiedy kilka lat po sobie. Jest to w porządku, ale odniosłem wrażenie, że nawet gdybym pominął jakiś konkretny rozdział to nadal rozumiałbym fabułę. A miałem na to ochotę, bo już pod koniec książka zaczęłą mi się dłużyć. Po prostu w niektórych momentach jeden rozdział nie ma większego wpływu na kolejny, a do niektórych wydarzeń bohaterowie nigdy się nie odniosą. W "Wersjach nas samych" są dość często obecne ekspozycje, które przybliżają losy postaci z czasów pomiędzy konkretnymi rozdziałami. Same ekspozycje są bardzo dobre i - w przeciwieństwie do niektórych filmowych - nie odnosi się wrażenia, że bohaterowie tłumaczą sobie rzeczy, które i tak wiedzą. Jedna z opinii na tym portalu mówi o tym, że łatwo jest pogubić się w bohaterach opowieści. Nie odniosłem takiego wrażenia. Co prawda w późniejszej części książki liczba imion znacznie wzrasta, jednak fakt, że ci sami bohaterowie powtarzają się w różnych "obrazach" dość łatwo pozwala zapamiętać kto jest kim i dla kogo. Moja opinia może mieć wydźwięk negatywny, jednak nie żałuję czasu poświęconego na lekturę książki. Całość ma przyjemny, powiedziałbym nawet, że miejscami melancholijny klimat. Jest to ciepła opowieść, która chwilami potrafi zasmucić, albo wywołać delikatny uśmiech na twarzy. Pozycja w sam raz na takie długie, chłodne i ciemne jesienne wieczory. Lekka, niezobowiązująca i do pochłonięcia w kilka wieczorów.
Coral - awatar Coral
ocenił na65 lat temu
On Zośka Papużanka
On
Zośka Papużanka
Śpika poznajemy, gdy jest jeszcze bezpiecznie ulokowany w ciepłym, matczynym brzuchu. Matka, wyczekując syna, w marzeniach bawi się z nim, śpiewa kołysanki i snuje wizje świetlanej przyszłości. Kogo noszę? Profesora, a może lekarza? Marzy o dziecku mądrym i ładnym. On tymczasem jeszcze nie wie, że stanie się Śpikiem - dowie się o tym dopiero w szkole, gdy to pogardliwe przezwisko przylgnie do niego na lata. Na razie Śpik po prostu jest: kocha rytm tramwajów i miarowe kołysanie, nienawidzi zaś kościoła, w którym krzyczy, leżąc w wózku. Do czwartego roku życia milczy. Jego świat zamyka się w kuchni babci, przy jajku na miękko lub grysiku z kostką czekolady. To czas wspólnego robienia makaronu i zwijania wełny z prutych swetrów. Jednak pod tą bezpieczną powłoką czai się niepokój: Śpik nie może spać, nie potrafi ułożyć układanki ani pojąć, jak korzystać z huśtawki. We wszystkim wyprzedza go młodszy brat. Przełomowym, a zarazem bolesnym momentem jest pójście do szkoły. Niezdarny, niezbyt bystry, staje się klasową ofermą – kimś, kogo się lekceważy i z kogo można drwić. W ósmej klasie, by ratować go przed powtarzaniem roku, matka zaczyna odrabiać za niego prace domowe. Śpik wciąż zmaga się z lękiem przed ciemnością i koszmarami. Jego jedyną bezpieczną przystanią są tramwaje, których rozkłady jazdy zna na pamięć – to świat przewidywalny i uporządkowany. Samo przezwisko „Śpik”, nadane przez kolegów, jest bolesną etykietą, lecz on zdaje się go nie słyszeć. Jego ograniczona percepcja staje się pancerzem, barierą ochronną pozwalającą mu przetrwać w świecie, do którego nie przystaje. Jedyne czyste uczucia, jakie w nim drzemią, to bezgraniczna miłość do matki i do psa, który niespodziewanie pojawia się w ich życiu. Tymczasem matkę coraz częściej dręczą myśli o tym, co utracone. Tęskni za dzieckiem, które potrafiłoby rozmawiać z nią, czy odpowiedzieć inteligentnym żartem. Choć rozpaczliwie chciałaby widzieć w synu geniusza, każdego dnia musi konfrontować się z rzeczywistością, która drastycznie odbiega od jej dawnych marzeń. Nie potrafi przestać myśleć: dlaczego Śpik jest taki, jaki jest? Czy to ten upadek w czasie ciąży? Może niepotrzebnie myła okna przed samym porodem albo zbyt późno pojechała do szpitala? A może dostawał za mało witamin, może trzeba było częściej jeździć nad morze? Przecież miał zostać kimś mądrym, kimś ważnym. Niechętnie, ulegając naciskom szkoły, zabiera syna do poradni. Każda taka wizyta to dla niej osobiste upokorzenie i oficjalne potwierdzenie tego, co za wszelką cenę chciała ukryć: jej syn jest inny. Miał zostać lekarzem – został Śpikiem. Książka Zośki Papużanki to poruszające studium dorastania w rodzinie, w której ojciec jest wielkim nieobecnym, a jego braku zainteresowania synem nic nie jest w stanie zrekompensować. To także opowieść o trudnym, zaborczym macierzyństwie. Matka, choć panicznie martwi się o przyszłość syna, swoją nadopiekuńczością nie pozwala mu na usamodzielnienie się. Zamiast wspierać, pogłębia jego niedostosowanie, przez co Śpik, po jej śmierci, pozostaje na marginesie życia. Papużanka osadza tę historię w niezwykle plastycznych realiach PRL-u. Po mistrzowsku przywołuje nastrój czasów, w których po żywność stało się w kolejkach, pod drzwiami znajdowało się butelki z mlekiem, a pościel nosiło się do magla. Dla czytelników pamiętających tamte lata, opisy szkolnej codzienności czy wypraw na wieś po „świniaka” i świeże warzywa będą niezapomnianym, sentymentalnym powrotem do własnego dzieciństwa. Styl autorki jest przy tym wyjątkowy - choć pozornie prosty, operuje krótkimi, specyficznymi frazami, które dają wrażenie niedopowiedzianych myśli. Mimo trudnej tematyki, autorka potrafi pisać z niezwykłym, często gorzkim poczuciem humoru. Z wielkim wyczuciem balansuje między wzruszeniem a komizmem, tworząc lekturę refleksyjną, a zarazem pełną błyskotliwych obserwacji. „On” to przejmujący zapis walki matki z odmiennością syna, której nie potrafi ani zrozumieć, ani w pełni przyjąć. Papużanka pokazuje, że czasem największą tragedią nie jest sama „inność”, ale niezdolność najbliższych do jej zaakceptowania.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Nie zmusicie mnie do nienawiści

Więcej
Antoine Leiris Nie zmusicie mnie do nienawiści Zobacz więcej
Więcej