
Henryk Sienkiewicz
Polski nowelista, powieściopisarz i publicysta. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1905) za całokształt twórczości, jeden z najpopularniejszych pisarzy polskich przełomu XIX i XX wieku.
W 1869 r. debiutował jako dziennikarz. „Przegląd Tygodniowy” wydrukował jego recenzję sztuki teatralnej, a „Tygodnik Ilustrowany” zamieścił rozprawkę historyczno-literacką o Mikołaju Sępie Szarzyńskim. Sienkiewicz pisał pod pseudonimem Litwos do „Gazety Polskiej” oraz „Niwy”. W 1873 roku objął w Gazecie Polskiej stały felieton Bez tytułu, a w roku 1875 cykl Chwila obecna. Od 1874 roku prowadził dział literacki w „Niwie”.
W 1872 r. wydał powieść Na marne oraz Humoreski z teki Worszyłły, a następnie Stary sługa (1875),Hania (1876),oraz Selim Mirza (1877). Trzy ostatnie utwory nazywane są małą trylogią. Bywał w popularnych w owym czasie salonach warszawskich: u swej krewnej Jadwigi Łuszczewskiej znanej pod literackim pseudonimem Deotyma oraz u aktorki Heleny Modrzejewskiej.
W lutym 1876 r. wraz z Heleną Modrzejewską i grupą znajomych wybrał się w podróż do USA. W owym czasie nie było to czymś powszednim. W swej korespondencji do gazety pisał o tym: „Człowiek, który wyjeżdża do Ameryki, jest jeszcze u nas rzadkością. Wyobrażam sobie nawet, że po powrocie, w powiecie łukowskim, z którym łączą mnie liczne stosunki, przynajmniej przez miesiąc będą mnie uważać za rodzaj powiatowego Ferdynanda Korteza.” Z tego okresu pochodzą Listy z podróży do Ameryki, drukowane w Gazecie Polskiej, zyskały szerokie uznanie czytelników. 8 września 1877 roku opublikował w dzienniku „Daily Evening Post” artykuł Poland and Russia, w którym zaatakował dwulicową politykę władz rosyjskich, które na Bałkanach występowały jako obrońca Słowian, w Królestwie Polskim natomiast gnębiły i prześladowały Polaków. Pisał też Szkice węglem (1876). Pod wpływem podróży do Stanów Zjednoczonych napisał kilka dalszych utworów: Komedia z pomyłek (1878),Przez stepy (1879),Za chlebem (1880),W krainie złota (1881),Latarnik (1881),Wspomnienie z Maripozy (1882),Sachem (1883).
W 1878 roku wrócił do Europy. Zatrzymał się w Londynie, następnie przez rok przebywał w Paryżu. Podczas pobytu we Francji Sienkiewicz poznał nowy prąd w literaturze – naturalizm. W roku 1878 napisał nowelę Janko Muzykant. W 1879 r. w artykule Z Paryża stwierdza: „Dla powieści naturalizm był w zasadzie znakomitym, niezbędnym i może jedynym krokiem naprzód”. Dwa lata później zmienił jednak zdanie i wypowiedział się o naturalizmie w tonie krytycznym. Wyrazem przekonań na temat naturalizmu i pisarstwa jako takiego były wydane drukiem odczyty: O naturalizmie w powieści (1881),O powieści historycznej (1889),Listy o Zoli (1893).
Korespondencje ze Stanów Zjednoczonych publikowane w prasie polskiej, zyskały szerokie uznanie i wzbudziły zainteresowanie jego osobą. Powodzenie pisarza świetnie odmalował Bolesław Prus w artykule Co p. Sienkiewicz wyrabia z piękniejszą połową Warszawy na łamach „Kuriera Warszawskiego” z 1880 roku. „Już po powrocie z Ameryki, prawie każda z dam, przechodząc ulicą, posądzała prawie każdego wyższego i przystojnego mężczyznę o to, że jest Sienkiewiczem. (...) Nareszcie spotykając co krok fryzury à la Sienkiewicz, wiedząc, że młodzi panowie jeden po drugim zapuszczają Hiszpanki, starają się mieć posągowe rysy i śniadą cerę, postanowiłem poznać jego samego (...) Z mego kąta widzę, że sala prawie wyłącznie zapełniona jest przez płeć piękną. Kilku mężczyzn, którzy tam byli do robienia grzeczności damom albo pisania sprawozdań, tak już w ciżbie kobiet potracili poczucie własnej indywidualności, że mówili: byłam, czytałam, wypiłyśmy we dwie sześć butelek…”
W 1879 Sienkiewicz wygłosił we Lwowie odczyt pod tytułem Z Nowego Jorku do Kalifornii. W drodze powrotnej, w Szczawnicy także dał odczyt o swym pobycie w Ameryce. Po raz pierwszy spotkał tam swoją przyszłą żonę, Marię Szetkiewiczównę. Na wiadomość, że rodzina Szetkiewiczów wybiera się do Wenecji, ruszył za nimi i tam poznał Marię bliżej. W 1880 r. w Poznaniu przedstawił w hotelu Bazar nowelę Za chlebem, następnie w Warszawie wygłosił dwa odczyty o naturalizmie w literaturze. 18 sierpnia 1881 roku odbył się ich ślub w kościele Zgromadzenia Panien Kanoniczek przy placu Teatralnym (dziś nie istnieje). Z małżeństwa tego pochodzą dzieci: Henryk Józef i Jadwiga Maria. Małżeństwo nie trwało długo, gdyż 19 października 1885 roku w wieku 31 lat Maria zmarła na gruźlicę w uzdrowisku Falkenstein (obecnie dzielnica Königstein im Taunus). Została pochowana na cmentarzu Powązkowskim.
W latach 1879–1881 napisał utwór dramatyczny Na jedną kartę wystawiany w teatrach we Lwowie i Warszawie.
W 1882 Henryk Sienkiewicz nawiązał współpracę z dziennikiem „Słowo” (pismo o tendencjach konserwatywno-szlacheckich) i początkowo był nawet jego redaktorem naczelnym. Tam w miesiącach luty-marzec ukazała się w prasie kolejna nowela Bartek Zwycięzca.
W 1880 napisał utwór historyczny Niewola tatarska i pracował nad powieścią historyczną Ogniem i mieczem. W liście do redaktora krakowskiej gazety „Czas” Stanisława Smolki z 1 lutego 1884 pisał: „Co do powieści wielkiej, ta będzie nosiła prawdopodobnie tytuł Wilcze gniazdo. Rzecz dzieje się za Jana Kazimierza, w czasie insurekcji kozackiej.” Wspomniana w liście powieść Wilcze gniazdo ukazała się ostatecznie w odcinkach na łamach „Słowa” od 2 maja 1883 do 1 marca 1884 roku pod tytułem Ogniem i mieczem. Była jednocześnie drukowana w warszawskim „Słowie” i krakowskim „Czasie”.
Powieść ta (podobnie zresztą jak kolejne części Trylogii) przyniosła pisarzowi wielką popularność i spotkała się z nadzwyczajnym odbiorem społecznym. Wiele osób korespondencyjnie pytało o dalsze losy ulubionych bohaterów. Miasto Zbaraż w 1879 roku nazwało jedną z ulic imieniem Sienkiewicza, w 1884 roku Jacek Malczewski wystawił tak zwane żywe obrazy na podstawie Ogniem i mieczem, powstała sztuka teatralna oparta na powieści, a w 1900 roku mieszkańcy Zbaraża nie zgodzili się nawet na oddanie pod budowę placu kościelnego, twierdząc, że spoczywają tam szczątki Podbipięty. Powieść spotkała się też z krytyką. Wytykano jej zwłaszcza przeinaczenia historyczne.
Druga połowa lat osiemdziesiątych i początek lat dziewięćdziesiątych to dla pisarza okres bardzo wytężonej pracy nad kilkoma powieściami. Wkrótce pisarz rozpoczął pracę nad kolejną częścią Trylogii – Potopem; tytuł odnosił się do potopu szwedzkiego. Także ta powieść była drukowana w odcinkach w „Słowie” – (od 23 grudnia 1884 do 2 września 1886). Był to trudny okres w życiu pisarza, gdyż w tym czasie zmarła jego żona Maria Sienkiewiczowa. Mimo to, powieść szybko podbiła serca czytelników i utwierdziła jego literacką pozycję. Po śmierci żony pisarz udał się w podróż do Konstantynopola (przez Bukareszt i Warnę),z której pisał korespondencje. Po powrocie do Warszawy wydał trzecią część Trylogii – Pana Wołodyjowskiego. I ta powieść ukazała się w „Słowie” (od maja 1887 do maja 1888 roku). Trylogia wyniosła Sienkiewicza na szczyty popularności i uczyniła z niego najpopularniejszego polskiego pisarza. Stefan Żeromski w swych Dziennikach napisał: „Sam widziałem w Sandomierskiem, jak wszyscy, tacy nawet, którzy nic nie czytują, dobijali się o Potop.” Jako wyraz uznania Sienkiewicz dostał od nieznanego wielbiciela podpisanego Michał Wołodyjowski bardzo pokaźną sumę 15 tysięcy rubli. Pieniądze te przeznaczył na fundusz imienia Marii Sienkiewiczowej dla artystów zagrożonych gruźlicą.
Po napisaniu trylogii Sienkiewicz napisał nowelę Ta trzecia (1888),z życia cyganerii. W 1888 roku odbył podróż do Hiszpanii. W 1890 roku włączył się w organizację roku Mickiewiczowskiego. W styczniu 1891 wyruszył w podróż do Afryki. Podróż ta zaowocowała Listami z Afryki. W 1891 roku ukazało się książkowe wydanie Bez dogmatu, które drukowane było wcześniej (od 1889 do 1890) na łamach „Słowa”. W 1892 r. Sienkiewicz podpisał umowę na powieść Rodzina Połanieckich (której książkowe wydanie ukazało się w 1895 roku),w tym samym roku prasa donosiła, że pisarz przystąpił do prac nad powieścią z czasów krzyżackich, w 1893 rozpoczął przygotowania do powieści Quo vadis, a latem 1894 odczytał w Zakopanem fragmenty Krzyżaków. W jego życiu prywatnym pojawiła się Maria Romanowska, przybrana córka odeskiego bogacza Konstantego Wołodkowicza. Ślub odbył się 11 listopada 1893 roku, jednak w niedługim czasie (miesiąc) panna młoda rozstała się z Henrykiem. Sienkiewicz uzyskał papieskie potwierdzenie niezaistnienia sakramentu małżeństwa. W tym też czasie napisał powieść Rodzina Połanieckich (październik 1894).
9 maja 1893 został wybrany zagranicznym członkiem czynnym wydziału filologicznego Cesarskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. W 1894 roku powstały pierwsze rozdziały Quo vadis, które ukazały się drukiem od marca 1895 roku w warszawskiej „Gazecie Polskiej”, krakowskim „Czasie” oraz „Dzienniku Poznańskim” (do lutego 1896 roku). Wydanie książkowe pojawiło się niedługo później i zrobiło zawrotną karierę w całej Europie. Książka do dziś cieszy się wyjątkową popularnością, została przetłumaczona na 57 języków, w tym na arabski czy japoński, a także esperanto i opublikowana w ponad 70 krajach. Quo vadis wielokrotnie adaptowano i wystawiano na deskach teatrów, ukazała się nawet opera oparta na motywach powieści, a w 1913 roku zostało po raz pierwszy sfilmowane. Potem była ekranizowana jeszcze kilkakrotnie.
Od 1896 pisarz rozpoczął prace nad nową powieścią Krzyżacy, którą ukończył po czterech latach w roku 1900. W tym też roku (1900) pisarz przy zaangażowaniu całego społeczeństwa obchodził jubileusz 25-lecia pracy twórczej i otrzymał od narodu majątek ziemski w Oblęgorku, gdzie utworzył ochronkę (dom dziecka) dla dzieci. Sienkiewicz angażował się w sprawy społeczne. 30 czerwca 1900 został wybrany zagranicznym członkiem Czeskiej Akademii Umiejętności. W 1901 roku napisał odezwę w sprawie dzieci we Wrześni. W 1906 wzywał rodaków z USA do pomocy głodującym w Królestwie Polskim.
Na początku maja 1904 roku poślubił swą cioteczną siostrzenicę, 33-letnią Marię Babską. W 1905 roku otrzymał nagrodę Nobla za całokształt twórczości. W przemówieniu wygłaszanym z tej okazji Sienkiewicz mówił, że zaszczyt ten jest szczególnie cenny dla syna Polski. Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że żyje. Dodał też Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać. Napisał powieść Na polu chwały (1903–1909),która miała być początkiem nowej trylogii. W „Kurierze Warszawskim” ukazała się w 1910 w odcinkach jego powieść dla młodzieży W pustyni i w puszczy.
W 1905 roku był jednym z założycieli Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej.Był członkiem Towarzystwa Tajnego Nauczania w Warszawie.
W 1905 roku, odpowiadając na ankietę rozesłaną przez paryską gazetę „Le Courrier Européen”, napisał: „Należy miłować ojczyznę nade wszystko i należy myśleć przede wszystkim o jej szczęściu. Ale jednocześnie pierwszym obowiązkiem prawdziwego patrioty jest czuwać nad tym, by idea jego Ojczyzny nie tylko nie stanęła w przeciwieństwie do szczęścia ludzkości, lecz by się stała jedną z jego podstaw. Tylko w tych warunkach istnienie i rozwój Ojczyzny staną się sprawą, na której całej ludzkości zależy. Innymi słowy, hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez Ojczyznę do ludzkości, nie zaś: dla Ojczyzny przeciw ludzkości”.
W 1906 r. odrzucił propozycję kandydowania do Dumy Państwowej Imperium Rosyjskiego, został jednak przewodniczącym „centralnego” komitetu wyborczego, utworzonego przez przedstawicieli Narodowej Demokracji, Partii Polityki Realnej i Polskiej Partii Postępowej.Po wybuchu wojny światowej Henryk Sienkiewicz wyjechał do Szwajcarii. Wraz z Ignacym Janem Paderewskim był jednym ze współzałożycieli Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. W roku 1916 otrzymał Nagrodę Fundacji Erazma i Anny Jerzmanowskich przyznaną przez Polską Akademię Umiejętności.
Członek Towarzystwa Historycznego we Lwowie. Henryk Sienkiewicz był członkiem zagranicznym Czeskiej i Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk.
Zmarł wieczorem 15 listopada 1916 na anewryzm serca w Vevey i został tam pochowany.
W 1924 roku, już w wolnej Polsce, prochy pisarza uroczyście sprowadzono do Polski. W drodze przez kraje Szwajcarii, Austrii i Czechosłowacji składano mu hołd. 27 października 1924 roku odbyła się uroczystość obok pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie, gdzie przemówienie okolicznościowe wygłosił Stanisław Wojciechowski. Na koniec prochy złożono w specjalnie przygotowanej krypcie i sarkofagu według projektu Konstantego Jakimowicza, w podziemiach katedry św. Jana, tuż obok prezydenta Gabriela Narutowicza. W czasie trwania powstania warszawskiego w 1944 żołnierze niemieccy wysadzili katedrę, ale sarkofag ocalał. Uszkodzony został dopiero później – przez rodzimych szabrowników, którzy rozbili go w kilku miejscach. Po wojnie katedrę zrekonstruowano, a sarkofag odrestaurowano.
W 1935 w Oblęgorku został odnaleziony testament Henryka Sienkiewicza.
-------
Cudowna obrona Jasnej Góry? Niezłomny przeor Kordecki? Podły zdrajca Janusz Radziwiłł? Obraz szwedzkiego najazdu, jaki odmalował w swojej powieści Henryk Sienkiewicz, przekonał nie tylko laików. Poszły za nim całe pokolenia badaczy. Gdzie jednak kończy się prawda historyczna, a zaczyna fikcja "ku pokrzepieniu serc"?
Sienkiewiczowska „Trylogia” nie jest cyklem zwykłych powieści historycznych. Jedne z najważniejszych polskich opowieści mają w sobie coś więcej. Na ich moc zwracał uwagę już w okresie międzywojennym historyk i publicysta Olgierd Górka:
Całe obecne pokolenie Polaków patrzy na swą przeszłość nie przez rezultaty badań naukowych, nie przez naukowe rozprawy o zaletach i wadach naszej wojskowości i polityki, ale przez genialną sugestię niezrównanego powieściopisarza, który sam jeden na obecne polskie odczuwanie swej przeszłości wywarł silniejszy wpływ niż setki tomów rozpraw naukowych.
Podobnie stan historycznej wiedzy Polaków oceniał pisarz Teodor Parnicki. Pamięć o wszelkich postaciach historycznych żyje w umysłach i sercach taka, jaką nie narzucili historycy, ale artyści! – pisał. Faktycznie, z siłą przekazu autora „Ogniem i mieczem” czy „Krzyżaków” trudno konkurować. Szczególnie, że uniwersyteccy historycy, zajęci liczeniem kur w szlacheckich inwentarzach, zwykle nawet nie próbują nadać swoim pracom literackiego szlifu. A później dziwią się, że czytają ich tylko koledzy po fachu…
Czytaj więcej na: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/02/21/zniszczymy-twoje-dziecinstwo-pora-sprawdzic-ile-prawdy-jest-w-potopie-sienkiewicza/
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Bez dogmatu
Ileż można krzepić serca? Pomyślał sobie 137 lat temu nasz główny krzepiciel i postanowił stworzyć coś zupełnie z innej beczki i skupić się na ówczesnym człowieku. Sienkiewicz dobrym obserwatorem własnego pokolenia był czego dowodem niech będzie opiniowana powieść.
Muszę przyznać, że niehistoryczny wypada równie świetnie. Żeby nie powiedzieć rewelacyjnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak fantastyczny dramat psychologiczny stworzył. Bo dla mnie tym właśnie jest "Bez dogmatu". Sienkiewicz skonstruował genialną postać Leona Płoszowskiego, którego można lubić bądź nie znosić, ale na pewno nie da się pozostać obojętnym na jego życiowe i miłosne losy/decyzje/poglądy.
Ileż można krzepić serca? Pomyślał sobie 137 lat temu nasz główny krzepiciel i postanowił stworzyć coś zupełnie z innej beczki i skupić się na ówczesnym człowieku. Sienkiewicz dobrym obserwatorem własnego pokolenia był czego dowodem niech będzie opiniowana powieść.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, że niehistoryczny wypada równie świetnie. Żeby nie powiedzieć rewelacyjnie. Jestem pod...
Bobkowski w Szkicach pórkiem zwrócił moją uwagę na książkę dość nietypową w dorobku Sienkiewicza. Nie żałuję, że ją przeczytałam,chociaż momentami jest nużąca, nie mniej wciąga,zwłaszcza,że rys psychologiczny bohaterów jest dość ciekawy.Polecam.
Bobkowski w Szkicach pórkiem zwrócił moją uwagę na książkę dość nietypową w dorobku Sienkiewicza. Nie żałuję, że ją przeczytałam,chociaż momentami jest nużąca, nie mniej wciąga,zwłaszcza,że rys psychologiczny bohaterów jest dość ciekawy.Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8.5
8.5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli Sienkiewiczowi chodziło o to, żebyśmy podczas czytania cierpieli tak samo jak Leon — to zdecydowanie mu się udało.
O ile pierwsze 100 stron naprawdę mi się podobało, o tyle później lektura stała się męczarnią porównywalną do cierpień Ludwika. Nie pomaga fakt, że to bohater, którego trudno polubić. To typowy overthinker, a jednocześnie ten typ, który tłumaczy innym, jak podrywać kobiety, i jest święcie przekonany, że ona na pewno się w nim kocha — mimo że nie robi absolutnie nic, by mieć ku temu powody.
Jeśli Sienkiewiczowi chodziło o to, żebyśmy podczas czytania cierpieli tak samo jak Leon — to zdecydowanie mu się udało.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile pierwsze 100 stron naprawdę mi się podobało, o tyle później lektura stała się męczarnią porównywalną do cierpień Ludwika. Nie pomaga fakt, że to bohater, którego trudno polubić. To typowy overthinker, a jednocześnie ten typ, który tłumaczy innym,...
„Bez dogmatu” to moja ulubiona „sienkiewiczówka”. Co nie znaczy, że obiektywnie najlepsza czy nawet tylko: dobra. Ba! To jest książka pełna uchybień, niedostatków i kazuistycznej oślizgłości. Przegadana, momentami niebywale nużąca, chwilami niepokojąco naiwna czy wręcz głupia, a jednak lubię ją. Rezonuje ze mną na wielu płaszczyznach, a poza tym miałam jakąś dziką frajdę w śledzeniu losów Leona Płoszowskiego, człowieka tyleż ucywilizowanego, co płochego.
Jest wszakże jedna warstwa „Bez dogmatu”, która – choć dyskretna i być może nawet niezamierzona – irytowała mnie niemożebnie.
W swym męskim „podglebiu” książka ta jest bowiem w moim odczuciu szczeniackim jękiem dychawicznego babiarza, któremu życie spłatało figla i odsłoniło odrobinę tego, co w nim najważniejsze, a przez to wybiło pana dżentelmena z ustalonego i mimo wszystko całkiem satysfakcjonującego rytmu jego egzystencji. Wiele partii tekstu jest konwencjonalnym, obłudnym męskim usprawiedliwianiem się, a zarazem pokazem bezmiernego męskiego dobrego samopoczucia oraz sobkowskiego przekonania o własnej wyjątkowości. Refleksji jest tu tyle, ile wypada. Tyle, ile trzeba do „ogrywania” codzienności i manipulowania ludźmi. Niestrawne jest to żalenie się, roztrząsanie siebie samego, bez końca i ze szczętem; to takie… ja, o mnie, dla mnie, przeze mnie. A jednak widzę w tym plus! To wszystko to niebagatelna przestroga dla panów i niezła lekcja dla pań, które mają tendencję do romantyzowania rzeczywistości i swoich wybranków.
Dziękuję za uwagę.
Polecam.
„Bez dogmatu” to moja ulubiona „sienkiewiczówka”. Co nie znaczy, że obiektywnie najlepsza czy nawet tylko: dobra. Ba! To jest książka pełna uchybień, niedostatków i kazuistycznej oślizgłości. Przegadana, momentami niebywale nużąca, chwilami niepokojąco naiwna czy wręcz głupia, a jednak lubię ją. Rezonuje ze mną na wielu płaszczyznach, a poza tym miałam jakąś dziką frajdę w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziesięć lat po swojej śmierci Dostojewski opublikował swoje wczesne dzieło w Polsce pod nazwiskiem Sienkiewicz.
Żarty na bok, nigdy nie spodziewałbym się, że znany z eposów historycznych Sienkiewicz napisał dramat psychologiczny, i to w dodatku po Trylogii!
W „Bez dogmatu” poznajemy Leona Płoszowskiego, „geniusza bez teki”, którego łatwe życie mija na rozterkach natury intelektualnej. To przedstawiciel typowego dla schyłku wieku XX pokolenia bezużytecznych owoców bogactwa swoich rodziców. Jest on niezdolny do jakiegokolwiek działania, a Sienkiewicz skazuje go i jemu podobnych na społeczny niebyt.
Co ciekawe, powieść jest w formie notatnika, w którym Leon przeprowadza autoanalizę. Poznajemy więc strachliwego intelektualistę, obawiającego się zarówno zmian, jak i ostateczności. Jego życie nabiera barw, gdy zakochuje się w swojej kuzynce Anieli. Tylko na chwilę...
Związek Anieli z Leonem to ciągła ucieczka przed uczuciem tego drugiego. Gdy Aniela zakłada rodzinę z finansistą, którego nie kocha, Leon powraca, przeczuwając niemożliwość spełnienia się jego miłości. Jego to wręcz cieszy, bo to niezdrowa fascynacja nieszczęśliwym uczuciem i uwielbieniem swojej krzywdy. Aniela to typowa Sienkiewiczowska kobieta – czysta na charakterze i ciele, umiera w nieszczęściu, ale za to w zgodzie z wiecznymi zasadami. A Leon? Prawdopodobnie skończy jak inne wytwory fin de sieclu...
„Bez dogmatu” to ciekawa próba w polskiej literaturze. Psuje ją program pozytywny, którego Sienkiewicz upatruje – a jakże – w pracy społecznej ku odbudowie ojczyzny i szaleńczej pracy. To wybieg, na który nie waży się ani literatura rosyjska, ani francuska. Nie ma w nich pocieszenia, po którym zostałby niesmak w ustach.
https://www.instagram.com/metakonteksty/
Dziesięć lat po swojej śmierci Dostojewski opublikował swoje wczesne dzieło w Polsce pod nazwiskiem Sienkiewicz.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻarty na bok, nigdy nie spodziewałbym się, że znany z eposów historycznych Sienkiewicz napisał dramat psychologiczny, i to w dodatku po Trylogii!
W „Bez dogmatu” poznajemy Leona Płoszowskiego, „geniusza bez teki”, którego łatwe życie mija na rozterkach natury...
Bez dogmatu to powieść nietypowa jak na Sienkiewicza – nie ma tu patriotycznych uniesień ani wielkich czynów, tylko człowiek pogubiony we własnej psychice. Główny bohater, Leon Płoszowski, prowadzi dziennik, w którym opisuje swoje wewnętrzne rozterki, nastroje, wahania. Jest inteligentny, ale kompletnie sparaliżowany nadmiarem analizy i brakiem decyzji.
Powieść jest trudna, momentami duszna, ale właśnie przez to interesująca. Pokazuje, jak wygląda człowiek, który dużo myśli, a mało robi. Wszystko komplikuje, niczego nie kończy. Sienkiewicz bardzo precyzyjnie rysuje jego psychologiczny portret – aż czasem ma się ochotę nim potrząsnąć.
Nie dla każdego, ale jeśli kogoś interesuje psychologia postaci i klimat dekadencji końca XIX wieku – warto się zmierzyć.
Bez dogmatu to powieść nietypowa jak na Sienkiewicza – nie ma tu patriotycznych uniesień ani wielkich czynów, tylko człowiek pogubiony we własnej psychice. Główny bohater, Leon Płoszowski, prowadzi dziennik, w którym opisuje swoje wewnętrzne rozterki, nastroje, wahania. Jest inteligentny, ale kompletnie sparaliżowany nadmiarem analizy i brakiem decyzji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść jest...
Andrzej Bobkowski przechłostałby Leona Płoszowskiego pokrzywami po gołym tyłku. Tak pisze w Szkicach piórkiem. Ja potraktowałabym Leona bardziej humanitarnie, wysyłając go do znachora — homeopaty XIX wieku. Kontrowersyjnego bohatera Bez dogmatu Henryka Sienkiewicza wśród innych dekadentów wyróżnia to, że on nie robi ze swojej niemocy idei. Płoszowskiemu prostu się nie chce, co udowadnia swoim najważniejszym czynem — jego brakiem.
Lektura zapowiadała się ciekawie. Mamy bohatera, którego się nienawidzi lub rzadziej, ale jednak, kocha. Tacy muszą mieć nieoczywiste przemyślenia, co też funduje nam Sienkiewicz. Wywody Leona bywały błyskotliwe, czasem dodatkowo idiotyczne, jak te z tłumaczeniem, dlaczego nie weźmie się do pracy (odpowiedź: bo trzeba umieć chcieć, a on jest bogaty, więc nie musi — to istny sienkiewiczowski Ferdynand Kiepski). Im dalej w las, tym więcej grzybów, lecz zepsutych. Autor poświęca dwa tomy na jednostajne nieprzyspieszone ciągnięcie jednego wątku, przy czym to ciągnięcie jest rozciąganiem, bo absolutnie nic nowego już nie wnosi. Można więc powiedzieć, że dekadentyzm pełną gębą. Język również znamionuje upadek. Czy mogę to wybaczyć, wierząc, że zabieg celowy?
Sienkiewicz musiał się nagimnastykować, aby napisać coś, co mnie zadowoli. Udało mu się. Po znojnym krzepieniu serc klocami historycznymi opiewającymi skretyniały sarmatyzm, jakimś cudem zdołał się ponieść atmosferze modernizmu. Tym razem nietendencyjnie pozostawił bohatera na pastwę inteligencji osobistych sądów czytelnika. Bez dogmatu, bez jasności.
Andrzej Bobkowski przechłostałby Leona Płoszowskiego pokrzywami po gołym tyłku. Tak pisze w Szkicach piórkiem. Ja potraktowałabym Leona bardziej humanitarnie, wysyłając go do znachora — homeopaty XIX wieku. Kontrowersyjnego bohatera Bez dogmatu Henryka Sienkiewicza wśród innych dekadentów wyróżnia to, że on nie robi ze swojej niemocy idei. Płoszowskiemu prostu się nie chce,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKtoś mądry powiedział, że być pokornym, to myśleć o sobie nie gorzej, ale mniej.
W takim wypadku Leon Płoszowski jest najmniej pokornym z ludzi. Bo chociaż trzeba oddać mu, że dostrzega i bez najmniejszego oporu uznaje swoje wady, to jest to dostrzeganie i uznawanie tylko jedną ze strużek, zlewających się w nieprzerwanie płynący strumień myśli na temat siebie samego. Poza tym, wady te, chociaż bohater wręcz boleśnie zdaje sobie z nich sprawę, zachowuje wyłącznie dla siebie, reszcie świata przedstawiając nieskazitelny wizerunek szlachetnego, nad wyraz inteligentnego i ponad przeciętnie uzdolnionego mężczyzny.
O ile inteligencji i przenikliwości rzeczywiście nie można mu odmówić, o tyle trudno nazwać go szlachetnym. Nie waha się wykorzystywać swoich zdolności do manipulowania innymi - również osobami, o których twierdzi, że kocha je i szanuje - do osiągnięcia własnych celów, a właściwie lepiej powiedzieć, kaprysów.
Jednak jego zdolność do samorefleksji, czy wręcz autodiagnozy wzbudza mimowolny podziw. I nawet jeśli w trakcie lektury bohater wielokrotnie wywołuje w czytelniku gniew, obrzydzenie, pogardę, to ostatecznie przeważa litość. Po pierwsze dlatego, że wszyscy jesteśmy egoistami i w jakimś stopniu możemy się w Leonie odnaleźć i z nim utożsamić, nawet jeśli czynimy to niechętnie i opornie. A łatwiej litować się nad nędzą, która jest również naszym udziałem. (Tak, to też wynika z egoizmu, ale zaczynam zagłębiać się w rozmyślania łudząco przypominające te leonowe). Po drugie, litość dla bohatera wynika z tragiczności jego kondycji. On sam doskonale wie, co uleczyłoby chorobę jego duszy i umysłu, ale lekarstwo to, znajduje się poza zasięgiem wszelkich jego wysiłków. Wiara jest łaską. Chociaż przecież łaska buduje na naturze. Być może więc, gdyby Płoszowski zaczął żyć bardziej w zgodzie z naturą ludzką, to znaczy wziął się do roboty i na przykład raz porządnie spielił ogródek, mogłoby się to dla niego okazać dużo skuteczniejszym antidotum na "newrozę" niż wszystkie kąpiele w alpejskich uzdrowiskach.
Chylę czoła przed mistrzem Sienkiewiczem, jego wszechstronnością, spostrzegawczością i klarownością. Nawet jeśli jego bohater skończył tragicznie (chociaż powątpiewam, czy ostatecznie zrealizował swój zamiar - byłoby to bardzo do niego niepodobne),to mnie, czytelniczkę, autor skłonił do częstszego ucinania bezowocnych rozmyślań na rzecz oddawania się zajęciom, które te rozmyślania potrafią rozwiać; a nade wszystko do prostej ufności w dogmaty - bo bez nich biada!
Ktoś mądry powiedział, że być pokornym, to myśleć o sobie nie gorzej, ale mniej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW takim wypadku Leon Płoszowski jest najmniej pokornym z ludzi. Bo chociaż trzeba oddać mu, że dostrzega i bez najmniejszego oporu uznaje swoje wady, to jest to dostrzeganie i uznawanie tylko jedną ze strużek, zlewających się w nieprzerwanie płynący strumień myśli na temat siebie samego. Poza...
Beznadziejna z perspektywy XXI wieku. Bohater niesympatyczny, manipulujący ludźmi, którzy go otaczają. Do tego rozczula się nad sobą i swoim położeniem. Jest bogaty to może sobie na to pozwolić - ja, mnie, o mnie, dla mnie ... Do końca trzyma czytelnika historia ukochanej Anielki - gdyby też nie miała "dogmatów" jak główny bohater, być może byłaby szczęśliwsza. Konwenanse to dla niej mur nie do pokonania.
Beznadziejna z perspektywy XXI wieku. Bohater niesympatyczny, manipulujący ludźmi, którzy go otaczają. Do tego rozczula się nad sobą i swoim położeniem. Jest bogaty to może sobie na to pozwolić - ja, mnie, o mnie, dla mnie ... Do końca trzyma czytelnika historia ukochanej Anielki - gdyby też nie miała "dogmatów" jak główny bohater, być może byłaby szczęśliwsza. Konwenanse...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to