Dom żółwia. Zanzibar
(2011)
Ludzie i domy Zanzibaru.
Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*.
Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów.
Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce).
Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie.
______________________
* Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków.
** Krótka historia Zanzibaru:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa)
*** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people).
•
Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze.
Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką).
Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego.
Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu).
•
Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**.
_______________________
* W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat.
** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011]
https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu)
•
‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU
„– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby?
– Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329).
„Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku.
Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu.
Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?].
[…]
W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu.
Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie.
Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze).
To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu?
(Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają).
•
To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna.
Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu.
Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności.
_______________________
* Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej.
•
UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną).
Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Opinie i dyskusje o książce Księgarz z Kabulu
...solidny reportaż uczestniczący
...solidny reportaż uczestniczący
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna. Daje do myślenia. Afganistan piekło kobiet. Autorka snuje wysłuchane opowieści,ukazuje rodzinne zależności,zasady obowiązujące w kulturze tego kraju, pokazuje położenie kobiet I mężczyzn. Ta książka mną wstrząsneła.
Świetna. Daje do myślenia. Afganistan piekło kobiet. Autorka snuje wysłuchane opowieści,ukazuje rodzinne zależności,zasady obowiązujące w kulturze tego kraju, pokazuje położenie kobiet I mężczyzn. Ta książka mną wstrząsneła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorką tej książki jest Åsne Seierstad, norweska dziennikarka, która mieszkała w Kabulu, w domu tytułowego księgarza – Sultana Khana. Dzięki temu mogła z bliska obserwować codzienność, relacje rodzinne oraz obowiązujące w Afganistanie normy społeczne i kulturowe.
Główny bohater jest wielkim.
Główny bohater jest wielkim miłośnikiem literatury, przez lata ryzykował życie, chroniąc książki zakazane przez talibów. To z pewnością jego atut, ale ma też swoje wady – jest bardzo surowym patriarchą, bezwzględnie podporządkowującym sobie kobiety w rodzinie.
⭐️„Księgarz z Kabulu” to reportaż literacki, który ukazuje życie afgańskiej rodziny tuż po upadku rządów talibów. Autorka przedstawia sprzeczną naturę głównego bohatera, nie oceniając jej wprost, lecz pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych refleksji.
Kładzie nacisk na sytuację kobiet w Afganistanie, przybliżając losy żon, sióstr i córek Sultana, które pozbawione są prawa do samodzielnych decyzji, edukacji i wolności osobistej. Aranżowane małżeństwa, życie w ciągłym lęku i podporządkowanie mężczyznom to codzienność, z którą muszą się zmagać.
To książka ważna i poruszająca, zmuszająca do refleksji nad pojęciem wolności, prawami kobiet oraz różnicami kulturowymi. Momentami jest przygnębiająca, ale warto po nią sięgnąć, aby poszerzyć swoją wiedzę o świecie i innej kulturze.
⭐️Jeśli lubisz reportaże, interesujesz się problematyką społeczną oraz kulturą Bliskiego Wschodu, albo po prostu jesteś ciekawy świata, nie tylko tego pięknego, widzianego przez pryzmat kolorowych zdjęć na Instagramie, to gorąco polecam tę pozycję.
Po więcej książkowych polecajek zapraszam na mój Instagram/Bookstagram - lukasz_czyta
Autorką tej książki jest Åsne Seierstad, norweska dziennikarka, która mieszkała w Kabulu, w domu tytułowego księgarza – Sultana Khana. Dzięki temu mogła z bliska obserwować codzienność, relacje rodzinne oraz obowiązujące w Afganistanie normy społeczne i kulturowe.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater jest wielkim.
Główny bohater jest wielkim miłośnikiem literatury, przez lata ryzykował życie,...
Reportaż z Afganistanu z 2002 roku. To jest jedna z tych książek, którą trudno czytać bez emocji i nie zgadzam się z relatywizmem kulturowym. Są pewne normy, które bezwzględnie powinny być obowiązujące i nikt mi nie wmówi, że Księgarz, który postanawia wziąć sobie za drugą żonę - mimo sprzeciwu pierwszej - dziecko i odwiedza je przed ślubem, żeby "oswoić" z tym co się będzie działo podczas nocy poślubnej a rodzice nie mają nic przeciwko, w końcu sporo za to dziecko zapłacił, jest w porządku.
Uważam za złe, że połowa społeczeństwa z "gorszymi" genitaliami jest pozbawiona wszelkiej mocy sprawczej, dostępu do edukacji i decydowania o sobie, może być sprzedawana, zniewolona i pozbawiana życia przez tych z "lepszymi" genitaliami.
Moralność wg której zakochanie się jest większą zbrodnią niż odcięcie komuś głowy to żadna moralność.
Księgarz uważa się za liberała, powtarza jak to cierpiał za wolność słowa, siedział w więzieniu, był szykanowany. Równocześnie jednak terroryzuje swoją rodzinę, decyduje jak mają żyć, czy mogą się uczyć, gdzie pracować, co i ile jeść.
A każda osoba z tej rodziny to inna historia, aspiracje, nieśmiałe marzenia. Łamią serce te próby poprawienia swojego losu, zdobycia edukacji, pracy, zakochania się mimo groźby śmierci. Nawet Księgarz stara się przyczynić do budowy lepszego i bardziej liberalnego Afganistanu.
Mamy rok 25, w 21 Taliban wrócił do władzy systematycznie pogarszając sytuację humanitarną i gospodarczą w tym zapomnianym przez boga kraju. Po ostatnim trzęsieniu ziemi w Afganistanie było dużo ofiar, ratownicy pomagają mężczyznom, ale nie kobietom, nie szuka się kobiet pod gruzami i nie udziela się im pomocy medycznej, bo to niemoralne. Niewątpliwie ci wszyscy bogobojni chłopcy pójdą za to do nieba.
Reportaż z Afganistanu z 2002 roku. To jest jedna z tych książek, którą trudno czytać bez emocji i nie zgadzam się z relatywizmem kulturowym. Są pewne normy, które bezwzględnie powinny być obowiązujące i nikt mi nie wmówi, że Księgarz, który postanawia wziąć sobie za drugą żonę - mimo sprzeciwu pierwszej - dziecko i odwiedza je przed ślubem, żeby "oswoić" z tym co się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat afgańskiej rodziny przedstawiony oczami norweskiej dziennikarki.
Świat kobiet w burkach, burkach śmierdzących starym olejem i czosnkiem. Świat religijnych zakazów i nakazów wprowadzonych przez talibów. Kobieta jako obiekt zupełnie zdominowany przez mężczyzn. Autorka dość obiektywnie przedstawia życie Afgańczyków. Nie upiększa, ale też nie umniejsza.
Dobry, ciekawy reportaż.
Świat afgańskiej rodziny przedstawiony oczami norweskiej dziennikarki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat kobiet w burkach, burkach śmierdzących starym olejem i czosnkiem. Świat religijnych zakazów i nakazów wprowadzonych przez talibów. Kobieta jako obiekt zupełnie zdominowany przez mężczyzn. Autorka dość obiektywnie przedstawia życie Afgańczyków. Nie upiększa, ale też nie umniejsza.
Dobry, ciekawy...
„Kiedy Sultan sumuje lata dzieciństwa, nauki szkolnej, studiów, jedną wojnę, drugą wojnę, trzecią wojnę, to mu wychodzi, że ma pięćdziesiąt lat i trochę. Wszyscy inni obliczają swój wiek w ten sam sposób”.
Losy rodziny Sułtana, który miał księgarnię w Kabulu. Główny bohater to zdecydowany patriota, który za wszelką cenę stara się ocali jak największy dobytek literacki. Autorka poznaje jago dom, który zdecydowanie różni się od domu w Europie.
Zdecydowaną twardą ręką prowadzi dom w którym każdy domownik musi się z nim liczyć. To on jest żywicielem rodziny i to on podejmuje decyzję.
Przedstawione są losy kobiet w tej rodzinie, które nie mogą mieć własnego zdania. Pokazany jest ich lęk, który pozostał po rządach Talibów.
Moja uwagę przykuła jedna z bohaterek Lejla, która miała piękne marzenie, ale czy się spełniło
„Kiedy Sultan sumuje lata dzieciństwa, nauki szkolnej, studiów, jedną wojnę, drugą wojnę, trzecią wojnę, to mu wychodzi, że ma pięćdziesiąt lat i trochę. Wszyscy inni obliczają swój wiek w ten sam sposób”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLosy rodziny Sułtana, który miał księgarnię w Kabulu. Główny bohater to zdecydowany patriota, który za wszelką cenę stara się ocali jak największy dobytek literacki....
Jeżeli z jakiegoś powodu nie lubicie czytać reportaży to “Księgarz z Kabulu” odmieni ten czar. Bo chociaż jest to reportaż, to napisany tak, że czyta się go jak najbardziej wciągającą powieść.
W 2001 roku Åsne Seierstad postawiła nogę na afgańskiej ziemi. Tej samej, na której jeszcze niedawno były widoczne ślady talibów. Reżim upadł. Kabul zrujnowano. Ale życie w Afganistanie toczyło się dalej.
Sułtan Chan był pierwszą osobą, którą autorka poznała w Kabulu. Ten wyraził zgodę na to, aby dziennikarka zamieszkała pod jego dachem i napisała książkę o jego rodzinie.
Chociaż tytuł reportażu wskazuje na historię człowieka sprzedającego książki (a mowa o kraju, w którym ponad połowa dorosłych nie potrafi czytać i pisać) to jest to tak naprawdę przejmujący obraz afgańskiej kultury, tradycji i rzecz jasna kobiety, którego zachodni świat nie będzie mógł zrozumieć i ocenić.
Seierstad pisze tak, jakbyśmy byli niemal naocznymi świadkami życia członków rodziny Sułtana. Towarzyszymy im każdego dnia wraz z autorką. Oblepia nas tłuszcz smażonych potraw. Przechodzimy ich intensywnym zapachem. Czujemy przepocone burki kobiet - czasami to jedyny dowód ich obecności w pomieszczeniu. Opada na nas kurz sprzątanych przez nie pomieszczeń. Dźwigamy ciężar losu jaki przypadł im rodząc się w Afganistanie. Chcemy krzyczeć na widok zakrwawionego prześcieradła, które przyniosła teściowa po nocy poślubnej jej syna i nastoletniej dziewczynki - w naszym świecie jest na to tylko jedno słowo - ped*filia…
Czytałam wiele książek o afgańskich historiach, ale ta szczególnie wzbudziła we mnie dużo emocji i zapadła w pamięć. A to dlatego, że reporterka pokazuje również jak wygląda życie młodych mężczyzn, którzy także mają swoje role do spełnienia. I chociaż już sam fakt bycia mężczyzną stawia ich w o niebo lepszej pozycji od kobiet, nie oznacza, że mogą o sobie zawsze decydować tak jak chcą. Przykład synów Sułtana dobrze to ukazuje.
Uderzające jest również to jak dekady reżimu wpłynęły na Afgańczyków i że upadek talibów nie był jednoznaczny z porzuceniem tradycji i obyczajów. Z resztą, jak widać historia lubi się powtarzać a Afganki odzyskały twarze tylko na chwile.
Świetny i wciągający reportaż, od którego ciężko się oderwać. Åsne Seierstad tak bardzo zainteresowała mnie swoją pracą reporterską, że zakupiłam od razu jej najnowszą książkę “Historie afgańskie”, w której autorka powraca do Afganistanu po dwudziestu latach od wydarzeń z “Księgarza z Kabulu”.
Bardzo polecam! Cenna i warta uwagi książka.
Jeżeli z jakiegoś powodu nie lubicie czytać reportaży to “Księgarz z Kabulu” odmieni ten czar. Bo chociaż jest to reportaż, to napisany tak, że czyta się go jak najbardziej wciągającą powieść.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW 2001 roku Åsne Seierstad postawiła nogę na afgańskiej ziemi. Tej samej, na której jeszcze niedawno były widoczne ślady talibów. Reżim upadł. Kabul zrujnowano. Ale życie w...
Fantastyczny reportaż o Afganistanie i jego mieszkańcach. Czytając książkę mogłem się poczuć tak jakbym był osobistym obserwatorem wydarzeń. Autorka bez żadnego upiększania czy wyolbrzymiania pokazała prawdziwe życie i zwyczaje mieszkańców, ich troski i marzenia. Gorąco polecam.
Fantastyczny reportaż o Afganistanie i jego mieszkańcach. Czytając książkę mogłem się poczuć tak jakbym był osobistym obserwatorem wydarzeń. Autorka bez żadnego upiększania czy wyolbrzymiania pokazała prawdziwe życie i zwyczaje mieszkańców, ich troski i marzenia. Gorąco polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka była świetnie napisana, wciągała i po kolei burzyła stereotypy, które miałam na temat Afganistanu. Z mojej perspektywy każdy pożąda wolności, każdy potrafi marzyć i podejmować decyzję. Myślałam, że wszyscy, chociażby w stolicy, wykorzystają odejście Talibów, aby być wolnymi, żyć. Sytuacja nie zmieniła się jednak. Feminizm objawiał się malowaniem paznokci.
Pozycja ta jest potrzebna, żeby zrozumieć, że zmiana władzy nie jest równoznaczna ze zmianą stylu życia. To nie tylko Talibowie więzili ludzi, ale także tradycje i obyczaje, od których odejść jest dużo trudniej.
Książka była świetnie napisana, wciągała i po kolei burzyła stereotypy, które miałam na temat Afganistanu. Z mojej perspektywy każdy pożąda wolności, każdy potrafi marzyć i podejmować decyzję. Myślałam, że wszyscy, chociażby w stolicy, wykorzystają odejście Talibów, aby być wolnymi, żyć. Sytuacja nie zmieniła się jednak. Feminizm objawiał się malowaniem paznokci.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja...
Po pierwszych stronach założyłem że Pan Księgarz opowie mi o skomplikowanej historii Afganistanu i pięknie tego państwa.
To co dostałem z lekka mnie zszokowało - historia przedstawiona w książce to równoległy wszechświat w stosunku do tego jak żyjemy.
A to wszystko dzieje się jednak w domu gdzie ludzie potrafią czytać, co nie jest normą w Afganistanie.
W porównaniu do książek Pana Wojciecha Jagielskiego można tu wyczuć co autorka uważa o tym co widzi - czy jest to dobre, czy złe.
Sam sposób prowadzenia narracji jednak nie daje zbyt łatwo oderwać się od czytania.
Po pierwszych stronach założyłem że Pan Księgarz opowie mi o skomplikowanej historii Afganistanu i pięknie tego państwa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo co dostałem z lekka mnie zszokowało - historia przedstawiona w książce to równoległy wszechświat w stosunku do tego jak żyjemy.
A to wszystko dzieje się jednak w domu gdzie ludzie potrafią czytać, co nie jest normą w Afganistanie.
W porównaniu do...