rozwińzwiń

Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Okładka książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć autora Kuba Wojtaszczyk, 9788328702448
Okładka książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć
Kuba Wojtaszczyk Wydawnictwo: Akurat literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2016-03-16
Data 1. wyd. pol.:
2016-03-16
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328702448
Średnia ocen

5,0 5,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć



książek na półce przeczytane 936 napisanych opinii 658

Oceny książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Średnia ocen
5,0 / 10
121 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

avatar
46
36

Na półkach:

Książka o sfrustrowanych humanistach, zarozumiałych hipsterach i przedstawicielach branży kreatywnej. W 2016 roku ukazanie w powieści tego środowiska wraz ze wszystkimi jego problemami mogło być całkiem ciekawym pomysłem, ale niestety finalnie wyszła rzecz bardzo źle napisana. Pretensjonalna i zwyczajnie odpychająca. Ciężki język i antypatyczne postaci pogrzebały cały potencjał. Męczyłem się niemiłosiernie.

Książka o sfrustrowanych humanistach, zarozumiałych hipsterach i przedstawicielach branży kreatywnej. W 2016 roku ukazanie w powieści tego środowiska wraz ze wszystkimi jego problemami mogło być całkiem ciekawym pomysłem, ale niestety finalnie wyszła rzecz bardzo źle napisana. Pretensjonalna i zwyczajnie odpychająca. Ciężki język i antypatyczne postaci pogrzebały cały...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
92
4

Na półkach:

wydumana

wydumana

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
60
9

Na półkach: ,

Zmęczyłam się, ale nie mam w zwyczaju niedoczytywać. Czytałam więc każdą kolejną stronę z nadzieją, że coś się w końcu wydarzy. Ostatecznie nic się nie wydarzyło, a ja, zapytana o czym była książka, nie umiałabym odpowiedzieć.

Zmęczyłam się, ale nie mam w zwyczaju niedoczytywać. Czytałam więc każdą kolejną stronę z nadzieją, że coś się w końcu wydarzy. Ostatecznie nic się nie wydarzyło, a ja, zapytana o czym była książka, nie umiałabym odpowiedzieć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

427 użytkowników ma tytuł Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć na półkach głównych
  • 237
  • 187
  • 3
69 użytkowników ma tytuł Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć na półkach dodatkowych
  • 54
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Inne książki autora

Okładka książki Nowe Marzy Łukasz Błaszczyk, Łukasz Boeske, Kajetana Fidler, Kajetan Gendek, Łukasz Hassliebe, Agnieszka Jelonek, Joanna Kocik, Julia Łapińska, Przemek Morawski, Magdalena Niziołek-Kierecka, Ewa Olejarz, Maras Pijanowski, Karina Pudłowska, Paweł Sajewicz, Robert Subdysiak, Łukasz Szoszkiewicz, Izabela Szymczak, Katarzyna Tomczyk, Kuba Wojtaszczyk, Blanka Zawada
Ocena 6,9
Nowe Marzy Łukasz Błaszczyk, Łukasz Boeske, Kajetana Fidler, Kajetan Gendek, Łukasz Hassliebe, Agnieszka Jelonek, Joanna Kocik, Julia Łapińska, Przemek Morawski, Magdalena Niziołek-Kierecka, Ewa Olejarz, Maras Pijanowski, Karina Pudłowska, Paweł Sajewicz, Robert Subdysiak, Łukasz Szoszkiewicz, Izabela Szymczak, Katarzyna Tomczyk, Kuba Wojtaszczyk, Blanka Zawada
Kuba Wojtaszczyk
Kuba Wojtaszczyk
Rocznik ’86, kulturoznawca, absolwent Gender Studies UAM. Lubi absurd, wierzy w Woody’ego Allena. Dla kontrastu interesuje się Shoah. Publikował m.in. w „Lampie”, „Czasie Kultury”, „Wakacie”. „Portret trumienny” to jego debiut literacki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fynf und cfancyś Michał Witkowski
Fynf und cfancyś
Michał Witkowski
„Fynf und cfancyś” jest uważana za drugą część „Lubiewa”. Wracamy do Michała i Dianki, czyli Milana z Bratysławy z początków lat 90. Zaznaczona w pierwszej książce różnica między homoseksualistami ze wschodu i zachodu Europy zostaje rozwinięta. Zachód, jako ten bardziej ekonomiczny i uporządkowany może i daje więcej szans, ale jest o wiele mniej litościwy. Narracja rozbita na dwóch bohaterów ukazuje historię sukcesu i porażki. Michał, tytułowy fynf und cfancyś, z oczywistych przyczyn cieszy się powodzeniem w kręgu stricherów, czyli męskich dziwek. Diance towarzyszymy przy staczaniu się w odmęty skomplikowanej hierarchii zachodnich klubów. Książka ta opisuje świat pełen sprzeczności. Choć opisy często są zabawne, wydźwięk całości jest raczej tragiczny. Dla obu stron transakcji. Poniżenie i wyparcie czyni ze stricherów emocjonalne kaleki. Bogaci Niemcy odreagowują zbyt wymagające życie, które jednocześnie nie obfituje w żadne ciekawe wydarzenia. W swoich fantazjach cofają się do... początków swojego życia. Dalsze opisy raczej zbędne. Michał, jako ten bardziej świadomy z dwójki bohaterów, zaczyna traktować swój zawód jako sesję psychologiczną, która leczy podstarzałych bogaczy z kompleksów i daje im namiastkę ważności. Jednych i drugich łączy jednak samotność. Przy Michale trzeba się zatrzymać. Znając część życia Witkowskiego, za tym bohaterem musi kryć się kreacja autorska. Nie chodzi tu o imię lub mityczne fynf und cfancyś, a umiejętności krasomówcze. Szesnastoletni Michał z Konina skrzętnie zatarł swoje przeszłe życie, paląc dokumenty na działce. Uwodzi nie tylko nas, ale i swoich klientów opowieściami często wymyślanymi na poczekaniu. Czytelników wprowadza w błąd, fantazjując o tych zdarzeniach, które wydają mu się ciekawsze. Zmienianie szyku i wyolbrzymianie to też cechy języka powieści. Niezwykle dynamiczny i zabawny, rozrasta do mitycznych rozmiarów wydarzenia i sam świat przedstawiony. Michał łączy literaturę z prostytucją, bo według niego w obu przypadkach najważniejsze jest wymyślanie fantazji i mylenie śladów. Witkowski zawsze był dla mnie odtrutką na zastoje czytelnicze. Jego książki są specyficzne, ale jakże polskiej literaturze potrzebne. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na72 miesiące temu
Danke czyli nigdy więcej Dominika Dymińska
Danke czyli nigdy więcej
Dominika Dymińska
Lubiącym poezję - zdecydowanie polecam. Lubiącym niebanalną literaturę współczesna - również. Książka w formie poematu zmusza do myślenia, wywołuje dużo emocji. Bywa ciężka psychicznie ale to zaleta. Nie można temu utworowi zarzucić wtórności. Dla mnie literacki przełom. Pozwolił mi zrozumieć wiele zjawisk. Przełomowy poemat o genezie zła, jaskrawa krytyka libertynizmu. Mało kto zauważa, że twórczość Dominiki Dymińskiej to diss na antykulture. Szacun dla niej za to. Z pewnością nie zawuaża tego konserwatyści - a szkoda. W nurcie konserwatyzmu awangardowego „Danke” to wg mnie lektura obowiązkowa. W niszowym gatunku literatury roboczo przeze mnie zwanym „Ku przestrodze”/„skąd to się wzięło” istnieją książki, do których wraca się wielokrotnie - za każdym razem czytając je z innej perspektywy. „Danke” Dominiki Dyminskiej po raz pierwszy czytałam w 2017 roku, głównie pod kątem lewicowej hipokryzji. „Mieso” Dominiki Dyminskiej przeczytałam tylko raz, dopiero w 2021 roku i okazało się, ze to była właściwa kolejność - pierwsza książka wyjaśniała druga mocno, pokazując, dlaczego główna bohaterka dokonywała takich a nie innych wyborów (o ile to był efekt zamierzony, ze te książki się uzupełniają). Zatem zaraz po tym przeczytałam „Danke” drugi raz - również w 2021 roku - pod innym kątem. Przede wszystkim - w świetle pozytywnego buntu przeciwko antykulturze (i bzdurom). Skupiłam się na zrozumieniu zamiast moralizatorstwa/szufladkowania. Obydwie książki są skrzywdzone przez zniechęcające redakcyjne streszczenia (blurb’y) - ale po Wydawnictwie Krytyki Politycznej trudno by było czegoś innego się spodziewać. Tytuł „Słowami można wszystko” - sugerowany kiedyś przez autorkę - też byłby trafny dla „Mięsa”. W "Danke" ta myśl znajduje swoje uzupełnienie i konkluzję.
Alex Sss - awatar Alex Sss
ocenił na103 lata temu
Pieczeń dla Amfy Salcia Hałas
Pieczeń dla Amfy
Salcia Hałas
Pewnie nigdy nie miałabym okazji poznać twórczości Salci Hałas, gdyby nie kolorowa okładka „Pieczeni dla Amfy”, która od razu przykuła moją uwagę (choć od niepamiętnych czasów mówi się, żeby według niej nie oceniać). Później przeczytałam opis z tylnej okładki książki, który znacząco różni się od tekstów, widzianych przeze mnie do tej pory. Właśnie w tamtym momencie poczułam, że natrafiłam na kolejną powieść, obok której nie mogę przejść obojętnie. Już na kilku pierwszych stronach zostajemy zaznajomieni z Marią Manią. Posiadaczką zielonej czupryny, która z powodu koloru swych włosów zmuszona jest do noszenia czapki w takcie pracy (mała kwiaciarnia). Poznajemy także Elwirkę, blondynkę, zarabiającą na siebie i swego syna, jako sprzedawczyni w Żabce. Nie tylko fakt, że są to kobiety, które mógłby spotkać każdy z nas, ale także sposób ich przedstawienia oraz włożone w ich wyimaginowane usta słowa sprawiają, że czujemy się tak, jakbyśmy spotkali najlepsze kumpelki. Cała książka wręcz ocieka codziennością i niejednokrotnie kłuje nią do głębi. Rzeczywistość została podana czytelnikom na tacy. Bez panierki, przypraw – na surowo. Istny tatar. Przeczytamy o świecie, jakiego każdy z nas doświadcza każdego dnia. Bez ogródek i tak, jakbyśmy słuchali czyjejś opowieści w trakcie wyjścia na szluga. Nie oznacza to jednak, że powieść ta jest tylko zapisem szarej rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że pomimo wszystko można jeszcze dostrzec piękno otaczającego nas świata i zachwycić się choćby na momencik, np. podczas zachodu słońca, które promieniami koloruje niebo i gdański falowiec. Można także być świadkiem objawienia Matki Boskiej Falowcowej, powstałej w tajemniczych okolicznościach. Nieupiększana w żaden sposób codzienność miesza się tutaj pewnego rodzaju magią i baśniowością. Trudno dokładnie wskazać, co jest tego przyczyną, ale czuć to bardzo wyraźnie. Dlatego, gdyby kazano przedstawić „Pieczeń dla Amfy” w formie obrazu, namalowałabym szare tło, a na nim całe mnóstwo różnobarwnych wywijasów. Co do spotkań z kumpelkami… Nie brakuje w książce babskiego narzekania, niezrozumienia oczywistych mechanizmów, bezradności, śmiechu przez łzy i pogoni za miłością. Niestety, pościg ten nie należy do łatwych, a po drodze czeka wiele przeszkód. Wpada się w głębokie doły tylko po to, żeby za chwilę się z nich wygrzebywać i wspinać na górski szczyt (doły bywają też psychiczne). Samo życie. Pozostawia w nas ślady, których czasami nie jesteśmy już w stanie się pozbyć. Stąd tendencja do popełniania po wielokroć tych samych błędów, ale…. Niech lepiej Maria Mania i Elwirka powiedzą Wam więcej na ten temat. Ja przepadłam i z ogromną chęcią sięgnę po kolejną powieść Salci Hałas. Każdemu innemu polecam zrobić to samo. Mogę ręczyć, że czas poświęcony na jej przeczytanie nie będzie czasem straconym. Wręcz przeciwnie, stanie się owocny w przeżycia i cały wachlarz emocji.
potarganerude - awatar potarganerude
ocenił na75 lat temu
Korponinja Lars Berge
Korponinja
Lars Berge
Jako fanka literatury skandynawskiej i pracownica sztandarowego korpośmietnika musiałam przeczytać tą książkę. Po prostu musiałam. Opisywana jako nowatorska, wspaniale poprowadzona tym bardziej wzbudziła moje zaciekawienie. Po zakończonej lekturze nie do końca jednak umiem jednoznacznie określić jakie uczucia we mnie wzbudziła. Zdecydowanie mnie nie rozśmieszyła. Koleżanka, która zainteresowała mnie tym tytułem zachwalała aspekty komediowe książki. Nie wiem czy to specyfika mojej pracy czy po prostu nie rozumiem humoru autora, ale nie kojarzę ani jednego momentu gdzie chociaż bym się uśmiechnęła. Raczej wzbudzała we mnie politowanie i niezrozumienie wykreowanych przez autora postaci. Kolejna kwestia - postacie. Przypuszczam że jest to celowy zabieg autora, natomiast postaci są niewyraźne, bez polotu i prawdę mówiąc bez większego przemyślenia. Niby wszystko jest spójne, historia jakoś się toczy, ale.. no własnie. Ale niby jest, ale nie jest. Dodatkowo tempo w jakim poprowadzona jest historia jest dosyć powolne. Nie spodziewałam się tutaj wymyślnej akcji, ale momentami książka strasznie mi się dłużyła, a bardzo krótkie rozdziały które początkowo wzięłam za plus, okazały się minusem, ponieważ łatwo jest odłożyć książkę po skończonym rozdziale - a tutaj niestety robiłam to nadzwyczaj często. Podsumowując, nie żałuję że zdecydowałam się przeczytać Korponinję. Mimo wszystkiego co napisałam powyżej, historia w miarę mnie wciągnęła. Historia może mnie nie porwała, ale też zdecydowanie nie zniechęciła. Jeżeli macie ochotę przeczytać coś lekkiego, bez większego polotu i nie odstrasza Was kultura korpo to polecam Korpoinja:)
paulinam - awatar paulinam
ocenił na69 lat temu
Pomieszkanie Greg Baxter
Pomieszkanie
Greg Baxter
Książka umiejscowiona w “nieczasie”, bo i czas dla bohatera, narratora płynie niespieszne, ma 41 lat i czuje, że te lata od zawsze już w sobie nosi, zapisane w DNA. Książka nie posiada początku ani zakończenia, a tytuł można tłumaczyć na wiele sposobów dzieląc, przekładając i spinając ze sobą litery. Nie ma też tradycyjnej fabuły, jest udziwniona, ale przez ten zabieg, wcale nie mniej interesująca, intrygująca. Autor zabrał mnie w “podróż jednego dnia”, od świtu do późnej nocy niemalże poranka, a czułam się jakbym życie z nim spędziła w podróży. Jego zaprzeszłe życie w opowiadanych wspomnieniach pozwoliło mi na poznanie wrażliwości, otwartości serca i moralności jaka go cechowała. Retrospekcje są wyszukane, zahaczają o różne dziedziny życia. Myślami w swojej przeszłości błądziłam, zastanawiając się czy mam jakieś pragnienia, bo wszystko jawiło się niczym wobec spokojnego życia. Można pomyśleć, że postawa bohatera przedstawia brak celu w życiu, znudzenie, niechęć, ale on już ma za sobą to do czego ambitnie dążył. Pomimo tego iż był oszczędny w emocjach, układny i przychylny, dał prowadzić się za rączkę towarzyszce drogi i z obojętnością patrzył na to, co wydarzy się dalej, to rozgościł się we mnie. Pełen tajemnic, niepozbawiony dobrego smaku i wiedzy, z której czerpałam garściami. Jego samotność jawiła się moją potrzebą, zamyślenie w jakie popadał, brak wymagań wobec życia i ludzi, warunki w jakich mieszkał i czas, niekończący się, niepomierny, beztroski, który spędzał na spacerach po mieście szukając swojego miejsca, mógłby być moim czasem. "Nie da się zmienić człowieka od środka. Nikt nie pragnie zmiany najskrytszych głębin i pokładów własnej duszy. Dzieje się tak dlatego, że nikt nie potrafi zajrzeć w głąb siebie do końca, zapytać się o siebie czy doświadczyć anonimowo własnych uczuć."
bppremiera - awatar bppremiera
oceniła na87 lat temu
On Zośka Papużanka
On
Zośka Papużanka
Śpika poznajemy, gdy jest jeszcze bezpiecznie ulokowany w ciepłym, matczynym brzuchu. Matka, wyczekując syna, w marzeniach bawi się z nim, śpiewa kołysanki i snuje wizje świetlanej przyszłości. Kogo noszę? Profesora, a może lekarza? Marzy o dziecku mądrym i ładnym. On tymczasem jeszcze nie wie, że stanie się Śpikiem - dowie się o tym dopiero w szkole, gdy to pogardliwe przezwisko przylgnie do niego na lata. Na razie Śpik po prostu jest: kocha rytm tramwajów i miarowe kołysanie, nienawidzi zaś kościoła, w którym krzyczy, leżąc w wózku. Do czwartego roku życia milczy. Jego świat zamyka się w kuchni babci, przy jajku na miękko lub grysiku z kostką czekolady. To czas wspólnego robienia makaronu i zwijania wełny z prutych swetrów. Jednak pod tą bezpieczną powłoką czai się niepokój: Śpik nie może spać, nie potrafi ułożyć układanki ani pojąć, jak korzystać z huśtawki. We wszystkim wyprzedza go młodszy brat. Przełomowym, a zarazem bolesnym momentem jest pójście do szkoły. Niezdarny, niezbyt bystry, staje się klasową ofermą – kimś, kogo się lekceważy i z kogo można drwić. W ósmej klasie, by ratować go przed powtarzaniem roku, matka zaczyna odrabiać za niego prace domowe. Śpik wciąż zmaga się z lękiem przed ciemnością i koszmarami. Jego jedyną bezpieczną przystanią są tramwaje, których rozkłady jazdy zna na pamięć – to świat przewidywalny i uporządkowany. Samo przezwisko „Śpik”, nadane przez kolegów, jest bolesną etykietą, lecz on zdaje się go nie słyszeć. Jego ograniczona percepcja staje się pancerzem, barierą ochronną pozwalającą mu przetrwać w świecie, do którego nie przystaje. Jedyne czyste uczucia, jakie w nim drzemią, to bezgraniczna miłość do matki i do psa, który niespodziewanie pojawia się w ich życiu. Tymczasem matkę coraz częściej dręczą myśli o tym, co utracone. Tęskni za dzieckiem, które potrafiłoby rozmawiać z nią, czy odpowiedzieć inteligentnym żartem. Choć rozpaczliwie chciałaby widzieć w synu geniusza, każdego dnia musi konfrontować się z rzeczywistością, która drastycznie odbiega od jej dawnych marzeń. Nie potrafi przestać myśleć: dlaczego Śpik jest taki, jaki jest? Czy to ten upadek w czasie ciąży? Może niepotrzebnie myła okna przed samym porodem albo zbyt późno pojechała do szpitala? A może dostawał za mało witamin, może trzeba było częściej jeździć nad morze? Przecież miał zostać kimś mądrym, kimś ważnym. Niechętnie, ulegając naciskom szkoły, zabiera syna do poradni. Każda taka wizyta to dla niej osobiste upokorzenie i oficjalne potwierdzenie tego, co za wszelką cenę chciała ukryć: jej syn jest inny. Miał zostać lekarzem – został Śpikiem. Książka Zośki Papużanki to poruszające studium dorastania w rodzinie, w której ojciec jest wielkim nieobecnym, a jego braku zainteresowania synem nic nie jest w stanie zrekompensować. To także opowieść o trudnym, zaborczym macierzyństwie. Matka, choć panicznie martwi się o przyszłość syna, swoją nadopiekuńczością nie pozwala mu na usamodzielnienie się. Zamiast wspierać, pogłębia jego niedostosowanie, przez co Śpik, po jej śmierci, pozostaje na marginesie życia. Papużanka osadza tę historię w niezwykle plastycznych realiach PRL-u. Po mistrzowsku przywołuje nastrój czasów, w których po żywność stało się w kolejkach, pod drzwiami znajdowało się butelki z mlekiem, a pościel nosiło się do magla. Dla czytelników pamiętających tamte lata, opisy szkolnej codzienności czy wypraw na wieś po „świniaka” i świeże warzywa będą niezapomnianym, sentymentalnym powrotem do własnego dzieciństwa. Styl autorki jest przy tym wyjątkowy - choć pozornie prosty, operuje krótkimi, specyficznymi frazami, które dają wrażenie niedopowiedzianych myśli. Mimo trudnej tematyki, autorka potrafi pisać z niezwykłym, często gorzkim poczuciem humoru. Z wielkim wyczuciem balansuje między wzruszeniem a komizmem, tworząc lekturę refleksyjną, a zarazem pełną błyskotliwych obserwacji. „On” to przejmujący zapis walki matki z odmiennością syna, której nie potrafi ani zrozumieć, ani w pełni przyjąć. Papużanka pokazuje, że czasem największą tragedią nie jest sama „inność”, ale niezdolność najbliższych do jej zaakceptowania.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na71 miesiąc temu
Dziennik roku chrystusowego Jacek Dehnel
Dziennik roku chrystusowego
Jacek Dehnel
Raz. Bo to jest tak: czyta sobie człowiek książkę i kiedy już ją przeczyta, myśli sobie: kim jest jej autor(ka)? Czy to fajna persona? Sympatyczna? A może raczej buc i nadęta opona rowerowa? Pozer(ka) czy skromniacha? Dwa. Następuje chwila prawdy – trwa spotkanie autorskie i twarz z okładki przybiera zupełnie inne kształty, przemawia głosem dla nas zupełnie do twarzy niepodobnym. Zapada kurtyna, walą się ściany i sufit albo jest zupełnie na odwrót. Nasze wyobrażenie materializuje się i albo wali nas w twarz albo gładzi po policzku. I jest jeszcze trzecie spotkanie – dziennik, zapiski niemal intymne. Pisarek i literatów śniadaniowe rozmowy przy kawie. Politykowanie, śmieci wyrzucanie, krytykowanie i chwalenie. Odsłanianie kołdry, drzwi od szafy otwieranie, trochę takie zaproszenie dla nas, maluczkich (i ciekawskich!). I znów – albo wskakujemy pod pierzynkę, nieco tylko onieśmieleni sobą i autorką(em) albo czujemy, że to zupełnie nie to. Spłyciłem strasznie (ale to makabrycznie straszliwie) wszystko to, co J.Dehnel chciał przekazać. Bo przecież nie o okładkę miesięcznika tu chodzi, lajki, serduszka i sx. Ale że jestem od pana Autora starszy, to mogłem. Przeciekawa, zabawna, inteligenta i miejscami zaskakująca błyskotliwością i kategorycznymi sądami książka napisana, gdy J.D. stał się dżentelmenem w „pewnym wieku”, wieku rozliczeń, podsumowań i komentarzy. Jest nieco o pisaniu, życiowych wyborach, remontach, a najwięcej o podróżach, czytelnikach i spotkaniach autorskich (auć!). Dość potężna rozmiarowo (ale to przecież zapis roku całego) wyprawa do codziennego (miejscami zupełnie szarego lecz przeważnie bogatego w zapachy i kolory rodem z delhijskiej ulicy) świata pisarza i twórcy. Jedyny zarzut, jaki ośmielam się stawiać, to brak wyjaśnień personalnych, hu is hu (niekiedy znane tylko z ksywek i imion postaci przepływają jakimiś bezkresnymi falami przez mieszkania, hotelowe pokoje, spotkania i rauty, co jednych może bawić, innych dezorientować). Warto skorzystać z zaproszenia pana Dürera. Dehnela.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Więcej
Kuba Wojtaszczyk Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć Zobacz więcej
Kuba Wojtaszczyk Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć Zobacz więcej
Więcej