Kieszonkowy atlas kobiet

Okładka książki Kieszonkowy atlas kobiet autorstwa Sylwia Chutnik
Okładka książki Kieszonkowy atlas kobiet autorstwa Sylwia Chutnik
Sylwia Chutnik Wydawnictwo: Świat Książki Seria: Kolekcja 20-lecia literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Kolekcja 20-lecia
Data wydania:
2014-10-16
Data 1. wyd. pol.:
2008-03-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379437108
Inne
Współczesna legenda miejska o historii, kobietach i ginących miejscach. Kamienica przy Opaczewskiej w Warszawie na Ochocie; tu życie zdaje się płynąć powolnym rytmem. Czarna Mańka, pani Maria, Marysia i paniopan Marian jako matki gastronomiczne, rodzice ubraniowi, córki różowe, cukiernicy i handlarki bazarowe uchylają przed nami drzwi swoich mieszkań. Nic nie zwiastuje katastrofy...

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kieszonkowy atlas kobiet w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kieszonkowy atlas kobiet



3165 223

Oceny książki Kieszonkowy atlas kobiet

Średnia ocen
6,6 / 10
1147 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Kieszonkowy atlas kobiet

avatar
7706
7683

Na półkach:

Nie zainteresowała mnie.

Nie zainteresowała mnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
384
232

Na półkach:

Zaczęłam czytać i odpadłam po 30 stronach. Później przeczytałam kilka fragmentów na "chybił, trafił". Dla mnie to książka - wyliczanka. Wyliczanie tego co oko gdzieś tam wychwyci a potem podnoszenie pawiego ogona, żeby nadać temu jaskrawy koloryt i jakiś charakter. Dlatego wyszło sztucznie. Nawet łudziłam się, ze może pójdzie to w stronę Prousta ale nie poszło. Zastanawia mnie jak to jest, że pisarze opcji lewicowej tak często sięgają do motywów Matki Boskiej (może to jednak rodzaj jakiejś tęsknoty?). Bo czytam też prawicowych autorów i tam nawiązań do tęcz czy wielopłci jakoś nie ma. Książka mnie nie porwała, bo zwyczajnie nie niesie za sobą przekazu. Tak jak napisałam na początku - wyliczanka. Dodatkowa gwiazdka za poczucie humoru autorki.

Zaczęłam czytać i odpadłam po 30 stronach. Później przeczytałam kilka fragmentów na "chybił, trafił". Dla mnie to książka - wyliczanka. Wyliczanie tego co oko gdzieś tam wychwyci a potem podnoszenie pawiego ogona, żeby nadać temu jaskrawy koloryt i jakiś charakter. Dlatego wyszło sztucznie. Nawet łudziłam się, ze może pójdzie to w stronę Prousta ale nie poszło. Zastanawia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
646
116

Na półkach:

Umęczyłam się i nie doczytałam do końca, bo nie dałam rady...

Umęczyłam się i nie doczytałam do końca, bo nie dałam rady...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2519 użytkowników ma tytuł Kieszonkowy atlas kobiet na półkach głównych
  • 1 518
  • 974
  • 27
353 użytkowników ma tytuł Kieszonkowy atlas kobiet na półkach dodatkowych
  • 232
  • 37
  • 23
  • 18
  • 18
  • 13
  • 12

Tagi i tematy do książki Kieszonkowy atlas kobiet

Inne książki autora

Okładka książki tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Ocena 6,0
tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Okładka książki Kłirówy. Te, które złamały zasady Justyna Bilik, Sylwia Chutnik
Ocena 7,5
Kłirówy. Te, które złamały zasady Justyna Bilik, Sylwia Chutnik
Okładka książki Łobuziary. Najfajniejsze bohaterki literackie Sylwia Chutnik, Ola Szmida
Ocena 7,9
Łobuziary. Najfajniejsze bohaterki literackie Sylwia Chutnik, Ola Szmida
Okładka książki Bajki mają moc. Wspierające opowiadania dla dzieci i rodziców Sylwia Chutnik, Marta Iwanowska-Polkowska, Joanna Jagiełło, Grzegorz Kasdepke, Barbara Kosmowska, Aneta Krasińska, Urszula Młodnicka, Ewa Nowak, Joanna Olech, Ewa Świerżewska, Joanna Szulc, Jarosław Żyliński
Ocena 9,3
Bajki mają moc. Wspierające opowiadania dla dzieci i rodziców Sylwia Chutnik, Marta Iwanowska-Polkowska, Joanna Jagiełło, Grzegorz Kasdepke, Barbara Kosmowska, Aneta Krasińska, Urszula Młodnicka, Ewa Nowak, Joanna Olech, Ewa Świerżewska, Joanna Szulc, Jarosław Żyliński
Sylwia Chutnik
Sylwia Chutnik
Jedna z najważniejszych i najbardziej utalentowanych polskich pisarek, autorka m.in. Kieszonkowego atlasu kobiet, Cwaniar, czy Tyłem do kierunku jazdy. Laureatka Paszportu „Polityki”, trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike. Pisze także sztuki teatralne i felietony. Jej książki zostały przetłumaczone już na 10 języków. Ma doktorat z nauk humanistycznych. Laureatka Społecznego Nobla Ashoki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Kieszonkowy atlas kobiet przeczytali również

Kochanie, zabiłam nasze koty Dorota Masłowska
Kochanie, zabiłam nasze koty
Dorota Masłowska
Kiedy wyszła książka "Kochanie zabiłam nasze koty" byłam już nie tylko na tyle świadomą czytelniczką by śledzić wokół niej dyskusję, ale by samodzielnie czekać na "nową Masłowską" (jakby to była jakaś komputerowa gra),ba nawet zorganizować pierwsze spotkanie klubu książki wokół "Kotów" właśnie. Po siedmiu latach przerwy od prozy "nowa Masłowska" była medialnym wydarzeniem, na ile premiera książki może nią w ogóle być hehe. Pamiętam, że wtedy przyłączyłam do krytycznego chóru. Że za bardzo wygładzona, że przezroczysta w swojej próbie uniwersalności, że "Masłowska" musi być zanurzona w języku, w idiomie, ple ple, bla bla. Czytam ją po latach i choć uważam, że jest to książka najbardziej odrębna od pozostałych jej książek, to widzę w niej zarówno punkt przełomowy, jak i zapowiedź. Pamiętajmy że w 2012 roku Polska nie była jeszcze tak zamerykanizowana, zglobalizowana i zblazowana jak jest dziś. W "Kotach" widzę podobieństwo, a raczej zapowiedź "Magicznej rany" a także wyczerpanie języka, który staje się z każdym rokiem coraz bardziej podobny do żadnego języka, języka zero - internetowo-memowej mieszanki polskiego z angielskim, ni to zabawnym, ni to znaczącym. A przede wszystkim, dla mnie, "Kochanie zabiłam nasze koty" jest o niemożliwości pisania, o trudności w pisaniu, jałowości, kryzysie. Jest to książka, którą pisze każdy wybitny pisarz, a Dorota Masłowska, a nie "Masłowska" jest wybitną, wielką pisarką. Zawsze była. Taką która zdarza się raz na pokolenie, czy dwa.
dróżniczka - awatar dróżniczka
oceniła na63 dni temu
Toksymia Małgorzata Rejmer
Toksymia
Małgorzata Rejmer
Przegladając recenzje przeczytałam: "Książka nie podobała mi się. Autorka zbyt drastycznie i realistycznie przedstawia codzienną, szarą rzeczywistość." Oraz: "Zbyt dosadna i przekombinowana Język autorki przenika do trzewi .Po lekturze czuję się zdołowana i brudna." I dokładnie taka jest ta książka, tylko że dla mnie te zarzuty stanowią o jej sile. Bohaterami jest 5 osób, mieszkających na warszawskim Grochowie, których historie autorka przeplata w tym tragikomicznym dramacie. I tak poznajemy: - Jana Niedzielę, który zapisuje swoje sny i podejmuje pracę jako twórca mów pogrzebowych, - Longina Wąsika, niespełnionego polonistę, który w wyniku pretensji żony zostaje tramwajarzem, - studentkę Annę Kowalską, którą prześladuje warszawski powstaniec, - nawiedzoną Lucynę Łut, która po śmierci męża przeżywa religijne uniesienia, - Adę Amek, opiekującą się ojcem chorym na depresję, który planuje samobójstwo. Rejmer pisze o ludziach, którzy bronią się przed bliskością i odgradzają od siebie zniechęceni strachem i uprzedzeniami. Pozwala nam zajrzeć do ich mieszkań, czasem brudnych, czasem ciemnych i pobyć w tej atmosferze dziwactw, beznadziei i frustracji. To specyficzna, ale interesująca proza i błyskotliwy debiut. Nie miałam jeszcze okazji czytać reportaży Małgorzaty Rejmer, ale jej sposób narracji i nieoczywistych, ironicznych skojarzeń bardzo do mnie trafia. Mam nadzieję, że autorka powróci jeszcze do pisania powieści.
hopsasa - awatar hopsasa
oceniła na72 lata temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na63 lata temu
Balzakiana Jacek Dehnel
Balzakiana
Jacek Dehnel
Cztery mini powieści napisane już w XXI wieku, a wydaje się, jak by sam Balzak to pisał. Trzeba oddać sprawiedliwość autorowi, że wyczucie stylu ma nie od parady! Czytałam jego różne utwory i muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że każdy z nich pisała jakby inna osoba, a to znaczy, że Dehnel jest świadomy nie tylko tego, co pisze, ale i JAK pisze. Styl to człowiek – w wypadku tego autora jest całkowicie nieprawdziwe, bo Dehnel jest jeden, a stylów mnóstwo. Tematyka wszystkich utworów również wywodzi się wprost z Balzaka i jego wielkich powieści zebranych w cyklu „Komedia ludzka”, obnażających dusze, wady, zalety i sposób myślenia francuskiego, pardon, polskiego „stanu trzeciego”. Tylko sto kilkadziesiąt lat później, bo i nasze mieszczaństwo rozwinęło się w innym czasie i w innych warunkach niż francuskie. Ale bohaterowie powieści Dehnela kierują się podobnymi motywacjami i systemem wartości jak balzakowscy poprzednicy, w innych dekoracjach oczywiście. W przaśnej, ubogiej nieładnej Polsce drugiej połowy XX wieku, kiedy żyło się naprawdę źle i beznadziejnie. Główną siłą napędową i najważniejszym motywem działania są więc pieniądze, lube pieniądze. Chorobliwe pragnienie zdobycia pieniędzy, wbrew wszystkiemu. Dla pieniędzy ludzie mogą się zakochać, ożenić, pracować w byle jakich, poniżających warunkach, popełnić występek, a nawet zbrodnię, łamiąc przy okazji wszelkie zasady wyniesione z domu, wiary, kościoła i przepisów prawa. Niektórzy (częściej niektóre) bywa, że się zakochują czy przejawiają zainteresowania inne niż kasa, np. artystyczne (malarz Damian, Adrian Helsztyński),u niektórych widać silne pragnienie miłości (Asia z pierwszego utworu, a przede wszystkim Tońcia). Ale autor nie ma dla nich krztyny litości: miłość wynika z głupoty lub krańcowej naiwności, wiara to czysta aberracja, chęć uprawiania sztuki (piosenkarka Halina Rotter) może tylko wywieść na manowce i doprowadzić w chciwe łapy pazernych naciągaczy. A sama sztuka również nie nobilituje. Damian swoje obrazy dobrze sprzedaje, ale bynajmniej nie czyni to go wyrafinowanym, subtelnym artystą, ale gburem i naciągaczem. Halina śpiewa może i dobrze, ale sukcesu nie odnosi. Bohaterowie wywodzą się czasem ze zubożałej szlachty, podupadłej wskutek różnych zawirowań historii. Marzą o powrocie do dawnej świetności (Adrian i jego matka),ale albo nie są w stanie tego osiągnąć, albo co nieco im się udaje na śliskiej drodze, hm, lewych, amoralnych interesów. Czasem im wychodzi (Tońcia),ale wszystkie cztery powieści można uznać za żywą ilustrację tezy, że pieniądze zdobyć trudno, a i tak szczęścia nie dają. I tutaj Dehnel wydaje się być bardzo niesprawiedliwy. O pieniądzach się nie myśli, kiedy się je ma. Bez pieniędzy np. Tońci żyje się bardzo ciężko, a rodzina nią pomiata. Kiedy je zdobędzie, życie jakby lżejsze, ale więzy rodzinne żółkną i rdzewieją z bezinteresownej zawiści. Obie sytuacje nie do pozazdroszczenia, wybór między złym a jeszcze gorszym. Świat przedstawiony w powieściach jest nieskończenie smutny, bez nadziei na lepsze. W ostatniej mini powieści piosenkarka Halina Rotter wydaje się być najsympatyczniejsza i najmniej wyrachowana. Trzeźwo chodzi po ziemi, poprzestaje na małym, ale i jej los nie szczędzi bolesnego upokorzenia i jeszcze boleśniejszego poczucia pustki, osamotnienia, braku zrozumienia przez bliskich w chwili upadku, nie mówiąc już o empatii. Autor patrzy na swój świat przedstawiony ironicznie, złośliwie, a przy tym chłodno i uważnie, niczym entomolog obserwujący wijące się robaki. Nie potrafię tego inaczej nazwać jak elitaryzmem i przekonaniem o własnej wyższości, o odrębności własnego życia. I to jest jedyny zgrzyt, jedyny kolec na ciele tych, doskonałych pod każdym względem, utworów.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na101 rok temu
Mojry Marek Soból
Mojry
Marek Soból
„Nikt, kto przeżył obóz, kto spędził w nim wiele lat, tak jak ja, nikt taki nie jest całkiem normalny, zawsze będą do niego wracały wszystkie te nieznajome ciała leżące na kupach”. - „Mojry” - Marek Soból▪️. Trzy kobiety, trzy Mojry, trzy różne światy a łączy je .... miłość, cierpienie, ból, przeznaczenie, wiara, samotność i kobiecość▪️🌱Pierwsza z nich to, starsza pani mieszkająca we Francji a duszą i sercem oddana we władanie magicznemu miastu jakim jest Kraków, bo pamięta stary Kazimierz, kominy i Holokaust i czasy, które bolały ale były tak piękne, bo przepełnione miłością, ze warto do nich wracać▪️🌱Druga kobieta -mojra, to pielęgniarka z dziecięcego oddziału onkologii, gdzie smierć mówi jej „dzień dobry” i drwi z niej w każdej sekundzie. Cierpi po stracie miłości, nie potrafi się odnaleźć, szuka ukojenia, zrozumienia i empatii▪️Dziki i namiętny taniec, łączy ja z pierwsza mojrą. Gdzie łzy znajdują swoje ukojenie, gdzie choć na chwilę zapomina o przeszłości▪️🌱 Trzecia mojra, to polska kurtyzana, która jak nikt inny rozumie co to bieda, przemoc, brak perspektyw na przyszłość, brak rodziny, miłości i dzieci▪️ Paradoksalnie znajduje nic porozumienia z drugą mojra. Ta znajomość to coś więcej niż tylko kobieca solidarność▪️Te, trzy współczesne boginie, łączy siła i nadzieja, walka i odwaga. Ta książka daje tyle siły i wiary, ze na długo zostaje w pamięci▪️ Porusza i zmusza do refleksji▪️🌱Książka od mężczyzny dla kobiety▪️
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na86 lat temu
Lubiewo Michał Witkowski
Lubiewo
Michał Witkowski
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje. Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej. U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki),że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka. To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła. Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na74 miesiące temu
Lala Jacek Dehnel
Lala
Jacek Dehnel
„Lala” Jacka Dehnela to powieść niezwykła, subtelna, która ujmuje mnie refleksjami nad przemijaniem, pamięcią oraz rodziną. Autor stworzył książkę, która nie tylko opowiada historię swojej babki, tytułowej Lali, ale także staje się literackim portretem całej epoki - świata, który odszedł bezpowrotnie, lecz trwa w opowieściach, wspomnieniach i rodzinnych anegdotach. Największą siłą tej powieści jest sama bohaterka. Lala to kobieta charyzmatyczna, pełna wdzięku, humoru i niezwykłej życiowej siły. Jej opowieści – czasem zabawne, czasem gorzkie, a niekiedy wręcz tragiczne – układają się w fascynującą mozaikę losów człowieka uwikłanego w historię XX wieku. To postać żywa, autentyczna i niezwykle magnetyczna – czytelnik ma wrażenie, że siedzi obok niej i słucha jej wspomnień przy filiżance herbaty. Jacek Dehnel zachwyca stylem, jego język jest bogaty, melodyjny, pełen literackiego smaku i wrażliwości. Każde zdanie wydaje się dopracowane, a jednocześnie naturalne i pełne emocji. Autor z niezwykłą delikatnością balansuje między ironią a wzruszeniem, dzięki czemu książka nie popada ani w patos, ani w banalny sentymentalizm. Widać, ja tak czułam, że Dehnel jest poetą. „Lala” to także opowieść o pamięci, o tym, jak przeszłość żyje w nas poprzez słowa i wspomnienia bliskich. To książka o rodzinnych więziach, o próbie ocalenia tego, co ulotne, i o potrzebie zatrzymania czasu choć na chwilę. Czytając ją, trudno nie pomyśleć o własnej rodzinie, własnych historiach i ludziach, którzy odchodzą, zostawiając po sobie jedynie opowieści. To powieść piękna, mądra i poruszając, z klasą. „Lala” nie jest tylko biografią jednej kobiety, ale uniwersalną refleksją nad życiem i przemijaniem. To książka, która zostaje z czytelnikiem na długo i przypomina, że ważne historie często kryją się najbliżej nas – w naszych własnych domach.
Anna Stefańska - awatar Anna Stefańska
oceniła na910 dni temu
Drobne szaleństwa dnia codziennego Kaja Malanowska
Drobne szaleństwa dnia codziennego
Kaja Malanowska
Oceniłam wysoko, przeżyłam bardzo, ba, nawet na fejsie obserwuję autorkę, a teraz czas mi się wytłumaczyć. Czytałam tę powieść nie jak dzieło literackie, ale dokument. A z faktami, wiadomo, w zasadzie nie bardzo jest jak dyskutować. Zwłaszcza, gdy nie są sfałszowane. Czasem bowiem, gdy do faktów buduje się teorię, której to fakty niepostrzeżenie poprzeć nie chcą, a wyczuwam, że z tego powodu tym gorzej dla faktów, a nie dla teorii, tam czasu szkoda na biografie osób tak zwanych zwykłych. A tutaj teorii nie ma – zdaje się – same gołe brutalne fakty miotające się po warszawskich ulicach. Co kilka początkowych stron musiałam się utwierdzać w przekonaniu, że to nie moja historia oraz że nie jestem Maja. Mimo wszystkich podobieństw. Dopiero w toku postępującej terapii bohaterki dostrzegłam różnice. To jednak mocny argument, bo raczej mi się nie zdarza zamieniać się z tożsamością z bohaterami z książek. Oczywiście, podobno każdy może napisać przynajmniej jedną książkę – o sobie. Niemniej jednak na pewno nie każdy to robi i nie każdemu się uda być tak szczerym. Jasne, że nie każda historia jest warta opowiedzenia. Czy ta – nie wiem. Tworzenie autobiografii na początku własnej drogi twórczej – rzecz ryzykowna, ale w tym wypadku (spisana historia wyrosła z bloga) także trochę rys naszych czasów. Myślę sobie, nie każdego bloga da się zamknąć okładkami. Mnie trafiło. Tak, urzekła mnie twoja historia. Może dlatego, że też znam panią na de i nic, co w powieści może się wydawać dziwne, dla mnie dziwne nie jest. Znajomość niewygodna, ale ponoć niezrywalna, niestety. Zważywszy na powyższe sądzę, że nie jest to książka dla każdego. Lecz jeśli potrafisz sobie wyobrazić sytuację, gdy szaleństwem drobnym wyda ci się „normalne” przeżycie najmniejszego elementu z pozoru zwyczajnego dnia, zobacz jak w temacie pani de miotała się Maja.
Anna - awatar Anna
oceniła na711 lat temu
Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki
Śmierć czeskiego psa
Janusz Rudnicki
Czasem śmieszy. Czasem żenuje. Czasem mówi wiele o człowieku, Polaku w człowieku, Polaku. Nie nudzi. Kolejny to mój tom opowiadań pisarza, który z niepoprawności politycznej uczynił znak rozpoznawczy swoich tekstów. Narrator Rudnickiego - wolę bardziej pisać tak niż: Autor - często jedzie po bandzie i to bardzo ostro, także jeżeli chodzi o wokabularz - by ująć rzecz elegancko. Posługuje się on różnymi rejestrami języka z różnym skutkiem - najczęściej sukcesem. Narratorami czyni z reguły ludzi z różnymi deficytami, także jeżeli chodzi o znajomość literackiej odmiany języka polskiego - nb. coraz częstsza to nieumiejętność – ogólnych zasad kultury i jeszcze paru innych niemodnych już dzisiaj wartości. Wydaje mi się, że on sam nawet chce, aby utożsamiać go z narratorem, w jakimś odruchu przedziwnej przewrotności, a może i solidarności z takimi, którzy sami nigdy niczego nie napiszą, bo i nie umieją. Ewidentnie uwielbia wszelkie możliwe prowokacje. absurdalne porównania, a najbardziej - wszelkie sytuacje skrajne. Wydaje mi się nieco podobny do Mrożka, choć powiększony do sześcianu w tym, co pisze i jak... Z drugiej zaś strony Autor czasem nie udaje, że nie jest narratorem, co bynajmniej nie zmniejsza “nieprzyjmowalności” jego narracji… Ja tej pułapce nie ulegam, bo wiadomo że chodzi o pewną stylizację, a zdolność do jej rozszyfrowania też coraz bardziej zanika… W sumie z Rudnickim prosta sprawa: albo się go akceptuje, albo odrzuca. Mieszkając długo w Niemczech, Rudnicki chyba musiał mieć przymęcz, by pisać o Niemcach, zbytnio się nie ceregieląc. “Lepiej palić papierosy niż Żydów“ - mówi np. narrator do niemieckiego konduktora, gdy ten mu zwraca uwagę, że w pociągu się nie pali. Albo takie cytaty: “Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać”. “A jak wy, Polacy, nazywacie nas, Niemców, kiedy chcecie nas obrazić? Bo, wie pan, my mówimy Polacken, a wy? My nie mamy jakiegoś specjalnego słowa, odpowiadam zniecierpliwiony, my mówimy Niemcy, po prostu Niemcy. To straszne, mówi po chwili, i milczy (...) Żal mi się go robi, klepię go po ramieniu i mówię, żeby się nie martwił, że przesadziłem, że tak, mamy określenia obraźliwe, Szwaby na przykład, albo Szkopy, odetchnął, kamień mu z serca spadł, przy pożegnaniu mało mnie nie wycałował“. “Katar sienny, przez pyłki, w Niemczech pyłki to Pollen, jak my, tylko jedno +l+ więcej, ostrzegają czasami w gazetach, Achtung die Pollen kommen!, i piszą, jak się przed nimi bronić“. Najwspanialszy jest chyba rozdział o Almie Mahler, niezwykłej kobiecie, związanej trochę i jednocześnie, i trochę po kolei, z takimi gwiazdami, jak Gustaw Mahler, Oskar Kokoschka, Walter Gropius i Franz Werfel... “Alma z powrotem do Wiednia, Gropius z powrotem na front, tam gdzie Kokoschka, ale wątpliwe jest, żeby to jeden z nich rzucił granatem, od którego ranny został Apollinaire“. “Alma wpuszcza do siebie mężczyznę, którego członek sterczy równolegle do jego prawego ramienia“ (bo sam jest członkiem NSDAP). Inne cytaty (naprawdę starałem się wybrać bardziej cenzuralne dla admina, dlatego z odrazą przytoczę np. taki: “Nawet przejezdni pedofile nie odchodzą stąd z pełnym workiem mosznowym”). “Na pewno już w życiu wymiotował, ale nigdy pieniędzmi“. “Miłość, ta szelma, zawsze nas do wiatru wystawi“. “Człowiek człowiekowi człowiekiem“. “To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból“. “Im większa moja nienawiść do bliźniego, tym większa moja miłość własna. Z takimi jak ja pokoju nie będzie“. “Książki wychodzą na światło dzienne, kłaniają się sobie nawzajem i nikną w mroku“. “Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym“. “Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka“.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na69 miesięcy temu
Skaza Magdalena Tulli
Skaza
Magdalena Tulli
Cóż za wyrafinowana proza! Wspaniałe zdania, paradoksalne przeciwieństwa, alternatywne wersje zdarzeń i ludzi - zachwyty nad “Skazą” można ciągnąć długo, choć nie jest to lektura lekka. Od początku czujemy się bowiem nieco zdezorientowani, nie wiedząc nie tylko, o co chodzi, ale i gdzie jesteśmy. Ani kiedy. Chcąc nie chcąc, musimy zawierzyć Autorce, kiedy pisze: “Z pewnego punktu widzenia nie ma zmyślonych opowieści. Każda na koniec, wbrew wszelkim pozorom, okazuje się prawdziwa i nieunikniona”. A druga niezbędna rzecz przy lekturze: sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, cóż to za świat przedstawiony? Czy jesteśmy wśród byle jakiej scenografii i aktorów, czy też precyzyjniej - statystów, odtwarzających role przypisane im przez nieznanego demiurga? Według mnie ta programowa zagadkowość to wielka zaleta, jedna z wielu tej niejednoznacznej, nierealistycznej (czy na pewno?) przypowieści, wręcz zmuszającej czytelnika do własnej interpretacji, a pole do tego szerokie… Taki to nieczęsty rodzaj literatury, który w zasadzie nie daje żadnych odpowiedzi na fundamentalne pytania. Wręcz przeciwnie, na koniec pozostawia człowieka w zadumie. Za to “pracuje” jeszcze długo po przeczytaniu, zwłaszcza w kontekście współczesnym, chociaż ma już swoje lata - 2006. Notabene właśnie o to chodzi w książkach, tych dobrych: kazać nam o sobie jeszcze długo długo myśleć, a może i nie zapominać. Co tu dużo gadać: bardzo wymagająca to stylistyka. Każde zdanie trzeba czytać “pojedynczo”, a do wielu i wracać. Niektóre wątki znikają, by pojawić się dopiero za jakiś czas w nowej, albo oczywistej, lub wręcz przeciwnej odsłonie. I jeszcze coś, co szczególnie lubię: ani jednego dialogu! Misterna tu bardzo konstrukcja całości. Na początku nie ma napięcia, które jednak narasta z każdą stronicą. Szybko nastaje atmosfera niepewności, potem już jawnego strachu, któremu towarzyszy jego nieodłączna siostra: pewność i buta władzy, także samozwańczej. Jesteśmy w jakimś mieście, a konkretnie w jego centrum na placu, dokąd przybywają nieokreśleni uchodźcy, gdzie dokonuje się jakiś niejasny przewrót społeczno-polityczny. Atmosfera gęstnieje gdy do miasta przybywają bliżej nieokreśleni uchodźcy. “W tle tłum, zawsze ten sam, ​dźwigający walizki i uginający się pod ich ciężarem, odpoczywający na walizkach, nie pozwalający się łatwo od swoich walizek odpędzić. (...) Bez kanapy, bez fotela, bez sypialni i jadalni każdy z uchodźców zajmował tak mało przestrzeni, że mniej już nie można, ale i tego było za wiele”. “Nie ma komu zastanowić się, co począć teraz z tym tłumem, który z wolna zawłaszczył całą przestrzeń placu, by pośród upartego zapachu naftaliny siedzieć na walizkach i czekać nie wiadomo na jakie zakończenie”. “Życie toczyło się ze spokojem tuż obok jakiejś szczególnie groźnej ewentualności, jak to zwykle bywa. Na bolesne pytanie, dlaczego to właśnie pod ich oknami koczują uchodźcy, nie będzie żadnej odpowiedzi”. Odczytuję tę fabułę jako odnoszącą się do III Rzeszy, choć skojarzenia wyglądają na wymieszane i nieoczywiste. “Bez potwierdzenia w postaci potłuczonego szkła chrzęszczącego pod obcasem, bez witryn zabitych deskami dla ochrony przed rabunkiem, fakty dokonane nie były wiele warte. Żeby stać się rzeczywistością, potrzebowały należycie wyrazistych opisów i odpowiednio podniosłego tonu”. Albo i inaczej: może chodzi tu o jakiś historyczny “bezczas” lub też wszystkie możliwe czasy równolegle - coś takiego, jak w znakomitej a gruntownie zapomnianej książce Piotra Wojciechowskiego “Czaszka w czaszce”. Nagle w “Skazie” pojawiają się bowiem pogłoski o zbliżających się ostatecznych rozstrzygnięciach: a to o rychłym alianckim desancie, a to armii Kołczaka, która przywróci prawowite rządy, a to uzbrojonych partyzantach, obiecujących ratunek przed katastrofą anarchii, a to o międzynarodowych siłach pokojowych, a to o nadciągających Hunach; nadlatuje też helikopter. Czy to tylko odwieczna historia wygrano-przegranych w skrócie? U mieszkańców domów przy placu początkowe współczucie wobec uchodźców w miarę szybko przemienia się w złość i rozgoryczenie (brzmi znajomo….?). Oddane jest to w mistrzowski sposób: “Około południa w witrynie zakładu fotograficznego nie było już ani jednego ślubnego zdjęcia. Zniknął także portret aktorki filmowej w białym lub futrze, a zamiast niego pojawiła się zupełnie nowe ekspozycja: mocno powiększony i przez to marnej jakości zdjęcie mężczyzny z rzędem orderów na marszałkowskim mundurze, białym jak śnieg. Zamiast powłóczystego spojrzenia spod długich rzęs – ostry, arogancki wzrok, przeszywający na wylot niczym wystrzał z dubeltówki”. Domyślamy się, czego to zapowiedź. “Uchodźcy są uchodźcami, ich los jest przesądzony i oczywisty dla każdego oprócz nich samych: nigdzie nie ma dla nich miejsca, ani tu, ani tam. W tej kwestii warto liczyć przede wszystkim nad cud. Czyż nie lepiej więc, żeby to wszystko, co jest im jeszcze pisane, nastąpiło niezwłocznie?”. Pierwszym krokiem jest, jak zawsze, segregacja: “To, co tutejsze, zostało na powrót oderwane od tego, co napłynęło skądinąd, i był to pierwszy krok do uporania się z nieporządkiem”. “Naraz zaczynają się obawiać czegoś nieokreślonego, choć już przywykli, że to ich się obawiano”. “Ogłoszono tłumowi zarządzenie o konfiskacie lasek i rzeczywiście laski zostały złożone we wskazanym miejscu, wszystkie, nie wyłączając tej białej, po czym w rękach gwardzistów stały się narzędziem utrzymania porządku. Podwładni widzą, że teraz porządek opiera się już tylko na ich skrupulatności, inaczej mówiąc, na ciosach ich pałek, i tak będzie, powiedzmy, przez najbliższe pół godziny”. Nienazwana groza narasta: “Nawet gdyby najwyższym nakładem starań pozbawić uchodźców tej właściwości tak dla ogółu kłopotliwej, jaką było życie - niewiele dobrego udałoby się przez to osiągnąć, cóż bowiem począć wtedy z przyprawiającą o ból głowy liczbą niepotrzebnych ciał?”. “Uchodźcy to sprawa osobna. Umrą i o wszystkim zapomną. Razem z nimi znikną ich cierpienia. (...) Jakaż to ulga dla mieszkańców kamienic. Po co przyzwalać na istnienie, które nie służy żadnemu godnemu celowi, a tylko hołduje nieładowi przemiany materii, nieustannemu krążeniu nadziei i rozpaczy, i pod żadnym względem, przenośnym ani dosłownym, nie spełnia wymogów schludności”. Nie wiemy, jak t o się stało. Zrozumieniu mechanizmu może służyć zdanie o solidnych drzwiach zamykających s z c z e l n i e schron w piwnicy budynku, do którego wtłoczono tłum uchodźców. Pozostały po nich artefakty: “I dopiero tamte, wcześniejsze zdjęcia, gdzie widać ich jeszcze w pełni urody, zdrowia i pomyślności, byłyby właściwą po nich pamiątką. (...) Oczy patrzące w przyszłość bez śladu przerażenia, ubrania z prosto spod igły, jeszcze nie zszargane przez los. Oto, co powinno pozostać ich wizytówką w tej historyjce, gdy sami już ją opuścili”. “Zdania uchodźców od początku nie wzięto pod uwagę w żadnej kwestii, więc tym mniej liczono się z nim teraz, kiedy ich już nie było”. “Stan pierwotny, trwający szczęśliwie, zanim się pojawili uchodźcy, został przywrócony. Wdarłszy się tak natarczywie w sam środek swojskiej przestrzeni, nie dość obszernej i nie dość zasobnej dla wszystkich, zostali z niej jednak ostatecznie wykluczeni, raz na zawsze usunięci z pola widzenia”. W tej nierealistycznej, słusznie nie przywiązującej wagi do niezbitych (?) faktów, jest też możliwość że “uchodźcy” wydostają się z pułapki i jadą do Ameryki, gdyż schron okazuje się pusty (jak Grób po 3 dniach?). “Jest pusto, zupełnie pusto we wszystkich kątach, nie ma tam nikogo. Tylko powietrze stoi ciężkie od oddechów i naftaliny”. “A za oknem czyste niebo, zimne jak lód”. Inne cytaty: “Jeśli ta historyjka należy do mnie, już tylko zaciskam powieki, żeby nic nie widzieć”. “W magazynku znajduje się jeden nabój (...),jeden nabój to mało, ale też o wiele za dużo, skoro każdy z osobna mógł nim zostać trafiony. Nabity rewolwer w zasadzie powinien prędzej czy później wystrzelić, choć liczono właśnie na niedoskonałość reguł, na to, że się od czasu do czasu zacinają”. “Generał od samego początku nie rozumiał nic: w jego historyjce, tej, z której się wziął i do której zamierzał powrócić, panowały najlepsze wojskowe porządki, do niczego innego nie był przyzwyczajony. Chętnie mu udzielono wyczerpujących wyjaśnień, z których zrozumiał jeszcze mniej”. “Cokolwiek by zrobić, zawsze wychodzi się albo na tchórzliwego asekuranta, albo na nieodpowiedzialnego hazardzistę, i trudno utrzymać się pomiędzy skrajnościami”. “Jedyna szansa na szczęśliwe zakończenia tkwi w skracaniu opowieści. W urywaniu wątków w samą porę, zanim zszargają się, poplączą i zasupłają. A przede wszystkim w unikaniu puent jak ognia, który raz zaprószony, wypali wszelką nadzieję”. Truizmem byłoby dodać, że Tulli jest wyznawczynią pesymistycznej wersji dziejów. “Każdą historię pustoszą napięcia, każdą niszczy skaza pogardy (...). Szczęśliwe zakończenia nigdy nie bywają szczęśliwsze niż to możliwe”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Kieszonkowy atlas kobiet

Więcej

A Polska Matka, wiadomo, nie umiera ot tak sobie, tylko wstępuje do nieba. Normalnie bez biletu, na cwaniaka, siada na odkurzacz okrakiem i pędzi na samą górę. Tam przybija piątkę z Maryją i leci zmywać naczynia po ostatniej wieczerzy.

A Polska Matka, wiadomo, nie umiera ot tak sobie, tylko wstępuje do nieba. Normalnie bez biletu, na cwaniaka, siada na odkurzacz okrakiem i ...

Rozwiń
Sylwia Chutnik Kieszonkowy atlas kobiet Zobacz więcej

Kto wie, czy rano nie występuje najgorszy rodzaj depresji, polegającej na całkowitym odrzuceniu tego, co ma się dopiero stać. Nie budzimy się, nie wstajemy, nie podejmujemy starań o dobry dzień.

Kto wie, czy rano nie występuje najgorszy rodzaj depresji, polegającej na całkowitym odrzuceniu tego, co ma się dopiero stać. Nie budzimy si...

Rozwiń
Sylwia Chutnik Kieszonkowy atlas kobiet Zobacz więcej

Lepiej zostać w Warszawie. Tu jest tyle nieciekawych miejsc, trudno je zobaczyć w krótkim czasie. Ulice, zakamarki, dziwne sklepy i zrujnowane kamienice. Albo całe kilometry bloków. Tutaj się dopiero fajnie żyje.

Lepiej zostać w Warszawie. Tu jest tyle nieciekawych miejsc, trudno je zobaczyć w krótkim czasie. Ulice, zakamarki, dziwne sklepy i zrujnowa...

Rozwiń
Sylwia Chutnik Kieszonkowy atlas kobiet Zobacz więcej
Więcej