rozwińzwiń

Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960

Okładka książki Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960 autora Andrzej Bobkowski, 9788362610457
Okładka książki Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960
Andrzej Bobkowski Wydawnictwo: Więź biografia, autobiografia, pamiętnik
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362610457
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960

Średnia ocen
7,4 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960

Sortuj:
avatar
668
663

Na półkach:

Raptem kilkanaście listów i to nierównomiernie rozłożonych. Pewne uzupełnienie wiadomości o poglądach Bobkowskiego. Z listów wychodzi bardzo podobny człowiek jak ze "Szkiców piórkiem" ale o stanowczo mniej zdecydowanych poglądach, co wyjaśnia kilka moich wątpliwości co do "Szkiców".

Raptem kilkanaście listów i to nierównomiernie rozłożonych. Pewne uzupełnienie wiadomości o poglądach Bobkowskiego. Z listów wychodzi bardzo podobny człowiek jak ze "Szkiców piórkiem" ale o stanowczo mniej zdecydowanych poglądach, co wyjaśnia kilka moich wątpliwości co do "Szkiców".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960 na półkach głównych
  • 15
  • 15
12 użytkowników ma tytuł Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960 na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Andrzej Bobkowski
Andrzej Bobkowski
Rodzinnie związany z teatrem (pierwsza żona Juliusza Osterwy, Wanda Malinowska, była jego bliską krewną),pozostawał w kręgu czarów "Reduty". Studiował w Szkole Głównej Handlowej. W marcu 1939 wyjechał z żoną do Paryża i podjął pracę w podparyskiej fabryce broni. Został ewakuowany na południe Francji, wrócił wszakże do Paryża jesienią 1940. Wędrówka rowerowa przez okupowaną Francję to jeden z wątków mistrzowskich "Szkiców piórkiem" (1957),uznawanych za arcydzieło współczesnej diarystyki. W roku 1949 wyjechał do Gwatemali, uciekając od Europy, "kolebki kultury i obozów koncentracyjnych". Dorobek literacki Bobkowskiego przypada na lata emigracji. Poza wspomnianą pozycją tworzy go tom opowiadań "Coco de Oro" (1970) i dramat "Czarny piasek" ("Kultura" 1959).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik pisany nocą 1989-1992 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1989-1992
Gustaw Herling-Grudziński
Każdy kolejny tom utwierdza mnie w ogromnym wrażeniu. Niezmiennie uważam książkę za ważne, wybitne dzieło i niezmiennie uważam połączenie dziennika z opowiadaniami za magiczne. Warto dodać, że najwyższa nota należy się obu tym składnikom. W związku z krótkimi tekstami krytycznymi, które pojawiają się w kolejnych tomach, trudno nie zastanowić się przez chwilę i spróbować określić czym konkretnie tak imponuje ten dziennik. Dochodzę do wniosku, że język dziennika, o którym często się pisze, a który rzeczywiście jest wybitny, to nie jest tzw. piękna polszczyzna. Nie, ja bym określił klasę tego języka całkowicie bez związku z narodowością autora. To jest wielki język, którym wyraża się wielki intelekt i wielkie serce. Język, który z niesamowitą kulturą (także logiczną) wyraża myśli, a te myśli nigdy nie są byle myślami, przelotnymi, błahymi. Słowem - to rzeczywiście poważna literatura. Absolutnie nie uważam, żeby nadawała się dla każdego. Herling nie żartuje sobie, nie rozładowuje napięcia, które tworzą wielkie, ciężkie, obsesyjnie powracające tematy. Nie pisze, co często się powtarza, o sobie i swojej prywatności. Wzmiankę o jego synu znalazłem w jednym tomie (z pięciu, które mam na razie za sobą). Jest to rzecz pod tymi względami bardzo bezkompromisowa. Natomiast za każdym razem, gdy powracam do Herlinga po innych lekturach, wraca podziw, wielkie, rosnące uznanie. Kręgosłup moralny, który jest też kośćcem Dziennika, pozwala widzieć w autorze autorytet. Wszystkie teorie o tym, żeby oddzielać biografię, prawdę psychologiczną o autorze, od jego dzieła, wyglądają w obliczu tego dzieła bardzo wątło, a w zasadzie są całkowicie ośmieszone. Naprawdę trudno nie ulec wpływowi Herlinga, jego ocenom. Choć jest dość jasne, że ma swoje obsesje i jest ostry w sądach, uważam, że w ogromnej większości kwestii ma ku temu poważne podstawy. W tomie 1989-1992 ciekawe są komentarze odnoście przemian w Polsce, w tym stanu wojennego, ponownie pojawia się wiele bardzo dobrych fragmentów o klasyce literatury XX wieku (Kafce, Schulzu),znowu nie brakuje dzieł sztuki. I wielkie, naprawdę wielkie opowiadania. Polecam jak niewiele innych książek, a sam oczywiście niebawem sięgnę po przedostatni tom Dziennika.
betelgeuze - awatar betelgeuze
ocenił na108 lat temu
Ja, Michał z Montaigne Józef Hen
Ja, Michał z Montaigne
Józef Hen
Mamy tutaj "próbę" myślenia renesansowego humanisty o silnych korzeniach umysłowych. Inspiracji i natchnienia szuka w twórcach antycznych i myślicielach politycznych oraz sztandarowych dziełach literackich.Możemy tutaj spotkać przekazy stoików, Platona, Machiavelliego i wielu innych oraz sporo cytatów z Prób. Montaigne poddawany był spartańskiemu wychowaniu umysłowemu co stworzyło go tak niepowtarzalnym światłym człowiekiem, wyprzedzającym swoje czasy. W swym realizmie i daleko posuniętym racjonalizmie spotyka się z wieloma myślicielami m.in. filozofią Barucha de Spinozy ( Etyka, Traktat polityczny). Zamyka się w wieży aby odsunąć się od zgiełku a tam niczym antyczny filozof studiować, tworzyć i w dalszym ciągu pracować nad sobą. Tytułowy Michał za swoje zasługi został "Saint". Całe życie walczył o człowieka, wartości i prawa, również reformacje sądownictwa w dobie inkwizycji. Mamy tutaj cały przekrój, biografia jest też pretekstem aby odsłonić kawałek historii odległych dziejów Francji i szerzej. Język profesora jest niespotykany, piękny i kwiecisty a książka niczym dialog z samym sobą zmusza do myślenia. Wymagający, nieśpieszny, potrzeba czasu i spokoju aby się wgryźć w meandry wykładu profesora. Książka jest lekturą obowiązkową dla każdego humanisty. Jeżeli ktoś będzie kiedyś we Francji :-) to bardzo polecam zwiedzić wyspę Saint-Michel. O Mont-Saint-Michel mówi się, że to granitowa i tajemnicza wyspa na Atlantyku, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej tajemniczość przypisuje się występującej tu gęstej szarej mgle, która otacza gotycką budowlę dawnego opactwa benedyktynów.
Scarlett - awatar Scarlett
ocenił na81 rok temu
Dzienniki powojenne 1945-1965 Maria Dąbrowska
Dzienniki powojenne 1945-1965
Maria Dąbrowska
Marią Dobrowską jako postacią historyczną zainteresowałem ze względu na to, że jej wielka powieść „Noce i Dnie”, fenomenalnie zekranizowana w latach 70-tych, towarzyszyła mi od najwcześniejszego dzieciństwa. Do dzisiaj książka czy film wprowadzają mnie w bardzo sentymentalny nastrój. Przenoszą mnie w lata błogiego dzieciństwa i sielskiej wsi polskiej, na której spędzałem pierwsze lata swojego życia. Również szkoła podstawowa z moich czasów lubowała się w Dąbrowskiej i przywoływała jej postać jako archetyp nowożytnego pisarza. Wiele lat później, zbierając materiały do pracy magisterskiej poświęconej historii powojennego Wrocławia, natknąłem się w Bibliotece Uniwersyteckiej na wspomnienia Marii Dąbrowskiej z czasów jej kilkuletniego pobytu we Wrocławiu. W tamtym czasie nie miałem głowy na lekturę jej dzienników, więc postanowiłem to teraz nadrobić. Dzienniki Dąbrowskiej nie są profesjonalnymi, przemyślanymi wspomnieniami, ale spontanicznymi, codziennymi zapiskami z życia i przemyśleń pisarki. To powoduje, że miejscami zdradzają grafomańskie tendencje autorki oraz opisują okoliczności i rzeczy dnia codziennego, których naprawdę nie warto utrwalać na papierze i wysyłać w przyszłość. Niemniej jednak przy okazji bardzo subiektywnego, osobistego spojrzenia autorki na rzeczywistość, mamy dość rzadką możliwość spojrzenia na trudną rzeczywistość życia w powojennej Polsce, do tego w wydaniu stalinowskim. Dąbrowska była znana ze swoich lewicujących poglądów. W Polsce z czasów wczesnego PRL-u próbowała znaleźć swoje miejsce, w którym mogłaby uprawiać swój specyficzny przecież zawód pisarza. Jest to bardzo ludzkie, że starzejący się człowiek doświadczony na świeżo przeżyciami okupacyjnymi, bardziej jest skłony do ugody niż kontestacji. Z kolei nieuładzony jeszcze i obcy większości społeczeństwa reżim komunistyczny, pilnie poszukiwał afirmacji i akceptacji ze strony uznanych i akceptowanych nazwisk, najlepiej z przedwojennym rodowodem. Dąbrowska pasowała władzy do tej roli, gdyż była żywym spoiwem starych czasów z nowymi. Uważana była za pisarza neopozytywistycznego, zaangażowanego w sprawę ludu wiejskiego. Pisarka otwarcie odcinała się od socrealizmu w życiu codziennym i kulturze. Gardziła ludźmi o serwilistycznym nastawieniu w stosunku do władzy rodzimej jak i do Wielkiego Brata. Niestety, taką postawę zdradzała tylko na kartach swojego dziennika. W rzeczywistości była zaangażowana we wszystkie ówczesne inicjatywy i organizacje pisarzy, które w czasach stalinowskich wymagały pełnej akceptacji i entuzjazmu. Zapewne w tym trudnym położeniu Dąbrowska czuła się jak Jarosław Gowin, który głosował za pisowskimi ustawami łamiącymi konstytucję, ale bez entuzjazmu i na smutno ;) Nawet w świecie swojego dziennika Dąbrowska wspomina swoje honorowe zaproszenie na herbatkę do „prezydenta” Bieruta, gdzie bardzo martwiła się swoim uczesaniem i wrażeniem jakie odniesie ten sowiecki agent. Niestety prawda jest taka, że gdy dziesiątki tysięcy działaczy podziemia, PSL-u i innych organizacji jęczało w kajdanach, a sam Bierut podpisywał setki wyroków śmierci dla domniemanych, czy rzeczywistych przeciwników nowej władzy, Dąbrowska bawiła u niego jako gość honorowy. Nie mam o to pretensji do psiarki, pewnie nie miała pojęcia o skali bezprawia. Poza tym blisko 60-letnia kobieta o drobnej budowie, doświadczona dwoma wojnami światowymi nie jest predysponowana do jakieś bohaterszczyzny graniczącej z autodestrukcją. Uważam wręcz, że mimo wszystko zachowała sporo przyzwoitości w tym trudnym czasie. Spod jej pióra nie wyszedł żaden pochwalny gniot dla nowej władzy. Inaczej zachowała się powszechnie kochana i szanowana polska noblistka, Wisława Szymborska. Która zhańbiła się pisaniem panegiryków na cześć nowych komunistycznych bogów. Jak chociażby wiersz na cześć wielkiego chorążego pokoju generalissimusa Józefa Stalina, o którym tworzyła strofy typu: (..) Stalinie, ty moja rzeko podskórna (..) bleee! Dla mnie jako miłośnika historii Wrocławia niesłychaną gratką był opis sytuacji, gdy zaledwie po kilku miesiącach po wyzwoleniu Wrocławia, pisarka przechadzała się ulicami miasta, w dużej jeszcze mierze zamieszkanymi przez Niemców. Gdy nagle nastąpił wybuch - zapomnianej hitlerowskiej miny. Hałas i zamieszanie spowodowały, że stara niemiecka kobieta wybiegła ku Dąbrowskiej i z pełną nadziej twarzą zapytała: „Die Schutze?”. Co oznaczało, że leciwa niemiecka wrocławianka liczyła na niemiecką odsiecz, która przywróci Breslau do Heimatu. Dąbrowskiej od razu przyszły wspomnienia z ulic powstańczej Warszawy, gdy polskie kobiety z każdym większym wybuchem czy strzelaniną spodziewały się nadejścia dzielnych wojaków Andersa. Historia to jedno wielkie pasmo paradoksów…
Paweł - awatar Paweł
ocenił na65 lat temu
Dziennik Samuela Pepysa. Tom 1 Samuel Pepys
Dziennik Samuela Pepysa. Tom 1
Samuel Pepys
Rok 1665 1 marca Wstałem, a że to dzień dawno danej przeze mnie obietnicy, iż dam żonie 20 funtów jak zwyczajnie na nowe szatki przed Wielkanocą (żeby pogodziła się ze mną, a ja z nią) i chociaż bardzo mi się nie chciało rozstawać z moim złotkiem, alem dał jej na koniec te pieniądze (…). (T. I. s. 523-524.) 15 czerwca (…) Zaraza szerzy się w mieście i ludzie są bardzo strwożeni. Ostatniego tygodnia zmarło z tej plagi 112 osób, gdy w zeszłym tylko 42. (T. I. s.548.) Rok 1669 31 maja (…) „I tak tedy gotuję do przyjęcia tego krzyża, co jest prawie jakobym widział się wstępującym do grobu, do czego, jak i do wszystkich dolegliwości mających towarzyszyć mojemu oślepnięciu, racz przygotować mnie, dobry Boże!” ( T. II., s.456.) Dziennik Samuela Pepysa, wybór przekład i przypisy Marii Dąbrowskiej. Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej, T. I-II, PIW Warszawa 1978. Przed lekturą Dzienników warto zapoznać się ze znakomitym tekstem „Od autorki przekładu”, bez którego Czytelnik nie dowie się, że dziennik: • ukazał się dopiero w 1825 r., czyli po 150 latach od powstania; • cytowali Pepysa: prof. Roman Dyboski, C. K. Norwid; • autor zapisał w testamencie zbiory obrazów, rycin, książek Magdalene College (szkole, do której uczęszczał w młodości); • znajdował się tam też Dziennik, pisany szyfrem, obejmujący lata 1660-1669; • szyfr był odmianą stenografii (klucz odnaleziono w papierach autora na początku XIX w.),a wikariusz z Baldock (pracując po 12- godzin przez kilka lat) odszyfrował tekst. Musisz też wiedzieć, że: • pierwszy wydawca nie dostrzegł wartości tekstu, a nawet ostrzegał Czytelników, by nie spodziewali się wartości literackich; • następni wydawcy byli innego zdania, dzieło oceniali w kategoriach „utwór geniuszu”. M. Dąbrowska, dzięki której tekst trafił do polskiego Czytelnika, w niezwykle skondensowany sposób scharakteryzowała autora dziennika: „Mieszczuch rozkochany w dobrach doczesnych, ale również człowiek myślący, wrażliwy, silnie odczuwający piękno przyrody i sztuki, lubiący książki i umiejący je czytać.”(s. 11.) Zdanie idealnie wpisuje się w barwne życie Samuela Pepysa! Ale czy tylko? Dziennik Samuela Pepysa – dzieło z pozoru o codziennych sprawach autora, jednakże z silnym głosem historii XVII w., w której mieści się też czas zarazy (1665–1666),przypominający o powtarzalności zdarzeń i losów ludzi. Lektura dla uważnego Czytelnika, wymaga też „chwili” wolnego czasu (liczy dwa tomy). 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna Michał Głowiński
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna
Michał Głowiński
Bardzo lubie tego autora, przeczytalem "Czarne sezony" i "Carska filizanke" i uwazam go za niedoscignionego mistrza jezyka polskiego. "Kregi obcosci" sa troche inne, to nie jest literatura, to sa po prostu dosc pokazne pamietniki. W roku 2010 z pewnoscia odbilo sie duzym echem to, ze autor dokonal w pamietnikach "coming outu", i, choc temat jest traktowany powaznie, jednak ciagle tylko pobieznie. Najwyrazniej, tak jak wszystkie osoby z tego pokolenia oraz generalnie wiekszosc ludzi w Polsce, nie wiedzial jak o tym opowiedziec, czul sie w temacie niezrecznie, to sa wlasnie te kregi obcosci w Polsce. Natomiast, jak sam zauwazyl, dyskusje na tematy zydowskie juz sa w Polsce znormalizowane, akurat w tych sprawach jestesmy juz na innym etapie. Pamietniki Glowinskiego to podroz w wiekszosci po Polsce Ludowej, wspanialy choc "dołujący" przekroj tego co tam sie dzialo, szczegolnie wartosciowy dla osob ktore urodzily sie po 1980. Ta epoka nie byla jednolita i warto miec tego swiadomosc. Generalnie, wydaje mi sie jednak, ze Glowinski planowal cos bardziej osobistego i nie calkiem mu sie to udalo, owszem, te osobiste momenty sa, ale jednak autor zawsze zachowuje elegancki dystans. Jego zaufanie do czytelnika jest ograniczone przez jego wlasne doswiadczenia zyciowe. Poniewaz jest profesorem polonistyki nie czuje sie "uprawniony" by pisac np. o muzyce klasycznej czy sztuce, a wielka szkoda, bo wlasnie w ten sposob poznalibysmy go blizej. Czytelnik musi wczuc sie w jego sytuacje, dziecka ocalonego z Zaglady, potem wyrastajacego w stalinizmie. I zawsze te na kazdym kroku powracajace (i jakze bardzo polskie!) przykrosci ktore go spotykaja, nawet w okresie w ktorym otrzymywal nagrody.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na81 rok temu
Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 2 Radosław Romaniuk
Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 2
Radosław Romaniuk
Pierwsza część tej biografii poleciała ze mną do Omanu. Żałowałam, że nie mogłam wziąć obydwu, ale te dwie cegiełki ważą. Tak więc pierwsza część została intelektualnie spożyta na gorącej plaży, a druga pod polskim kocem. Wiedziałam, że książka jest dobra, czytałam wiele pochlebnych recenzji, tak też mówili moi znajomi. Weszłam więc z lekturę z odważnym zaangażowaniem. Dzieło od samego początku pieściło me literackie, i nie tylko, potrzeby. Tło historyczne przedstawione jest tak obficie i z taką dokładnością, że zaspokoi niejednego amatora dziejów, zarówno przedwojennej jak i powojennej epoki. Jakby sama odyseja pisarza nie była wystarczająco wielka i dostarczająca wrażeń, autor dorzuca tak wiele znakomitych nazwisk, że czytanie tych wszystkich historii ludzkich, powiązanych ze sobą artystycznie, czy rodzinnie, uwodzi. Postać Iwaszkiewicza jest biograficznie atrakcyjna dzięki jego ciekawej twórczości, znajomości z wielkimi ludźmi, byciu osobą kontrowersyjną i pełną sprzeczności, czy również relacjom seksualnym. Trzeba to jednak również atrakcyjnie napisać. Radosław Romaniuk stworzył tak precyzyjne dzieło, że poziom wrażenia nie opada do ostatniej strony. Cieszę się, że autor połączył zależność pomiędzy życiem osobistym i twórczością Iwaszkiewicza. Książkę, pomimo ciężaru, chodzi dosłownie o fizyczny ciężar książki :-),czyta się lekko. Świetne jest to, że po przeczytaniu pięknych książek Iwaszkiewicza można dowiedzieć się co często miało wpływ na jego twórczość, z równie genialnie napisanej biografii.
czyleciznamipilotka - awatar czyleciznamipilotka
oceniła na83 lata temu

Cytaty z książki Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Listy do Jerzego Turowicza 1947-1960