rozwińzwiń

... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy

Okładka książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy autorstwa Marek Wyszomirski-Werbart
Okładka książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy autorstwa Marek Wyszomirski-Werbart
Marek Wyszomirski-Werbart Wydawnictwo: Novae Res biografia, autobiografia, pamiętnik
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377229255
Akcja książki pozwala zajrzeć poza zasłony czasu lat trzydziestych życia zakopiańskiej bohemy, zwanej przez wielu dekadencją, jak również kręgów intelektualnej prosperity przedwojennej Polski. Postacie autentycznie wówczas żyjących, a często nieznanych lub zapomnianych osób mieszają się z prominentami jak Słonimski, Gombrowicz, Boy-Żeleński, Tatarkiewicz, no i oczywiście Stanisław Ignacy Witkiewicz, który jest jednym z głównych postaci książki.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy

Średnia ocen
7,1 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy

avatar
1299
89

Na półkach:

I cóż - i kolejna książka o Witkacym w mojej kolekcji ... Tym razem fabularyzowana. No i podobała mi się bardzo, chociaż to wszystko przecież już doskonale znam, te wszystkie opowieści o asymetrycznej damie, o metafizycznym haremie. Ale ostatnio tylko takie tematy mnie interesują, tęsknię za Zakopanem, nieuleczalnie zainfekowana - ale nie wszechobecnym teraz wirusem , lecz zakopianiną.

I cóż - i kolejna książka o Witkacym w mojej kolekcji ... Tym razem fabularyzowana. No i podobała mi się bardzo, chociaż to wszystko przecież już doskonale znam, te wszystkie opowieści o asymetrycznej damie, o metafizycznym haremie. Ale ostatnio tylko takie tematy mnie interesują, tęsknię za Zakopanem, nieuleczalnie zainfekowana - ale nie wszechobecnym teraz wirusem ,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
440
73

Na półkach: , ,

Powieść może nie robiąca piorunującego wrażenia pod względem literackim, jednak bliska mi ze względu na tematykę. Znajdziemy w niej całą plejadę gwiazd elity artystycznej i intelektualnej zakopiańskiego międzywojnia, mnóstwo scen rozgrywających się w kawiarniach i innych miejscach dziś już nieistniejących, lub niesłusznie zapomnianych, a niegdyś znanych w całej Polsce. Niewątpliwym plusem są liczne, zapewne nigdzie indziej nie publikowane fotografie i reprodukcje portretów ,,Asymetrycznej damy''. W książce razi kilka błędów, np. mierzenie odległości w górach za pomocą kilometrów a nie czasu. Każdy amator górskich wędrówek zwróci na to uwagę. Mimo pewnych niedociągnięć książka warta polecenia każdemu zainteresowanemu Witkacym i Zakopanem z jego najświetniejszych czasów.

Powieść może nie robiąca piorunującego wrażenia pod względem literackim, jednak bliska mi ze względu na tematykę. Znajdziemy w niej całą plejadę gwiazd elity artystycznej i intelektualnej zakopiańskiego międzywojnia, mnóstwo scen rozgrywających się w kawiarniach i innych miejscach dziś już nieistniejących, lub niesłusznie zapomnianych, a niegdyś znanych w całej Polsce....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
23
17

Na półkach: ,

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się niedawno bardzo ciekawa pozycja literacka. Postać Stanisława Ignacego Witkiewicza wzbudza ciekawość i skrajne emocje już wielu lat, a publikacji na temat jego twórczości powstało już wiele. Jednakże tym razem nie mamy do czynienia z kolejną książką związaną z analizą i interpretacją jego prac, myśli artystycznych, czy chociażby suchą biografią, lecz opartą na faktach opowieścią o jego spotkaniu, fascynacji i relacji z Genią Wyszomirską, znaną czytelnikom jako "Asymetryczna Dama". Na stronicach tej książki znajdziecie nieznane dotąd wspomnienia jednej z jego przyjaciółek, inspirującej muzy. Wszystko to dodatkowo zyskuje na wartości, pobudzając dodatkowo ciekawość, bowiem książka została napisana przez wnuka Geni, na podstawie jej opowieści i materiałów z rodzinnych źródeł.

Książka utrzymana jest w konwencji przypominającej scenariusz filmowy. Czytelnik czuje się zatem niczym podglądacz śledzący losy Geni i Witkacego, a to wszystko na barwnym i autentycznym tle ówczesnej śmietanki towarzyskiej Zakopanego. Opowieść zaczyna się od spotkania na ulicy w gorący lipcowy dzień, gdy Witkacy po raz pierwszy ujrzał Asymetryczną Damę, co poruszyło jego artystyczne zmysły do granic wytrzymałości. Odtąd zaczynają się ich portretowe i prywatne spotkania. Autor oprócz opisu ich spotkań i relacji, doskonale przedstawił charaktery i sposoby codziennego funkcjonowania. Przez tą powieść przebija się rzetelność, wiarygodność, obiektywizm, co jest jej niewysłowionym atutem. Mamy tu do czynienia z niezwykle plastycznym studium psychologicznym postaci. Precyzyjnie i pięknie zostają oddane rozterki bohaterów, ich wybory, a to wszystko bez osądu i krytyki.

Przeczytanie niniejszej książki było dla mnie niesamowitą podróżą w przeszłość i przygodą, którą przeżywałam wraz z bohaterami. Kompozycja językowa doskonale oddaje ówczesny klimat, społeczność bohemy, dosłownie czuło się ducha tamtej epoki i jej autentyczność. Książka napisana została na bardzo wysokim poziomie zarówno w kontekście językowym, jak i merytorycznym– jest więc idealna dla doświadczenia nowych kulturalnych uniesień.
Serdecznie polecam książkę Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy Marsza Wyszomirskiego – Werbarta. Dzięki niej możemy obcować z prawdziwie jakościową literaturą, poszerzyć swoją wiedzę nie tylko o samym Witkacym, ale poznać obraz śmietanki towarzyskiej artystycznego światka w Zakopanem. Przy okazji znajdziemy tu także kilka znanych postaci, które dodatkowo dodadzą pikanterii opisywanym wydarzeniom.

Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy – Marek Wyszomirski – Werbart, Wydawnictwo Novae Res, 2013, liczba stron 360.


agnieszka ziętek
strefaksiazek.blogspot.com

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się niedawno bardzo ciekawa pozycja literacka. Postać Stanisława Ignacego Witkiewicza wzbudza ciekawość i skrajne emocje już wielu lat, a publikacji na temat jego twórczości powstało już wiele. Jednakże tym razem nie mamy do czynienia z kolejną książką związaną z analizą i interpretacją jego prac, myśli artystycznych, czy chociażby...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

71 użytkowników ma tytuł ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy na półkach głównych
  • 37
  • 34
14 użytkowników ma tytuł ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim Józef Hen
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim
Józef Hen
Autorzy biografii nie zawsze mają szansę na polubienie swoich bohaterów, a w niektórych przypadkach jest to wręcz niemożliwe. Tadeusza Boya Żeleńskiego z jego erudycją, dowcipem i inteligencją trudno jest nie obdarzyć sympatią i, jak można się było spodziewać, biograf - Józef Hen, ma do niego właśnie taki - serdeczny i pełen uznania - stosunek. To nie jest powieść biograficzna, a starannie przygotowana biografia o cechach pracy popularno-naukowej. Poświęcona niezwykłemu człowiekowi, któremu przyszło żyć i tworzyć w trudnych czasach, dużo miejsca i uwagi oddaje historycznym uwarunkowaniom jego działalności. Autor wyznaje, że przed laty pojawiła się szansa na prawdziwe spotkanie obu panów - przeszło sześćdziesiecioletniego Boya i czternastoletniego Hena. Było to we Lwowie podczas pierwszych lat wojennych, nie udało się jednak Henowi dotrzeć na jeden z otwartych odczytów pisarza. To pozycja dla osób zainteresowanych Tadeuszem Żeleńskim i jego twórczością, która jest nie tylko bardzo dokładnie opisana, ale również skomentowana. Szczególnie praca recenzencka, działalność teatralna i środowisko literackie skupione wokół teatru zostały wnikliwie rozpoznane. Myślę, że przed przeczytaniem, dobrze jest mieć już za sobą przynajmniej lekturę felietonów lub innych mniejszych form literackich, bo biografia tej postaci bez znajomości twórczości lub jakiegoś szczególnego zainteresowania literaturą okresu Młodej Polski i Międzywojnia, może okazać się dla laika zbyt drobiazgowa i nużąca. Oczywiście, poza pracą nad felietonami, tłumaczeniami, recenzjami i działalnością społeczną poznamy również prywatne życie bohatera, ale to, chociaż bogate i szeroko komentowane, zostało przez Hena pokazane bardzo taktownie i dyskretnie. Romanse pisarza i wieloletni związek z Ireną Krzywicką, komentują właściwie tylko relacje pochodzące od niej samej lub zachowane fragmenty korespondencji. To było dla mnie bardzo udane spotkanie z jednym z ulubionych autorów Józefem Henem, tym razem w roli życzliwego i dociekliwego biografa. Tadeusza Boya Żeleńskiego zobaczyłam w nowym świetle, nie tylko jako krytyka, skandalistę, autora prześmiewczych tekstów i sprawnego tłumacza literatury francuskiej, ale przede wszystkim bezkompromisowego, upartego, odważnego wyraziciela swoich poglądów i opinii o teatrze, literaturze, sztuce, często wbrew panujacym trendom i zwyczajom, nie stosujących taryfy ulgowej nawet dla przyjaciół. Szczególnie teraz, w czasach bezkrytycznego zachwycania się banałem i twórczością (delikatnie mówiąc) mało wartościową (często z powodów wyłącznie merkantylnych) wydaje mi się to niezwykle cenne.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na94 miesiące temu
Zły Tyrmand Mariusz Urbanek
Zły Tyrmand
Mariusz Urbanek
„Chcę, aby moje nazwisko na zawsze już było związane z prawem, które odkryłem i sformułowałem. Prawo to brzmi: Wartość rewolucjonisty jest odwrotnie proporcjonalna do jakości systemu, z którym walczy. Im bardziej represyjny i okrutny jest system, tym bardziej bohaterski i gotowy do ofiar jest buntownik. I na odwrót. I bardziej pobłażliwy jest system, tym bardziej nijaki jest rewolucjonista.” W 1969 roku Leopold Tyrmand sformułował na łamach „New Yorker’a” powyższe „Prawo Tyrmanda”. Książka Mariusza Urbanka nie jest typową biografią ikony polskiego jazzu. Autor stara się zbudować obraz bohatera na podstawie wspomnień osób, które go znały – mniej lub bardziej - niejednokrotnie tylko epizodycznie, ale też na podstawie takich, które spędziły z nim kawałek swojego życia. Pojawią się tu więc osoby dla których był ważny, ale też i takie, które Tyrmand za ważne uważał dla siebie. Nie zawsze bowiem te dwie kategorie osób się ze sobą pokrywały. I tak dla przykładu poznamy Go oczami m. in. Stefana Kisielewskiego, Krzysztofa Teodora Toeplitza, Agnieszki Osieckiej, Zygmunta Kałużyńskiego czy Bohdana Tomaszewskiego. Tytuł nawiązuje rzecz jasna do najgłośniejszej powieści Leopolda Tyrmanda – „Zły”. Nie znając jednak jej treści, podobnie jak „Dziennika 1954” (w których to autor po części opisuje siebie),można zbudować sobie obraz tej barwnej postaci powojennej Polski. Pomijając mój subiektywny stosunek do pisarstwa M. Urbanka (z którym miałem przyjemność zetknąć się m. in. w książce o prof. Weiglu),w książce jej fragmentaryzm - wynikający z łączenia rozdziałów składających się z krótkich wspomnień – nie razi i czyta się ją całkiem płynnie. Autor w rozmowach z przyjaciółmi bohatera, byłymi żonami, ale także z oponentami, rysuje obraz Tyrmanda zarówno jako publicysty oraz polityczny i moralny autorytet tych trudnych czasów, ale też jako kobieciarza, nie pomijając przy tym przeobrażonego „Tyrmanda amerykańskiego”. Na tle tych wszystkich umiejętnie zebranych i powiązanych wspomnień poznajemy też realia Polski Ludowej lat 50’ tych: lat cenzury, aresztowań ale też zabaw i dającej nadziei odwilży związanej ze śmiercią Stalina. A w tym wszystkim On: enfant terrible socjalizmu, deprawujący nastolatki katolik, biedny playboy, „najlepszy felietonista, który drażni swoją innością”. Jaki naprawdę był Tyrmand? Zachęcam do przeczytania książki. Może stanie się przyczynkiem do przeczytania typowej Jego biografii albo którejś z jego powieści, po które w socjalistycznej Polsce ustawiały się kolejki („Zły”) bądź były na tyle przenikliwą analizą ustroju, że przez dziesięciolecia poddawano w wątpliwość faktyczną datę ich powstania („Dziennik 1954”). Przekonacie się sami, czy Jego ideologicznie (nie)słuszne kolorowe skarpetki na tle nijakości tamtych lat były wyrazem buntu, dowodem wyprzedzającej modę elegancji, czy same w sobie niosły przesłanie, które udało się rozszyfrować dopiero z perspektywy czasu, po śmierci Tyrmanda.
Alone_in_silence - awatar Alone_in_silence
ocenił na724 dni temu
Alfabet wspomnień Antoni Słonimski
Alfabet wspomnień
Antoni Słonimski
Trudno nie polubić „Alfabetu wspomnień”, w którym autor robi subiektywny przegląd swoich bliższych i dalszych znajomych, uwzględniając też paru takich, których osobiście nie spotkał lecz wspomnienia są warci, na przykład w anegdocie. Anegdot zresztą - jak to u Słonimskiego - jest sporo, a bardzo osobiste podejście do przywoływanych osób i zjawisk, od laurek poprzez wątpliwości aż po potępianie w czambuł, stanowią o atrakcyjności książki. Czy mam jakieś zastrzeżenia - owszem, pominięcia, choćby wynikające z przyjętej przez autora zasady, że nie będzie pisał o nadal, czyli w roku 1975, żyjących ludziach. Czyli na przykład o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Irenie Krzywickiej i kilku innych, także z młodszych pokoleń, których aktywność na pewno śledził i wiele ciekawego miałby do powiedzenia. Natomiast fakt, że osobnego hasła nie ma w „Alfabecie” Maria Morska* po prostu mnie wkurzył, zwłaszcza że wzmianki o niej są, a jej zdjęcie otwiera sekcję Pikadorczycy i Skamandryci. Nie chodzi jedynie o ich wieloletnią miłość, o której wiedzieli wszyscy im współcześni - choć niektórzy utrzymywali, że była platoniczna - ale o jej rolę aktorki, feministki i środowiskowej Muzy. Chętnie poczytałabym też o zdolnej plastyczce, Janinie Konarskiej, ale prawdę mówiąc na obecność żony Słonimskiego w jego „Alfabecie” za bardzo nie liczyłam. Hasła są bardzo różnej długości. Do tych najkrótszych należy Beck Józef. Słonimski przyznaje, że się z nim przyjaźnił, pisze: „… zerwaliśmy przyjaźń po sprawie brzeskiej. Po sprawie Zaolzia napisałem w Kronice ‚Mądry Polak po S k o d z i e’. Gdy Beck miał swoje słynne przemówienie w maju 1939r., uściskałem się z nim serdecznie. Nie piszę historii. Sprawy to dawne, zawiłe, bolesne. Nie mnie sądzić o nim jako o polityku.” Jest to, moim zdaniem, przykład tego, co wówczas o Becku można było napisać, dotykając choć nie interpretując zawirowań epoki. Z kolei inne króciutkie hasło, „Czeszer Mec. Pierwszy Polak pochodzenia mojżeszowego, który dostał literacką nagrodę Nobla: ożenił się z wdową po Reymoncie” ma enigmatyczno-sarkastyczny posmak. Jest wyrazem uszczypliwości pod adresem nagrody dla Reymonta (a nie dla Żeromskiego, któremu zdaniem środowisk literackich Nobel dużo bardziej się należał). Ale wobec zamordowanego w getcie żydowskiego prawnika, Czeszera, taki wpis specjalnie elegancki nie jest. Zwłaszcza że zanim trafił do getta, zapobiegawcza żona zdążyła się już z nim, swoim trzecim małżonkiem, rozwieść. W każdym razie Mecenas Czeszer literatem nie był. Za to z dużą estymą pisze Słonimski w „Alfabecie” o Itziku Mangerze, poznanym w Londynie, jak go nazywa „najwybitniejszym liryku piszącym w języku jidysz”. Pięknie opisuje jak się porozumiewali - on nie znał żydowskiego, Manger polskiego, choć kiedyś obaj mieszkali w tym samym mieście, Warszawie, jak tłumaczył jego lirykę, jak go ekspediował do Polski na uroczystość odsłonięcia pomnika bohaterów getta. Manger należał „do nie istniejących już plemion małomiasteczkowych Żydów Europy wschodniej”. Trochę o nim myślałem - wyznaje Słonimski - gdy w Elegii miasteczek żydowskich (1947 rok) pisałem: „Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem”. Sam Słonimski duszy sentymentalnego liryka chyba nie miał. Był przede wszystkim, jak trafnie go nazwała autorka jego doskonałej biografii, heretykiem na ambonie.** Lubił pouczać, wyzłośliwiać się, dogryzać, wykłócać się o swoje … Nawet jeśli kogoś darzył głęboką sympatią, starał się nadmiernie nie rozczulać. Czy kogoś w „Alfabecie” skrzywdził? No cóż, pisząc na przykład o Ferdynandzie Goetlu nie szczędzi słów obrzydzenia przytaczając jego faszystowskie pogróżki, kierowane bezpośrednio do niego. Ale choć o kolaborację z hitlerowcami go wprost nie oskarża, także go z tego zarzutu nie oczyszcza, jak robi to na przykład hasło w Wikipedii. Ograniczyłam się do paru, nietypowych moim zdaniem, przykładów, bo „Alfabet” każdy musi sam smakować, najlepiej wielokrotnie, po pewnym czasie - już niekoniecznie ciągiem, lecz wedle zapotrzebowania, na wyrywki. Na koniec jeszcze dwa cytaty z dość obszernego hasła Powrót. Dlaczego po jedenastu latach emigracji, pod koniec pobytu piastując prestiżowe i intratne funkcje w UNESCO i w londyńskim Polskim Instytucie, podjął Antoni Słonimski decyzję o przeprowadzce do zrujnowanej i nie całkiem niepodległej ojczyzny? Jest to interesująca, wieloaspektowa opowieść. Wybrałam z niej argumenty dla mnie bardzo przekonujące: „Obracałem się w Londynie w środowisku ludzi wybitnych i atrakcyjnych, ale nie jako partner równorzędny, lecz jako intruz. Niebłahą stanowiła przeszkodę bariera językowa. Mówiłem po angielsku poprawnie, ale bez finezji” „Przez pięć lat od 1946 do 1951 r. nie pisałem. Pogrążałem się coraz beznadziejniej w rutynę i obowiązki życia urzędniczego. Czułem, że jeszcze rok, dwa a zabraknie mi nie tylko siły wyrwania się z tego trybu życia, ale przestanę być pisarzem.” * Moją irytację na nieobecność w „Alfabecie wspomnień” Marii Morskiej (1895-1945) wzmogły daremne próby dotarcia do jej jedynej biografii, Hanna Faryna-Paszkiewicz: Opium życia. ** Joanna Kuciel-Frydryszak: Słonimski. Heretyk na ambonie.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu
Zielony Konstanty Kira Gałczyńska
Zielony Konstanty
Kira Gałczyńska
"O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio! Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią; wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą, broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą, widać, podjadł, a wyście przejedli i fanty - O, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty." Od zawsze bardzo lubiłam twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, mam u siebie pięciotomowy zbiór jego Dzieł, na które składają się: poezje, proza, próby teatralne oraz przekłady (w tym nawet z chińskiego). Bardzo często wracam do tych książek, co zresztą po nich nieco widać. Jednak biografia poety to już zupełnie co innego. A jeszcze biografia napisana przez córkę. Książka jest bardzo ciekawa, pokazuje nam życie niespotykanie wrażliwego poety oraz jego miłości do żony, Natalii. Córka Kira zawarła w niej nie tylko podstawowe elementy z życiorysu ojca, lecz są tu również żartobliwe historie jak również ciekawe spostrzeżenia. Bardzo mądrze i z miłością opowiada nam o tych czasach, w których żył, tworzył, zachwycał, rozśmieszał a także wzbudzał podziw i niejednokrotnie nawet konsternację. Możliwe, że niektórym może się wydawać podejście córki do tematu ojca bardzo subiektywne i zbyt osobiste, to jednak myślę, że opowieść o kimś, kogo się znało osobiście, z którym dzieliło się życie jest z pewnością bardziej jakby to powiedzieć prawdziwe, bardziej szczere, bardziej wiarygodne. Chociaż nie jestem do końca przekonana, czy to właśnie dzieci powinny pisać biografie swoich rodziców, gdyż pisanie o matce ("Srebrna Natalia") lub ojcu może być obarczone ryzykiem właśnie subiektywizmu, bo chcąc oddać chwałę i cześć swoim bliskim, można jednocześnie napisać zbyt dużo pochwalnych słów, wybielając i upiększając a pomijając i przemilczając jednocześnie te niewygodne i trudne zdarzenia i fakty. Kira Gałczyńska moim zdaniem bardzo dobrze spełniła swoje zadanie. Zresztą jako córka miała prawo do napisania takiej a nie innej biografii. Dla mnie Gałczyński do dzisiaj jest jednym z ulubionych poetów, może dlatego, że już w szkole zastałam jakby "zarażona" Teatrzykiem "Zielona Gęś", którego fragmenty przedstawialiśmy na różnego rodzaju akademiach. Zresztą nie tylko te z "Zielonej Gęsi", inne również. Może dla współczesnej młodzieży Gałczyński jest dziwny i niezrozumiały, ale jeżeli ktoś nie jest tylko ciągle zabiegany a mający jakikolwiek kontakt z poezją, naturą oraz z poczuciem humoru to na pewno odnajdzie w twórczości poety coś dla siebie. Zaletą tej książki są fotografie oraz masa cytatów z utworów poety, które mogą potwierdzić jego klasę i wielkość. Warto znać jego twórczość... i życie. Konstanty Gałczyński prowadził barwne życie obfitujące w ciekawe zdarzenia, lepsze i gorsze czasy. Polecam, a dla kompletu myślę, że warto przeczytać również "Srebrną Natalię"
Myszka - awatar Myszka
oceniła na74 lata temu
Kundlizm Melchior Wańkowicz
Kundlizm
Melchior Wańkowicz
Melchiora Wańkowicza czyta się przyjemnie. Są momenty, w których aż chciałoby się zakrzyknąć: co za lekkość! jaka wirtuozeria! - i nie mam tu na myśli treści, lecz język. Jak pisze Urszula Sokólska "mistrzostwo w odmalowywaniu odcieni i nastroju chwili pisarz osiągał - między innymi - dzięki niecodziennej, czasami wręcz "nieokiełzanej" leksyce, słownictwu o charakterze archaicznym, gwarowym, słownictwu potocznemu, żargonowemu, a także licznym neologizmom, które tworzył z ogromnym zapałem i zadziwiającą świadomością reguł funkcjonujących w języku." Jednym z nich jest słowo 'kundlizm' (pogardliwe określenie kłócenia się, użerania się jak kundle, agresywnego sposóbu bycia),którym Wańkowicz zatytułował zbiór czterech felietonów wydany w 1947r. Dlaczego wybrał akurat takie pejoratywne określenie? Otóż, przedmiotem analizy Wańkowicza jesteśmy my - Polacy i jak można się domyślić, autor ma o Polakach niezbyt pochlebne zdanie. Niestety, trzeba to przyznać, krytyka ta nie jest pozbawiona racji. Przyczyny naszych negatywnych cech narodowych upatruje w dwoistości, bo jak twierdzi: "nasz naród jest tak dwoisty, jak żaden inny." Z jednej strony poszlachecki - przyzwyczajony do zbytku i przywilejów, z drugiej chłopski - przaśny i niewykształcony. Kundlizm jest zjawiskiem obecnym pośrodku, ciałem martwym i izolującym, które rozrasta się w narodzie w czasach kryzysu. Na co dzień objawia się on na wiele sposobów: - w codziennym psioczeniu na Polaków bliżej i dalej znanych, - w wyjątkowo bogatym słownictwie pogardliwych określeń, tj. garkotłuk, pigularz, gryzipiórek, urzędas, klecha, - w bezinteresownej zawiści, która jest naszym chlebem powszednim, i przyczyniła się do ucieczki Modrzejewskiej czy Pendereckiego po występach w Polsce, - w głupocie i braku wyobraźni, - w korupcji i niekompetencji. Wańkowicz uważa, że "dwoistość Polski to jej wielka tragedia". Stoi za nią brak mieszczaństwa jako rzeczywistej siły napędowej walczącej o swoje prawa (również na drodze odświeżającej rewolucji) i będącej przeciwwagą dla szlachty opierającej swą egzystencję na przywilejach. Widzi Polskę chłopską i szlachecką przedzieloną ścianą żydowską pośrodku. Twierdzi, że lata zaborów odwróciły naszą uwagę od nas samych. Brakowało w naszym kraju naturalnych szczebli awansu społecznego, a co za tym idzie ewolucji kultury, która została zepchnięta na margines. Kryzys i ciągłe ubożenie szlachty zmuszonej do osiedlania się w miastach nie zmniejszyły tego podziału. Poszlachcice zajmowali urzędy, bo tylko to mogli robić nie kalając się pracą, ale nie rezygnowali z wyimaginowanej godności, władczości i wyższości - jedynych form wyżycia się człowieka uprzywilejowanego. Chłop naśladował ten sposób bycia i tak pojawił się znany do dziś biurokratyzm, styl płaszczenia się, zrzucania pracy i winy na innych, czapkowania stojącym wyżej w hierarchii i lekceważenia zdegradowanych. Kundlizm zdaniem Wańkowicza to polski styl życia objawiający się brakiem życzliwości i szacunku człowieka do człowieka. Dość smutne to spostrzeżenia. Ale czy nie prawdziwe? Czy wciąż nie aktualne? Felietonów wysłuchałam w formie audiobooka czytanego przez Michała Breitenwalda.
AgnieszkA - awatar AgnieszkA
oceniła na72 lata temu
Mahatma Witkac Joanna Siedlecka
Mahatma Witkac
Joanna Siedlecka
Joanna Siedlecka wykonała kawał świetnej pracy zbierając jeszcze żyjące osoby z otoczenia Witkacego i oddała im głos. Nie oceniała, nie podpowiadała, niczego nie sugerowała. Zebrała głosy, wspomnienia, wyimki, epokę, której nie ma z perspektywy osób, których epoka przeminęła. Opowieści o Witkacym są lekko nostalgiczne, ale częściej pokrywa je patyna niezrozumienia, interesowności, kompensacji własnej osoby. Witkacy jest tylko cieniem, który niejednej osobie mocno przemodelował życie, ale który jednak jawi się bardzo osobnym, niezrozumiałym, a przecież rozmówcami byli mu najbliżsi. To jest kolejna książka, do której wróciłem po latach i oceniłem ją dużo lepiej. Moje pierwsze obcowanie z nią było po lekturze Jaśniepanicza o Gombrowiczu, o którym to pisarzu wiedziałem praktycznie wszystko i sporo innych rzeczy czytałem na jego temat. W przypadku Witkacego zrobiłem błąd, ponieważ założyłem, że reportaż biograficzny może być również dobrym wprowadzeniem do życia głównej postaci. Oj, trochę trudna sprawa. Mało tego, nie warto również próbować spamiętać i uporządkować sobie rozmówców, jest ich zbyt wielu i prędzej czy później tworzą trochę nijaką i szarą masę, z której wyłaniać się poczynają cechy wspólne, które niestety nie są zaletami. Oczywiście jest kilka wyjątków, o jak żona Witkacego, czy przyjaciel, który również ratował jego spuściznę. Świetna lektura, która mnie oczarowała, do której na pewno jeszcze wrócę. Po więcej zapraszam do mojej recenzji na kanale Sola Fabula
Jacek Kafel - awatar Jacek Kafel
ocenił na81 miesiąc temu
Marysieńka Sobieska Tadeusz Boy-Żeleński
Marysieńka Sobieska
Tadeusz Boy-Żeleński
To przystępna i wciągająca lektura, która odbrązawia postacie znane nam z historii. Boy - Żeleński przedstawia je z całym dobrodziejstwem inwentarza: z małostkami, kaprysami, głupotą, ale i uporem, dążeniem do celu, bezgranicznym oddaniem. Zaskakującą dla wielu czytelników może okazać się postać Marii Kazimiery d’ Arquien, którą poprzez uwielbienie Jana III Sobieskiego zwykliśmy nazywać Marysieńką, co z kolei niosło za sobą obraz słodkiej i kruchej kobietki. Tymczasem poznajemy kobietę, która wie, czego chce i konsekwentnie dąży do osiągnięcia swoich celów. Zastanawiam się, jakie pragnienia i umiejętności uaktywniłyby w niej dzisiejsze czasy, kim byłaby dzisiaj. Związek Jana III Sobieskiego z Marią Kazimierą d’ Arquien autor przedstawia niejako w dwóch opowieściach: mamy tu historię miłosną i historię polityczną. Jedna jest siłą napędową dla drugiej. Książkę czyta się szybko, jest łatwa w odbiorze nawet dla czytelników niezbyt biegłych w historii XVII wieku. Boy – Żeleński w dużej mierze oparł swoją opowieść na korespondencji Sobieskiego do Marysieńki, co pozwoliło otworzyć drzwi intymności i wpuścić do opowiadanej historii wiele smaczków z życia osobistego i ukazać, że wielkie wydarzenia historyczne często są wynikiem czyjegoś bólu głowy, nieporozumienia bądź kaprysu. 7/10 w kategorii: Reportaże, publicystyka i literatura faktu
beata - awatar beata
oceniła na76 miesięcy temu
Kobiety ze słynnych obrazów. Muzy, modelki, kochanki Iwona Kienzler
Kobiety ze słynnych obrazów. Muzy, modelki, kochanki
Iwona Kienzler
Kobiety ze słynnych obrazów autorstwa Iwony Kienzler to książka, która łączy w sobie popularyzację historii, sztuki oraz ludzkich losów ukrytych za najbardziej znanymi dziełami malarskimi. Autorka, znana z przystępnego stylu i zamiłowania do odkrywania mniej oczywistych aspektów przeszłości, tym razem zaprasza czytelnika do świata wielkich mistrzów malarstwa, takich jak Leonardo da Vinci, Johannes Vermeer, Rembrandt czy Pablo Picasso – jednak nie oni są tu najważniejsi. W centrum uwagi znajdują się kobiety: modelki, muzy, kochanki i bohaterki obrazów, które od wieków fascynują odbiorców. Największą zaletą książki jest jej koncepcja. Kienzler odchodzi od klasycznego opisywania dzieł sztuki czy biografii malarzy, skupiając się na osobach często pomijanych – kobietach sportretowanych na płótnach. To właśnie one stają się kluczem do opowieści o epoce, obyczajach oraz relacjach międzyludzkich. Autorka stawia intrygujące pytania: kim była „najbardziej grzeszna Madonna średniowiecza”, jakie historie kryją się za zmysłowymi portretami czy jakie emocje uchwycono w spojrzeniach bohaterek obrazów. Dzięki temu książka zyskuje charakter niemal detektywistyczny – czytelnik razem z autorką odkrywa kolejne warstwy znaczeń. Styl Kienzler jest lekki, przystępny i pełen ciekawostek. To zdecydowanie publikacja popularnonaukowa, a nie akademicka – co dla wielu czytelników będzie ogromnym atutem. Autorka nie stroni od anegdot, a nawet pikantnych szczegółów z życia dawnych epok, co nadaje opowieści barwności i sprawia, że bohaterki przestają być jedynie „postaciami z obrazów”, a stają się ludźmi z krwi i kości. Dzięki temu książka może zainteresować nawet osoby, które na co dzień nie sięgają po literaturę o sztuce. Warto jednak zauważyć, że taka forma narracji ma też swoje ograniczenia. Osoby poszukujące pogłębionej analizy dzieł malarskich lub bardziej naukowego podejścia mogą poczuć niedosyt. Kienzler koncentruje się przede wszystkim na warstwie obyczajowej i biograficznej, momentami upraszczając kontekst historyczny czy artystyczny. Niektóre historie mogą wydawać się bardziej oparte na przypuszczeniach niż na twardych faktach, co jest charakterystyczne dla tego typu literatury popularyzatorskiej. Mimo to Kobiety ze słynnych obrazów to książka, która spełnia swoją rolę – inspiruje do spojrzenia na znane dzieła z zupełnie innej perspektywy. Po jej lekturze trudno patrzeć na obrazy w ten sam sposób, ponieważ za każdym spojrzeniem i gestem zaczynamy dostrzegać ukrytą historię. To także świetny punkt wyjścia do dalszego zgłębiania tematu – zarówno historii sztuki, jak i losów kobiet w różnych epokach. Podsumowując, książka Iwony Kienzler to interesująca i wciągająca propozycja dla czytelników lubiących historię podaną w lekkiej, narracyjnej formie. Choć nie zastąpi opracowań naukowych, z pewnością rozbudzi ciekawość i zachęci do odkrywania tajemnic ukrytych w sztuce.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na813 dni temu
Bronisława Piłsudskiego pojedynek z losem Jerzy Chociłowski
Bronisława Piłsudskiego pojedynek z losem
Jerzy Chociłowski
Bardzo dobrze, że ta książka się ukazała. Wreszcie jest jakaś szansa, by przybliżyć świadomości Polaków tę arcyciekawą i niezwykle zasłużoną postać, całkowicie zapomnianą, nieistniejącą publicznie, przytłumioną całkowicie przez jego młodszego brata Józefa Piłsudskiego. Czytałam tę książkę raczej rozczarowana. Głównie dlatego, że jestem świeżo po lekturze dzienników Bronisława Piłsudskiego 1882-1885, wspaniale wydanych przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego POLONIKA i opracowany przez Jolantę Żyndul. Jest to arcyciekawa lektura, Piłsudski pisał dużo i ze swadą. Dzięki tym dziennikom, cudem ocalałym dla potomności, można bardzo szczegółowo poznać rodzinę i otoczenie obu braci Piłsudskich, lata szkolne w Wilnie, perypetie w szkole, atmosferę Wilna pod zaborem rosyjskim, problemy biznesowe ojca Piłsudskich i zdrowotne ich matki, pierwsze miłości, lektury i zauroczenia. Dlatego książkę Chociłowskiego odebrałam jako pobieżne streszczenie życiorysu Bronisława, przynajmniej w zakresie od początku do wyjazdu do Petersburga, by tam ukończyć gimnazjum i rozpocząć studia. Ale to moje całkowicie subiektywne wrażenie. Szkoda, że tak niewiele osób poznało i przeczytało tę książkę. Szkoda, że tak niewiele osób widziało kilka filmów dokumentalnych na temat dokonań Bronisława Piłsudskiego w stosunku do rdzennych mieszkańców Sachalinu, Niwchów i przede wszystkim Ajnów. Piłsudski nie miał formalnego wykształcenia etnograficznego, w końcu zesłano go na Sachalin na początku studiów. Dokonał tam rzeczy niezwykłych. Miał fenomenalne zdolności językowe, pasję zbieracza, więc dla kultury i życia Ajnów zrobił rzeczy nieprzecenione. Stworzył bogatą wystawę w muzeum etnograficznym we Władywostoku, opisał życie, zwyczaje, wygląd, wierzenia, pieśni i tańce, obrzędy i sytuację społeczną praktycznie wymarłego dziś ludu, ocalając tę wiedzę dla potomności. Największą jego zasługą jest nagranie na rolkach fonograficznych żywego języka Ajnów, baśni i opowieści w języku, którym już się dzisiaj nie mówi. Nagrania te przeleżały kilkadziesiąt lat w niesprzyjających warunkach, w jakiejś pakamerze. Dopiero ich odkrycie przez prof. Alfreda Majewicza, zabezpieczenie i przekazanie ich Japończykom, którzy zakonserwowali rolki przy użyciu najnowszej technologii, doprowadziło do tego, że uznano je za rewelację na skalę światową. Dziś Bronisław Piłsudski jest najbardziej znanym Polakiem w Japonii po Chopinie, Wałęsie i Janie Pawle II. Na Hokkaido i na Dalekim Wschodzie Rosji stoją jego pomniki, jego dokonania omawia się na ważnych konferencjach naukowych. Chichotem losu jest to, że gdy Piłsudski wrócił z zesłania, nikt w Polsce (tj. w Galicji, do zaboru rosyjskiego nie mógł wrócić) nie zainteresował się nim, odmawiając jego zbiorom i tekstom wszelkich wartości. Przyczyna: Piłsudski nie miał dyplomu ukończenia wyższych studiów. Sic! A niedługo potem wybuchła pierwsza wojna światowa i nikt w Europie nie miał głowy do etnografii. Bronisław Piłsudski umarł w biedzie w Paryżu, zaledwie kilka miesięcy przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości i przed objęciem władzy przez jego brata, Marszałka Józefa Piłsudskiego. W japońskich podręcznikach gimnazjalnych są teksty poświęcone Bronisławowi Piłsudskiemu. W Japonii jest on powszechnie znany. Czas, by i Polacy dowiedzieli się o jego dokonaniach. Książka Chociłowskiego mogłaby się temu przysłużyć. Wprawdzie autor skupił się głównie na życiu, perypetiach osobistych, miłościach i kontaktach swojego bohatera i nie zadbał choćby o więcej fotografii z życia Ajnów. Ale dobre i to. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na85 miesięcy temu

Cytaty z książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki ... Chyba nie mogę Pani posądzić o demonizm. Witkacy