
Maria Rodziewiczówna
Polska pisarka, członkini Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego i Warszawskiego Stowarzyszenia Ziemianek. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Była córką Henryka Rodziewicza herbu Łuk i Amelii z Kurzenieckich. Rodzice Marii za pomoc udzieloną powstańcom styczniowym (przechowywanie broni) zostali skazani na konfiskatę rodzinnego majątku Pieniuha w Wołkowyskiem i zesłanie na Syberię. Matce będącej wówczas w ciąży z Marią, zezwolono na urodzenie dziecka i późniejszy o kilka miesięcy wyjazd opłaconym przez nią powozem. Dzieci Rodziewiczów podczas pobytu rodziców na zesłaniu zostały oddane pod opiekę różnym krewnym. Marią zaopiekowali się początkowo dziadkowie Kurzenieccy w majątku Zamosze koło Janowa, a po ich niedługiej śmierci zajęła się nią przyjaciółka i daleka krewna matki – Maria Skirmunttowa (w Korzeniowie na Pińszczyźnie).
W 1871 w wyniku amnestii wrócili z zesłania rodzice Marii. Mogli wówczas osiąść tylko poza obrębem ziem zwanych przez Rosjan „zabranymi”, czyli nie na terenie Grodzieńszczyzny, gdzie Rodziewiczowie mieli krewnych. Osiedlili się w Warszawie, gdzie znajdowali się w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej (ojciec pracował jako rządca kamienicy, matka przez pewien czas w fabryce papierosów). Sytuacja rodziny poprawiła się nieco, kiedy daleki krewny Ksawery Pusłowski uczynił ojca Marii administratorem swoich nieruchomości. Prawdziwa poprawa nastąpiła jednak w 1875, gdy Henryk Rodziewicz odziedziczył po swym bezdzietnym bracie Teodorze majątek Hruszowa na Polesiu (1533 ha). Nie był to majątek należący od dawna do rodziny (pradziadek Rodziewiczówny kupił go od Suworowa).
Już w czasie pobytu w Warszawie Rodziewiczówna zaczęła uczęszczać na pensję pani Kuczyńskiej. W końcu 1876 w związku z poprawą sytuacji materialnej rodziny została umieszczona na pensji w Jazłowcu u sióstr niepokalanek, gdzie przełożoną była Marcelina Darowska (beatyfikowana przez Jana Pawła II),zwana przez Marię „Mateczką”. Tam przebywała do ferii 1879, kiedy z powodu choroby ojca i braku pieniędzy na dalsze kształcenie musiała wrócić do rodziny (ukończyła naukę na piątej lub szóstej klasie). Pobyt na pensji w Jazłowcu, gdzie dziewczęta w religijnej, ale i patriotycznej atmosferze przygotowywano przede wszystkim do przyszłej roli żony i matki, wywarł duży wpływ na Rodziewiczównę. Tutaj miały także powstać jej pierwsze utwory (najprawdopodobniej Kwiat lotosu).
W 1881 umarł ojciec Rodziewiczówny. Po jego śmierci zaczęła stopniowo przejmować kontrolę nad majątkiem aż do 1887, gdy przejęła go formalnie (wraz z obciążeniem w postaci długów ojca i stryja, a także koniecznością spłaty rodzeństwa). Obcięła krótko włosy (za zezwoleniem matki) i w krótkiej spódnicy i „męskim” żakiecie zajęła się zarządzaniem Hruszową, która nie przynosiła jednak większych dochodów (przy dużym areale na ziemię uprawną przypadała najwyżej jedna trzecia).
W 1882 r. Maria Rodziewiczówna zadebiutowała drukując pod pseudonimem Mario w 3 i 4 numerze „Dziennika Anonsowego” dwie nowelki – Gamę uczuć i Z dzienniczka reportera. Pod tym samym pseudonimem opublikowała w 1884 w redagowanym przez Marię Konopnicką „Świcie” nieco obszerniejsze opowiadanie Jazon Bobrowski, a w 1885 humoreskę Farsa panny Heni. Debiutem powieściowym Rodziewiczówny był Straszny dziadunio, którym zwyciężyła w 1886 w konkursie ogłoszony przez „Świt”, gdzie powieść tę opublikowano w odcinkach.
Stosunki dworu z miejscowymi prawosławnymi chłopami białoruskimi układały się różnie. W 1890 za „czynne zelżenie” (pobicie) pastucha z Antopola groziły pisarce nawet dwa tygodnie aresztu (sprawę ostatecznie załatwiono polubownie wypłaceniem powodowi nawiązki w wysokości pięciu rubli). W grudniu 1900 podpalono jej zabudowania jednego z folwarków (spalenie stodoły, młocarni i obory z pięćdziesięcioma sztukami bydła). Dwór w Hruszowej promieniował jednak na okolicę ogólnym szerzeniem kultury, a okoliczni chłopi znajdowali tutaj pomoc medyczną. W 1937 z okazji 50-lecia władania Hruszową (i 50-lecia pracy literackiej) miejscowi chłopi podarowali Rodziewiczównie album z dedykacją: Sprawiedliwej Pani i Matce za 50 lat wspólnej pracy, kupili dzwony do jej kaplicy i za darmo zwieźli cegłę na budowany przez Rodziewiczównę w Antopolu kościół katolicki.
Po śmierci babki, marki i siostry w połowie lat 90. pisarka przez jakiś czas mieszkała w Hruszowej sama. Trudno określić, kiedy w majątku zamieszkała Helena Weychert jako (poznana w Stowarzyszeniu Ziemianek) partnerka życiowa Rodziewiczówny. Weychert wprowadziła zmiany w prowadzeniu gospodarstwa (takie jak wprowadzenie płodozmianu czy uruchomienie gorzelni),które poprawiły przychody. Po kilku latach przeprowadziła się do Warszawy, kupując razem z Rodziewiczówną mieszkanie na Brackiej i posiadłość koło Falenicy.
W 1919 jej miejsce zajęła w Hruszowej nowa, przedstawiana jako daleka krewna, partnerka pisarki – Jadwiga Skirmunttówna. Jadwiga zajmowała się "domem i gospodarstwem kobiecym", a Maria "sobie zostawiła interesy i męską część gospodarstwa". Relacja ta była określana przez Skirmunttównę we wspomnieniach niemieckim słowem Wahlverwandtschaft, oznaczającym "powinowactwo duchowe"/"powinowactwo z wyboru".
Czas do I wojny światowej pisarka spędzała zasadniczo w swym majątku w towarzystwie Jadwigi Skirmunttówny bądź Heleny Weychert. Jedynie zimą wyjeżdżała na 2–3 miesiące do Warszawy. Odbyła też kilka podróży zagranicznych: do Rzymu (za 500 rubli uzyskanych jako nagrodę za Dewajtis),2–3-krotnie do południowej Francji (Riwiera),przynajmniej raz do Monachium, do Szwecji i Norwegii.
W 1905 rozpoczęła aktywną działalność społeczną (napięcia społeczne, obraz robotniczej nędzy miał wywrzeć na niej ogromne wrażenie). W 1906 założyła tajne stowarzyszenie kobiece Unia. Przyczyniła się też do założenia w Warszawie sklepu spożywczego i sklepu zajmującego się sprzedażą wyrobów ludowych, a także świetlicy na terenie powiatu kobryńskiego.
Wybuch I wojny światowej zastał Rodziewiczównę w Warszawie. Wzięła udział w organizacji szpitala wojskowego, pomagała także w organizowaniu tanich kuchni dla inteligencji i bratniej pomocy akademickiej. W 1915 wróciła na pewien czas do Hruszowej, podejmując tam opiekę nad uciekinierami, których usiłowała zatrzymać.
W latach 1919–1920 inicjowała szereg poczynań społecznych w okolicy Hruszowej założenie kółka rolniczego, budowę łaźni parowej, odbudowę chederu w Antopolu. W okresie wojny polsko-bolszewickiej znalazła się w Warszawie, gdzie pełniła obowiązki sekretarki w Komitecie Głównym PCK oraz została mianowana komendantką Kobiecego Komitetu Ochotniczej Odsieczy Lwowa na miasto Warszawa Za działalność na tym polu została odznaczona Odznaką Honorową „Orlęta“, do której dołączony był dyplom podpisany przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Po zakończeniu działań wojennych wróciła do Hruszowej. Po latach dyplom ten Rodziewiczówna uważała za najważniejszą pamiątkę swej działalności.
W okresie międzywojennym próbowała nadal prowadzić działalność oświatową i społeczną (m.in. zorganizowała Dom Polski w Antopolu, sfinansowała również budowę piętra w kobryńskim Gimnazjum Państwowym własnego imienia). Polityka rządowa na Kresach budziła jednak jej dezaprobatę. Utrzymanie polskości na tych ziemiach wiązała ideowo z rolą wielkiej własności ziemskiej i Kościoła. Władze zażądały od niej tymczasem oddania części majątku (150 ha) na potrzeby osadnictwa, do czego doszły jeszcze osobiste zatargi ze starostą z Kobrynia. Stała się protektorką i współzałożycielką Związku Szlachty Zagrodowej.
Rodziewiczówna miała wytworzony z doświadczeń własnych i z obserwacji otoczenia, krytyczny stosunek do Żydów, których uważała za wyzyskiwaczy (lichwa),w znacznym stopniu przyczyniających się do nędzy poleskiej wsi i kłopotów finansowych kresowych ziemian. Znalazło to niejednokrotnie odbicie w jej utworach, gdzie występuje postać złego Żyda, w niektórych daje jednak przykłady postaci pozytywnych, życzliwych i w kłopotach pomocnych Polakom (np. Jaskółczym szlakiem).
W 1937 roku została zaproszona do władz Obozu Zjednoczenia Narodowego. Zaproszenie przyjęła, ale w 1938, protestując przeciw poczynaniom rady naczelnej OZN, z organizacji tej wystąpiła.
Wybuch II wojny światowej zastał ją w Hruszowej. Została z niej wysiedlona w październiku 1939 (majątek, po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną, przejął komitet miejscowej ludności). Na podstawie fałszywych dokumentów przekroczyła granicę z terenami okupowanymi przez III Rzeszę i wraz ze Skirmunttówną dostała się do obozu przejściowego w Łodzi przy ul. Łąkowej 4. Stamtąd wydostała je w marcu 1940 r. rodzina Mazarakich, właścicieli majątku pod Tuszynem.
Tu rozpoznana przez współosadzonych spotkała się z ich dużą pomocą i okazywanymi wyrazami szacunku; "I oto pewnego marcowego dnia [1940 r.], kiedy słońce złotymi promieniami świeciło nad miastem, a przez okna sal obozu ogrzewało zziębniętych wysiedleńców, Maria Rodziewiczówna usadowiona pod ścianą fabryki na krzesełku, czekała od kilku godzin na dorożkę, które miała ją wywieźć do przyjaciół w mieście. (...) Wieść o tym rozleciała się po obozie lotem błyskawicy. Jakiś ogromny odruch umiłowania dla tej wybitnej literatki poruszył ludzkie serca. By nie zwrócić uwagi wachmanów, podchodziły pojedyncze matki, dziewczęta i chłopcy, i całowali ręce i kolana p. Marii, dając tym wyraz głębokiej czci i umiłowania za zasługi dla Narodu Polskiego w okresie zaboru i niewoli naszej ziemi Ojczystej. Na podwórko wjechała nareszcie długo oczekiwana dorożka. Panią Marię ulokowano w tej skromnej bryczce. Otwarła się żelazna brama obozu i dorożka odjechała do miasta. Stojący na warcie wachmani, zahipnotyzowani okazywanym głębokim szacunkiem wysiedlonych dla opuszczającej obóz staruszki, stanęli na baczność. (...)".
Niedługo potem wyjechała do Warszawy, czyli na teren Generalnej Guberni, gdzie wspierana przez przyjaciół, spędziła ostatnie lata życia w bardzo ciężkich warunkach materialnych. W czasie powstania warszawskiego sędziwa już pisarka przechodziła bądź była przenoszona do kilku różnych domów, otaczana opieką przez przyjaciół, PCK i powstańców. Została uwieczniona w filmie Powstanie Warszawskie.
Wyszła z Warszawy po kapitulacji, kilka tygodni spędzając w Milanówku, a następnie udając się do Żelaznej – majątku Aleksandra Mazarakiego jun. w powiecie skierniewickim. Umieszczona w pobliskiej leśniczówce w Leonowie. Zmarła w wyniku zapalenia płuc w listopadzie 1944. Pochowano ją w Żelaznej.
11 listopada 1948 zwłoki Marii Rodziewiczówny przeniesiono do Alei Zasłużonych (grób 50/51) na cmentarzu Powązkowskim.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Atma
Początek straszny, młodopolskie ochy i achy, wydawało mi się przez dłuższy czas, że to najsłabsza Rodziewiczówna jaką czytałem. Pod względem egzaltacji to porównywalne niestety z dość słabym "Wrzosem". Ale ten plot twist jaki nagle się pojawia jest strasznie fajny (choć nadal egzaltowany) i dlatego całość w sumie wypada całkiem nieźle.
Początek straszny, młodopolskie ochy i achy, wydawało mi się przez dłuższy czas, że to najsłabsza Rodziewiczówna jaką czytałem. Pod względem egzaltacji to porównywalne niestety z dość słabym "Wrzosem". Ale ten plot twist jaki nagle się pojawia jest strasznie fajny (choć nadal egzaltowany) i dlatego całość w sumie wypada całkiem nieźle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłęboko przesiąknięta filozofią Wschodu opowieść o drodze Adama Jaworskiego - przez duchowe bagno życia w luksusie po mozolną codzienną walkę o uratowanie duszy. W żadnej książce Rodziewiczówny nie było tak wielu odniesień do teorii o reinkarnacji, wędrówce dusz i podążaniu drogą Prawdy. Świetna powieść!
Głęboko przesiąknięta filozofią Wschodu opowieść o drodze Adama Jaworskiego - przez duchowe bagno życia w luksusie po mozolną codzienną walkę o uratowanie duszy. W żadnej książce Rodziewiczówny nie było tak wielu odniesień do teorii o reinkarnacji, wędrówce dusz i podążaniu drogą Prawdy. Świetna powieść!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMaria Rodziewiczówna i jej 'Atma', czyli świat ducha (Atma w sanskrycie oznacza - duszę).
Jest to jedno z jej bardziej mistycznych dzieł, w którym autorka, zafascynowana jest filozofią Wschodu i teorią reinkarnacji.
Głównym bohaterem powieści jest Adam Jaworski, wybitny przemysłowiec zarządzający dużą cukrownią. Zmęczony życiem i nieodnajdujący w nim celu, postanawia popełnić samobójstwo. Po nieudanej próbie targnięcia się na własne życie, Adam zostaje porwany w podróż duchową, podczas której doświadcza głębokich przemian wewnętrznych.
'Atma' wyróżnia się filozoficzno-mistycznym i mocno refleksyjnym tonem. Rodziewiczówna, znana z plastycznych opisów przyrody i głębokiej analizy psychologicznej postaci, w tej powieści skupia się na duchowych doświadczeniach bohatera, ukazując jego wewnętrzną walkę i przemianę. I zrobiła to tak pięknym językiem, że całe fragmenty książki były dla mnie jak plastry na zmęczoną duszę. Wierzę, że książki przychodzą do nas w najbardziej odpowiednich momentarz. Ta mnie ukoiła.
Jednak trzeba przyznać, że 'Atma' to nietypowa dla Rodziewiczówny powieść, w której autorka łączy wątki filozofii Wschodu z tradycyjnymi wartościami chrześcijańskimi. Dla mnie udana kombinacja - nawet z dzisiejszej perspektywy. Jednym słowem 'Atma' to głęboka refleksja nad sensem życia, duchowością i miłością, która przekracza granice śmierci. Dla czytelników poszukujących literatury skłaniającej do zadumy nad egzystencją, może okazać się wartościową lekturą.
Maria Rodziewiczówna i jej 'Atma', czyli świat ducha (Atma w sanskrycie oznacza - duszę).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to jedno z jej bardziej mistycznych dzieł, w którym autorka, zafascynowana jest filozofią Wschodu i teorią reinkarnacji.
Głównym bohaterem powieści jest Adam Jaworski, wybitny przemysłowiec zarządzający dużą cukrownią. Zmęczony życiem i nieodnajdujący w nim celu, postanawia...
Dziwne wcielenie Marii Rodziewiczówny.
Jakoś nie przekonała mnie mistyczna wersja.
Próba odkupienia win i zaniedbania doba za życia wydała mi się mało przekonująca i niepotrzebna.
Może poza wątkiem osamotnionej i opuszczonej matki.
To akurat było wzruszające.
Fragmenty rzeczywiste były zdecydowanie lepsze od ezoteryki.
A najlepsze opisy przyrody i sielskich krajobrazów.
To zawsze u Rodziewiczówny mi się podoba.
Spośród wszystkich książek pisarki tej akurat nie poleciłabym.
Dziwne wcielenie Marii Rodziewiczówny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakoś nie przekonała mnie mistyczna wersja.
Próba odkupienia win i zaniedbania doba za życia wydała mi się mało przekonująca i niepotrzebna.
Może poza wątkiem osamotnionej i opuszczonej matki.
To akurat było wzruszające.
Fragmenty rzeczywiste były zdecydowanie lepsze od ezoteryki.
A najlepsze opisy przyrody i sielskich krajobrazów.
To...
"...A po co tu jestem? Zanim to wcielenie minie, dowiemy się oboje. Nie wraca tu ten tylko, kto ziemskiego już nic czuć nie może..."
"...— Atma! — wyrwało mu się z wybuchem szczęśliwości. — Wracam do ciebie. Wiesz? Uwolniłem się.
Kobieta potrząsnęła głową.
— Od niego? Nie! Patrz, czeka na ciebie.
Wskazała postać na drodze.
— Uprowadź mnie! Ukryj! Zostańmy razem. Ty wiesz, jakem po tobie tęsknił. Przyszedłem tu po ciebie, za tobą, dla ciebie. Czy opuścisz mnie teraz?
— Masz sprawę z nim. Czeka na ciebie. Chodź. Wolnym nie będziesz, póki on cię nie uwolni. Stań z nim oko w oko.
— Nie chcę. Jakiem prawem on tutaj?
— On ci powie. Nie ujdziesz mu. Sąd być musi.
— Nie chcę go. Nie odejdę ciebie.
— Razem pójdźmy. Nie lękaj się.
Ujęła go za rękę. Uczuł moc i uspokojenie. Postać kędyś znikła. Minęli zakręt skały. Ujrzał przed sobą Adam jakby świątynię, w głazach wykutą, do której wstąpił.
Postać czekała nań.
— Idź! — rzekła kobieta.
Adam usłuchał. Jakaś rozpaczna determinacya rzuciła go w proch przed tym sędzią, przed prawem.
— Zbiegłem od ciebie. Napróżno. I tu jesteś. Więc co mam czynić, byś mnie nie katował. Rzuciłem wszystko... tam, byleś mnie nie męczył. Czego żądasz więcej?
— Żądam, byś rzekł życie całe.
— Po co? Znasz je. Byłeś ze mną. Wróg!
— A pomnisz ten zdrój, ten wieczór, tę ciszę, gdyś z Atmą u serca roił życie, a jam ciebie słuchał. Byłżem wrogiem wtedy?
— Ale ja byłem dzieckiem, nieświadomem życia. Ono przyszło... musiałem żyć.
— A cóż jest życie?
— Prawda, znajomość złego i dobrego.
— Poznałeś wtedy wszystko; wybrałeś wedle woli, drogę i czyn. Pozbyłeś się Atmy. Nie słuchałeś mnie. Byłeś wolny przecie.
— Wolny... z tobą. Męczennikiem byłem.
— I otrząsnąłeś się z szaty i odszedłeś uczty swego życia. Zaliś myślał, że przy tej biesiadzie ja jestem, że tam zostanę? Szalony! Do mnie należysz tu i tam... zawsze, wszędzie... od prawieków w prawieki! Rozumiesz?
— Cierpię, duszę się, męczę. Daj mi nie być!
— Zrozum, a odejdzie cię pragnienie. Mów ze mną, a umiłujesz. Łachman cię dławił, boś go cuchnącym uczynił. Zrozum, ktoś ty!... Spójrz, gdy otworzone twe źrenice.
Adam ujrzał górę całą, przepaście bezdenne i ciemne, strome szlaki, po których tłum szedł, i mgły, wiszące po zboczach; a podniósłszy oczy, zobaczył szczyt w słońcu i tęczy.
— Stamtąd pochodzisz... tam dojść musisz. Patrz, zrozum, zapamiętaj! A teraz ja ci powiem, jakeś szedł, jakeś żył. Przestałeś wcześnie być dzieckiem. Jeszcześ myśleć nie umiał, gdyś umiał szaleć zmysłami. Pomnisz... czternastoletnim byłeś, gdy rozpusta ci się stała obyczajem, chlubą, nałogiem, sławą. I zwałeś zwierzęcy szał rozkoszą i zwałeś miłowaniem mord nad duszą własną i cudzą. Tylkoś mnie wtedy znienawidził, gdym cię pytał, czy ci to czynić wolno, dlatego, że tak inni czynią, że za to niema sądu i kary — tam.
— Cierpiał! — rzekła Atma.
— Zbawienie jego w tem cierpieniu. Bogactwo jego. A gdyś się stał mężem, rozpocząłeś walkę o byt. O byt twych wymagań wygody i wczasu, żądzy rozrywek i użycia, zachcianek coraz nowych i większych. Dlategoś deptał lub usuwał słabszych, szydziłeś z pokonanych, nazywając ich głupimi, cieszyłeś się z korzyści nad łatwowiernym, schlebiałeś możnym w złoto lub stanowisko, i myśli twe były oddane troskom i staraniom o materyę, uciesze z korzyści dla brzucha i kieszeni, a serce twe było pełne zawiści i nienawiści dla tych, co więcej mają, bo więcej mogą użyć. I stało się twe życie wedle woli i wyboru twego, i miałeś wszystko, czegoś zapragnął: spełnione pragnienia, zaspokojone żądze, osiągnięte zdobycze. Posiadłeś wszystkie kobiety, których chciałeś, masz zbytek, stanowisko, sławę, honory... wszystko, co tam zwą szczęściem.
— Kłamstwo. Wiesz, żem cierpiał. Tyś był i mówił. To męka.
— Zali morderca może być szczęśliwy? I jaki zgiełk zgłuszy mój głos?
— Nie byłem gorszy od innych, a oni nie cierpieli.
— Skąd wiesz? Wy się wstydzicie dobra, któregoście w sobie nie dobili; wy nie wyznacie takiego cierpienia. Mowa wasza, jak i czyny wasze. Śmiech wasz to szyderstwo lub małpia uciecha ze sromu, płacz wasz to fałsz lub samolubstwo. Nie macie ich dla Atmy, dla mnie. Ją splugawićbyście chcieli, mnie zabić lub znienawidzić. Nienawidzisz mnie, bo się lękasz i mścisz się, szargasz w gnoju ciało, czucie, myśli... i zdaje ci się, że mnie! Bezrozumny! Ja twój pan.
— Tęsknił po mnie! — rzekła Atma.
— Wiem, dlategom nie przestawał doń mówić.
— Mówiłeś bez litości, rozpaczą byłeś, męką. Chcę mieć kres, chcę ciebie nie słyszeć.
— Kres tam, w tem słońcu. Zwlokłeś szatę. Zrozum! Nie jam ci ciężył, lecz zbrukana szata. Mnie miłujesz, bo cierpisz, że nienawidzisz. Ze mną tam — w słońcu tem byłeś... pomnisz? I byliśmy jednem... i będziemy jednem. Szatę zdarłeś, splugawiłeś i rzuciłeś precz. A ja powiadam: ni inną weźmiesz, ni wolnym będziesz. Ten łachman napowrót wdzieniesz, aż donosisz.
— Nie, nie! — rozpacznie Adam zajęczał.
— Lękasz się, brzydzisz szmaty! A przecie ten łachman materyi twoim panem był. Wołał: »bierz...« i brałeś, garnąłeś, chwytałeś chciwie. A jam ci mówił: »dawaj!...« i nie usłuchałeś mnie nigdy. Nie jam ci rozkazywał... nie dałeś mi sobą rządzić.
— Nie rozumiał mądrości! — rzekła Atma. — Mów mu teraz, mów... oczy ma otwarte, szczyt widzi... jam z nim... mów... zrozumie!
— Słuchaj tedy. Za chwilę znowu daleki nam będziesz. Chcesz miłowania mego, zgody, mądrości życia? Tedy ci mówię: »dawaj, nie bierz!« Zapamiętaj! A teraz wracaj do szaty swej. Donosić musisz, wybielić możesz. I spójrz mi twarzą w twarz... byś tęsknił do szczytu.
Adam spojrzał, a jednocześnie uczuł, że zapada w głąb, że się znowu stacza, że postać jest mocą, pięknością, Bogiem..."
Niezwykła opowieść, która dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych, niczym u Dickensa podróż i spotkanie Ebenezer Scrooge z trzema duchami - przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Metempsychoza i ponowne wcielenie, spotkanie dwóch dusz, metafizyczna podróż przez analizowanie negatywnych odczuć, wyrządzonych krzywd i niespełnionych pragnień i ambicji. Nie zamknięte sprawy z przeszłości stają się przyczynkiem do próby naprawienia, próby wybaczenia, ale też próby przepracowania trudnych emocji, odnalezienia siebie i wsłuchania się w prawdziwe potrzeby, próba przyjrzenia się otoczeniu, najbliższym, próba ratowania siebie i tego , co jeszcze zostało. Niezwykła fascynacja autorki Wschodem, reinkarnacją, transmigracja, wędrówką dusz była niezwykłą odskocznią po tematyce, która towarzyszyła mi w poznawaniu twórczości m.in; sprawa powstania styczniowego, patriotyzm, etos i wartości pozytywizmu, infantylność i nierozwinięte wątki relacji / dialogów damsko - męskich, prawość i szlachetność, bohaterstwo kontra zło, nikczemność i wynaturzenie.
"...A po co tu jestem? Zanim to wcielenie minie, dowiemy się oboje. Nie wraca tu ten tylko, kto ziemskiego już nic czuć nie może..."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"...— Atma! — wyrwało mu się z wybuchem szczęśliwości. — Wracam do ciebie. Wiesz? Uwolniłem się.
Kobieta potrząsnęła głową.
— Od niego? Nie! Patrz, czeka na ciebie.
Wskazała postać na drodze.
— Uprowadź mnie! Ukryj! Zostańmy razem. Ty...
Takie sobie - liczyłem na coś lepszego
Takie sobie - liczyłem na coś lepszego
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem jest to jedna z gorszych książek Rodziewiczówny.
Moim zdaniem jest to jedna z gorszych książek Rodziewiczówny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pozoru życie Adama Jaworskiego jest idealne. Ma ładną żonę, dobrą pracę i wysoko postawionego teścia. To jednak tylko pozory. Żona nie potrafi wyzwolić się spod wpływu rodziców i małżeństwo Jaworskich znajduje się pod ich nieustanną kuratelą. Para nie potrafi też wspólnie pomóc poradzić sobie ze stratą dziecka. Adam ma dość swojego życia i postanawia popełnić samobójstwo. Udaje się go jednak uratować. Wcześniej Adam popada w coś w rodzaju śmierci klinicznej, w innym świecie rozmawia z Bogiem i dowiaduje się, że skrzywdził istotę o imieniu Atma. Dostaje jednak szansę na naprawę swoich błędów.
Po wyzdrowieniu Adam postanawia odwiedzić brata, z którym przez lata nie utrzymywał kontaktu. W jego majątku spotyka piękną Atmę, daleką kuzynkę i swego rodzaju podopieczną brata. Mężczyzna jest nią zauroczony, jednak Atma wie, jakie życie wcześniej prowadził Adam, i wzywa go do zmiany. Wierząca w teorię reinkarnacji uważa, że prowadziła wcześniej wiele żyć, a obecne jest ostatnim i tym, które należy dobrze przeżyć. Zainspirowany przez nią Adam próbuje być lepszym człowiekiem, a nawet poprawić relacje z żoną. Jego starania idą jednak na marne. Wówczas Adam decyduje się na desperacki krok.
Książka bardzo mi się spodobała, głównie dlatego, że fabuła i wątek miłosny przypominają moje ukochane ,,Quo vadis" Tu jednak bohaterowie są dojrzalsi, więc historia rozwija się nieco inaczej. Rodziewiczówna ukazuje, jak trudno zmienić się, gdy przyzwyczaiło się już do jałowej, pustej egzystencji, że czasami wymaga to zaczęcia od zera. Wątek miłosny Atmy i Adama był ciekawy, autorka skupiła się tu na porozumienia dusz, nie na fizycznej fascynacji, jednak uważam, że mogła go bardziej rozwinąć. Sama Atma jest postacią trudną do oceny, ponieważ ciężko stwierdzić, czy należy traktować ją jak zafascynowaną wschodnimi ideami i uduchowioną kobietę, czy jak istotą pozaziemską, która ma sprowadzić Adama na dobrą drogę. Ja wolę ten pierwszy punkt widzenia, że ona była zwykłą kobietą, tylko bardzo wierzącą i refleksyjną, a jej spotkanie z Adamem było dziełem przeznaczenia. Podobała mi się postać Moniki, przyszywanej matki głównego bohatera. Chociaż z pozoru była prostą, niewykształconą staruszką, miała w sobie ogromną siłę ducha i wywierała wielki wpływ na ludzi(zastanawiam się, czy autorka chciała przez nią nawiązać do św. Moniki).
,,Atma" to powieść o tym, jak trudno nawrócić się na lepszą drogę, ale że to zawsze jest możliwe. To opowieść o dobrych uczuciach, które tkwią w każdym z nas, o wybaczeniu sobie i innym, o pogodzeniu się z przeszłością i o odradzającej sile miłości. Rodziewiczówna pisze w sposób, który wciąga i oczarowuje, jednak powieść ma też pewne wady. Romanse Adama z innymi kobietami na drodze do tej właściwej, prawdziwej miłości były męczące. Facet miał pecha, bo jego kobiety w większości przypadków były toksycznymi, rozpieszczonymi, zakochanymi w sobie histeryczkami. Zarówno słaba psychicznie, dająca sobą manipulować Jaworska, próżna i egoistyczna rosyjska kochanka czy zaborcza i rozhisteryzowany Szymborska , nie budziły ani mojego współczucia, ani zrozumienia, nie mówiąc już o sympatii, chociaż to ostatnia ze swoim uparciem się na Adama i niezauważaniem, że ma on jej dosyć, budziła moją szczególną niechęć. Rozumiem, że pisarka chciała pokazać, że droga do nawrócenia nie jest łatwa i prosta, że na człowieka czekają przeróżne pokusy, ale zawsze ma się szansę na wyjście z nich, ale było to irytujące(dobrze, że przynajmniej na końcu jest wyraźnie powiedziane, że to było złe zachowanie ze strony Adama). Mieszanie chrześcijańskiej moralności z motywami buddyjskimi też wyszło średnio. Ja mam do tej książki sentyment, dlatego tak wysoko ją oceniam. Rozumiem, jednak że może ona nudzić czy irytować. Jest to pozycja dla osób skłonnych do zamyślenia się nad sobą i swoim życiem, lubiącym takie refleksje nad ludzką naturą i powinnościami wobec innych, a także dla tych, którzy cenią powieści z wątkami religijnymi. A jeśli ktoś lubi historie w których mężczyzna zmienia się przez kobietę, to też jest duża szansa, że mu się spodoba.
,,Kto znienawidzi, nawet złe, ten jest bezmiernie nieszczęśliwy."
Z pozoru życie Adama Jaworskiego jest idealne. Ma ładną żonę, dobrą pracę i wysoko postawionego teścia. To jednak tylko pozory. Żona nie potrafi wyzwolić się spod wpływu rodziców i małżeństwo Jaworskich znajduje się pod ich nieustanną kuratelą. Para nie potrafi też wspólnie pomóc poradzić sobie ze stratą dziecka. Adam ma dość swojego życia i postanawia popełnić samobójstwo....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo too.k.
o.k.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTego się, przyznam, nie spodziewałam.
Fabuła tej krótkiej powieści stanowi zaledwie tło do przemyśleń na temat powinności duchowych człowieka.
Główny bohater to zapracowany człowiek, który żyje z dnia na dzień, bez celu i sensu. Od czasu do czasu pozwala sobie na romans.
Po nieudanej próbie samobójczej i spotkaniu z Atmą postanawia przekreślić przeszłość i zacząć krzewić dobro.
"Atma" jest pozycją, która mnie nie przekonuje. Wiele tu kaznodziejstwa, dziwacznych dialogów, niepojętych wyborów, przerw w fabule, co z pewnością buduje swoisty nastrój niedopowiedzenia, lecz mnie nuży.
Dziwi także namnożenie nieudanych małżeństw, romansów, narzucających się kobiet - i przejście nad tym do porządku dziennego. Ani słowa oceny.
Rodziewiczówna zdaje się mówić, że to atma, jednostkowa dusza, ma dążyć do doskonałości, nie zważając na brud świata, że innych należy wspomóc, a nie oceniać, nawet jeśli popełnili zbrodnię.
Ale nie jest w tym przekonująca, w dodatku - a to już poważny zarzut - momentami prowokuje do wzruszenia ramionami czy uśmiechu niedowierzania.
Moim zdaniem nie udała się ta pisarce ta książka. Być może dlatego, że trudno opisać ścieżki ludzkiej duszy, a próby uczynienia tego w literaturze popularnej skazane są na porażkę.
Tego się, przyznam, nie spodziewałam.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła tej krótkiej powieści stanowi zaledwie tło do przemyśleń na temat powinności duchowych człowieka.
Główny bohater to zapracowany człowiek, który żyje z dnia na dzień, bez celu i sensu. Od czasu do czasu pozwala sobie na romans.
Po nieudanej próbie samobójczej i spotkaniu z Atmą postanawia przekreślić przeszłość i zacząć krzewić...