Straszny dziadunio

Okładka książki Straszny dziadunio autorstwa Maria Rodziewiczówna
Okładka książki Straszny dziadunio autorstwa Maria Rodziewiczówna
Maria Rodziewiczówna Wydawnictwo: Wydawnictwo MG literatura piękna
140 str. 2 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2026-01-14
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
140
Czas czytania
2 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382411706
Tytułowy „Straszny dziadunio” to Polikarp Białopiotrowicz, właściciel majątku Tepeńca na Polesiu. Po śmierci synów opiekuje się dwoma wnukami. Wojcieszek (on woli imię Albert) – prowadzi rozrzutne życie, unika odpowiedzialności i pracy. Hieronim (Rucio) – ambitny, studiuje, chce być samodzielny, wybiera własną drogę życiową.

Dziadek, niepewny, który z wnuków będzie godny jego majątku i imienia, postanawia poddać ich próbom. Wybiera dość drastyczne metody. Wysyła listy, nadzoruje, ale kiedy trzeba interweniuje. Wojcieszkowi życie ściele się złotem, szybko też przestaje zwracać uwagę na wymagania dziadka. Hieronim mimo młodzieńczych ideałów i odwagi napotyka na liczne trudności, oskarżenia, zdrady, cierpienie. Lata pracy, choroba, wygnanie — wszystko to doświadcza go, by pokazać, że jest wartościowym człowiekiem.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Straszny dziadunio w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Straszny dziadunio



6199 3343

Oceny książki Straszny dziadunio

Średnia ocen
6,8 / 10
666 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Straszny dziadunio

avatar
8
3

Na półkach:

Przez większość stron ta historia mnie wciągnęła, ale moralizatorstwo pod koniec wybiło mnie z immersji. Momentami nie nadążałam za językiem, tempo bywało nierówne; poza tym niezrozumiałe jak dla mnie wybory bohaterów, którzy zresztą byli przerysowani. Mimo wszystko przepłynęłam przez tę książkę, ma swój urok właściwy czasom, w których powstała.

Przez większość stron ta historia mnie wciągnęła, ale moralizatorstwo pod koniec wybiło mnie z immersji. Momentami nie nadążałam za językiem, tempo bywało nierówne; poza tym niezrozumiałe jak dla mnie wybory bohaterów, którzy zresztą byli przerysowani. Mimo wszystko przepłynęłam przez tę książkę, ma swój urok właściwy czasom, w których powstała.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3072
3066

Na półkach:

"Bądź prawym, bądź prawym!...”

Lubię sięgać po klasykę, to nie tylko rozrywka czytelnicza, ale również zerknięcie na dawny warsztat pisarski i realia przynależnej mu epoki. „Straszny dziadunio” powstał w tysiąc osiemset osiemdziesiątym siódmym roku, dalekie czasy od naszych, zatem obecność archaiczności językowej, trzeba szybko się na nią przestawić. Odpowiada mi takie wyzwanie, uatrakcyjnia utwór, wprowadza w unikalny klimat, sprawia, że lepiej rozumiem rozterki postaci. Autorka miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pisała książkę, zatem dało się odczuć niezbyt głęboką analizę osobowości bohaterów. Podobnie jak podział na jednoznaczne zło i dobro niekoniecznie dziś przekonuje.

Udało się wprowadzić fabułę w dynamiczny rytm, zagęścić zdarzeniami, chociaż mającymi tendencję do stronniczości i ekstremalnego charakteru. Jednak można było zerknąć na to od strony wewnętrznej siły i hartu ducha Hieronima, pracowitego, ambitnego i wrażliwego wnuka dziadunia. Jako kontrast do hulaszczego i lekkiego życia Alberta, drugiego wnuka Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku Tepeńca na Polesiu, pragnącego dowiedzieć się, który z wnuków godny jest dziedziczenia. Stawia zatem Hieronima i Alberta przed trudnymi próbami a los dokłada swoje wyzwania. Przeszkadzał moralizatorski i pouczający ton powieści, zbyt jawny i bezpośredni, na plus lekkie wzbogacenie humorem. Chętnie przyjmowałam ciepło płynące z dziadunia, pierwotnie ujętego w despotycznej i surowej postaci, z czasem nabierającego cech troski i oddania wobec familii. Podróż czytelnicza do codzienności życia mieszczańskiego okazała się ciekawa i pouczająca, przypominała o znaczeniu autorytetów, podkreślała istotę patriotyzmu i szacunku wobec tradycji. Powieść niewielkich rozmiarów, w sam raz na krótszy wieczór czytelniczy, szybko się ją poznawało, ujawniła unikalny urok dawnych czasów i kształtowania literatury.
bookendorfina.pl

"Bądź prawym, bądź prawym!...”

Lubię sięgać po klasykę, to nie tylko rozrywka czytelnicza, ale również zerknięcie na dawny warsztat pisarski i realia przynależnej mu epoki. „Straszny dziadunio” powstał w tysiąc osiemset osiemdziesiątym siódmym roku, dalekie czasy od naszych, zatem obecność archaiczności językowej, trzeba szybko się na nią przestawić. Odpowiada mi takie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1184
564

Na półkach:

Straszny dziadunio Marii Rodziewiczówny to powieść obyczajowa, która łączy w sobie humor, ciepło rodzinnej opowieści oraz charakterystyczny dla pisarki szacunek wobec tradycji i wartości patriotycznych. Choć tytuł sugeruje groźną i surową postać, książka szybko odsłania przed czytelnikiem znacznie bardziej złożony i wzruszający portret nie tylko tytułowego bohatera-Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku Tepeńce na Polesiu, ale też innych bohaterów-Hieronima oraz Alberta.

Centralną postacią utworu jest starszy mężczyzna – tytułowy straszny dziadunio – który w oczach młodszych członków rodziny jawi się początkowo jako osoba surowa, zasadnicza i wymagająca bezwzględnego posłuszeństwa. Jego sposób bycia budzi respekt, a czasem nawet lęk. Polikarp jest milionerem zachowującym się jak wschodni satrapa. Nie znosi najmniejszego oporu i wszystko musi zostać wykonane na jego komendę. Jednak wraz z rozwojem fabuły odkrywamy, że pod maską oschłości kryje się człowiek głęboko kochający swoich bliskich, kierujący się honorem, odpowiedzialnością i troską o przyszłość familii.

Rodziewiczówna z dużą wnikliwością psychologiczną pokazuje przemianę w postrzeganiu dziadunia przez wnuki. Autorka buduje napięcie nie poprzez dramatyczne zwroty akcji, lecz poprzez relacje międzyludzkie, dialogi i codzienne sytuacje. Dzięki temu powieść nabiera autentyczności i staje się bliska czytelnikowi. Silnie wybrzmiewa tu motyw wychowania w duchu patriotyzmu, pracy i szacunku do tradycji – wartości szczególnie istotnych w czasach, w których tworzyła autorka.

Język utworu jest przystępny, momentami stylizowany, ale pełen ciepła i subtelnego humoru. Rodziewiczówna umiejętnie łączy ton moralizatorski z lekką ironią, co sprawia, że książka nie przytłacza dydaktyzmem. Dużym atutem powieści jest także realistyczne przedstawienie życia ziemiańskiego oraz relacji rodzinnych opartych na autorytecie i wzajemnym szacunku.

Straszny dziadunio to książka, która – mimo upływu lat – pozostaje aktualna w swoim przesłaniu. Pokazuje, że surowość może wynikać z troski, a prawdziwy autorytet buduje się nie na strachu, lecz na konsekwencji i miłości. To lektura wartościowa zarówno dla młodszych, jak i starszych czytelników, skłaniająca do refleksji nad rolą rodziny, tradycji i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
https://magiawkazdymdniu.blogspot.com

Straszny dziadunio Marii Rodziewiczówny to powieść obyczajowa, która łączy w sobie humor, ciepło rodzinnej opowieści oraz charakterystyczny dla pisarki szacunek wobec tradycji i wartości patriotycznych. Choć tytuł sugeruje groźną i surową postać, książka szybko odsłania przed czytelnikiem znacznie bardziej złożony i wzruszający portret nie tylko tytułowego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1226 użytkowników ma tytuł Straszny dziadunio na półkach głównych
  • 977
  • 249
394 użytkowników ma tytuł Straszny dziadunio na półkach dodatkowych
  • 296
  • 40
  • 13
  • 12
  • 11
  • 8
  • 7
  • 7

Tagi i tematy do książki Straszny dziadunio

Inne książki autora

Maria Rodziewiczówna
Maria Rodziewiczówna
Polska pisarka, członkini Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego i Warszawskiego Stowarzyszenia Ziemianek. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Była córką Henryka Rodziewicza herbu Łuk i Amelii z Kurzenieckich. Rodzice Marii za pomoc udzieloną powstańcom styczniowym (przechowywanie broni) zostali skazani na konfiskatę rodzinnego majątku Pieniuha w Wołkowyskiem i zesłanie na Syberię. Matce będącej wówczas w ciąży z Marią, zezwolono na urodzenie dziecka i późniejszy o kilka miesięcy wyjazd opłaconym przez nią powozem. Dzieci Rodziewiczów podczas pobytu rodziców na zesłaniu zostały oddane pod opiekę różnym krewnym. Marią zaopiekowali się początkowo dziadkowie Kurzenieccy w majątku Zamosze koło Janowa, a po ich niedługiej śmierci zajęła się nią przyjaciółka i daleka krewna matki – Maria Skirmunttowa (w Korzeniowie na Pińszczyźnie). W 1871 w wyniku amnestii wrócili z zesłania rodzice Marii. Mogli wówczas osiąść tylko poza obrębem ziem zwanych przez Rosjan „zabranymi”, czyli nie na terenie Grodzieńszczyzny, gdzie Rodziewiczowie mieli krewnych. Osiedlili się w Warszawie, gdzie znajdowali się w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej (ojciec pracował jako rządca kamienicy, matka przez pewien czas w fabryce papierosów). Sytuacja rodziny poprawiła się nieco, kiedy daleki krewny Ksawery Pusłowski uczynił ojca Marii administratorem swoich nieruchomości. Prawdziwa poprawa nastąpiła jednak w 1875, gdy Henryk Rodziewicz odziedziczył po swym bezdzietnym bracie Teodorze majątek Hruszowa na Polesiu (1533 ha). Nie był to majątek należący od dawna do rodziny (pradziadek Rodziewiczówny kupił go od Suworowa). Już w czasie pobytu w Warszawie Rodziewiczówna zaczęła uczęszczać na pensję pani Kuczyńskiej. W końcu 1876 w związku z poprawą sytuacji materialnej rodziny została umieszczona na pensji w Jazłowcu u sióstr niepokalanek, gdzie przełożoną była Marcelina Darowska (beatyfikowana przez Jana Pawła II),zwana przez Marię „Mateczką”. Tam przebywała do ferii 1879, kiedy z powodu choroby ojca i braku pieniędzy na dalsze kształcenie musiała wrócić do rodziny (ukończyła naukę na piątej lub szóstej klasie). Pobyt na pensji w Jazłowcu, gdzie dziewczęta w religijnej, ale i patriotycznej atmosferze przygotowywano przede wszystkim do przyszłej roli żony i matki, wywarł duży wpływ na Rodziewiczównę. Tutaj miały także powstać jej pierwsze utwory (najprawdopodobniej Kwiat lotosu). W 1881 umarł ojciec Rodziewiczówny. Po jego śmierci zaczęła stopniowo przejmować kontrolę nad majątkiem aż do 1887, gdy przejęła go formalnie (wraz z obciążeniem w postaci długów ojca i stryja, a także koniecznością spłaty rodzeństwa). Obcięła krótko włosy (za zezwoleniem matki) i w krótkiej spódnicy i „męskim” żakiecie zajęła się zarządzaniem Hruszową, która nie przynosiła jednak większych dochodów (przy dużym areale na ziemię uprawną przypadała najwyżej jedna trzecia). W 1882 r. Maria Rodziewiczówna zadebiutowała drukując pod pseudonimem Mario w 3 i 4 numerze „Dziennika Anonsowego” dwie nowelki – Gamę uczuć i Z dzienniczka reportera. Pod tym samym pseudonimem opublikowała w 1884 w redagowanym przez Marię Konopnicką „Świcie” nieco obszerniejsze opowiadanie Jazon Bobrowski, a w 1885 humoreskę Farsa panny Heni. Debiutem powieściowym Rodziewiczówny był Straszny dziadunio, którym zwyciężyła w 1886 w konkursie ogłoszony przez „Świt”, gdzie powieść tę opublikowano w odcinkach. Stosunki dworu z miejscowymi prawosławnymi chłopami białoruskimi układały się różnie. W 1890 za „czynne zelżenie” (pobicie) pastucha z Antopola groziły pisarce nawet dwa tygodnie aresztu (sprawę ostatecznie załatwiono polubownie wypłaceniem powodowi nawiązki w wysokości pięciu rubli). W grudniu 1900 podpalono jej zabudowania jednego z folwarków (spalenie stodoły, młocarni i obory z pięćdziesięcioma sztukami bydła). Dwór w Hruszowej promieniował jednak na okolicę ogólnym szerzeniem kultury, a okoliczni chłopi znajdowali tutaj pomoc medyczną. W 1937 z okazji 50-lecia władania Hruszową (i 50-lecia pracy literackiej) miejscowi chłopi podarowali Rodziewiczównie album z dedykacją: Sprawiedliwej Pani i Matce za 50 lat wspólnej pracy, kupili dzwony do jej kaplicy i za darmo zwieźli cegłę na budowany przez Rodziewiczównę w Antopolu kościół katolicki. Po śmierci babki, marki i siostry w połowie lat 90. pisarka przez jakiś czas mieszkała w Hruszowej sama. Trudno określić, kiedy w majątku zamieszkała Helena Weychert jako (poznana w Stowarzyszeniu Ziemianek) partnerka życiowa Rodziewiczówny. Weychert wprowadziła zmiany w prowadzeniu gospodarstwa (takie jak wprowadzenie płodozmianu czy uruchomienie gorzelni),które poprawiły przychody. Po kilku latach przeprowadziła się do Warszawy, kupując razem z Rodziewiczówną mieszkanie na Brackiej i posiadłość koło Falenicy. W 1919 jej miejsce zajęła w Hruszowej nowa, przedstawiana jako daleka krewna, partnerka pisarki – Jadwiga Skirmunttówna. Jadwiga zajmowała się "domem i gospodarstwem kobiecym", a Maria "sobie zostawiła interesy i męską część gospodarstwa". Relacja ta była określana przez Skirmunttównę we wspomnieniach niemieckim słowem Wahlverwandtschaft, oznaczającym "powinowactwo duchowe"/"powinowactwo z wyboru". Czas do I wojny światowej pisarka spędzała zasadniczo w swym majątku w towarzystwie Jadwigi Skirmunttówny bądź Heleny Weychert. Jedynie zimą wyjeżdżała na 2–3 miesiące do Warszawy. Odbyła też kilka podróży zagranicznych: do Rzymu (za 500 rubli uzyskanych jako nagrodę za Dewajtis),2–3-krotnie do południowej Francji (Riwiera),przynajmniej raz do Monachium, do Szwecji i Norwegii. W 1905 rozpoczęła aktywną działalność społeczną (napięcia społeczne, obraz robotniczej nędzy miał wywrzeć na niej ogromne wrażenie). W 1906 założyła tajne stowarzyszenie kobiece Unia. Przyczyniła się też do założenia w Warszawie sklepu spożywczego i sklepu zajmującego się sprzedażą wyrobów ludowych, a także świetlicy na terenie powiatu kobryńskiego. Wybuch I wojny światowej zastał Rodziewiczównę w Warszawie. Wzięła udział w organizacji szpitala wojskowego, pomagała także w organizowaniu tanich kuchni dla inteligencji i bratniej pomocy akademickiej. W 1915 wróciła na pewien czas do Hruszowej, podejmując tam opiekę nad uciekinierami, których usiłowała zatrzymać. W latach 1919–1920 inicjowała szereg poczynań społecznych w okolicy Hruszowej założenie kółka rolniczego, budowę łaźni parowej, odbudowę chederu w Antopolu. W okresie wojny polsko-bolszewickiej znalazła się w Warszawie, gdzie pełniła obowiązki sekretarki w Komitecie Głównym PCK oraz została mianowana komendantką Kobiecego Komitetu Ochotniczej Odsieczy Lwowa na miasto Warszawa Za działalność na tym polu została odznaczona Odznaką Honorową „Orlęta“, do której dołączony był dyplom podpisany przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Po zakończeniu działań wojennych wróciła do Hruszowej. Po latach dyplom ten Rodziewiczówna uważała za najważniejszą pamiątkę swej działalności. W okresie międzywojennym próbowała nadal prowadzić działalność oświatową i społeczną (m.in. zorganizowała Dom Polski w Antopolu, sfinansowała również budowę piętra w kobryńskim Gimnazjum Państwowym własnego imienia). Polityka rządowa na Kresach budziła jednak jej dezaprobatę. Utrzymanie polskości na tych ziemiach wiązała ideowo z rolą wielkiej własności ziemskiej i Kościoła. Władze zażądały od niej tymczasem oddania części majątku (150 ha) na potrzeby osadnictwa, do czego doszły jeszcze osobiste zatargi ze starostą z Kobrynia. Stała się protektorką i współzałożycielką Związku Szlachty Zagrodowej. Rodziewiczówna miała wytworzony z doświadczeń własnych i z obserwacji otoczenia, krytyczny stosunek do Żydów, których uważała za wyzyskiwaczy (lichwa),w znacznym stopniu przyczyniających się do nędzy poleskiej wsi i kłopotów finansowych kresowych ziemian. Znalazło to niejednokrotnie odbicie w jej utworach, gdzie występuje postać złego Żyda, w niektórych daje jednak przykłady postaci pozytywnych, życzliwych i w kłopotach pomocnych Polakom (np. Jaskółczym szlakiem). W 1937 roku została zaproszona do władz Obozu Zjednoczenia Narodowego. Zaproszenie przyjęła, ale w 1938, protestując przeciw poczynaniom rady naczelnej OZN, z organizacji tej wystąpiła. Wybuch II wojny światowej zastał ją w Hruszowej. Została z niej wysiedlona w październiku 1939 (majątek, po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną, przejął komitet miejscowej ludności). Na podstawie fałszywych dokumentów przekroczyła granicę z terenami okupowanymi przez III Rzeszę i wraz ze Skirmunttówną dostała się do obozu przejściowego w Łodzi przy ul. Łąkowej 4. Stamtąd wydostała je w marcu 1940 r. rodzina Mazarakich, właścicieli majątku pod Tuszynem. Tu rozpoznana przez współosadzonych spotkała się z ich dużą pomocą i okazywanymi wyrazami szacunku; "I oto pewnego marcowego dnia [1940 r.], kiedy słońce złotymi promieniami świeciło nad miastem, a przez okna sal obozu ogrzewało zziębniętych wysiedleńców, Maria Rodziewiczówna usadowiona pod ścianą fabryki na krzesełku, czekała od kilku godzin na dorożkę, które miała ją wywieźć do przyjaciół w mieście. (...) Wieść o tym rozleciała się po obozie lotem błyskawicy. Jakiś ogromny odruch umiłowania dla tej wybitnej literatki poruszył ludzkie serca. By nie zwrócić uwagi wachmanów, podchodziły pojedyncze matki, dziewczęta i chłopcy, i całowali ręce i kolana p. Marii, dając tym wyraz głębokiej czci i umiłowania za zasługi dla Narodu Polskiego w okresie zaboru i niewoli naszej ziemi Ojczystej. Na podwórko wjechała nareszcie długo oczekiwana dorożka. Panią Marię ulokowano w tej skromnej bryczce. Otwarła się żelazna brama obozu i dorożka odjechała do miasta. Stojący na warcie wachmani, zahipnotyzowani okazywanym głębokim szacunkiem wysiedlonych dla opuszczającej obóz staruszki, stanęli na baczność. (...)". Niedługo potem wyjechała do Warszawy, czyli na teren Generalnej Guberni, gdzie wspierana przez przyjaciół, spędziła ostatnie lata życia w bardzo ciężkich warunkach materialnych. W czasie powstania warszawskiego sędziwa już pisarka przechodziła bądź była przenoszona do kilku różnych domów, otaczana opieką przez przyjaciół, PCK i powstańców. Została uwieczniona w filmie Powstanie Warszawskie. Wyszła z Warszawy po kapitulacji, kilka tygodni spędzając w Milanówku, a następnie udając się do Żelaznej – majątku Aleksandra Mazarakiego jun. w powiecie skierniewickim. Umieszczona w pobliskiej leśniczówce w Leonowie. Zmarła w wyniku zapalenia płuc w listopadzie 1944. Pochowano ją w Żelaznej. 11 listopada 1948 zwłoki Marii Rodziewiczówny przeniesiono do Alei Zasłużonych (grób 50/51) na cmentarzu Powązkowskim.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Straszny dziadunio przeczytali również

Chata za wsią Józef Ignacy Kraszewski
Chata za wsią
Józef Ignacy Kraszewski
Drugi fenomen Najpopularniejszą książką Józefa Ignacego Kraszewskiego jest niewątpliwie „Stara baśń”. Sprawa prosta – to opowieść o czasach niehistorycznych, w latach życia pisarza zupełnie nieznanych. Natomiast drugą w kolejności popularności jest „Chata za wsią”. Sięgnęłam po nią po raz drugi. Czytając, próbowałam wyjaśnić sobie jej fenomen. Skąd ta wielka popularność? Utwór opowiada przecież historię praktycznie naiwną, prostą, z wątkami spotykanymi praktycznie w każdej literaturze, u każdego pisarza? Jednoznacznej odpowiedzi nie uzyskałam. „Chata…” jest rzeczywiście utworem prostym, ale nie prostackim. Napisana mieszaniną języków, chłopskiego, „pańskiego” i cygańskiego wprowadza nas w świat, w którym mieszkają ludzie różnego pochodzenia. Cyganie zjawiają się wszak regularnie i znają tubylców. Tak więc język powieści jedynie pozornie jest stary, nieaktualny. W obecnych czasach to on dodaje utworowi autentyczności. Zalicza się go bowiem do literatury współczesnej oczywiście czasom Kraszewskiego. Czy historia też jest współczesna tylko tamtym czasom? Wielu czytelników twierdzi, że nie. Odnajduje w niej elementy naszej współczesności, sposób życia w małej społeczności, jej wpływ na losy jednostki, różnorodności charakterów, pozycji majątkowych i ocenę postępowania innych. Zupełnie jak dzisiaj. Co z tego, że krajobraz inny, ludzie inaczej się ubierają. Już wówczas więzy rodzinne rozrywała tzw. opinia społeczna, sprawy majątkowe, a biedni okazywali się lepsi niż bogaci. Mamy zatem kolejny plus dla powieści Kraszewskiego. Następnym zapewne jest utrzymanie fabuły w formie sagi. Może nie jest ona najszersza, największa, ale opowiada o losach trzech pokoleń. I nie przegina. Królewicz nie żeni się z Kopciuszek. I jedno i drugie odnajduje swoje szczęście w ramach, które odpowiadają rzeczywistości ukazanej. Jej symbolem jest tytułowa chata, stojąca przy cmentarzu. Łączy symbolicznie świat żywych ze światem umarłych, pokazuje kim jesteśmy i kim będziemy. Plusów można jeszcze sporo odnaleźć w przedziwnej opowieści sprzed lat. Niektórzy czytelniczy piszą, że jest wzruszająca i powoduje łzy w oczach. Inni zauważają, że praktycznie nie ma w niej totalnie złych bohaterów. Nawet ci, którzy „zasługują” na potępienie, takowego nie otrzymują. Bardziej im współczujemy niż ganimy. Ot stwierdzenie, że takie jest życie, tacy są ludzie. Prosta życiowa prawda. „Chata za…” jest rzeczywiście tekstem wartym uwagi. Wzrusza, porusza, na pewno czegoś uczy. Ot taka mała perełka w całokształcie twórczości pisarza multitwórczego (wikipedia podaje tytuły 305 utworów pisarza),która w tym nawale nie zginęła i trwa nadal.
gks - awatar gks
ocenił na85 miesięcy temu
Macierz Maria Rodziewiczówna
Macierz
Maria Rodziewiczówna
Twórczość Marii Rodziewiczówny spotyka się z mieszanymi uczuciami, zazwyczaj kojarzy się ze stereotypowymi romansidłami ,,dla kucharek”. Osobiście jednak sądzę, że jej powieści wcale nie są gorsze od innych pozytywistycznych twórców, choć w tak bogatym dorobku wiele z nich było pisanych ,,taśmowo” i są zwyczajnie słabsze. Jednak ,,Macierz” to moim zdaniem jedna z lepszych jej pozycji. Magda zwana Pokotynką to młoda dziewczyna ze szlacheckiej rodziny, która w akcie młodzieńczej miłości ulega synowi sąsiadów, a potem zostaje wypędzona przez własną rodzinę. Trafia do nadleśnego Wiktora Szczepańskiego, który mimo swoich tajemnic i chłodu daje jej poczucie bezpieczeństwa i opiekę. Jednak Szczepański zostaje oskarżony o morderstwo i ma zostać skazany, a Magda dowiaduje się, że jest w ciąży. Książka od początku przykuła moją uwagę tematykę. Zazwyczaj w klasyce spotykałam się z traktowaniem nieślubnych ciąż jako swoistej przestrogi dla młodych kobiet i coś, co ma przedstawić bohaterkę w złym świetle (,,Rozważna i romantyczna”, ,,Emancypantki”),uśmiercaniem dziecka i skupieniem się na samej sytuacji ,,zhańbionej” (,,Tessa D’Urberville”) albo ucięciem wątku (,,Pan Wołodyjowski”). Tutaj natomiast najważniejsza jest relacja matki z dzieckiem oraz społeczne postrzeganie takiej małej rodziny. Rodziewiczówna nie była tylko autorką romansów, była osobą zaangażowaną społecznie i poświęcała wiele miejsca tematyce kobiet walczących o swoje miejsce. W tym wypadku mamy niemalże wzorcowe w świetle pierwszej fali feminizmu ukazanie macierzyństwa jako czegoś, co czyni kobietę silną i co wcale nie kłóci się z pracą i walką o siebie. Może to, jak łatwo udaje się Magdzie zapewnić maleństwu utrzymanie, jest nieco nierealne, ale bez wątpienia miłość macierzyńska jest opisana pięknie, podobnie jak odzyskiwanie przez bohaterkę wiary w siebie po tym, jak przez długi czas wmawiano jej, że jest gorsza i nic dobrego już jej nie czeka. Jednocześnie cały czas wybrzmiewa to traktowanie z pogardą samotnej matki, nawet jeśli jest dobrze sytuowana, oraz samego dziecka. Rodziewiczówna przemyca tu lubiany przez siebie wątek ucieczki do natury, gdzie nikt nie jest oceniany. Oprócz tego bardzo poruszyło mnie pokazanie niezależności i dumy Magdy. Dziewczyna kocha ojca swojego dziecka, ale nie chce, by wiązał się z nią z litości i obowiązku. Gdy odzyskuje poczucie własnej wartości, rozumie, że nie można poświęcać się całkowicie dla mężczyzny i nie zgadza się na zostanie ,,plasterkiem” na jego rany, co bardzo mi się podobało. Obecnie zalewają nas powieści z motywem nawrócenia bad boya czy enemies to lovers, a mam wrażenie, że klasyki rozgrywały to z większym szacunkiem dla kobiet i tam mężczyzna naprawdę musiał się postarać i udowodnić, że jest godny zaufania. Nie brakuje tu też tematów związanych z ukazaniem małej społeczności, gdzie wszyscy się znają i osoby odchodzące od schematów albo niepotrzebujące dużej integracji z innymi, są traktowane jako dziwadła (w niektórych miejscach wcale się to nie zmieniło). Rodziewiczówna subtelnie porusza też wątek czegoś, co dziś nazwalibyśmy slutshamingiem, przekonanie ogółu, że kobieta, która miała już kilku partnerów seksualnych, sama jest winna swojemu nieszczęściu i na pewno byłaby gotowa robić to z każdym. Pojawia się nawet temat molestowania. Zakończenie może było nieco ckliwe, ale mnie wzruszyło, i ogółem uważam, że to naprawdę nie jest prosty romansik, tylko historia bardzo odważna i zaangażowana społecznie. Spotkałam się kiedyś z porównaniem Rodziewiczówny do Jane Austen, ale moim zdaniem jest to na wyrost i może zrazić wiele osób do jej twórczości. U naszej polskiej kresowej autorki nie ma tyle ironii i humoru, natomiast jest więcej miejsca na bohaterki, które czasem nie zachowują się zgodnie z konwenansami i nie są typowymi pannami na wydaniu. Obie autorki miały swoje plusy i u każdej szukam czegoś innego. Jeśli natomiast miałabym porównać ,,Macierz” do jakiegoś światowego klasyka, to moim zdaniem spodoba się wielbicielom ,,Lokatorki Wildfell Hall” czy ,,Shirley”. ,, Niema ci miłowania, jako matczyne, ni politowania, jako macierzyńskie wnętrzności, i nie sierota, kto macierz ma.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na96 miesięcy temu
Szerszeń Ethel Lilian Voynich
Szerszeń
Ethel Lilian Voynich
Czy ktoś jeszcze pamięta autorkę, a książkę, która przyniosła jej sławę i finansową niezależność ? W ZSRR była już znana w latach 30, a po II wojnie światowej stała się tam sztandarowym manifestem idei postępowych, lepszym od produktów propagandowego socrealizmu. Wydawana w masowych nakładach jako dzieło postępowej przedstawicielki Zachodu. Doczekała się też dwóch ekranizacji, ostatnie jeszcze w 1980 r. PRL nie mógł być gorszy, pierwsze wydanie miało miejsce już na początku lat 50, a następne, w sumie kilkanaście, ukazywały się regularnie do końca sowieckiej okupacji. Równie ciekawą, a może i ciekawszą postacią był mąż tej irlandzkiej pisarki... Michał Wojnicz ( Voynich ). Polak, zesłaniec syberyjski, skazany w 1887 r. w procesie " Proletariatczyków " na zesłanie na Syberię. Poznał J. Piłsudskiego, z zesłania uciekł ( ? ),w 1890 r. pojawił się w Londynie i dorobił znacznego majątku na handlu antykwarycznym. Do grona znajomych małżeństwa należeli anarchiści, terroryści, członkowie PPS, Narodnej Woli, Sawinkow, Reilly ( Rosenblum ) i wielu innych. Wojnicz był jednym z organizatorów wyjazdu Piłsudskiego w 1904 r do Japonii, przekazano mu też opiekę nad partyjnym archiwum PPS. Przed I wojną światową małżeństwo przeniosło się do Nowego Yorku gdzie Wojnicz założył jeden z bardziej prestiżowych antykwariatów. Do brzegu !!! Dlaczego wyniósł się z Londynu ? Ano dlatego, że rozeszła się sensacyjna wiadomość o współpracy Wojnicza z rosyjską tajną policją, czyli po prostu przez cały czas był tajnym agentem !!! Nie ma czasu na opisywanie innej ciekawej sprawy związanej z Wojniczem, to tzw. sprawa " manuskryptu Voynicha ". Jak cię zainteresuje to pokop, może coś znajdziesz w internecie. Książkę POLECAM, bo to historyczne świadectwo czasów minionych !!!
ando - awatar ando
ocenił na823 dni temu
Dzieje grzechu Stefan Żeromski
Dzieje grzechu
Stefan Żeromski
Dzieje grzechu | Stefan Żeromski | Wydawnictwo Hachette Polska W “Dziejach grzechu” Żeromskiego dzieje się… dużo. Już na wstępie pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ZA dużo. Trochę taki vibe telenoweli, a nie sądziłam, że kiedykolwiek użyję takiego porównania w stosunku do polskiej klasyki. Oczywiście Żeromski pisze pięknie, tak jak już się nie pisze. Ma wiele momentów językowo wybitych i przede wszystkim myślę, że pokazuje bogactwo polskiego języka, jego plastyczność. Miejscami jednak ciężko było przebrnąć mi przez rozbudowane opisy otoczenia i momenty przesadnej egzaltacji. Żeromski umie w prowadzenie ciekawych dialogów, świetne zwłaszcza te, gdzie dochodzi do flirtu między bohaterami. Potrafił mnie też rozbawić (patrz: moja ulubiona scena, gdy Ewa każe studentowi skakać z łódki do wody i odpłynąć, bo ona w tym momencie musi zostać sama). Krótko mówiąc - Żeromski to wielki literat był i nikt mu tego nigdy nie zabierze. Scena dzieciobójstwa jest zdecydowanie jedną z najlepszych rzeczy, jakie przeczytałam w literaturze kiedykolwiek i gdziekolwiek. Sęk w tym, że “Dzieje grzechu” są książką do bólu nierówną i podczas, gdy ma momenty świetne, to ma też i słabe. Brakowało mi w niej rytmu - początek za długi, końcówka zbyt prędka. Miałam wrażenie, że autor wrzucił do środka absolutnie wszystko, co mu kiedykolwiek przyszło do głowy. Sporo wyjaśnia fakt, że “Dzieje grzechu” były wydawane w formie odcinkowej w gazecie. Przy kilku scenach naprawdę miałam wrażenie, jakby Żeromski dopisywał to w biegu, na bieżąco, bez większego przemyślenia, bo akurat zostało im trochę miejsca w numerze i trzeba było czymś zapełnić. Sądzę, że gdyby miało to zostać wydane współcześnie, redaktor miałby tam serio spore używanie. Mam wiele wątpliwości co do postaci głównej bohaterki Ewy. Trochę uważam, że jest to jednak men writing women, że jest ona zlepkiem wyobrażeń, jakie Żeromski hodował w swojej głowie na temat psychiki młodej kobiety oraz jej seksualności. Ewa jest oczywiście ofiarą swoich czasów, nie może uciec od uzależnienia od mężczyzn i ich woli, od swojej pozycji jako kobieta w społeczeństwie, jej życie wręcz kręci się wokół mężczyzn. Dla mnie brak jej głębi i jednak pewnej wiarygodności, bo chociaż Żeromski moim zdaniem stara się ją stworzyć jako kobietę wyrachowaną, to jednocześnie obdarował ją ogromną naiwnością i zwyczajną głupotą. Ewa moim zdaniem nie rozwija się w ogóle jako postać, nie przechodzi żadnej przemiany, tylko wciąż stacza się w dół. Ale właściwie dlaczego? To pytanie nurtowało mnie przez cały czas trwania książki. Zastanawiałam się nad tym, co takiego Żeromski chciał przekazać czytelnikowi. Akurat w przypadku tej powieści odnosiłam wrażenie, że jakieś przesłanie w tym miał. Nie chodzi o to, że Żeromski moralizuje, bo tego nie robi, ale jednak też moim zdaniem wcale nie dokonuje tutaj krytyki społecznej. A nie da się ukryć, że w “Dziejach grzechu” dobro i czystość człowieka (w tym wypadku kobiety) jest bezsprzecznie powiązana z dziewictwem i trochę śmieszy mnie cały ten ciąg przyczynowo-skutkowy, na jaki postawił Żeromski - tzn. tracisz dziewictwo bez ślubu z żonatym mężczyzną i od tego już tylko równia pochyła do dzieciobójstwa i prostytucji. Może Żeromski chciał pokazać, że pewne normy społeczne (często idiotyczne) potrafią zniszczyć życie zwykłych ludzi? Przez całą książkę czułam jednak, jakby Ewę dotykała karma za utratę czystości, podczas gdy mężczyźni, którzy sprowadzili ją na tę drogę nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na66 miesięcy temu

Cytaty z książki Straszny dziadunio

Więcej

To pan nie wiesz, co to jest miłość, gdy możesz rozumować.

To pan nie wiesz, co to jest miłość, gdy możesz rozumować.

Maria Rodziewiczówna Straszny dziadunio Zobacz więcej

A gdy będziesz dzwon ulewał,
Czarodziejski dzwon,
Co by pieśni szczęścia śpiewał
Przecudowny ton -
To nie wrzucaj doń metali
Ani srebra, ani stali,
Ani w wrzątek strun lutnisty,
By dźwięk był jak lutnia czysty,
Ani ognia po iskierce,
Ale daj mu złote serce!...

A gdy będziesz dzwon ulewał,
Czarodziejski dzwon,
Co by pieśni szczęścia śpiewał
Przecudowny ton -
To nie wrzucaj do...

Rozwiń
Maria Rodziewiczówna Straszny dziadunio Zobacz więcej

Kochać nie można wedle woli. Przychodzi miłość i bierze nas sobie, choćbyśmy walczyli całą mocą.

Kochać nie można wedle woli. Przychodzi miłość i bierze nas sobie, choćbyśmy walczyli całą mocą.

Maria Rodziewiczówna Straszny dziadunio Zobacz więcej
Więcej