rozwińzwiń

Powrót niedoskonały

Okładka książki Powrót niedoskonały autora Marcin Bruczkowski, 9788324024544
Okładka książki Powrót niedoskonały
Marcin Bruczkowski Wydawnictwo: Znak Literanova literatura piękna
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2013-10-07
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-07
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324024544
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Powrót niedoskonały w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Powrót niedoskonały



książek na półce przeczytane 838 napisanych opinii 295

Oceny książki Powrót niedoskonały

Średnia ocen
6,4 / 10
350 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Powrót niedoskonały

avatar
742
136

Na półkach:

Która tej książki nie do końca mnie wciągnęła swoją fabułę możliwe dlatego że spodziewałem się bezpośrednim kontynuacji zagubionych w Tokio w tej pozycji autor jakby sam do końca nie wiedział na jakiej treści swojej opowieści się skoncentrować przypominało trochę skakanie z kwiatka na kwiatek generalnie klimat książki niezły czyta się lekko ale bez zbyt niego zaangażowania

Która tej książki nie do końca mnie wciągnęła swoją fabułę możliwe dlatego że spodziewałem się bezpośrednim kontynuacji zagubionych w Tokio w tej pozycji autor jakby sam do końca nie wiedział na jakiej treści swojej opowieści się skoncentrować przypominało trochę skakanie z kwiatka na kwiatek generalnie klimat książki niezły czyta się lekko ale bez zbyt niego zaangażowania

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
97
8

Na półkach:

Zawiedziona sposobem napisania końca

Zawiedziona sposobem napisania końca

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1925
1924

Na półkach:

Ależ bałam się czytać tę książkę tuż po "Zagubionych w Tokio", którzy mnie troszkę zniechęcili do pióra autora. A wszystko przez te jego eksperymenty literackie z gatunkami! Zrobiłam sobie nawet przerwę czytelniczą od maratonu z jego twórczością, by dać sobie czas na urośnięcie ciekawości nad zniechęceniem i dowiedzieć się, w którą stronę pójdzie pisarstwo autora? W stronę "Bezsenności w Tokio" czy "Zagubionych w Tokio"? Mój powrót, pomimo zasianego defetyzmu w tytule, okazał się może nie doskonały, ale na pewno prawie doskonały. Dlaczego „prawie” napiszę później.
Zacznę od wrażeń przyjemnych.
Od radości, euforii i entuzjazmu i mruczenia pod nosem – nareszcie! W końcu wróciła stara, dobra, luzacka cecha stylu narracji, którą bardzo polubiłam w debiucie, czyli bardzo charakterystyczne, gajdzinowskie poczucie humoru, komentujące wszystkie wydarzenia i zdarzenia na styku dwóch, różnych kultur – japońskiej i polskiej. Zwanych przez głównego bohatera tej powieści, Michała, szoczkami kulturowymi, pod którymi kryła się "lekka nieswojość, kiedy ludzie reagują ciut inaczej, niż się spodziewamy, kiedy nie do końca rozumiemy, dlaczego tak właśnie reagują, i zaczynamy się zastanawiać, co zrobiliśmy nie tak". Chociaż w przypadku tej pozycji powinnam kolejność krajów podać odwrotnie, bo tym razem akcja działa się w Polsce, do której gajdzin Michał, wrócił po 18 latach pobytu w Japonii, próbując odnaleźć się w całkowicie nowej dla niego rzeczywistości. Odmiennej i zupełnie nieznanej mu z dwóch powodów. Pierwszym był obraz PRL-u, jaki zapamiętał z lat młodości, a drugim realia Japonii, które dobrze poznał, by żyć i przeżyć na obczyźnie. Między nimi ziała gigantyczna, biała plama Polski przeobrażeń od lat 80. do 2005 roku. Polski "Wielkiej Biedy, galopującej inflacji" czyniącej z Polaków milionerów niemogących tych milionów wydać. Polski z dziurą kulturową, językową i polityczną, którą uzupełniał przyśpieszonym kursem życia, czyniąc notatki pod wszystko mówiącą nazwą „Savoir-vivre polonais”, a konkretnie tworząc praktyczny słownik peerelowsko-trzeciorzeczpospolicki, którego ośmiostronicowa lektura nie tylko wywołała mój uśmiech, ale i była swoistym zwierciadłem naszej, polskiej mentalności, w którym z rozbawieniem i ciekawością przejrzałam się. Komentarze do mnogości rodzajów wzajemnych powitań Polaków – genialne! W poznawaniu tej nowej dla Michała Polski pomagał mu Japończyk poznany pod warszawskim… mostem. Jak się potem okazało jeden z wielu outsiderów robiących wspólnie interesy. Razem próbowali spiąć to, co kosmopolici nazywają staniem w rozkroku emocjonalnym – jedną nogą w ojczyźnie, a drugą nogą w ojczyźnie przybranej, bo "jak się raz wyobcujesz na obczyźnie, będziesz obcy. Już zawsze i wszędzie". W efekcie niespokojny duch gajdzina krążył od jednego kraju do drugiego, idealizując ten, w którym akurat go nie było. Przez dokładnie takie męki adaptacyjne przechodził Michał, dla którego początkowo optymistyczny powrót do wytęsknionego kraju, nie okazał się doskonały, a powrót do Japonii jeszcze bardziej przykry, by ostatecznie dojść do zrównującego oba kraje wniosku – "Japonia. Kraj ciekawy, jak Polska. Z ludźmi przesympatycznymi i mądrymi oraz z totalnymi chamami i kretynami. Jak Polska. Z przecudownymi zabytkami i śmietnikami przelewającymi się na ulicę. Jak Polska". To wyobcowanie i samotność człowieka dużo podróżującego, a w przypadku Michała, zmaganie się "z duchami Japonii i PRL-u", autor w tej powieści zaakcentował najsilniej, przy okazji bezlitośnie wytykając nasze, Polaków, przywary. Jednak za to, z jakim inteligentnym poczuciem humoru! Nie czułam się obrażona. Wręcz przeciwnie. Dobrze się bawiłam, przyznając spostrzeżeniom Michała rację. I w tym zakresie był to dla mnie powrót do twórczości autora, doskonały!
Jednak tuż przed nim dodaję jednak słowo – „prawie”.
A wszystko przez te eksperymenty literackie! Tym razem nie z gatunkami, ale z charakterystycznymi cechami literatury polskiej i japońskiej, czyli rzeczywistości PRL-u ze wstawkami onirycznymi do potęgi entej. Te ostatnie moja zaprzyjaźniona młodzież skrzętnie omijała, prosząc o wytłumaczenie wytłumaczenia autora umieszczonego w poksiążkowiu. Ja czytałam, ale miałam wrażenie, że niczego nie wnosiły do fabuły, a były tylko fanaberią, do której zresztą autor ma prawo, a z której wytłumaczył się w ten sposób – "Sny zawsze mnie fascynowały i o ile w poprzednich książkach pojawiały się sporadycznie, tutaj postanowiłem ich użyć do nadania całości rytmu…[…] Wykorzystałem przy tym pewną konwencję literatury japońskiej, w której sny często łączą nasz świat – realny – ze światem fantazji, widm i czwartego wymiaru, gdzie zdarza nam się nawet śnić… czyjś sen". Bardzo ciekawe założenie, ale jego wykonanie przypominało mi próbę połączenia wody z olejem. Możliwe do zrealizowania, ale trzeba mieć nie lada moc (czytaj – talent literacki),żeby to się udało.
Chociaż mogę się mylić!
Jeśli spojrzeć na doświadczenia autora, jego mentalne wymieszanie kulturowe, jego otwartość na nowe, chęć burzenia stereotypów i przekraczania barier oraz kreatywność, to być może to ja, czytelniczka, tkwię w zardzewiałych torach ustalonych podziałów. Być może mam do czynienia z nowym typem pisarza, do którego stylu trzeba się przyzwyczaić. Być może to wyobcowanie autora przekłada się również na jego twórczość – z jednej strony chętnie czytany, a z drugiej nie do końca rozumiany. (Kto się dopatrzył symboliki proroctw w snach – ręka do góry!) Czyżby fatum obcości, o którym tak wiele pisze? Na razie, posługując się językiem kulinarnym, zjadłam przepyszny sernik, z którego wydłubałam nielubiane rodzynki.
naostrzuksiazki.pl

Ależ bałam się czytać tę książkę tuż po "Zagubionych w Tokio", którzy mnie troszkę zniechęcili do pióra autora. A wszystko przez te jego eksperymenty literackie z gatunkami! Zrobiłam sobie nawet przerwę czytelniczą od maratonu z jego twórczością, by dać sobie czas na urośnięcie ciekawości nad zniechęceniem i dowiedzieć się, w którą stronę pójdzie pisarstwo autora? W stronę...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

779 użytkowników ma tytuł Powrót niedoskonały na półkach głównych
  • 453
  • 307
  • 19
223 użytkowników ma tytuł Powrót niedoskonały na półkach dodatkowych
  • 180
  • 17
  • 7
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Powrót niedoskonały

Inne książki autora

Marcin Bruczkowski
Marcin Bruczkowski
Autor bestsellerów "Bezsenność w Tokio" i "Singapur czwarta nad ranem". W latach 1983-1986 studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, po czym wyjechał na studia kulturoznawcze do Tokio. Miał wrócić po roku, a spędził w Japonii dziesięć lat.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji Anna Ikeda
Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji
Anna Ikeda
Anna Ikeda – Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji Japonia to kraj, który jest pierwszy na liście tych, które bardzo chciałabym odwiedzić. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgam po reportaże o kraju kwitnącej wiśni. Tym razem jednak trafiłam na książkę, zupełnie inną od dotychczas przeze mnie czytanych. „Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji” to tak naprawdę zbiór różnych wydarzeń z życia autorki oraz jej przemyśleń dotyczących kulturowej odmienności, codziennego życia, wierzeń Japończyków itp. Przybliża ona czytelnikom swoją codzienność i bez owijania w bawełnę mówi o tym, co jej się nie podoba w kraju, w którym przyszło jej żyć. Aspekty, które opisuje jak np. brak ogrzewania, trudności ze znalezieniem pracy, kąpiel oszczędzająca wodę, japońskie przedszkola oraz praca w nich i wiele innych, są przybliżone czytelnikowi w sposób łatwy, lekki i wartki, przez co książkę tę czyta się szybko i przyjemnie. Liczne anegdoty z życia autorki przeplata ona z ciekawostkami z historii i kultury Japonii. Całość natomiast pięknie uzupełniają własnoręcznie zrobione fotografie. Książkę czytało mi się bardzo dobrze i spodobało mi się to, że autorka jest szczera z odbiorcami i opisuje otaczającą ją rzeczywistość bez upiększania. Ukazuje prawdziwą Japonię i Japończyków, którzy mogą szokować Europejczyków swoim podejściem do życia oraz poglądami np. na temat przyjezdnych. „Życie jak w Tochigi” to wyjątkowa książka, która daleka jest od stereotypów i mitów. Styl autorki może być odebrany jednak dwojako. Była to książka, którą omawiałam na prowadzonym przeze mnie Dyskusyjnym Klubie Książki i zdecydowanie podzieliła ona uczestników spotkania. Styl, przeze mnie odbierany jako lekki i przyjemny, dla niektórych był infantylny, czepialski i pozbawiony konkretów. Uważam, że jest to świetna historia dla osób, które szukają innego podejścia do reportażu, coś na zasadzie bloga opisującego codzienne życie w danym kraju. Jednocześnie jest to książka wartościowa pod względem merytorycznym, gdyż mimo licznych anegdot poznać można Japonię od zupełnie innej strony.
biblioteczny_mol - awatar biblioteczny_mol
ocenił na95 miesięcy temu
Made in Japan Rafał Tomański
Made in Japan
Rafał Tomański
Nieduża objętościowo książka, w dodatku podzielona na niewielkie rozdziały z licznymi ilustracjami, jest lekturą tak naprawdę na jedno posiedzenie, pomimo że rozstrzał tematyczny poruszanych zagadnień jest tak duży, iż każdy z jej fragmentów mógłby funkcjonować jako niezależny artykuł. To, co łączy wszystkie omawiane zagadnienia, to stan w jakim znalazło się Cesarstwo Japońskie po katastrofie w Fukushimie w 2011 r. Nie ma tu wiele o kulturowym dziedzictwie gejsz i samurajów, za to wiele jest krytycznego namysłu nad kondycją japońskiego społeczeństwa i japońskiej gospodarki. Z lektury książki możemy dowiedzieć się wiele o specyfice japońskich portali społecznościowych, trudnościach w tworzeniu start-upów, czy postawie przeciętnego Japończyka wobec przesiedleńców z okolic Fukushimy. Autor celnie punktuje japońskie skostnienie i brak innowacyjności oraz archaiczność pewnych struktur myślenia, które hamują wszelkie przemiany społeczne. Jednocześnie szok wywołany nieudolnością działań organów państwowych po katastrofie w 2011 r. wywołał w społeczeństwie chęć radykalnych zmian. Dziś z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że opinia publiczna nie zdołała wymóc najbardziej trudnych reform, takich jak odejście od energii atomowej, czy zwiększenie konkurencyjności gospodarki. Horyzont spraw omawianych przez Rafała Tomańskiego jest bardzo szeroki, choć jednocześnie odnosi się wrażenie, że żadna z nich nie została mocniej przeanalizowania. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z pobieżnym przeglądem największych japońskich bolączek, które ujawniły się z zdwojoną mocą po feralnych wydarzeniach sprzed dziewięciu laty. Tomański opowiada o tych sprawach interesująco, ale raczej w formie zajawki. I jeśli pod takim względem potraktujemy tę książkę, może ona pomimo swoich mankamentów przynieść wiele frajdy. Na minus należy ocenić stronę techniczną wydania - pomimo atrakcyjnego wyglądu i dobrej jakości papieru, książka jest niezbyt solidna i zaledwie po kilku latach stania na półce i może dwukrotnej lektury, ewidentnie zaczyna się rozklejać. Nie wiem, czy miałem w ręku felerny egzemplarza, czy też ta edycja jest tak nieschludnie wydana.
Qbajot - awatar Qbajot
ocenił na65 lat temu
Zagubieni w Tokio Marcin Bruczkowski
Zagubieni w Tokio
Marcin Bruczkowski
Po luzackiej i pełnej humoru "Bezsenności w Tokio" spodziewałam się kontynuacji tej formy wspomnieniowej i dokładnie w takiej atmosferze w drugiej dla mnie powieści, a trzeciej po "Singapur czwarta rano", dla autora. O tym, że nie będzie dokładnie tak samo, zrozumiałam, gdy poznałam głównego bohatera, a zarazem narratora nowej historii – jak utrzymuje autor w rozdziale "Poksiążkowe", opartej na prawdziwych wydarzeniach – Michała. Artystę grafika zatrudnionego w tokijskim biurze, w którym przed wyjazdem do Singapuru pracował sam autor. I to właśnie tylko jego osoba wraz z kilkoma przyjaciółmi wiązała obie powieści. Wszystko inne było nie z poprzedniej bajki, łącznie z moimi odczuciami. Przede wszystkim gatunek literacki, z którego wyborem autor miał problem. Zaczął od dobrej powieści przygodowej dla młodzieży, z tą różnicą, że bohaterowie byli dorośli i może dlatego tak bardzo podobała się mojej zaprzyjaźnionej młodzieży. Mnie przypominała trochę swoimi elementami serię dla młodego czytelnika "39 Wskazówek". Było bojowe zadanie-zagadka do rozwiązania – nagłe zniknięcie Jamesa, przyjaciela z biura. Metody poszukiwania głównie oparte na odkrywaniu wskazówek-podpowiedzi do napotykanych rebusów, rozwiązywanych na drodze dedukcji wraz z „drużyną” znajomych. Brawurowe podążanie za nimi i prowokowanie sytuacji niebezpiecznych, a co najgorsze, mało prawdopodobnych, w które brnęliby tylko nastolatkowie kierowani nieodpartą ciekawością. Przypominało mi to trochę harcerskie podchody. W tle pojawiała się powieść społeczno-obyczajowa ukazująca codzienne życie Japończyków, by na koniec (i ta końcówka była najlepsza, szkoda, że nie właśnie taka od początku!) zamienić się niepostrzeżenie w thriller niosący ostatecznie przesłanie filozoficzne na temat samotności człowieka w ogóle, a zwłaszcza wyobcowania cudzoziemca. To jeszcze nie wszystko tego miszmaszu. W fabułę autor wplótł, prezentowany na szarym tle, pamiętnik Jamesa, odczytywany z ogromną ciekawością przez bohaterów, ale z mniejszą już przeze mnie. Gdyby tak skonstruowaną opowieść odrzeć z japońskości, miałabym ogromny problem z jej doczytaniem do końca, z powodu jej infantylności. Na szczęście posłuchałam mojej zaprzyjaźnionej młodzieży i przeczytałam najpierw debiut. Dzięki temu potraktowałam tę nieporadnie skonstruowaną hybrydę jak kontynuację doświadczeń życia w Japonii. Tych realiów było mnóstwo. Zarówno w nawiązaniach do poprzedniej powieści, jak i zupełnie nowych. Jednak nie powiem, że mnie ta książka rozczarowała. Raczej zaskoczyła swoją odmiennością i odwagą popełnienia powieści beletrystycznej, bezlitośnie ukazującą braki warsztatowe autora. Mam wrażenie, że bycie pisarzem beletrystycznym trochę przerosło możliwości podróżnika-pisarza. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu
Japonia w sześciu smakach Anna Świątek
Japonia w sześciu smakach
Anna Świątek
Książka jest bardzo fajna (bez obrazy!) jak na lekturę w pociągu lub poczekalni, dla kogoś, kto chce poznać Kraj Kwitnącej Wiśni przystępnie, szczerze i kolorowo, bez pseudonaukowych analiz, ton bibliografii, "zarysowywania kontekstu historycznego" i dzielenia włosa na czworo. Główną z jej wad jest to, że... została zbyt dobrze wydana. Przez to jest jedna z najcięższych pozycji, jakie zabierałem w podróż (konkuruje z wagą aparatu fotograficznego z krótkim obiektywem). Twarde, solidne wydanie i dobra, uczciwa jakość papieru powodują też powstawanie na kartach odblasków przy czytaniu w mieszanym lub sztucznym oświetleniu. To, czemu służyć miała ta forma - czyli wysmakowany poziom zdjęć - pozostaje, niestety, jakby troszeczkę w tyle (żart autorki o tym, jak znakomitym jest fotografem odbieram jako ciepłą autoironię). Pojawiło się tutaj dużo (krzywdzących, moim zdaniem) opinii, że autorka ma rozbuchane ego. Czy piszą to jednak osoby, które doświadczyły tej głębokiej samotności i bycia zdanym wyłącznie na siebie w obcym kraju... lub mieście? Kiedy tylko to ego i dialog wewnętrzny chronią nas przed szaleństwem (tudzież zamarznięciem). Poza tym, odrobina kręgosłupa jest niezbędna do pisania w tak reportażowym stylu (patrz np. Mark Twain). Zaś reportażysta nie zawsze musi "obiektywnie" i po akademicku "mieć rację". Patrząc z innej strony, autorka, będąc atrakcyjną blondynką (173 cm wzrostu, 110/70/90),pokazuje się nam z twarzą zasłonięta włosami, albo okularami, albo na miniaturze wielkości znaczka pocztowego. Wiele osób uległoby tu tendencji do auto lansu... Czuje ból współpasażerów, gdy jej stopy cuchną tuńczykiem. Staje się żywą atrakcją turystyczną przyparta do muru przez jelonki. Tak chyba nie wygląda "przerośnięte ego"? Z trzeciej strony jednak, nawet tak miłej i uroczej dziewczynie pewnie nie oświadczyłbym się, gdyż w widać w jej postawie jak w lustrze nasze główne wady narodowe - tę subtelną nutkę chrześcijańskiego poczucia najlepszości, skłonność do cwaniactwa (gdy trzeba znaleźć miejsce w autobusie, w którym miejsc nie ma) i targowania się, w końcu nieobliczalność (wbicie się na imprezę pełną obcych mężczyzn?!;-)). Choć jestem w połowie lektury i nie wiem, czym autorka mnie jeszcze zaskoczy, zdecydowanie jednak wolę w tę podróż udać się z panią Anią, niż z jakimkolwiek ględzącym anglosasem lub (uchowaj Boże!) profesorem.
Jacek Z. - awatar Jacek Z.
ocenił na98 dni temu
Prawda Michael Palin
Prawda
Michael Palin
Gdy brałem książkę autorstwa Michaela Palina do rąk nie widziałem, czego się spodziewać. Moje doświadczenia z tym Pythonem sugerowały narkotyczny wręcz odjazd, z szaleństwem w oczach, które popchnie nas w każdą otchłań. Tymczasem Prawda jest zupełnie inna. Nie ma szalonych wariacji na każdy temat, purnonsensownych dowcipów czy gier słownych, nie nabijamy się ze wszystkiego i wszystkich, raczej z przymrużeniem oka patrzymy na własną wiarę w idealizmy i pewne podstawowe zasady życia, którym chcemy być wierni. Keith Mabbut jest pisarzem, za którym idzie przeszłość dziennikarza śledczego i jednej wielkiej sprawy. Właśnie napisał na zlecenie pewnej firmy z branży paliwowej historię tego przedsiębiorstwa. I tutaj na scenę wkracza pewne wydawnictwo, które sugeruje mu napisanie książki o działaczu społecznym, człowieku legendzie, niedostępnym i nieustępliwym. Hamish Neville unika wywiadów, stara się, by jego działania mówiły za niego. Staje po stronie słabych i nie mogących się bronić przeciw firmom, których celem jest np. wyrwanie złóż mineralnych ziemi zamieszkanych przez różne biedne plemiona. Mabbut dociera do Neville'a, nawiązują coś, co można nazwać współpracą, i nasz bohater ma materiał na wielką książkę. I tu zaczynają się schody, ponieważ wydawnictwo chciałoby dodać conieco do książki. Zaczyna się walka ideałów i wartości, dziennikarz śledczy wraca do starych nawyków, odkrywa nowe tropy, a tu jeszcze całkiem sporo dzieje się w jego życiu prywatnym. Książka nie należy do rewelacji, jest raczej świetnym umilaczem czasu podróży. Pokazuje nam kilka różnych punktów widzenia, prowadząc do finału, który nie każdemu może przypaść do gustu, nie każdy lubi, jak się mu zwraca uwagę, że patrzy zbyt idealistycznie na pewne aspekty życia. Palin jednak ma tyle taktu, że nie wali batem po plecach dla otrzeźwienia, raczej stosuje kumplowskie klepnięcie.
Machno - awatar Machno
ocenił na68 lat temu

Cytaty z książki Powrót niedoskonały

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Powrót niedoskonały