rozwińzwiń

Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI

Okładka książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI autorstwa Gianluigi Nuzzi
Okładka książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI autorstwa Gianluigi Nuzzi
Gianluigi Nuzzi Wydawnictwo: Czarna Owca reportaż
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Sua santita. Le carte segrete di Beneditto XVI
Data wydania:
2013-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-09-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375545944
Tłumacz:
Piotr Laskowski, Sebastian Matuszewski
Co naprawdę dzieje się za murami Watykanu – ciemne interesy i pałacowe spiski

Książka opowiada o historiach, ludziach i lękach, które dzielą dziś Kościół i w które wciągnięte są Włochy i włoska polityka, także polityka rządu Montiego. Listy Vigano, który zaoszczędziwszy miliony dla Watykanu, został zmuszony do dymisji, prywatne darowizny, niewiarygodne działania śledcze watykańskich agentów 007 na terytorium Włoch, prawda o Legionistach Chrystusa i pedofilii – te i inne historie przedstawione przez Nuzziego brzmią niczym kolejne rozdziały thrillera.

To nie zdarzyło się wcześniej nigdy. Nikomu nie udało się dostać do pokojów papieskich i przeczytać poufnych not, setek dokumentów, które odsłaniają codzienną niestabilność Kościoła – od bardzo mało przejrzystych interesów po pałacowe spiski.
Średnia ocen
6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI

Średnia ocen
6,0 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI

Sortuj:
avatar
379
89

Na półkach:

Jedyne kontrowersje jakie budzi ta książka to fakt że ujawnia wewnętrzne lub prywatne informacje z Watykanu. Jednakże jej lektura budzi przekonanie że była nie tylko potrzebna, ale wręcz ma wymiar edukacyjny. Przykładowo nikt tak dobrze nie wytłumaczył źródeł i przebiegu kryzysu w 2008 roku jak bankowiec doradzający Papieżowi. Dla mnie jako osoby wierzącej przeczytanie tej książki nie powoduje osłabienia wiary ale budzi potrzebę modlitwy za Kościół oraz poczucie, że jej celem było właśnie potrząsnąć władzami watykańskimi. W zasadzie każdy rząd na świecie powinien doczekać się takiego opracowania, i też tworzone są takie przez odważnych dziennikarzy i informatorów, którzy nie godzą się na podkopywanie fundamentów sprawiedliwości i moralności władz.

Jedyne kontrowersje jakie budzi ta książka to fakt że ujawnia wewnętrzne lub prywatne informacje z Watykanu. Jednakże jej lektura budzi przekonanie że była nie tylko potrzebna, ale wręcz ma wymiar edukacyjny. Przykładowo nikt tak dobrze nie wytłumaczył źródeł i przebiegu kryzysu w 2008 roku jak bankowiec doradzający Papieżowi. Dla mnie jako osoby wierzącej przeczytanie tej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

121 użytkowników ma tytuł Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI na półkach głównych
  • 98
  • 22
  • 1
18 użytkowników ma tytuł Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI na półkach dodatkowych
  • 11
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach Agnieszka Zakrzewicz
Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach
Agnieszka Zakrzewicz
Myślałam, że książka już nieco nieaktualna, bo z 2013 roku i zatrzymuje się na pontyfikacie Benedykta XVI, ale przez te kilka lat niewiele się w Kościele zmieniło. Ba, co ja piszę, w Kościele jakakolwiek zmiana wymaga stuleci, a nie kilku lat. I tak zadziwiająca aktualna jest konstatacja, że zdeprawowany Kościół, stoi na straży dawno przestarzałego "prawa moralnego" i próbuje go siłą narzucić w tych krajach, gdzie jeszcze może. A tych krajów jest coraz mniej, bo laicyzacja postępuje. Niestety Polacy nadal są w czołówce hipokrytów i homofobów, a sytuacja zamiast się polepszać, tylko się pogarsza, skoro (z ust rządzących) padają słowa takie jak "Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem, brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy o jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym" oraz "LGBT to nie ludzie, to ideologia". To XXI wiek, czy średniowiecze? Wracając do książki, to znajdziemy tu bardzo mocne słowa nie tylko dotyczące kościelnych skandali z pedofilią (nadal aktualne),praniem brudnych pieniędzy przez Bank Watykański, ale także popieraniem przez papieży (głównie JPII) prawicowych zbrodniczych reżimów w Ameryce Łacińskiej. Otwierają się oczy, niestety.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na85 lat temu
Polowanie na ostatnich nazistów. Mark Felton
Polowanie na ostatnich nazistów.
Mark Felton
Bardzo dobra książka zarówno od strony merytorycznej jak i pisarskiej. Felton przybliża zbrodnie nazistów oraz ich dalsze losy. Ciekawe jest to, że nie ogranicza się tylko do Niemców (przeraziły mnie zawody Ustaszy w podrzynaniu ludziom gardeł na ilość w ciągu dnia). Autor najpierw przedstawię okrucieństwa poszczególnych zbrodniarzy, a nastepnie pokazuje co sie dalej działo ze sprawcami tych czynów. Przybliża szczegóły niemieckich organizacja wspierających nazistów oraz ich łowców. Nie boi się przy tym poruszać tematów delikatnych dlatego szeroko opisuje szczurze korytarze biskupa Hudala oraz udział Watykanu w udzielaniu pomocy zbrodniarzom wojennym. Niestety prawda jest taka, że sporo przestępców wymknęło się Temidzie spod jej miecza i wagi. W książce pada sporo nazwisk, których do tej pory nie znałem i to jest jeden z największych plusów tej książki. Historyk nie bawi się w sentymenty i skrupulatnie opisuje poszczególne zbrodnie przez co wrażliwi czytelnicy powinni uważać. Realizm opisów oraz brutalność sprawców przeraża ale zmusza do refleksji nad tym jak nisko ludzkość musiała upaść skoro jeden człowiek dopuszcza się takich rzeczy względem drugiego człowieka. Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora było wplecienie w fabułę książki, wypowiedzi nazistów. To również daje do myślenia. Książkę wzbogacają zdjęcia. Szkoda że jest taka krótka bo ma ok 190 stron. Bardzo szybko się ją czyta. Autor często odwołuje się do Guy'a Waltersa i jego książki "Ściągając zło". Ta książka jest następna w kolejce choć już kiedyś ją czytałem ale chętnie do niej wrócę. "Polowanie na ostatnich nazistów" to naprawdę książka warta przeczytania. Polecam i to bardzo.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na85 lat temu
Czy papież jest winny? Odpowiedzialność Watykanu w sprawie naruszenia praw człowieka Geoffrey Robertson
Czy papież jest winny? Odpowiedzialność Watykanu w sprawie naruszenia praw człowieka
Geoffrey Robertson
Do książki podchodziłem z pewną niepewnością obawiając się nudziarstwa i dość standardowych zarzutów wobec Kościoła i religii. Jednak już od pierwszych stron doznałem sporego zaskoczenia. Książkę napisał prawnik jasno przyznający się do swojej wiary, tj. do bycia katolikiem. Nie pozostawił jednak na Watykanie i Ratzingerze suchej nitki. Do sposobu pisania trzeba się przyzwyczaić, tekst bywa czasem nieco suchy, prawniczy. Akapity są podzielone na kolejne paragrafy, niczym w kodeksie karnym. Zabieg skądinąd ciekawy i tutaj trafiony. Głównym tematem jest pedofilia wśród księży, ale nie tylko. Autor powołuje się na konkretne dokumenty, również watykańskie, oświadczenia dostojników watykańskich, ale i dokumenty z różnych państw dotyczące relacji na styku państwo-Watykan. Autor nie ogranicza się li tylko do postaci Benedykta XVI. Pokazuje, w jaki sposób dość kuriozalny w kontekście prawa międzynarodowego twór zwany Watykanem wpływa na politykę międzynarodową. Pokazuje genezę powstania w XX wieku i ścisłych relacji Watykanu z rządem faszystowskim Włoch. Tak na marginesie - fascynująca sprawa - gdyby nie włoski faszyzm i Mussolini, nie byłoby Watykanu. Pierwsze dwa konkordaty Watykan podpisuje z rządem Mussoliniego i z ... Hitlerem. Ciekawi "rodzice chrzestni". Nie chodzi tu jednak o jakieś oczernianie Kościoła przylepianiem mu łatki zwolennika faszyzmu. Autor analizuje status tzw. traktatów laterańskich umożliwiających Stolicy Apostolskiej zaistnienie na wręcz śmiesznym skrawku terenu w Rzymie i co z tego wynikło. A wynikło wiele. Twór, który pod żadnym względem nie zasługuje na miano państwa (w świetle prawa międzynarodowego) rości sobie prawo do wtrącania się w prawo suwerennych państw czyniąc z księży osoby nietykalne. Watykan, wtedy, kiedy mu to jest wygodne, tupie nogą, że ma taki sam status, jak inne państwa, ale kiedy nie jest to wygodne sam łamie podstawy prawne swojego istnienia. Nie chcę wnikać w detale, autor robi to o wiele lepiej. Pokazuje obłudę i hipokryzję Watykaniu w panoszeniu się we wszystkich organizacjach międzynarodowych, kiedy jest mu to na rękę. Z ONZ na czele, gdzie Watykan po II wojnie światowej wślizgnął się wręcz tylnymi drzwiami i co chwila domaga się uznania za pełnoprawnego członka organizacji. Tymczasem kiedy pewne postanowienia ONZ nie są Watykanowi na rękę, Kościół nie wzbrania się przed sojuszem z takimi państwami jak… Libia (w czasach Kadafiego) czy Iran! Na tle tej polityki, która niewiele, albo i nic nie ma wspólnego z życiem wiecznym a bardziej z doczesnym i nie ma nic wspólnego z miłością bliźniego swego, autor przedstawia genezę skandali pedofilskich na świecie i działalność najpierw Prefekta Kongregacji Nauki i Wiary w osobie kardynała Ratzingera a później tej samej osoby jako Benedykta XVI. Szczerze mówiąc czytałem z szeroko otwartymi oczami zastanawiając się, jak w Polsce wszelkie media, z tymi wcale nie prokościelnymi, tak mało mówiły o sprawie. Tymczasem afera która wybuchła w USA dotyczyła wg bardzo ostrożnych szacunków ponad 10 tysięcy (!!!) molestowanych dzieci i około 4 tysięcy księży, którym postawiono zarzuty. Afera nie dotyczyła jakichś szeregowych zboczeńców, którzy przedostali się onegdaj do seminariów, ale również biskupów i innych wysoko postawionych duchownych. Dobrze pamiętam, jak w Polsce nasi biskupi lekceważyli problem udając, że to jakiś nikły procent i że to dotyczy jedynie USA. Okazuje się, że to wprost z Watykanu szły „rozkazy”, żeby sprawę tuszować i pomniejszać. Zamiatanie pod dywan szło pełną parą i co jeszcze bardziej szokujące zapewne dla wielu Polaków, nie bez wiedzy Jana Pawła II. W Kościele Katolickim, niestety obowiązuje mafijna omerta czyli zmowa milczenia, nawet jeśli księża dopuszczają się największych zbrodni. A do takich zbrodni autor przyrównuje masową pedofilię. I twierdzi, że przy takiej masowej skale powinno to podlegać pod Międzynarodowy Trybunał karny, bo spełnia wymogi uznania za zbrodnię przeciwko ludzkości. Pokazuje też, że istnieją solidne przesłanki prawne, żeby móc sądzić Ratzingera za swoiste sprawstwo polegające na tuszowaniu czy wręcz pomaganiu w zbrodni. Bo jak inaczej nazwać delegowanie zboczeńca do parafii, gdzie wiadomo, że będzie mógł dalej prowadzić swój haniebny proceder? Z Watykanu szły „rozkazy” o zupełnym zakazie zgłaszania takich przypadków do organów ścigania w danym kraju. Nie minęło wiele czasu a skandal pedofilski wybuchł w Irlandii, gdzie do molestowania i gwałtów doszło wręcz na skalę epidemiczną. Tymczasem Watykan zamiast nieść pomoc ofiarom, zajmował się transferem księży-zboczeńców do innych parafii, często do krajów Trzeciego Świata, nie zważając na to, czy będą mogli kontaktować się z dziećmi, czy nie. Niestety na ogół mogli… Ale USA i Irlandia to przecież nie wszystko. Niebawem przyszła pora na Niemcy i Belgię. W samej Belgii w sprawie zatrzymano aż sześciu biskupów. O Polsce autor praktycznie niewiele wspomina, ale nie ma co się oszukiwać. Zaczęło się przecież u nas od biskupa Paetza, co zostało okrzyknięte w Polsce, że oto przeprowadza się bezprzykładny atak na Kościół i duchownych. Niestety, jakże często utożsamia się wiarę z religią i samym Kościołem. Tymczasem są to odrębne sprawy nie do końca się pokrywające. Minęło kilka lat a mamy sprawę biskupa Wesołowskiego i kilku księży w Polsce oskarżonych o pedofilię. Choć to może nie bezpośrednio z pedofilią związana sprawa, ale mamy też sprawę siostry Bernadetty i jej przytułku. Zamiatanie pod dywan trwa pomimo wysiłków nowego papieża. Tak się chwilami zastanawiam, czy aby na pewno Benedykt XVI ustąpił ze względu na stan zdrowia i podeszły wiek, czy przypadkiem nie został zmuszony do abdykacji, bo w watykańskiej stajni Augiasza zaczęło potwornie cuchnąć łajnem gromadzonym przez kilkadziesiąt lat i trzeba było kogoś nająć do posprzątania. Książka wstrząsająca. Oczywiście można by w niektórych miejscach zapewne zarzucić autorowi pewną tendencyjność, ale nawet gdyby wyrzucić z książki połowę informacji, cuchnęło by nadal okropnie. Czy papież jest winny? Osobiście nie mam złudzeń...
żabot - awatar żabot
ocenił na810 lat temu
Twierdza Izrael Patrick Tyler
Twierdza Izrael
Patrick Tyler
Ziemia Święta jest miejscem wyjątkowym. Na przełomie lat przechodziła w ręce różnych mocarstw: Rzymian, Arabów, Turków. O panowanie nad Jerozolimą toczyły się średniowieczne krucjaty i zarówno cywilizacja chrześcijańska jak i muzułmańska uważa to miasto za święte. Rywalizacja na tym terenie zaostrzyla się po 2. Wojnie Światowej, gdy państwa zwycieskie postanowiły na terenie Palestyny utworzyć żydowskie państwo Izrael, czym doprowadziły do konfliktu na tym terenie trwającego już niemal 90 lat. To Izrael stał się po wojnie miejscem rywalizacji Stanów Zjednoczonych i ZSRR, a później symbolem dominacji USA w regionie Bliskiego Wschodu. Po odzyskaniu państwowości w 1948 roku Izrael musiał się mierzyć z niezadowoleniem państw ościennych, stąd też postawiono na przemoc jako skuteczny środek odstraszania wrogów, a władzę w państwie przejęła grupa sabrów - wojskowych, która uchwyciła się stołków i nie chce ich oddać po dzień dzisiejszy, trzymając swoich rodaków w wiecznym strachu przed ekstermibacją. Po odejściu jednych, władze przejmują im podobni, aby na końcu przejęli ją ich dzieci. Demokracja w kręgach władzy to pozory, bo pomimo demokratycznie wybieranych władz rządzi tam junta wojskowa, która robi to co chce i nie pyta się nikogo o zdanie. Historia Izraela to historia ciagłych prowokacji, zabójstw, oszustw i korupcji. Mam wrażenie, że to właśnie stamtąd wzięło się powiedzenie " jak cię złapią to mów, że to nie twoja ręka". Na przemoc odpowiada się przemocą, przemoc się prowokuje i przemocą robi się politykę. A jeśli pojawiają się w historii momenty w których można mieć nadzieje na pokój, są one wzorcowo marnotrawione. Patrick Tyler pokazuje jak ksztaltowała się polityka Izraela i jak doszło do tego, że Izrael stał się hegemonem w rejonie i wszedł w posiadanie bomby atomowej. Prześwieta politykę Izraela posiłkując się swoją wiedzą dyplomaty i dzieli się zakulisową wiedzą. Nie szczędzi Izrealowi gorzkich opinii i bardzo wnikliwie analizuje izraelską politykę, skupiając się głównie na nazwiskach izraelskich przywódców, ich rodowodach, decyzjach i sposobie myślenia. Osobiście trochę mnie zmęczyło czytanie wciąż o tym samym, o powtarzających się w kółko kłamstwach, błędach przywódców, prowokacjach i schematach sprawowania władzy. O tym, że większość izraelskich polityków, mimo różnic, jest do siebie bardzo podobna. Izrael to kraj który wybrał przemoc, jako drogę do niepodległości i w imię swojego bezpieczeństwa odmawia prawa do wolności innym. Państwo, który rości sobie prawo do decydowania o tym, kogo należy zamordować, kogo zaatakować i gdzie wysłać swoje wojska. Bez oglądania się na innych, bez zwracania uwagi na organizacje międzynarodowe. Państwo, które pomimo tragedii holokaustu, samo traktuje podobnie Palestyńczyków. To przywódcy którzy uważają że wszystko im wolno i wykorzystują fakt że byli ofiarami nazizmu, aby usprawiedliwiać wszystkie swoje niecne działania. A świat jest zbyt politycznie poprawny, aby na to zareagować. Przynajmniej do tej pory. Autor kończy swoją opowieść w roku 2008, tuż przed drugimi rządami Benjamina Natanjahu, który odchodził za pierwszej swojej kadencji skompromitowany, co nie przeszkodziło mu w tym, aby przejąć władze ponownie i nie oddać jej aż po dzień dzisiejszy. Ale o tym już w książce ani słowa, bo kończy się ona przed ponownym objęcie rządów przez rządzącego po dziś, popularnego "Bibiego".
mika_el - awatar mika_el
ocenił na76 miesięcy temu
Jezus. Dowody zbrodni Bryan Bruce
Jezus. Dowody zbrodni
Bryan Bruce
"CSI: Jeruzalem" Niniejszą recenzję zacznę nietypowo, od kilku pytań. Zastanawialiście się kiedyś nad tym kim był Jezus? Oho, już widzę las rąk. Mówicie, że oczywiście był Synem Bożym, Mesjaszem i założycielem najbardziej popularnej religii, padają słowa Nazarejczyk, Chrystus i Zbawiciel. W takim razie pytanie drugie: Czy kiedykolwiek myśleliście o autentyczności jezusowego przekazu? Tym razem rąk jest mniej. Pada odpowiedź związana z ewangeliami i apokryfami, ktoś wspomina Konstantyna Wielkiego, mówicie o błędzie Dionizego Mniejszego oraz błędnej interpretacji pisma, no ale nobody’s perfect. Czas na pytanie trzecie, ostatnie. Kto z was pokusił się o analizę historii o Jezusie, bazując na wszystkich dostępnych źródłach historycznych oraz wywiadach ze specjalistami w tej dziedzinie? Teraz las rąk zamiera, jest cicho jak makiem zasiał. No dobrze, podpowiem wam, jest taka osoba. Nazywa się Brian Bruce i o jego książce mam wam dziś zamiar opowiedzieć. Pan Bruce, dokumentalista, pisarz i specjalista w dziedzinie kryminologii podszedł do historii Jezusa z Nazaretu w niezwykle nowatorski sposób. Uznał, mianowicie, męczeńską śmierć Chrystusa za zbrodnię i to zbrodnię przedawnioną, którą należy niezwłocznie zbadać i przeanalizować od strony merytorycznej. W swej książce „Jesus. The cold case”, Bruce brawurowo demaskuje zawiłości i nieścisłości w ogólnie znanej historii zbawienia a wydawnictwo, „Carta blanca” wypuściło na rynek jej polskie wydanie. „Jezus. Dowody zbrodni” to ukłon w stronę historii, kryminologii, pewnego amerykańskiego serialu oraz, przede wszystkim, otwartego i inteligentnego czytelnika. Już sam tytuł może wzbudzić kontrowersję a książka z pewnością nie przypadnie do gustu ortodoksyjnym Chrześcijanom, ludziom głęboko wierzącym oraz słuchaczom pewnego radia, na czele którego stoi, negujący jakikolwiek postęp, redemptorysta. Analizując życie tzw. Jezusa historycznego, autor z miejsca dyskredytuje i wkłada między bajki wszystkie nadprzyrodzone elementy zawarte w Ewangeliach i Dziejach apostolskich z niepokalanym poczęciem, cudem w Kanie i stajenką betlejemską na czele. Co więcej, analizuje życie w społeczności żydowskiej I wieku n.e., przywołując liczne kroniki (np. pióra Józefa Flawiusza). Bruce bezlitośnie rozprawia się również z takimi wydarzeniami z życia mesjasza jak chwalebny wjazd do Jerozolimy, Ostatnia Wieczerza czy zdrada Judasza, który prawdopodobnie, w ogóle nie istniał. Z czymś kojarzą się wam te wywody pachnące stosem i ekskomuniką? Myślicie o pewnym amerykańskim pisarzu i tajemniczym kodzie znanego, renesansowego malarza? Nic z tych rzeczy. Brian Bruce to nie Dan Brown. Jego książka poparta jest na historycznych faktach, wywodach licznych naukowców, biblistów a często, nawet, duchownych. W swojej pracy, autor cytuje m.in. książki biskupa Johna Shelby Sponga, emerytowanego profesora religioznawstwa z University of Chicago, Johna Crossana oraz profesora historii i kultury żydowskiej, Gezy Vermsa. Autor cytuje całe uniwersum pozycji książkowych o życiu Jezusa. Niestety, próżno ich szukać na półkach polskich księgarń i bibliotek. Ponadto, podczas lektury „Jezusa…” sami dostrzeżemy większość niby „kontrowersyjnych” faktów, mamy je bowiem podane na talerzu i to w dodatku pod samym nosem. Kryją się one bowiem we wszystkich czterech ewangeliach, które dogłębnie analizuje i obnaża Bruce. Niosą one ze sobą tak bogaty i ogromny ładunek sprzeczność, iż w ogólnym zestawieniu, aż dziw, że brane są za pewnik i dokument historyczny. No właśnie, HISTORYCZNY. Napisałem to dużymi literami, bo jest to główne hasło i zarazem cel, jaki przyświeca książce Bruce’a. Autor, broń Boże, nie neguje wiary, religii, Boga i Chrystusa, próbuje tylko odpowiedzieć na pytania: Jak było naprawdę? Jak wyglądało życie w dawnej Galilei i Jeruzalem? Kim byli, i nie byli, ci wszyscy ludzie? Jezus jest, tak naprawdę, tylko pretekstem do analizy kultury i społeczno-politycznych stosunków panujących ówcześnie oraz do głębszego spojrzenia na tragiczną historię Narodu Wybranego, którego, o dziwo, autor nie oczernia a raczej odwrotnie, szanuje. Niezaprzeczalną cechą każdej religii jest wiara, czyli branie za pewnik wszelakich dogmatów, których w żaden sposób nie da się udowodnić i potwierdzić naukowo. Wiara sama przez się wyklucza sceptycyzm, naukę i dążenie do udowodnienia jej aspektów za wszelką cenę. Tak więc uporczywe szukanie dowodów potwierdzających wiarygodność różnych aspektów wiary przypomina nabieranie wody durszlakiem, niczego nie nabierzemy a kroplami, które pozostaną w zagłębieniach między oczkami, raczej się nie nasycimy a tylko wzmogą nasze pragnienie. Tak więc, książka Bruce’a stawia tylko i wyłącznie na historyczne dowody życia Chrystusa. Jeśli chcecie pogłębić wiarę lub przeżyć religijne uniesienie poczytajcie lepiej prace Jana Pawła II. Jeśli chodzi o konstrukcje książki, jest ona ciekawa i nowatorska. Autor, niczym scenarzysta znanego serialu „Dowody Zbrodni” bada krok po kroku materiał dowodowy przedawnionej zbrodni, jaką było ukrzyżowanie Chrystusa. Swą książkę zaczyna od charakterystyki ofiary, później przechodzi do opisu jej otoczenia, motywów działania a wreszcie pisze o miejscu zbrodni. W „Jezusie. Dowodach zbrodni” znajdziemy również mapy miejsc po których podróżował Chrystus, kilkanaście kolorowych fotografii, schematy oraz wykaz wszystkich czynów, cudów i przypowieści wraz z ich ewangelicznymi „adresami”. Sam język powieści jest przystępny, daleki od akademickich farmazonów, a narracja błyskotliwa i sensacyjna. Kto zdążył mnie już poznać, wie że taką literaturę lubię i cenię, tak więc książka przypadła mi do gustu. Jedynym mankamentem , który wyjątkowo mnie irytował, jest umieszczenie w książce zbyt dużej liczby przypisów i odnośników, szczególnie tych do komentarza polskiego konsultanta merytorycznego, znajdującego się na końcu każdego z rozdziałów. Kościół, jak wiadomo, odnosi się do osoby Jezusa z dużą dozą pietyzmu i zadęcia. Jednak, cytując słowa credo, Chrystus „stał się człowiekiem”, tak więc, jak my wszyscy spał, jadł, rozmawiał, śmiał się. Miał też, zapewne, wiele wad. Prawdziwy człowiek renesansu, myślący i inteligentny, odniesie się zatem do pracy Briana Bruce’a z dozą dystansu ale również zrozumienia. W końcu każdy prawdziwy humanista twierdzi, że „homo sum, humani nihil a me alienum putto”. Ja również podpisuję się pod tą maksymą obiema rękoma, a nawet nogą i z niecierpliwością czekam na kolejna książkę autora. Sądzę, że byłaby równie udana co ta. Może na warsztat pójdzie teraz Siddhartha Gautama, powszechnie znany jako Budda? Czas pokaże…
Maynard - awatar Maynard
ocenił na85 lat temu
Ja, My, Oni. Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską Małgorzata Purzyńska
Ja, My, Oni. Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską
Małgorzata Purzyńska
Teresa Torańska nie lubiła słowa wywiad. Zatem...w książce zawarta jest rozmowa. Tym razem role się odwróciły i to nie Pani Teresa prowadzi prym. Tym razem to ona opowiada o sobie, swoim dziennikarskim warsztacie, Małgorzacie Purzyńskiej. Gdy Torańska skończyła prawo, nie chciała pracować w milicji, ani w sądzie. Zdecydowała się pójść na dziennikarstwo. W niniejszej książce opowiada o swoich początkach w zawodzie. O autorytetach, które spotykała po drodze, i które pomagały jej pracować nad udoskonalaniem się. O pierwszych rozmowach. O wpadkach, sukcesach, blaskach i cieniach dziennikarskiego życia. O tym jak zdobyć niezależność w zawodzie dziennikarza i jakich błędów nie popełniać. Relacja i rozmowa ze strajkującymi wlokniarkami w Łodzi. Rozmowa przy koniaczku z Jerzym Urbanem, wielokrotne spotkania z Jakubem Bermanem czy z członkami "Solidarności". Spotkanie z generałem Jaruzelskim, który nie chciał o niczym innym rozmawiać, jak tylko o stanie wojennym. To tylko niektóre z jej wielu osiągnięć. Jej rozmowy weszły do kanonu litetatury na uniwersyteckich wydziałach nauk politycznych na świecie. Podejście Teresy Torańskiej do jej rozmówców, nie opierało się na zadawaniu wcześniej przygotowanych pytań, tylko na przeżywaniu, uczestniczeniu. I dzięki temu była wyjątkową dziennikarką, która chciała słuchać, nie bała się wyrażać własnych opinii, nawet gdy wiedziała, że jej rozmówca ma zgoła inne poglądy. Była szczera ze sobą, jak i z innymi. W umiejętny sposób pokazywała świat oczami swojego rozmówcy. Pozycja wartka, pozbawiona nudy, z politycznym tłem, lecz może być interesująca nawet dla tych, którym z polityką czy niektórymi politykami nie po drodze.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na82 lata temu
Rewolucja Solidarności Andrzej Friszke
Rewolucja Solidarności
Andrzej Friszke
Rzecz traktuje o niezwykłym zrywie, jaki przeżywaliśmy w Polsce w latach 1980-81, ta bezkrwawa rewolucja była czymś wyjątkowym, obiektem podziwu prawie całego świata. Charakteryzowała się wielką dojrzałością robotników, zdolnością do kompromisu z obu stron, prawdziwą demokracją bezpośrednią po stronie związkowej, i potężnym haustem wolności w czasach komuny… A teraz się szarga pamięć o tych czasach, uważa się wszystko za prowokację esbecką, wylicza liczbę agentów we władzach Solidarności, obrzuca błotem bohaterów tej rewolucji. Jak my nie umiemy docenić wielkich rzeczy we własnej historii.... Friszke próbuje opisać rewolucję Solidarności obiektywnie i wszechstronnie, czy udanie?. Powstało monumentalne dzieło, liczące sobie w wersji papierowej, bagatela, 980 stron. Autor przekopał się przez akta esbeckie, przez archiwa partyjne i dokumenty Solidarności. Co ciekawe, pisze, że esbecka penetracja Solidarności była bardzo płytka, ubecja nie znała wielu dokumentów czy wielu narad, przeczy to tezom różnych zideologizowanych historyków, twierdzących, że Solidarność była wręcz sterowana przez SB. Mnogość wątków i spraw przedstawiona w tym monumentalnym dziele budzi podziw. Kilka z nich było dla mnie szczególnie nowych i ciekawych. I tak mamy szczegółowe przedstawienie konfliktów pomiędzy doradcami związkowymi: z jednej strony środowisko KORorowskie, z Kuroniem na czele, z drugiej doradcy wywodzący się z KiKów: Mazowiecki, Wielowieyski i inni. A byli jeszcze doradcy forsowani przez episkopat bo prymas Wyszyński nie ufał KiKowcom, jako zbyt postępowym. Autor pisze, że szczególnie negatywną rolę odegrał tu ks. Henryk Jankowski, mający wielki wpływ na Lecha. Zmierzał on konsekwentnie do poróżnienia Wałęsy z KORowcami, legitymował się przy tym mandatem od prymasa Wyszyńskiego (a przy okazji był informatorem SB). Hierarchowie kościoła dążyli bowiem do nadania `Solidarności’ cech organizacji w znacznym stopniu religijnej, bo nie wierzyli w realność dalej idących zmian ustrojowych. Przy czym rozgrywając swoje cele polityczne, robili to ze zręcznością słonia w składzie porcelany (to opinia Modzelewskiego, wygląda na to, że podzielana przez autora). Bardzo ciekawe jest także przedstawienie obozu władzy, konfliktów w nim występujących, i przygotowań do stanu wojennego, o którego wprowadzeniu już dyskutowano w październiku 1980r. To, co napisałem to tylko namiastka mnogości wątków z tego monumentalnego dzieła. Mam też pewne uwagi krytyczne: w książce nieproporcjonalnie wiele uwagi poświęca się działalności Jacka Kuronia, autor bowiem usiłuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Omawiana książka to z jednej strony kolejny tom biografii Jacka Kuronia (dzieła życia autora),z drugiej zaś monografia rewolucji solidarności. W sumie szkoda, że autor nie skoncentrował się tylko na jednym celu, bo czytelnik czasami się w tym gubi. Nuży też czasami koncentrowanie się autora na szczegółach, czytelnik traci z oczu obraz ogólny. Powstało w sumie dzieło bardzo ważne, każdy kogo interesuje historia Solidarności, nie będzie mógł przejść obok niego obojętnie.
almos - awatar almos
ocenił na812 lat temu
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym Ruth Hoffmann
Dzieci Stasi. Dorastanie w państwie policyjnym
Ruth Hoffmann
"Dzieci STASI"... Wyjęty z kontekstu ten tytuł kojarzy się raczej familijnie, ale już my dobrze wiemy, co to za "Stasia" i dlaczego tak źle jej z oczu patrzy. "Tarcza i miecz partii" - poznajcie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego dawnej NRD. Czy chcecie czy nie chcecie go poznać, ono i tak pozna Was. Bardzo dobrze Was pozna. Nikt nie umknie uwadze jego służb. Świat jego funkcjonariuszy to z jednej strony życie z poczuciem misji. A konkretniej - bycie misjonarzem represji w służbie pokoju. To również poczucie przynależności do elity i przywileje. Ot, zwyczajne machnięcie legitymacją służbową otwiera szlabany i spławia patrole drogówki. Do tego lepsze zarobki, dostęp do dóbr i usług których zwykli obywatele nie mieli. Z drugiej strony, funkcjonariusz bezpieki sam nigdy nie mógł czuć się do końca bezpieczny. Musiał być ideologicznie nieskazitelny. On i jego rodzina - czy jej się to podobało, czy nie. Wielogodzinna służba, nieustana kontrola prawomyślności nie tylko innych, ale i własnej przez innych, konieczność kablowania nawet na najbliższą rodzinę (i to szybciutko, zanim inni to zrobią) oraz starania, by być wzorowym "czekistą" (że też zgapili to słowo...) wywierały ogromną presję nawet na ludzi, którzy się do tego tajnego klubu zapisali dobrowolnie. A jak w takiej atmosferze odnajdowały się ich dzieci? Książka Ruth Hoffmann opisuje historie trzynaściorga z nich, które skutki życia w takiej atmosferze odczuwają do dziś. Zdrowe relacje w rodzinach STASI to w tej książce rzadkość. Wspominają przemoc i emocjonalny chłód, presję ideologiczną i wyśrubowane oczekiwania ojców-oficerów wobec własnych potomków, którzy mieli stać się wzorowymi obywatelami socjalistycznego raju, a najlepiej sami wstąpić na służbę. Małżonków też najchętniej dobierało się z "firmy". Niektóre "dzieci" starały się posłusznie dostosować do wymagań, inne się buntowały. I tu przechodzimy do plusów ujemnych: może i wolność była w NRD ograniczona, za to możliwości podpadnięcia władzy państwowej i STASI-rodzicielskiej - nieograniczone! Można było na przykład słuchać zachodniego radia, nosić długie włosy i żółte spodnie Lee, chadzać na nielegalne koncerty, odmawiać służby wojskowej, krytykować linię partii, nie wywiesić flagi w święto, spotykać się z niewłaściwą osobą, mieć kontakt z religią lub jakiekolwiek związki z Zachodem, próbować ucieczki z NRD... Ale dzieci STASI tak naprawdę nie miały wolnego, bezpiecznego wyboru. Konflikt między nimi a rodzicami nie był tylko pokoleniowy, ale i ideologiczny i nierzadko miał konsekwencje służbowe. Opowieści skupiają się na NRD, ale czasem przekraczają granice. Pokręcone były losy rodziny, która przebywała na tajnej misji w RFN i w wyniku dekonspiracji wróciła do NRD - kraju, który dla wychowanych na kapitalistycznym Zachodzie dzieci był obcy. A same dzieci dopiero teraz odkrywały prawdziwe przekonania swoich rodziców. Również inni rozmówcy często dopiero po latach dowiadywali się, czym tak naprawdę zajmowali się ich zapracowani, oddani socjalistycznej ojczyźnie ojcowie. Dowiadujemy się też, jak na sytuację na froncie ideologiczno-rodzinnym wpłynęło zjednoczenie Niemiec i upadek socjalizmu.Nie napiszę jak, przeczytajcie sobie sami. Książka jest świetna. Ludzkie historie i opisy enerdowskich realiów bardzo wciągające; narracja - jak wiele rzeczy u Niemców, poukładana; tło historyczno-instytucjonalne podane zwięźle i zrozumiale. Tę lekturę polecam każdemu. Po niej łatwiej jest docenić świat w którym żyjemy, oraz zrozumieć, dlaczego na statystycznych mapkach współczesnych Niemiec mimo upływu tylu lat od zjednoczenia nadal "widać zabory".
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na827 dni temu

Cytaty z książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI