rozwińzwiń

Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

Okładka książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach autora Filip Springer, 9788362376247
Okładka książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach
Filip Springer Wydawnictwo: Karakter Seria: Mówi muzeum biografia, autobiografia, pamiętnik
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Mówi muzeum
Data wydania:
2013-05-12
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-12
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362376247
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach i



Przeczytane 756 Opinie 104 Oficjalne recenzje 32

Opinia społeczności książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenachi



Książki 2421 Opinie 206

Oceny książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

Średnia ocen
7,7 / 10
706 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

avatar
121
40

Na półkach:

Jak czytałem w tej książce losy przodków Hansena to zastanawiałem się czy to jest reportaż czy scifi.
Bardzo, bardzo ciekawa, momentami nawet do prychnięcia na głos. Nie daje 10/10 bo, mimo że Filip Springer wg mnie jest w absolutnej czołówce nie tylko reportażystów, a w ogóle rodzimych pisarzy, to pozwolił sobie momentami na lanie wody jak na jakieś rozprawce na ilość słów.

Jak czytałem w tej książce losy przodków Hansena to zastanawiałem się czy to jest reportaż czy scifi.
Bardzo, bardzo ciekawa, momentami nawet do prychnięcia na głos. Nie daje 10/10 bo, mimo że Filip Springer wg mnie jest w absolutnej czołówce nie tylko reportażystów, a w ogóle rodzimych pisarzy, to pozwolił sobie momentami na lanie wody jak na jakieś rozprawce na ilość słów.

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
292
103

Na półkach: ,

Springer dowozi, jak to ma w zwyczaju! Dowiadujemy się o przewrotnych losach rodziny Hansenów, projektach, które wcielały jedną z najnośniejszych idei tych czasów, a o której nikt nie pamięta, i której uzytkownicy szczerze nienawidzą. Możnaby pomyśleć, że to prosta historia o elitach oderwanych od rzeczywistości, i jest to w sumie prawda, ale tylko w kilku procentach ;)

Czym jest utopia? Po co nam ona? Czy warto stawać na swoim? Czy jest sens narzucać komuś swoją ideę, nawet jeśli słuszną? Na ile idea może w ogóle być słuszna? JAK ŻYĆ. Na te i wiele innych pytań Springer nie odpowiada, ale jego dociekania odnośnie Hansenów, ich życia i spuścizny to niesamowicie wciągające lustro, które pozwala nam samemu zastanowić się nad tego typu rozważaniami.

A może tylko ja poszedłem w tym kierunku, bo pewnie każdy coś innego odnajdzie w tej historii. Tak jak osoby odpowiadające Springerowi, bo opinie tam lecą od sasa do lasa.

Wciągająca, poruszająca i mega inspirująca. Taka jest książka tytułem "Zaczyn" i gorąco polecam ją właśnie!

Springer dowozi, jak to ma w zwyczaju! Dowiadujemy się o przewrotnych losach rodziny Hansenów, projektach, które wcielały jedną z najnośniejszych idei tych czasów, a o której nikt nie pamięta, i której uzytkownicy szczerze nienawidzą. Możnaby pomyśleć, że to prosta historia o elitach oderwanych od rzeczywistości, i jest to w sumie prawda, ale tylko w kilku procentach ;)...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
102
1

Na półkach:

Bardzo ciekawa, przyjemnie się czyta

Bardzo ciekawa, przyjemnie się czyta

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2262 użytkowników ma tytuł Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach na półkach głównych
  • 1 125
  • 1 106
  • 31
419 użytkowników ma tytuł Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach na półkach dodatkowych
  • 270
  • 38
  • 31
  • 26
  • 22
  • 17
  • 15

Tagi i tematy do książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

Inne książki autora

Okładka książki Miasto wobec wyzwań Ewa Bińczyk, Ida Bocian, Marzena Cypryańska, Mariusz E. Sokołowicz, Agnieszka Hubeny-Żukowska, Michał Jaśkiewicz, Aleksandra E. Kardaś, Tomasz Kijewski, Wojciech Kłosowski, Leszek Kopeć, Karolina Kuszlewicz, Marcin Popkiewicz, Wojciech Sańko, Piotr Skubała, Filip Springer, Michał Stangel, Jacek Tomaszewski, Natalia Wielebska, Kuba Wygnański, Aleksandra Zemke
Ocena 8,0
Miasto wobec wyzwań Ewa Bińczyk, Ida Bocian, Marzena Cypryańska, Mariusz E. Sokołowicz, Agnieszka Hubeny-Żukowska, Michał Jaśkiewicz, Aleksandra E. Kardaś, Tomasz Kijewski, Wojciech Kłosowski, Leszek Kopeć, Karolina Kuszlewicz, Marcin Popkiewicz, Wojciech Sańko, Piotr Skubała, Filip Springer, Michał Stangel, Jacek Tomaszewski, Natalia Wielebska, Kuba Wygnański, Aleksandra Zemke
Filip Springer
Filip Springer
Polski reporter i fotograf współpracujący z największymi polskimi tytułami prasowymi. Regularnie publikuje w tygodniku „Polityka”. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz programu Młoda Polska Narodowego Centrum Kultury. Swoje prace prezentował na wystawach w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Gdyni, Lublinie i Jeleniej Górze. Jego reporterski debiut – książka „Miedzianka. Historia znikania” – znalazł się w finale Nagrody im. R. Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2011 i był nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia 2012. Jest także finalistą Nagrody Literackiej Nike 2012. Książka „13 pięter” została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii literatura faktu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu Rem Koolhaas
Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu
Rem Koolhaas
Recenzowana książka stanowi ciekawe zjawisko: jej autor, słynny architekt holenderski, napisał manifest post-factum dla niebosiężnych wizji nowojorskich budowniczych! Manifesty były popularne w sztuce końca XIX oraz początku XX wieku i objaśniały ludziom, co dopiero zostanie stworzone. A tu do praktyki dorobiono teorię po wielu latach. Lecz jakaż wspaniała jest ta teoria..! Zacznę od ważnej uwagi: nie jest to historia urbanistyki Nowego Jorku. Wiele rzeczy zostało nieuwzględnionych lub pominiętych. Zamiast tego książka skupia się na paru obszarach, głównie Manhattanie i Coney Island. Dotyczy czasów, gdy tworzono głównie wieżowce w stylu Art Deco, a nie szklane prostopadłościany, którym początek dał Mies van der Rohe. Nie poświęcono w niej miejsca słynnym, wielkoskalowym i bardzo kontrowersyjnym reformom Roberta Mosesa i polemizowaniu z nimi przez Jane Jacobs. Autor nie pisze w kierunku chronologicznym, lecz raczej rozprawia o kolejnych obszarach. Zaczyna od organizowanych na Coney Island wesołych miasteczkach, by potem skierować uwagę ku szeregowi wieżowców, poświęcając każdej budowli osobne akapity zapełnione garścią głębokich uwag i rzucając światło na trudno dostrzegalne czynniki. Na sam koniec opisano wizyty Salvadora Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku oraz to, co z nich (nie) wyszło. Zarazem twórca dostrzega w owych wesołych miasteczkach zaczątki bujnego kapitalistycznego systemu dostarczania rozrywki, który nie spocznie i będzie się rozwijał wszerz i wzdłuż – hen wysoko, aż ku niebu! Oprócz nakreślenia historii obiektów czasem już nieistniejących Koolhaas wspomina niezrealizowane wizje. Możemy ujrzeć projekt wieżowca autorstwa Gaudiego (który wygląda, że nigdy nie był tworzony z myślą o realizacji – była to raczej wizualizacja, która deweloper chciał zaprezentować w celach autopromocji) oraz o zatrważającym projekcie „specyficznej Wenecji” Corbetta. W owej „Wenecji” miejsce wód zajęłyby drogi wypełnione samochodami i parkingi. Dla pieszych przewidziano specjalne platformy na pierwszych piętrach wieżowców. Celem architekta było odciążenie ruchu. Trzeba przyznać, że w swej wizji poszedł dużo dalej niż Moses… Miasta to nie tylko budowle; są one tworzone przez ludzi dla ludzi. Nie umknęło to autorowi. „Deliryczny Nowy Jork” to nie tylko książka techniczna, dużo uwagi poświęcono w niej kwestiom społecznym (choć ludzie są tu głównie rozpatrywani jako klienci). Wydaje mi się, że podejście Koolhaasa stanowiło inspirację dla Grzegorza Piątka. Książkę kończy opis wizyt Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku. Ta część może zdać się nieco mniej zrozumiała wielu czytelnikom, ale wydaje mi, że autor chciał powiedzieć, iż Nowy Jork był na tyle dziwnym i sztucznym miastem, że prowokacje Dalego nie robiły na nikim wrażenia. Zaś Le Corbusier, gwiazda i samozwańczy mesjasz architektury snuł wizje „naprawy” miasta. Z jego pomysłów zrodził się gmach ONZ. Zbiegło się to z końcem projektowania wieżowców w dawnym stylu. Koolhaas wspaniale operuje piórem – jego dzieło doskonale się czyta, choć wymaga skupienia. Trzeba mocno zaprząc do pomocy wyobraźnię, by ujrzeć oczyma umysłu opisywane obszary. Z tego powodu lektura ta nie będzie każdemu odpowiadać, podobnie jak fakt, że traktuje ona tylko o części dziejów nie tak dużego fragmentu miasta. Jednak gorąco ją polecam miłośnikom architektury i urbanistyki oraz Nowego Jorku!
Zbyszek - awatar Zbyszek
ocenił na71 rok temu
Jak przestałem kochać design Marcin Wicha
Jak przestałem kochać design
Marcin Wicha
Poszłam za ciosem. Od razu po skończeniu "Prostych rzeczy" zaczęłam czytać tę książkę, bo nie mogłam się nasycić pisarstwem Wichy. Teraz zachodzę w głowę z wielu "dlaczego?" i "jak to?". Książkę kupiłam kilka miesięcy temu i nawet ją zaczęłam, ale z jakiej przyczyny przerwałam, nie wiem. Może dlatego, że ....JEST.... [Rozkminiam] - źle napisana, bo bez dbałości o kropki, przecinki i całą interpunkcję, do której przywiązuję (za) dużą uwagę? - zbudowana z treści zrozumiałych tylko dla branży od architektury, dizajnu i innych takich i niczego nie da się w związku z tym zrozumieć, gdy się jest nieobeznanym w temacie laikiem? - nie ma w niej smakowitych nawiązań do literatury, ale tyle, żeby treści nie stały się nudziarskim zbiorem cytatów sklejonych tytułem lub głęboko ukrytą myślą autora? - nie ma w niej wspomnień z przeszłości, które pielęgnuję w sobie jako pamiątkę po czasach dawno minionych? - srogo poważna, nadęta albo z rozdmuchanym patosem, którym ziewam do bólu szczęķ? - nie wywołuje napadu śmiechu lub chichotów w zabawnych momentach, a potem wzruszenia, bo każdy by się rozpłakał czytając ten fragment tekstu? - bez polotu, bez myśli przewodniej, bez ładu i składu i zwyczajnie bez sensu? - jest daleka od tego, co lubię czytać, czyli dobrego pisarstwa? - nadaje się do skupu makulatury lub innego składowisko epapieru z ebooków? - pominięta przez innych literatów, którzy z powodu branżowej zazdrości krytykowali ten zbiór od tytułu do ostatniej puenty? - festiwalem ziewania z nudów, bo dobra książka bez trupa znalezionego nad rzeką , to "jedna wielka porażka". - kandydatką do konkursu na nudę, bo nawet trupów szafie nikt nie znajdzie, a zatem szkoda czasu i atłasu. - jak podręcznik z suchymi faktami bez jajcarstwa, przekory, poczucia humoru, przymrużenia oka, błyskotliwych podsumowań, czyli:"zieeew". Odpowiedź i zakończenie będzie krótkie: NIE JEST. Dalej nie rozumiem, dlaczego nie skończyłam tej książki zaraz po kupieniu. Reszta mojego przekazu w domyśle :)
xymenka - awatar xymenka
oceniła na926 dni temu
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Józef Tischner
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Józef Tischner Dariusz Czaja Ziemowit Szczerek Jan Sowa Filip Springer Hubert Francuz Marta Urbańska Monika Kozień Marta Miskowiec Marcin Smerda Jan Sowa
Made in Polonicum Czytając takie pozycje jak „hawaikum - w poszukiwaniu istoty piękna” nie sposób przeoczyć walorów estetycznych, zważywszy na jej znakomite wydanie. Począwszy od fotomontażu na okładce, przez gigantyczną ilość wysokojakościowych fotografii, które zajmują niemal połowę publikacji, aż po przejrzyście i sensownie zaprojektowane wnętrze — należy przyznać, że Wydawnictwo Czarne utrzymuje wysoki poziom swoich opracowań. Pod redakcją m.in. prof. Agaty Pankiewicz (wykładającej na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie) zebrano jedenaście esejów jedenastu różnych autorów z pogranicza sztuki, filozofii, historii oraz dziennikarstwa wszechstronnie pochylających się nad rodzimą egzotyką z importu. Książka ta, przeznaczona do czytania i oglądania, stanowi niewielki album nasycony koszmarkami, które tak sprytnie wtopiły się w nasz polski krajobraz i świadomość, że wydają się już ich stałym elementem. Każda wypowiedź podejmuje skomentowanie prowincjonalnej groteski z innej strony i niekoniecznie bezlitośnie. Znaczna większość artykułów odnosi się do niej wyrozumiale, z dystansem. Jedynie w kpiarskim rozdziale „Krytyka wydziaranego rozumu” pióra Marcina Smerdy, który zgryźliwie znęca się nad subkulturą blokowisk, przyrównując dresy do tubylczych ludów i nazywając ich Innymi, wyczuwa się raniący sztylet sarkazmu. Lecz jak pisze we wstępie Filip Springer: „okropna to lektura, ale niezbędna, by zrozumieć manowce, na jakie prowadzi nas takie koślawe skupienie się na Innym zamiast na sobie” (s.46). Filozoficzne wprowadzenie pomnikowym tekstem Józefa Tischnera może być dla niektórych zaskoczeniem, w końcu miało być o łabędziach z opon, o hotelu “Piramida” w Bolesławcu, domach-kostkach czy PGR-ach pomalowanych na jaskrawe barwy. Tropikalny bzik okazuje się mieć korzenie w melancholii. Tischner nazywa ją “sarmacką”, podkreślając swojskość oraz cień pozornej odwagi, z jednoczesną świadomością nadchodzącej porażki. Owa nastrojowość dzieli się na prozaiczną nudę smętnej codzienności i nieustanną tęsknotę do barwnej Utopii, której poszukiwania w części zostają poddane zgodzie na zastane warunki. Kolejne rozdziały poszerzone o taką perspektywę, wydają się następnymi etapami studium nad fantazmatycznym podejściem do upiększania przestrzeni, z podkreśleniem tęsknoty do jakiegoś nieosiągalnego absolutu. Tak oto, pochylając się nad brutalną architekturą realnego socjalizmu, który opanował polskie wsie, zasiewając krajobraz betonowymi domami z płaskim dachem, nie można przeoczyć inwencji mieszkańców w wyborze obłędnych pigmentów. To „jaskrawe kolory malowane w skali domów” jak pisze Marta Urbańska, omawiając agresywne barwy fasad budynków mieszkalnych na przykładzie obrazu Witkacego “Marysia i Burek na Cejlonie”. Ten drobny manewr jest oswobodzeniem spod dogmatu wszechobecnej szarości i sprzeciwem wobec kontynuacji codziennego banału. Podobnie ma się sytuacja z ogrodami, w których irracjonalne zabiegi estetyczne powołują do życia bajkowe scenografie, jak wspomniane wyżej, moje ulubione łabędzie z opon, gipsowe postumenty papieża wśród krasnali i jelonków czy wreszcie nieszablonowe żywopłoty stylizowane na pudle albo drzewka bonsai. Zresztą, nie tylko na wsi można wypatrzeć tę potrzebę egzotyki, której uosobieniem jest instalacja Joanny Rajkowskiej na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie. Podróżując po Polsce podobne palmy można znaleźć w przydrożnych zajazdach, będących przykładem brawurowego eklektyzmu w wydaniu przeskalowanych muchomorów, dobudówek w formie wieży z blankami, samolotów z demobilu pod banerem “Miami Laguna” czy niektórych domach weselnych w postaci neodworów. Kuszące tropiki szepczą nie tylko przez plastikowe daktylowce czy parapetowe orchidee i kaktusy, to niezaspokojenie rozbrzmiewa, chociażby w egipskim wystroju baru z zapieskami. O historii magnetyzmu ciepłych krajów możemy przeczytać w dowcipnym rozdziale Ziemowita Szczerka, który przytacza enigmatyczną opowieść o próbach skolonizowania przez rodaków zamorskich obszarów. Rozmyśla również nad Polską, która teoretycznie posiada kolonie, szczególnie uwiodła mnie wizja fiata cinquecento, zaparkowanego w buszu albo szyldy z odzieżą na wagę w orientalnym słońcu. Tsunami fantazji w wolności twórczej, nawet jeśli ma być brakiem umiaru i naiwną wrażliwością, nadal będzie trwać w naszej przestrzeni. Bo sztuka powinna być inkluzywna, nawet ta podwórkowa, jak mówił Hasior: „Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".
Kaś - awatar Kaś
ocenił na83 lata temu
Kobro. Skok w przestrzeń Małgorzata Czyńska
Kobro. Skok w przestrzeń
Małgorzata Czyńska
Jest takie zdjęcie Kobro, stoi młoda dziewczyna w pasiastej bluzce z kołnierzem, z luźnym warkoczem, spogląda spode łba wielkimi oczami w obiektyw. Jest taka młoda i buńczuczna. Całe życie przed nią i wszystkie dzieła przed nią. Kto by pomyślał, że to taka gigantka sztuki. To książka, na którą czekałam. Przeczytana jakiś czas temu, ale dobrze pamiętana. Pochłonęłam ją szybko. Tak bardzo chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o Kobro, bo to wielka i ważna artystka z bardzo ciekawym pochodzeniem. Najzdolniejsza i odważna. Jeśli Kobro to i Strzemiński. Zawsze stała w jego cieniu. Ciekawiła mnie ich relacja, jako ludzi i artystów, twórców wybitnych i bardzo aktywnych. Można dowiedzieć się, jak panienka z dobrego, moskiewskiego domu, ochotniczka, pomagała w opiece nad weteranami wojennymi. Tak poznała okaleczonego Strzemińskiego. Jak stała się rzeźbiarką. Dostałam garść scen wielkiej miłości pary, która żyła sztuką i dla sztuki. Marzyli o Paryżu, a wylądowali w Polsce. Od czasów II WŚ już było dla nich dramatycznie. Potoczyło się jak u ludzi w złych związkach. Kłótnie, bicie, przemoc. On ją bił kulą, ona w złości paliła swoje bezcenne rzeźby. On był potworem dla Kobro. Ale studenci go kochali. Co ciekawe, nawet kiedy byli w konflikcie, nigdy nie mówili nawzajem źle o swoich pracach. Za mało Kobro w książce o niej, ale i tak warto. Kobro trzeba znać. Zmarła samotnie w 1951 roku w łódzkim domu dla nieuleczalnie chorych. Na jej pogrzebie było tylko kilka osób. Strzemiński o śmierci byłej żony dowiedział się, zgodnie z jej wolą, już po pogrzebie. Pamiętajmy o Katarzynie Kobro.
lubbe - awatar lubbe
ocenił na811 miesięcy temu
Detroit. Sekcja zwłok Ameryki Charlie LeDuff
Detroit. Sekcja zwłok Ameryki
Charlie LeDuff
Książka Charliego LeDuffa to literacki ekwiwalent spaceru po zgliszczach wielkiego marzenia. Autor, rodowity detroitczyk i laureat Pulitzera, wraca do rodzinnego miasta, by poddać je sekcji zwłok. Detroit, niegdyś perła amerykańskiego przemysłu i kolebka klasy średniej, w jego relacji jawi się jako postapokaliptyczna sceneria, w której natura powoli odbiera to, co człowiek zbudował z betonu i stali. Choć reportaż ten zdobył status kultowego, ocena 7/10 sugeruje, że jest to dzieło równie fascynujące, co problematyczne pod względem formy. Zanim przejdziemy do tego, co w tej książce wielkie, należy uczciwie wskazać jej słabsze strony. Głównym zarzutem wobec LeDuffa jest jego skrajnie subiektywny, wręcz narcystyczny styl narracji. Autor często stawia siebie w centrum wydarzeń, przez co reportaż momentami dryfuje w stronę autokreacji na „twardego faceta z prowincji”. Ta kowbojska manierą może drażnić czytelników szukających chłodnej, analitycznej perspektywy. Ponadto, książka bywa chaotyczna – wątki kryminalne przeplatają się z politycznymi aferami i rodzinnymi tragediami w sposób, który niekiedy zaciera szerszy kontekst ekonomiczny upadku Motor City. Momentami odnosi się wrażenie, że LeDuff bardziej goni za sensacją i brutalnym obrazem, niż próbuje rzetelnie wyjaśnić mechanizmy, które doprowadziły miasto do bankructwa. Mimo wspomnianych mankamentów, „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” posiada potężne atuty, które sprawiają, że trudno się od niej oderwać. To właśnie na nich warto się skupić, bo to one stanowią o sile tego reportażu. Bezlitosny autentyzm i „brudny” realizm: LeDuff nie patrzy na Detroit z okien klimatyzowanego biura. On wchodzi do spalonych domów, rozmawia z bezdomnymi, towarzyszy strażakom w beznadziejnej walce z plagą podpaleń i zagląda do kostnic, w których brakuje miejsc na zwłoki. Ta fizyczna bliskość z opisywanym dramatem nadaje książce niespotykaną wiarygodność. Mistrzowskie oddanie społecznej zgnilizny: Autor fenomenalnie portretuje korupcję i upadek elit politycznych. Opisując procesy urzędników, którzy okradali miasto w momencie jego największej agonii, LeDuff buduje uniwersalną opowieść o chciwości. Podkreśla przy tym tragizm zwykłych mieszkańców, którzy zostali zostawieni sami sobie w systemie, który przestał działać. Emocjonalny ładunek i czarny humor: Choć opisuje tragedię, LeDuff potrafi operować ironią i sarkazmem, co stanowi jedyny możliwy wentyl bezpieczeństwa w tak dusznej atmosferze. Jego opisy absurdów administracyjnych sprawiają, że czytelnik śmieje się przez łzy, lepiej rozumiejąc surrealizm życia w upadłej metropolii. Symbolizm i uniwersalność: To nie jest tylko książka o jednym mieście. Detroit w ujęciu LeDuffa to przestroga dla całego świata zachodniego. Autor podkreśla, że to, co stało się z przemysłem samochodowym i tkanką społeczną Michigan, może spotkać każde miejsce, które uwierzy w swoją nieśmiertelność. To potężne memento mori dla współczesnego kapitalizmu. „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” to lektura bolesna, ale konieczna. Siedem punktów odzwierciedla uznanie dla odwagi autora i jego zdolności do chwytania literackiego „brudu” rzeczywistości, przy jednoczesnym dystansie do jego niekiedy zbyt egocentrycznej formy. LeDuff napisał nekrolog miasta, który czyta się jak najlepszy kryminał noir. To hołd dla miejsca, które umarło, ale którego duch wciąż błąka się po opustoszałych halach fabrycznych, przypominając nam o cenie, jaką płacimy za postęp.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł
Zrób sobie raj
Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł to człowiek instytucja, którego nie trzeba przedstawiać: dziennikarz, publicysta, aktywista ale dla mnie przede wszystkim pisarz. Zaskarbił moje serce serią „Antologia polskiego reportażu” w której porwał mnie swoimi komentarzami do wydarzeń z blisko stu lat, którymi swego czasu żyła cała Polska i z czasem odchodziły w zapomnienie. Miałem kilkukrotnie przyjemność towarzyszyć autorowi podczas spotkań z czytelnikami i właśnie na jednym z nich nabyłem „ Zrób sobie raj”, którą zamiast z miejsca przeczytać odłożyłem głęboko na półkę. Szczęśliwie wpadła w moje ręce bo zaczął się weekend a w porę nie zaopatrzyłem się w biblioteczne łupy i tako oko zostałem sam na sam z zapomnianą książką. Uważana za kontynuacje wielokrotnie nagradzanego Gottlandu przybliża nam Czechów z ich całym dobrodziejstwem. Z wadami i pozytywami, z wartościami i obawami, które mogły z początku odbierać jako dziwaczne ale z czasem po zastanowieniu stały się bliższe i zrozumiałe. Nie ma w książce tematów tabu: jest mowa o śmierci i przemijaniu, o podejściu do seksu religii (przypadkowe zestawienie…),do upadłego szczęśliwie systemu ale też o cierni jaką pozostawił w naszych sąsiadach nasza interwencja pod oczywiście wodzą wierchuszki z Moskwy na ich kraj w 1968r. Musieliśmy spełniać oczywiście rozkazy i nie było szans na inną postawę ale niesmak został aż do teraz mimo ponad półwiecza od tych pamiętnych chwil. Książka to nic innego jak reportaż i wywiad jednocześnie, który Szczygieł osobiście przeprowadził z szeregiem rozmówców. Ludzie, którzy tworzyli i często jeszcze tworzą awangardę czeskiej kultury. Są nimi min. malarze, rzeźbiarze, fotograficy, którzy często szli pod prąd co nie było łatwe w czasach w których każdy przejaw nieposłuszeństwa był z surowością tępiony i karany. Cierpliwość i determinacja sprawiły, że i tak świat się o nich upomniał i często zrobili światowe kariery ale będąc już u schyłku swojej aktywności zawodowej. Na szczęście kultura nie zna obecnie granic o czym zapominamy jak całkiem niedawno trzeba było się martwić nie tylko o byt ale swoje bezpieczeństwo w swoim własnym kraju. Szczygieł ma tą rzadką umiejętność prowadzenia rozmowy (kto nie pamięta pierwszego polsatowskiego talkshowa),kiedy potrafi wciągnąć rozmówcę w partnerski dialog i odkrywanie nieodkrytych kart z jego życiorysu. Czytelnik ma okazję uczestniczyć w niej jako niewidzialny bohater. Nie musi zadawać pytań bo prowadzący wywiad doskonale sprawdza się w tej roli i to co najważniejsze jest pokazane a jeszcze inne niedopowiedziane i to jest tajemnica sukcesu jego relacji z gościem. Odniosłem wrażeni, że Czesi są zagadką. Stereotypy, które nad nimi ciążą wcale nie mają pokrycia w rzeczywistości a im więcej będziemy o nich wiedzieć tym łatwiej przyjdzie nam ich zrozumieć. A na pewno warto tak jak i warto przyswoić sobie tą ale inne książki tego wyjątkowego człowieka jakim w moich oczach jest niewątpliwie pan Mariusz.
Krzysztof Stefański - awatar Krzysztof Stefański
ocenił na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

Więcej
Filip Springer Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach Zobacz więcej
Filip Springer Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach Zobacz więcej
Filip Springer Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach Zobacz więcej
Więcej