Berlin. Przewodnik po duszy miasta

Okładka książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta autora Dorota Danielewicz-Kerska, 9788377478394
Okładka książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta
Dorota Danielewicz-Kerska Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Terra incognita reportaż
252 str. 4 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Terra incognita
Data wydania:
2013-04-10
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-10
Liczba stron:
252
Czas czytania
4 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377478394
Średnia ocen

5,5 5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Berlin. Przewodnik po duszy miasta w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Berlin. Przewodnik po duszy miasta



książek na półce przeczytane 8235 napisanych opinii 3785

Oceny książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta

Średnia ocen
5,5 / 10
114 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Berlin. Przewodnik po duszy miasta

avatar
1291
1291

Na półkach: , , ,

Gdybym miał napisać własną książkę o pobycie w Berlinie, to chyba podążyłbym inną ścieżką, niż Autorka. Przede wszystkim unikałbym słowa przewodnik w tytule. Po drugie więcej pisałbym o mieście, aniżeli o sobie. Pewnie znalazłoby się miejsce na porównanie architektury podzielonego Berlina, na przechadzkę śladami Davida Bowie, na wizytę w Tiergarten, na przemienną podróż S-Bahn i U-Bahn. Na poszukiwanie miejsc nieoczywistych. Autorka wybrała inną metodę, do której ma pełne prawo. To spojrzenie emigrantki na miasto przez pryzmat spotykanych ludzi, takie czarno-białe klisze. Ma to swój urok, choć obiektywnie muszę przyznać, że lepiej bawiłem się przy lekturze „Taki jest Berlin. O mieście kontrastów i ciągłych zmian”.

Gdybym miał napisać własną książkę o pobycie w Berlinie, to chyba podążyłbym inną ścieżką, niż Autorka. Przede wszystkim unikałbym słowa przewodnik w tytule. Po drugie więcej pisałbym o mieście, aniżeli o sobie. Pewnie znalazłoby się miejsce na porównanie architektury podzielonego Berlina, na przechadzkę śladami Davida Bowie, na wizytę w Tiergarten, na przemienną podróż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
375
51

Na półkach:

Książka nie jest zła. Tytuł jest bardzo mylący i przez to poczułam ogromny zawód. Chwilami nie wiedziałam już o czym czytam. Jest to raczej jakiś pamiętnik autorki, jej przemyślenia, aluzje, wspomnienia. Taka książka o niczym ubrana w ładne zdania.

Książka nie jest zła. Tytuł jest bardzo mylący i przez to poczułam ogromny zawód. Chwilami nie wiedziałam już o czym czytam. Jest to raczej jakiś pamiętnik autorki, jej przemyślenia, aluzje, wspomnienia. Taka książka o niczym ubrana w ładne zdania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1136
424

Na półkach:

Podróż po Berlinie oczami autorki, która wyjechała wraz z rodziną po lepsze życie. BBerlin opisany nietuzinkowo i bardzo ciekawie. Dużo faktów historycznych. Opisy berlina od strony sztuki i rozrywki. Wiele wspomnień z 2 wojny światowej. Jedna z lepszych książek o Berlinie. Opisy powodują, że czlowiek chce tam być

Podróż po Berlinie oczami autorki, która wyjechała wraz z rodziną po lepsze życie. BBerlin opisany nietuzinkowo i bardzo ciekawie. Dużo faktów historycznych. Opisy berlina od strony sztuki i rozrywki. Wiele wspomnień z 2 wojny światowej. Jedna z lepszych książek o Berlinie. Opisy powodują, że czlowiek chce tam być

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

359 użytkowników ma tytuł Berlin. Przewodnik po duszy miasta na półkach głównych
  • 195
  • 157
  • 7
78 użytkowników ma tytuł Berlin. Przewodnik po duszy miasta na półkach dodatkowych
  • 57
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ach, te Czeszki! Mariusz Surosz
Ach, te Czeszki!
Mariusz Surosz
„Ach, te Czeszki” to książka, która w niezwykle oryginalny sposób opowiada historię XX wieku w Czechach. Mariusz Surosz zdecydował się pokazać ją przez pryzmat losów ośmiu niezwykłych kobiet, reprezentujących różne środowiska i zawody. Dzięki temu opowieść nie tylko unika banału ale też nabiera głębi – historia staje się bardziej osobista, intymna a przez to angażująca. To ciekawy i bardzo udany sposób na przybliżenie historii kraju, który mimo bliskości geograficznej wciąż pozostaje dla wielu z nas tajemniczy. Bohaterki książki to nieprzypadkowy wybór – znajdziemy tu m.in. aktorkę, lekkoatletkę, kapłankę, nauczycielkę czy historyczkę sztuki. Każda z nich mierzyła się z innymi wyzwaniami, ale ich losy w pewien sposób przecinają się z głównymi wydarzeniami XX wieku: wojną, komunizmem, przemianami społecznymi. Autor nie skupia się jednak wyłącznie na faktach – ukazuje również emocje, wybory, dylematy i dramaty swoich bohaterek. Jako czytelnik miałem wrażenie, że poznaję nie tylko ważne postacie, ale przede wszystkim pełnokrwiste kobiety z krwi i kości. Podobało mi się, że Surosz zrezygnował z własnych komentarzy i ocen. Zamiast tego oddał głos swoim bohaterkom – to one prowadzą narrację, dzielą się przeżyciami i refleksjami. Dzięki temu książka nie ma charakteru suchej biografii czy podręcznika, lecz żywej, pełnej pasji opowieści. Autor pisze z lekkością, a jego styl jest przystępny i przyjemny, co sprawia, że książkę czyta się szybko ale też z dużym zainteresowaniem. Dla mnie była to nie tylko lektura o Czechach, ale też o odwadze, wyborach i godności w trudnych czasach. Cieszę się, że sięgnąłem po tę pozycję – dzięki takim publikacjom mam wrażenie, że trochę lepiej zaczynam rozumieć naszych południowych sąsiadów i odkryłem kilka zupełnie nieznanych mi historii. Polecam każdemu, kto ceni sobie literaturę faktu z duszą.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na79 miesięcy temu
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty Katarzyna Kobylarczyk
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty
Katarzyna Kobylarczyk
Bardzo fajny zbiór krótkich reportaży, w których autorka zagłębia się w wyjątkowy aspekt kultury hiszpańskiej – fiesty. Rozdziały typowo o fiestach czasem przeplatane są rozdziałami o wioskach lub kulturze, co stanowi przyjemną przerwę od tych niezwykle intensywnych hiszpańskich celebracji. Dzięki temu zbiór czyta się naprawdę lekko i bez nudy. Autorka trafnie ilustruje turystyczny głód autentyczności. Przejedziemy cały kraj, poszukamy tubylców, spytamy ich gdzie znajdziemy prawdziwy hiszpański experience. Znam to bardzo dobrze. Czasem z tym głodem wiąże się zawód, co autorka także przytacza z dziennikarskim oddaniem. Fiesty w Hiszpanii to faktycznie niesamowity fenomen. Co płynie w krwi Hiszpanów, że wymyślają imprezy tak absurdalne, czasem wręcz komiczne? Czy to faktycznie ich potrzeba buntu i wolności, jak teoretyzuje autorka? Coś w tym jest – kilka dni w roku, kiedy żadne zasady nie obowiązują i można wyrzucić z siebie najbardziej pierwotne, kłębiące się głęboko w środku emocje. Wyżyć się, ubawić, zmęczyć, wykończyć, upić. Podpalanie, ucieczka przed śmiercią, walki na landrynki. Wyobrażam sobie tę dzikość. Widzę to u Niemców – cały rok segregujących śmieci, ale w noc Sylwestrową zamieniających miasta w strefy wojny. Zdecydowana większość fiest wywodzi się z tradycji religijnych. Hiszpanie bez mrugnięcia okiem angażują się w bieganie z wielką figurą Jezusa albo samobiczowanie się w pochodzie. Dla kogoś z zewnątrz to brzmi absurdalnie, ale dla lokalnej społeczności jest to coś co zawsze było i będzie. Nie kwestionują, tylko z wielką pasją oddają się poszanowaniu tradycji. Dla mnie jest w tym wszystkim trochę szaleństwa. Choć jest w tym też trochę arogancji. Zniszczę miasto, zostawię górę śmieci. Ale może człowiek potrzebuje czasem tak odetchnąć? Nie wiem. Osobiście nie mogłam przebrnąć przez rozdziały o corridzie. O encierro czytałam z bólem serca. Nigdy nie zrozumiem konceptu znecania się nad zwierzęciem, przedłużania jego śmierci, czerpania z tego przyjemności i robienia z tego widowiska. Nigdy. Dla mnie tutaj kończy się człowieczeństwo. Ale całej reszty, w szczególności bitwy na landrynki i pochodu samobiczowników, chętnie bym doświadczyła.
annazu - awatar annazu
ocenił na77 miesięcy temu
Pogromca wilków. Trzy duety literackie Martin Pollack
Pogromca wilków. Trzy duety literackie
Martin Pollack Christoph Ransmayr
„ Wilki. Właściwie mieliśmy tylko spytać o drogę do Mucznego. Zaraz za leśną osadą w Stuposianach powinna była odbić w tym kierunku. Wilki! Ale my nie jechaliśmy tam wcale z powodu tych drapieżników, lecz po to, by tropić ludzkie ślady”. ( s.6.) Christoph Ransmayr, Martin Pollack, Pogromca wilków. Trzy duety literackie. Przekł. K. Niedenthal. Wyd. Czarne, Wołowiec 2012. Autorski duet w najwyższej formie. Literatura faktu w ich odsłonie - to mistrzowskie rozdanie. W „Pogromcy wilków” w trzech opowieściach (nazwanych trzema duetami literackimi),jak w lustrze odbija się historia XX w: 1. Rok 1947 (akcja „Wisła”, Bieszczady, wysiedlenia, deportacje ukraińskich grup etnicznych). • „To polowanie na ludzi, to wypędzanie i niszczenie całych wsi, nawet kościoły były zrównane z ziemią, aż wreszcie przykładnie uprawiana rola zamieniła się w dzikie pustkowie, na którym wilki pożerały niepochowanych zmarłych.”(s. 25.) 2.Rok 1944 (Otto Schimek, wiedeńczyk, żołnierz, przed plutonem egzekucyjnym Wehrmachtu). • „ Liczy się jedynie mit, rzeczywistość nic nie znaczy”.(s.47.) 3. Rok 1968 (Rodzina Lublinerów zmuszona przez władze komunistyczne do opuszczenia kraju z powodu żydowskiego pochodzenia). • „Kiedy przyjechaliśmy na wiedeński dworzec Ostbahnhof, znaliśmy tylko ich nazwisko i adres przy Karmelitermarkt”.(s.58.) Trzy duety literackie liczą zaledwie 59 stron (słownie: pięćdziesiąt dziewięć stron),ale zawarte w nich historie mogłyby rozgrywać się na tysiącach stron literatury. Czasami jednak oszczędność słów i obrazów wydobywa więcej z natury człowieka i historii niż tomy podręczników. Jak napisze Paweł Smoleński: „Trzy opowieści – z bieszczadzkiego bezludzia, bieszczadzkiej wsi i wielkiego miasta - których pozornie nic nie łączy, prócz dojmującego poczucia utraty i przekonania, że w życiu niekoniecznie jest tak, jak nam się wydaje, a już najpewniej nie będzie tak, jak tego chcemy”. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Ballada o kapciach Aleksander Kaczorowski
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
ESEISTYKA JAKO ŁATANIE DZIUR W PAMIĘCI Aleksander Kaczorowski (ur. 1969) dał się poznać przede wszystkim jako wybitny slawista, tłumacz literatury czeskiej na język polski, między innymi utworów Bohumila Hrabala. W ostatnich latach głośno było również o napisanych przez niego biografiach – Václava Havla, Bohumila Hrabala, czy Oty Pavla. „Ballada o kapciach” została zaś opublikowana w 2012 roku w eseistycznej serii Wydawnictwa Czarne i trudno oprzeć się wrażeniu, że w dorobku autora jest „książką środka” – w procesie transformacji tłumacza w eseistę i pisarza. Na książkę Aleksandra Kaczorowskiego składają się trzy eseje: tytułowa „Ballada o kapciach”, „Skład żyrardowski” oraz „Ballada o Grodzisku”. Najbardziej osobistym z tekstów jest właśnie ten pierwszy, utrzymana w hrabalowskiej tonacji opowieść o przodkach autora. Tego typu rodzinne opowieści są z reguły niezwykle niepewnym tworzywem z literackiego punktu widzenia, zawsze bowiem istnieje ryzyko, że historia, która dla autora ma największą choćby wartość sentymentalną, w wymiarze literackim nie wyrośnie ponad przeciętność i nie zainteresuje nikogo oprócz samego kronikarza. Myślę, że każdy nosi w sobie przynajmniej jedną taką książkę, która wyrasta z szumu gałęzi drzewa genealogicznego. Przyznaję się otwarcie, że od pewnego momentu nawet nie starałem się zapamiętywać szczegółów na temat obficie opisywanych w książce rodzinnych koligacji. Ale Kaczorowski w „Balladzie o kapciach” dokonuje czegoś więcej, wpisuje dzieje swojej rodziny w szerszy kontekst społeczno-kulturalny epoki. Sprawia to, że mimo iż bardzo łatwo jest pogubić się w zawiłej historii jego przodków, zamiast odłożyć tę książkę na stertę innych podobnych, mozolnie brnie się dalej. Przodkowie Kaczorowskiego nie odznaczyli się niczym szczególnym, autor opisuje „życie maluczkich, czyli tak zwanych ludzi, jak nazywano ich we dworach”, których istnienie „zapisuje się w pamięci potomków tylko wówczas, gdy zdarzyło im się otrzeć o lepszy świat, o świat «jaśnie państwa»”. Jakkolwiek intuicja każe wewnętrznie nie zgodzić się z tą opinią autora, trudno zaprzeczyć, ze coś jest na rzeczy – na przykład w mojej rodzinie od dziesięcioleci krążą opowieści o tym, jak to pod koniec dziewiętnastego wieku pradziadkowie byli sąsiadami Stanisława Wyspiańskiego, czy o prapradziadku, który był stangretem u hrabiów Potockich. W moich ostatnich lekturach często pojawia się motyw dialogów z matką. Po książkach Tadeusza Różewicza i Waldemara Bawołka, nie inaczej jest u Kaczorowskiego – obszerny fragment „Ballady o kapciach” to właśnie taka rozmowa, która, zamiast rozjaśniać genealogiczne meandry, wszystko tylko zaciemnia – matka co chwilę upomina syna: „wszystko pokręciłeś!”, mylą się imiona, pokolenia, daty, a nawet nazwy miejscowości. Książka ta, a w szczególności tytułowy esej, wyrosła z amnezji członków rodziny autora. Kaczorowski twierdzi, że więcej wie o Hannibalu, niż o własnym dziadku i nie może się z tym faktem pogodzić, dlatego też postawił sobie zadanie wypełnienia luk w pamięci osobistej historii, ponieważ, jak sam pisze: jest „pierwszym członkiem swojej rodziny nauczonym postrzegać przeszłość w sposób uporządkowany, encyklopedyczny”. Niejasna jest nawet proweniencja obecnych w tytule kapci: „Kiedy miałem kilka lat, ktoś nam przysłał paczkę, a w niej piękne zielone kapcie i kilka fotografii, na których jakieś starsze panie siedziały w otoczeniu nieznanych mi dzieci, w dobrze umeblowanym pokoju z telewizorem w tle. Pewnie już nigdy się nie dowiem, dlaczego właśnie kapcie, domyślam się jednak, że miało to związek z czasami, gdy dzieci na wsi biegały latem boso, a zimą donaszały buty po starszym rodzeństwie”. Drugi esej, poświęcony jest Żyrardowowi, którego nazwa wywodzi się od francuskiego inżyniera o nazwisku de Girard. Kaczorowski, który jawi się jako niepośledni gawędziarz, żartuje, że gdyby ów inżynier nazywał się de Dupont, nikomu nie przyszłoby do głowy uczczenie jego pamięci w ten sposób. Autor opisuje tu słynną w okresie międzywojennym aferę, kiedy to francuski przemysłowiec Marcel de Boussac doprowadził do likwidacji żyrardowskie zakłady wyrobów lnianych, wyprowadzając za granicę wielkie sumy ze Skarbu Państwa. Istotną kwestią jest w tym eseju również powojenna polaryzacja społeczna – mieszanie się szlachty z chłopstwem. Niejako na marginesie, Kaczorowski opowiada w tym tekście interesującą historię Władysława Reymonta, która w nieco innym świetle ukazuje polskiego noblistę. Kaczorowski w „Balladzie o kapciach” sporo demistyfikuje – na przykład dworek w Żelazowej Woli, który nie ma nic wspólnego z Chopinem, a także spekuluje co by było, gdyby Zygmunt III Waza nie przeniósł stolicy do Warszawy: „Mazowsze byłoby dziś takim samym skansenem cywilizacyjnym jak Podlasie, rozbiór I Rzeczpospolitej dokonałby się znacznie wcześniej , Mazowsze zostałoby trwale zajęte przez Prusy, a miejscowy lud szprechałby w urzędach i szkołach po niemiecku”. Podaje w wątpliwość również legendę o sarmackim pochodzeniu Polaków, pisząc o polskości, jako o „świeżym patencie”. Obala również mit, według którego w czasie wojny wszyscy Polacy ratowali Żydów. Rozwinięcie tego zagadnienia przynosi nam trzeci z geopoetycznych portretów – „Ballada o Grodzisku”. Opierając się na „Dzienniku okupacyjnym” pisarza Stanisława Rembeka, Kaczorowski dokonuje niezwykle poruszającej syntezy trudnych relacji polsko-żydowskich w Grodzisku Mazowieckim. (Wątek żydowski jest też spoiwem wszystkich trzech esejów, które chyba nie mogłyby się ukazać dziś, w czasach, kiedy każda próba obiektywizmu, odchylenia od polonocentrycznego punktu widzenia jest sprowadzana do szkalowania Polski). Nota bene: Rembek brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, walczył w Zawadzie pod Zamościem – w tym samym starciu, tyle że po drugiej stronie konflikty znalazł się Izaak Babel – dla Kaczorowskiego to pretekst, by opowiedzieć tragiczną historię ostatnich lat jednego z najwybitniejszych rosyjskich pisarzy, autora „Opowiadań odeskich”, jego romans z żoną Jeżowa, który przyczynił się do jego śmierci. W „Balladzie o Grodzisku” znajdziemy też aforyzm, który bodajże utkwił mi w pamięci najdotkliwiej: „Zwyrodnienie nie ma narodowości”. Ulubionym gatunkiem literackim autora są notki biograficzne, Kaczorowski uważa, że w tego typu tekstach, wielkie pole do popisu ma wyobraźnia. Z tej fascynacji, jak się wydaje, wyrosła również „Ballada o kapciach”. Kaczorowski nie fantazjuje jednak na temat biografii, on z uporem literackiego archeologa, rekonstruuje je, zbierając ich fragmenty, spaja lepiszczem wyobrażeń. Opisuje miejsca ważne dla swojej prywatnej historii, przechadza się ulicami swoich małych ojczyzn, przefiltrowując przestrzeń przez sito historii, zastanawia się, jak wyglądałby dana uliczka, czy zaułek siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu. To geopoetyka w czystej postaci. Dlatego też „Ballada o kapciach” to książka odznaczająca się sporym synkretyzmem. Na stu sześćdziesięciu stronach autor zgromadził elementy trudne do połączenia – esej, wspomnienia, reportaż. Nie jest to z pewnością książka eseistyczna sensu stricte, a raczej kawał rzetelnej dziennikarskiej roboty, wzbogaconej licznymi źródłami i osobistą anegdotą. A przede wszystkim jest to książka o korzeniach, próba znalezienia tożsamości, uzupełnienia luk w pamięci osobistej i pokoleniowej, ballada o sobie samym. Choć Kaczorowski dotyka delikatnej materii spraw trudnych, pisze o tym z polotem, swadą, a niekiedy nawet z pewną dozą humoru. Warunkiem koniecznym do zrozumienia książki Kaczorowskiego z pewnością nie jest dokładne orientowanie się w meandrach jego genealogii. „Kim oni wszyscy byli? Jak naszkicować portret kogoś, kto nic po sobie nie zostawił oprócz kilkorga dzieci, paru krzeseł, stołu, kilku brzydkich zdjęć w idiotycznych pozach? Jak odnaleźć w nich cokolwiek, co pozwoliłoby wierzyć, że gdyby jeszcze żyli, coś by nas łączyło? Jak doszukać się w nich cząstki siebie? – zastanawia się Aleksander Kaczorowski. To wszystko czyni z „Ballady o kapciach” wartościową i godną polecenia pozycję, choć z pewnością nie jest to książka dla każdego.
Tomasz Wojewoda - awatar Tomasz Wojewoda
oceniła na67 lat temu
Dziennik czasu okupacji Raja Shehadeh
Dziennik czasu okupacji
Raja Shehadeh
Dla mnie dziennik ten jest przede wszystkim wyrazem głębokiego idealizmu. Autor regularnie nawiązuje do kwestii poszanowania praw człowieka, praworządności, pokoju i koegzystencji kultur, wspomina dzieła literackie, muzyczne, a także podkreśla piękno przyrody i życia blisko natury. Zważywszy na fatalne okoliczności i praktykę działania Izraela, można by to skwitować jako ,,odklejenie” bądź ,,skrajną naiwność”, lecz obok w/w elementów w dzienniku znajdują się również bardzo przytomne obserwacje i po prostu rzeczowe relacje o codziennej niedoli Palestyńczyków w swojej ojczyźnie. Ale i tak należy przyznać, że skoro autor ma możliwość odbycia podróży zagranicznej (np. do Europy),to choćby tylko z tego jednego powodu i tak jest w dużo lepszej sytuacji niż rzesze jego rodaków. Toteż wydaje mi się, że być może wpisy o takim właśnie charakterze (tj. relacje + historyczno-socjologiczne refleksje + okazjonalne odniesienia do kultury) zostały stworzone i zebrane w jednej książce po to, aby jasno obalić tezę, stale lansowaną przez izraelską propagandę, że to państwo [Izrael] jest ,,ostoją cywilizacji w morzu arabskiego barbarzyństwa”. Przy czym, według mnie, autor jest w swych stwierdzeniach dość uczciwy. Nie idzie na łatwiznę i nie przedstawia rzeczywistości a priori na korzyść strony palestyńskiej, np. po prostu odwracając izraelską narrację, czyli w tym wypadku: ,,źli Izraelczycy” kontra ,,niewinni Arabowie”. Zatem na kartach książki można znaleźć także przykłady zarówno dobroczynności niektórych Izraelczyków, jak zaprzaństwa niektórych Palestyńczyków. Innymi słowy, popadanie w paranoiczne myślenie albo narastająca, podświadoma nienawiść do sąsiedniej kultury dotyczy(-ły) tutaj wszystkich stron. Choć, oczywiście, proporcje w odpowiedzialności za ten apartheid zostały opisane w sposób wierny rzeczywistości - takie tematy jak choćby: sprawa Jakowa Teitela, mur graniczny albo represyjne przepisy unaoczniają, jakie realne warunki życia panują na Terytoriach Okupowanych. Tutaj przeważnie mowa jest o Zachodnim Brzegu. Pod tym względem książka wydaje mi się wiarygodna - czyli mogę powiedzieć, że najważniejszy element, a zarazem cel jej napisania został zrealizowany poprawnie. Nie jest to, co prawda, ostateczne opisanie problemu, lecz tylko i aż: jeden ważny, cenny głos w przedstawieniu kwestii palestyńskiej. 🇵🇸 Pomimo tego, że dziennik obejmuje lata 2009-2012, czyli już nieco nieaktualną rzeczywistość, to polecam się z nim zapoznać. A może: zwłaszcza DLATEGO. Widać bowiem jak na dłoni; jakie problemy wciąż nękają palestyńskie społeczeństwo na Terytoriach Okupowanych; jak daleko wciąż jest od osiągnięcia stabilnego pokoju; oraz, że niegodziwości i zbrodnie na Palestyńczykach nie dzieją się od wczoraj.🇵🇸 Na koniec trzy małe minusy: 1) niekiedy wydawało mi się, że tłumaczenie było trochę dziwaczne i nie do końca adekwatne; 2) trochę nierealistyczna ocena autora ws. rewolucji w Egipcie 2011, kiedy to obalono rządy Hosniego Mubaraka (aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, dlaczego perspektywa palestyńska jest taka, a nie inna); 3) trochę żartobliwie: zaspojlerowanie ,,Portretu Doriana Graya”
afeN - awatar afeN
ocenił na75 miesięcy temu
Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech Stig Dagerman
Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech
Stig Dagerman
Jest rok 1946, właśnie toczą się procesy zbrodniarzy wojennych w Norymberdze, i to w tym czasie młody, dwudziestotrzyletni początkujący pisarz Stig Dagerman na zlecenie „Expressen” (szwedzka gazeta codzienna) wyjeżdża do Niemiec. Jego zadaniem jest napisanie serii reportaży o życiu ludności niemieckiej w powojennej rzeczywistości. “Niemiecka jesień. Reportaż z podróży do Niemiec” to przejmujący tekst o bolesnym upadku „niezwyciężonego” narodu. Stig Dagerman, jak rasowy dziennikarz nie wydaje wyroków, nie ocenia, on chłodnym reporterskim okiem przedstawia problemy ówczesnych Niemiec. Pisze o ludziach, którym przyszło żyć w ruinach zbombardowanego przez aliantów miasta, o dzieciach, które mówią, że ich wymarzonym prezentem urodzinowym jest gruba pajda chleba posmarowana masłem, czy o wegetujących bez jedzenia i dostępu do bieżącej wody uciekinierach-tułaczach, którzy utknęli w wagonie odstawionym na bocznicy kolejowej. Autor zwraca uwagę na nierówności ekonomiczne, bo choć społeczeństwo niemieckie dotknęła nędza, to są wśród nich biedni i biedniejsi; są osoby, które muszą kraść, żebrać, czy prostytuować się, żeby zdobyć przysłowiową kromkę chleba, i ludzie ubolewający, że do gorzkiej herbaty mogą sobie pozwolić jedynie na tort z paskudnego niemieckiego chleba z fałszywą śmietaną. Dagerman tłumaczy również, dlaczego nie powinno pytać się upadłego niemieckiego społeczeństwa o ich stosunek do nazizmu. Z punktu widzenia narodów podbitych przez III Rzeszę i ludzi, którym przyszło żyć pod jarzmem niemieckiej okupacji, jest to reportaż wstrząsający. Czytając o tragedii niemieckich rodzin pozbawionych dachu nad głową, czy o straconym pokoleniu młodych ludzi, którzy “podbili świat, mając osiemnaście lat, a mając dwadzieścia dwa wszystko stracili”, trudno nie czuć zażenowania. Siłą “Niemieckiej jesieni" Dagerman jest właśnie, to, co może nas oburzać, odwrócenie narracji i pokazanie społeczeństwa niemieckiego jako ofiary. Społeczeństwa, które dało się uwieść i zmanipulować politykom i które za ten trwający kilka lat “romans” zapłaciło ogromną cenę. Wojny rozpętują politycy, wygrywają żołnierze, a koszty tego zwycięstwa ponoszą zwykli ludzie, niezależnie po której ze stron konfliktu stoją. Zachęcam Was do sięgnięcia po ten reportaż, warto spojrzeć na okres powojenny z nieco innej perspektywy.
czytam_w_szwecji - awatar czytam_w_szwecji
ocenił na87 miesięcy temu
Londyńczycy Ewa Winnicka
Londyńczycy
Ewa Winnicka
Obrazki z życia polskiej emigracji osiadłej po II WŚ na Wyspach. Opisy treści dostępne w necie i pierwszy rozdział mogą sugerować, że reportaż to swego rodzaju „historia nieznana”, biografie zwykłych Polaków, którzy mimo udziału w wojnie nie zapisali się w annałach i na emigracji wiedli przeciętny żywot i którzy wreszcie dostali szansę, by opowiedzieć o swoich losach. Niestety, podczas lektury szybko okazuje się, że treść książki rozmija się z oczekiwaniami. Jest parę reportaży o emigrantach i ich potomkach, lecz znaczną część poświęcono historiom przemaglowanym już wzdłuż i wszerz przez dziennikarzy i historyków piszących o londyńskiej emigracji – kontrowersyjnemu życiu prywatnemu generała Andersa, skandalom związanym z „opieką” nad złotem NBP, wojenkom emigracyjnych polityków. Autorka zawarła również biografię księcia Kentu, któremu zdecydowanie na wyrost przypisała szczególne propolskie sympatie. In minus był też dla mnie narracyjny bałagan, czasem trudno się było połapać w chronologii zdarzeń. Zaczynam się już przyzwyczajać, że wydawnictwo Czarne wybiera do publikacji takie reportaże, które wyglądają jak wersje robocze, a nie gotowe teksty. Jak dla mnie zmarnowany potencjał. Podejrzewam, że te 15 lat temu autorka łatwo mogła znaleźć więcej osób, które byłyby skłonne podzielić się opowieściami o życiu na emigracji czy dorastaniu w mieszanych, polsko-brytyjskich rodzinach.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na67 miesięcy temu

Cytaty z książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta