rozwińzwiń

Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec

Okładka książki Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec autora Bogdan Snoch, 832160644X
Okładka książki Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec
Bogdan Snoch Wydawnictwo: Wydawnictwo "Śląsk" Seria: Z medalionem powieść historyczna
151 str. 2 godz. 31 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Z medalionem
Data wydania:
1985-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1985-01-01
Liczba stron:
151
Czas czytania
2 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
832160644X
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec

Średnia ocen
7,0 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec

Sortuj:
avatar
143
142

Na półkach:

Myślę, że wyczerpująca biografią spadkobiercy Bolesława Krzywoustego, pierwszego seniora. Wiele faktów, też i hipotez, które że względu na odległy czas i ubogość źródeł mogły się przedawnić, jednak w pełni oddają w sumie tragedię jego życia.

Myślę, że wyczerpująca biografią spadkobiercy Bolesława Krzywoustego, pierwszego seniora. Wiele faktów, też i hipotez, które że względu na odległy czas i ubogość źródeł mogły się przedawnić, jednak w pełni oddają w sumie tragedię jego życia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
39

Na półkach: , , , , ,

Książka powstała u schyłku PRLu, jednak autor nie popełnia grzechu znacznej części historyków tego okresu piszących o dziejach Śląska czy Pomorza, którzy starali się za wszelką cenę dowieść polskości tych ziem, aby uzasadnić nazywanie ich "Ziemiami Odzyskanymi".
Ta książka jest rzetelną, kompletną biografią Władysława Wygnańca, zawierającą krytyczną analizę źródeł na jego temat. Autor nie stroni od polemiki z utrwalonymi w historiografii opiniami na temat swojego bohatera. Kawał porządnej i rzetelnej literatury historycznej.

Książka powstała u schyłku PRLu, jednak autor nie popełnia grzechu znacznej części historyków tego okresu piszących o dziejach Śląska czy Pomorza, którzy starali się za wszelką cenę dowieść polskości tych ziem, aby uzasadnić nazywanie ich "Ziemiami Odzyskanymi".
Ta książka jest rzetelną, kompletną biografią Władysława Wygnańca, zawierającą krytyczną analizę źródeł na jego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
174
158

Na półkach:

Rzetelna i bardzo dobrze napisana biografia Władysława II Wygnańca (1138-1146),najstarszego syna Bolesława III Krzywoustego, od którego wywodzi się też panująca później na Śląsku starsza linia dynastyczna Piastów.

Autor polemizuje z tradycją współczesnej swemu bohaterowi historiografii i polską świadomością historyczną (kształtowaną między innymi przez czerpiącego z przekazów kronikarskich z epoki Kraszewskiego),w których winę za rozbicie dzielnicowe średniowiecznej monarchii piastowskiej przypisuje się jednostronnie Władysławowi i jego niemieckiej żonie Agnieszce.

Robi to jednak w dość szczególny i subtelny intelektualnie sposób, mianowicie przyznając poniekąd rację współczesnym, oskarżającym pierworodnego Krzywoustego o to, iż od samego początku dążył obalenia testamentu politycznego ojca. Bogdan Snoch nie przeczy tym oskarżeniom, lecz twierdzi że za piętnowanymi w nich działaniami princepsa stała historyczna słuszność.

W sporze pomiędzy zasadą monarchiczną wyrażaną przez Władysława i jego małżonkę (a później też przez ich synów, Bolesława Wysokiego i Mieszka Plątonogiego),a zasadą poliarchiczną, której ideologicznym manifestem był testament Krzywoustego, której zaś stronnikami byli juniorzy i współczesne możnowładztwo świeckie oraz duchowne, autor przyznaje rację monarchizmowi.

Konsekwencja zwycięstwa poliarchii to utrata przez Polskę wpływów na Zaodrzu, odpadnięcie od Polski na osiemset lat Pomorza i utrata na dwieście lat korony królewskiej. Za moment przełomowy dla tego zwycięstwa Snoch uznaje nie śmierć Krzywoustego i zaprzysiężenie przez możnych jego testamentu, lecz niepowodzenie Władysława, próbującego na podobieństwo ojca i Bolesława Chrobrego, na powrót zjednoczyć podzielony pomiędzy synów i wdowę po zmarłym panującym kraj.

Przyczyny porażki princepsa upatruje autor w jego niewielkich, w zestawieniu z ambicjami, talentach politycznych i militarnych. Snoch – słusznie, bądź nie – przypisuje swemu bohaterowi wiele pochopnych i nieprzemyślanych działań politycznych oraz katastrofalne zaniechania militarne. Przede wszystkim jednak stwierdza, że podniecane przez ambitną małżonkę dążenia princepsa do jedynowładztwa rozminęły z widoczną w epoce tendencją do poliarchii.

Jak więc widzimy, autor czyni z Władysława „człowieka przeciwko czasowi”, zarazem zaś wyprzedzającego poniekąd świadomość swojej epoki politycznego wizjonera, który dostrzegał zagrożenia stwarzane przez dezorganizację władzy monarchicznej i próbował im bezskutecznie zapobiec. Zasada o którą walczył Władysław zachowała słuszność, pomimo że on sam okazał się zbyt słaby, by skutecznie jej bronić.

Warsztatowo, praca imponuje biegłym poruszaniem się przez autora w zawiłościach genealogicznych nie tylko dynastów polskich ale też sąsiednich Rusi, Czech i Niemiec. Opisując koleje życia Rychezy, córki Władysława, autor zabiera nas nawet w podróż do odległych Hiszpanii, Barcelony i Prowansji, po których okazuje się być bardzo kompetentnym przewodnikiem.

Towarzyszymy też Władysławowi i jego synom na wygnaniu w niemieckim Altenburgu, ale również podczas II wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej i ekspedycji Barbarossy do Włoch. Jesteśmy świadkami wysiłków Albrechta Niedźwiedzia, Henryka Lwa i władców duńskich na Pomorzu i na Zaodrzu, poznając przy okazji politykę tamtejszych władców słowiańskich i jej uwarunkowania polskie.

Nagromadzenie faktów jest tak duże, że książkę, mimo iż liczy sobie niecałe sto pięćdziesiąt stron, powinno się czytać przez kilka dni. Najlepiej czytać jeden lub dwa rozdziały dziennie, pozwalając następnie przyswojonej wiedzy się utrwalić. Również drobny i dość zbity druk nie przemawia za czytaniem tej pozycji „jednym tchem”. Szczęśliwie natomiast, autor oszczędził nam rozbudowanych przypisów, podając jedynie najważniejsze z nich na końcu książki oraz dołączając wskazówki bibliograficzne. Dla niespecjalistów jest to w zupełności wystarczające, zdecydowanie ułatwia zaś przyswajanie tekstu.

W pracy można dopatrzeć się jednak kilku niekonsekwencji i elementów budzących wątpliwości. Nieuzasadnione wydaje się w pozycji przeznaczonej dla szerokiego grona czytelników wplatanie w tekst nietłumaczonych cytat łacińskich i rosyjskich. Co gorsza, Snoch nie jest tu konsekwentny, bo o ile w środkowych partiach tekstu cytaty podaje tylko w brzmieniu oryginalnym, to już w końcowych rozdziałach książki w nawiasach dodaje tłumaczenie, lub wręcz ogranicza się jedynie do podania wersji polskiej.

Nie przekonuje też przetłumaczenie przez autora znalezionego przezeń w latopisie hipatiewskim rosyjskiego wyrażenia „krestnoje ciełowanie” jako „całowanie krzyża”. Rzecz tyczy się przypieczętowania układu pomiędzy Bolesławem Kędzierzawym i Mieszkiem (późniejszym Starym) a zawezwanymi przez Władysława na pomoc w czasie konfliktu o ziemię sieradzko-łęczycką w 1145 r. ruskimi książętami Igorem II Olegowiczem, Światosławem, Włodzimierzem Dawidowiczem i Światosławem Wsiewołodowiczem, i - jak wynika już nawet z kontekstu obszerniej cytowanego latopisu - chodziło tu ewidentnie o całowanie się obecnych „na krzyż”, czyli każdego z każdym, nie o pocałunek złożony przez każdego z nich na krucyfiksie.

Wydaje się również, że w kilku miejscach autor, nawet nie tyle w ocenach politycznych ile w ocenach moralnych, zbyt pobłażliwy, mimo wszystko, jest dla Władysława, zbyt surowy zaś dla juniorów. Zaprzecza więc, przykładowo, że princeps pozostawał pod wpływem żony, by następnie w swojej narracji dowieść mimowolnie że tak właśnie było. Piotra Włostowica potępia jako zdrajcę za obronę zasad politycznych wyrażonych testamentem Krzywoustego, podczas gdy to łamiący je Władysław był formalnie uzurpatorem. Juniorzy gnący się przed naporem Cesarstwa są przez autora surowo ganieni, ale już Władysław wzywający przeciw nim Rusinów a potem króla niemieckiego i cesarza znajduje usprawiedliwienie.

Mimo tych kilku zastrzeżeń, książka Bogdana Snocha zdecydowanie zasługuje na polecenie, i to nie tylko pasjonatom historii średniowiecznej i historii Polski. Ma ona również jak najbardziej współczesny walor wychowawczy, przekonując o pozytywnej roli silnej władzy monarchicznej i wchodząc tym twierdzeniem w polemikę z obecną chyba immanentnie w naszej historycznej świadomości, spopularyzowaną jednak szczególnie ostatnio w bałamutnej publicystyce „republikańskiej” a'la Andrzej Nowak, tezą jakoby sensem naszych narodowych dziejów była „słuszna” walka o „wolność” i „prawa obywatelskie” przeciwko rzekomo „nieprawowitej” z samej swej istoty władzy autokratycznej.

Rzetelna i bardzo dobrze napisana biografia Władysława II Wygnańca (1138-1146),najstarszego syna Bolesława III Krzywoustego, od którego wywodzi się też panująca później na Śląsku starsza linia dynastyczna Piastów.

Autor polemizuje z tradycją współczesnej swemu bohaterowi historiografii i polską świadomością historyczną (kształtowaną między innymi przez czerpiącego z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec na półkach głównych
  • 23
  • 19
21 użytkowników ma tytuł Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Bogdan Snoch
Bogdan Snoch
dr hab. Bogdan Snoch - polski historyk, pedagog, autor podręczników i słowników. Urodził się w Akwizgranie, w Niemczech, ale dużą część swojego życia związał z Częstochową. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. (historia). Specjalista z zakresu historii myśli pedagogicznej oraz historii oświaty i szkolnictwa. Autor lub współautor skryptów i podręczników akademickich oraz kilkuset publikacji i artykułów zamieszczonych w periodykach historycznych. Wykładał m.in. w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie oraz Wyższej Szkole Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Katowicach. Bogdan Snoch żył 85 lat. Wybrane publikacje książkowe: "Powrót do piastowskich granic" (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1982),"Protoplasta książąt śląskich" (Wydawnictwo Śląsk, 1985),"Legendy i baśnie znad Warty" (Omnipress, 1986),"Tragedia Piotra Włostowica" (Wyd. Śląskiego Instytutu Naukowego, 1987),"Szkolny słownik historii Polski. Czasy porozbiorowe, 1795-1918" (z Jerzym Skowronkiem, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1997).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Litwin i Andegawenka Stefan Maria Kuczyński
Litwin i Andegawenka
Stefan Maria Kuczyński
Są takie motywy i wątki, które mnie stalą przyciągają i nie znalazłam z nimi książki, która kompletnie by mi się nie podobała. Ale są też tematy, które wciąż mnie zawodzą, a jednak szukam kolejnych tytułów, wierząc, że w końcu jakiś mnie zadowoli. Tak sięgnęłam po ,,Litwina i Andegawenkę” Stefana Kuczyńskiego. W końcu za czasów autora nie było jeszcze szału na ,,Koronę Królów”, a pisarz podobno był specjalistą od mediewistyki. Akcja zaczyna się w momencie, gdy Jagiełło jest jeszcze młodym księciem i ma dziedziczyć po swoim ojcu. Nie ma wiele czasu na przebywanie ze swoją młodzieńczą miłością Pojatą, ponieważ trapią go waśnie między członkami rodu, konflikt krzyżacki i ponaglania o przyjęcie chrztu. W tym czasie na Węgrzech na świat przychodzi Jadwiga, córka króla Ludwika. Od dzieciństwa przekonana, że wyjdzie za Wilhelma Habsburga i zostanie arcyksiężną w Wiedniu, po śmierci ojca Jadwiga zostaje wybrana na króla Polski, a jej nowi poddani nie chcą austriackiego pana. Wspominałam już, że ostatnio odwykłam od takiego ,,staroświeckiego” sposobu pisania i chwilami raziły mnie własne uwagi narratora czy mieszanie tekstu fabularnego z fragmentami z kronik. Jednak ogólnie ,,Litwin i Andegawenka” było przyjemną lekturą, a opisy świata średniowiecznego czy dokładna archaizacja tworzyły klimat i naprawdę pozwalały sobie wyobrazić to wszystko. Autor bardzo dużo miejsca poświęca Litwie, zwraca uwagę na to, jak chrystianizacja i unia z Polską były postrzegane w tym kraju, podkreśla autonomię Litwinów i ich przywiązanie do własnych korzeni. Również wszelkie intrygi w rodzinie Jagiełły opisane były ciekawie. Bardzo fajnie wypada też część ,,węgierska”. Autor oddał sprawiedliwość dość niedocenionej Elżbiecie Bośniaczce, ukazał ją jako silną kobietę i matkę, która chce pokazać, co potrafi i być prawdziwą królową, ale zarazem jest kochająca i opiekuńcza wobec małych Jadwigi i Marii. Sama Jadwiga przez większość czasu była tu naprawdę ludzka, rzeczywiście zachowywała się jak dziecko, które jest czasami naiwne, które nie ma idealnego przygotowania do władzy i najchętniej zostałoby z mamą. Pozytywnie zaskoczył mnie brak wielkiej love story z Wilhelmem (przypominam, że on nie był dokładnym rówieśnikiem Jadwigi – więc jeśli oburza nas jej ślub z Jagiełłą, to wizja siedemnastolatka zalecającego się do dwunastolatki także nie jest zbyt smaczna i moralna). Tutaj jest pokazane, że ta dwójka naprawdę się nie znała, że małżeństwa dzieci i cała ich otoczka to było coś złego, a nie pięknego. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do wizji Wilhelma jako rycerza na białym koniu piszącego wiersze dla swojej Jadwini, to zapewne ten obraz księcia może go zgorszyć, ale dla mnie to był po prostu nastolatek i jestem w stanie wierzyć, że chłopak w tym wieku mógł mieć podobne zachowania i myśli, gdy kręciła się przy nim młodsza dziewczynka. Niestety, całość mocno zniszczył bardzo sentymentalny wątek miłości Jagiełły do Litwinki Pojaty. Król nie był romantykiem, słynął raczej z chłodu i ukrywania uczuć, natomiast tutaj jest takim Werterem i Kordianem w jednym, który chce zrezygnować z władzy dla ślubu, każdy kawałek ziemi kojarzy mu się z Pojatą… Było to ckliwe, cukierkowe i niszczyło realistyczny, surowy klimat książki. A już opis Pojaty idącej do ślubu jak kloszard, bo przecież ona chce tylko miłości, a nie błyskotek, czy Władek prawie zrywający z abstynencją dla niej, to odruch przysłowiowego ,,rzygania tęczą”. W dodatku z historii wiemy, że trzecią żoną Jagiełły była Elżbieta Granowska, którą poślubił z miłości, natomiast tutaj mamy powiedziane, że jego serce będzie już zamknięte. Wielkim minusem jest także niesmaczna i absolutnie niepotrzebna scena praktycznie gwałtu małżeńskiego oraz stereotypowe przedstawienie średniowiecza jako czasów nieuświadomienia. W ogóle zakończenie mocno podkopało niezły początek, działalność polityczna i religijna Jadwigi praktycznie nie istnieje, wszystko jest bardzo uproszczone i streszczone. O ile pierwsza połowa ładnie zrywała ze stereotypami na temat króla-kobiety, tak końcówka znowu sprowadziła Jadwigę do kobiety, która została sławna i święta, bo miała złego starego męża. Swoją drogą, obraz Jadwigi w popkulturze to dla mnie ten sam trop co serialowa wersja pani Alicent Hightower, jeśli ktoś potrzebuje kontekstu 😉 Trochę żałuję, że ta książka nie wykorzystała w pełni swojego potencjału i za bardzo poszła w fikcyjne wątki i cierpiętnictwo. Na pewno dla dowiedzenia się czegoś o tych czasach i poczucia klimatu bardziej polecam ,,Litwina i Andegawenkę” niż współczesne powieści o Jadwidze, ale ostrzegam, że jeśli nie lubicie sentymentalnych romansów, to będziecie zgrzytać zębami. ,, Święta i coraz rzadsza jest szczera miłość między ludźmi…”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na71 rok temu
Herkules z mojej załogi Robert Graves
Herkules z mojej załogi
Robert Graves
https://znajnizszejwiezy.wordpress.com/2015/12/21/herkules-z-mojej-zalogi/ (...) Na pierwszy ogień idzie książka Roberta Graves’a „Herkules z mojej załogi”, którą, nie ukrywam, czytałem aż 3 miesiące. Więc strasznie długo, mimo że książka liczy trochę ponad 600 stron wraz z posłowiem. Jest to powieść historyczna, opisująca wyprawę Argonautów po Złote Runo. Na odwrocie książki możemy przeczytać zachętę/opinię Tadeusza Górnego: „(…) w pasjonujący sposób opisana historia wyprawy Argonautów po Złote Runo. Herkules, Jazon, Atalanta i inni mitologiczni bohaterowie ożywają na kartach dzieła mistrza gatunku powieści historycznej Roberta Graves’a (…). Książka ta, przez wielu uznawana za najlepszą w dorobku autora, ukazuje świat mityczny jako możliwą, a przy tym niezmiernie interesującą wersję historii prawdziwej i choć adresowana jest do dojrzałych czytelników znajduje również uznanie młodzieży.” Tyle Górny. Gdybym chwycił za tę książkę w księgarni czy też w bibliotece, to najprawdopodobniej bym jej do domu nie zabrał. Ot, zero zaciekawienia tematem jak i samym autorem. Dodatkowo, gdybym otworzył książkę w losowym miejscu i sobie przeczytał jedną stronę lub akapit (mój sposób na znalezienie dobrej książki) to z miejsca bym ją odłożył. W każdym razie książkę dostałem i zdecydowałem się ją przeczytać. Pierwsze co się rzuca w oczy to język. Jest dość ciężki i jeśli miałbym go określić kolorem to jest to biel wchodząca w szarość, taki niby patos. Dodatkowo mnogość nazw starożytnych, greckich sprawia, że ciężko się połapać na początku kto jest kim czy też czyje jest dane miasto, kraina. Jest to jedna z przyczyn wolnego czytania tej książki. Do języka trzeba się przyzwyczaić oraz go opanować, potem czytanie jest już dużo łatwiejsze. Jako że jest to powieść historyczna opisująca wyprawę, to i mnogość postaci pojawiających się w dziele jest ogromna. Samych Argonautów było ponad 30. Połapanie się w genealogii jest ciężkie, mimo że w książce znajduje się nawet jedno drzewo genealogiczne (które swoją drogą tak zostało zamieszczone, że nie można wszystkiego odczytać). O władztwach już nie wspominając. Jednak pokazuje to jak ten mały skrawek świata starożytnego był skomplikowany, jak wiele powiązań istniało między poszczególnymi postaciami – czy to poprzez więzy krwi, czy też problemy natury politycznej/religijnej. Na szczęście książka nie jest o politycznych zawiłościach Hellady około roku 1250 p.n.e. Wyprawa Argonautów po Złote Runo stanowi główną kanwę powieści. Wpierw jednak dowiadujemy się trochę na temat tła historycznego. W starożytnej Grecji religia miała duży wpływ na życie ludzkie i często je determinowała. Dlatego też autor swą opowieść rozpoczyna od przybliżenia konfliktu między Boginią Matką, Trójboginią noszącą wiele imion, a bogami olimpijskimi z Dzeusem na czele. Konflikt ten, o prym i boską władzę w świecie ludzi, jest przyczyną, dla której w ogóle dochodzi do wyprawy po Złote Runo. Otóż Trójbogini, rękoma Fryksosa, wykrada z groty lemnijskiej Złote Runo tryka Dzeusa i wywozi je do Kolchidy. Po latach, z Jolkos, na skutek intrygi Peliasa, wyrusza wyprawa Jazona w celu wykradnięcia Runa. Argonauci otrzymują wstawiennictwo 5 głównych bogów olimpijskich oraz samej Bogini Matki (która zleciła herosom wypełnienie jeszcze jednej misji). Sama podróż obfituje w szereg przygód – bez mitycznych stworzeń, za to z dużą ilością walk, intryg, biesiad, igrzysk, składania ofiar z setek zwierząt czy też uciech cielesnych z płcią przeciwną (np. postój na Lemnos). Poznajemy szereg plemion, ludów zamieszkujących wybrzeże Morza Czarnego, Śródziemnomorskiego, ich zwyczaje, wierzenia. Poznajemy samych Argonautów. Praktycznie każdy cechował się czymś co go wyróżniało – jakąś umiejętnością czy też sposobem bycia. Są między nimi, oprócz Jazona, Argos, który zbudował statek; Herkules z Tyryntu, człowiek obdarzony ogromną siłą oraz gwałtownością, przez co nie jedna osoba przypadkiem ginie z jego ręki; dziewica Artemidy Atalanta, która jest świetną łowczynią; Echion, syn boga Hermesa, herold Argonautów; Orfeusz śpiewak/poeta; i wielu innych znanych bohaterów, których wymienienie i opisanie zajęłoby przynajmniej jedną stronę A4. Jesteśmy świadkami ich działań oraz śmierci niektórych z nich – czy to podczas walki, czy też na skutek niedopełnienia rytuałów, obrazy bogów czy też spełniającej się przepowiedni. W każdym razie, akcja, w mojej ocenie, jest dość statyczna. Reasumując, książka przez pierwsze kilka rozdziałów nie jest łatwa. Wymaga wysiłku, nauczenia się realiów, bohaterów. Jednak po przebrnięciu przez początek, książkę przyjemnie się czyta. Jest ona dość spokojna, statyczna, z dość dużą ilością opisów zwyczajów religijnych starożytnych Greków oraz ludów zamieszkujących basen morza Śródziemnego oraz Czarnego. Posiada więc duże walory edukacyjne. Pokazuje też jak duży wpływ na życie ówczesnych ludzi miała wiara w bogów. Jak dużo rytuałów, ofiar było składanych na ich przebłaganie, a niedopełnienie ich niosło ze sobą duże konsekwencje. Poznajemy także mentalność ludzką z tego okresu. Pewne rzeczy mogą zadziwić co wrażliwszego czy też „klasycznego” czytelnika, który wychował się na ułagodzonych i pozbawionych krwi oraz seksu mitach greckich.
Fantom - awatar Fantom
ocenił na69 lat temu

Cytaty z książki Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Protoplasta książąt śląskich: Władysław II Wygnaniec