O pożytkach z wątpliwości

Okładka książki O pożytkach z wątpliwości autora Zygmunt Bauman, 8388807277
Okładka książki O pożytkach z wątpliwości
Zygmunt Bauman Wydawnictwo: Sic! nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
206 str. 3 godz. 26 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Conversations with Zygmunt Bauman
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
206
Czas czytania
3 godz. 26 min.
Język:
polski
ISBN:
83-88807-27-7
Tłumacz:
Ewa König-Krasińska
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O pożytkach z wątpliwości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki O pożytkach z wątpliwości

Średnia ocen
7,6 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce O pożytkach z wątpliwości

Sortuj:
avatar
69
6

Na półkach:

Doskonale poznać trochę bliżej i w stosunkowo przyswajalnej formie myśli Zygmunta Baumana. Lektura jego autorskich książek (w sumie to jednej - "Płynnej nowoczesności") nastręczyła mi wiele trudności, nie nadążałem za logiką prof. Baumana. W tej pozycji zrozumienie jest prostsze (choć pozostają wyjątki od tej reguły, co nie powinno dziwić jeśli prowadzący wywiad i bohater książki rozmawiają o zagadnieniach, z którymi nie miało się do czynienia, czy cytują sobie znanych, niekoniecznie mi autorów). Szczególnie zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że do ludzkich celów mogą prowadzić tylko ludzkie środki. Dodatkowo zapamiętałem tezę, że jedną z przyczyn rozluźnienia moralnego jest poczucie ludzi w dzisiejszym świecie, że to jest ich jednorazowe spotkanie, to co zrobią zostanie tylko z nimi, nie poniosą zewnętrznych konsekwencji. - sam widzę taki sposób myślenia, a Bauman nazwał to za mnie. Dzięki temu (ale i innym jego myślom) mogę świadomiej obserwować rzeczywistość, za co szczerze jestem mu wdzięczny.

Doskonale poznać trochę bliżej i w stosunkowo przyswajalnej formie myśli Zygmunta Baumana. Lektura jego autorskich książek (w sumie to jednej - "Płynnej nowoczesności") nastręczyła mi wiele trudności, nie nadążałem za logiką prof. Baumana. W tej pozycji zrozumienie jest prostsze (choć pozostają wyjątki od tej reguły, co nie powinno dziwić jeśli prowadzący wywiad i bohater...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
480
131

Na półkach:

Czytałem, zaglądałem do książek Baumana i o Baumanie, oglądałem dokumenty, czytałem wywiady w poszukiwaniu prostego, jasnego wytłumaczenia czym jest nowoczesność a czym ponowoczesność i płynna nowoczesność, jakie są ich cechy charakterystyczne, różnice.
Odpowiedź znalazłem dopiero tutaj, w rozdziale III "Ambiwalencje nowoczesności" Bauman omawia dokładnie czym są podane wyżej terminy, rozróżnia je, przedstawia swój wkład w tworzenie i porządkowanie tych pojęć.
Od trzeciego rozdziału tej książki (wcześniejsze są o socjologii, nudne dla laików) należy rozpocząć czytanie Baumana. Nie próbujcie "Kultury w płynnej nowoczesności", "Miłość, Europa, Świat" (dokument),ani "Listów ze świata(...)" przed przeczytaniem tego.

Czytałem, zaglądałem do książek Baumana i o Baumanie, oglądałem dokumenty, czytałem wywiady w poszukiwaniu prostego, jasnego wytłumaczenia czym jest nowoczesność a czym ponowoczesność i płynna nowoczesność, jakie są ich cechy charakterystyczne, różnice.
Odpowiedź znalazłem dopiero tutaj, w rozdziale III "Ambiwalencje nowoczesności" Bauman omawia dokładnie czym są podane...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

100 użytkowników ma tytuł O pożytkach z wątpliwości na półkach głównych
  • 66
  • 29
  • 5
19 użytkowników ma tytuł O pożytkach z wątpliwości na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki O pożytkach z wątpliwości

Inne książki autora

Okładka książki O świecie i sobie samych Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek
Ocena 7,3
O świecie i sobie samych Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek
Okładka książki Płynne pokolenie Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini
Ocena 6,3
Płynne pokolenie Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini
Okładka książki Zarządzanie w płynnej nowoczesności Irena Bauman, Zygmunt Bauman, Jerzy Kociatkiewicz, Monika Kostera
Ocena 7,0
Zarządzanie w płynnej nowoczesności Irena Bauman, Zygmunt Bauman, Jerzy Kociatkiewicz, Monika Kostera
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman
Socjolog, filozof, eseista. Jeden z twórców koncepcji postmodernizmu – ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hegemonia albo przetrwanie: amerykańskie dążenie do globalnej dominacji Noam Chomsky
Hegemonia albo przetrwanie: amerykańskie dążenie do globalnej dominacji
Noam Chomsky
Chomsky w swej książce, stara się przedstawić nam amerykańskich władców jako ludzi w sposób świadomy i konsekwentny dążących do ustanowienia hegemonii USA na błękitnej planecie. Twierdzi iż amerykański przemysł propagandowy wyszlifował idee dr. Goebbelsa do perfekcji i karmi cały świat reklamą demokratycznego idealizmu... a świat dławiąc się i pokasłując, łyka tę papkę bez popitki... Bazując na zgromadzonych przez siebie materiałach, autor stwierdza iż owo dążenie do dominacji nie jest niczym nowym. Dzieje się tak przynajmniej od zakończenia pierwszej wojny światowej, czyli od czasów prezydentury Woodrowa Wilsona. Jednakże "wprawki" z Realpolitik - Stany Zjednoczone miały już w XIX stuleciu, eksterminując rdzennych mieszkańców kontynentu i anektując połowę terytorium sąsiedniego Meksyku. Później było już tylko ciekawiej... napaść na Haiti, aneksja Hawajów, Kuba, Portoryko, Guam, Filipiny... A wszystko to w ramach bratniej pomocy i szerzenia demokracji!? Ale jankesi, tak naprawdę rozkręcili się dopiero w trakcie i po drugiej wojnie światowej, oj działo się i dzieje się nadal... Autor nie bajdurzy, często powołuje się na wypowiedzi prominentnych polityków amerykańskich i przyznać trzeba iż jest w ich dosłownym cytowaniu wręcz bezwzględny. I byłoby więcej gwiazd gdyby Noam Chomsky nie skupiał się tak bardzo na czasach ówczesnych, czyli prezydenturze George'a W. Busha, gdyż dziś pewne przykłady i przemyślenia nieco trącą myszką. Ale ogólnie jest na plus :) Książkę tę polecam szczególnie osobom zafascynowanym amerykańską "demokracją" jako swego rodzaju otwieracz do oczu.
Van Groch - awatar Van Groch
ocenił na87 lat temu
Bunt mas José Ortega y Gasset
Bunt mas
José Ortega y Gasset
Przedwojenna myśl na temat społeczeństwa, która nie straciła nic na aktualności. Klasyka myśli socjologicznej i kulturoznawczej. Książka nie najłatwiejsza, wymagająca skupienia, ale dająca wiele satysfakcji i ukazująca problemy, z którymi ludzie mierzą się od ponad 100 lat. „Bunt mas” to klasyka wielka, książka, w której autor punktuje mierność i pospolitość jednostki, w której krytykuje demokratyczne mechanizmy kierujące się w stronę pospolitości mas. Z tego co widzimy, my współcześni, to to, że człowiek nic a nic nie wynosi z historii, nic a nic się nie uczy na błędach wcześniejszych. „Bunt mas” to przerażająco prawdziwa historia ludzi, którzy w zamian za komfort życia, przestają wymagać od siebie i idą za tłumem. Świat jawi się jako centrum przeciętności, jako świat, w którym krytyka i indywidualne myślenie i drążenie staje się wypaczeniem. Świat, który opisywał Gasset, przerażająco dobrze przypomina naszą rzeczywistość. Autor dosadnie i z konkretnym sensem krytykuje demokrację i kapitalizm, za to, że stworzyły człowieka-masę, człowieka niezdolnego do samodzielnego myślenia. I nie chodzi o to, w tej krytyce, że demokracja jest zła, idzie o to, że do głosu dochodzi masa, a ta masa kocha przeciętność i ignoruje naukę. Jest to książka idealna do zgłębienia bolączek dzisiejszego świata, wiele tekstów mogłoby napisanych wczoraj, nic a nic nie straciły na aktualności - fragmenty o hermetyczności intelektualnej - boskie 👌 Zaskoczyły mnie momenty, w których autor pisał o Europie jako całości, o tym, że mogłaby się stać zjednoczona - ciekawe co by powiedział na temat działań naszej Unii Europejskiej? Nie do końca rozgryzłam autora, gdy pisał o rządzeniu Europy w świecie i o jej wielkiej moralności (patrząc choćby przez pryzmat kolonializmu) - uważam, że akurat te dwa fragmenty źle się zestarzały. Wymagająca lektura, ale bardzo wartościowa, nie ze wszystkim trzeba zgadzać się z autorem, ale warto sobie z nim w niektórych tematach parę kwestii przedyskutować.
lubięmiećksiążki - awatar lubięmiećksiążki
ocenił na84 dni temu
Moje słuszne poglądy na wszystko Leszek Kołakowski
Moje słuszne poglądy na wszystko
Leszek Kołakowski
wersja papierowa Uwielbiam Pana Kołakowskiego. Jako młoda nastolatka oglądałam namiętnie nocą (zwykle były emitowane po 23 ej, a dla skowronka, to już ciemna noc) jego "Mini wykłady o maxi sprawach" na kanale drugim. Jawił mi się jako najmądrzejszy człowiek na świecie i w sumie 16 lat później niewiele się zmieniło, nadal go za takiego uważam. Gdy miałam 15 lat kupiłam za pieniądze na buty jego "Czy diabeł może być zbawiony..." Pięknie wydana książka i twardej okładce kosztowała wtedy zawrotne 49 zł i była zamówiona do księgarni specjapnie dla mnie. Z biegiem lat pojawiły się kolejne i wszystkie zamawiała dla mnie ta sama Pani Ewa... Piękna, elegancka i dziś już wiem, że sprzedająca mi bez marży, sprowadzająca" najdziwniejsze" książki jakie wymyśliłam. Mistrz odszedł i nie ma już także Pani Ewy, ale Mistrz zostawił po sobie bardzo wiele dzieł, a Pani Ewa ślad w moim sercu. Po 20 z górką latach kompletuję biblioteczkę z Panem Kołakowskim na nowo. Nie wiem czy książka zawiera poglądy Pana Kołakowskiego na wszystko, ale z całą pewnością na bardzo wiele spraw. Autor dotyka w książce tematów sprawiedliwości społecznej, miejsca dzieci w społeczeństwie, zagrożeń jakie jego zdaniem stały przed światem na początku wieku (wiele się spełniło),sięga także do religii, którą kochał konfrontować z marksizmem. Jest o demokracji, jest trochę poglądów wyłącznie własnych i odniesień. Są typowe eseje i typowe głosy w dyskusji. To książka idealna na początek drogii z Profesoren, bo jest łatwa, daje obraz tego z kim obcujemy i przedsmak tego jakich tematów będzie dotykał w innych swoich książkach. Cudze chwalimy, swego nie znamy dlatego warto, a nawet trzeba czytać Leszka Kołakowskiego.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na81 rok temu
Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na815 dni temu
Kultura w płynnej nowoczesności Zygmunt Bauman
Kultura w płynnej nowoczesności
Zygmunt Bauman
Dla mnie to pierwsza książka Zygmunta Baumana i to chyba nie był zły wybór. Znakomity rozdział o modzie doskonale ilustruje sytuację człowieka w płynnej nowoczesności i odwieczną dychotomię potrzeby bezpieczeństwa i wolności. "Żyjemy w rojowiskach, które zastąpiły kolumny marszowe". I bardzo pesymistyczne: "Ucieczka urasta do rangi najpopularniejszego (a w rzeczywistości obowiązkowego) zajęcia." Natomiast najciekawszym problemem tego zbioru jest multikulturowość, zwana też przez Baumana pejoratywnie multikulturalizmem. I wynikający z niej konflikt między szacunkiem dla swobody wyboru wspólnot a swobodą wyboru jednostki (ujmując inaczej: między kulturową polityką różnicy a społeczną polityką równości). Rozwiązaniem są poszukiwania uniwersalności człowieczeństwa czy też powszechnej natury ludzkiej ("teologiczna solidarność poszukiwaczy" w języku Baumana jest dużo poczucia humoru). Bez tego polityka multikulturalizmu odgradza od siebie poszczególnych jej uczestników, zaś współistnienie bez rozmowy zawsze kończy się katastrofalnie. Do tego, jak ujmuje to Bauman, logika walki o uznanie powoduje absolutyzowanie różnicy i intensywne konstruowanie kolejnych wspólnot. Bauman ostro krytykuje przekształcanie tolerancji w obojętność, co jego zdaniem jest przebieraniem akceptacji nierówności społecznych w szaty zróżnicowania kulturowego. "na mocy lingwistycznego zabiegu moralna brzydota nędzy przedzierzga się jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej w estetyczną urodę kulturowej różnorodności. " I może najlepsza moralna wskazówka wywodu "Rozsądne przekonywanie ludzi oznacza dzisiaj pomaganie im w osiągnięciu własnej autonomii." Fakt że Bauman w płynnej rzeczywistości widzi cele, oznacza też, że jego zdaniem nie sięgnęliśmy żadnego "końca", a jedynie nowych wyzwań. Co warto podkreślić, bo to tchnienie optymizmu. Natomiast nie przekonuje mnie Bauman kiedy używa praw rynku (albo "nowej globalnej eksterytorialnej władzy" - co to u licha jest?) jako straszaka, złej Baby Jagi, która szkodzi i jest naszą zgubą, bo przynajmniej w tej książeczce nigdy tematu nie pogłębia. Zdecydowanie zgadzam się z tezą, że globalna ekonomia nie powinna egzystować poza prawem, czy też może ściślej ujmując, poza etyką, kryzys roku 2008 dowiódł i tego, i co gorsza, naszej bezsilności, ale nie podoba mi się samo konstruowanie wroga. Ekonomia i jej prawa to po prostu nauka, globalny rynek jest jej konsekwencją zaś za sposób funkcjonowania odpowiadamy my, nie jacyś oni. Oczywiście to wciąż skandal, że bogaci nie trafiają za kratki, widziałam "Big Short" ;) Zastanawia mnie też przekonanie o tym że "obfitość różnicy to najcenniejszy skarb Europy". Po pierwsze trzeba dużej pewności siebie żeby ocenić, że to właśnie my bardziej niż inni specjalizujemy się w tej harmonii różnic. Po drugie mi Europa wydaje się raczej homogeniczna. Po trzecie osiągnęliśmy tę homogeniczność barbarzyńskimi metodami. Założenie, że gdzie indziej jest gorzej jest dość przerażające i chyba europocentryczne. Ale to ciekawa idea, może dałabym się jej uwieść, gdybym poczytała więcej. do zapamiętania: prawo W.I. Thomasa "jeśli ludzi definiują sytuacje jako realną, staje się ona w konsekwencji realna" Na koniec jest tu trochę rozważań o tym szczególnym przejawie kultury jakim jest sztuka. Moje czytanie tego rozdziału było usiane wątpliwościami (co z pewnością oznacza też niedostatki wiedzy). np. czy podstawowym zadaniem sztuki jest nieustanne korygowanie świata, nanoszenie szlaków? (jest nim wg Baumana) ja trochę czuję się jak z problemem jajka i kury, sztuka jest przejawem świata, najważniejszą jej kategorią jest coś tak abstrakcyjnego jak piękno, sztuka pcha świat ale świat rodzi sztukę, konflikt tego związku jest pozorny, więc oświadczenie że podstawowym zadaniem sztuki jest korygowanie świata to po prostu stwierdzenie, że świat się zmienia. No chyba że założymy, że płynna nowoczesność to rzeczywistość stagnacji. także teza, iż to, że rynki konsumpcyjne faworyzują kicz ma dla sztuki groźne konsekwencje wydaje mi się kontrowersyjna. Kicz jak cała reszta rzeczywistości to gleba z której sztuka wyrasta, nadmiar kiczu jest uciążliwy w życiu codziennym, ale nie ma to związku ze sztuką. Kicz zmienia sztukę tylko w taki sposób w jaki ona na niego odpowiada czy z niego korzysta. To pasożytniczy związek, ale to sztuka pozostaje beneficjentem. Natomiast jeśli moda faworyzuje kicz, to jednak trzeba pamiętać że moda to chwila, dziś; czyli aspekty czasu, w których sztuka nie operuje. Nie mogą być dla niej groźne. Nawet jeśli założenie że sztuka sama się obroni (przed rynkiem czy kiczem) może brzmieć niebezpiecznie, to chyba tak właśnie to widzę. Natomiast zupełnie inne zagadnienie to korzyści jakie przynosi społecznościom czy narodom sztuka i oczywiście jak najbardziej popieram wspieranie jej rozwoju. Swoją drogą polityka promocyjna książek na LC jest znakomitym przykładem tego, co tak niepokoi Baumana. Ja jednak nie sądzę żeby LC mogło zaszkodzić tej gałęzi sztuki jaką jest literatura (choć niestety niekiedy wydaje mi się, że jej nie pomaga). Jest tu też interesująca analiza wydarzeń kulturalnych czyli zjawiska, które dominuje na rynku szeroko rozumianej sztuki ("obliczone na niezwłoczny efekt i natychmiastową dezaktualizację"). Po kolejne książki Baumana sięgnę na pewno, zresztą wiele ciekawych zagadnień (na przykład to rozdzielenie państwa i mocy) jest w tej książeczce poruszonych tylko marginalnie. Czyta się to bardzo dobrze także dzięki bardzo ładnemu, bogatemu, specyficznie ekwilibrystycznemu językowi. Wywód jest zawsze klarowny.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na86 lat temu
Szkice sceptyczne Bertrand Russell
Szkice sceptyczne
Bertrand Russell
Gdyby można było dać wyższą ocenę niż "10", to nie zawahałbym się w tym przypadku. Ciężko powiedzieć o książkach Russella, że któraś jest najlepsza, bo większość jest doskonała, ale gdybym miał wybrać jedną ze wszystkich, to długo bym się zastanawiał, aby nie wybrać "Szkiców sceptycznych". Mamy w niej wszystko co u tego autora najlepsze: genialne myśli, błyskotliwą inteligencję, angielski humor z - czasem - cierpką ironią, a przede wszystkim, przenikliwe uwagi na wiele spraw z licznych dziedzin życia człowieka. Prawie wszystko, co napisał filozof jest nadal aktualne. Bo czy nie zgodzimy się z opinią, że "Wychowanie, prasa, polityka, religia - jednym słowem wszystkie moce tego świata - stoją obecnie po stronie irracjonalności; są one w rękach ludzi, którzy pochlebiają królowi Demosowi, aby go sprowadzić na manowce"? Czy nie jest tak, iż "Faktem jest, że mamy obok siebie dwa rodzaje moralności: jeden, który zachwalamy, ale którego nie uprawiamy, i drugi, który stosujemy w praktyce, ale rzadko polecamy"? A to już szybko prowadzi do następującej uwagi: " U nas reputację luminarzy moralności mają ludzie, którzy wyrzekają się zwykłych przyjemności i odbijają to sobie za pomocą utrudniania życia swoim bliźnim. Nasze pojęcie cnoty zawiera w sobie element wścibstwa: uważamy człowieka za wyjątkowo zacnego dopiero gdy da się we znaki większej ilości osób. Postawa ta wypływa z naszego wyobrażenia o grzechu i prowadzi nie tylko do krępowania swobody, ale i do obłudy, ponieważ przyjęte normy obyczajowe są zbyt trudne do zastosowania w życiu". A gdy tak rozejrzymy się dookoła, przypatrzymy się szczególnie tzw. życiu publicznemu, to na pewno zgodzimy się z następującym wnioskiem: "U nas różnice poglądów szybko się przeistaczają w kwestie <<zasadnicze>>: każda strona uważa, że przeciwna strona jest z gruntu zepsuta i że wszelkie ustępstwo pociągnie za sobą uczestnictwo w jej winie". Czasem poglądy Russella są tak przewrotne, ale przy tym trafiające w punkt, że szerszej publiczności nie sposób się z nimi zgodzić bez gorzkiego przełknięcia: "Świat jest pełen niesprawiedliwości, a ci, którzy z niej korzystają, są szafarzami kar i nagród. Nagrody przeznaczone są dla tych, którzy wynajdują pomysłowe usprawiedliwienie nierówności, kary zaś dla tych, którzy starają się jej zaradzić. Nie znam takiego kraju, gdzie człowiek, który istotnie miłuje bliźniego, mógłby długo uniknąć oszczerstw. Przed samym wybuchem wojny został zamordowany w Paryżu Jean Jaures, najlepszy obywatel Francji: mordercę jego uniewinniono na tej zasadzie, że oddał ogółowi przysługę". A już na pewno nie będą w smak ludziom następujące słowa: "w ustroju demokratycznym uczciwy polityk nie będzie tolerowany; chyba że jest bardzo głupi (...); ponieważ tylko bardzo głupi człowiek może podzielać szczerze przesądy większej części narodu". A czy sprzeciwimy się znowuż takiej ocenie klasy politycznej: "Każdy więc zdolny i przejęty duchem obywatelskim człowiek musi być hipokrytą, o ile chce osiągnąć powodzenie w polityce; z czasem jednak hipokryzja zabije w nim ducha obywatelskiego"? Dzieło jest wprost naszpikowane niepokornymi myślami. Stara się pobudzić intelekt wśród czytelników, choć, jak sam autor zauważa, "Z czasem być może ludzie dojdą do przekonania, że inteligencja jest bogactwem społeczeństwa, lecz nie mogę powiedzieć, abym widział jakie oznaki posuwania się w tym kierunku". Rok 2024 warto zacząć z lekkim sceptycyzmem. Najlepiej to zrobić przy pomocy twórczości Russella. Pomoże nam to przetrwać kolejne niewiadome, które zarysowują się na horyzoncie. Jednak sceptycyzm nie oznacza tu obojętności i zawieszenia sądu w rzeczach najważniejszych. Ma on pomóc dokonać słusznego wyboru, bez zapominania, że "musimy odnosić się sceptycznie nawet do naszego sceptycyzmu".
Munk - awatar Munk
ocenił na102 lata temu
Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. T. 1 Karl Popper
Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. T. 1
Karl Popper
Chociaż 1 część głównie o Platonie, jednak wpierw omawia Heraklita. „Platon znajdował się pod wpływem różnych swych poprzedników, przede wszystkim Hezjoda; ale największy wpływ wywarł na niego niewątpliwie Heraklit. Heraklit był filozofem, który odkrył pojęcie zmiany. (...) "Wszystko płynie i nic nie tkwi w miejscu" (παντα ρει και ουδεν μενει) było mottem jego filozofii. Odkrycie Heraklita zaważyło na rozwoju filozofii greckiej na długie Iata. Filozofie Parmenidesa, Demokryta, Platona i Arystotelesa można uznać za próby rozwiązania problemów tego zmieniającego się świata, który odkrył Heraklit.” (s. 32n) Myśliciel ten znany był z pogardy do „pospólstwa” co wyrażał słowami „pospólstwo napełnia swe brzuchy jak zwierzęta” (πολλοὶ κεκόρηνται ὄκωσπερ κτήνεα) „wierzą ludowym śpiewakom i mają tłum za nauczyciela. nieświadomi tego, że złych jest wielu, a niewielu dobrych” (δήμων ἀοιδοῖσι πείθονται καὶ διδασκάλῳ χρείωνται ὁμίλῳ οὐκ εἰδότες ὅτι "οἱ πολλοὶ κακοί, ὀλίγοι δὲ ἀγαθοί) „tłum na nic nie zważa nawet na rzeczy, o które się potyka, ani nie rozumie, gdy się uczy go, ale zdaje się mu, że rozumie” (οὐ γὰρ φρονέουσι τοιαῦτα πολλοί, ὁκοίσοι ἐγκυρεῦσιν, οὐδὲ μαθόντες γινώσκουσιν, ἑωυτοῖσι δὲ δοκέουσι) „prawo może wymagać, by słuchano woli jednego człowieka” (νόμος καὶ βουλῇ πείθεσθαι ἑνός). Mizantropię i samouwielbienie łączył z pogardą dla nauki „wielka uczoność nie daje rozumu (πολυμαθίη νόον οὐ διδάσκει·) bo Hezjod i Pitagoras, i Ksenofanes i Hekatajos mieliby go więcej (Ἡδίοδον γὰρ ἂν ἐδίδαξε καὶ Πυθαγόρην αὖτίς τε Ξενοφάνεά τε καὶ Ἑκαταῖον)” (s. 36 może i coś w tym jest, wykształcenie nie musi być tożsame z mądrością) oraz z pochwałą walki „kto pada w walce, będzie sławiony przez bogów i ludzi” (ἀ ρηϊφάτους θεοὶ τιμῶσι καὶ ἄνθρωποι). Zdanie to pomija cel walki, jakby miała być wartością samą w sobie. „Bój jest wszystkich ojcem, wszystkich królem, jednych czyni bogami, innych ludźmi, jednych niewolnikami, innych wolnymi” (πόλεμος πάντων μὲν πατήρ ἐστι, πάντων δὲ βασιλεύς, καὶ τοὺς μὲν θεοὺς ἔδειξε τοὺς δὲ ἀνθρώπους, τοὺς μὲν δούλους ἐποίησε τοὺς δὲ ἐλευθέρους) „należy wiedzieć, że wojna jest powszechną, a sprawiedliwość walką i że wszystko rozwija się poprzez walkę i dzięki konieczno§ci” (εἰδέναι δὲ χρὴ τὸν πόλεμον ἐόντα ξυνόν, καὶ δίκην ἔριν, καὶ γινόμενα πάντα κατ᾽ ἔριν καὶ χρεών) „dla bogów wszystko jest piękne, dobre, sprawiedliwe, ludzie jednak uznają jedne rzeczy za sprawiedliwe, inne za niesprawiedliwe” (τῶι μὲν θεῶι καλὰ πάντα καὶ ἀγαθὰ καὶ δίκαια, ἄνθρωποι δὲ ἃ μὲν ἄδικα ὑπειλήφασιν ἃ δὲ δίκαια) „dobro i zło są tym samym” (ἀγαθὸν καὶ κακὸν ἕν καὶ ταὐτό). Jednak Heraklit nazywany był Mrocznym (Σκοτεινός) zazwyczaj nie sposób zrozumieć, co miał na myśli. Popper wymienia Hezjoda w związku z opowieścią o narastającym upadku ludzkości, co raczej ma mało wspólnego z Heraklitem. Aristokles (Najlepiej Sławny) znany bardziej jako Platon (Szeroki) w dialogu (w większej części monologu) „Państwo” (Πολιτεία) przedstawił obraz państwa totalnego, po grecku mówiąc holistycznego (ὅλος całkowity). Społeczność złożoną z wojów i pracowników wzorował na Sparcie, chociaż wśród wojów (pomocników) wyróżniał wyższych stopniem i bardziej wykształconych strażników „są w państwie zarobnicy (χρηματιστικοῦ) pomocnicy (ἐπικουρικοῦ) i strażnicy (φυλακικοῦ). Jeżeli każda z tych warstw robi w państwie to tylko, co do niej należy, jeżeli każda robi swoje, więc wprost przeciwnie niż w tamtym wypadku, to byłaby sprawiedliwość i przez to państwo stawałoby się sprawiedliwe.” (434C) Według mego skojarzenia, może błędnego, trójpodział podobny do proli, Partii Zewnętrznej i Partii Wewnętrznej w powieści Orwella „1984”, napisanej 5 lat po „Społeczeństwie”. Takie pojęcie sprawiedliwości było sprzecznym z ówczesnymi poglądami. „We wszystkich umiejętnościach i sztukach celem jest dobro (ἐν πάσαις μὲν ταῖς ἐπιστήμαις καὶ τέχναις ἀγαθὸν τὸ τέλος). Tak jest przede wszystkim i w najwyższym stopniu w najważniejszej ze wszystkich, jaką jest umiejętność sprawowania władzy w państwie (μέγιστον δὲ καὶ μάλιστα ἐν τῇ κυριωτάτῃ πασῶν, αὕτη δ᾽ ἐστὶν ἡ πολιτικὴ δύναμις) Dobrem w państwie jest sprawiedliwość (ἔστι δὲ τὸ πολιτικὸν ἀγαθὸν τὸ δίκαιον) sprawiedliwością zaś jest to, co dla ogółu pożyteczne (τοῦτο δ᾽ ἐστὶ τὸ κοινῇ συμφέρο) Według powszechnego mniemania (δοκεῖ δὴ πᾶσιν) sprawiedliwość wydaje się pewnego rodzaju równością (ἴσον τι τὸ δίκαιον εἶναι) co do pewnego stopnia zgadza się z zasadami filozoficznymi rozwiniętymi w księgach o etyce (καὶ μέχρι γέ τινος ὁμολογοῦσι τοῖς κατὰ φιλοσοφίαν λόγοις, ἐν οἷς διώρισται περὶ τῶν ἠθικῶν).” (Arystoteles „Polityka” 3, 7, 1 tłum Ludwik Piotrowicz) O poglądach Arystotelesa więcej w 2 części. Państwo to wyznacza każdemu zajęcie: „w dobrze urządzonym państwie każdy ma swoją robotę, którą się musi zajmować, i nikt nie ma czasu na to, żeby się zamęczać lecząc się całe życie” (406C) „prawo samo wytwarza takich ludzi w państwie nie na to, żeby potem pozwolić każdemu, niech sobie idzie, którędy sam zechce, ale na to, żeby się nimi posługiwać dla zjednoczenia państwa” (520A) Co więcej obywatele powinni jednako odczuwać „indywidualizacja takich rzeczy rozkłada państwo, kiedy jedni cierpią niewymownie, a drudzy się bawią znakomicie przy sposobności tych samych zdarzeń w życiu państwa i tych, którzy w państwie żyją” (462B) wyraz przetłumaczony „indywidualizacja” brzmi ἰδίωσις od ἴδιος (swój, własny, osobny). Moim zdaniem ujednolicenie odczuwania zasługuje na podkreślenie, gdyż Popper z niezrozumiałych powodów je przeoczył. A to dopiero początkiem. „Otóż ta i taka wspólność kobiet i dzieci, mój Glaukonie, będzie panowała u strażników twojego państwa” (461 E) „młodym ludziom, którzy się odznaczą na wojnie albo gdzieś indziej, trzeba dawać podarunki i nagrody, a między innymi częstsze pozwolenia na stosunki z kobietami, aby – i to pod tym pozorem – jak największa ilość dzieci po nich została” (460B) „jak długo będą na tej wyprawie, to nikt mu nie śmie odmówić, gdyby on chciał kogoś pocałować. To dlatego, że może się tam który kocha w jakimś chłopcu albo w dziewczynie, to niechby miał większą podnietę do zdobycia tej odznaki.” (468B) W późniejszych „Prawach” pomysł „wspólności” zarzucony, jednak nie przewidują one nadmiernych swobód, co widać zwłaszcza po tym: „Każdy powinien i podczas wojny i podczas pokoju mieć oczy wciąż zwrócone na przełożonego i poddawać się jego zarządzeniom w najdrobniejszych nawet sprawach, stać więc, gdy nakaże, maszerować, ćwiczyć się, myć, spożywać posiłki, zrywać się w nocy dla objęcia warty lub przeniesienia jakiegoś meldunku, a podczas walki nie może nikt ani rzucić się w pogoń, ani cofnąć się o krok bez otrzymania nakazu dowódców. Wszyscy, jednym słowem, muszą przyzwyczaić się i wdrożyć do tego, żeby nie myśląc nawet o tym, iż można coś robić osobno i w oddzieleniu od innych, i nie umiejąc w ogóle tak postępować, łączyć zawsze swoje wysiłki i wspólnie działać we wszystkim.” (942AB) „zostałeś stworzony dla dobra całości, a nie całość dla dobra twego" (903C) „następnie nikomu nie będzie wolno w prywatnych sprawach udawać się za granicę, uprawniony do tego będzie tylko ten, kto ma tam jakąś urzędową misję do spełnienia jako herold, poseł lub badacz obcych obyczajów” (950D) Inny cytat z „Praw”, znów o jednakim odczuwaniu jak w „Państwie”, o czym pisałam przy „Komunizmie” Pipesa, przypomina mi Felicjantów z „Cyberiady” co „pilnie o to dbali, żeby każdy z osobna i wszyscy razem dokładnie przejawiali satysfakcję zupełną i ogólny błogostan”. Jednak pomysły Platona rozumiane bywają jako przykłady mądrości czy sprawiedliwości, co Popper nazywa „urokiem Platona”. „[Richard] Crossman uczynił wiele. by unaocznić i zwalczyć ten przesąd, o czym świadczy między innymi następujące zdanie: "Przed Wielką Wojną [1914] Platon ... był rzadko potępiany wprost jako reakcjonista, zdecydowanie wrogi wszelkiej idei liberalnej. Przeciwnie, wynoszono go pod niebiosa... jako człowieka dalekiego od polityki i marzącego o transcendentnym Państwie Boga". Mimo to nawet Crossrnan nie potrafił się uwolnić od tendencji, którą sam tak jasno charakteryzuje. Jest rzeczą znamienną, że tendencja ta przetrwała tyle czasu, mimo że już [George] Grote i [Theodor] Gomperz wykazali reakcyjny charakter niektórych doktryn przedstawionych w "Państwie" i "Prawach".” (s. 110 uwagi w nawiasach Piratka) „Tendencja ta znajduje wyraz w samym przekładzie Platońskiej tak zwanej "Republiki". Samo brzmienie słowa "republika" nasuwa przypuszczenie, że autor tak zatytułowanego dzieła musi być co najmniej człowiekiem liberalnym, jeżeli nie wręcz rewolucjonistą. Ale tytuł "Republika" jest angielskim odpowiednikiem zlatynizowanego słowa greckiego, nie budzącego żadnych tego typu skojarzeń. Jego dokładnym odpowiednikiem angielskim [i polskim – przyp. tłum.] są słowa: "ustrój", "miasto – państwo" lub po prostu "państwo".” (s. 111) Popper wymienia też kilku innych mających podobne poglądy na Platona „C.M. Bowra (Ancient Greek Literature 1933) zajmuje pierwsze miejsce; jego krótka, ale wyczerpująca krytyka Platona (s. 186 – 190) jest tyleż uczciwa, co dogłębna. Pozostali to W. Fite (The Platonie Legend 1934); B. Farrington (Science and Politics in the Ancient World, 1939); A.D. Winspear (The Genesis of Plato’s Thought, 1940) i H. Kelsen (Platonic Justice, 1933; What is Justice?, 1957; oraz Platonic Love w The American Imago, t. III, 1942).” (przypis 31 do rozdziału 3 s. 240) „Po napisaniu tego przypisu przeczytałem wielki atak Diany Spearman z r. 1939 na ugodowców i dyktatorów "Modern Dictatorship". Rozdział "The Theory of Autocracy" zawiera jedną z najgłębszych i najdociekliwszych, a jednocześnie najkrótszych analiz teorii politycznej Platona, jakie kiedykolwiek widziałem.” (dopisek z 1965 s. 367) Tłumacz Władysław Witwicki „Państwo” odczytał podobnie: „Instytucje nie są dla przyjemności wszystkich jednostek. Jednostki ludzkie są dla instytucji. Chodzi o porządne instytucje, a nie o szczęście każdej jednostki z osobna. Stąd jego państwo idealne przypomina jakiś wielki klasztor, kryminał, obóz koncentracyjny albo państwo totalistyczne.” (s. 15 Wstępu do 2 wydania Warszawa 1958, jak wynika z przedmowy wydawcy przekład ukończony na krótko przed wojną a 1 wydanie z 1949) Współczesna Witkiwickiemu „Historia filozofii” Tatarkiewicza (1 wydanie 1931) „utopia Platońska była oparta na pięknej zasadzie: na podporządkowaniu jednostek państwu, a państwa celom czysto moralnym, idealnym, powszechnym i stałym. Ale realizacja jej była doktrynerska, szczegóły dziwaczne, okrutne, nie liczące się z wolnością i szczęściem człowieka.” (s. 129 wydania 2 z 1959) 150 lat wcześniej Ignacy Krasicki potępił „Państwo” w „Rozmowach zmarłych” : Platon: W czemże mniemasz, iż obraziłem obyczajność? Konfucjusz: W najszacowniejszej jej zasadzie : małżeńskich związkach. Platon: Stosowałem rzecz do dobra powszechnego : pierwej należymy do zgromadzenia, niż do rodziców. Konfucjusz: Jakby rodzice i dzieci nie były częściami zgromadzenia. (rozmowa 30, pisownia uwspółcześniona, „zgromadzenie” zapewne znaczy „społeczeństwo”) 150 lat wcześniej John Milton pisał w „Areopagitice” gdyby urzeczywistnić pomysły Platona wówczas „Library of smaller bulk then his own dialogues would be abundant” (biblioteka byłaby mniejsza niż jego własne dialogi) „and there also enacts that no Poet should so much as read to any privat man, what he had writt'n, untill the Judges and Law–keepers had seen it, and allow'd it” (i tam też postanawia się: żaden Poeta nie powinien czytać swych dzieł nikomu prywatnemu, dopóki sędziowie i stróżowie prawa nie widzieli tego i nie pozwolili na to). „Społeczeństwo otwarte” nie wymienia ich, a szkoda. Z późniejszych przykładów Andrzej Jóżef Kamiński w „Koszmarze niewolnictwa” także przyrównał „Państwo” do obozu koncentracyjnego. Ujemnie ocenił „Prawa” Igor Nowikow w „Rzece czasu” (podając inne przykłady niż Popper, zatem nie pisał tego pod jego wpływem): „W swoim późnym dziele, zatytułowanym "Prawa", które najprawdopodobniej napisał pod koniec życia, Platon zdradził całkowicie swoje młodzieńcze dążenie do prawdy i sprawiedliwości. Jest to jego jedyna praca, w której wyidealizowany Sokrates nie odgrywa głównej roli; Platon nawet o nim nie wspomina. Duch "Praw" jest całkowicie sprzeczny z zasadami Sokratesa.” (tłum. Piotr Amsterdamski) Jeszcze o platońskim podejściu do sztuki „te łóżka są jakoś trzy: jedno to, które jest w istocie rzeczy; moglibyśmy może powiedzieć, że je bóg zrobił (…) a drugie to, które stolarz (...) i trzecie, które malarz” („Państwo” 597B) „bóg (…) chcąc być istotnie twórcą (ποιητής) łóżka” (597D) stolarz „wykonawcą (δημιουργός)” (tamże) malarz ledwo „naśladowcą (μιμητής)” tak samo pisarz sztuk (597E). „Fakt, że Platon niżej ocenia w tym wypadku wytwór malarza czy poety tragicznego od wytworu rzemieślnika wiąże się nie tylko z jego koncepcją idei, lecz w równym stopniu ze znaczeniem, jakie tu nadaje pojęciu mimesis, które jest "naśladownictwem" nie istoty rzeczy, a wyłącznie odtwarzaniem wyglądu rzeczywistości poznawalnej zmysłami. Przykład, którym się poza tym posługuje porównując proces mimetyczny do uzyskania odbicia wyglądu przedmiotu w lustrze, wyraźnie wskazuje, że mimesis rozumie tu Platon jako tworzenie iluzji rzeczywistości oparte na dość wiernym skopiowaniu jej wyglądu przez artystę. Należy zauważyć, że z takim znaczeniem pojęcia mimesis nie spotykamy się u żadnego z wcześniejszych autorów greckich, a nawet we wcześniejszej twórczości Platona. Można więc przypuszczać, że Platon nadał je temu terminowi celowo, by tym skuteczniej rozprawiać się ze sztuką, a zwłaszcza z poezją, która konkurowała z filozofią o prymat w kształtowaniu ludzkich postaw i poglądów, i nie mogła się zmieścić w zbyt racjonalistycznie urządzonym "państwie".” (Henryk Podbielski „Znaczenie i funkcja mimesis w Poetyce Arystotelesa” Roczniki Humanistyczne 1981 tom 29 zeszyt 3 s. 34) Wywód powtórzony w wydaniu „Poetyki” Arystotelesa z 1989 ze zmianą ostatnich wyrazów „zmieścić w systemie wychowania totalitarnie urządzonego "państwa".” (Wstęp s. XLV). Z drugiej strony „urok” trwa nadal: „Poglądy Poppera są dziś odrzucane przez znawców filozofii Platona. Uważa się przypisywanie mu totalitarnych skłonności za wyjątkowo krzywdzące i całkowicie sprzeczne z jego filozofią. Zagadnienie to nie będzie jednak przedmiotem naszych dalszych rozważań.” (Tomasz Kuniński „Sokrates w Waszyngtonie” Kraków 2015 s. 114) Jakich „znawców”, kto „uważa” ? Zamiast wyjaśnień „nie będzie przedmiotem dalszych rozważań”. Tak wszystko można „udowodnić”. Ale to jeszcze nic. „Prawa” mają być dążeniem do „pełnej jedności (...) za którą każdy z nas tęskni i której czasem w swym życiu ma szczęście doświadczyć, mogła objąć sobą wszystkich członków wspólnoty, to taki stan – powszechny i trwały – oznaczałby najwyższą doskonałość. W ramach takiej wspólnoty granice między osobami zostałyby zniesione i przestałyby w pewnym sensie mieć jakiekolwiek istotne znaczenie.” (Zbigniew Stawrowski „Solidarność a idea doskonałej wspólnoty”) Gdyby odpowiadało to prawdzie, czemu miałoby być przedmiotem marzeń i czyich ? Cytując to robię temu czemuś reklamę, ale trudno. Trzeci obrońca „Praw” nazywa je co prawda „totalitarnymi”, lecz wprowadzając wzięte z powietrza rozróżnienie „dwu typów totalitaryzmu” z których tylko „pierwszy głosi, że to jednostka jest dla państwa (…) Platon z całą pewnością nie był zwolennikiem tego typu totalitaryzmu – zasadniczym kryterium oceny ustroju było dla niego to, czy służy rozwojowi indywidualnej doskonałości każdego z obywateli. (…) Platon jest natomiast teoretykiem totalitaryzmu pojętego jako stanowisko, zgodnie z którym to władza powinna układać życie obywateli, nie pytając ich o zdanie; oczywiście – wbrew totalitaryzmowi pierwszego typu – przede wszystkim dla ich własnego dobra, a nie dla dobra państwa. Zanim jednak z powodu głoszenia tego poglądu odsądzimy Platona od czci i wiary, trzeba się zastanowić, dlaczego tak sądził? Otóż zasadnicza intencja Platona skierowana była przeciwko temu, co arbitralne. Określenie tego, co sprawiedliwe, tego, co służy człowiekowi i doskonali go, nie jest – zdaniem Platona – rzeczą woli, ale poznania. Zauważmy, że jest to też pogląd stanowiący element współczesnej koncepcji praw człowieka – prawa człowieka mają roszczenia uniwersalne, domagają się uznania ze względu na obiektywną prawdę o człowieku, ze względu na jego przyrodzoną (zatem obiektywnie przysługującą) godność; domagają się uznania nie tylko niezależnie od układów władzy, ale także niezależnie od woli parlamentów, niezależnie od woli obywateli. Dziś sprawy dotyczące praw człowieka są powierzane do rozstrzygnięcia specjalistom (m. in. sędziom Trybunału Konstytucyjnego) a nie głosowaniu – Platon powierzający mędrcom władzę w swym państwie (również władzę ustawodawczą i sądowniczą) z pewnością by temu przyklasnął.” (Marek Piechowiak „Do Platona po naukę o prawach człowieka”, w „Księga Jubileuszowa Profesora Tadeusza Jasudowicza” Toruń 2004 s. 337n pomijam ciąg dalszy, jeszcze bardziej mętny) Dowodem ma być „w jaki też sposób mógłby się tworzyć człowiek dzielny (ἀνὴρ ἀγαθὸς) i posiadać dzielność duszy (ἀρετὴν τῆς ψυχῆς) która człowiekowi przystoi, pod wpływem jakiego zajęcia albo jakiego obyczaju, albo jakiego posiadania, albo pragnienia, albo mniemania, a może pod wpływem pewnych przedmiotów nauki, czy to by się natura współobywateli trafiła raczej męska czy żeńska, młodzieńcza albo starcza, aby się do tego, co mówimy, garnęła poważnie przez całe życie, żeby nikt nie okazał skłonności do innych rzeczy, które tym na przeszkodzie stoją; w końcu zaś, jeżeliby się wydało, że nieuchronnie trzeba miasto opuścić, zanimby państwo zechciało znosić jarzmo niewoli i rządy ludzi gorszych, albo pójść na wygnanie z miasta, że wszystkie tego rodzaju rzeczy raczej znieść należy i ścierpieć, zanimby się zamieniło ustrój na taki, który w swojej naturze ma to, że ludzi robi gorszymi.” („Prawa” 770DE tłum. Witwicki) Zdania te nie odwołują wymienionych wyżej o ujednoliceniu czy bezwzględnym posłuszeństwie. Przekonanie jakoby „z pewnością by temu przyklasnął” pozostaje sprzecznym z owym ujednolicaniem. Książka Poppera zawiera także spostrzeżenia o „prawach naturalnych”. Otóż jego zdaniem (chyba słusznie) nazywać tak można tylko prawa przyrody, mówienie o „naturalnych prawach” w społeczeństwie powoduje zamęt, bowiem mozna to rozumieć rozbieżnie, na przykład jako „naturalną równość” między ludźmi lub przeciwnie. (s. 118) Prawo stanowione przez ludzi „jest zmienne. Może być dobre lub złe, słuszne lub niesłuszne, możliwe do przyjęcia lub nie, i tylko w przenośni można je uznawać za prawdziwe lub fałszywe, ponieważ nie opisuje ono faktu, lecz nakreśla zasady postępowania. Jeżeli jest naprawdę istotne, można je złamać; jeżeli złamać go nie można, jest zbyteczne i bez znaczenia.” (s. 80) Prawa przyrody są zaś niezależne od czyjekolwiek woli, tym samym nie można ich złamać. Prawa te oznacza jako (a) prawa stanowione jako (b). „Jednak pogląd taki wcale nie jest powszechny, przeciwnie, wielu myślicieli sądzi, że istnieją normy – nakazy i zakazy – "naturalne" w lym znaczeniu, że zostały ustalone zgodnie z prawami naturalnymi typu (a). Twierdzą, na przykład, że niektóre normy prawne są zgodne z naturą ludzką, a tym samym z naturalnymi prawami psychologii w znaczeniu (a) podczas gdy inne są jej przeciwne. Sądzą ponadto, że normy, k'tórych zgodność z naturą ludzką można uzasadnjć, niewiele się różnią od praw naturalnych w znaczeniu (a). Inni twierdzą, że prawa naturalne w sensie (a) są w istocie bardzo podobne do praw normatywnych, ponieważ zostały powołane wolą czy decyzją Stwórcy wszechświata. Pogląd ten bez wątpienia leży u podstaw stosowania pierwotnie normatywnego słowa "prawo" do praw typu (a). Wszystkie te poglądy są warte dyskusji, ale by móc je omawiać, należy przede wszystkim odróżnić prawa w sensie (a) od praw w sensie (b) i nie komplikować zagadnienia wadliwą terminologią.” (s. 81) Poglądy Platona podlegały zmianom, lecz raczej na gorsze. We wcześniejszym od „Państwa” dialogu „Gorgiasz” można znaleźć pogląd, iż zadaniem prawa jest obrona słabszych przed silniejszymi, wygłasza go Kallikles, uznając za błędny, jego zdaniem powinno obowiązywać prawo silniejszego : „mam wrażenie, że ci, co prawa układają, to są ludzie słabi, to ci, których jest wielu. Oni dla siebie, dla swojej własnej korzyści ustanawiają prawa, ustalają pochwały, formułują nagany, bo się boją żwawszych jednostek spośród ludzi, takich, którzy by potrafili więcej mieć niż oni, boją się, żeby ci nie posiedli więcej od nich, więc mówią, że brzydką i niesprawiedliwą rzeczą jest wyprzedzać drugich własnym majątkiem i że jest krzywdzeniem drugich: starać się posiadać więcej niż oni. Oni sami lubią, podobno, mieć tyle tylko, co drudzy, bo są lichszymi jednostkami. Dlatego też prawo opinii powiada, że czymś niesprawiedliwym i czymś brzydkim jest starać się mieć więcej niż ci, których jest wielu, i nazywają to krzywdzeniem drugich. Tymczasem natura sama pokazuje, że sprawiedliwie jest, aby jednostka lepsza miała więcej niż gorsza, i potężniejsza więcej niż słabsza.” (483BD) Ponieważ Kallikles jest tym złym, zatem zwalczany przez niego pogląd (nazwany przez Poppera „protekcjonizmem” z braku lepszego określenia, nie chodzi o cła zaporowe) był zapewne wówczas podzielany przez Platona (s. 138). W „Państwie” od obrony słabszych przeszedł do obrony państwa (właściwie warstwy kierowniczej) przed próbą zmiany ustroju, w jego przekonaniu doskonałego. Oprócz „protekcjonizmu” jako podstawy sprawiedliwości Popper wymienia egalitaryzm oraz indywidualizm (s. 116). Egalitaryzm gdy „każdy obywatel jest równy w obliczu prawa” (Tukidydes „Wojna peloponeska” 2, 37, 1 tłum. Kazimierz Kumaniecki) chociaż mym zdaniem bardziej pasuje greckie słowo „isonomia”. Indywidualizm radzi odróżniać od egoizmu (s. 122) „połączenie indywidualizmu z altruizmem stało sję podstawą naszej zachodniej cywilizacji” co opiera między innymi na nakazie „kochaj bliźniego” (Kpł 19,18) zamiast „kochaj swoje plemię” (s. 124) stawianiu jednostki przed zbiorowością. Poglądy równościowe głosiło kilku myślicieli, o czym w części wiadomo dzięki Platonowi (rdz 5 przypis 13 s. 260). Podług scholii do „Retoryki” Arystotelesa 1373b Alkidamas z Elei w „Mowie za Messyńczykami” (Μεσσηνιακὸς λόγος) rzekł: ἐλευθέρους ἀφῆκε πάντας θεός: οὐδένα δοῦλον ἡ φύσις πεποίηκεν co znaczy „Bóg wszystkich ludzi uczynił wolnymi, natura nie uczyniła nikogo niewolnikiem” (tłum. Henryk Podbielski). Zaś we fragmencie 91 Arystotelesa, przekazanym przez Jana Stobajosa („Anthologium” IV, 29a, 24) Lykofron głosił: εὐγενείας μὲν οὖν᾿ φησίν ᾿ἀφανὲς τὸ κάλλος, ἐν λόγωι δὲ τὸ σεμνόν᾿ czyli „Splendor szlachetnego pochodzenia jest fikcją, a związane z nim przywileje są oparte na pustym słowie” (tłum. Halina Krahelska). Antyfon w traktacie „O prawdzie” (Αλήθεια fragment. 44 B kol. 2 „Oxyrynchus Papyri” tom XI n. 1364, Londyn 1915) nauczał: „Poważamy i szanujemy potomków szlachetnego rodu, tych zaś, którzy nie pochodzą z dobrego domu, nie poważamy i nie szanujemy zgoła. Pod tym względem jesteśmy jednak w stosunku obopólnej wzajemności z barbarzyńcami, albowiem mocą natury urodziliśmy się wszyscy zupełnie tak samo i barbarzyńcy i Hellenowie (φύσει πάντα πάντες ὁμοίως πεφύκαμεν καὶ βάρβαροι καὶ ῞Ελληνες εἶναι). Widać to z tych rzeczy, które są wszystkim ludziom koniecznie potrzebne z natury. Są osiągalne dla wszystkich w ten sam sposób i nikt z nas w osiąganiu ich wszystkich nie różni się specjalnie, ani barbarzyńca, ani Hellen: oto wszyscy oddychamy przez nos i usta, i jemy rękami (ἀναπνέομεν τε γὰρ εἰς τὸν ἀέρα ἅπαντες κατὰ τὸ στόμα καὶ κατα τὰς ῥῖνας καὶ ἐσθίομεν χερσὶν ἅπαντες) ..." (tłum. Adam Krokiewicz, w : „Zarys filozofii greckiej” Warszawa 1971, s. 269). Platon w jednym z wczesnych dialogów przytoczył podobną myśl filozofa Hippiasza (nie mylić z tyranem o tym imieniu): „Obywatele, was tutaj obecnych uważam za krewnych, za swoich, za współobywateli wszystkich razem (συγγενεῖς τε καὶ οἰκείους καὶ πολίτας ἅπαντας εἶναι) wedle natury; nie wedle prawa (φύσει, οὐ νόμῳ). Bo to, co podobne, to sobie pokrewne z natury (ὅμοιον τῷ ὁμοίῳ φύσει συγγενές ἐστιν) a tylko prawo tyranizuje ludzi i w wielu wypadkach gwałt zadaje naturze (ὁ δὲ νόμος, τύραννος ὢν τῶν ἀνθρώπων, πολλὰ παρὰ τὴν φύσιν βιάζεται).” („Protagoras” 337 DE, tłum. Witwicki). Przyznawał to i Arystoteles: „Inni natomiast uważają, że władza pana nad niewolnikami jest przeciwna naturze (τοῖς δὲ παρὰ φύσιν τὸ δεσπόζειν) bo tylko na zasadzie prawa ustanowionego jeden jest niewolnikiem, a inny wolnym (νόμῳ γὰρ τὸν μὲν δοῦλον εἶναι τὸν δ᾽ ἐλεύθερον) z natury zaś nie ma między nimi różnicy (φύσει δ᾽ οὐθὲν διαφέρειν). Dlatego [taki stan rzeczy] nie jest sprawiedliwy, bo na gwałcie oparty (διόπερ οὐδὲ δίκαιον: βίαιον γάρ).” („Polityka” 1, 2, 3 tłum. Ludwik Piotrowicz) Popper rozróżnia dwa rodzaje rządów. „Pierwszy to rządy, od których można się uwolnić bez przelewu krwi, na przykład w drodze wyborów powszechnych. (…) Drugi rodzaj rządów to te, od których nie można uwolnić się inaczej niż na drodze skutecznej rewolucji, co w większości wypadków oznacza, że nigdy ich nie można obalić. Proponuję nazwać pierwszy typ rządów demokracją, a drugi tyranią lub dyktaturą. Sądzę, że propozycja ta jest zgodna z tradycyjnym rozumieniem tych słów.” (s. 147) Powinien tu dodać cytat z Deklaracji Niepodległości USA „ilekroć jakakolwiek forma rządu sprzeciwia się celowi, w jakim była ustanowiona, naród ma prawo zmienić ją lub znieść zupełnie i ustanowić rząd nowy” (whenever any Form of Government becomes destructive of these Ends, it is the Right of the People to alter or abolish it, and to institute a new Government). Zdanie o „skutecznej rewolucji” przypomniało mi od razu wiersz w „Archipelagu GUŁag” (rozdział „Czterdzieści dni Kengiru”) mylnie przypisany Robertowi Burnsowi: Buntów zwycięskich nie ma nigdy ich nie widziano bo jeśli bunt zwycięży przybiera inne miano (Мятеж не может кончиться удачей Когда он победит его зовут иначе) Pytanie kto powinien rządzić (wychodzące z założenia, że rządzący są bezbłędni) należy zastąpić pytaniem jak zabezpieczyć przed popełnianiem błędów przez rzadzących (s. 143n). Podejście Platona do tyranii wygląda dwuznacznie. Z Jednej strony tyrania jest czymś najgorszym („Państwo” 569A). „Trochę to dziwne, że Platon nie dojrzał w takim państwie ani cienia sprawiedliwości w swoim rozumieniu. Bo przecież w państwie dyktatora niewątpliwie każdy robiłby swoje (z wyjątkiem organu naczelnego) i żaden rolnik ani rzemieślnik nie mieszałby się do rządzenia, i strażnicy pilnowaliby rządzonych – więc musiałby tam panować jakiś porządek i karność i autorytet władzy mógłby być pilnowany surowo, i cenzura bezwzględna, i żadnej wolności słowa (...) – więc wiele rysów miałoby to państwo wspólnych z idealnym państwem Platona.” (z przypisu Witwickiego) Z drugiej strony tyrania jest złem koniecznym do wprowadzenia owego idealnego państwa „samowładca niech będzie młody, obdarzony dobrą pamięcią i zdolnościami do nauki, dzielny i wspaniałomyślny z natury (...) żeby za jego czasów pojawił się prawodawca godny pochwały i żeby szczęśliwy zbieg okoliczności zetknął ich ze sobą (...) miałby więc powstać (...) najlepszy ustrój państwowy za sprawą najprzedniejszego prawodawcy i w pięknym umiarze kochającego się samodzierżcy” („Prawa” 709e/710c tłum. Maria Maykowska) Oceniam 1 część jako tylko dobrą. Czytanie sprawia trudności, co chwila pada słowo „historycystyczny” będące zarzutem, wyjaśnienie, jak dla mnie, mało zrozumiałe: „Istnieje szeroko rozpowszechnione mniemanie, że prawdziwie naukowe i filozoficzne podejście do polityki oraz głębsze zrozumienie życia społecznego w całości musi być oparte na rozważaniu i interpretacji historii ludzkości. Podczas gdy przeciętny człowiek nie kwestionuje warunków swego życia, doniosłości swoich osobistych doświadczeń i drobnych zmagań, od filozofa czy socjologa wymaga się, by rozpatrywał te sprawy z wyższego punktu widzenia. Traktuje on jednostkę jak pionek, jak niewiele znaczące narzędzie w ogólnym rozwoju ludzkości. I dochodzi do wniosku, że głównymi aktorami na scenie Historii są albo Wielkie Narody oraz Ich Wielcy Przywódcy, albo Wielkie Klasy czy Wielkie Idee. Jakkolwiek rzecz się ma, stara się on zrozumieć znaczenie gry, jaka się toczy na scenie Historii, stara się zrozumieć prawa historycznego rozwoju. Jeżeli mu się to uda, oczywiście będzie w stanie przewidzieć dalsze wydarzenia. Będzie mógł oprzeć politykę na solidnych podstawach i dawać nam praktyczne wskazówki, które z politycznych posunięć mają szanse odnieść sukces, a które są skazane na klęskę. Oto w skrócie postawa, którą nazywam historycyzmem.” (s. 29) Do zwolenników społeczeństwa otwartego zalicza Herodota (s. 117, 196 i 208) niepotrzebnie moim zdaniem przeciwstawia Sofoklesa Eurypidesowi. Sofokles miał twierdzić : „Niesłuszne jest, by ... nisko urodzeni kwitli, a dzielni i szlachetnie urodzeni byli nieszczęśliwi” (przypis 27 do rozdziału 10, s. 323). Eurypides zaś: nie ładne jest tylko imię sługi, ono mu li jedno przynosi wstyd i hańbę, zasię prawdy sedno jest w tem, że sługa zacny w każdym innym względzie dorówna ludziom wolnym, gorszym on nie będzie! („Ion” tłum. Jan Kasprowicz) Dziwne, że przeoczył Ajschylosa. W „Persach” mowa o zwycięstwie demokracji nad despotyzmem, w „Błagalnicach” lud udziela schronienia Danaidom, w „Eumenidach” sąd bogów zastąpiony sądem ludzkim, Pallada jest personifikacją demokracji. Źródłem zdania Sofoklesa ma być książka Edwarda Meyera „Geschichte des Altertums” (któremu Popper nie ufa, zarzucając prospartańskość) należałoby wiedzieć kto i w jakich okolicznościach je wypowiada. Znane sztuki Sofoklesa świadczą o jego demokratycznych upodobaniach. W „Antygonie” na słowa Hajmona: – Przeczy głos ludu, co mieszka w Teb grodzie. Kreon zapytuje butnie: – Miasto będzie mi mówić, jak mam nim rządzić ? Hajmon odpowiada: – Marnym jest miasto, co jednemu służy. oraz – Sam sobie rządzić mógłbyś na pustyni. „Elektra” Sofoklesa pomija Erynie, jednak jego „Chryzes” (znany ze streszczeń) zapewne stanowił dalszy ciąg „Ifigenii w Taurydzie” Eurypidesa (Orestes w ramach kary odzyskuje posąg Artemidy i kładzie kres ofiarom z ludzi, co wygląda bardziej na nagrodę niż karę, gdyż odnajduje przy tym Ifigenię). W „Ajasie” (zbliżony do „Antygony” zakaz pochówku, chociaż rozwiązany inaczej) branka głównego bohatera mówi do niego: – O panie, nie ma tak ciężkiej wręcz doli Dla człeka, jako nieść brzemię niewoli. (tłum. Kazimierz Morawski) Co przypomina z XIX księgi „Iliady” : Inne branki swe ięki łączą z jéy rozpaczą Lecz na pozór Patrokla, w rzeczy siebie płaczą. (tłum. Franciszek Ksawery Dmochowski) Zatem już Homer był przeciwny niewolnictwu. Popper przesolił pisząc, jakoby demokracja ateńska „była bliska (…) zupełnego zniesienia niewolnictwa” (s. 65). Podane w przypisie źródła mówią jedynie o lepszym położeniu niewolników w Atenach niż w Sparcie: „A szczytu wolności dochodzi pospólstwo w takim państwie, kiedy mężczyźni kupieni i kobiety kupione cieszą się nie mniejszą wolnością niż ci, co ich kupują.” („Państwo” 563B) „Zjawiska towarzyszące skrajnej demokracji występują wszystkie również w tyranii, a więc i rządy kobiet w domach, by rozgłaszały poczynania swych mężów, i z tej samej przyczyny rozluźnienie karności niewolników (δούλων ἄνεσις διὰ τὴν αὐτὴν αἰτίαν)” („Polityka” 5, 9, 6) „Poza tym także wszelkie urządzenia stosowane przez tyranię wydają się odpowiednie dla demokracji, tak np. swobodniejsze stanowisko niewolników (ἀναρχία τε δούλων)” (tamże 6, 2, 12) „Wśród niewolników znów i metojków ogromne jest w Atenach rozpasanie (ἀκολασία) i ani nie wolno tam [nikogo] uderzyć, ani niewolnik nie ustąpi ci z drogi. Powiem, dlaczego jest taki miejscowy zwyczaj. Gdyby było prawo, że niewolnik może być uderzony przez [człowieka] wolnego albo metojk, albo wyzwoleniec, to często [ktoś] będąc przekonany, że obywatel Aten jest niewolnikiem, mógłby [go] uderzyć; lud bowiem nie jest tam lepiej odziany niż niewolnicy i metojkowie oraz nie lepszy z wyglądu.” („Ustrój Aten” Starego Oligarchy, tłum. Artur Pacewicz)
Piratka - awatar Piratka
oceniła na66 miesięcy temu
Etyka protestancka a duch kapitalizmu i inne pisma Max Weber
Etyka protestancka a duch kapitalizmu i inne pisma
Max Weber
Niezwykle niestaranne wydanie Wydawnictwa UW - brak translacji wyrażeń nie-niemieckich (przede wszystkim łacińskich). Przypisy umieszczone na końcu książki utrudniają lekturę - a mają one zasadniczą rolę w tekście Webera. Sama jakość książki i jej estetyka - bardzo dobra, choć nie to jest najważniejsze w odbiorze wydania. Samo dzieło M. Webera pozostaje wybitne - przedmiotem badania autora jest przede wszystkim "asceza", która warunkuje powstanie dobrego pracownika i dobrego pracodawcy, ewentualnie - działającej osoby przedsiębiorczej, która jest w stanie odłożyć pieniądze, ciężko pracować, dokonywać modernizacji i odpowiednio zainwestować. Zasadniczym "motywem" tekstu jest proces wyklarowania się "czystego ascetyzmu" z ascetyzmu powstałego na skutek przyjęcia odpowiedniego wyznania chrześcijańskiego (przede wszystkim chodzi tu o kwakrów, kalwinów i in., mniej o luteran). Katolicyzm reprezentować ma zaś w wizji M. Webera postawę "tradycjonalistyczną", a więc nie ascetyczną, "wygodną", w której priorytetem nie jest odpowiednie zarządzanie dobrami ziemskimi. "Tradycjonalista" to człowiek, który pożąda raczej wolnego czasu niż nadwyżki - "asceta" nie tylko pragnie nadwyżki, ale również chce ją odpowiednio zainwestować - aby pomnożyć swoje bogactwo (pierwotnie - na chwałę Bożą, po sekularyzacji - niekoniecznie). Tekst ten jest szczególnie interesujący dla badacza C. Schmitta - podobieństwo metody i stylu (długie i treściwe przypisy) jest bardzo znaczne. Banałem zaś jest stwierdzenie, że Schmittiańska "teologia polityczna" jako nauka o poszukiwaniu analogii między obowiązującym prawem a "obowiązującą" teologią ewidentnie nawiązuje do Weberowskiej nauce o relacji pomiędzy teologią a etyką. Podobnie, proces sekularyzacji również pełni ważną rolę w pismach autora "Dyktatury". Lektura warta polecenia, szkoda, że tak słabo wydana. Na marginesie należy polecić tekst C. Schmitta - "Nomos-Nahme-Name", który rozwija problem relacji "ascezy" i władzy.
Dantiusz - awatar Dantiusz
ocenił na82 lata temu
Kulturowe sprzeczności kapitalizmu Daniel Bell
Kulturowe sprzeczności kapitalizmu
Daniel Bell
W jednej z najistotniejszych powojennych publikacji o kondycji społeczeństwa, Daniel Bell nakreślił przyczyny i podał remedia na kryzys jednostki i zbiorowości ludzkich w dobie modernizmu. "Kulturowe sprzeczności kapitalizmu" to monografia z pogranicza socjologii i antropologii kultury. Do opisu kondycji człowieka, autor posiłkuje się ekonomią, szeroko rozumianymi wytworami kultury i polityką. W swych dociekaniach odwołuje się do koncepcji tuzów przedmiotu. Przytacza Maxa Webera, Karola Marksa, Williama James, Susan Sontag, Emilie Durkheima, Hannah Arendt czy Alexisa Tocqueville'a. Choć publikacja ma już 40 lat, kilka kwestii wydaje się niepokojąco aktualna. Dla ustalenia uwagi, Bell już na wstępie deklaruje swoje postawy wobec zjawisk opisanych w książce (str. 10): "(...) jestem socjalistą w ekonomii, liberałem w polityce i konserwatystą w kulturze." Jednak nie polecam wiązać zacytowanych etykietek, z własnym rozumieniem tych pojęć. Bell dość szeroko i obiektywnie opisuje kondycję człowieka, bolączki gospodarki i meandrujące w różnych kierunkach wytwory kultury. Przytoczone deklaracje autora są, subtelnymi i mocno osadzonymi w przemyślanej argumentacji, postawami. Przykładowo, własny socjalizm ekonomiczny opiera na bardzo mocnej konstatacji (str. 12): "...bogactwo nie powinno być wymienialne na niezasłużone przywileje w dziedzinach, w których jest ono nieważne" Główną tezą książki jest ostrzeżenie i zachęta do namysły nad kondycją świata zachodniego. Fundamentalny problem cywilizacyjny upatruje Bell we wzajemnie sprzecznych zasadach - wydajności w ekonomii, równości w polityce i samorealizacji jednostek w kulturze. Własne diagnozy, zawarte głównie w drugiej cześć, poprzedza zreferowaniem aktualnego (na lata 70-te XX wieku) stanu społeczeństwa Pierwszego Świata. W przykładach, posiłkuje się głownie amerykańskimi realiami. Dla mnie były to bardzo odkrywcze i nieszablonowe dywagacje. Przemiany stylu życia, to przede wszystkim opisy ciekawej degradacji etosu protestanckiego (stylu życia nastawionego na społeczność) i purytańskiego (samoograniczenia własnych potrzeb) w kierunku hedonizmu i szczęścia doczesnego (str. 110-115). W szczegółach atrofię pożądanych zasad, wzmacnia przykładami w przemianach kulturowych. Sztuki wizualne, wygodne życie w dobie powojennej prosperity i dostęp do łatwo formatowanej pod własne potrzeby konsumpcji dóbr, sprawiły zanik relacji, infantylizację i degradację głęboko odczuwanej dotychczas transcendencji do roli wstydliwego i niepożądanego wstecznictwa. Samospełnienie i samorealizacja stały się promowanymi potrzebami. Taką zmianę ludzkiej perspektywy, autor podsumował dobitnie słowami (str. 129): "Na klasyczne pytanie o tożsamość: 'Kim jesteś?' tradycjonalista odpowiedziałby: 'Jestem synem swego ojca'. Dziś odpowiada się : 'Ja jestem ja, pochodzę od siebie, wyborem i działaniem kształtuję siebie.'" Ten cytat wydaje mi się osią zarysowanego problemu współczesnej egzystencji w zagubieniu (str. 210-214). Bell poświęcił sporo miejsca, na pokazanie głęboko ludzkiej potrzeby odwołania się do absolutu, lub co najmniej do obiektywnej zasady moralnej w stylu Kanta. Niestety zabrakło mi niuansów i podania szerszego spektrum możliwych źródeł moralności. Jednak sama diagnoza o potrzebie namysłu nad ulotnością własnego jestestwa jest trafna. Do osłabienia wagi pryncypiów protestancko-purytańskich, konstytuujących klasyczny kapitalizm liberalny, przyczyniły się zarówno ruchy kontrkultur jak i prądy ideowe w sztuce. Bell dowodzi, że XX-wieczne przemiany w malarstwie, literaturze i sztuce, to z jednej strony wynik osiągnięć nauki i techniki, z drugiej ludzka potrzeba specyficznej ekspresji w modernistycznym przebraniu. Wytwory kultury zaczęły schlebiać mniej wyszukanym odbiorcom-konsumentom, dając ofertę na każdą kieszeń i pod każdy gust. W efekcie sztuka się strywializowała, przyczyniając się do zaniku więzi społecznych i ogólnie do niekorzystnych zmian stylu życia; pogłębiła frustracje w coraz większym natłoku informacji dostępnej masom (str. 130-160). Sztuka utraciła swój tajemniczy charakter, granica między profanum i sacrum uległa deformacji. Człowiek stał się konsumentem kultury. W drugiej części Bell przeprowadził kilka istotnych i chyba najtrudniejszych, z punktu widzenia realnej polityki gospodarczej, dyskusji nad znaczeniem państwa, jako źródle redystrybucji dóbr budżetowych. Krótko zreferował ustawodawczą, opiniotwórczą i zabezpieczającą podstawowe potrzeby obywateli, rolę państwa. Do głównych bolączek współczesnej gospodarki rynkowej, zaliczył zmianę celu gromadzenia dóbr. Kiedyś dominowała motywacja oparta na POTRZEBACH, współcześnie napędza do kumulacji PRAGNIENIE (str. 271) . Ta jakościowa zmiana, to według autora, wynik hedonizmu, atomizacji potrzeb, braku moralnych fundamentów, przewartościowanie społecznych i kulturalnych pryncypiów. We fragmencie związanym z ekonomia polityczną, autor przedyskutował fundamentalny problem wzajemnych relacji i znaczenia 'wolności' i 'równości' (str. 312-314). Te subtelne i rozpalające polityków pojęcia, stanowią centralny tandem demokracji obywatelskiej. Bell nie daje jednoznacznych rad, jak należy rozumieć i realizować równość podatkową. Za najważniejszy element układanki uznał równość szans, jako zdrowy czynnik startu w liberalną gospodarkę. Dokonał subtelnej i krytycznej analizy bezrefleksyjnego pojmowania egalitaryzmu, prowadzącego czasem do absurdu. Jednoznacznie, jako socjalista ekonomiczny, optuje za jak najszerszym dostępem do opieki zdrowotnej, nawet kosztem innych celów budżetowych. Posiłkując się głębokimi wizjami Huntingtona, Bell przedstawił bardzo trafne prognozy społeczno-gospodarczo-polityczne na ostatnie ćwierć wieku XX (str. 251-257) . Dobrze zdiagnozował upadek hegemonii geopolitycznej USA, problemy ZSRR i odśrodkowe siły w Jugosławii. Zreferował konsekwencje rosnącej roli korporacji globalnych, wzrost znaczenia informacji i nieuchronnych zmian społecznych z tym związanych. Celnie opisał wagę kryzysu energetycznego i walkę o zasoby naturalne. Niebywały poziom trafności prognoz sugeruje, że ogólna wizja Bella, co do kierunku potrzebnych zmian, zostaje dodatkowo wzmocniona. Końcowy postulat będący ogólnym wnioskiem z pracy, wart jest namysłu (str. 329): "Odrzucić możemy pozbawioną moralnego uzasadnienia pogoń za burżuazyjnymi zachciankami i dawać priorytet dobru publicznemu. Potrzebujemy jednak politycznego liberalizmu, który chroniłby jednostkę przed przymusem i zapewniał jej we właściwych granicach rekompensatę wysiłków i zasług." Książkę "Kulturowe sprzeczności kapitalizmu" należy przeczytać. Nie tylko studentom socjologii i ekonomii może dać syntetyczną podstawę do lepszego odczytywania procesów społecznych i gospodarczych. Pewne treści są tu oczywiście niedostępne. Właściwie nie istniało, cztery dekady temu, społeczeństwo informacyjne. Społeczności internetowe, które nas oplatają trywializmem i post-prawdą, wprawiłyby zapewne Bella w nie najlepszy nastrój, a jego diagnozy formułowane dziś, byłyby niestety jeszcze mniej optymistyczne. Tym bardziej warto poczytać z namysłem o kondycji człowieka i w efekcie spróbować poprawić higienę własnego życia społecznego. Niewątpliwie nie jest to monografia do lektury 'w biegu'. Pewne sformułowania odesłały mnie do słownika, niektóre zwroty przesadnie ukwiecone filozoficzno-socjologicznym żargonem mogą męczyć. Czasem galopada wyszukanych powiązań dotknęła absurdu (na przykład słownictwo i analogie społeczne wzięte z teorii względności - str. 152) . Jednak te nieliczne drażniące mnie detale, nie powodują obniżenia, mojej ogólnej wysokiej, oceny wartości pracy Bella. Polecam gorąco.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na88 lat temu
Jak umysł zyskał jaźń. Konstruowanie świadomego mózgu Antonio Damasio
Jak umysł zyskał jaźń. Konstruowanie świadomego mózgu
Antonio Damasio
W swojej pracy Damasio rozpatruje dwa pytania, po pierwsze: w jaki sposób w mózgu powstaje umysł? Po drugie zaś: w jaki sposób mózg obdarza ów umysł świadomością. Autor zaznacza od razu, że nie należy się spodziewać rewolucyjnych odpowiedzi na nie, raczej chciałby przedstawić zręby pewnych hipotez. Uważa, że najpierw powinniśmy przyjrzeć się strukturze naszego mózgu, temu jak funkcjonuje, ażeby następnie krok po kroku móc badać konstruowanie się umysłu i wyróżniać elementy odpowiedzialne za istnienie i działanie świadomości. Jak sam przyznaje, powodem, dla którego postanowił napisać książkę, była chęć zaczęcia dociekań od nowa, ponieważ jego dotychczasowe ujęcia powyższego zagadnienia przestały go satysfakcjonować. Książka Damasio jest kroplą w morzu innych prac o świadomości, chociaż na pewno bardzo znaczącą. Przedstawia nowe poglądy, zwłaszcza w kwestiach pochodzenia i charakteru uczuć oraz mechanizmów stojących za tworzeniem jaźni. Nie jest to jednak lektura miła, łatwa i przyjemna, do czytania przed snem, która w przystępny sposób wyjaśni nam co się z nami dzieje, gdy w ten sen już zapadniemy i co wydarzy się po przebudzeniu. Laikowi z pewnością nie przyjdzie z łatwością zrozumienie i zapamiętanie terminologii czy przedstawionej argumentacji autora. Osoby niezaznajomione z tego rodzaju tematyką powinny raczej sięgnąć po książki bardziej wprowadzające do zagadnień z dziedziny neuropsychologii i neurobiologii. Dla naukowców, psychologów i osób zainteresowanych trudną kwestią umysłu i świadomości będzie to na pewno pozycja wnosząca wiele, dająca solidne i ugruntowane podejście do sprawy, prawdopodobnie wywołująca kontrowersje, dyskusje oraz wzbudzająca chęć do dalszego odkrywania tajemnic naszych umysłów.
Pola_Zabianska - awatar Pola_Zabianska
oceniła na711 lat temu
Pochwała wątpliwości. Jak mieć przekonania i nie stać się fanatykiem Peter Ludwig Berger
Pochwała wątpliwości. Jak mieć przekonania i nie stać się fanatykiem
Peter Ludwig Berger Anton Zijderveld
Sięgając po tę książkę spodziewałem się czegoś innego: apologii metody naukowej jako narzędzia właściwego także w innych domenach życia. Mamy tu zaś manifest demoliberalizmu i obronę tezy o rzekomej wyższości liberalnej cywilizacji zachodniej i demoliberalnego ustroju USA. Wyższość ta ma, zdaniem autorów, płynąć z faktu że to jedynie na Zachodzie zinstytucjonalizowano w postaci liberalnej demokracji idee wolności i godności człowieka. Autorzy polemizują z postawami w których podmiot nie dopuszcza możliwości że może się mylić, jak i takimi, w których uznaje wszystkie opinie za równoważne i neguje możliwość wyższości w prawdzie którejkolwiek z nich. Pierwszy typ postaw nazywają „fundamentalizmem”, drugi zaś „relatywizmem”- szczególnie w odniesieniu do tego pierwszego, nie wydaje się to całkiem poprawne etymologicznie. Najważniejszą częścią polemiki autorów jest brak tytułowych „wątpliwości”, który łączą tak z relatywizmem prowadzącym ich zdaniem do nihilizmu (gdzie wątpliwości znikają wraz z wartościami),jak z „fundamentalizmem”który swoich zwolenników stale utwierdza w wyrzeczeniu się wątpliwości. Ten ostatni łączą z całym spektrum „holistycznych” nurtów światopoglądowych z totalitaryzmami politycznymi i integryzmami religijnymi na czele, ale też choćby z psychoanalizą, scjentyzmem, ateizmem a nawet zideologizowanym demokratyzmem i fetyszyzacją konstytucji jak we współczesnych USA i Niemczech. Słuszne wydaje się natomiast w ich wywodzie łączenie wątpliwości z przekonaniem o istnieniu obiektywnej prawdy i z preferowaniem pewnych wartości: wątpić można tylko w to, w co się generalnie wierzy. Trochę naciągana ale intelektualnie prowokująca jest też teza, że relatywizm i „fundamentalizm” mają być ze sobą ściśle powiązane: „fundamentalizm” ma być jakoby świadomym wyborem pewnych idei jako absolutnych, skoro zaś podmiot dokonał wyboru, to pozostaje w nim świadomość, że mógłby wybrać inaczej. Na dnie każdego „fundamentalisty”, zdaniem autorów, tkwić ma więc czekający na uwolnienie od dogmatów relatywista, zaś na dnie każdego relatywisty tkwić czekający na odrodzenie „fundamentalista”. Trochę to jednak naciągane, bo wszak nihilista niezdolny jest już do jakiejkolwiek wiary, zaś „fundamentalistą” wcale nie zostaje się jedynie „wtórnie”. Ciekawie wypada też próba rozbioru filozofii i ideologii starających się przedstawiać jako jedyne wyjaśniające świat poza uwarunkowaniami subiektywności i względności – szczególnie próba takiego rozbioru marksizmu i postmodernizmu. Autorzy klucz do uzasadnienia przez te ideologie ich rzekomej obiektywności odnajdują w kategorii „elity epistemologicznej” (proletariat, mieszkańcy Trzeciego Świata, inteligencja),mającej być rzekomo w swych sądach nieuwarunkowaną. Demaskują następnie te ideologie jako przypisujące subiektywność wszystkim, poza samymi sobą. Tu jednak zaczynają się schody, bo okazuje się, w świecie twórczo ożywianym przez kwestionujące wszelkie instytucje, autorytety i tradycje wątpliwości, jedynym co ma być wyłączone spod wątpienia są instytucje demoliberalne, mające gwarantować możliwość formułowania wątpliwości. Czyli, u Bergera i Zijdervelda wraca postulat „Nie ma wolności dla wrogów wolności!”, znany choćby ze... stalinowskiej Rosji, którą autorzy krytykują za płynącą z „fundamentalizmu” i fanatyzmu tyranię. Nawet kara śmierci ma być całkowicie i bezwzględnie zakazana a dyskusja nad nią wyłączona z przestrzeni wolności, gdyż... zdaniem autorów książki, kara śmierci jest sprzeczna z demoliberalnymi zasadami w których uniwersalność i prawdziwość oni sami wierzą. W dowodzeniu owej rzekomej uniwersalności autorzy też nie odkrywają nic nowego, powtarzając jedynie starą i dobrze już znaną liberalną tezę, że idee demoliberalne, pomimo że nieznane większości ludzkości, skoro już zostały w epoce nowoczesnej ustalone i przyjęte na Zachodzie, to zyskały tym samym jakoby status uniwersalnej w przestrzeni i czasie prawdziwości. Teza słaba i w zasadzie nie do obronienia, więc też autorów apologia demoliberalizmu jest dość nieprzekonująca. Tym niemniej, przyznać trzeba, że narracja w książce poprowadzona została bardzo elokwentnie i pomimo że postawa do której autorzy przekonują działa w istocie na nerwy, rzecz czyta się dość przyjemnie. W postawie w niej proponowanej jest też pewien element prawdziwy: założenie możliwości że możemy się mylić, dopuszczenie mianowicie możliwej fałszywości własnych poglądów i tego że rację (więcej racji) może mieć toś inny, jest kierunkiem słusznym, odzwierciedlającym prawdę i świadczącym o intelektualnej otwartości i dojrzałości. Postawa absolutnej pewności swojego zdania i niedopuszczająca możliwości że możemy się mylić prowadzi zaś niemal zawsze na manowce i świadczy o zaściankowości i intelektualnym „zabetonowaniu”.
Bazyli Venosta - awatar Bazyli Venosta
oceniła na64 lata temu
Etyka praktyczna Peter Singer
Etyka praktyczna
Peter Singer
W "Etyce praktycznej" autor wychodzi od podstawowej moralnej zasady równego rozważenia interesów, którą później stosuje do tematów takich jak równość społeczna, hodowla i zabijanie zwierząt, aborcja, eutanazja, pomoc potrzebującym, emigracja z krajów dotkniętych działaniami wojennymi i prześladowaniami, a także do tematu środowiska. Oczywiście wiele osób może nie zgodzić się z takim stanowiskiem. Mogą twierdzić, że interesy ich oraz grup do których należą (naród, rasa, gatunek) są ważniejsze od interesów innych. Byłoby to stanowisko jak najdalsze od tego zaprezentowanego przez Petera Singera, czyli wczuwania się w położenie drugiej świadomej istoty, bez względu do jakiej grupy należy, i takiego działania, które będzie minimalizować jej cierpienie oraz - w miarę możliwości - maksymalizować jej szczęście, o ile nie będziemy musieli tym samym poświęcić czegoś o podobnym moralnym znaczeniu. Z takim obiektywnym, bezstronnym podejściem "z punktu widzenia Wszechświata" nie zgodzą się również takie osoby, które wyznają dogmat o świętości ludzkiego życia (ponad inne),przekonani o ludzkiej wyjątkowości, czy wręcz byciem wybranym gatunkiem. To, co autor wielokrotnie wyjaśnia, to opieranie się systemu moralnego nie na etykietkach i dogmatach, tylko faktycznej zdolności odczuwania przez świadome stworzenia. "... do tematów tych [aborcja, euntanazja, środowisko itp - przypis mój] podchodzi się, świadomie porzucając założenie, że wszyscy przedstawiciele naszego gatunku mają, tylko dlatego, że są przedstawicielami naszego gatunku, jakąś wyróżniającą czy wrodzoną wartość, która lokuje ich ponad członkami innych gatunków. Przekonanie o ludzkiej wyższości jest fundamentalne i leży u podstaw naszego myślenia w wielu czułych strefach. Jego zakwestionowanie nie jest trywialną sprawą, a to, że może sprowokować silną reakcję, nie powinno nas dziwić". To zdolność od odczuwania cierpienia - do odczuwania czegokolwiek - w związku z posiadaniem rozwiniętego układu nerwowego jest elementem, na którym można oprzeć zasadę równego rozważenia interesów, ponieważ tylko czujące stworzenia mają jakiekolwiek interesy. "Zdolność cierpienia i odczuwania przyjemności jest warunkiem wstępnym posiadania jakichkolwiek interesów, warunkiem, który musi być spełniony, zanim zaczniemy mówić o interesach w jakikolwiek sensowny sposób (...) Jeśli istota cierpi, nie może być moralnego usprawiedliwienia dla odmowy wzięcia tego cierpienia pod uwagę (...) Ból i cierpienie są złe, bez względu na rasę, płeć czy gatunek istoty, która cierpi." Książkę polecam jako niesamowicie prowokującą myślenie i wyjście poza schematy. Jest napisana przejrzyście, posiada mocne argumentach i zabiera nas w intelektualną podróż. Nawet, jeśli nie każdy zgodzi się z każdym kolejnym argumentem postawionym przez autora, będzie mieć po jej lekturze solidne podstawy, aby racjonalnie podejść do wielu moralnych kwestii. Czy ludzie będą potrafić przyjąć punkt widzenia bezstronnego obserwatora, wyjść poza własną naturę i oprzeć swoją moralność na interesach wszystkich odczuwających istot? Tego nie odgadnę, ale mogę tylko powtórzyć za autorem, że "Etyczny punkt widzenia oferuje sens i cel w życiu, z którego się nie wyrasta."
Regis - awatar Regis
ocenił na98 lat temu

Cytaty z książki O pożytkach z wątpliwości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki O pożytkach z wątpliwości