I człowiek stworzył bogów...
Świetna książka! Autor stara się wyjaśnić, odwołując się do antropologii, historii, psychologii powstanie religii ale także innych wierzeń w byty nadprzyrodzone. Bardzo ciekawa treść i świetnie mi się słuchało, niektórzy komentują że chaos, że coś, ja zupełnie tego nie odczułem. Jedna z najciekawszych książek przeczytanych ostatnio!
Tłumaczy dlaczego w pewne rzeczy ludzie wierzą częściej, a w inne nie, tłumaczy że idee nadprzyrodzone są sprzeczne z jednym z oczekiwań, ale aktywują systemy kojarzeniowe (pdf.str.79) i jak to wszystko dokładnie działa... Autor analizuje te systemy, kiedy jakieś stwierdzenie nie ma sensu, a kiedy jest nielogiczne i jaka jest różnica (i dlaczego to ważne)! Miałem tu pewne cytaty zaznaczone (str.80) ale teraz nie widzę sensu ich wklejania, musiałbym zacytować pół książki ;) to jest dobre, ale tylko w szerszym kontekście - przeczytać warto! Ale coś innego zacytuję:
"Innymi słowy, można uważać, że adalo widzi wszystko, czego nie widzą ludzie, ale przytoczony przykład dotyczy zachowań, które mogą mieć konsekwencje społeczne - ten, kto skala jakieś miejsce, ściąga niebezpieczeństwo na innych i musi dopełnić stosownych obrzędów. To, że ktoś pogwałcił to prawo, jest oczywiście informacją strategiczną. Kiedy ludzie wyobrażają sobie możliwość złamania zakazu, zostają pobudzone ich systemy kojarzeniowe odnoszące się do relacji społecznych. Kwajowie wierzą więc, że właśnie do tego typu informacji mają dostęp adalo. Być może są one niedostępne dla ludzi, ale nie dla istot nadprzyrodzonych.
A oto inny przykład wskazujący na szczególny charakter informacji strategicznej. Batakowie z Malezji mówią, że szaman może przemienić się w tygrysa z ludzką głową, a także stać się niewidzialny. Z pewnością jest to wspaniały przykład cech, które przeczą naszym intuicyjnym oczekiwaniom, ale cech o konsekwencjach strategicznych. Stając się niewidzialny, szaman może latać, gdzie chce, i podsłuchiwać, co mówią ludzie.
Na całym świecie tak właśnie wyobrażani są przodkowie i bogowie. Człowiek znajduje się w określonej sytuacji. Pewne informacje dotyczące tej sytuacji są strategiczne, to znaczy, pobudzają system kojarzeniowy relacji społecznych. Ludzie myślą też, że istoty nadprzyrodzone mają dostęp do wszystkich informacji strategicznych związanych z daną sytuacją, nawet jeśli oni sami nie mogliby ich zdobyć.
(…)
W każdej sytuacji, która niesie informację istotną z punktu widzenia relacji społecznych, ludzie zakładają, że istoty „o nieograniczonym dostępie strategicznym" dysponują tą informacją."
(pdf.str. 95-96)
- a informacje strategiczne są cóż... strategiczne ;) To znaczy ważne z punktu widzenia społecznego: to jest ważne kto z kim co robi (choćby dla rozmnażania ;) ) - naprawdę "człowiek działa" genialnie, nawet jeśli nieświadomie ;)
Ale z informacjami strategicznymi wiąże się coś jeszcze:
"Ze względu na znaczenie nieograniczonego dostępu do informacji strategicznej nie może dziwić, że w bardzo licznych społecznościach ludzie są ogromnie wyczuleni na sposób, w jaki inni postrzegają byty nadprzyrodzone. Świadomość, że otaczają mnie istoty tak doskonale poinformowane, może odmienić moje postępowanie. Jeśli inni myślą tak samo jak ja, ich postępowanie także się zmieni. Dlatego ich wyobrażenia są dla mnie niezwykle ważne. Ten aspekt religii jest niezrozumiały, jeżeli trwamy przy powszechnym przekonaniu, że bogowie i duchy są po prostu potężnymi istotami, zdolnymi przenosić góry, sprowadzać plagi albo obdarzać ludzi swoją przychylnością. Gdyby moc była ich podstawowym atrybutem, rozumielibyśmy, że mogą być bardzo ważne dla osób wierzących, ale nie widzielibyśmy powodu, aby starały się one dowiedzieć, czy te istoty mają równie duże znaczenie dla innych. Ten złożony argument poznawczy można by zapewne ująć prosto, mówiąc: „ludzie zakładają, że bogowie wiedzą, co jest ważne. Jeżeli informacja jest istotna, ludzie myślą, że bogowie ją znają". Ale tak lakoniczne stwierdzenie pomijałoby istotę problemu. Dla ludzi, choćby ze względu na przebieg ewolucji, ważne są okoliczności, które wpływają na relacje społeczne: kto co wie, kto o czym nie wie, kto i z kim co robił, kiedy i dlaczego. Istoty nadprzyrodzone nie są w zasadzie koniecznym elementem wyjaśnienia czegokolwiek, ale znacznie łatwiej stworzyć ich wyobrażenie, a ich „obecność" wzbogaca krąg możliwych skojarzeń, toteż bogowie i duchy bardzo zyskują w procesie przekazu kulturowego."
(pdf.str.100)
- nie wiem czy to tu tak jasno wybrzmiewa ale: jak Kowalski wierzy w takiego samego Boga, to tak jak ja zakłada, że ten Bóg będzie wiedział jeśli mnie oszuka, mogę więc ufać Kowalskiemu bardziej niż Iksińskiemu, który wierzy właściwie nie wiadomo w co - Iksiński jest podejrzany. Oczywiście to wszystko podświadomie, ale jest to niezłe wyjaśnienie czegoś, co zawsze uważałem za absurdalne (no bo czemu kogoś miałoby obchodzić w co wierzą inni? no to już wiem ;) ).
I dalej o znaczeniu ceremonii (a zarazem to co pisałem wyżej):
"Także ceremonie zaślubin są praktycznie uniwersalne, choć wszyscy wiedzą, że nic nie mogłoby przeszkodzić dwojgu dorosłym ludziom we współżyciu seksualnym i prowadzeniu wspólnego gospodarstwa, nawet gdyby nie przypieczętowali tego związku ślubem. I tym razem chodzi bardziej o normy niż o fakty. Skoro jednak tak jest, po co potwierdzać to wydarzenie obrzędem? Klasyczna odpowiedź antropologów - i moim zdaniem zmierzająca we właściwym kierunku - zwracałaby uwagę na fakt, iż takie wydarzenia, choć wydają się „prywatne", pociągają za sobą po ważne konsekwencje dla całej wspólnoty. Zaznaczmy, że większość społeczeństw ludzkich za dziwne uznałaby nazwanie narodzin czy ślubu mianem spraw „prywatnych". Ludzie, którzy mają dzieci, tworzą nową sytuację w zakresie zasobów i wymiany społecznej. Dzieci są największą inwestycją biologicznych rodziców, którzy nie poświęcają tak wiele uwagi żadnemu innemu człowiekowi. Gotowość do karmienia i otaczania opieką własnych, a nie cudzych dzieci, jest powszechną tendencją ludzką z oczywistych przyczyn ewolucyjnych. Naturalnie formy opieki, podobnie jak sposób wychowania potomstwa, mogą być bardzo różne w rozmaitych społecznościach. Mimo to charakter współpracy między ludźmi zmienia się, zależnie od tego, czy mają dzieci, jak liczne, w jakim wieku itp.
(…)
Analogiczny argument antropologiczny wyjaśnia, dlaczego także małżeństwo jest wydarzeniem społecznym. I tu szczegóły ceremonii bywają bardzo różne, w zależności od struktury rodzinnej, statusu mężczyzn i kobiet, niezależności kobiet i swoistych reguł wymiany matrymonialnej. Jednak potrzebę obrzędu odczuwają niemal wszystkie społeczności i niemal wszędzie musi przybierać on jak najokazalszą formę. Najprostszym i najtańszym sposobem jest robienie hałasu. Kiedy są po temu możliwości, o wydarzeniu daje się znać, także urządzając spektakl. Pogląd, że małżeństwo jest „prywatną" umową między dwojgiem ludzi, stanowi wyjątek, nie regułę.
Każde małżeństwo stwarza bowiem układ, który zmienia sytuację reprodukcyjną grupy i eliminuje chore jednostki z grona potencjalnych partnerów, tworząc zarazem wspólnotę, w której seks, zaangażowanie rodzicielskie i współpraca ekonomiczna opierają się na stabilnym przymierzu. Oznacza to, że relacje każdego z małżonków, zarówno w sferze seksu, współpracy ekonomicznej, wymiany społecznej, jak i lojalności muszą zostać „dopasowane" do nowej sytuacji. Stwarza to problemy koordynacyjne. Po pierwsze, przy braku jednoznacznych sygnałów, nie wiadomo, kiedy pozostali członkowie grupy mieliby zmienić relacje z tymi osobami? Bo inni członkowie grupy muszą zmienić swoje postępowanie w tym samym czasie i w ten sam sposób. Jeżeli zaczniemy traktować nową rodzinę jak rodzinę, podczas gdy inni traktują jedno z małżonków jak osobę stanu wolnego, ryzykujemy „zmarnowaniem" okazji do przeżycia przygody seksualnej. Natomiast jeśli niesłusznie sądzimy, że od tej pory siły i dobra danej osoby będą przeznaczone przede wszystkim dla monogamicznego związku, możemy stracić okazję skorzystania z części tych dóbr. Dlatego trzeba wytyczyć ścisłą granicę między „przed" i „po", a także przyjąć konwencję, na mocy której grupa zmodyfikuje swoje zachowania z chwilą zawarcia małżeństwa. Nawet w Europie ludziom nastawionym skrajnie indywidualistycznie intuicja podpowiada, że to właśnie relacje społeczne czynią obrzęd ważnym."
(pdf.str.146-147)
- ma to sens! Nigdy nie patrzyłem na moralność przez pryzmat religii w ten sposób! A to przecież oczywiste jak tak przeanalizować. Zarazem podoba mi się bardzo jak kolejne tematy/aspekty wiary i religii w sposób naturalny następują po sobie, czy nawet się przenikają w tej książce! Ja tu nie widzę chaosu, zagadnienia są po prostu zbyt mocno ze sobą zazębione.
Takie tam jeszcze inne krótkie cytaty:
"Idee religijne są niepodważalne. Znacznie większego wysiłku wymaga ich analiza i odrzucenie niż akceptacja. W większości dziedzin kultury skłonni jesteśmy przejmować idee przekazywane nam przez innych. Religia nie stanowi wyjątku. Skoro wszyscy mówią, że zmarli krążą wśród żywych, i postępują, jakby to była prawda, łatwiej przyjąć tę wizję, choćby z niedowierzaniem, niż osobiście ją zweryfikować."
(pdf.str.24)
"Ludzie są religijni nie dlatego, że każą zamilknąć zdrowemu rozsądkowi oraz krytycyzmowi i akceptują niezwykłe stwierdzenia; każą zamilknąć krytycyzmowi, ponieważ pewne niezwykłe stwierdzenia stały się dla nich oczywiste."
(pdf.str.25)
"Nieszczęście jest jedną z najczęstszych sytuacji, w jakich ludzie odwołują się do bogów i przodków. Uważamy to za naturalne, ponieważ przyjmujemy szeroko rozpowszechnioną koncepcję związku idei religijnych z ważnymi wydarzeniami - bogowie i duchy mają ogromną moc, w tym moc sprowadzania lub powstrzymywania nieszczęść. Dotknięci nimi ludzie chcą za wszelką cenę zrozumieć, odzyskać poczucie bezpieczeństwa, a religia daje im to, czego pragną. I znowu scenariusz jest prosty - wypadki się zdarzają, a ludzie chcą zrozumieć dlaczego; religia daje im taką możliwość."
(pdf.str.101)
"Wyobrażenia bogów lub duchów zyskują zatem na znaczeniu ze względu na strukturę naszego poczucia moralności, które samo przez się nie potrzebuje ani jednych, ani drugich. Kiedy mówię o znaczeniu, mam na myśli fakt, że idee, kiedy już zaistnieją w kontekście moralnym, są zarazem łatwe do wyobrażenia i stanowią źródło licznych skojarzeń. Przykład: większość ludzi ma poczucie winy, gdy prowadzą się w sposób moralnie wątpliwy. Oznacza to, że bez względu na wymówkę, jaką sobie znajdą, intuicja może im podpowiadać, że istota nadprzyrodzona, znająca wszystkie elementy sytuacji, oceni, że postąpili źle. Sformułowanie tej intuicji w formie „to, co przodkowie myślą o moim postępowaniu" lub „jak Bóg osądzi to, co uczyniłem" pozwala na łatwiejsze wyobrażenie sobie czegoś niemal nieuchwytnego. Chociaż większość naszych intuicji moralnych jest oczywista, umyka nam jednak ich źródło, tkwiące w procesach myślowych, do których świadomość nie ma dostępu. Spojrzenie na te intuicje jak na punkt widzenia zewnętrznego obserwatora to najlepszy sposób, żeby zrozumieć, dlaczego je posiadamy. Ale to wymaga wyobrażenia istoty, która ma swobodny dostęp do ogółu informacji strategicznych."
(pdf.str.113)
"[Fundamentalizm] Jest wyrazem woli utrzymania szczególnego typu hierarchii, opartej na psychologii koalicji, dla której zagrożenie stanowi łatwość i bezkarność odstępstwa, a zatem wzrost prawdopodobieństwa, że do takich odstępstw będzie dochodziło. Można iść o zakład, że gdyby sądy wojenne okazywały wyrozumiałość wobec dezerterów i gdyby dowiedzieli się o tym żołnierze walczący na froncie, prześladowania i samosądy nad potencjalnymi dezerterami nasiliłyby się i stały bardziej ostentacyjne. Ta sama skłonność psychiczna tłumaczy zapewne, dlaczego niektórzy z nas posuwają się do skrajnego okrucieństwa w służbie swej koalicji religijnej."
(pdf.str.174)
"Fangowie powiadają, że u czarowników występuje dodatkowy narząd wewnętrzny w kształcie zwierzęcia, który nocą ulatuje, aby niszczyć plony lub zatruwać krew ludzi. Powiadają też, że czarownicy organizują co pewien czas huczne uczty, podczas których pożerają swoje ofiary i obmyślają kolejne ataki. Wielu Fangów potwierdziłoby, że przyjaciel przyjaciela widział na własne oczy, jak czarownicy przelatujący w nocy nad wioską na liściach bananowca rzucają urok na nieszczęśników, których sobie upatrzyli.
Wspomniałem o tych i innych dość szczególnych wierzeniach podczas obiadu w Cambridge. Wówczas jeden z gospodarzy, znany katolicki teolog, zwrócił się do mnie, mówiąc: „To właśnie sprawia, że antropologia jest tak pasjonująca i tak trudna. Powinien pan podjąć próbę wyjaśnienia, jak ludzie mogą wierzyć w podobne niedorzeczności". Oniemiałem, słysząc te słowa, a zanim zdołałem zebrać myśli i odpłacić stosowną repliką, choćby banalnym przypomnieniem, jak łatwo dostrzega się źdźbło w oku bliźniego, nie widząc belki we własnym, rozmowa potoczyła się dalej. Bo chociaż pytanie „jak ludzie mogą wierzyć w coś takiego?" jest niewątpliwie uzasadnione, to odnosi się do wszystkich wierzeń i religii. Fangowie również nie mogli pojąć, że trzy osoby - będące w rzeczywistości jedną - pozostają zarazem trzema osobami lub że wszystkie nieszczęścia spadające na nas na tym padole łez dotykają nas z winy dwojga praprzodków, którzy przechadzając się po ogrodzie, zapragnęli posmakować nieznanego owocu. Każde z tych stwierdzeń można poprzeć wieloma zgodnymi z doktryną wyjaśnieniami, nie sądzę jednak, aby Fangom wydały się one bardziej przekonujące od samych opowieści."
(pdf.str.175)
(czytana/słuchana: 6-8.01.2026)
5/5 [9/10]
Opinia
W "Etyce praktycznej" autor wychodzi od podstawowej moralnej zasady równego rozważenia interesów, którą później stosuje do tematów takich jak równość społeczna, hodowla i zabijanie zwierząt, aborcja, eutanazja, pomoc potrzebującym, emigracja z krajów dotkniętych działaniami wojennymi i prześladowaniami, a także do tematu środowiska.
Oczywiście wiele osób może nie zgodzić się z takim stanowiskiem. Mogą twierdzić, że interesy ich oraz grup do których należą (naród, rasa, gatunek) są ważniejsze od interesów innych. Byłoby to stanowisko jak najdalsze od tego zaprezentowanego przez Petera Singera, czyli wczuwania się w położenie drugiej świadomej istoty, bez względu do jakiej grupy należy, i takiego działania, które będzie minimalizować jej cierpienie oraz - w miarę możliwości - maksymalizować jej szczęście, o ile nie będziemy musieli tym samym poświęcić czegoś o podobnym moralnym znaczeniu.
Z takim obiektywnym, bezstronnym podejściem "z punktu widzenia Wszechświata" nie zgodzą się również takie osoby, które wyznają dogmat o świętości ludzkiego życia (ponad inne), przekonani o ludzkiej wyjątkowości, czy wręcz byciem wybranym gatunkiem. To, co autor wielokrotnie wyjaśnia, to opieranie się systemu moralnego nie na etykietkach i dogmatach, tylko faktycznej zdolności odczuwania przez świadome stworzenia. "... do tematów tych [aborcja, euntanazja, środowisko itp - przypis mój] podchodzi się, świadomie porzucając założenie, że wszyscy przedstawiciele naszego gatunku mają, tylko dlatego, że są przedstawicielami naszego gatunku, jakąś wyróżniającą czy wrodzoną wartość, która lokuje ich ponad członkami innych gatunków. Przekonanie o ludzkiej wyższości jest fundamentalne i leży u podstaw naszego myślenia w wielu czułych strefach. Jego zakwestionowanie nie jest trywialną sprawą, a to, że może sprowokować silną reakcję, nie powinno nas dziwić".
To zdolność od odczuwania cierpienia - do odczuwania czegokolwiek - w związku z posiadaniem rozwiniętego układu nerwowego jest elementem, na którym można oprzeć zasadę równego rozważenia interesów, ponieważ tylko czujące stworzenia mają jakiekolwiek interesy. "Zdolność cierpienia i odczuwania przyjemności jest warunkiem wstępnym posiadania jakichkolwiek interesów, warunkiem, który musi być spełniony, zanim zaczniemy mówić o interesach w jakikolwiek sensowny sposób (...) Jeśli istota cierpi, nie może być moralnego usprawiedliwienia dla odmowy wzięcia tego cierpienia pod uwagę (...) Ból i cierpienie są złe, bez względu na rasę, płeć czy gatunek istoty, która cierpi."
Książkę polecam jako niesamowicie prowokującą myślenie i wyjście poza schematy. Jest napisana przejrzyście, posiada mocne argumentach i zabiera nas w intelektualną podróż. Nawet, jeśli nie każdy zgodzi się z każdym kolejnym argumentem postawionym przez autora, będzie mieć po jej lekturze solidne podstawy, aby racjonalnie podejść do wielu moralnych kwestii.
Czy ludzie będą potrafić przyjąć punkt widzenia bezstronnego obserwatora, wyjść poza własną naturę i oprzeć swoją moralność na interesach wszystkich odczuwających istot? Tego nie odgadnę, ale mogę tylko powtórzyć za autorem, że "Etyczny punkt widzenia oferuje sens i cel w życiu, z którego się nie wyrasta."
W "Etyce praktycznej" autor wychodzi od podstawowej moralnej zasady równego rozważenia interesów, którą później stosuje do tematów takich jak równość społeczna, hodowla i zabijanie zwierząt, aborcja, eutanazja, pomoc potrzebującym, emigracja z krajów dotkniętych działaniami wojennymi i prześladowaniami, a także do tematu środowiska.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście wiele osób może nie zgodzić...