rozwińzwiń

Szczęśliwe lata udręki

Okładka książki Szczęśliwe lata udręki autora Fleur Jaeggy, 8388459538
Okładka książki Szczęśliwe lata udręki
Fleur Jaeggy Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
92 str. 1 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
I beati anni del castigo
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Data 1. wydania:
2010-09-01
Liczba stron:
92
Czas czytania
1 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8388459538
Tłumacz:
Magdalena Tulli
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szczęśliwe lata udręki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szczęśliwe lata udręki

Średnia ocen
6,7 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Szczęśliwe lata udręki

avatar
590
35

Na półkach: , ,

(...) Bohaterka "Szczęśliwych lat udręki" nie ma większych planów i marzeń. Całą młodość spędziła w kolejnych internatach, nie mając styczności ze społeczeństwem. Jej egzystencja jest tu i teraz, koncentruje się na nauce, codziennych obserwacjach oraz spacerach w górskie doliny. O jej sprawach osobistych wiemy niewiele. Matka mieszka w Brazylii skąd listownie kieruje losami córki, ojciec pozbawiony domu tuła się po hotelach.

Monotonię szkolnej nudy przerywa pojawienie się tajemniczej Frederique. Główna bohaterka spędza z nią coraz więcej czasu, rozmawiają o literaturze i wzniosłych ideach. Czytelnik nie może jednak pozbyć się wrażenia, że zafascynowanie innością Frederique, to życie zastępczym życiem. Narratorka do mistrzostwa doprowadza sztukę mimesis, fascynując się zainteresowaniami nowej dziewczyny doprowadza swą obsesję do radykalnego naśladownictwa – imituje styl pisma Frederique. (...)

Całość dostępna na stronie 16 informatora czytelniczo-kulturalnego Biblioteki Kraków:
https://issuu.com/bibliotekakrakow/docs/informator_biblioteka_krakow_5_2021-i

(...) Bohaterka "Szczęśliwych lat udręki" nie ma większych planów i marzeń. Całą młodość spędziła w kolejnych internatach, nie mając styczności ze społeczeństwem. Jej egzystencja jest tu i teraz, koncentruje się na nauce, codziennych obserwacjach oraz spacerach w górskie doliny. O jej sprawach osobistych wiemy niewiele. Matka mieszka w Brazylii skąd listownie kieruje losami...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
721
173

Na półkach:

Duszna, sterylna, dziewczęca, lekko szalona.

Duszna, sterylna, dziewczęca, lekko szalona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
8

Na półkach:

Zazdroszczę autorce, bohaterce oraz O. od której pożyczyłam książkę.
Proza surowa, ascetyczna, czasem okrutna w swoich spostrzeżeniach, szorstka i sroga. Przesiąknięta lodem.
1. Przedłużone dzieciństwo porównywane ze śmiercią, dziewczęta, jak w szklarni chowane przed rozpoczęciem prawdziwego życia. Umowność kształcenia (kształtowania?),puste łodygi, puste kwiaty, puste owoce. (To zostaje naruszone, kiedy pojawia się ktoś, kto ma za sobą prawdziwą przeszłość poza internatem).
2. Nowa pojawia się trzy razy - jako wzniosłość, jako odtrącenie, jako obietnica balu.
2.1 Przyjaźń jako nieustanne próby zdobycia kontroli.
3. Bezpieczeństwo konwenansów, matka zza oceanu przestawiająca dziewczynkę z miejsca na miejsce, słaby, bezdomny ojciec, z którym spędza ona wakacje.
4. W kantonie, w którym rozgrywa się akcja powieści kobiety uzyskały prawo głosowania w 1991 (!) roku. Książka z 1989, opowiada o wcześniejszych jeszcze czasach. (A w ostatniej szkole narratorka miała uczyć się gotować).

Zazdroszczę autorce, bohaterce oraz O. od której pożyczyłam książkę.
Proza surowa, ascetyczna, czasem okrutna w swoich spostrzeżeniach, szorstka i sroga. Przesiąknięta lodem.
1. Przedłużone dzieciństwo porównywane ze śmiercią, dziewczęta, jak w szklarni chowane przed rozpoczęciem prawdziwego życia. Umowność kształcenia (kształtowania?),puste łodygi, puste kwiaty, puste...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

164 użytkowników ma tytuł Szczęśliwe lata udręki na półkach głównych
  • 108
  • 55
  • 1
14 użytkowników ma tytuł Szczęśliwe lata udręki na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Fleur Jaeggy
Fleur Jaeggy
"(...) Fleur Jaeggy urodziła się w roku 1940 w Zurichu i pochodzi ze starej szwajcarskiej burżuazji. Dzieciństwo i młodość spędziła w szkolnych internatach, włoskich i szwajcarskich. Kiedy skończyła osiemnaście lat, zaczęła pracować jako fotomodelka. Również pisać. Do opublikowania pierwszej powieści ośmieliła ją Ingeborg Bachmann, z którą Jaeggy zaprzyjaźniła się w czasach, gdy obie mieszkały w Rzymie. Od roku 1968 Jaeggy mieszka w Mediolanie. Jej mężem jest Roberto Calasso, wydawca i pisarz, znany polskim czytelnikom jako autor komentarza do mitologii greckiej Zaślubiny Kadmosa z Harmonią. Opublikowała sześć książek, trzy ostatnie, Szczęśliwe lata udręki, Gniew niebios i Proleterka, przyniosły jej rozgłos i nagrody literackie. Jaeggy pisze w języku matki, po włosku, ale jej postaci, przynajmniej we wspomnianych książkach, mówią po niemiecku. (...) Nic tu nie jest takie, jakie się wydaje, udrapowane w pozory zwyczajności. 'Wątpię, czy istnieje jakikolwiek sposób życia nieskażony obsesyjnością' - powiada narratorka Szczęśliwych lat udręki i to przekonanie rozpisuje na opowiadania z Gniewu niebios. Objawia w nich mistrzowską zdolność wiwisekcji patologii czającej się pod powłoką normalności, wyczulenia na to, co w psychice stanowi residuum ciemnych, pierwotnych sił, jakąś symetryczną wobec bytu bezwzględność pisarskiego spojrzenia. To wszystko sprawia, że Jaeggy, która na zdjęciach wygląda jak duchessa z filmu Viscontiego Portret rodzinny we wnętrzu, nigdy nie wpada w sentymentalizm czy minoderię. Jej porównania czy metafory nigdy nie zmierzają w stronę stylistycznej przesady. A zdawałoby się, że to niebezpieczeństwo, na jakie jest narażona najbardziej. Wiadomo, przepaść wzywa przepaści, i tak jest tym razem: eksploracja tego, co naznaczone śmiercią i szaleństwem, spycha jej literacką wyobraźnię w obsesyjne pole semantyczne. Ale nie. Jaeggy pisze na przykład o starej, oddanej służącej: 'Z daleka wyglądała jak urna na prochy: mała, ciemna i pełna godności'. I czytelnik opowiadania odnosi wrażenie, że nie można było użyć innego porównania. Jeśli więc ktoś lubi być z czytanym autorem w takiej zgodzie, niech czyta Fleur Jaeggy (...)." (fragment artykułu Marka Zaleskiego Udręczenie, "Tygodnik Powszechny", nr 1094, 26 X 2003) UTWORY: W założonym przez jej męża, bardzo znanym we Włoszech i renomowanym wydawnictwie Adelphi ukazały się następujące książki pisarki: Dito in bocca (Palec w ustach, 1968),Angelo custode (1971 – wyd. Tusquets, Hiszpania 1974),Le statue d’acqua (Wodne posągi, 1980 – wyd. Matthes udn Seitz, Niemcy 1985),I beati anni del castigo (Szczęśliwe lata udręki, 1989, nagroda Bagutta w 1990, Premio Bocaccio Europa 1994 – Noir sur Blanc, Polska 2002),La paura del cielo (Gniew niebios 1994, nagroda im. Alberto Moravii 1994 – Noir sur Blanc, Polska 1999) Proleterka (2001, nagrody : Premio Vailate Alberico Sala 2001, Nagroda Kobieca Miasta Rzym 2001, Premio Vittorini 2002, Premio Viareggio-Repaci 2002 – Noir sur Blanc, Polska 2003). Fleur Jaeggy przetłumaczyła Vie immaginarie Marcela Schwoba (wyd. Adelphi, Mediolan 1972) oraz Ostatnie dni Emanuela Kanta Thomasa De Quincey’a (Adelphi, Mediolan 1983). Pisała na temat Schwoba, De Quincey’a, Keatsa i Roberta Walsera.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Symultanka Ingeborg Bachmann
Symultanka
Ingeborg Bachmann
c.d. mojej Ingeborg Bachmann To są opowieści o niezrozumieniu, samotności - rodzajach śmierci, miłości. To są opowieści o dobrowolnej granicy mowy ludzkiej. Przecież mamy słowa. Tak. Nie. Wybieramy wyobrażenia. Czy w wyobrażeniach może nas coś prawdziwie połączyć? Zrozumiemy się? Chciałabym Ci tyle opowiedzieć lecz nie potrafię słuchać Ciebie. To jest granica naszych słów. To od niej wszystko się zaczyna. Nie chcę być jak Inne. Nie zniosę tego. To jest okropność. Uciekam. Wolę śnić. Boję się życia. Boję się wręcz nieprzyzwoicie. Gdybym wyznała prawdziwe słowa i zatajone myśli straciłbyś orientację, runąłbyś w ciemność, ale musisz się dowiedzieć, że ja też chcę być kobietą. Kiedy w lustrze patrzę na swoje ciało myślę o Tobie. Jeszcze nie wiem, że to nie ma sensu. Jeszcze nie wiem, że w Twojej obecności ginę „dla niczego, po prostu dla niczego”. Dlatego pomiędzy śmiechem a płaczem po tylu dniach nie mogę nadal odnaleźć właściwych słów dla Ciebie. Chcę widzieć mniej. To mój przywilej, który mnie zdradzi. Ale jeszcze tego nie wiem. Codziennie łudzę się pomiędzy tym co dla mnie pomyślne i tym co mnie rani, głęboko. Na co liczę? Tak, już wiem, że nie będziesz ze mną. Moje szczęśliwe oczy zamknęły się za późno. Zobaczyłam twoją twarz, prawdziwą ranę we mnie. Może sama się zraniłam? Może za długo się łudziłam. Moja samotność to unikanie słów na wyrażenie moich uczuć i mojego niepokoju. Milczę. Czy może mi się coś jeszcze stać? PS. Czy znajdę klucz jak Ciebie przeczytać droga Inge. Nie wiem czy na pustyni jesteś przez Przypadek F czy może jedynie wspominasz o niej wychodząc z hotelu w Rzymie, a może to jedynie myśl, która się zrodzi przy oczekującej wielogodzinnej pozycji przy telefonie w Wiedniu. Nie mówiłaś, że żona Jordana, jego wynalazek i Przypadek, spotykała się z Beatrix w RENE i w tajemnicy bywałaś u Jego matki. Przecież znałaś Te rodziny, nie zaprzeczaj, a w rozmowie z Nim szybko kończysz temat utrzymując, że jedynie z nazwiska słyszenia. Przecież to Wiedeń. Jesteś Nadine, Betarix, Mirandą, Elizabeth czy wszystkimi jednocześnie? Może nie jesteś żadną z Nich? Mam czytać wszystko od początku? Czasami nie nadążam za Tobą Ingelein, wiesz? Ps. Odczytanie opowiadań ze zbioru Symultanka bez znajomości Maliny i Przypadku F byłoby co najmniej trudne. Może stać się wręcz niemożliwym.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na911 miesięcy temu
Dwie poważne damy Jane Bowles
Dwie poważne damy
Jane Bowles
Oryginalnej prozy nigdy dość. „Dwie poważne damy” to manifest wolności i obrona prawa do odmienności. Bowles tę odmienność fetuje, przeciwstawia konwenansom, których sens dawno się zatracił, utartym schematom, pielęgnowanej w skorupie konformizmu nudzie. Okazuje się, że można się zachwycić również pięknem w myśl klasycznych wzorców stanowczo niepięknym, a afirmacja życia może przybrać formy dalekie od wskazań starożytnych mędrców. Uchylone zostają drzwi do oglądu świata przez naturę wrażliwą i niepowtarzalną. Poczucie wyobcowania bohaterek i ich płynąca z własnego doświadczenia niewiara w intersubiektywność rzeczywistości są tak wielkie, że próbują one komunikować nawet najbardziej oczywiste fakty i zjawiska, jakby nie wierząc, że są one dostępne innym ludziom, że istnieje zbiór wspólny uchwytnych zmysłami obiektów. Wynika to zresztą z ich epistemicznych skłonności, bo oczy panny Goering oraz pani Copperfield często kierują się, wobec immanentnej niezrozumiałości świata i jego mieszkańców, ku własnym wnętrzom, które zamieszkują byty bardziej godne zainteresowania dam i łatwiej dające się przez nie uchwycić, czyli emocje. Bo przecież „Dwie poważne damy” to również powieść feministyczna, choć nie jest to ani feminizm wojujący, ani oczywisty. Bowles skupia się po prostu na tych dylematach, które właściwe są płci pięknej, jak na przykład nieustanna walka między potrzebą wyrażenia i zadowolenia siebie, a tym wewnętrznym parciem do opiekowania się innymi, określanym niekiedy mianem instynktu macierzyńskiego. Bohaterkom obca jest mieszczańska moralność. Nie oznacza to, że są niemoralne, tyle że kompasem są dla nich własne, bardzo niekiedy fantastyczne zapatrywania, nie zaś społeczna aprobata. I ta fantastyczność może być rozpatrywana zarówno jako siła, jak i słabość tej powieści. Literatura zaangażowana nie powinna bowiem bujać w obłokach. Ale jak ma nie bujać, skoro obu damom, tak jak samej autorce, w realizowaniu tej szczególnie pojętej zasady carpe diem nigdy nie przeszkodziły troski materialne? Mimo kilkudziesięcioletniego rodowodu jest to powieść świeża, ale i mocno niedoskonała. Styl, który wydaje się autoironiczny, miejscami jest po prostu nieudolny. Są też momenty, w których Bowles dopowiada to, czego dobra literatura każe się czytelnikowi domyślać. Choć jednak zapowiadany na okładce geniusz położył swe dłonie na innych twórcach, warto skierować swój wzrok ku jedynemu w swym rodzaju dziełu tej Amerykanki o skomplikowanym życiorysie i bardzo skromnej pisarskiej spuściźnie.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na67 lat temu
Sycylijska rozmowa Elio Vittorini
Sycylijska rozmowa
Elio Vittorini
Narrator, który jako dziecko żył “w górach Sycylii wśród opuncji i siarki”, po latach jedzie odwiedzić domowe pielesze, do matki opuszczonej właśnie przez ojca, który miał znaleźć nową kobietę. Nostalgiczny to powrót, niczym w filmach Giuseppe Tornatore. Taka też jest i ta książka. To nie tylko zwykła podróż z północy Włoch na ich kraniec, ale i w głąb siebie, co zawsze i wszędzie oznacza powrót do dzieciństwa, czyli nie tylko do ciepła i bezpieczeństwa, ale też i nieodpowiedzialności za nic. Bohater to ktoś, kto dziś pewnie byłby określony mianem przegrywa, rozżalonego na świat, a może bardziej i na samego siebie… “Wściekłość na cały zagubiony i zatracony rodzaj ludzki dręczyła mnie już od dawna i od dawna chodziłem z głową ponuro zwieszoną. (...) Dlaczego właściwie świat nie mógłby pozostać na zawsze taki, jaki był, kiedy miałem 7 lat, jakim go znałem z Księgi tysiąca i jednej nocy”. “To było najokropniejsze: ten spokój bez nadziei. Wierzyć, że ród ludzki jest zgubiony, a nie mieć chęci uczynienia czegokolwiek, by temu przeciwdziałać, chociażby chęci zginięcia razem z nim!”. “Targały mną abstrakcyjne furie, a jednocześnie byłem spokojny, nie chciałem niczego”. “Było ze mną tak, jakbym nigdy nie miał ani tych pierwszych piętnastu, ani tych drugich i nigdy nie jadł chleba, i nie wzbogacił się przez ten czas o tyle różnorodnych doświadczeń – smaków, zapachów, odczuć – jakbym nigdy nie był naprawdę żywy, lecz po prostu pusty, tak, byłem pusty myśląc o rodzaju ludzkim, który się zatracił, pusty i spokojny bez nadziei”. “Wspominałem, a wspomnienie to miało dla cudzych oczu pozory płaczu”. “Śmierć i nieśmiertelność znałem już dobrze, a Sycylia i świat były dla mnie jednym i tym samym. (...) Nagle ogarnęła mnie posępna nostalgia, pragnienie ujęcia znowu w ręce mojego minionego dzieciństwa. Postać matki jest tu wywyższona ponad cały świat. “Była wyrazem mijającego czasu, przeszłości rodzaju ludzkiego, dzieciństwa i tego, co przychodzi potem, mężczyźni, synowie: była cząstką historii”. Rolę proustowskiej magdalenki odgrywa tutaj smażony przez matkę śledź. “Ten śledź był także wspomnieniem, tylko pełniejszym i bardziej realnym”. Przy okazji ta napisana w 1941 r. książka przypomina, jak wielka bieda panowała wówczas we Włoszech, a szczególnie w zapomnianych od ludzi i Boga górskich wioskach Sycylii. “- Ojciec co miesiąc przynosił wypłatę, przez 10 dni mieliśmy co jeść i wszyscy nam zazdrościli, chłopi i kopacze siarki. Ale przez resztę miesiąca żyliśmy tak jak oni. Jedliśmy ślimaki. - Ślimaki? - Tak, i dziką cykorię – rzekła matka”. “- Dobrze tam było żyć – powiedziałem i szczerze tak myślałem, wspominając letnie popołudnia i suszące się na słońcu pomidory, i ani żywej duszy dookoła”. Matka dorabia sobie zastrzykami dla miejscowych kobiet, na co zabiera ze sobą syna - jej nazwisko jest znaczące: Concezione (poczęcie). Niespodziewanie w tym kontekście objawia się zaskakująca otwartość tych kobiet, nawet młodych, gdy matka chce, żeby towarzyszył temu jej syn. Jej pacjentki początkowo protestują, ale bez przekonania i zaskakująco szybko godzą się na męskie towarzystwo. Rzuca to nowe światło na stereotypowe wyobrażenie o surowej moralności na tej włoskiej wyspie, wydawałoby się uchodzącej za ostoję zacofania pod każdym względem. Innym przejawem naturalnego podejścia do “tych spraw“ jest wyjątkowo otwarta rozmowa z matką, gdy narrator pyta ją, czy zdradzała ojca, zanim odszedł z inną”. “– No cóż, chyba sobie na to zasłużył, jeśli nawet byłam z innym mężczyzną raz czy dwa! A ja pomyślałem sobie: +Ech, stara krowo!+. A głośno powiedziałem: – Pewnie, że sobie zasłużył! I zapytałem – Dużo razy? Z wieloma? – Och! – wykrzyknęła matka. – Cóż ty sobie wyobrażasz, że byłam na wysługi chłopom? (Nb. wtedy narrator nazywa matkę “miłosierną krową”. “– Nie pamiętasz, jaki to zawsze był mięczak i tchórz? – Mięczak i tchórz? – zdumiałem się. – A pewnie! – krzyczała matka. – Jak mnie pobił, to zaraz zaczynał beczeć i przepraszać…”. I jeszcze taki dialog: “– Wciąż jeszcze jestem niczego sobie baba, no nie? – No pewnie! – powiedziałem. – Nie masz nawet jednego siwego włosa! A matka: – A żebyś mnie widział, jaka jestem młoda pod ubraniem!”. A bohater wyznaje: “​Gdy miałem siedem lat, wiedziałem lepiej niż kiedykolwiek, jak wygląda naga kobieta (...) Siedmiolatek dostrzega cuda w każdej rzeczy i z nich, z ich nagości, jak z nagości kobiety, czerpie pewność istnienia, podobnie jak one, urodzone z naszego żebra, czerpią tę pewność z nas. Śmierć istnieje, ale nie ujmuje nic z tej pewności”. Paradoksalnie, a raczej i nie, to kobieta była zwornikiem tamtego patriarchalnego świata. “Prawdziwe nieszczęście to jak zachoruje kobieta, matka. Już lepiej, kiedy choruje mężczyzna. Bo mężczyźni zimą i tak nie pracują, a w ogóle są do niczego, za to jak zachoruje kobieta, to już bywaj zdrów.... “. Bohater cierpi za cały skrzywdzony świat i wraz z nim. A wtedy musi się pojawić najważniejszy pocieszyciel, nie tylko dla Włochów, ale szczególnie dla nich…. “Z ziemi, murów i ciemnego sklepienia bił stuletni zapach wina, którym tawerna wciąż na nowo nasiąkała. Cała przeszłość wina w człowieku była wokół nas obecna”. “Tak to cierpiący z powodu własnych krzywd i krzywd świata tkwiliśmy wszyscy razem w nagim grobowcu wina i pewnie wyglądaliśmy jak duchy uwolnione wreszcie z tego świata cierpień i zniewagi”. “Pokolenia za pokoleniami piły to wino, przelewając w nie swoje cierpienia, szukały w nim swojej nagiej istoty i każde następne pokolenie spijało w tym winie cierpienia pokoleń poprzednich”. Na koniec w tej (pozornie) realistycznej opowieści robi się bardziej onirycznie. Narrator niejako “wstępuje do piekieł” pełno odniesień do Hamleta do klasyki i śmierci – to nie tylko efekt wypitego wina. “– To są dobre, wygodne groby – powiedział żołnierz. – Przyszliście tu pomyśleć o waszych zmarłych? – pytałem dalej. – Nie – rzekł żołnierz. – Myślę zawsze tylko o moich żywych”. Pod koniec wkraczamy w świat transcendentny, z wizjami bohatera, symbolicznie odnajdującego swą młodość. Pojawia mu się młodszy brat, który poległ na wojnie, zapewne w Abisynii. “– Przecież był bohaterem! Matka popatrzyła na mnie tak, jakby dopatrywała się w moich słowach goryczy. – Nie! powiedziała – Był tylko biednym chłopcem, który chciał zobaczyć świat. Lubił świat”. “– Więc ostatecznie – krzyknąłem – jesteście tu czy nie jesteście?! Żołnierz odpowiedział – Sam sobie nie raz zadaję to pytanie. Jestem czy nie jestem? W każdym razie mogę pamiętać. I widzieć.. – I co jeszcze możecie – zapytałem? – To już wystarcza – rzekł. – Widzę mojego brata i chciałbym się z nim bawić”. Inne cytaty o tym, czym dla Autora była Sycylia: “To była taka mała, pnąca się w górę Sycylia, gdzie drzewa nieszpułek wyzierały znad dachów, skały poryte były jaskiniami, na czarnym tle ziemi błąkały się kozy, a muzyka piszczałek pozostawała daleko za nami, rozwiewała się wysoko w górze, we mgle i śniegu”. “Był to głęboki zapach nie samego tylko melona, odwieczny zapach, jak zapach wina podczas samotnej zimy w górach, przy linii kolejowej, zapach małej, o niskim pułapie jadalni w dróżniczym domku”. “Ziemia tam była sucha, żółtawego koloru siarki, pamiętałem głośne granie cykad na przemian z okresami niezmąconej ciszy”. ​“Zimne powietrze było spokojne i pogodne, dzwony nie polatywały już po niebie, spały spokojnie w swoich gniazdach”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 miesiące temu
Sekretne drzwi Marlen Haushofer
Sekretne drzwi
Marlen Haushofer
4 września „Ponieważ czytanie jest moim zawodem, rzadko tylko wzrusza mnie jeszcze jakaś książka.” s.11. 30 stycznia „Tak często opisywane uczucie szczęścia przyszłej matki nie chce się jakoś pojawić”. s.73. 29 marca „Wznowienie filmu Złodzieje rowerów”.* (s. 108) Marlen Haushofer, Sekretne drzwi, Przekł. Barbara Tarnas, PIW, Warszawa 1978. * Do zdania o filmie „Złodzieje rowerów” dodajmy: „Bardzo dobrze zrobiony, a jednak pozostawia niedosyt. Właściwie dlaczego? Mam wrażenie, że nie chodzi tu o prawdziwą tragedię? Stracić rower, który jest biedakowi potrzebny do pracy, to na pewno smutne, ale nie tragiczne. Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia”.(s. 108) Powtórzymy: „Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia.” Słowa mają swoją moc, podobnie jak ilustracje (idealnie wpisują się w treść powieści Haushofer),wybitnej austriackiej autorki znanej w Polsce z dwóch powieści wydanych w latach 70-tych, czyli „Sekretnych drzwi” i „Mansardy”. Z kolei w serii Cymelia niedawno ukazała się jej powieść ŚCIANA (tekst wyjątkowego formatu). „Sekretne drzwi” najkrócej rzecz ujmując, to studium kobiecej samotności, napisane ręką profesjonalistki. Lektura niewielkich rozmiarów, ograniczona do stu kilkudziesięciu stron, jednakże pokazuje życie we wszystkich jego przejawach. Warto po nią sięgnąć. Haushofer nie zawodzi. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na84 miesiące temu
Twarz muśnięta smutkiem Gisèle Prassinos
Twarz muśnięta smutkiem
Gisèle Prassinos
Młodziutka Essentielle, dziecko niemal, bierze ustawiony przez rodziców ślub z zakochanym jedynie w swojej pracy, wyposażonym w mechaniczny mózg uczonym. Nieszczęśliwa pośród tomiszczy i nabożnej ciszy dziewczyna już ma uciec, gdy małżonek zapada na ciężką chorobę. Trybiki jego umysłu coraz wyraźniej szwankują, a on zaczyna zatracać się w swoich przeszłych tożsamościach – niszczycielskiego górnika i pasjonata tańców ludowych. Żona, zdeterminowana, by naprawić mechanizm, zgłębia tajniki zegarmistrzostwa, a wreszcie wybiera się w podróż, spotykając przy tym grono ekscentryków – żebraczkę-arystokratkę czy szemraną trupę cyrkową, i przeżywając całe mnóstwo przygód. Początkowo Essentielle zdaje się utrwalać mit kobiety-dziecka, tak popularny wśród surrealistów, jednak ta konwencja prędko ulega odwróceniu. Z pozoru głupiutka, pełna naiwnych pragnień bohaterka decyduje się poświęcić życie nauce, by ratować męża – tę ukochaną twarz muśniętą smutkiem. Kolejne etapy podróży odzwierciedlają jej własne doroślenie, ale i dojrzewanie jej miłości do naukowca, by dotrzeć, co zwiastować może jej imię – do własnej esencji, źródła. Jednocześnie bohaterka zwodzi nas, podając coraz to nowe wersje własnej przeszłości. Nie można jej ufać, nie da się jednak jej nie polubić, da się nawet podziwiać. Prassinos swobodnie miesza elementy baśni, powieść łotrzykowskiej i pseudorozprawy naukowej ze składnikiem X – nieokiełznaną wyobraźnią. Trochę zabrakło mi w jej książce suspensu, bo zagadka mechanicznego mózgu odsłania się przed nami o wiele szybciej niż przed samą bohaterką, a zakończeniu brakuje polotu wcześniejszych stron. Mimo to całość składa się na przeuroczą, pełną ironicznego humoru i mądrą powiastkę.
Histeria Oka - awatar Histeria Oka
oceniła na61 rok temu
Zegar bez wskazówek Carson McCullers
Zegar bez wskazówek
Carson McCullers
Zegar bez wskazówek amerykańskiej pisarki Carson McCullers rozpoczyna się od momentu postawienia diagnozy białaczki głównemu bohaterowi, dlatego nie mamy dokładnego wglądu w jego przeszłość. Czas „przed” jest w dużej mierze przedstawiony już z perspektywy człowieka śmiertelnie chorego. Malone był zwykłym aptekarzem, który za niedużą kwotę wykupił aptekę, należącą do ojca żony. Jego życie było bardzo przeciętne. Wykonywał codziennie tę samą pracę, nie myśląc o tym, czy jest zadowolony i spełniony. Diagnoza nie przynosi żadnych przełomowych zmian. Przez następny rok Malone wciąż będzie wykonywał te same czynności, nie spełni żadnego marzenia ani nie zrobi nic wyjątkowego. W jego przypadku dokonało się jednak pewne spustoszenie wewnętrzne. Malone zaczął myśleć i rekapitulować swoje życie. Analizował swój stosunek do żony, daleki od miłości. W jego umyśle wykształtowały się pojęcia zmarnowanego czasu i zmarnowanego życia. Ogarnął go żal z powodu niepowodzeń w przeszłości, straconych młodzieńczych nadziei, bo nie udało mu się skończyć medycyny, a także braku sukcesów w karierze, bo nawet jego żona była bardziej przedsiębiorcza i wnosiła do domowego budżetu więcej pieniędzy niż on. Po raz pierwszy zaczął zastanawiać się nad pytaniami o byt, o konsekwencje czynów, duszę i życie pozaziemskie. W rozważaniach zastanawiał się, jak może umrzeć, kiedy jeszcze nie żył. Zirytował się swoim brakiem działania, dlatego jedynym wspomnieniem, do którego powracał, był krótki romans gdzieś w przeszłości, kiedy postąpił zgodnie ze swoim pragnieniem, nawet jeśli było niemoralne. W ostatnich miesiącach pragnął tylko pojechać nad morze, ale i na to się nie zdobył. Bliskość śmierci pobudziła jedynie jego myśli, ale nie zdążył zamienić ich w konstruktywne działanie. Stanął w obronie siebie, odmawiając zabójstwa Shermana, ale nawet to wywołało w nim więcej wstydu i troski o swoją reputację niż dumy z trzymania się dopiero co wykształconych zasad moralnych. Autorka rozpoczęła książkę od chwili postawienia diagnozy i kończy ją wraz z ostatnim tchnieniem bohatera. W końcowym rozdziale, opisującym umieranie Malone’a, pierwszą rzeczą, o której pisze, była rozbudzona wrażliwość na wschód słońca, na przyrodę w ogóle. W czasie, gdy naturalny bieg życia zataczał kolejne koło i przyszła pora wzrostu, odrodzenia, Malone leżał w łóżku bez sił. Wszystkie niepokoje, bunty i wątpliwości poprzednich miesięcy zniknęły. Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie sądziłam, że zderzę się nie tylko z tematem znoszenia fizycznego cierpienia, ale też z zachwytem nad życiem, nauką cieszenia się nim i niemarnowania go, a także ożywczym spojrzeniem na miejsce człowieka w kole natury i oswajaniem śmierci, szukaniem siebie. Czytając o życiu pozornie ułomnym i ograniczonym, czytałam o wielkiej sile ludzkiego ducha, wartości relacji międzyludzkich i nadziei. O tym jak powinno się żyć i czym jest życie.
Cyntia - awatar Cyntia
oceniła na94 miesiące temu
Ogród rodziny Finzi-Continich Giorgio Bassani
Ogród rodziny Finzi-Continich
Giorgio Bassani
Ferrara lat 1929 – 1939 widziana oczyma młodego, wrażliwego chłopaka z rodziny żydowskiego pochodzenia i jednocześnie intelektualisty. To ważne, bowiem wiedza i lektury oraz posiadłość tytułowej rodziny pozwoliły mu na życie w bańce, izolując – aczkolwiek nie do końca całkowicie – od coraz bardziej rasistowskiego reżimu faszystowskiego. Co ciekawe, w opisie kulis fabuły, książka odbiega od znanych z literatury i filmów schematów. Początkowo większość elity ferraryjskich Żydów (sefardyjskich) była znakomicie zintegrowana z włoską społecznością, językiem i krajem, a nawet … partią faszystowską. Jak ojciec bohatera, patriota Italii, ochotnik z I wojny światowej i członek „czarnych koszul” od 1919 roku. Rzecz jasna nie dotyczyło to wszystkich a z czasem sytuacja się zmieniła. W okresie 1938-39 antysemityzm stał się częścią oficjalnej ideologii faszystowskiej i praktyki funkcjonowania i instytucji publicznych, nawet bibliotek i klubów sportowych. Tym niemniej to tylko kulisy. Akcja powieści jest bardzo prywatna, miejscami wręcz intymna, w szerokim tego słowa rozumieniu. To wręcz klasyczna,generacyjna powieść o dojrzewaniu, emocjonalnym i intelektualnym. O miłości i strachu przed nią, o marzeniach i świadomości ich nierealności. O pokoleniu, które chciało być jak inne, ale mu tego nie dano i młodych ludziach, którzy to czuli, ale nie chcieli przyjąć tego do wiadomości. Bo mieli do tego prawo. Postacie z książki prezentują różne postawy i wywodzą się z kilku środowisk, ale łączy je jedno – wykształcenie i umiłowanie kultury. Wszyscy znają literaturę włoską i klasyczną europejską, szczególnie poezję. Interesują się historią i sztuką, o której potrafią rozmawiać i zażarcie dyskutować. Sfera ta usuwa w cień nawet politykę, z jednym wyjątkiem – inżyniera z Mediolanu, goja i jedynego komunisty, przebywającego z jednej strony w tytułowym ogrodzie, a raczej wspaniałej posiadłości bogatej rodziny patrycjuszowskiej, a z drugiej znakomicie radzącego sobie w klimatach prostych i plebejskich, nawet z półświatka i chętnie tam widzianego. Historię losów Finzi-Continich autor zdradza już we wstępie – prologu. Ten zabieg powoduje, że lekturze towarzyszy nieustannie smutek i nostalgia, a jednocześnie sympatia dla bohaterów, którym utwór jest poświęcony oraz nostalgia i świadomość końca opisywanego świata. Piękna, smutna, zapewne autobiograficzna i bardzo prawdziwa powieść.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na89 miesięcy temu
Garden party Katherine Mansfield
Garden party
Katherine Mansfield
KRAINA TKLIWOŚCI Ta książka to dla mnie "perła ze śmietnika". Znalazłam ją dosłownie porzuconą na śmietniku w moim bloku w kilka tygodni po tym, jak dodałam ją do listy lektur na 'lubimy czytać'. A dodałam ją zainspirowana wzmiankami w powieści Chris Kraus 'I love Dick', gdzie Mansfield przedstawiana jest jako jedna z wielkich niedocenionych pisarek. To musiało być przeznaczenie - 'Garden Party' zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Chociaż nie lubię dzielenia literatury na męską i kobiecą, to Mansfield ma styl, który można nazwać kobiecym, przez wielkie K. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby mężczyzna napisał takie opowiadania - skupiają się one na rzeczywistości od zupełnie innej strony niż większość literatury. Kunszt autorki przejawia się przede wszystkim w opisach detalów rzeczywistości, które towarzyszą nam na codzień, a których czar często przegapiamy. Świat Mansfield to świat prześlicznych melodii, lodów jedzonych rozkosznie zamrożoną łyżeczką, piasku który pieści bosą stopę, tafty, która szeleści sugestywnie, małych sówek pohukujących w ciemnościach nocy... Mansfield wspaniale opisuje też postaci i ich emocje – w kilku zdaniach potrafi stworzyć wielowymiarowy portret postaci. W opisach tych najzwyklejszych chwil, które mijają niezauważone, pełno jest tkliwości i odrobina ironii. Najlepsze opodwiadanie to dla mnie "Małżeństwo a la mode". Cytaty: W zatoce: "W taki sposób należy żyć - niedbale, rozrzutnie, szczodrze. (...) Brać wszystko lekko, nie walczyć z przypływami i odpływami życia, ale poddawać się im - tego właśnie potrzebuje. Najgorsze jest to naprężenie. Żyć! Żyć! I ten skończenie piękny poranek, taki świeży i jasny, wygrzewający się w słońcu, jak gdyby śmiejący się ze swojej urody, zdawał się szeptać: "A czemuż by nie?" "- Och, ci mężczyźni! - rzekła. Zanurzyła czajnik w misce i trzymała go pod wodą jeszcze wtedy, gdy woda już przestała bulgotać, jak gdyby to był także mężczyzna, który w najlepszym wypadku zasługuje tylko na to, by go utopić". "Biedna stara mateczka – uśmiechała się, skacząc po kamieniach. – Biedna stara mateczka. Och! och! Jaka to radość, jaka rozkosz być młodą!" Państwo gołębiowie: "Rozumie się, że Reginald kochał matkę i tym podobne. Ona... ona chciała jak najlepiej, okazywała mu wiele poświęcenia i tak dalej. Ale nie można było zaprzeczyć, że była raczej ponurą istotą." Małżeństwo a la mode: –To takie ważne –wyjaśniła ta nowa Izabella –aby [dzieci] od samego początku polubiły odpowiednie rzeczy. Oszczędzi im to dużo czasu w przyszłości. Doprawdy, jeśliby te biedne maleństwa musiały patrzeć na takie okropności, można przypuszczać, że w latach późniejszych zażądałyby, aby je zaprowadzono do Akademii Królewskiej. Mówiła w taki sposób, jak gdyby pójście do Akademii Królewskiej oznaczało dla każdego natychmiastową, niechybną śmierć". Obcy: "Iść za Janey korytarzem, który ona znała tak dobrze, a który był tak obcy dla niego; rozcyhlać po niej zielone kotary i wchodzić do kajuty, która była jej kajutą, wszystko to sprawiało mu niewysłowioną rozkosz." "Jak zupełnie inaczej wsiada się do powozu z Janey". Święto bankowe: "Popatrzcie znowu! Ze wzgórza zjeżdża, kołysząc się ogromna kolasa, a wewnątrz niej dwoje starych, bardzo starych dzieci".
Zaplecze_Naukowe - awatar Zaplecze_Naukowe
ocenił na88 lat temu
Pełnia życia panny Brodie Muriel Spark
Pełnia życia panny Brodie
Muriel Spark
Opowiastka o kontrowersyjnej nauczycielce z żeńskiej szkoły w Edynburgu i grupie jej wybranych uczennic zwanych „stadkiem panny Brodie”. Panna Brodie jest kobietą w pełni życia- o czym wielokrotnie wspomina, jak też o tym jak ważne jest by poznać, kiedy w naszym życiu zaczyna się pełnia, nie przegapić tego momentu i wykorzystać ją do cna. Prowadzi lekcje po swojemu – opowiada o swoim życiu, prowadza swoje uczennice po muzeach, koncertach, galeriach. Jej wybranki są wtajemniczone w jej życie miłosne, poglądy i przekonania, a młode umysły chłoną jej nauki, chcąc upodobnić się do swojej idolki, a ich wyobraźnie płonie jak pochodnia. Na wypadek kontroli na biurkach leżą rozłożone książki, ale naukom panny Brodie daleko do wymogów programowych. Jej metody są kontrowersyjne, ale powiada: „zdrowy ferment jest potrzebny”. To oczywiście nie podoba się dyrektorce, pannie Mackay, która szuka sposobów by ją ze szkoły wydalić. Ciężko jej cokolwiek udowodnić a jej stadko jest bardzo wierne i wytresowane w ukrywaniu swojej ukochanej nauczycielki (do czasu). Jednak nie jest to jednowymiarowa historia o postępowej nauczycielce w latach 30tych, która niesie oświecenie i emancypację młodym umysłom ( jak zostało to przedstawione w filmie, który powstał na podstawie powieści, czyli „uśmiech Mony Lisy” z Julią Roberts). Panna Brodie ma też inne oblicza - manipuluje swoimi wybrankami, stosując różne stopnie „dopuszczenia”, jej poczynania są niejednokrotnie wątpliwe moralnie, a poglądy mocno faszyzujące. Co dodaje tej historii niejednoznaczności i czyni ją o wiele ciekawszą. Skondensowana i wielowymiarowa opowieść, z wieloma nieoczywistościami, lekko już co prawda trąci myszką, ale dla mnie to tylko dodaje jej uroku.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na620 godzin temu
Głosy. Monologi Claudio Magris
Głosy. Monologi
Claudio Magris
Oniryczno-poetycko-metafizyczne cztery opowiadania włoskiego Autora, którego dotychczas znałem z wybitnego „Dunaju” – błyskotliwego eseju nt. ludzi i kultur, choć pośrednio związanych z tą aortą także i naszej części Europy. Tu też jest znakomicie, to literatura wysokiej próby. Autor (czasami może się upaja erudycją, ale jedną wadę każdy może mieć, zwłaszcza wybaczalną) nie zapomina, do czego mu najbliżej. Nie przypadkiem świat przedstawiony wydaje się cały zanurzony w typowo środkowoeuropejskiej melancholii, nawet jak w niektórych tekstach w ogóle nie ma jego (i mojej) ulubionej Mitteleuropy. „Nie urodził się ani nie żył w tej panońskiej atmosferze, dusznej i gęstej, w tej zadymionej knajpie, gdzie jedzenie jest paskudne, a alkohol jeszcze gorszy, lecz dobrze ci tam, bo na zewnątrz pada deszcz i wieje wiatr, a na dworze i w życiu pada i chłód przenika cię na wylot”. To kolejna moja lektura, gdzie fabuła służy jedynie za osnowę rozważań o człowieku i jego odwiecznym przeznaczeniu. Ceniąc sobie nade wszystko wyrafinowany styl, nie mogłem doznać zawodu. Zdania dłuższe tu niż życie człowieka, choć znowu nie aż tak skomplikowane… Tematy tu klasyczne: nasze mity, obsesje, lęki, a jeśli tak, to także i miłość, czy też to, co powszechnie przyjęło się za nią uznawać. „Miłość ma swoją gramatykę, ale nie zna trybów i czasów, jedynie formy czasownikowe, a raczej tylko jedną - bezokolicznik, kiedy się kocha, to na zawsze, i tyle. Jakakolwiek miłość jakiegokolwiek rodzaju. Nieprawda, że ci przechodzi, nic nie przechodzi i to właśnie jest niekiedy prawdziwym nieszczęściem, wleczesz ją za sobą, podobnie jak życie”. „Nie żałuję tego, kto zaraz wyciągnie kopyta, jak i nie zazdroszczę temu, kto dalej pcha swoją taczkę, nie obchodzi mnie też, do której grupy ja sam należę”. „Każdy epilog z reguły jest szczęśliwy, ponieważ jest epilogiem”. „Trochę się wstydziłem, bo zanim wyszedłem z morza, zachciało mi się sikać do wody, a to u nas jest grzechem, niewielkim, ale grzechem”. „Jest jeszcze jedenaste przykazanie, proszę pana, nakazujące czasami uderzyć człowieka, biada, kiedy wybierzemy zły moment, ale biada też, kiedy nie postąpimy zgodnie z tym przykazaniem, kiedy trzeba”. „Niech Bóg przeklnie słowa, które uruchamiają rzeczy większe niż one same, i to przeczy paskudne”. „Nie miała pojęcia, że pada ofiara oszustwa, ale przynajmniej nie wiedziała, że sama oszukuje, ja zaś wiedziałem, że oszukuję”. Najbardziej do mnie trafiły („Głosy”) zwierzenia człowieka na tyle zaburzonego, że jedyną interakcją z innymi jest słuchanie głosów kobiet, w których się zakochuje – w głosach, nie w kobietach - i to wyłącznie nagranych na tzw. telefoniczną sekretarkę (niektórzy z nas jeszcze pamiętają to przedpotopowe urządzenie). Gdy któraś akurat odbierze, choć dzwoni zawsze w ciągu dnia, gdy powinny być w pracy, natychmiast odkłada słuchawkę. „Tylko głosy się liczą. Więcej, tylko one istnieją. Ciała zdają się robić dużo hałasu i zajmować wiele miejsca”. „Głosy są wszędzie, rzeczywiste, cielesne, dochodzą zewsząd, atakują, uciszają się, udają, że milkną i nagle znów je słychać”. „Tutaj zaś wszyscy dzwonią bez przerwy, dzwonią, aby dręczyć, rozkazywać, gnębić, nie pozwolić nam oddychać, wąchać, dotykać, smakować, kochać”. „W biurze sam muszę odpowiadać na telefony, przełączać rozmowy, udzielać informacji, odbierać wiadomości, podnosić lewą ręką słuchawkę, podczas gdy w prawej trzymam drugą i z kimś rozmawiam, za chwilę dzwoni trzeci telefon, przytrzymuję słuchawkę między ramieniem a uchem, kolejne dzwonki, to nie do wytrzymania, głosy rozlegają się zewsząd, każdemu wydaje się, że jest najważniejszy, żąda, aby się zająć tylko nim, głosy aroganckie, zachłanne, skrzekliwe, otępiałe”. Świetne także ostatnie opowiadanie „Teraz chyba pan zrozumie”),będące wariacją na temat mitu orfickiego. Narratorką jest swoista współczesna Eurydyka, zwracająca się wprost do szefa wszystkich szefów, kogoś na kształt zarządzającego zaświatami, czyli „Przewodniczącego Fundacji”, utrzymującej to wszystko wkoło, czy - jak ktoś woli - także nad lub tez pod nami. Scenariusz mitu powtórzy się jak niegdyś…? „Pana nie widzę, panie Przewodniczący, nie wiem, gdzie pan jest i dlatego odwracam się chyba nie w tę stronę, co trzeba, i czasami nie słyszę pańskich słów”. „Bilet do raju kosztuje mało, wygody i atrakcje zapewnione, w niektórych wypadkach zniżki dla rodzin, zobaczycie, tam jest zupełnie inaczej, prawdziwe życie, które gdzie indziej nasze zakłamane i zepsute społeczeństwo zdążyło już zniszczyć”. „Tutaj nie wolno mieć nam zegarków ani kalendarzy, zabierają je nam przy wejściu, wszystko się dzieje teraz i nigdy”. „Wszyscy rozkoszują się własną nadwrażliwością i wzruszają na widok cierpień innych, których niechcący zranili”. „Świat jest hotelem na godziny”. „Nie, nie przyszedł, aby mnie uratować, lecz aby uratować siebie samego”. „Jak miałam mu powiedzieć, że tu w środku, z wyjątkiem o wiele słabszego światła, jest tak samo, jak na zewnątrz”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 rok temu
Melancholia sprzeciwu László Krasznahorkai
Melancholia sprzeciwu
László Krasznahorkai
(…) („Bo z waszych pełnych goryczy słów mogę się tego domyślać…” dodał),że rzeczywiście nadchodzi koniec. (…) Zaopatrzenie w towary stało się całkowicie nieregularne, szkoły i urzędy przestały funkcjonować- mówili, przerywając sobie nawzajem - a kłopoty z ogrzewaniem mieszkań, z powodu węgla, przybrały przerażające rozmiary. Nie ma lekarstw, skarżyli się strapieni, nie jeżdżą autobusy i samochody, a dziś rano, co ostatecznie przypieczętowało ich los, przestały działać telefony.(..) i jak gdyby tego wszystkiego było mało, wrzeszczał pan Madai, przyjeżdża cyrk, by pozbawić nas resztek nadziei, że wszystko wróci do normy, a w mieście zapanuje porządek, cyrk z jakimś okropnym, wielkim wielorybem…"( s. 179-180) Laszlo Krasznahorkai, Melancholia sprzeciwu. Przekład Elżbieta Sobolewska, Wyd. W.A.B. Warszawa 2007.Wyd.I. Na okładce słowa Susan Sontag: „Wizjonerska, bezwzględna, apokaliptyczna powieść węgierskiego mistrza literatury”. Na skrzydełku okładki zdanie W. G. Sebalda: „Ponadczasowa, uniwersalna wizja Krasznahorakia stanowi godną konkurencję dla Martwych dusz Gogola i znacznie przewyższa większość pisanych współcześnie powieści”. Przy takich rekomendacjach Czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak… zmierzyć się z węgierską prozą (nagrodzoną Noblem `25). Z pewnością zaskakuje tytuł. Parafrazując melancholik- buntownikiem??? Autorska wyobraźnia nie zna granic. Fabuła, tworząca pełnowymiarową dystopię (z wersją filmową i operową),uświadamia Czytelnikowi, że żadnej taryfy ulgowej nie będzie, żadnej banalnej opowieści… Czytasz – na własną odpowiedzialność, żadnych półśrodków. Apokalipsa wymaga… Podobnie rzecz ma się z „Drogą” C. McCarth`ego. 10/10 I myśl … zrodzona w czasie barykadowania się bohatera w domu, ujęta w zdanie: „Gwóźdź w ścianie jest nieruchomy, podczas gdy pozycja młotka się zmienia”.(s. 235) wymaga traktatu… („Reszta jest milczeniem” Szekspir)
zoe - awatar zoe
ocenił na1019 dni temu

Cytaty z książki Szczęśliwe lata udręki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szczęśliwe lata udręki