Beata Rudzińska Agnieszka Drotkiewicz Hanna Samson Grażyna Plebanek Włodzimierz Kowalewski Zyta Rudzka Izabela Szolc Anna Janko Izabela Sowa Tomasz Sobieraj Michał Sufin Natalia Bobrowska Marta Mizuro
Oczy zalewa mi zieleń liści pobliskich drzew. Czuję zapach bzu rosnącego z prawej strony. W uszach dzwonki i dzwoneczki godowego śpiewu ptaków. Nadchodzi wiosna. Czas przebudzenia.
Chce się żyć!
A przede mną, na kolanach wbrew otaczającej mnie naturze, swoiste „memento mori”. Nomen omen Wbrew naturze. Kukułcze jajo pozostawione mi przez zimowy, martwy czas ku pamięci. Zbiór 17 opowiadań. Bardziej i mniej znanych lub w ogóle nieznanych mi pisarzy. Zbiorek, w który bezwiednie wsunęłam palec, by otworzyć go na przypadkowej fotografii z krótkim podpisem na odwrocie.
Graficzny posłaniec zwiastujący ponurą tematykę poświęconą zazębiającym się pojęciom, przenikającym się zjawiskom, uzupełniającym się procesom jakimi są przemijanie, starość i w ostateczności śmierć. Trochę obawiałam się chaosu wynikającego z różnorodności stylów, preferowanych form przekazu czy subiektywnych ujęć. Jednym słowem kakofonii, dodatkowo nakładającej się na moją niechęć do opowiadań.
Niepotrzebnie.
To właśnie te cechy, których obawiałam się najbardziej, stały się atutami zbiorku. Postawiły w środku starość, by ukazać ją w literackim obrazie 3D, w tworzeniu którego każdy z pisarzy stanowił dopasowane elementy jednego zespołu, będących jednocześnie oddzielnymi cząstkami, autonomicznymi aparatami fotograficznymi, subiektywnymi źrenicami oczu utrwalającymi go pod własnymi, indywidualnymi, osobistymi kątami widzenia.
I to było fascynujące!
Mogłam przyjrzeć się starości oczami osoby młodej, nieświadomej dotyku przemijania, jego obecności nawet kiedy ma się naście lat, a także kobiety dojrzałej, świadomej utraty młodości, więc próbującej ją zatrzymać czy staruszka znającego wartość przemijającego czasu i pogodzonego z czekającą go śmiercią, by ostatecznie poczuć jak starość fizycznie usztywnia stawy, ogranicza zdolność ruchu, osłabia mięśnie, plami skórę, poprzez wniknięcie w świadomość i ciało starej kobiety. Mogłam też poprzyglądać się z bliska śladom, rysom, bliznom, nieodwracalnym zniszczeniom pozostawionym na ludzkim ciele przez upływ czasu, jak obrazom wystawionym w muzeum staroci. Portretom tak plastycznie, namacalnie oddającym detale pomarszczonej skóry, chwiejących się zębów, powykręcanych stawów rak, stróżki śliny ciągnącej się z ust, aż do współczucia, litości i obrzydzenia. Lęku? Mogłam podpatrzeć, podejrzeć jak inni radzą sobie z przemijaniem, z wizją śmierci majaczącej gdzieś tam, na końcu drogi. Jak próbują zachować młodość, oszukać czas, zatuszować rysy zostawione przez proces destrukcji, ignorować przemijanie, oddalać myśli o śmierci i oswajać się z powszechną obecnością rozkładu ciała i przedmiotów. Nie tylko na poważnie, z patosem, przerażeniem lub grozą, ale i z przymrużeniem oka. Nie tylko w sposób piękny i wzniosły, a przez to uległy jej potędze nieuchronności, ale i wulgarny, pełen złości, wykrzyczanego buntu i oskarżeń pod adresem reżysera mojego świata. Mogłam też przeanalizować inny rodzaj śmierci. Tej za życia. Społecznej. Alienującej ludzi starych, a przez to niepotrzebnych, bezużytecznych, nieprzydatnych jak rzecz, zużyty samochód będący odpowiednikiem ludzkiego bohatera. Ale i nie tylko ludzi starych. Dotyczyło to również kobiet, osiągających magiczną granicę wieku, za którą stają się niewidoczne dla mężczyzn, z wyrokiem śmierci za życia, bo już nieatrakcyjnych seksualnie.
I gdybym miała z tych wielu spojrzeń wybrać to najbliższe moim odczuciom i myślom, to na pewno nie kierowałabym się warsztatem literackim, który jest bardzo równy, ale moimi subiektywnymi preferencjami jak plastyczność opisów w "Pani Hedwig" i w "Kotce antykwariusza", siła emocji w "Na deskach" (mało mi było tego monologu, zdecydowanie za mało) czy pomysł na radzenie sobie z lękiem w "Wannie i mroku".
A całość tych miniaturek została oprawiona w ramy mini-galerii.
Niezwykłej.
I tutaj muszę, koniecznie muszę, opowiedzieć o stronie graficznej tej książki. O 17 fotografiach Romana Lipczyńskiego. O jego obrazach stanowiących oryginalną wizualizację wprowadzającą mnie w przesłanie każdego opowiadania. Będące zarazem przecinkami odgradzającymi opowiadania, ale i przystankami do pomyślenia nad tekstem już przeczytanym, zastanowienia się nad treścią przede mną, zadumania się nad samą fotografią. Bo każda z nich to swoisty rebus, zagadka, roszada. Bo cóż może oznaczać na przykład ten kadr? Graficzny posłaniec zwiastujący ponurą tematykę poświęconą zazębiającym się pojęciom, przenikającym się zjawiskom, uzupełniającym się procesom jakimi są przemijanie, starość i w ostateczności śmierć. Trochę obawiałam się chaosu wynikającego z różnorodności stylów, preferowanych form przekazu czy subiektywnych ujęć. Jednym słowem kakofonii, dodatkowo nakładającej się na moją niechęć do opowiadań.
Niepotrzebnie.
To właśnie te cechy, których obawiałam się najbardziej, stały się atutami zbiorku. Postawiły w środku starość, by ukazać ją w literackim obrazie 3D, w tworzeniu którego każdy z pisarzy stanowił dopasowane elementy jednego zespołu, będących jednocześnie oddzielnymi cząstkami, autonomicznymi aparatami fotograficznymi, subiektywnymi źrenicami oczu utrwalającymi go pod własnymi, indywidualnymi, osobistymi kątami widzenia.
I to było fascynujące!
Mogłam przyjrzeć się starości oczami osoby młodej, nieświadomej dotyku przemijania, jego obecności nawet kiedy ma się naście lat, a także kobiety dojrzałej, świadomej utraty młodości, więc próbującej ją zatrzymać czy staruszka znającego wartość przemijającego czasu i pogodzonego z czekającą go śmiercią, by ostatecznie poczuć jak starość fizycznie usztywnia stawy, ogranicza zdolność ruchu, osłabia mięśnie, plami skórę, poprzez wniknięcie w świadomość i ciało starej kobiety. Mogłam też poprzyglądać się z bliska śladom, rysom, bliznom, nieodwracalnym zniszczeniom pozostawionym na ludzkim ciele przez upływ czasu, jak obrazom wystawionym w muzeum staroci. Portretom tak plastycznie, namacalnie oddającym detale pomarszczonej skóry, chwiejących się zębów, powykręcanych stawów rak, stróżki śliny ciągnącej się z ust, aż do współczucia, litości i obrzydzenia. Lęku? Mogłam podpatrzeć, podejrzeć jak inni radzą sobie z przemijaniem, z wizją śmierci majaczącej gdzieś tam, na końcu drogi. Jak próbują zachować młodość, oszukać czas, zatuszować rysy zostawione przez proces destrukcji, ignorować przemijanie, oddalać myśli o śmierci i oswajać się z powszechną obecnością rozkładu ciała i przedmiotów. Nie tylko na poważnie, z patosem, przerażeniem lub grozą, ale i z przymrużeniem oka. Nie tylko w sposób piękny i wzniosły, a przez to uległy jej potędze nieuchronności, ale i wulgarny, pełen złości, wykrzyczanego buntu i oskarżeń pod adresem reżysera mojego świata. Mogłam też przeanalizować inny rodzaj śmierci. Tej za życia. Społecznej. Alienującej ludzi starych, a przez to niepotrzebnych, bezużytecznych, nieprzydatnych jak rzecz, zużyty samochód będący odpowiednikiem ludzkiego bohatera. Ale i nie tylko ludzi starych. Dotyczyło to również kobiet, osiągających magiczną granicę wieku, za którą stają się niewidoczne dla mężczyzn, z wyrokiem śmierci za życia, bo już nieatrakcyjnych seksualnie.
I gdybym miała z tych wielu spojrzeń wybrać to najbliższe moim odczuciom i myślom, to na pewno nie kierowałabym się warsztatem literackim, który jest bardzo równy, ale moimi subiektywnymi preferencjami jak plastyczność opisów w Pani Hedwig i w Kotce antykwariusza, siła emocji w Na deskach (mało mi było tego monologu, zdecydowanie za mało) czy pomysł na radzenie sobie z lękiem w Wannie i mroku.
A całość tych miniaturek została oprawiona w ramy mini-galerii.
Niezwykłej.
I tutaj muszę, koniecznie muszę, opowiedzieć o stronie graficznej tej książki. O 17 fotografiach Romana Lipczyńskiego. O jego obrazach stanowiących oryginalną wizualizację wprowadzającą mnie w przesłanie każdego opowiadania. Będące zarazem przecinkami odgradzającymi opowiadania, ale i przystankami do pomyślenia nad tekstem już przeczytanym, zastanowienia się nad treścią przede mną, zadumania się nad samą fotografią. Bo każda z nich to swoisty rebus, zagadka, roszada. Bo cóż może oznaczać na przykład ten kadr?Graficzny posłaniec zwiastujący ponurą tematykę poświęconą zazębiającym się pojęciom, przenikającym się zjawiskom, uzupełniającym się procesom jakimi są przemijanie, starość i w ostateczności śmierć. Trochę obawiałam się chaosu wynikającego z różnorodności stylów, preferowanych form przekazu czy subiektywnych ujęć. Jednym słowem kakofonii, dodatkowo nakładającej się na moją niechęć do opowiadań.
Niepotrzebnie.
To właśnie te cechy, których obawiałam się najbardziej, stały się atutami zbiorku. Postawiły w środku starość, by ukazać ją w literackim obrazie 3D, w tworzeniu którego każdy z pisarzy stanowił dopasowane elementy jednego zespołu, będących jednocześnie oddzielnymi cząstkami, autonomicznymi aparatami fotograficznymi, subiektywnymi źrenicami oczu utrwalającymi go pod własnymi, indywidualnymi, osobistymi kątami widzenia.
I to było fascynujące!
Mogłam przyjrzeć się starości oczami osoby młodej, nieświadomej dotyku przemijania, jego obecności nawet kiedy ma się naście lat, a także kobiety dojrzałej, świadomej utraty młodości, więc próbującej ją zatrzymać czy staruszka znającego wartość przemijającego czasu i pogodzonego z czekającą go śmiercią, by ostatecznie poczuć jak starość fizycznie usztywnia stawy, ogranicza zdolność ruchu, osłabia mięśnie, plami skórę, poprzez wniknięcie w świadomość i ciało starej kobiety. Mogłam też poprzyglądać się z bliska śladom, rysom, bliznom, nieodwracalnym zniszczeniom pozostawionym na ludzkim ciele przez upływ czasu, jak obrazom wystawionym w muzeum staroci. Portretom tak plastycznie, namacalnie oddającym detale pomarszczonej skóry, chwiejących się zębów, powykręcanych stawów rak, stróżki śliny ciągnącej się z ust, aż do współczucia, litości i obrzydzenia. Lęku? Mogłam podpatrzeć, podejrzeć jak inni radzą sobie z przemijaniem, z wizją śmierci majaczącej gdzieś tam, na końcu drogi. Jak próbują zachować młodość, oszukać czas, zatuszować rysy zostawione przez proces destrukcji, ignorować przemijanie, oddalać myśli o śmierci i oswajać się z powszechną obecnością rozkładu ciała i przedmiotów. Nie tylko na poważnie, z patosem, przerażeniem lub grozą, ale i z przymrużeniem oka. Nie tylko w sposób piękny i wzniosły, a przez to uległy jej potędze nieuchronności, ale i wulgarny, pełen złości, wykrzyczanego buntu i oskarżeń pod adresem reżysera mojego świata. Mogłam też przeanalizować inny rodzaj śmierci. Tej za życia. Społecznej. Alienującej ludzi starych, a przez to niepotrzebnych, bezużytecznych, nieprzydatnych jak rzecz, zużyty samochód będący odpowiednikiem ludzkiego bohatera. Ale i nie tylko ludzi starych. Dotyczyło to również kobiet, osiągających magiczną granicę wieku, za którą stają się niewidoczne dla mężczyzn, z wyrokiem śmierci za życia, bo już nieatrakcyjnych seksualnie.
I gdybym miała z tych wielu spojrzeń wybrać to najbliższe moim odczuciom i myślom, to na pewno nie kierowałabym się warsztatem literackim, który jest bardzo równy, ale moimi subiektywnymi preferencjami jak plastyczność opisów w Pani Hedwig i w Kotce antykwariusza, siła emocji w Na deskach (mało mi było tego monologu, zdecydowanie za mało) czy pomysł na radzenie sobie z lękiem w Wannie i mroku.
A całość tych miniaturek została oprawiona w ramy mini-galerii.
Niezwykłej.
I tutaj muszę, koniecznie muszę, opowiedzieć o stronie graficznej tej książki. O 17 fotografiach Romana Lipczyńskiego. O jego obrazach stanowiących oryginalną wizualizację wprowadzającą mnie w przesłanie każdego opowiadania. Będące zarazem przecinkami odgradzającymi opowiadania, ale i przystankami do pomyślenia nad tekstem już przeczytanym, zastanowienia się nad treścią przede mną, zadumania się nad samą fotografią. Bo każda z nich to swoisty rebus, zagadka, roszada. Bo cóż może oznaczać na przykład kadr, w którym autor zawarł kosmos w ziarenku cukru, bo to Kosmos cukru. I tak za każdym razem, na każdym przystanku, przed kolejną fotografią. Przyglądałam się, odszukiwałam symbolikę, dopasowywałam słowa, by swoją propozycję, pomysł, syntezę skojarzeń skonfrontować z odpowiedzią-tytułem umieszczonym na odwrocie strony. Genialne obrazy, bo łączące prostotę symboliki z zawiłością filozofii, łatwość kojarzeń z trudnością syntezy w dwóch słowach, abstrakcję myśli z praktyczną wizualizacją. Siedziałam czasami zastygła w pochylonej pozie przez kilka (a może nawet kilkanaście) minut, zatopiona w tych fotografiach, aż do pojawienia się bólu sygnalizującego niewygodę pozycji ciała, walcząc sama ze sobą, by nie zajrzeć z tyłu po gotową odpowiedź.
Całość obrazu i treści idealnie współgra ze sobą tworząc książkę do czytania, do oglądania, ale przede wszystkim do przemyśleń, zastanowień, smakowania i oswajania się ze starością graniczącą niemalże z turpizmem. Bo ta budzącą się wiosna wokół mnie nie jest oddzielnym życiem i tylko życiem, a starość, przemijanie i śmierć wbrew tej naturze. Jest jednym z etapów, objawów przemijania, który towarzyszy mi od urodzenia (to ta pierwsza fotografia z trumną),czy tego chcę czy nie. Pozostaje mi się z tym tylko pogodzić. I takie jest ostateczne, trochę pocieszające i wbrew pozorom optymistyczne przesłanie tej książki, tak trafnie ujęte słowami bohatera opowiadania "Punkt zwrotny" – "Starość – jak rozmyślał – pozwala się przyzwyczaić do fizycznego końca, do śmierci, pogodzić się z nią, zrozumieć jej nieuchronność."
http://naostrzuksiazki.pl/
OPINIE i DYSKUSJE o książce Emplarium
Hannibal Smoke to postać znana w światku miłośników zamków, dworów, ogólnie Dolnego Śląska. Ten fakt skłonił mnie to wysłuchania audiobooka - liczyłem na połączenie kryminału z klimatem historii i zabytków w tle. Nic z tego, to bardziej romans z elementami kryminału, bez spodziewanych smaczków.
Całość pisana jest w pierwszej osobie, autor i bohater noszą to samo imię i nazwisko. Sama forma narracji jest specyficzna, a mnogość bardzo krótkich rozdziałów w przypadku audiobooka to fatalne rozwiązanie.
Bohater to zblazowany, nieco bucowaty dziennikarz-rozwodnik z przerośniętym ego. Matka skłania go to przygotowania wspomnień o ojcu - pisarzu romansów - który zmarł kilka lat wcześniej. Korzystając z urlopu zabiera się do pracy i odkrywa nie tylko tajemnice ojca, ale również zbrodnię z przed lat. Hannibal zaczyna dochodzenie przeplatane kolejnymi podbojami i śmiesznymi soft erotycznymi elementami.
Całość jest nieco chaotyczna, chwilami lekko niesmaczna i nielogiczna. Są lepsze momenty, ale te są w mniejszości, za to duży plus za zakończenie. W zasadzie nie wiem do kogo skierowana jest ta książka, ale nie do mnie.
Hannibal Smoke to postać znana w światku miłośników zamków, dworów, ogólnie Dolnego Śląska. Ten fakt skłonił mnie to wysłuchania audiobooka - liczyłem na połączenie kryminału z klimatem historii i zabytków w tle. Nic z tego, to bardziej romans z elementami kryminału, bez spodziewanych smaczków.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość pisana jest w pierwszej osobie, autor i bohater noszą to samo imię i...
Biłam się z myślami, co napisać na temat tej książki - bo z jednej strony, inny bohater, niebanalny, potrafiący zaskoczyć. Z drugiej strony - no cóż, wydaje mi się, że jednak romanse kryminalne czytają raczej kobiety, a tu trafiłam raczej na męską literaturę. Nie czytało się źle - ale chyba jednak nie jestem fanką takiej literatury.
Biłam się z myślami, co napisać na temat tej książki - bo z jednej strony, inny bohater, niebanalny, potrafiący zaskoczyć. Z drugiej strony - no cóż, wydaje mi się, że jednak romanse kryminalne czytają raczej kobiety, a tu trafiłam raczej na męską literaturę. Nie czytało się źle - ale chyba jednak nie jestem fanką takiej literatury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł z dziennikarzem śledczym, który ma coś z jasnowidza, zapowiadał się ciekawie, a wyszło tak sobie. Główny bohater podejrzewa, że śmierć jego ojca - lubianego autora łzawych romansideł - mogła być morderstwem. Łączy więc dialogi jego dziwnej, ostatniej książki, z pewną kobietą uwikłaną w światek przestępczy. Cała książka to właściwie romans przeznaczony dla mężczyzn: seksowna dojrzała bardzo chętna kobieta, igranie z jej facetem, gorący niezobowiązujący seks itp. I tak pławimy się w perfekcyjności kochanki bohatera, jej pożądaniu, idealnej twarzy, idealnej figurze, talencie muzycznym, znajomości wina, aż mamy ochotę ją zabić. Zakończenie jest z jednej strony dość przewidywalne z drugiej wyskakuje w ostatnim momencie. Trochę się zawiodłam.
Pomysł z dziennikarzem śledczym, który ma coś z jasnowidza, zapowiadał się ciekawie, a wyszło tak sobie. Główny bohater podejrzewa, że śmierć jego ojca - lubianego autora łzawych romansideł - mogła być morderstwem. Łączy więc dialogi jego dziwnej, ostatniej książki, z pewną kobietą uwikłaną w światek przestępczy. Cała książka to właściwie romans przeznaczony dla mężczyzn:...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHannibal Smoke, detektyw wizjoner porusza się drogą pisarza „Pięknych Myśli” – swojego ojca (czy oby na pewno jest ich autorem?),rozwiązując zagadki serca, morderstw, ludzkich ułomności, wgłębiając się w podświadomość umysłu.
Co się dzieje jeśli rzeczywistość staje się następstwem literackiej fikcji?
„Kochamy dla siebie, a nie przeciwko komuś”?
Kto z nas nie ma czarodziejskiej szufladki, w której znika spacerując po własnym śnie?
„Jeśli mężczyzna lubi kobietę, nigdy nie może powiedzieć nic ponadto”?
Czy można założyć, że ludzkie emocje są praktyczne, a rozterki łatwe do pokonania?
„Nie chcesz krzywdzić, ale kiedy inni się angażują, a ty traktujesz ich jak poczekalnię”…
Czym dla samego detektywa jest uczucie?: „Pan ma piękne myśli, tylko nikt ich nie spotyka”.
Warto sięgnąć po Emplarium, gdyż jest to zaczarowany kryminał w klimacie romantycznych uniesień, uczuć którymi każdy człowiek chciałby być obdarzony, kochać i być kochanym.
Ja już nie mam cząstki swojej duszy, wymieniłam ją na inną …
Warto odświeżyć swoje uczucia, marzenia zaglądając do Emplarium.
Hannibal Smoke, detektyw wizjoner porusza się drogą pisarza „Pięknych Myśli” – swojego ojca (czy oby na pewno jest ich autorem?),rozwiązując zagadki serca, morderstw, ludzkich ułomności, wgłębiając się w podświadomość umysłu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo się dzieje jeśli rzeczywistość staje się następstwem literackiej fikcji?
„Kochamy dla siebie, a nie przeciwko komuś”?
Kto z nas nie ma...
Upolowane: Hannibal Smoke „Emplarium”, e-book (papier podobno też był, ale się skończył)
Ciernik: No i co powiesz na tę zdobycz o tytule, który wciąż wylatuje mi z głowy?
Pokrzywnica: Chyba nie umiem czytać kryminałów. W ogóle nie wiem, co mnie w nich powinno kręcić. Wiem tylko, że nie kręci. Cóż, widocznie blokada jakaś…
Ciernik: Ale to przecież wcale nie jest kryminał! To miał być, zgodnie z zapowiedzią na stronie księgarni, „magiczny kryminał”, ale jest coś całkiem innego. Jakiś… romans z elementami sensacji i szczątkami fantastyki. Prawie czterysta stron napisanych przez kobietę dla kobiet…
Pokrzywnica: Jaką kobietę? Chyba sobie cierń w oko wbiłeś! Autor – Hannibal Smoke (a trzeba go odróżnić od bohatera Hannibala Smoke’a) to jest bardzo sympatyczny pan w okularach, nie żadna kobieta! Ale magii to w „Emplarium” rzeczywiście nie ma. Jest intuicja. Taką magią, to i ja dysponuję…
Ciernik: No to jestem w szoku. Nie, to niemożliwe. Ja po prostu nie wierzę, że autor płci męskiej naprawdę stworzył tak wyidealizowanego bohatera! Ten Smoke nie ma przecież ani jednej wady! Nigdy nie traci zimnej krwi, niczego się nie boi, każdego jest w stanie zagadać i z każdym się dogadać, czyta w myślach, jest szarmancki, wszystkie laski na niego lecą, bez względu na wiek, rasę, wyznanie i dochody, a on z nimi (jeśli tylko mu się akurat chce) umie rozmawiać na każdy temat, łącznie z dokładnym opisem swych stanów emocjonalnych i innych drgnień duszy… Uff! Pewnie jeszcze odróżnia i potrafi nazwać wszystkie odcienie zieleni! I jak to: nie ma magii? A ten incydent z Robertem, który potknął się o własne nogi, gdy tylko Hannibal wyciągnął w jego stronę dłoń, niczym Kaszpirowski?! Adin, dwa… i łup!
Pokrzywnica: Oj, czepiasz się! To taki Bond, tylko trochę inny.
Ciernik: Bond czarował bronią palną, a nie samymi palcami!
Pokrzywnica: Ale bohater Hannibal Smoke (nie mylić z autorem Hannibalem Smoke’em) nie czaruje, tylko przewiduje! On ma intuicję! A Ty się dziwujesz jak ten baca: Prorok jaki, czy co? A pamiętasz tego serialowego… jak mu tam… Franka Blacka, co umiał się wczuć w mordercę i miał wizje? No, to tu jest podobny bohater, tylko on ma wizje przyszłości z krótkim terminem ważności – takie, że się ktoś potknie, na przykład. Długoterminowych nie może mieć, bo wtedy kryminał byłby się… unonsensownił. Ale bohater z intuicją, wcale nie paranormalną, tylko taką ciut, odrobinkę większą, niż inni… A mów, co chcesz. Mnie się ten pomysł podoba. Natomiast co do wątków romansowych to ja mam poważne podejrzenia, że tu autor się świetnie bawił, strojąc sobie żarty z czytelników. A raczej z czytelniczek…
Ciernik: Podejrzewasz, że stroił sobie żarty? Hm. A skąd te podejrzenia? Czyżby podszept intuicji?
Pokrzywnica: Jak będziesz taki złośliwy, to mi intuicja zaraz podpowie, że się potkniesz na prostej dro… eeee… w zimnej wodzie! Zobacz: Hannibal Smoke napisał powieść sensacyjną, nie? Z bohaterem, który się nazywa Hannibal Smoke i przypomina Bonda (wyposażonego w ponadnormatywną intuicję). A jeden z Wielkich Nieobecnych bohaterów tejże powieści jest kim? Pisarzem! I to nie byle jakim! Jest autorem romansów uwielbianym przez kobiety! Ale główny bohater tych powieści nie cierpi, nie rozumie. Za to przydarzają mu się te romanse w ilościach niemalże hurtowych… Czy Hannibal Smoke (autor) nie bawi się tutaj, puszczając wodze zuchwałym fantazjom na własny temat? I czy nie robi tego, chichrając się zarówno sam z siebie, jak i z czytelniczek romansów?
Ciernik: A nie zastanowiła Cię budowa rozdziałów? W klasycznej sensacji/kryminale mamy krótkie rozdziały. Idealnie jest, gdy kończą się, jak u Dana Browna, cliffhangerami. Następuje nagłe zawieszenie akcji w sytuacji pełnej napięcia. Czytelnik nie może wtedy odłożyć książki, zanim nie dowie się, co było dalej. W „Emplarium” też są takie krótkie rozdziały, ale wygląda to tak, jakby autor wziął długi tekst i podzielił go na chybił-trafił. Czasami rozdział kończy się w połowie dialogu, bez ładu i składu! Przyznaję, że gdy to zobaczyłem, przyszła mi do głowy myśl, że może autor robi sobie jaja.
Tylko że z tą kpiną w „Emplarium” jest tak, jak z najbardziej obśmianym teledyskiem ostatnich kilkunastu miesięcy, czyli z klipem Nataszy Urbańskiej. Ten żart nie został wystarczająco mocno zaakcentowany, więc wielu widzów postanowiło na wszelki wypadek potraktować utwór śmiertelnie poważnie i… okrutnie wykpić.
Pokrzywnica: To prawda. „Emplarium” na początku skrzy się humorem, co od razu sygnalizuje konwencję i odpowiednio nastraja, ale potem ten humor gdzieś znika. Zostaje już tylko zabawa schematami, a to już nie dla każdego będzie czytelne. Szkoda mi tego było – że autor zaczął naprawdę zabawnie i potem o tym zapomniał.
Ciernik: Czy to jest zabawa schematami? Schematem to się ładnie Karolina Wilczyńska zabawiła. Tutaj mamy zmieszanie dwóch schematów, co nie wyszło na dobre ani jednemu, ani drugiemu. Na szczęście autor jest całkiem niezły warsztatowo. Dialogi (no, może poza tymi romansowymi) też są całkiem zgrabne.
Pokrzywnica: A do jakiego finału to wszystko prowadzi! Do takiego, który rozwala i kryminał, i romans. W dodatku po tych wszystkich „zmyłkach” i odkryciach że „każdy ma swój sekret” to rozwiązanie staje się przewidywalne, bo… jedyne możliwe. Jeśli to nie jest kręcenie piruetów na tafli schematu, ba, dwóch schematów, to ja nie mam pojęcia, co to jest. Na pewno nie obiecywana „powieść magiczna”. Chociaż bohater z intuicją – to jest niezły pomysł na historię magiczną, ale wtedy musiałoby to wszystko iść w innym kierunku, nie tak rozrywkowo, tylko bardziej serio i z większym naciskiem na nastrój, bo z tym jest w „Emplarium” mizernie. No i w porządnej powieści nie powinny pojawiać się kwiatki w rodzaju „ubrać płaszcz” czy „wywieźć kogoś w pole”. Ale błędów było, na szczęście, niewiele jak na prawie czterysta stron. Naprawdę, nie jest tak źle.
www.leniwiecliteracki.pl
Upolowane: Hannibal Smoke „Emplarium”, e-book (papier podobno też był, ale się skończył)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiernik: No i co powiesz na tę zdobycz o tytule, który wciąż wylatuje mi z głowy?
Pokrzywnica: Chyba nie umiem czytać kryminałów. W ogóle nie wiem, co mnie w nich powinno kręcić. Wiem tylko, że nie kręci. Cóż, widocznie blokada jakaś…
Ciernik: Ale to przecież wcale nie jest...
Książka zaskakująca na każdym kroku – już samo Emplarium - Czarodziejska szufladka, w której się znika i spaceruje po własnym przyjemnym śnie… Weszłam w ten sen i tak naprawdę nie chciałam go ani na chwilę opuszczać. Jednakowoż nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Autor w niezwykle przenikliwy sposób przedstawia różnorakie typy osobowości, zwłaszcza kobiet, czym mocno mnie zaskoczył – rzadko się zdarza umiejętność zrozumienia kobiety, jej postępowania, jej psychiki, przez mężczyznę. Sam główny bohater wzbudził we mnie mieszane uczucia. Sprawia wrażenie osoby, która przeżyła swoistą traumę, ale jednak nie do końca potrafi sobie z nią poradzić, co maskuje w pewien sposób lekceważącym stosunkiem do otaczającej go rzeczywistości, czy nawet grożącego mu realnie niebezpieczeństwa. Z drugiej strony ma się wrażenie, że jego umiejętność poruszania się w półświatku daje mu przewagę w zaistniałej sytuacji. Najprawdopodobniej przez te zaskakujące zwroty akcji, przez z jednej strony prześlizgiwanie się po rzeczywistości, by za chwilę wbić przysłowiową szpilę, Autor powoduje, że na chwilę trzeba się zatrzymać i zakodować – niemalże od nowa – nowy rys w charakterystyce postaci. Każdej postaci. A gdzież tam charakterystyka – czytając notę spodziewałam się, prawdę mówiąc, łatwiej, lekkiej i przyjemnej książki. Przyjemna jest – z przyjemnością czyta się pozycję, napisaną, o dziwo, przez polskiego autora, jednak na światowym poziomie. Nie jest to typowy kryminał, to zdecydowanie. Jest to wielowątkowa, wielopoziomowa niemalże opowieść o tajemnicy, o poszukiwaniu, o przypadku, który tak naprawdę rządzi naszym życiem, ale nigdy nie wiemy, kiedy i jak sytuacja sprzed wielu lat może mieć wpływ na życie wielu, często obcych sobie osób. Zakończenie natomiast jest mistrzostwem świata. To właśnie powoduje, że z przyjemnością polecam tą pozycję znajomym, jednocześnie mając szczerą nadzieję na ciąg dalszy. Bo przecież, Panie Hannibalu, Pan ma piękne myśli, tylko nikt ich nie spotyka, a mnie się marzy jeszcze je spotkać… Więc do pióra!
Książka zaskakująca na każdym kroku – już samo Emplarium - Czarodziejska szufladka, w której się znika i spaceruje po własnym przyjemnym śnie… Weszłam w ten sen i tak naprawdę nie chciałam go ani na chwilę opuszczać. Jednakowoż nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Autor w niezwykle przenikliwy sposób przedstawia różnorakie typy osobowości, zwłaszcza kobiet,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEmplarium kryminałem według mnie nie jest bardziej podchodzi pod książkę przygodową z wątkiem romantyzmu. Czyta się dobrze jednak nie wciąga i nie zapada w pamięć. Dobra na jeden raz:)
Emplarium kryminałem według mnie nie jest bardziej podchodzi pod książkę przygodową z wątkiem romantyzmu. Czyta się dobrze jednak nie wciąga i nie zapada w pamięć. Dobra na jeden raz:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo tego kryminału przyciągnął mnie oryginalny, tajemniczy tytuł oraz intrygujący opis z okładki. A czy było warto?
Czołowym tematem jest odkrywanie tajemnic przez autora-narratora Hannibala Smoke’a dotyczących jego zmarłego kilka lat ojca. Tenże był słynnym autorem romansów, cieszył się nieposzlakowaną opinią. Jednak w zasadzie przez przypadek Hannibal w czasie pomysłu napisania wspomnień o swoich ojcu odkrywa na tym nieskazitelnym wizerunku pęknięcia: podejrzenie tajemnego romansu oraz kontakty ze światem przestępczym. Hannibal jako dziennikarz- wizjoner, nie może pozostawić sprawy ot tak sobie, zaczyna działać.
Musze przyznać, że sam pomysł na fabułę był bardzo ciekawy, zapowiadał się intrygujący i pełen napięcia kryminał. Jednak już po kilkunastu stronach poczułam rozczarowanie. Przede wszystkim nie przypadła mi do gustu kreacja Hannibala- zdystansowanego cynika po rozwodzie, który snuje dywagacje na temat kobiet z jego otoczenia. Język jakim się posługuje jest z jednej strony prosty, żwawy, bardzo bezpośredni, ale też potoczny, miejscami wprost z podwórka. Wprawdzie niektóre jego przemyślenia mogłyby być interesujące- jest w nich pewna przenikliwość, jednak do mnie nie dotarła, nie skłoniła mnie do refleksji. Dużo jest pobocznych wątków, opisów i przez to umyka w czasie czytania główna fabuła. A wątek kryminalny? Tu według mnie jest trochę lepiej, szczególnie historia braci Hahn, ale i tak brakuje suspensu, emocji, Hannibal stawia wydumane hipotezy z niczego, wyolbrzymia szczegóły. Poza tym wpleciony wątek romansowy kompletnie mnie nie przekonał- odebrałam ją jako relację sztuczną, na siłę.
Mam problem komu mogę polecić tą pozycję. Może spodobać się tym, co lubią nietypowych bohaterów i ironicznie spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Jednak ostatecznie nie zniechęcam nikogo, a nuż komuś spodoba się podążanie tropem rodzinnych tajemnic oraz fascynacji Hannibala Smoke.
„Przywoływałem tłumaczenie, które słyszałem tyle razy: to niemożliwe, ten człowiek nie byłby do tego zdolny, a potem okazywało się, że ten człowiek w odpowiednich okolicznościach jest zdolny do wszystkiego.”
Do tego kryminału przyciągnął mnie oryginalny, tajemniczy tytuł oraz intrygujący opis z okładki. A czy było warto?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzołowym tematem jest odkrywanie tajemnic przez autora-narratora Hannibala Smoke’a dotyczących jego zmarłego kilka lat ojca. Tenże był słynnym autorem romansów, cieszył się nieposzlakowaną opinią. Jednak w zasadzie przez przypadek Hannibal w czasie pomysłu...
Fantastyczna książka. Kryminał opowiadający o życiu pewnego detektywa, który stara się dociec prawdy. Jego ojciec ginie w wypadku samochodowym, chce się dowiedzieć czy to był na pewno tylko wypadek. Jest obdarzony pewną umiejętnością, potrafi bowiem czytać w myślach. Wykorzystuje to wielokrotnie dowiadując się prawdy.
Ojciec Hannibala był pisarzem, pisał on powieści romantyczne i stał się sławny. Ludzie czytając jego książki odkrywali w nich pewne epizody z własnego życia. Uważali, że jest to jakaś magia, bo każdy kto czytał jedną z jego książek, odnajdywał w niej siebie z przeszłości. Rozmawiał z kobietami, przez co lepiej je rozumiał. Był bardzo czarującym mężczyzną, kobiety za nim szalały, miał niesamowity urok. Potrafił oczarować każdą kobietę.
Książka jest generalnie skomplikowana. Do ostatniego momentu byłam święcie przekonana, że moje podejrzenia, które wyrobiłam sobie na początku lektury się sprawdzą. Jednak jej koniec wprawił mnie w zakłopotanie. Jestem za bardzo przyzwyczajona do babskich romansideł i kryminał to było prawdziwe wyzwanie. Okazało się, że morderce swojego ojca Hannibal miał cały czas blisko siebie...
Więcej nic nie powiem. Uważam, że naprawdę warto ją przeczytać. Polecam!
Fantastyczna książka. Kryminał opowiadający o życiu pewnego detektywa, który stara się dociec prawdy. Jego ojciec ginie w wypadku samochodowym, chce się dowiedzieć czy to był na pewno tylko wypadek. Jest obdarzony pewną umiejętnością, potrafi bowiem czytać w myślach. Wykorzystuje to wielokrotnie dowiadując się prawdy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOjciec Hannibala był pisarzem, pisał on powieści...
Klimaty jak z Chandlera - podoba mi się to.
Ale to nie kalka, Smoke ma swój styl, który nie przeszkadza w odbiorze.
Bawi się z czytelnikiem i bardzo się cieszę, że - choć byłam blisko - dałam się nabrać.
Chętnie sięgnę po kolejne książki tego autora, bo do gustu przypadł mi zarówno jego sposób konstruowania fabuły jak i bliskie mojemu poczucie humoru.
Klimaty jak z Chandlera - podoba mi się to.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle to nie kalka, Smoke ma swój styl, który nie przeszkadza w odbiorze.
Bawi się z czytelnikiem i bardzo się cieszę, że - choć byłam blisko - dałam się nabrać.
Chętnie sięgnę po kolejne książki tego autora, bo do gustu przypadł mi zarówno jego sposób konstruowania fabuły jak i bliskie mojemu poczucie humoru.