-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać3 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać16 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska82
Cytaty z tagiem "antropocentryzm" [20]
Z jakiegokolwiek poziomu byśmy nie spoglądali, nigdy nie zobaczymy dookoła siebie więcej, niż znajduje się w nas samych.
Czy dokonujące się w trzewiach staranne i skuteczne dotykanie świata mamy tylko dlatego pomijać - gdy podejmujemy próby rozumienia własnego położenia i samych siebie - że zazwyczaj nie widzimy pracy jelit? i że sugestie, które do myślenia wnieść może to pełne życia wewnętrzne dotykanie, kłócić się mogą z historią myśli filozoficznej? Nie. Poważniejsze wątpliwości może raczej nasuwać niejednoznaczność, a nawet enigmatyczność rozważanych tu znaków. Dotknięcie nie narzuca jasnych znaczeń, ale jest istotnym zdarzeniem, które wymaga interpretacji. Co mówią o nas powyrywane z całości strzępy świata, dla naszych potrzeb ugniatane, rozcierane, rozpuszczane, przerabiane tak długo, aż możemy je wchłonąć w siebie? Wydaje się, że we własne ciało mamy wpisane używanie i wykorzystywanie wszystkiego, co zdołamy schwytać. Tacy oto jesteśmy. Przerabiamy świat na własną tkankę. Czyż nie jest to zgodne z tradycyjną, butną wizją człowieka i jego relacji z otoczeniem? Ale czynność przywierania i zagarniania można rozumieć zupełnie inaczej. Bo czyż nasza bezwzględna moc nie jest wielkim uzależnieniem? kto tu kim włada? czy nie jesteśmy na proszonym chlebie? Kurczowo ściskamy okruchy świata, żebrząc o życie. I odwraca się oś. I trafia na właściwe miejsce. Centrum okazuje się poza nami, a my do niego przyczepieni uchwytami dotknięć.
Ludzie i nie-ludzie nawzajem się kształtują, nawzajem umożliwiają sobie życie, ale i nawzajem się zjadają. Obowiązująca w naszej kulturze "ontologiczna higiena", której celem było skuteczne oddzielanie ludzi od nie-ludzi, okazała się jednak fikcją, wiemy bowiem, że jesteśmy ewolucyjnymi i funkcjonalnymi hybrydami. Odkrywamy, że nasze związki ze światem, cielesne i emocjonalne, są dużo bardziej złożone, niż nam się kiedykolwiek wydawało. Nawet uczucia nie są przecież domeną wyłącznie ludzką.
Istnieją co prawda odmiany tak rozumianego humanizm, które nie są zabobonami. Takim jest przede wszystkim humanizm intuicyjny, a więc wierzenie, że człowiek jest czymś znakomitym itd., oparte na jakimś bezpośrednim wglądzie we własną istotę. Kto taki przyjemny wgląd w samego siebie ma i rzeczywiście widzi, że jest czymś wyniesionym ponad całą przyrodę, ten ma oczywiście prawo być humanistą. Co prawda taki humanizm wydaje się już dlatego podejrzany, że zbyt schlebia podmiotowi. Gdyby krokodyle mogły filozofować, utworzyłyby zapewne krokodylizm, bo to przecież tak przyjemnie uważać się za coś bardzo wzniosłego.
Antropocentryzm nie tylko osłabia zdolność inteligentnego reagowania na grożące nam niebezpieczeństwa, lecz także usprawiedliwia pogardę wobec świata przyrody.
Niemal każdy badacz, który zapoznał się z tymi przekonującymi i niepodważalnymi faktami, dochodzi do tego samego, jednoznacznego wniosku: działalność człowieka powoduje nagrzewanie się Ziemi. Wniosek ten nie jest kwestią opinii czy spekulacji. Nie zależy od czynników politycznych ani gospodarczych. Nie jest elementem spisku uknutego przez naukowców po to, by uzyskać więcej funduszy, ani przez ekologów, by delektować się alarmistycznymi doniesieniami prasowymi. Niektóre opowieści o Ziemi są prawdziwe, i to jest właśnie jedna z nich.
Skały i najróżniejsze zamieszkujące je mikroorganizmy poradzą sobie doskonale bez względu na to, jakie szkody wyrządzimy naszemu domowi i - nieumyślnie - naszemu własnemu gatunkowi. Ziemia będzie trwać, życie będzie trwać, a nieubłagany proces ewolucji przez dobór naturalny zadba o to, by nowe stworzenia nadal zasiedlały wszelkie dostępne nisze na naszej planecie.
REMONT. Kompulsywna reakcja homo sapiens na dziurę, przeciek wody, owocnik grzyba. Nie jest jednorazową czynnością, jest raczej postawą, wpisaną w los człowieka. W kulturze ma rangę paradygmatu, głęboko ukrytej matrycy. Remont nigdy się nie kończy, gdyż nie to jest celem remontujących. Celem jest ustawiczne naprawianie, kopanie, zasypywanie. Burzenie i budowanie. A także obrót pieniędzmi.
Dopóki ludzka cywilizacja będzie się rozwijać, będą wymierać jaskółki, które chcę ocalić, i wszystkie inne. To tylko kwestia czasu.
Zanieczyszczenie światłem nie jest tylko problemem miejskim. Światło podróżuje, niczym rak przerzuca się nawet na miejsca objęte ochroną, które są nietknięte przez człowieka.