cytaty z książki "Księga Azraela"
katalog cytatów
Nie pamiętam, jak długo rozmawialiśmy, ale gdzieś pomiędzy jej śmiechami i uśmiechami, postanowiłem, że dla niej rozerwę świat na strzępy.
Gwiazdy tańczyły nade mną i wokół mnie, gdziekolwiek bym nie spojrzała. Uderzyłam skrzydłami mocniej, wznosząc się w ich stronę. Otoczona takim pięknem, zastanowiłam się, co by się stało, gdybym po prostu leciała tak dalej. W tej chwili czułam prawdziwą wolność i napawałam się nią, nie chcąc, by kiedykolwiek się skończyła.
- Należysz do mnie. Jesteś moja w każdy możliwy sposób. -
Całował i skubał każde miejsce, którego dotknął. - Rozumiesz?
[...]
- Ale ja nie mogę mieć słabości, nawet w tobie. Nie teraz, nie,
kiedy jesteśmy tak blisko. Rozumiesz?
Potwór to wciąż potwór, niezależnie, jak ładną maskę nosi.
Tak kończy się świat”. To właśnie powiedział Roccurrem. „Nastąpi drżący trzask, echo tego, co zostało utracone i nie może być uleczone. Wtedy, Samkielu, będziesz wiedział, że tak kończy się świat”.
Ale to nie ten świat.
Nie, to mój.
To była Dianna.
Byłbym kłamcą, gdybym powiedział, że to nie zabolało. Ten
temat był dla mnie jak otwarta krwawiąca rana, która nie chciała się zabliźnić. Jedyny problem polegał na tym, że to tylko podsycało mój gniew i determinację. To, co według jej założenia miało mnie osłabić, dawało mi sił.
Niezależnie od tego, co zrobiłem i jakie decyzje podjąłem, czułem się odizolowany i samotny. Całe życie ktoś mówił mi, kim byłem, czym byłem i jak miałem dowodzić. Ale kim w rzeczywistości byłem?
Lepiej umrzeć z powodu tego, co uważasz za słuszne, niż żyć w kłamstwie.
To, co ujrzałam w jego oczach, sprawiło, że zaczęłam kwestionować każdą rzecz, a to wypełniło mnie przerażeniem. Po raz pierwszy w ciągu wieków ujrzałam w jego oczach strach.
- To już piąte ziewnięcie w ciągu ostatniej godziny.
Usiadłam prosto na słowa Liama i zerknęłam na niego. Jego
oczy, jak zwykle, wywiercały dziury w mojej głowie. Skupiłam
się na drodze.
- Liczysz je? Czy moje ziewnięcia cię irytują, mój królu?
- Nie nazywaj mnie tak - warknął.
- Dlaczego nie? Nie jesteś właścicielem jakiegoś wszechświata czy coś? - zadrwiłam.
- Bo nie mówisz tego z szacunku.
Zobaczyłam, że Liam zaciska dłoń na kolanie.
- Mówisz to tylko po to, aby mnie dręczyć - burknął.
- Och, popatrzcie - uśmiechnęłam się do niego sztucznie - on
się uczy.
- Już pochłaniasz każdą moją myśl, kiedy nie śpię. Musisz zajmować też moje sny?
Podłoga zadrżała, sprawiając, że wszyscy się zatrzymaliśmy, żeby złapać równowagę. Sztukmistrz wyglądał na tak samo zaskoczonego, jak ja sie czułem.
-Ziemia często się tutaj trzęsie?- zapytałem cicho stojącą za mną Gabby.
Pokręciła głową.
-To nie trzęsienie. To moja siostra.
Okazałem się dokładnie tak samolubny i słaby, jak wszyscy uważali, bo nie przywróciłem jej dla świata nawet dla niej samej. Sprowadziłem ją, bo uważałem, że nie bybym w stanie istnieć bez niej.
- To nie twoja wina - oświadczyła Neverra. - Wszyscy…
- Właśnie, że moja. Jak wszystko. To moje rządy. Każda
śmierć obciąża moje sumienie, a każda forma zniszczenia to
znak porażki.
Ideał, który próbowali stworzyć, nie miał żadnego znaczenia. Wciąż był Pogromcą Świata. Tym samym znienawidzonym
i wywołującym strach bogiem, który z radością wykończyłby
tych, na których mi zależało.
- Nie będziesz pamiętał niczego, co się tutaj dzisiaj wydarzyło. Teraz należysz do mnie. Będziesz moimi oczami i uszami. To,
co widzisz ty, widzę ja. To, co słyszysz ty, słyszę ja. To, co mówisz ty, mówię ja.
- Zawahałaś się.
[...]
- Chcesz mi o czymś powiedzieć?
- Nie z powodu, o którym myślisz. - Wpatrywałam się w niego w lustrze, nie zamierzając odwracać wzroku. Bo z nim było
zupełnie jak z dzikim zwierzęciem - jeśli choć na sekundę oderwało się wzrok od ofiary, było po wszystkim.
- Ach tak, Wojna Bogów. - Przechyliłam głowę na bok, przyglądając mu się uważnie. - Jak to szło? Tysiące lat temu wasz świat załamał się, spłonął i spadł do naszego świata, zaburzając życie i technologię. Teraz ty i twój gatunek w zasadzie ustalacie reguły, prawda? Teraz świat wie o bogach i potworach, a wy jesteście wielkimi zbawcami, którzy trzymają tych złych pod kluczem. - Podeszłam bliżej, by złapać tył krzesła, gdy więzień próbował się ode mnie odsunąć. - Masz pojęcie, co wasz upadek zrobił z moim światem? Kiedy wy się odbudowywaliście, plaga przetoczyła się przez mój dom na pustkowiach Eorii. Wiesz, ilu umarło? Obchodzi cię to?
- Więc, jesteś nim? - odezwał się znów i postąpił krok. - Wywołującym strach królem. Cóż za tytuł. Twoje ręce muszą być skąpane we krwi. - Kolejny krok. - Legenda we własnej osobie.
Nie bądź tym, który sprawi, że pozwoli sobie spaść, jeśli nie zamierzasz jej złapać.
- Tak słyszałam. Mówią, że nie można cię zabić, ale nie sądzę,
żeby to była prawda. Każdy ma jakąś słabość, ty też. To znaczy,
gdyby nie dało się pozbawić życia takich jak ty, to gdzie znajduje się teraz reszta bogów?
- Znasz mnie, a i tak zaatakowałaś ambasadę. Po co walczyć?
Wzruszyłam ramionami.
- Możesz to nazwać wadą charakteru.
Pokręcił głową, jakby nie mógł w to uwierzyć.
- Aroganckie podejście. Wiesz, do czego jestem zdolny, i że
śmierć będzie nieunikniona. A jednak zaryzykowałaś.
Moje wargi wygięły się w półuśmiechu, a kły powoli się cofnęły.
- Aroganckie? Słyszałam, że to twoja cecha, nie moja. – Postąpiłam bliżej, a cienie wokół mnie się ugięły. - Ale jestem ciekawa, Pogromco Świata. Czego się boisz?
Wszyscy mieliśmy słabości, jedną rzecz, która mogła nas zabić. Sztuczka polegała na tym, żeby rozgryźć, co to jest, zanim ktoś rozerwie cię na strzępy.
- O tym właśnie mówię. Bardziej troszczy się o przymierza,
które zawarł, niż o własną towarzyszkę. Co nie byłoby osobliwe,
gdyby nie to, jak blisko siebie cię trzymał.
- Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie „towarzyszką”, podpalę cały
ten konwój z tobą w środku.
- Wybuchowa. - Przechylił głowę na bok. - Właśnie taka jesteś. Wystarczy jedno zdanie, z którym się nie zgadzasz, i od
razu ruszasz do ataku. Nie wspominając już, że jesteś bardzo
prostacka i chamska.
- A ty niby nie? - warknęłam. Byłam już rozdrażniona, a dopiero rozpoczęliśmy tę wyprawę.
- Przysięgam, że jest świetny i zabawny, ty też go pokochasz.
-Tak, tak. - Odsunęłam się, żeby obdarzyć ją uśmiechem. - Jeśli złamie ci serce, to go zjem.
Zmarszczyła nos, ale mnie nie puściła. - Dobra, fuuuj.
- Tylko mówię.
Wskrzeszenie ma swoją cenę.
-Kurwa - mruknął, odsuwając lekko materiał, aby zza niego wyjrzeć. Przeszukiwał wzrokiem najdalszy koniec pomieszczena jakby kogoś zauważył.
-Liam, przekląłeś! Skąd ten przestrzegający zasad facet nauczył się takiego słownictwa? - zażartowałam, szturchając palcem wskazującym jego pierś.
Zapomniane ostrze wbiło się w mój brzuch. Puściła, pozostawiając je wystające z mojego ciała i zakryła usta obiema dłońmi. Podparłem się pod boki, spojrzałem w dół, a potem znowu na nią. Otworzyła szeroko oczy i cofnęła się o kilka kroków, a ja westchnąłem. Złapałem rękojeść sztyletu i wyciągnąłem go ze swoich trzewi.
-Wygląda na to, że bardziej przypominasz siostrę, niż pierwotnie sądziłem.