cytaty z książki "17 podniebnych koszmarów"
katalog cytatów
(...) Pomyśl: świat w stanie wojny. Całymi latami. W każde kolejne urodziny, każde Boże Narodzenie, wojna wciąż trwa. I nagle wszyscy robimy się cywilizowani i zgadzamy się udawać, że wojny nie ma.
To nie jest piekło, pomyślał, warunki są zbyt dobre, ale czyściec na pewno. Bez szans na rychłą emeryturę.
Czy to logiczne, że szwankujący umysł, zamiast zafałszować całą rzeczywistość, miałby wprowadzić do nienaruszonego układu znajomych szczegółów tylko jeden obcy element?
W wypadkach czasem doznaje się dziwnych obrażeń.
Szczęście: korzystny zbieg sprzyjających okoliczności. Tylko po co szczęście człowiekowi, który wie z piędziesięciosiedmiosekundowym wyprzedzeniem, co się wydarzy?
Wciskasz go i cofasz się o pięćdziesiąt siedem sekund. Wszystko, co zrobiłeś w tym czasie, ulega wymazaniu. Możesz zabić, obrabować, wszcząć awanturę, i nie ma to żadnego znaczenia, bo nic z tego tak naprawdę się nie wydarzyło. Tyle że jednak się wydarzyło. Pamiętasz to. Czy można pamiętać coś, co się nie wydarzyło?
Oto jedno z owych praw życia społecznego, których łamanie wiąże się z dużym ryzykiem: nigdzie nie idź z kimś, kogo dobrze nie poznałeś.
Niepokoiło go też zagrożenie czymś, co nazywano ,,niekontrolowanym poszerzaniem zakresu użycia siły", sytuacją, w której siła stosowana bez skutku nieuchronnie staje się siłą stosowaną ponownie, tylko z większą intensywnością. Bądź co bądź, wzmocnienie techniki przesłuchiwania znajdywało usprawiedliwienie wyłącznie wtedy, kiedy wychodziło się z założenia, że przesłuchiwany rzeczywiście coś wie.
Na przykład tak: inteligencja to umiejętność oceny przydatności informacji spływających z zewnątrz. Zdobywanie wiedzy winno iść w parze ze świadomością, co wolno zapomnieć.
Tortury, napisał kiedyś, to kwestia intencji. Teraz wiedział, że to coś więcej. Wymiana mrocznej wiedzy, ujawnienie utajnionych zdolności, zniszczenie więzi.
Ludzie są najbardziej bezbroni, kiedy leżą po szyję w wannie.
W pierwszej chwili nie możesz uwierzyć, że to wszystko suę naprawdę wydarzyło. Czasem okazuje się, że faktycznie się nie wydarzyło. Po powrocie okazuje się, że baranki w zagrodzie, po cichu, zniknęły, bo kontinuum czasoprzestrzenne nie chce zaakceptować zmian i paradoksów, które do niego wprowadziliście.
Pomyśl: świat w stanie wojny. Całymi latami. W każde kolejne urodziny, każde Boże Narodzenie, wojna wciąż trwa. I nagle wszyscy robimy się cywilizowani i zgadzamy się udawać, że wojny nie ma. Czasem myślę... czasem...
Co spotkało nieszczęsnego Wheatrowa, mogę tylko zgadywać, ale jedno ci powiem: wojna tak wielka nie kończy się tak po prostu tylko dlatego, że ściskasz komuś dłoń i podpisujesz papierek.
- Nie chodzi o bohaterstwo czy chwałę. [...] Tam w górze strzelasz gdzie popadnie, kiedy jedne chłopaki krwawią, inne wrzeszczą, liczy się jedno: ocalić własną skórę. Przetrwać. Jeśli wierzysz w Boga, modlisz się w duchu: Boże, spraw, żebym nie zginął na tej misji. Jeśli wierzysz w talizmany, zabierasz je ze sobą.
- Cóż - rzekł - ninejszym udowodniłem, że mój projekt jest w zasadzie bez zarzutu. Niedostatki - dodał, zerkając na zniszczone podmurowanie - są tylko u podstaw, na poziomie założeń.
Spotkaliśmy wroga i to my nim jesteśmy.
Opowiastka Ambrose'a Bierce'a o latającej maszynie jest ironiczna; Burbury'ego zaś stanowi alegorię stawiającą pozosrnie proste pytanie: Czy rozumiemy, jakie skutki nogą wywrzeć twory naszych rąk? Pod nim zaś kryje suę pytanie inne: Kiedy coś raz zostanie stworzone, czy można skazać to na zapomnienie?
- Oto człowiek, który skonstruował pewną machinę - rzekł cesarz. - A nas pyta o to, co takiego zrobił. Sam tego nie wiem liczy się dla niego tylko to, żeby coś stworzyć, nie obchodzi go, po co to zrobił ani do czego jego wynalazek może posłużyć.
Czasem jednak [...] trzeba stracić trochę piękna, aby zachować tę odrobinę, którą już się ma.
Nie lękam suę ciebie jako ciebie. Lękam się innego człowieka. [...] Tęgo, który cię zobaczy i skonstruuje taką samą machinę z jasnych płacht papieru i łodyg bambusa. Człowiek ten jednak będzie miał złą twarz i nikczemne serce, przez co całe piękno zginie. Tego właśnie człowieka się lękam.
Czymże jest życie jednego człowieka wobec losu miliona innych ludzi?
Któż może przewidzieć, czy ów człowiek, w takim samym aparacie z papieru I bambusa, nie wzleci pewnego dnia w niebo, by zrzucić ogromne głazy na Wielki Mur Chiński.
- Wielu mówiło, że wojna to zły pomysł. Ja na początku ją popierałem - mówił Barry ze wzruszeniem ramion. - Nie przypuszczałem, że tak to się skończy.
Facet w koszulce Phish powiedział Mylesowi, że potrafi prowadzić każdy samolot, i jeśli skłamał, wszyscy umrą.
Niepokoiło go też zagrożenie czymś, co nazywano „niekontrolowanym poszerzaniem zakresu użycia siły”, sytuacją, w której siła stosowana bez skutku nieuchronnie staje się siłą stosowaną ponownie, tylko z większą intensywnością.
Czasem jednak – ciągnął cesarz z jeszcze większym smutkiem – trzeba stracić trochę piękna, aby zachować tę odrobinę, którą już się ma.
Każdy robi takie rzeczy. [...] Nie trzeba być na wojnie,żeby wierzyć w małe rytuały, mieć swoje przyzwyczajenia.
Wypadki jednak zdarzają się nawet nadludziom. Głupstwa, z uwagi na niskie prawdopodobieństwo ich wystąpienia, statystycznie niemożliwe.
Martwym nie da się zadać bólu, ale ich najbliższym owszem.