[…] Tymczasem prawdziwa miłość jest bardzo cicha, spokojna. Nudna, jeśli patrzy się na nią z perspektywy dramatyzmu. Miłość jest głęboka i spokojna. I trwała.
Czytanie o życiu nie przygotowuje nas do niego [...].
[...]
-Znasz dowcip o tym, dlaczego nie można być terapeutą i palić? Bo to znaczy, że wciąż jesteś popieprzony. -Zaśmiał się i wepchnął cygaro w usta.-Uważam, że każdy z nas tutaj jest lekko stuknięty. Widziałeś kiedyś taką tabliczkę, którą wieszano w biurach? Z napisem: "Nie musisz być wariatem, żeby tu pracować, ale to pomaga".
Potem odkryliśmy, że geograficzna odległość nie ma dla świata psyche najmniejszego znaczenia.
Ból z tym związany był zbyt wielki, zbyt silny, by dało się go przeżyć, więc trzeba go było przełknąć, wyprzeć, zagrzebać.
Granica leży między dwoma światami, na samym skraju tego, co to znaczy być człowiekiem, gdzie zostajemy odarci ze wszystkiego, gdzie opuszczamy to życie i doświadczamy tego, co leży poza nim. I kiedy tragedie są dobre, pozwalają nam poczuć, jak to jest.
- Rozmawialiśmy już o tym. Prawda?
- O fajerwerkach?
- O miłości. O tym, jak często błędnie uznajemy ją za fajerwerki, dramatyzm, dysfunkcję. Tymczasem prawdziwa miłość jest bardzo cicha, spokojna. Nudna, jeśli patrzy się na nią z perspektywy dramatyzmu. Miłość jest głęboka i spokojna. I trwała.
Właśnie o tym są te greckie sztuki. O tym, co to znaczy być człowiekiem. Co to znaczy żyć.
,,Niewyrażone emocje nigdy nie umierają. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znacznie gorszej postaci".
Psychopatia lub sadyzm nigdy nie biorą się z niczego. Nie są roznoszone przez atakującego znienacka wirusa. Mają długą historię, która zaczyna się w dzieciństwie.
Tylko ,że tak właśnie Alicia działa na ludzi. Jej milczenie było jak lustro, odbijałeś się w nim. A widok często był paskudny.
Ćpuny były jej zdaniem leniami o słabej woli i żyły w zwolnionym tempie – jednego dnia ich uszczypnąłeś, a po sześciu dniach krzyczeli „aua”.
Mariana zauważyła, że do kaplicy wszedł profesor Fosca. Kroczył nawą, a zanim podążało sześć wyjątkowych młodych kobiet - wyróżniały się ze względu na nadzwyczajną urodę, a także to, że miały na sobie długie białe sukienki. Emanowały pewnością siebie, ale też nieśmiałością, bo zdawały sobie sprawę z tego, że są obserwowane. Inni studenci przyglądali się im, kiedy ich mijały. Mariana zastanawiała się, czy to były owe przyjaciółki Tary, których Conrad tak nie lubił. "Czarownice".
Nie kochasz go. Podobnie jak nie znasz i nie kochasz siebie.
Miłość była wszystkim, czego pragnęłam. Cała reszta była... incydentalna.
Edward Fosca był zabójcą. To fakt. Mariana wiedziała o tym nie tylko na poziomie intelektualnym. Wiedział o tym cały jej organizm. Zzuła to w kościach, w krwi, w głębi każdej komórki. Edward Fosca był winny. Nie potrafiła jednak tego udowodnić; może nigdy jej się to nie uda. Ten człowiek, ten potwór, który zabił co najmniej dwie osoby, może pozostać na wolności. Był taki zadowolony z siebie, taki pewny swego. Uważa, że ujdzie mu to na sucho - pomyślała. Jest przekonany, że wygrał. Nie wygrał. Jeszcze nie".
To jest poświęcenie, które muszę ponieść. W pewnym sensie mi ulżyło. Wreszcie ujrzałam siebie wyraźnie. Teraz wiem, kim jestem. Jestem jak Klitajmestra albo Medea. Właśnie kimś takim jestem".
- [...] Jak wiesz najlepszym lekarstwem dla grupy...
- ... jest grupa.
Słowo "psychoterapeuta" pochodzi, jak pani wie, od greckiego psyche, czyli "dusza", i therapeia, czyli "uzdrowienie". Jest pani uzdrawiaczką dusz? Uleczy pani moją?
Marianie przypomniały się nagle ubrane na biało dziewczyny stłoczone wokół profesora Foski podczas mszy za Tarę. To ulubienice profesora Foski. Jego fanklub. Należą do jego prywatnej grupy studentek. Tajnego stowarzyszenia. Bo jest tylko dla nich, jego wyjątkowych uczennic. Nazywa je boginiami".
Marianna żywiła przekonanie, że dzieciństwo jest doświadczeniem reaktywnym, co znaczyło, że aby odczuwać empatię wobec drugiego człowieka, musimy ją najpierw zaobserwować u naszych rodziców lub opiekunów. Mężczyzna, który zabił Tarę, był kiedyś chłopcem, któremu nikt nie pokazał empatii, życzliwości. Cierpiał - i to straszliwie. Lecz przecież mnóstwo dzieci doradca w potwornie brutalnym środowisku, a jednak nie zostaje mordercami. Dlaczego? Cóż, nie trzeba wiele, by ocalić dzieciństwo. Wystarczy odrobina życzliwości, zrozumienia lub uznania. Można uratować zdrowie psychiczne dziecka".
Barbara West zdradziła mi niegdyś pewną starą pisarską sztuczkę - danej osobie lub obiektowi nadajesz wartość poprzez uwzględnienie go w wyborze składającym się z dwóch alternatyw. To, z czego jesteś gotów zrezygnować dla czegoś, mówi nam wszystko o tym, jak bardzo to cenisz".
Marianna nie była detektywem, ale jako terapeutka umiała słuchać. Potrafiła usłyszeć nie tylko słowa, ale też wszystko, co nie zostało powiedziane - zauważała kłamstwa, uniki, projekcje, przeniesienia inne wybiegi stosowane przez ludzi w relacji z drugim człowiekiem, a które wymagały specjalnego rodzaju słuchania. Mariana musiała się wsłuchać we wszystkie uczucia, które Fosca komunikował jej nieświadomie. W terapii te przeniesione uczucia mówią jej to, co musi wiedzieć o człowieku, o tym, kim jest i co ukrywa".
Wszystkie elementy układanki wreszcie się połączyły - oto patrzyła na przerażającą prawdę, której nie chciała dostrzec. Dla takiej chwili jest w greckiej tragedii specjalne określenie: anagnorisis - nagłe rozpoznanie. Jest to moment, w którym bohater w końcu dostrzega prawdę i rozumie swój los, a przecież ona przez cały czas tam była, miał ją przed oczami".
Sytuacja mówiła o wiele więcej o moim stanie umysłu niż o jej. Tylko że tak właśnie Alicia działała na ludzi. Jej milczenie było jak lustro – odbijałeś się w nim. A widok często był paskudny.
Dawno temu psychopatię nazwano po prostu złem. Ludzi złych - czerpiących rozkosz z krzywdzenia, lub zabijania innych - opisywano odkąd, Medea podniosła miecz na swoje dzieci, a może jeszcze wcześniej. Słowo "psychopata" stworzył niemiecki psychiatra i znaczy dosłownie "cierpiąca dusza". Według Mariany właśnie cierpienie było wskazówką, bo te potwory przeżywały ból. Myślenie o nich jak o ofiarach pozwalało zachować bardziej racjonalne, współczujące podejście. Psychopatia lub sadyzm nigdy nie biorą się z niczego. Nie są roznoszone przez atakującego znienacka wirusa. Mają długą historię, która zaczyna się w dzieciństwie".
Odkąd Sebastian umarł, Mariana przestała widzieć świat w kolorach. Życie stało się stonowane i szare; dalekie, oddzielone zasłoną - woalem smutku. Pragnęła ukryć się przed światem, jego hałasem i bólem, i otoczyć się tutaj, w swoim małym żółtym domu, kokonem pracy. I zostałaby tutaj, gdyby Zoe nie zadzwoniła do niej z Cambridge tamtego październikowego wieczoru. Telefon Zoe po czwartkowym spotkaniu grupy dał temu wszystkiemu początek. Od tego zaczął się koszmar".
Nie możemy uczestniczyć w terapii, jeżeli nie czujemy się bezpieczni. Granice dają nam poczucie bezpieczeństwa, są tym, o co chodzi w terapii. Henryk patrzył na nią wzrokiem bez wyrazu. Mariana wiedziała, że nie rozumiał, przecież granice z definicji zostają zniszczone jako pierwsze, gdy dziecko jest maltretowane. Wszystkie granice Henry'ego zostały porwane na strzępy kiedy był chłopcem. W konsekwencji nie pojmował tej koncepcji, nie wiedział również ze swoim zachowaniem powoduje poczucie dyskomfortu u innych".
Julian szczycił się swoją wiedzą, zapytany o psychopatię, wspomniałby o uszkodzeniu płata czołowego lub skroniowego, albo przywołałby szereg pozbawionych znaczenia etykiet - aspołeczne zaburzenia osobowości, złośliwy narcyzm - uzupełnianych wygłoszonymi bez zająknięcia określeniami w rodzaju: wysoka inteligencja, powierzchowny urok, pretensjonalność, patologiczna skłonność do kłamstwa, pogarda dla moralności. A przecież to wszystko niczego nie tłumaczyło. Nie wyjaśniało, jak - lub dlaczego - ktoś mógł się stać bezlitosnym potworem wykorzystującym ludzi, jakby byli zepsutymi zabawkami, które można roztrzaskać na kawałki".
Przed domem poruszył się leżący na ziemi liść.
Niewidzialna siła uniosła go w powietrze - i wprawiła w kolisty ruch. Zataczał coraz szersze kręgi, coraz wyżej... zerwał się wiatr...
I zaczęła się furia".