Ona stała się moim domem. Szalonym, kompletnie nieprzewidywalnym chaosem , w którym pragnąłem się zatracić. Dopóki się nie pobawiła, błądziłem we mgle, aż natrafiłem na jej dłoń, chwyciłem ją, a ona mnie poprowadziła tam, gdzie było moje miejsce.
Dobrze, że nie każdy musiał przechodzić przez ogromne problemy, żeby w końcu spotkało go w życiu coś dobrego.
— Możesz poczekać w aucie, jeśli wolisz
— Nie, tu mi dobrze
— Jak bardzo w skali od jednego do dziesięciu?
— Siedemnaście
— Też lubisz tę liczbę?
— Tak. Przecież grasz z nią na koszulce. A ty?
— Tak. Przecież tego dnia się urodziłaś
— Naprawdę wybrałeś ten numer z tego powodu?
— A z jakiego innego bym miał?
- Caspian Barlow, drugi zastępca strażniczki Carmody.
- Renan Ward - odpiera wampir, ściskając jego dłoń. - Przyszły mąż Aislinn. Jeśli chcesz mieć nadal ręce połączone z reszta ciała, trzymaj je przy sobie i nigdy więcej jej nie dotykaj.
Nie mogę się rozklejać. On nie może tego zobaczyć. Powinnam była się ogarnąć, nim wrócił, ale dopiero teraz... dopiero teraz to wszystko we mnie ponownie uderza".
Też czujesz dym? – rzuca, na co marszczę nos. – A, czekaj. To z twojej głowy. Przegrzewasz się od tego milczenia.
Wniosek z tego jest właściwie jeden. Sposób na współlokatora zawsze działa.
...uwielbiam też to, jak nade mną czuwałeś w ciągu ostatnich tygodni. Jak zawsze dla mnie byłeś, nawet jeśli się znów pokłóciliśmy. Jak mi pomagałeś. Jak dawałeś mi pingwinie poduszki na poprawę humoru. Uwielbiam je. Uwielbiam cię.
- (...) Cieszę się, że jesteś tu ze mną.
- Ja też się cieszę — odpowiadam.
Bo nie chciałabym być nigdzie indziej, tylko właśnie obok niego".
— Już myślałam, że mnie wystawiłeś.
— Wystawiam piłki, przyjaciół nigdy — odpiera pewnie.
- Mój paralizatorek.
Parskam.
- Chyba po tym, co widziałeś na ulicy, nie powinieneś mnie nazywać paralizatorkiem.
- Mój piorunku nie brzmi tak fajnie.
(…)Więź przeznaczenia nie daje się powstrzymać przez zwykłe bariery, dlatego to powinno zadziałać. - Patrzy na mnie. - Tylko musisz się uspokoić.
-A ty byłbyś spokojny, gdyby ten skurwiel porwał twoją partnerkę?
Kącik ust wampira się unosi.
- Nie. Bałbym się, że moja żona zabije go, zanim tam dotrę i nie będę miał szansy obedrzeć go ze skóry.
Dla wszystkich, którzy czasem gubią siebie w chaosie życia i narzuconych oczekiwań. Nie podporządkowujcie się czyimś zasadom, tylko twórzcie własne. I pamiętajcie, żeby od czasu do czasu oddychać.
(…) nie można wpuścić kogoś do swojego serca, a później tak po prostu o nim zapomnieć. Nie da się nie tęsknić i nawet jeśli ból zaczyna blaknąć wraz z upływem czasu, nawet jeśli udaje ci się przeżyć dzień bez wspomnienia twarzy tej osoby, to nie znaczy, że zapominasz i się z tym godzisz".
Był jak zakazany owoc, którego po prostu trzeba spróbować, nawet jeśli wiesz, że sprowadzi to na ciebie nieuchronną zagładę.
Nie dbam już o to, kim był ten mężczyzna dla innych. Ważne, kim był dla mnie - domem, którego do tej pory bezskutecznie szukałam.
Popigwiniło cię do reszty - mamroczę. Unosi kącik ust.
— Miałeś racje z tymi jej słowotokami. Ledwo rozumiem poszczególne słowa — rzuca Zara
— Ważne, że ja rozumiem. I uwielbiam je
— Wiem, że nie, Tan. To nic. Postaram się trochę opanować
— Uwielbiam je, Camille
— Naprawdę?
— Rumienisz się wtedy tak uroczo, a twoje zielone oczy błyszczą tak jasno, że nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Nie żebym na co dzień potrafił. To nierealne.
— Nie przychodzę do Daily Dose po dawkę kawy. Przychodzę po dawkę mojej stokrotki.
— Jesteś moim brakującym puzzlem, Millie. Uzupełniasz mnie.
Tak. Właśnie dlatego facet pokroju Daxa robi takie zamieszanie wokół przejęcia zlecenia dotyczącego pomocy drogowej, czym nie zajmował się osobiście od lat. Bo chce się z kogoś ponabijać – mówi z rozbawieniem, posyłając mi wymowne spojrzenie. – Z kogoś, komu pozwala zamieszkać w swoim domu, komu pomaga i zaprasza na przyjęcie, na którym nigdy nie był z żadną kobietą.
Jesteś moim wybawienien i antidotum na wszystko.
Otworzył się przede mną całkowicie, pokazał mi swoje serce i czekał na to, czy je przyjmę, czy zniszczę.
- I wtedy pojawisz się ty z obrączkami - tłumaczyła mi właśnie, jak będzie przebiegać ceremonia ślubna (...)
- A potem…
– Wyznają sobie miłość, całują się, a my wreszcie możemy ściągnąć krawaty i iść się najebać – przerwałem.
W sumie tak to powinno wyglądać. Jeśli ktoś chce się rozwijać, musi ćwiczyć i nie przestawać. Nawet w chwilach zwątpienia. Nawet jeżeli coś nie wychodzi i inni o tym wspomną.
Poczułam ucisk w klatce piersiowej, przez co trudno mi było oddychać. Temperatura w pomieszczeniu podniosła się o kilka stopni, albo przynajmniej mi zrobiło się gorąco od jego spojrzenia, które zaczęło mnie rozpalać".
Nadal chcę, by była moja, chociaż zniszczyła mi życie.
- Będziesz moja- mówi pewnie.
- Naprawdę?- rzucam kpiącym tonem. - Bo ty tak zdecydowałeś? (…)
- Nie. Bo ty tak zdecydujesz. I cholernie ci się to spodoba.
— Jesteś najlepszy, wiesz?
— Obiło mi się o uszy z raz czy dwa podobne sformułowanie.