Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać223
ArtykułyZa nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1
ArtykułyOd królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2
ArtykułyCrime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Raymond Klibansky

Pisze książki: popularnonaukowa
Najpopularniejsza książka

Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki
7,7 z 29 ocen
257 czytelników 2 opinie
Raymond Klibansky autor książki Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki w kategorii popularnonaukowa.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
7,7/10średnia ocena książek autora
49 przeczytało książki autora
227 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki
Erwin Panofsky, Raymond Klibansky
7,7 z 29 ocen
257 czytelników 2 opinie
2009
Najnowsze opinie o książkach autora
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki Erwin Panofsky 
7,7

Saturn i Melancholia to tak naprawdę jedna z najważniejszych książek o melancholii. Autorzy pokazują jak termin ten zmieniał się od starożytności. Najpierw oznaczał tylko chorobę lub określenie jednego z czterech temperamentów. Melancholik stał się człowiekiem o znamionach geniuszu. Ciekawe wydaja się powiązania z Saturnem - patronem melancholików. Jego przedstawienie w sztuce jako zadumanego starca, z cyrklem lub sierpem jest częstym motywem. Autorzy oprócz terminu melancholia w kontekście filozoficznym czy psychologicznym, ukazują jej znaczenie w sztuce.
Książka jest bogata w liczne źródła, obszerne cytaty źródłowe, ilustracje i konteksty. To pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się melancholią.
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki Erwin Panofsky 
7,7

Po obejrzeniu obrazu Goyi „Saturn pożerający własne dzieci" , nikt nie może mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z bóstwem groźnym, nieprzyjaznym i mącącym ludziom szyki. W miarę upływu wieków ta postać stała się hybrydą łączącą cechy Saturnusa – bóstwa siewu, tytana Kronosa, boga czasu – Chronosa i planety Saturn. Widać to na ilustracjach obrazujących Saturna i jego dzieci, gdzie roi się od pozornie przedziwnej sieczki – od oraczy i siewców, przez wisielców, więźniów, kaleki , wędrowców, kopaczy aż do budowniczych tam czy wszystkich pracujących przy przelewaniu wody albo rąbaniu drzewa. Jest też Saturn bliskim kuzynem melancholii, a ta z kolei była rozumiana i jako choroba, i jako usposobienie człowieka, i jako chwilowy nastrój i jako etap w rozwoju ludzkiej natury. Na przestrzeni lat różnie rozumiano to pojęcie, czasem kojarząc je z głęboką mądrością, czy wręcz geniuszem, czasem z dojrzałym wiekiem, czasem mądrą refleksją nad okrutnym światem a nierzadko też… z ponuractwem, nieprzyjazną postawą wobec świata, niechlujstwem, skąpstwem, wrednym charakterem i brzydkim zapachem! Widać też, że dla człowieka starożytności, średniowiecza i również późniejszych epok, liczba cztery stanowiła jeden z fundamentów wiedzy o życiu - cztery żywioły, cztery temperamenty, cztery płyny w żywym ciele, cztery etapy życia ludzkiego, cztery humory, cztery pory roku - wszystko to na przestrzeni lat splatało się w ludzkiej świadomości w harmonijny obraz świata i ludzkiej kondycji.
Ta książka szczegółowo omawia ludzkie rozumienie Saturna w filozofii, medycynie, astrologii, literaturze i sztuce, ze szczególnym ukłonem w stronę durerowskiego tajemniczego arcydzieła – „Melencolia I”, i to jest chyba najciekawszy i najbardziej frapujący rozdział całej książki.
Z punktu widzenia estetyki to bardzo ładnie wydany tom, twarda okładka, porządne bialutkie karty, dobry druk do czytania, czytelne reprodukcje; można go wielokrotnie wertować bez strachu, że się rozleci. Lecz od strony czytelnika – sporo zadziorów! Przypisy zaśmiecają po połowie stron albo więcej. Ilustracje nie korespondują z tekstem jakby porozsiewano je w książce od sasa do lasa. Czasem odwołanie do ryciny znajdzie się kilkadziesiąt stron dalej, czasem nie ma go wcale. Nierzadko ilustracje mijają się z tekstem o kilkaset lat, co daje poczucie przyglądania się niechlujnej redakcji albo kompleks niezrozumienia intencji Twórców. Publikacja mocno zyskałaby gdyby wszystkie przypisy i ilustracje zostały wywalone na sam koniec.
Już nie będę wynosić własnej ignorancji i narzekać, że bez dobrej znajomości łaciny i starożytnej greki, odbiór tekstu jest niepełny, bo to przecież dobrze, że przytaczane są źródła tekstów. Ale język samej pracy jest tak suchy, nudny, bezosobowy, kostyczny i kompletnie wyprany z wszelkich uczuć, że możemy tę książkę traktować wyłącznie jako pomoc w nauce i solidne opracowanie ale na pewno nie jako przyjemność obcowania z dobrą literaturą. Jakież to inne pisanie niż MBC Łysiaka czy Historie piękna i brzydoty Eco! Summa summarum – to bardzo dobry fachowy skrypt ale moje największe tegoroczne czytelnicze rozczarowanie. Z bólem serca nie mogę dać więcej niż 6/10.



























