Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać357
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Marta Stąpor

Pisze książki: reportaż
Marta Stąpor autorka książki SM - Choroba o stu twarzach w kategorii reportaż.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
7,9/10średnia ocena książek autora
16 przeczytało książki autora
19 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
SM - Choroba o stu twarzach Marta Stąpor 
7,9

"Wszystko zaczęło się tak niepozornie. Gdyby nie dociekliwość lekarzy pewnie nadal nie byłabym świadoma tego, co działo się w mojej głowie. Pierwsze oznaki na pewno pojawiały się już wcześniej, ale zostały zbagatelizowane. Tym razem, w swoim całym osobistym dramacie, miałam więcej szczęścia. Trafiłam na lekarzy z powołania, którzy nie odpuścili."
Czasami trafiam na książkę, przy której, podczas czytania, włos się jeży. Nie są to, jak pewnie w pierwszym odruchu pomyśleliście, horrory czy thillery, ale zazwyczaj książki, które napisało samo życie. Tak było w przypadku książki "SM - choroba o stu twarzach" Marty Stąpor, blogerki znanej jako Mama z książką. Młoda, zdrowa kobieta, świeżo upieczona mama nagle zaczyna obserwować u siebie dziwne dolegliwości. Marta prowadzi nas od pierwszych objawów poprzez szpital aż do szokującej diagnozy - SM czyli stwardnienia rozsianego.
"Moje życie nie było już takie jak dawniej. Uśmiechałam się do wszystkich, nie chciałam ich martwić, ale bałam się diagnozy. Nie wiedziałam, jak będą wyglądały kolejne lata. Czy ich doczekam? Czy będę sprawna? Czy pokona mnie choroba?"
Są choroby, które już samą swoją nazwą przerażają. Człowiek zaczyna kreować w swojej głowie najczarniejsze scenariusze, czasami już na początku traci wolę walki. Usłyszana diagnoza, która zwala z nóg nie pozwala na optymizm. Ale czy zawsze tak musi być?
Przyznam, że te dwie literki SM obiły mi się o uszy ale nie przywiązywałam do nich większej wagi. Ot, kolejna nieuleczalna choroba, która gdzieś jest i dotyka starsze osoby. I tu moje zdziwienie. Choroba dotyka młode osoby w przedziale wiekowym 20 - 40 lat i są to głównie kobiety.
Książka to coś w rodzaju dziennika. Marta opisuje w nim swoją codzienność. Od pierwszych objawów, poprzez hospitalizację, diagnozę aż do wdrożonego leczenia. Poprzez strach, lęk, niedowierzanie aż po niezwykłą determinację, która pozwala Marcie stawić czoło chorobie a nawet dać jej pstryczka w nos.
"Mam wrażenie, że diagnoza zmotywowała mnie do działania. Starałam się obrócić chorobę na swoją korzyść. Oczywiście na tyle, na ile było to możliwe. Wyszukiwałam sobie kolejne zajęcia, żeby nie myśleć o przyszłości. Uczyłam się nowych rzeczy, rozwijałam talenty, poszukiwałam pasji."
Marta podzieliła swoją książkę na trzy części. W pierwszej opisuje swoją historię. Druga to niebywała skarbnica wiedzy o SM, od zaburzeń i objawów, poprzez rodzaje, diagnostykę a nawet wskazówki do co diety i leczenia. Trzecia, niemniej poruszająca od pierwszej to historie osób, dziewczyn chorych na stwardnienie.
Beata, Nikola, Aleksandra, Natalia, Ewelina, Sylwia. To zwyczajne - niezwyczajne kobiety. To na nie, tak samo jak na autorkę spadło niespodziewane. Ale tak jak i autorka i one się nie poddały. Pokazały, że nawet po chwilowym kryzysie stają do walki. Ich siłę i determinację należy podziwiać. To wojowniczki.
"Życie z chorobą czy bez i tak jest ciężkie. Jedni chorują teraz, drudzy zachorują za dwa lata i też może się wiele zmienić. Moje życie się zmieniło. Jest widmo SM. Ale widmo to nie wszystko. CHOROBA TO NIE WSZYSTKO MIMO, ŻE NIE MA SIĘ NA NIĄ WPŁYWU."
Zawsze, po przeczytaniu książki zastanawiam się, komu mogłabym ją polecić. Czy jest jakieś określone grono ludzi, dla których dana książka będzie wartościowa. Tutaj nie muszę się zastanawiać. Kto powinien przeczytać tę książkę? Wszyscy. Chorzy na SM znajdą w niej siłę i determinację, wskazówki i rady by się nie poddawać nawet gdy chwilowo widzisz świat w ciemnych barwach. Zdrowi, by wiedzieć, że chwilowe spadki formy to nie lenistwo a nastroju to nie wredny charakter. Tak naprawdę nie wiesz, czy ty sam nie zachorujesz albo czy nie będzie to ktoś z twojej rodziny lub znajomych.
Czasami chora osoba nie potrzebuje współczucia i podziwu. Cóż, Marta, mój podziw masz. Nie wybrałaś choroby ale jednak jej się nie poddałaś. Przekułaś ją w coś pozytywnego. Dzięki Tobie i tej książce dałaś nadzieję, że te dwie literki, które budziły grozę można jakoś trzymać w ryzach.
SM - Choroba o stu twarzach Marta Stąpor 
7,9

Chyba żadna książka, którą mam na swoich półkach, nie jest mi bliższa. Nie tylko dlatego, że obserwuję Martę na Instagramie już od jakiegoś czasu. Przede wszystkim dlatego, że sama kilka miesięcy temu usłyszałam te słowa: „choruje pani na stwardnienie rozsiane”.
Najpierw kilka szczegółów technicznych: książka składa się z trzech części. Pierwsza opisuje historię Marty – od wystąpienia pierwszych objawów, aż do teraz. Druga to skarbnica wiedzy o SM. Dowiecie się z niej o najpopularniejszych objawach i zaburzeniach, diagnostyce, depresji, zaleceniach dotyczących ciąży czy diety, oraz o leczeniu (chociaż leczenie to duże słowo, bo jest to choroba nieuleczalna). Trzecia część to historie kilkunastu osób z SM – od osób znanych, takich jak Selma Blair, aż po dziewczyny takie jak ja, na które wieść o chorobie spadła nagle i niespodziewanie.
Powiem wam, że pewnie nie podchodzę do tej książki zbyt obiektywnie. Czytałam ją ze łzami w oczach, bo przypominałam sobie to, co sama przechodziłam. Pierwsze objawy, szpital, diagnoza… Przypominałam sobie, jak się wtedy czułam, jaki strach mnie paraliżował. Marta doskonale opisała to, jak zagubiony czuje się pacjent tuż po diagnozie. Pacjent zostawiony samemu sobie, któremu nikt nie powie, co dalej, gdzie się zgłosić, jak podjąć leczenie, jak o siebie dbać. Niestety, takie są realia.
Bardzo zaimponowało mi to, jak dużo rzetelnej i popartej źródłami wiedzy znalazłam w tej książce. A czytając historie z trzeciej części uświadomiłam sobie, że nie jestem sama. Przyznam, że ta książka bardzo podniosła mnie na duchu.
Polecam ją każdemu, kto choruje na SM, ale bardzo bym chciała, by przeczytali ją także wszyscy inni. Książka Marty świetnie uświadamia, z czym na co dzień muszą mierzyć się osoby z SM.
Ocenę obniżam tylko za kilka niewyłapanych przez osoby z wydawnictwa literówek i błędów interpunkcyjnych.



























