Urbex History. Fukushima. Wchodzimy do skażonej strefy Jakub Stankowski 7,6

Kurde, jakoś nie podpasował mi humor autorów, ani ich narracja. Wymęczony tekst daleki jest od ideału, a styl jak dla mnie pozostaje zbyt chaotyczny, chropowaty, zbyt kanciasty, bezbarwny i nijaki taki. Po prostu wieje nudą i brakiem głębi w tych wynurzeniach, opowieściach, tj. nawijce bez trajektorii i zamysłu; bez poetyki. Z początku myślałem nawet, że jest to jakiś kolejny mało udany produkt selfpublishingu. A jednak nie… Książka była w normalnym obrocie i została wydana przez spore wydawnictwo. Tymczasem, już na samym początku, znajdujemy wpadkę korektora – cytuję: „Wszyscy o czymś marzymy. Nasze marzenia sią mniejsze i większe”. No cóż… sią! Ale nie czepiajmy się…
Forma FUKUSHIMY, choć z licznymi wadami, ma kilka zalet – m.in. są to kody QR powiązane z materiałem filmowym na YB. Relacje te nie są najgorsze i w sumie lepiej obejrzeć materiał o Japonii z kanału URBEX HISTORY niż czytać książkę. W tekście bowiem brakuje uporządkowania i jakiejś logiki. Ma się wrażenie, że Panowie włóczą się byle gdzie... a ich obserwacje często są na poziomie postrzegania nastolatków. Na zasadzie: …ale fajnie, że tak fajnie!!! Mamy tu też kilka dobrych zdjęć np. ze strony 251 – super kolaż (podobnie jak kolaż ze strony 102) oraz choćby foty ze strony 259, 229, 116-117 i 24-25 oraz okładka. Niestety wiele innych fotografii, to mimo wszystko zwyczajne pstryki. A mogło być bardziej artystycznie :)
Liczyłem też na odrobinę więcej wywiadów z ekspertami i mieszkańcami oraz całej gamy informacji np. dotyczących przygotowania się do wyprawy, np. co do sprzętu i ubrania. Niestety sedno z książki można zmieścić na ~30 stronach. To już lepiej było wydać pełnokrwisty album foto z krótkimi opisami i kodami QR do YB. Zabrakło mi też garści informacji o tłumaczu i może wywiadu z nim. W końcu bez niego wyprawa byłaby bezowocna i jeszcze bardziej byle jaka. Ta rozmowa by uzupełniała sprawę i poszerzała sprawozdanie.
W treści drażnią niewybredne żarty i żarciki. Niby śmieszne, ale… relacja zamiast clou ukazuje bardzo zadziorną i szorstką przyjaźń między Panami Autorami. Wciąż sobie dogryzają, szturchają się i na siebie pokrzykują. Może to norma w świecie urbexu? Może to pompowanie treści i sytuacje z przymrużeniem oka, ale ostatecznie nie tak powinna wyglądać zgrana grupa eksploratorów. Osobiście, nie jestem pewien, czy wybrałbym się z nimi gdziekolwiek. Obiekty takie, bywało, że penetrowałem, ale bez zadęcia, a raczej przy okazji. Dziś nie dałbym już raczej rady – problemy ze stawami… Niemniej odwiedziłem przez szereg lat m.in. bunkry pod Warszawą i pod Gołdapią …wiele lat temu m.in. podziemia Królikarni na Mokotowie i niedokończony budynek przy ZOO obok Mostu Gdańskiego, pozostałości pałacyku w Kopicach, czy kompleksu Organizacji Todta w Jedlinie Zdroju, liczne ruiny po PGR-ach (w tym niekiedy zabudowania dworskie),zarośnięte zamki Jury Krakowsko-Częstochowskiej (także Zamek w Bobolicach, Mirowie itp.),Fort VII –Cybulice jak również elementy t.z.w. Linii Mołotowa (np. okolice Łomży, Krągłego Goraja, Lubyczy Królewskiej itp.),także Zamek Gryf, Grodno, Krzyżtopór, Ogrodzieniec, czy też ruiny w Łapalicach, rudery na Sao Miguel i w Lagos (np. porzucony hotel przy Alameda Dr. Armando Soares Ribeiro) czy pustostany i rudery w Koszycach, Budapeszcie, Salonikach, Toruniu, Bydgoszczy i Lublinie (także opuszczone kamienice na starówce) oraz rozmaite struktury na Majorce i na Maderze (w tym porzucone oraz czynne lewady i tunele),także szlak – oczywiście przed remontem – Caminito del Rey ...oraz np. w latach 90-tych zaraz po opuszczeniu bazy i miasta przez wojsko rosyjskie tajemnicze Borne Sulinowo, czy także w podobnym czasie miasto duchów Kayakoy (Turcja). Przy okazji wypraw górskich natykałem się nie mniej często na ślady po potyczkach oraz po wioskach choćby w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, czy na rozmaite konstrukcje podziemne i naziemne w Górach Sowich… itp. Daje się przy tej okazji zrobić niezwykłe zdjęcia. A opisać to można fascynująco i z wyczuciem, choćby skupiając się na kolorach, zapachach, dźwiękach, teksturze…. na emocjach towarzyszących eksploracji, na strachu, obawach, wysiłku lub koncentrując się na elementach walających się w ruderowniach i zakamarkach.
Książka jest raczej dla autorów (i może ścisłego ich otoczenia). Jest swego rodzaju pamiętnikiem lub materiałem wspomnieniowym oraz reklamującym kanał. To raczej dla mnie tekst roboczy, a nie docelowa książka dla czytelników. Można sięgnąć, ale po co? Lepiej obejrzeć całość jak ktoś chce korzystając z linku:
https://www.youtube.com/watch?v=_3Md0Ar3LZs&list=PLJebipdqZXA3KrJPyVT0cjNr-5hDN9GG4
Ja książkę dostałem, przeczytałem i oceniłem. Nie porwała… A Autorzy wydali niedawno kolejne trzy tomowe dziełko:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5114777/urbex-book---podstawowy-elementarz-urbexu
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5114775/urbex-book---poradnik-zaawansowanego-eksploratora
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5114774/urbex-book---strach-ma-wielkie-oczy
...może będzie lepsze :)
>>>W sprawach penetracji ruderowni polecam:
https://www.youtube.com/watch?v=b63XyM4We-Y