Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego.
Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni.
Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13)
Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów.
Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem.
Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego).
Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów:
— Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary!
Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”.
Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55)
W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi.
Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną.
Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy.
I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów.
Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni.
Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać.
Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192)
Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą.
Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259)
— Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183)
Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy),zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał),a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne.
Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci.
I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno…
Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu…
— Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę?
— Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania!
— Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
Opinie i dyskusje o książce Lisowczycy
Czytelnik znajdzie w tej książce szereg trafnych spostrzeżeń i refleksji, włożonych przez autora w dialogi znanych postaci historycznych, z których wynika przesłanie, dlaczego polsko-litewska kampania w księstwie moskiewskim na początku XVII wieku zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem. Poza tym pełno w powieści opisów walk i przygód, których uczestnikami byli trzej młodzi i silni bracia cioteczni i stryjeczni o nazwisku Lis.
Czytelnik znajdzie w tej książce szereg trafnych spostrzeżeń i refleksji, włożonych przez autora w dialogi znanych postaci historycznych, z których wynika przesłanie, dlaczego polsko-litewska kampania w księstwie moskiewskim na początku XVII wieku zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem. Poza tym pełno w powieści opisów walk i przygód, których uczestnikami byli trzej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidać stary styl pisania, rozkręca sie powili, wręcz ma się wrażenie że jest to lanie wody. Lecz jak sie przez to przebrnie to widać że to ciekawa powieść historyczna
Widać stary styl pisania, rozkręca sie powili, wręcz ma się wrażenie że jest to lanie wody. Lecz jak sie przez to przebrnie to widać że to ciekawa powieść historyczna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAj, ja, jaj, autor to dopiero wielki antykomunista !!!
Ładnie się doigrał.
Po książce " Lenin " którą napisał w 1930 r., zaraz po wkroczeniu do polski w 1945 r. NKWD-owcy rozkopali Jego grobowiec, żeby sprawdzić, czy na pewno im się wymknął.
Możliwe też, że chcieli natrafić na ślad zaginionego ... złota.
Za organizowanie protestów w Harbinie przeciw rosyjskim represjom w Królestwie Kongresowym, aresztowany i skazany na karę śmierci.
Za inne antykomunistyczne " przewinienia " skazany na 1,5 roku
twierdzy.
W czasie wojny domowej w Rosji czynnie współpracował z dowództwem Białych, był m/in doradcą admirała Kołczaka.
W Mongolii został doradcą barona Ungera walczącego z bolszewikami.
W okresie międzywojennym ukazało się w Polsce 77 jego książek o łącznym nakładzie 80 mil., które wydano w 150 przekładach na 20 języków !!!
Po H. Sienkiewiczu najbardziej popularny polski pisarz tamtych czasów.
Dla mnie jeden z ulubionych, sam nie wiem, ile jego książek przeczytałem.
Myślę, że polecając tego autora nie zawiodę Twojego zaufania !!!
Aj, ja, jaj, autor to dopiero wielki antykomunista !!!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŁadnie się doigrał.
Po książce " Lenin " którą napisał w 1930 r., zaraz po wkroczeniu do polski w 1945 r. NKWD-owcy rozkopali Jego grobowiec, żeby sprawdzić, czy na pewno im się wymknął.
Możliwe też, że chcieli natrafić na ślad zaginionego ... złota.
Za organizowanie protestów w Harbinie przeciw rosyjskim represjom w...
Po latach wróciłem do tej pozycji, ze względu na mistrzowski temat i mistrzowską realizację. Dla mnie jest tu wszystko co kocham czyli mój ulubiony okres historyczny, mnóstwo przygody z historią w tle, honor, odwaga, patriotyzm, legendarna formacja wojskowa i awanturnicza fabuła. Żyć i nie umierać...
I jeszcze jedno, po co w ogóle porównujecie Ossendowskiego do Sienkiewicza. Chcecie ocenić kto był lepszy, albo czy dzieło było pisane dla pokrzepienia serc. Obaj pisarze kochali Polskę, jej historię i to jest tu najważniejsze, do dzisiaj ich książki bronią się same, mimo tego, że były pisane dawno dawno temu.
Po latach wróciłem do tej pozycji, ze względu na mistrzowski temat i mistrzowską realizację. Dla mnie jest tu wszystko co kocham czyli mój ulubiony okres historyczny, mnóstwo przygody z historią w tle, honor, odwaga, patriotyzm, legendarna formacja wojskowa i awanturnicza fabuła. Żyć i nie umierać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI jeszcze jedno, po co w ogóle porównujecie Ossendowskiego do...
Książka dość niepozorna, rzekłbym zapomniana, ale wyjątkowa. Kunszt autora przejawia się nie tylko w tworzeniu fabuły, ale i w języku. To robi niesamowite wrażenie, kiedy język dostosowany jest do postaci i całej przynależnej mu grupy społecznej. Dużo makaronizmów i alegorii, które łechcą duszę czytelnika. Żal tylko że tę samą książkę można tylko jeden raz przeczytać po raz pierwszy.
Książka dość niepozorna, rzekłbym zapomniana, ale wyjątkowa. Kunszt autora przejawia się nie tylko w tworzeniu fabuły, ale i w języku. To robi niesamowite wrażenie, kiedy język dostosowany jest do postaci i całej przynależnej mu grupy społecznej. Dużo makaronizmów i alegorii, które łechcą duszę czytelnika. Żal tylko że tę samą książkę można tylko jeden raz przeczytać po raz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to książka przygodowa "w stylu Sienkiewicza", jednak dużo słabiej napisana. Momentami sztampowo i banalnie. Przywołuje jednak ciekawy okres historyczny, gdy Polacy byli w Moskwie, a Lisowczycy siali postrach na tyłach Moskali. W sumie ta książka byłaby może lepszym scenariuszem na film niż powieści Sienkiewicza. I tak można o niej pomyśleć...
Jest to książka przygodowa "w stylu Sienkiewicza", jednak dużo słabiej napisana. Momentami sztampowo i banalnie. Przywołuje jednak ciekawy okres historyczny, gdy Polacy byli w Moskwie, a Lisowczycy siali postrach na tyłach Moskali. W sumie ta książka byłaby może lepszym scenariuszem na film niż powieści Sienkiewicza. I tak można o niej pomyśleć...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka raczej dla młodzieży, o ile będzie im się chciało czytać w przypisach tłumaczenie łacińskich zwrotów. Mnie książka nie oczarowała, a porównanie Marcina Lisa do Andrzeja Kmicica skojarzyła mi się z przyrównaniem lokalnego kopacza do Lewanowskiego według zasady, że obaj w piłkę grają. Mimo że styl powieści mi się podobał, to niestety postacie ocierają się o sztampę, bo autorowi nie udało się rozniecić w nich iskry, fantazji i tego czegoś, co tylko Sienkiewicz potrafił. Awantur, przygód, podchodów tu dostatek, ale niektóre są tak niewiarygodne, że gdyby jeszcze pojawiły się tu elfy i smoki to czytałabym fantasy.
To książka raczej dla młodzieży, o ile będzie im się chciało czytać w przypisach tłumaczenie łacińskich zwrotów. Mnie książka nie oczarowała, a porównanie Marcina Lisa do Andrzeja Kmicica skojarzyła mi się z przyrównaniem lokalnego kopacza do Lewanowskiego według zasady, że obaj w piłkę grają. Mimo że styl powieści mi się podobał, to niestety postacie ocierają się o...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolscy twórcy (pisarze, reżyserzy etc.) powinni częściej sięgać po te czasy jako tło do swoich historii.
Polscy twórcy (pisarze, reżyserzy etc.) powinni częściej sięgać po te czasy jako tło do swoich historii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść rozpoczyna się od przedstawienia historycznego tła i spotkania hetmana Jana Karola Chodkiewicza z Aleksandrem Józefa Lisowskim – słynnym twórcą niezrównanej lekkiej jazdy, która siała zniszczenie i strach w Rosji podczas wojny z Rzeczpospolitą w XVII wieku. W istocie jednak to tylko pretekst, aby ukazać przygody Marcina Lisa i jego kuzynów, dzielnych młodzieńców ze szlacheckiej rodziny, którzy zaciągnęli się na służbę u sławnego pułkownika. Z Marcinka zaś był prawdziwy junak i chwat, który nawet na tle odwagi i umiejętności bojowych innych lisowczyków prezentował się znakomicie. Są wśród nich dokonania, które zapisały się w prywatnej historii i te, które dzielił ze słynnym pułkiem lekkiej jazdy. Te ostatnie zaś Ferdynand Ossendowski nieco pozmieniał względem historii (a to zmienił chronologię, a to przypisuje głównemu bohaterowi słynne wydarzenia jak dotarcie do oceanu Lodowatego). Nie ma to jednak znaczenia w tej opowieści. To powieść przygodowa, a perypetii i przeżyć Marcinowi nie brak. Nie czyta się tego, a pochłania. Nawet wtręty po łacinie nie przeszkadzają, bo od razu są tłumaczone w tej opowieści. Uważam, że to wspaniała książka dla młodzieży, która inspiruje do sięgnięcia do poszerzenia historycznej wiedzy. Zastanawiam się tylko, czy dzisiejsza młodzież nie jest bardziej ciekawa przygód Harry Pottera czy Percy Jacksona niż polskich bohaterów z XVII wieku.
Powieść rozpoczyna się od przedstawienia historycznego tła i spotkania hetmana Jana Karola Chodkiewicza z Aleksandrem Józefa Lisowskim – słynnym twórcą niezrównanej lekkiej jazdy, która siała zniszczenie i strach w Rosji podczas wojny z Rzeczpospolitą w XVII wieku. W istocie jednak to tylko pretekst, aby ukazać przygody Marcina Lisa i jego kuzynów, dzielnych młodzieńców ze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpierając się na tle historycznym jednej z najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych jednostek wojskowych w historii Rzeczypospolitej, autor tworzy fabularną narrację, której bohaterem jest jeden z oficerów tej formacji.
Opierając się na tle historycznym jednej z najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych jednostek wojskowych w historii Rzeczypospolitej, autor tworzy fabularną narrację, której bohaterem jest jeden z oficerów tej formacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to