Lisowczycy

Okładka książki Lisowczycy autorstwa Antoni Ferdynand Ossendowski
Okładka książki Lisowczycy autorstwa Antoni Ferdynand Ossendowski
Antoni Ferdynand Ossendowski Wydawnictwo: Storybox.pl powieść historyczna
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
audiobook
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788379279043
Tytułowi Lisowczycy to oddziały kawalerii uformowanej przez Aleksandra Józefa Lisowskiego herbu Jeż na początku XVII wieku. Sławni w całej Europie ze swojej mobilności i sprawności na polu bitwy, z powodu nie otrzymywania żołdu znani też byli ze swojego okrucieństwa i grabienia ludności cywilnej. Audiobook opowiada o losach dwóch młodych chłopców, którzy postanowili przyłączyć się do Lisowczyków.
Średnia ocen
6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lisowczycy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Lisowczycy



743 743

Oceny książki Lisowczycy

Średnia ocen
6,0 / 10
5 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Lisowczycy

avatar
699
112

Na półkach: ,

Czytelnik znajdzie w tej książce szereg trafnych spostrzeżeń i refleksji, włożonych przez autora w dialogi znanych postaci historycznych, z których wynika przesłanie, dlaczego polsko-litewska kampania w księstwie moskiewskim na początku XVII wieku zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem. Poza tym pełno w powieści opisów walk i przygód, których uczestnikami byli trzej młodzi i silni bracia cioteczni i stryjeczni o nazwisku Lis.

Czytelnik znajdzie w tej książce szereg trafnych spostrzeżeń i refleksji, włożonych przez autora w dialogi znanych postaci historycznych, z których wynika przesłanie, dlaczego polsko-litewska kampania w księstwie moskiewskim na początku XVII wieku zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem. Poza tym pełno w powieści opisów walk i przygód, których uczestnikami byli trzej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
99
5

Na półkach: ,

Widać stary styl pisania, rozkręca sie powili, wręcz ma się wrażenie że jest to lanie wody. Lecz jak sie przez to przebrnie to widać że to ciekawa powieść historyczna

Widać stary styl pisania, rozkręca sie powili, wręcz ma się wrażenie że jest to lanie wody. Lecz jak sie przez to przebrnie to widać że to ciekawa powieść historyczna

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2402
2402

Na półkach:

Aj, ja, jaj, autor to dopiero wielki antykomunista !!!
Ładnie się doigrał.
Po książce " Lenin " którą napisał w 1930 r., zaraz po wkroczeniu do polski w 1945 r. NKWD-owcy rozkopali Jego grobowiec, żeby sprawdzić, czy na pewno im się wymknął.
Możliwe też, że chcieli natrafić na ślad zaginionego ... złota.
Za organizowanie protestów w Harbinie przeciw rosyjskim represjom w Królestwie Kongresowym, aresztowany i skazany na karę śmierci.
Za inne antykomunistyczne " przewinienia " skazany na 1,5 roku
twierdzy.
W czasie wojny domowej w Rosji czynnie współpracował z dowództwem Białych, był m/in doradcą admirała Kołczaka.
W Mongolii został doradcą barona Ungera walczącego z bolszewikami.
W okresie międzywojennym ukazało się w Polsce 77 jego książek o łącznym nakładzie 80 mil., które wydano w 150 przekładach na 20 języków !!!
Po H. Sienkiewiczu najbardziej popularny polski pisarz tamtych czasów.
Dla mnie jeden z ulubionych, sam nie wiem, ile jego książek przeczytałem.
Myślę, że polecając tego autora nie zawiodę Twojego zaufania !!!

Aj, ja, jaj, autor to dopiero wielki antykomunista !!!
Ładnie się doigrał.
Po książce " Lenin " którą napisał w 1930 r., zaraz po wkroczeniu do polski w 1945 r. NKWD-owcy rozkopali Jego grobowiec, żeby sprawdzić, czy na pewno im się wymknął.
Możliwe też, że chcieli natrafić na ślad zaginionego ... złota.
Za organizowanie protestów w Harbinie przeciw rosyjskim represjom w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

356 użytkowników ma tytuł Lisowczycy na półkach głównych
  • 202
  • 148
  • 6
67 użytkowników ma tytuł Lisowczycy na półkach dodatkowych
  • 38
  • 6
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Lisowczycy

Inne książki autora

Antoni Ferdynand Ossendowski
Antoni Ferdynand Ossendowski
Polski pisarz, dziennikarz, podróżnik, antykomunista, nauczyciel akademicki, działacz polityczny, naukowy i społeczny. Był synem lekarza Marcina Ossendowskiego i Wiktorii z Bortkiewiczów. Rodzina miała korzenie tatarskie, szlacheckie, herbu Lis. Po urodzeniu się siostry Ferdynanda rodzina Ossendowskich przeniosła się do guberni pskowskiej, skąd pochodził ojciec, a w 1884 r. przeprowadziła się do Kamieńca Podolskiego. Tam młody Ossendowski zaczął uczęszczać do rosyjskiego gimnazjum, które ukończył – po kolejnej przeprowadzce – w Petersburgu. W tym czasie zmarł ojciec Ferdynanda. Rodzinę utrzymywała matka udzielając lekcji muzyki, zaś młody Ossendowski pomagał jej udzielając korepetycji. Po ukończeniu szkoły studiował nauki matematyczno-przyrodnicze w Petersburgu, gdzie został asystentem przyrodnika, prof. Szczepana Zalewskiego. W tym czasie wziął udział w wyprawach naukowych na Kaukaz, nad Dniestr, nad Jenisej i w okolice jeziora Bajkał. Dotarł również do Chin, Japonii, na Sumatrę i do Indii. Wrażenia z Indii były podłożem dla jego pierwszej powieści pt. Chmury nad Gangesem. Z powodu udziału w zamieszkach studenckich w 1899 r. musiał opuścić Rosję. Wyjechał do Paryża, gdzie studiował fizykę i chemię u prof. Marcellina Berthelota na Sorbonie. Tu także miał okazję poznać Marię Skłodowską-Curie. Po powrocie do Rosji został docentem Uniwersytetu Technicznego w Tomsku. Nie pozostał jednak długo na uczelni, by poświęcić się karierze naukowej; jego pasją były podróże. W 1905 roku, po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej, został wysłany do Mandżurii, gdzie prowadził badania geologiczne w poszukiwaniu surowców niezbędnych dla armii. Za organizowanie w Harbinie protestów przeciw rosyjskim represjom w Królestwie Kongresowym został aresztowany i skazany na karę śmierci. Dzięki szczęśliwemu zbiegu okoliczności uniknął wykonania wyroku i uzyskał jego nadzwyczajne złagodzenie. Wkrótce potem został wybrany przewodniczącym Rewolucyjnego Komitetu Naczelnego, który przez pewien czas sprawował władzę w Mandżurii. W wyniku procesu, który potem wytoczono jego członkom, Ossendowski został skazany na półtora roku twierdzy. Odzyskał wolność w 1908 roku. Wydana w 1911 r. książka W Ludskoj Pyli („W ludzkim pyle”),poświęcona więziennym doświadczeniom Ossendowskiego, zyskała przychylną ocenę m.in. Lwa Tołstoja. W tym czasie nawiązał współpracę z wieloma rosyjskimi gazetami. Gdy w 1909 r. zaczął wychodzić w Petersburgu polskojęzyczny „Dziennik Petersburski”, został jego korespondentem, a następnie redaktorem. W 1918 r. opuścił zrewolucjonizowany Petersburg i wyjechał do Omska. W czasie wojny domowej w Rosji czynnie współpracował z dowództwem Białych; był m.in. doradcą admirała Kołczaka. Przekazał na Zachód tzw. dokumenty Sissona, które wykazywały, że Lenin był agentem wywiadu niemieckiego, a działalność partii bolszewickiej finansowana była za niemieckie pieniądze. Choć niektóre źródła uważają te dokumenty za sfałszowane, to fakt pomocy udzielonej Leninowi przez Niemieckie Naczelne Dowództwo jest pewny. Powszechnie znany ze swojej antykomunistycznej postawy po upadku Kołczaka był poszukiwany przez bolszewicką policję polityczną (CzeKa). Dzięki niezwykłym zdolnościom przystosowawczym (m.in. znał biegle 7 języków obcych, w tym chiński i mongolski),udało mu się przedostać z kontrolowanej przez bolszewików Rosji do Mongolii. W jej stolicy Urdze został doradcą barona Ungerna walczącego przy pomocy zorganizowanej przez siebie Azjatyckiej Dywizji Konnej z bolszewikami. Dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą; była ona niewątpliwie dość istotna, sam jednak mówił na ten temat niechętnie. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna gdzieś w mongolskich stepach, a który miałby posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z komunistami. Ossendowskiemu światową sławę przyniosła książka Zwierzęta, ludzie, bogowie (książkę wydano najpierw w języku angielskim pod tytułem „Beasts, Men and Gods”),która na przełomie 1920 i 1921 r. ukazała się w Nowym Jorku, w 1922 r. w Londynie, a w 1923 r. w Warszawie. Osiągnęła ona rekordową liczbę dziewiętnastu tłumaczeń na języki obce. Ossendowski opisał w niej wspomnienia z ucieczki z Rosji ogarniętej chaosem rewolucji. Opis obejmuje ucieczkę z Krasnojarska opanowanego przez bolszewików, zimę w tajdze, przeprawę do Mongolii i pobyt w niej u boku barona Ungerna. Książka osiągnęła niezwykłą poczytność na całym świecie, chociaż była i jest krytykowana za to, że duże jej fragmenty były ewidentną konfabulacją autora. Głównym krytykiem i demaskatorem oszustw Ossendowskiego był szwedzki podróżnik Sven Hedin. Do Polski powrócił w roku 1922. W okresie międzywojennym zajmował się działalnością literacką, publikując wiele powieści, przeważnie w stylu „romansu podróżniczego”. Ukazało się 77 książek pisarza, które wydano również w 150 przekładach na 20 języków. Przez pewien czas należał do piątki najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, a jego książki porównywano z dziełami Kiplinga, Londona czy Maya. W latach międzywojennych łączny nakład książek „polskiego Karola Maya” sięgnął 80 mln egzemplarzy. Gdy chodzi o przekłady na języki obce, Ossendowski zajął wówczas drugie miejsce po Henryku Sienkiewiczu i do dziś nikomu nie udało się go w tej kategorii pobić. W lutym 1943, wstąpił do konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego. Ostatnie miesiące życia spędził w Żółwinie, gdzie 2 stycznia 1945 roku nagle źle się poczuł, następnego dnia został przewieziony do szpitala w Grodzisku Mazowieckim. Tam zmarł, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, pochowany został na cmentarzu w Milanówku. Nigdy nie ujawnił żadnych szczegółów swojej działalności polityczno-wywiadowczej. Archiwum zostało skrupulatnie zniszczone przed jego śmiercią. Ze względu na treść jego książki Lenin, fabularyzowanej biografii przywódcy rewolucji październikowej, niezwykle ostrej krytyki rewolucji i komunizmu, po zajęciu Polski przez Rosjan grób Ossendowskiego był pilnie poszukiwany. Po jego znalezieniu ekshumowano zwłoki, gdyż NKWD chciało się upewnić, czy osobisty wróg Lenina na pewno nie żyje. Inna interpretacja tego faktu zakłada, że enkawudziści szukali przy zwłokach pisarza jakiejś informacji lub wskazówki co do miejsca ukrycia skarbu barona Ungerna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Lisowczycy przeczytali również

Berlingowcy. Żołnierze tragiczni Dominik Czapigo
Berlingowcy. Żołnierze tragiczni
Dominik Czapigo
O Berlingowcach pisze się dziś niewiele, a jeżeli już – to raczej przedstawia się ich najczęściej w negatywnym świetle. W walczących pod radzieckim dowództwem żołnierzach widzi się zaprzańców i zdrajców, a ich działania bojowe – zainaugurowane krwawą i zupełnie bezsensowną strategicznie bitwą pod Lenino – uważa za ciąg porażek. To, iż takie przekonanie wynika ze zwyczajnej ignorancji, staje się oczywiste po lekturze książki Berlingowcy. Żołnierze tragiczni. Na publikację składają się fragmenty wspomnień kilkunastu żołnierzy (w tym jednej kobiety),którzy opisują swoje przeżycia i doświadczenia związane z przyłączeniem się do sformowanej w ZSRR polskiej armii. W większości nie są to zdeklarowani komuniści, ale ludzie, którzy nie zdołali dołączyć do wojsk generała Władysława Andersa, a chcieli walczyć za ojczyznę. Z perspektywy uczestników największego w dziejach świata konfliktu zbrojnego opisują oni swoje przeżycia, dowodząc, że w czasach dziejowej zawieruchy subtelności światopoglądowe schodzą na dalszy plan, podporządkowane wyższym celom, a zwłaszcza – wygranej. Berlingowcy ginęli zatem jak wszyscy inni żołnierze, niosąc najczęściej te same hasła, co koledzy z AK czy armii gen. Maczka lub gen. Sosabowskiego. Cała mini-recenzja na stronie: https://www.zapiskizkultury.pl/dominik-czapigo-berlingowcy-zolnierze-tragiczni/
Zapiskizkultury - awatar Zapiskizkultury
ocenił na85 miesięcy temu
Przyłbice i kaptury Kazimierz Korkozowicz
Przyłbice i kaptury
Kazimierz Korkozowicz
9/2026 (papier 1/2026) Jeden z seriali mojego dzieciństwa! Kiedym, pacholęciem będąc, biegał po lasach wokół domu – chciałem być jak Czarny z Borów! Los zechciał, abym po trzech z okładem dekadach później, wraz z Rochem Siemianowskim, wystąpił na scenie Służewskiego Domu Kultury w Warszawie, co było dla mnie frajdą wprost niebywałą. Przegadaliśmy wtedy sporo o serialu w reżyserii Marka Piestraka i mogłem znów poczuć się tym gołowąsem z leszczynowym łukiem na plecach. Serial pamiętałem (i nawet zaraz do niego powrócę, obejrzę go z sentymentem),ale książki nigdy nie czytałem. Nadrobiwszy tę zaległość muszę przyznać, że to kawał naprawdę niezłej literatury. Powieść historyczno-przygodowa, której akcja rozgrywa się na rok przed wybuchem wojny polsko-krzyżackiej, obfituje w szereg dynamicznych epizodów składających się na, rzec można, walkę ówczesnych służb wywiadowczych Zakonu i Korony. Niepokoje na pograniczu, porwania, skrytobójstwa, ucieczki, pościgi, zbrodnie i zemsta – to główne składowe chwackiej fabuły. Jednak myliłby się ktoś sądzący, iż powieść to bardziej przygodowa niźli historyczna. Autor bardzo zadbał o historyczną rzetelność tła akcji i książka ta stanowi świetne uzupełnienie podręcznika do historii Polski w początkach XV wieku. Czytelnik może tu zaznajomić się z genezą konfliktu z Zakonem, być uczestnikiem zarówno tajnych narad w dworze królewskim, jak i oficjalnych spotkań Jagiełły z krzyżackim poselstwem, a wszystko to Autor okrasza autentycznymi fragmentami z zachowanych pism urzędowych czy poselskiej korespondencji. Sporo informacji na temat sytuacji polityczno-społecznej Autor przemyca także w mowie niezależnej narracji, kiedy bohaterowie prowadzą skrzące się od emocji wymiany zdań. Osobnym walorem jest tu też język narracji – łagodnie stylizowany, dzięki czemu nie nuży anachronicznością, ale przypomina o cudownych archaizmach rodzimego języka. Wspaniała to była przygoda. Z marszu łapię za drugi tom. Finał pierwszej odsłony kończy się na przełomie 1409/1410 roku, zatem czekają mnie teraz przygotowania do wyprawy pod Grunwald.
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na83 miesiące temu
Lewa wolna Józef Mackiewicz
Lewa wolna
Józef Mackiewicz
BOLSZEWICY JADĄ ZMIEŚĆ DWORKI_CZYLI (PRZED)OSTATNIA OBRONA PRZEDMURZA CHRZEŚCIJAŃSTWA PRZED HIPERBOREJCZYKAMI Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. _ Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń! ZAPOMNIANE WOJNY… Polska dworkowo-folwarczno-katolicka to właśnie ta Polska, którą mamy na myśli, gdy myślimy o Polsce. Choćby nie wiem jak starali się pomorzanie, poznaniacy, ślązacy, nawet krakusy i warszawiacy to myśląc o Polaku literackim(Panu Tadeuszu, Kmicicu, Witoldo, Cezarym Baryce, mój Boże, u nas nawet „czerwony” był szlachcicem),myślisz o „synu właściciela niewielkiego folwarku” prawdopodobnie z Wołynia, Podlasia, Nowogrodczyzny, Wileńszczyzny czy Bóg wie z jakich „obwarzanków”. W 1920 roku starcie z imperium ocaliło polską obecność na Kresach (częściowo, tragedie „zostałych” opowiadają dzieje „Nadberezyńców”). Wojna 1920 była dalszą częścią ustalenia porządków w tej gorszej Europie (dlatego Borodziej i Górny napisali „Naszą Wojnę. 1912-1923”). Było to starcie ideologii nowoczesnych: „białych” nacjonalistów polskich, ukraińskich (Petlura),litewskich, fińskich, kozackich(„Cichy Don” opowiada historię państwa, które nie powstało),a przede wszystkim rosyjskich(Denikin, Judenicz, Kołczak etc.) i „czerwonych” komunistów w tle zaś walczyli „zieloni”(lokalni watażkowie tacy jak słynny Machno czy obecny na kartach powieści Bułak-Bułatowicz, w którego szeregi zaciągnie się jeden z bohaterów). Idea rewolucji starła się z ideą państwa narodowego. Starcie odbywało się na gruzach imperiów rosyjskiego i niemieckiego ( choć duża część tych starć nosi nazwę „wojny domowej w Rosji 1917-1923). Biali byli „reakcją” na rewolucję, pełni dawnych przesądów wobec Żydów i małych państw narodowych (od Gruzji po Estonię). Doskonale w wersji faktograficznej wykorzystanie tej przewagi przez komunistów pokazuje książka „Ósmy kontynent” Wojciecha Zajączkowskiego. Po stronie „białych” polskich (komuniści nazywali ich białopolakami) istnieli jednak i ludowcy, i socjaliści, i nacjonaliści. Po stronie „czerwonych” byli komuniści, mniejszości narodowe i wszelkiej maści biedota, proletariat wielkich zakładów oraz ci inteligencji, którzy uwierzyli w socjalizm itp. Mackiewicz pokazuje jak „czerwona” Warszawa czekała na bolszewików, pokazuje też jak biedota folwarczna tylko czekała na łupy z opuszczonych folwarków. Dlatego ruch „czerwonych” jako ruch ponadnarodowy mógł wnikać i włączać narody (dlatego też pewnie część Żydów jako naród niepaństwowy widziała w „czerwonych” swoich bohaterów, takim niewątpliwym bohaterem był Lew Trocki, czy Karol Radek, dla polskiej biedoty i tej części inteligencji „lewicującej” byli też bohaterowie komunistyczni jak Dzierżyński, czy Marchlewski). Wszystko zaczyna się w jednym gimnazjum, z którego los, historia, natura lub Bóg wie, co rzuca „młodych” na każdą stronę. Jedni idą w sowiety, a inni w husarzy, a jeszcze inni do „zielonego” Bułaka… a jeszcze inni robią interesy na czarnym rynku, handlując kokainą i k….w burdelach. Mackiewicz jest antykomunistą, ale „Lewa wolna” to nie jest kolejny panegiryk na „Wodzu, prowadź na Wilno”. W pokoleniu wychowanym w II RP nie wszyscy byli wyznawcami marszałka Piłsudzkiego. Na kartach powieści Piłsudzki to bezwzględny mruk, który wierzy tylko w swoją intuicję (kto nie jest bezwzględny ten ginie w czasie wojny, na wojnie slow thinking is bad idea). Grabski i endecy podpisują haniebny traktat ryski, w momencie kiedy można było zlikwidować komunizm, tę hydrę XX wieku. „Lewa wolna” to nie jest laurka dla II RP, a raczej opis „mądrego po szkodzie” (autor pisał niemal pół wieku po wydarzeniach). Nowoczesną wojnę ciężko było przeżyć „normalnie”. Większość żołnierzy w jakiś sposób się odurzała. Wysoki stres potyczek rekompensowano sobie kokainą, wódką i seksem. Tę atmosferę poluzowania obyczajów, oddaje Mackiewicz znakomicie (Na pytanie co robi Karol z Zosią, ich pokojówka odpowiada: śpią ze sobą. Oto duch nowych czasów, koniec pruderii doby ancien regime’ów). Najlepiej jednak oddaje Mackiewicz śmierć żołnierzy na wojnie. Nie wywyższa jej tylko werystycznie pokazuje jako część całego spektaklu, ciach, po człowieku, opis ran, krew, jedziemy dalej. Cywile, jak to się mówiło w prozie Tomasza Manna o osobach nie-wojennych, nie są przyzwyczajeni do śmierci bez uroczystości, bez splendoru. Wojna odbywa się wulgarnie, nikt nie śpiewa raczej „O mój rozmarynie”. ” - A jaka ona, z wyglądu, ta rewolucja? - Taka sobie pinda, jeszcze ładniejsza od ciebie. - Młody ty cham, jeszcze. - To po co pytasz młodego. Pytaj starego.” WINTOWT CZYLI INNE UKĄSZENIE PRZEZ KOMUNIZM Najpierw postać diabła. Wintowta werbuje osoba opisana tak: Przyjął go młody brunet ubrany w modną kurtkę skórzaną, rozparty za stołem, na którym były tylko plamy atramentu i nadtłuczony spodek służący za popielniczkę. Papierosy i czarna skóra, inteligent. Diabeł zapisuje, ale dlaczego Janek Wintownt przyjmuje zaproszenie? Ten „łagodny, zawsze grzeczny, raczej uśmiechnięty” chłopak z sąsiedztwa? W rozmowie z innym tłumaczy to sentymentem do ludu i solidarnością z nim. - Co mnie pociągnęło? Bo ja wiem... Trudno zdefiniować. Jakaś wspólnota z czasów poprzedniej służby, z żołnierzem. Sentyment do rosyjskiego ludu. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się z nim, z jego losem związany. Zachciało mi się go dzielić, nie? - Ty rzuć to - mówił Amoriakin. - Przede wszystkim wszelki sentyment. To nie na miejscu. Obrałeś fałszywe podejście. I w ogóle, i w szczególe. Nasza dziś główna podpora to "strzelcy łotewscy", to "międzynarodowa brygada". Węgrzy, o! Żydzi. To prawdziwa gwardia rewolucji. A naród rosyjski gówno psie. Nie zawracaj nim sobie głowy. Nawóz, na którym dopiero sadzić będziemy. - Na gównie psim niczego się nie sadzi - uśmiechnął się dobrodusznie Wintowt. - Ja rolnik z urodzenia. - A ty mnie za słowa nie łap. - A słowa twojej propagandy, jak tłumaczyć w takim razie? - Jak?! Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. Ot jak. Tak i trzeba. Inaczej nas powyrzynają i o zdrowie nie zapytają. Amoriakin pokazuje siłę komunistów, wyjaśnia dlaczego wygrali. Czyny, czyny, czyny. Słowa są dla niekomunistów. Liczy się skutek. Na kartach „Lewej wolnej” nie znajdujemy za dużo liberałów, owych chwalców procedur („środków”). Liczy się albo Polska, albo Rewolucja. A rewolucja w swojej bezwzględności łamie każde procedury. System zakładników, przykładowo, przeczy zasadzie odpowiedzialności indywidualnej za czyn. Rewolucja tłamsi podstawowe zasady „cywilizacji”. Logika wojny jest nieubłaganna, bezwględna: Żydzi trafiają na stronę komunizmu ( a raczej trafią do mitu „żydokumuny”),Polacy na stronę reakcji ( a raczej na usługi „kapitalistów i faszystów”). Nieważne, że mamy paletę postaci żydowskich różnego rodzaju, Żydzi stają się komunistami, bo komunistami są Radek, Trocki i Kamieniew. Takim komunistą jest powieściowy Wolsof, przyjaciel Wintowta (zauważyć należy, że polscy ułani nie „kolegują” się z Żydami, co jest równie wymowne). Efektem stereotypów jest pogrom piński, który krwawo zaznacza przyjście Polaków na Polesie. NIEPODLEGOŚĆ BIAŁORUSI Na kartach powieści pojawia się często „zielony” oddział Bułak-Bałachowicza, który po pokoju ryskim próbował walczyć jeszcze o pierwszą niepodległość Białorusi, jednak został opuszczony i musiał wrócić na polską łaskę. Bolszewicy próbowali go potajemnie zabić, jednak przez przypadek kula dosięgła brata. Wojna polsko-bolszewicka toczyła się o tereny dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, tworu który panował na tych ziemiach od późnego średniowiecza do końca XVIIII wieku (pół tysiąclecia). Wojna polsko-bolszewicka na gruzach imperium carów była wiosną narodów, ale nie wszystkie narody wyszły z niej z swoją państwowością pod swoim liderem, jak Polska Piłsudzkiego, nie było Białorusi Bułaka, Ukrainy Petlury, ani Donu Krasnowa. Rosja sowiecka zgniotła ich zarzewie „czerwonym terrorem”. Z drugiej strony konfliktu, Izaak Babel, widząc morderstwa na jeńcach, nie miał wątpliwości pisząc: „jąkąż to wolność przynosimy, okropieństwo”. Zabijanie jeńców wojennych było znane po obu stronach (vide: polskie relacje Świtalskiego i Kukiela, zob. Chwalba, s.311),jednak to, co po polskie stronie było zbrodnią, po drugiej stronie stawało się zasadą działań. Skuteczną, i mroczną zarazem. LEKTURKI: Nasza wojna: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4988138/nasza-wojna Ósmy kontynent: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4897520/rosja-i-narody-osmy-kontynent-szkic-dziejow-eurazji Chwalba: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4931290/przegrane-zwyciestwo-wojna-polsko-bolszewicka-1918-1920 Ostatnie rozmyślania o „Zniewolonym umyśle”: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zniewolony-umysl-przedmowa-timothy-snyder/opinia/88699797 Z perspektywy Armii Czerwonej (Izaaka Babla): https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4986756/konarmia Z perspektywy Mazowsza: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4975949/mazowsze-polnocne-podczas-najazdu-bolszewickiego-1920-roku Z perspektywy Rembeka: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4971475/w-polu Z perspektywy Berezyny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/86536/nadberezyncy Z perspektywy Kozaków: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52865/cichy-don-tom-1
prej7 - awatar prej7
ocenił na611 miesięcy temu
Kontra Józef Mackiewicz
Kontra
Józef Mackiewicz
Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego. Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni. Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13) Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów. Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem. Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego). Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów: — Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary! Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”. Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55) W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi. Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną. Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy. I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów. Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni. Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać. Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192) Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą. Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259) — Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183) Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy),zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał),a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne. Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci. I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno… Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu… — Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę? — Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania! — Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na81 rok temu
Na skraju Imperium i inne wspomnienia Mieczysław Jałowiecki
Na skraju Imperium i inne wspomnienia
Mieczysław Jałowiecki
🖤🏇 Na skraju Imperium, czyli gawęda z siodła, dworu i własnego filtra 🏇🖤 📚 Co to jest: pierwsza część wspomnień Mieczysława Jałowieckiego — zapis świata kresowego, ziemiańskiego, carskiego i wojennego, widzianego przez człowieka, który był jednocześnie świadkiem historii i produktem własnej klasy. 🎧 Tryb lektury: częściowo czytane, częściowo słuchane w audiobooku — i tej książce to pomaga, bo Jałowiecki ma w sobie rytm gawędy. 🧠 Co zostaje najmocniej: nie tyle sama historia, ile filtr, przez który autor ją przepuszcza. ⭐ Moja ocena: 6/10 — ciekawe jako świadectwo epoki, ale dla mnie wyraźnie przecenione. To nie jest recenzja całego tomu „Na skraju Imperium i inne wspomnienia”, tylko pierwszej części — tej, która prowadzi przez kresowe dzieciństwo, rosyjskie imperium, ziemiański świat, wojnę i rozpad dawnego porządku. Jako wejście w epokę książka ma sens. Problem w tym, że nie zawsze interesujące świadectwo oznacza równie dobrą literaturę albo uczciwe rozpoznanie świata. Jałowiecki potrafi opowiadać. Ma oko do ludzi, miejsc, obyczaju i drobnych sytuacji. Czasem jedno wspomnienie odsłania więcej niż rozdział podręcznika: jak działał dwór, jak mieszały się języki, narodowości, klasy, lojalności i interesy. Najlepszy jest wtedy, gdy nie musi niczego udowadniać — tylko patrzy, zapamiętuje i opowiada. Bywa też naprawdę trafny, zwłaszcza gdy opisuje mentalność rosyjskiego imperium, moskiewski odruch władzy, chaos wojny i brutalną logikę rewolucji bolszewickiej. Tam jego nieufność często nie jest ślepym uprzedzeniem, tylko doświadczeniem człowieka, który widział, jak cienka bywa warstwa cywilizacji, gdy zaczyna pracować przemoc, strach i ideologia. Ale ten sam Jałowiecki bywa swoim największym ograniczeniem. Jego filtr jest bardzo wyczuwalny: ziemiański, klasowy, paternalistyczny, miejscami podszyty gotowymi sądami. Czasem krytyczne spojrzenie trafia w punkt, a czasem refleksja urywa się dokładnie tam, gdzie zaczynałaby być najciekawsza. Wtedy zamiast głębszego rozpoznania pojawia się szarża: trochę „my lepsi, oni gorsi”, trochę wielkopański ton, trochę przekonanie, że własny świat jest miarą wszystkich innych. I tu mam największy kłopot z zachwytami nad tą książką. Rozumiem wartość materiału historycznego. Rozumiem urok gawędy. Rozumiem też, że audiobook może ten tekst pięknie ponieść, bo dobrze czytany Jałowiecki brzmi jak świadek odchodzącego świata. Ale właśnie w tym tkwi pułapka: elegancki głos potrafi wygładzić rzeczy, które w samym tekście są dużo bardziej chropowate. Dlatego nie żałuję tej lektury, ale też nie dołączam do chóru zachwytów. „Na skraju Imperium” najbardziej cenię jako materiał do krytycznego czytania: zapis końca dawnego świata, ale też zapis mentalności człowieka, który nie stoi obok tego świata z lupą historyka. On stoi w jego środku — w dobrym płaszczu, z dobrym nazwiskiem, z dobrą pamięcią i z całym bagażem własnej klasy. 📌 Domknięcie: Warto znać, jeśli chce się zobaczyć dawny świat nie tylko w chwili rozpadu, ale też w jego własnych złudzeniach. Tylko trzeba słuchać Jałowieckiego uważnie: raz jako przenikliwego świadka, a raz jako człowieka, który sam nie widzi, jak mocno patrzy z dworu.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na63 godziny temu
Pożoga Zofia Kossak
Pożoga
Zofia Kossak
Rozflirtowane i wymuskane siostry Kossakówny, Maria - średnia choć miła dla ucha poetka i Magdalena - kąśliwa satyryczka , nazywały swą trochę starszą kuzynkę "ciotka Pożoga" - że niby taka ciągle poważna, sieriozna i rozmodlona. A jakaż mogłaby być, skoro w latach młodości, jako świeżo upieczona mężatka i mama dwóch maluchów przeszła w swym rodzinnym domu na Wołyniu prawdziwe piekło przemarszu wojsk, groźbę utraty życia własnego i rodziny, utratę majątku i gorzkie rozczarowanie polityką młodego polskiego państwa, które nie obroniło swych kresowiaków przed koszmarem pogromów. Na hasło "rzeź wołyńska" uruchamia się natychmiast sieć skojarzeń z krwawymi wydarzeniami lat czterdziestych XX wieku. Mało kto zdaje sobie sprawę, że końcówka I wojny światowej, rewolucja bolszewicka i kształtowanie nowych granic na wschodzie Polski, były nie mniej krwawe i kto wie, czy nie bardziej dramatyczne dla ponad 350 tysięcy Polaków zamieszkujących Wołyń. Nie przyszli tam znikąd, ale na prawie przyłączenia Wołynia do Królestwa Polskiego w XVI wieku. Tam była ich ojczyzna, tam żyli, tam gospodarowali i funkcjonowali w wielonarodowym tyglu Rusinów, Kozaków, Żydów, Niemców i Rosjan. Jak pisał Jacek Kurski o kresach - dwory były polskie, miasta żydowskie, a wieś ukraińska. Aż po kilkuset latach miejscowi powiedzieli - dość i zgotowali polskim panom koszmarną ścieżkę zdrowia. Kossak-Szczucka widziała na własne oczy przewalanie się niezliczonych oddziałów wojsk niemieckich, kozackich, petlurowców, zbuntowanych chłopów, bolszewików wreszcie. Była świadkiem mordów, grabieży, wypędzeń właścicieli majątków, pożarów i dewastacji. Bo najgorsze dla pisarki było pospolite demolowanie i bezmyślne niszczenie dóbr. Rozumiała pospolitą kradzież z chęci posiadania czegoś, jednak deptanie obrazów, wyrywanie desek z podłogi, plucie i rwanie drogocennych książek - wreszcie marnowanie na zatratę ukochanych, wypieszczonych koni z majątków, były ponad siły tej urodzonej w siodle koniary. Bo takie zachowania były zwyczajne dla zbolszewiałych, pijanych nienawiścią do Polaków oddziałów. Ta nienawiść zdawała się być siłą napędową tych wszystkich mordów na niewinnych, zarzynania dzieci, strzelania do kobiet. Polacy nie byli odosobnioną grupą poszkodowanych - opis żydowskiego pogromu, gdzie w jeden dzień metodycznie i starannie zarżnięto i zamęczono kilka tysięcy Żydów podnosi włosy na głowie i mrozi krew. Gdyby to była powieść historyczna - ach, chciałabym! - pomyślałabym, że Autorkę nieco poniosły wyobraźnia i ukryte sadystyczne instynkty. Niestety ta książka jest spisanym na bieżąco, bardzo emocjonalnym, lecz jednak rzetelnym i dokładnym świadectwem historii i dwuletniej gehenny naszych rodaków na wschodzie. Nie sposób też nie wspomnieć o przepięknej polszczyźnie, obrazowej w każdym opisywanym detalu - wzruszająco sielskiej i bajkowej przy opisach przyrody i spokojnego kresowego gospodarowania, dramatycznie dobitnej w obrazowaniu morderstw i wojennego zdziczenia. Jeśli dziś wydaje się nieco egzaltowana i staroświecka, to przypomnijmy sobie, że książka ma ponad sto lat, a umiejętności pisarskie Autorki kształtował jeszcze wiek dziewiętnasty. To bezcenne świadectwo historii, piękna literatura i powód do przywrócenia pamięci bardzo dzielnej i niezłomnej kobiety, świetnej pisarki, Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, wielkiej patriotki i depozytariuszki polskości.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Lisowczycy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lisowczycy