Nie tylko Umberto Eco
Dawniej byli Dante i Petrarka, kilka stuleci później objawili się Italo Calvino i Umberto Eco. Włoscy pisarze od zawsze wiedli prym w świecie literatury. Dziś właśnie o nich – w pięciu odsłonach.
Na hasło „literatura włoska” wielu odruchowo odpowie: Umberto Eco. Jego słynna książka Imię róży i zabawne felietony zebrane w Zapiskach na pudełkach zapałek jako pierwsze nasuwają się na myśl, gdy szuka się w pamięci przykładów książek napisanych przez Włochów. Nie wspomnieć przy tej okazji o Italo Calvino i jego powieściach, chociażby o Jeżeli zimową nocą podróżny, czy o zbiorze esejów poświęconych dżumie, jaka zaatakowała język, czyli o Wykładach amerykańskich, byłoby grzechem lub solidnym niedopatrzeniem – w zależności od światopoglądu.
Jednak zatrzymać się na parze, nawet o tak niemałej randze, to trochę mało. Jakich jeszcze świetnych pisarzy zrodziły Włochy w XX wieku?
W świetności dominuje Alberto Moravia. Chwilę waham się nad wyborem najlepszej jego powieści, ale nie, jednak odrzucam Pogardę, i biorę pod uwagę i do ręki Nudę. „Nie chce mi się robić absolutnie nic, mimo iż gorąco coś robić pragnę” – to jedno z pierwszych zdań tej powieści. Tak, tytuł zdradza tematykę. Lecz ten, kto myśli, że o nudzie można tylko przynudzać, myli się po stokroć i winien co prędzej sięgnąć po książkę tego ironicznego, zdystansowanego językowego dandysa, jakim jest Moravia.
A skoro już o stylistycznym sznycie mowa, to z ogrodów przy onieśmielająco pięknej, choć niszczejącej rezydencji wynurza się Giuseppe Tomasi di Lampedusa. Lampart to wspaniała powieść – sporo w niej historii Włoch, co niektórych może zrazić, ale warto skupić się na urzekającym sposobie widzenia ludzi, miejsc i rzeczy, jaki reprezentuje ten włoski Proust. Nie, nie, spokojnie: jego zdania mieszczą się w paru linijkach, ale żal za minionym bezpowrotnie czasem, i realistyczna ocena przeszłości, swoisty humor i ironia czynią go godnym rywalem francuskiego twórcy.
Urokliwe są również książki, zazwyczaj niewielkie objętościowo, lecz przepełnione emocją, Antonio Tabucchiego. Jedna z nich, Robi się coraz później, ukazała się we Włoszech w 2001 roku i od razu przyciągnęła uwagę wielu czytelników. Autor określa ją z humorem jako „małą kieszonkową komedię ludzką”, ale tak naprawdę jest to proza miłosna w formie 18 listów. Tylko jeden z nich napisała kobieta.
Zostańmy jeszcze chwilę przy miłości (może doda nam skrzydeł). Jedną z najgłośniejszych powieści włoskich ostatnich lat był Jedwab Alessandro Baricco. Opowiada o francuskim kupcu i o jego podróżach do Egiptu, Syrii i Japonii, gdzie zakochuje się w młodej dziewczynie, której jednak nigdy nie wyznaje miłości. Czy zatem warto podróżować?
Według Claudio Magrisa – tak. Nie przepadam za jego powieściami, ale jego szkice Podróż bez końca wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dlaczego warto jeździć po świecie? I dlaczego warto o tym pisać? M.in. na te pytania poszukuje odpowiedzi w swoich esejach. „Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu, we własnym mieście i własnym świecie udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia. W dodatku to w domu rozgrywa się nasze życie, szczęście i nieszczęście, namiętność, los. Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka”.
A Wy? W jakich włoskich powieściach poszukujecie odpoczynku od wszelkiego prawdziwego ryzyka?
Zdjęcie przedstawia Alberto Moravię, a pochodzi z Wikipedii.
komentarze [10]
Właśnie jestem świeżo po lekturze "Podróży bez końca" Claudio Magrisa. Czuję się absolutnie uwiedziony jego esejami.
W tym roku wróciłem też do dawno czytanych autorów włoskich, jak Niccolo Ammaniti. Polecam jego mocną powieść o końcu dzieciństwa "Nie boję się" rozgrywającą się w wiosce zagubionej pośród pól pszenicy albo z okazji zbliżającego się końca roku przewrotny...