Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Ewa Smaś 
18 lat, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę i 3 cytaty, ostatnio widziany 3 dni temu
Teraz czytam
  • Pojedynek
    Pojedynek
    Autor:
    Nigdy nie mieli być razem. 17-letnia Kestrel, córka generała, prowadzi ekstrawaganckie życie i cieszy się wieloma przywilejami. Arin nie ma nic poza koszulą na grzbiecie. Kestrel jednak, pod wpływem i...
    czytelników: 1688 | opinie: 131 | ocena: 7,71 (543 głosy) | inne wydania: 1
  • Przegląd Końca Świata: Feed
    Przegląd Końca Świata: Feed
    Autor:
    „Świt żywych trupów” Romero, „Martwe zło” Raimiego czy „28 dni później” Boyle’a – to co było fikcją, stało się rzeczywistością. Czy wiedza wyniesiona z klasycznych horrorów pomoże ludzkości przetrwać...
    czytelników: 2750 | opinie: 190 | ocena: 7,33 (764 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-23 10:06:15
Autor:
Cykl: Stare Królestwo (tom 1)
 
2017-06-22 09:54:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Carve the Mark (tom 1)
 
2017-06-18 21:49:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Rok 2017
Cykl: Francis Urquhart (tom 1)

Książka ma 400 stron. 300 to flaki z olejem, a ostatnie 100 było całkiem całkiem, z tym że ostatnie ostatnie 30 zasługuje na 5*. I weź tu człowieku wyciągnij średnią ._.

 
2017-06-14 20:27:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Pełna recenzja dostępna pod linkiem: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/chodz-pomaluj-moj-swiat-chodz-pomaluj.html

Miłość, która przełamała świat została bardzo dziwnie, wręcz chaotycznie i niejasno napisana, co równocześnie jest jej dużą wadą jak i ogromną zaletą. Podczas lektury trzeba maksymalnie skupić swoją uwagę na czytanym tekście, by cokolwiek zrozumieć z zawiłego toku...
Pełna recenzja dostępna pod linkiem: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/chodz-pomaluj-moj-swiat-chodz-pomaluj.html

Miłość, która przełamała świat została bardzo dziwnie, wręcz chaotycznie i niejasno napisana, co równocześnie jest jej dużą wadą jak i ogromną zaletą. Podczas lektury trzeba maksymalnie skupić swoją uwagę na czytanym tekście, by cokolwiek zrozumieć z zawiłego toku prowadzenia narracji. Najpierw myślałam, że wynika to z błędu autorki i nieumiejętnie stworzyła główną bohaterkę, która zdawała się być małym półgłówkiem, nic nierozumiejącym, nic niewyjaśniającym, niedopowiadającym wielu ważnych szczegółów narratorem. Jednak wkrótce się okazało, że tak właśnie miało być, a wszystko pięknie wyjaśnia się na końcu, gdzie wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsce. Bardzo lubię książki, których zakończenie jest idealną konkluzją dla całej historii, gdzie rozwiązują się wszystkie wątki i nagle całą fabuła nabiera sensu. Jednak w przypadku Miłości, która przełamała świat ciężko było mi dotrwać do momentu, w którym zaczęłam rozumieć, co się dzieje. Natalie widzi różne rzeczy i niby nam się wydaje, że wiemy, o co chodzi, by za kilka stron jednak znowu pozostać zdezorientowanym. Autorka tylko kilka razy usunęła mi grunt spod nóg, ale to mi wystarczyło, by czuć się jak na rollercoasterze i nie wiedzieć, gdzie jest góra a gdzie dół. Często musiałam wracać parę akapitów wstecz, by sprawdzić, czy może jednak czegoś nie przeoczyłam, co zdecydowanie utrudniało mi lekturę i zniechęcało. Później się przyzwyczaiłam, a te niejasne zdarzenia zaczęły być wyjaśniane. Wtedy poszło już z górki, ale cały czas z dużym skupieniem trzeba było śledzić tok narracji, by znowu się nie zgubić.

Rzecz, która mi się bardzo podobała to to, że z jednej strony książka strony opowiada historię o nastolatkach, która skierowana jest przede wszystkim do nastolatków, a z drugiej porusza tematy ideologiczne, kulturowe i rasowe, i robi to w niebanalny sposób. Natalie urodziła się w indiańskiej rodzinie i została adoptowana tuż po przyjściu na świat. Po swojej biologicznej matce odziedziczyła wygląd charakterystyczny dla tej kultury i z tego powodu boryka się z wieloma problemami w szkole. Autorka postarała się też przybliżyć tym czytelnikowi sytuację plemion indiańskich w Stanach, ich pozycję społeczną, sposób, w jaki się ich traktuje i jakie mają prawa jako mniejszość. W książce zawarto też liczne podania i opowieści wywodzące się z kultury indiańskiej na temat ich wierzeń i przesądów. Ta część powieści zdecydowanie najbardziej mnie zainteresowała.

pokaż więcej

 
2017-06-13 10:00:58
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: An Ember in the Ashes (tom 2)
 
2017-06-11 12:10:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Pełna recenzja znajduje się na: http://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/ta-ksiazka-mogaby-byc-dobra-podpaka-do.html

Wymienię wszystkie powody, dla których nowa powieść Meyer zasługuje na bluzgi, poniżenie i dezaprobatę, a będzie ich tutaj dużo, oj dużo.

Chemik jest określany jako thriller z dużą ilością akcji. Wszystko zaczęło się bardzo dobrze. Gdy już przebrnęliśmy przez te...
Pełna recenzja znajduje się na: http://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/ta-ksiazka-mogaby-byc-dobra-podpaka-do.html

Wymienię wszystkie powody, dla których nowa powieść Meyer zasługuje na bluzgi, poniżenie i dezaprobatę, a będzie ich tutaj dużo, oj dużo.

Chemik jest określany jako thriller z dużą ilością akcji. Wszystko zaczęło się bardzo dobrze. Gdy już przebrnęliśmy przez te kilkanaście stron poświęconych Alex, dobrnęliśmy do pierwszego wątku mającego zakreślić przyszłą akcję. Byliśmy na bardzo dobrej drodze do uzyskania powieści pełnej nagłych zwrotów akcji i trzymania czytelnika w oczekiwaniu na kolejne posunięcia bohaterów. Ale w tym momencie Meyer stanęła na skrzyżowaniu, gdzie drogowskaz w lewo prowadził do zawirowań i dreszczy emocji, a w prawo do romansu rodem z Mody na sukces. Zgadnijcie, którą drogę obrała autorka i dlaczego postawiła na rozwinięcie wątku miłosnego. Kierunek niby był ten sam, ale zwrot kompletnie przeciwny.

Już od tej pierwszej sceny, w której zaczyna się akcja, wiemy, między kim a kim rozegra się główny wątek miłosny. I jego obecność była tak samo pewna jak rozpad One Direction. Tylko, że gdzie podziała się cała zabawa w gonienie króliczka, skoro króliczek jest już złapany kilkadziesiąt stron dalej? Niestety za sprawą sfinalizowania całego romansu tak wcześnie, bohaterowie biorący w nim udział zmieniają się o 180 stopni, na swoją niekorzyść. Alex na początku była całkiem fajną babką, ale gdy się zakochała, dostała jakiegoś małpiego rozumu. Do tego cała ta akcja miłosna była wyciągnięta z kapelusza. Bo niby wiemy, że oni i tak będą razem, ale gdy już dostajemy na to potwierdzenie, jest ono tak sztucznie słodko pokazane, że już nawet lizaki odpustowe mają w sobie mniej chemii i cukru. I niestety od tego momentu aż do samego końca słodycz leje się jak woda w wodospadzie Niagara.

No ale jeszcze jest jedna rzecz. Przecież główni protagoniści muszą stawić czoła niecnym planom! I tutaj jest kolejny, równie wielki problem. Na przestrzeni całej powieści autorka wprowadza co najmniej trzy złe charaktery, które bezpośrednio nie biorą udziału w akcji, bo więcej się o nich mówi, niż rzeczywiście się z nimi działa. Tylko, że każdy z nich po kilku rozdziałach zostaje zapomniany i zignorowany, bo pojawił się ten nowy. Intryga z samego początku skłaniała nas do wniosku, że akcja pójdzie w tą i tą stronę, ale Meyer coś chyba się nie mogła zdecydować, kogo uczynić tym głównym villianem. Tak motała i mieszała, że ja już w końcu nie wiem, o którą tą intrygę się miało rozbijać. Zamiast stworzyć jednego porządnego Voldemorta z gwardią pomocników w postaci Śmierciorzerców, dostaliśmy trio Doktorów Dundersztyców, powiązanych ze sobą jak sznurki z bielizną. I żadna próba uargumentowania danej machlojki nie wypadła przekonująco.

Nie otrzymujecie mojego błogosławieństwa co do kupienia i przeczytania Chemika. Wręcz nakazuję wam, byście omijali tę książkę łukiem o największym promieniu, jaki jest możliwy. Ta powieść to zmarnowany potencjał, zbiór nieskończonej ilości złych decyzji na skończonej ilości 600 stron oraz ogromny zawód dla wszystkich fanów Stephenie Meyer.

pokaż więcej

 
2017-06-09 13:53:41
 
2017-06-06 17:53:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-06-04 18:37:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2017-06-04 17:31:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Fragment recenzji pochodzi z bloga: http://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/jak-poradzic-sobie-z-bolem-strata-i.html

Ludzie są w stanie wymyśleć rozwiązanie każdej sytuacji. Dwa tysiące lat temu nawet nikomu się nie śniło, że w 2017 roku będą istniały dziwne maszyny na czterech kołach żywiące się benzyną i poruszające się po miejskich ulicach, że z jednej półkuli na drugą będzie można...
Fragment recenzji pochodzi z bloga: http://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/06/jak-poradzic-sobie-z-bolem-strata-i.html

Ludzie są w stanie wymyśleć rozwiązanie każdej sytuacji. Dwa tysiące lat temu nawet nikomu się nie śniło, że w 2017 roku będą istniały dziwne maszyny na czterech kołach żywiące się benzyną i poruszające się po miejskich ulicach, że z jednej półkuli na drugą będzie można dotrzeć w przeciągu kilkunastu godzin, a nie kilkuset dni, że w kieszeni każdego człowieka znajdować się będzie prostokątne urządzenie z pięciocalowym ekranem za którego pośrednictwem można się połączyć z osobą w innym mieście czy kraju. Skoro można udoskonalić sobie życie najnowocześniejszą technologią, wynaleźć kolejne lekarstwa na raka i Alzheimera, to czemu nie można by było spróbować odkryć środka uśmierzającego cierpienie nie tylko fizyczne ale i psychiczne?

Rozmiary książki są niewielkie. Na zaledwie 240 stronach autorka była w stanie poruszyć trudne i kontrowersyjne tematy, a także przedstawić jednocześnie najbardziej optymistyczną i pesymistyczną wizję przyszłości. Jeśli cierpienie z powodu utraty bliskiej osoby może zostać uleczone, dlaczego by z tego rozwiązania nie skorzystać? Przecież istnieje cała gama plusów. Ale czy takie kolejne zabiegi nie mają żadnego wpływu na ludzką osobowość?

Przyznajcie, pomysł na świat bez bólu ze stałym dostępem do Sieci, gdzie praktycznie przeniosło się całe życie, brzmi ciekawie, prawda? I tak też jest, chociaż autorka dość miernie poradziła sobie z wykreowaniem realiów rządzących współczesnością Astrid i Silasa. Nie udzielała zbyt dużo szczegółów na jej temat i nie przedstawia faktów. Postawiła na wrzucenie czytelnika prosto w rzeczywistość bohaterów, żeby sam się zorientował, o co chodzi, a wszystkie niejasności wyłapał z kontekstu. Niektóre aspekty aż się prosiły o rozwinięcie i dopowiedzenie kilku słów, ale niestety tego zabrakło.

Przede wszystkim Punkt porusza dwa najbardziej aktualne problemy z naszego współczesnego świata; do czego może nas doprowadzić rozwój internetu i jak daleko zajdzie medycyna? Autorka przedstawiła bardzo ponurą przyszłość, która ma duże szanse, by się spełnić. I nie zdziwię się, jeśli za kilkadziesiąt czy kilkaset lat rzeczywistość naszych prawnuków z dziewiątego po nas pokolenia będzie wyglądała właśnie tak, jak sen Silasa opisany przeze mnie na samym początku.

pokaż więcej

 
2017-06-04 14:56:41
Ma nowego znajomego: pagesofreader
 
2017-06-03 19:09:10

To ja też! U mnie recenzje książek, seriali, filmów i okazyjnie jakiś większych eventów a także tematy okołoksiążkowe ;)

https://toreador-nottoread.blogspot.com/

więcej...
 
2017-06-01 15:54:35
Ma nowego znajomego: agaa112
 
2017-05-28 14:38:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-05-28 12:30:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 2)

Pełna recenzja: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/05/rhysand-mym-bogiem-dwor-mgie-i-furii.html

Akcja ACOMAFu nie zaczyna się od razu po ostatnich scenach ACOTARu, ale dostajemy małe streszczenie, co się działo pomiędzy jedną a drugą książką, na czym stoją nasi bohaterowie i ogólnie, co się aktualnie dzieje. Paradoksalnie wychodzi to nam na wielki plus, bo nie musimy patrzeć, jak...
Pełna recenzja: https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/05/rhysand-mym-bogiem-dwor-mgie-i-furii.html

Akcja ACOMAFu nie zaczyna się od razu po ostatnich scenach ACOTARu, ale dostajemy małe streszczenie, co się działo pomiędzy jedną a drugą książką, na czym stoją nasi bohaterowie i ogólnie, co się aktualnie dzieje. Paradoksalnie wychodzi to nam na wielki plus, bo nie musimy patrzeć, jak Feyra adaptuje się do swojej nowej roli i nowego świata. Przeczuwam, że rozwlekły opis jej uczuć i wątpliwości byłby dość nużący.

Podczas lektury towarzyszyło mi kilka pytań. O co chodzi z Rhysem? Dlaczego wszyscy tak nie cierpią Tamlina? Na to drugie odpowiedziałam sobie już w pierwszym rozdziale. Teraz oficjalnie przyznam wszystkim rację, bo im dalej w las, tym było gorzej. Tamlin to bezczelny, irytujący dupek. Co śmieszniejsze, nawet nie ma go tutaj tak dużo, a i tak działał mi na nerwy. Za to jeśli chodzi o Rhysa… Pojęcie fenomenu jego postaci zajęło mi trochę dłużej, ale efekt został osiągnięty i dołączam do #TeamRhys.

Pierwsza część była zainspirowana baśnią o Pięknej i Bestii, czego się w żadnym momencie ukryć nie dało, jednak ja mało zwracałam na to uwagi. ACOMAF także dużo czerpie z tej francuskiej historii ludowej, ale w innym aspekcie. Może nadinterpretuję, ale sposób, w jaki mówi się o układzie Feyry z Rhysem zawartym w pierwszym tomie, przypomina mi trochę inny punkt widzenia na baśń. Ale na tym autorka nie poprzestała. Mitologia grecka także dorzuciła tu swoje trzy grosze, szczególnie mit o Korze i Demeter. Chociaż to też nie rzuca się za bardzo w oczy, chyba że pragnie się dostrzegać wszystkie szczegóły i z uwagą ich wypatruje na każdej stronie. Bo po jakimś czasie ja się przyzwyczaiłam i stało się to czymś normalnym. Albo po prostu o tym zapomniałam.

Powieść ma dwie bardzo duże wady. Niestety, ale bardzo czuć, że została napisana przez Maas, bo utrzymana została w typowym dla niej stylu, czyli w książce mającej blisko 800 stron przez 500 dzieje się wszystko, ale w sumie to nie dzieje się nic, przez kolejne 200 zawiązują się wszystkie ważne wątki powieści, a przez ostatnie 100 autorka wszystko zakańcza w taki sposób, że czytelnik musi sięgnąć po kolejny tom. W tym wypadku podczas tej pierwszej połowy Maas postawiła na historię krainy Fae, poznanie hierarchii rządzącej tamtym światem, rozwinięcie relacji pomiędzy wszystkimi głównymi bohaterami, trochę kłamstw i intryg, czemu nie umniejszam w żaden sposób, ale jednak odnoszę wrażenie, że zostało to wszystko zbyt rozwleczone i poprzeplatane scenami, które nie mają na nic wpływu, a są zwykłymi zapchaj-dziurami.


Dwór mgieł i furii jest bardzo dobrą kontynuacją serii, ale nie uznałabym go za arcydzieło, bo według mnie nie pobił pierwszej części. Maas utrzymała wszystko na jednym poziomie, także nie rozumiem wszystkich zachwytów pod tym względem, jakoby miał być lepszy. Chyba, że chodzi o Rhysa, w takim razie to ma sens, bo to Rhys gra tu główne skrzypce i bez niego to już nie byłoby to samo.

Książka liczy sobie prawie 800 stron, ale gwarantuję ci, że nawet nie zauważysz, jak ją skończysz i będziesz chcieć więcej. Ja już nie mogę się doczekać kolejnej części, bo zaczynam powoli tęsknić za Rhysem. Nie spodziewałam się, że skradnie moje serce, a jednak, książkowe crushe nigdy nie wybierają, prawda?

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
686 26 134
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (13)

Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd