Pan Samochodzik i złota rękawica

Okładka książki Pan Samochodzik i złota rękawica autora Zbigniew Nienacki, 8385875166
Okładka książki Pan Samochodzik i złota rękawica
Zbigniew Nienacki Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza "Warmia" Cykl: Pan Samochodzik (tom 13) literatura dziecięca
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Cykl:
Pan Samochodzik (tom 13)
Data wydania:
2001-02-08
Data 1. wyd. pol.:
2001-02-08
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
8385875166
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pan Samochodzik i złota rękawica w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pan Samochodzik i złota rękawica



książek na półce przeczytane 1668 napisanych opinii 858

Oceny książki Pan Samochodzik i złota rękawica

Średnia ocen
6,9 / 10
952 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pan Samochodzik i złota rękawica

avatar
154
69

Na półkach:

Pan Samochodzik cóż dodać więcej :) mam wrażenie że tym razem autor na znalezienie złotej rękawicy wpadł pod koniec książki, jak dla mnie samo zdarzenie nastąpiło nagle, od początku pociągniętych zbyt wiele charakterów i osób z którymi w trakcie „żegnamy się” jakoś tak nagle.

Pan Samochodzik cóż dodać więcej :) mam wrażenie że tym razem autor na znalezienie złotej rękawicy wpadł pod koniec książki, jak dla mnie samo zdarzenie nastąpiło nagle, od początku pociągniętych zbyt wiele charakterów i osób z którymi w trakcie „żegnamy się” jakoś tak nagle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
7666
7643

Na półkach:

Interesująca książka przygodowo-historyczna.

Interesująca książka przygodowo-historyczna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
58
24

Na półkach:

Wspominam z sentymentem.

Wspominam z sentymentem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3384 użytkowników ma tytuł Pan Samochodzik i złota rękawica na półkach głównych
  • 3 025
  • 359
639 użytkowników ma tytuł Pan Samochodzik i złota rękawica na półkach dodatkowych
  • 438
  • 70
  • 30
  • 30
  • 20
  • 17
  • 17
  • 17

Tagi i tematy do książki Pan Samochodzik i złota rękawica

Inne książki autora

Zbigniew Nienacki
Zbigniew Nienacki
Właśc. Zbigniew Tomasz Nowicki, polski pisarz i dziennikarz. Syn Jana i Cecylii z Daneckich. Ojciec był urzędnikiem, a matka nauczycielką. Zadebiutował w wieku 17 lat. Największą sławę przyniosła mu seria powieści dla młodzieży o przygodach Pana Samochodzika, muzealnika-detektywa. Opinię pisarza kontrowersyjnego i niestroniącego od erotyki zawdzięcza powieściom dla dorosłych, między innymi Raz w roku w Skiroławkach, oraz powieści historycznej Dagome iudex. Seria o przygodach Pana Samochodzika była kontynuowana przez innych pisarzy (m.in. przez Jerzego Ignaciuka, Andrzeja Pilipiuka pod pseud. Tomasz Olszakowski, Sebastiana Mierzyńskiego, Arkadiusza Niemirskiego i innych). W sumie wydawnictwo Warmia wydało ponad 100 tomów przygód Pana Samochodzika!
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pan Samochodzik i kindżał Hasan-Beja Jerzy Szumski
Pan Samochodzik i kindżał Hasan-Beja
Jerzy Szumski
Zakończyłem dziś kolejny tom Pana Samochodzika. Cóż, muszę przyznać, że koncepcja i pomysł był, wykonanie wyszło średnio ale powyżej średniej. Pan Szumski dzielnie podążył tropem Nienackiego opisując "nowe" przygody "nowych" bohaterów. Cieszy mnie udział pana Tomasza w przygodach jego podwładnego. Jest jak swego rodzaju guru uzupełniając myślenie w rozwiązywaniu zagadki Pawłowi. Jednak w większości jest już postacią poboczną oddając palmę pierwszeństwa swojemu następcy. Przygoda ze skarbem, kradzież, Batura, piękne kobiety, wykwintne jachty, pościgi to cała esencja tych książek. I nawet pod piórem nowego autora, mimo widocznych różnic, warta jest kontynuacji czytania. Choć może troszeczkę przewidywalna akcja, i troszeczkę niepotrzebna (lub zbyt mało rozwinięta) opowieść o Nessie z Lisuń powodują zwolnienie akcji, to nadal jednak akcja pędzi do przodu :) młodzi, dzielni Łodzianie, w swoim stylu dodają uroku powieści, nawiązania do poprzednich tomów pomagają nam przypomnieć sobie jedność wszystkich powiesci o panu Samochodziku. Niestety nie poznaliśmy zalet wspaniałego Rosynanta ale myślę że jeszcze przyjdzie na to czas w kolejnych tomach. Batura junior mężnie stawia kroki swojego ojca wzbogacając akcję i suspens książki. Odkładam na półkę 17ty już tom i sięgam natychmiast korzystając z pięknego wieczoru po kolejny. Polecam Szumskiego i dalsze przygody Pawła, Tomasza, Batury, które wyszły spod jego pióra :)
Przemysław Kowalski - awatar Przemysław Kowalski
ocenił na73 lata temu
Pan Samochodzik i Niewidzialni Zbigniew Nienacki
Pan Samochodzik i Niewidzialni
Zbigniew Nienacki
To ciekawe, ale dopiero teraz spostrzegam, jak wiele uwagi poświęcił Pan Zbigniew Mazurom w swoich książkach. W sumie trudno się dziwić, autor Pana Samochodzika mieszkał w Jerzwałdzie, toteż opisywane miejsca i osady mają swoje odpowiedniki w terenie. Zmagania z „Niewidzialnymi” nie toczą się wyłącznie we Frankfurcie nad Menem, ale przede wszystkim w trójkącie Pisz – Jezioro Śniardwy - Ostróda. Dla mnie to miła podróż sentymentalna, sporo opisywanych miejscowości miałem okazję poznać osobiście. Co do samej fabuły, to pewne zastrzeżenia budzą po latach górnolotne wypowiedzi o (nad)polskości regionu mazurskiego czy powinności stawiania oporu rewizjonistycznym żywiołom z RFN. Ale akcja powieści toczy się w pierwszej połowie 1974 roku, toteż ten element „dydaktyczny” nie jest dziwny. Z drugiej strony na plus zaliczam umiejętne dawkowanie informacji o historycznych postaciach z Mazur. Z postaci ciekawie naszkicowano postaci kobiece, szczególnie niejednoznaczna w swoich działaniach detektyw Greta Herbst. Podziw głównego bohatera (starego kawalera z zamiłowania) dla tej postaci nie jest w sumie zaskoczeniem. Na tym tle nowa współpracowniczka Tomasza N.N., czyli panna Monika, jawi się trochę trzpiotowato. Powracają starzy znajomi w osobach dyrektora Marczaka oraz „indiańskiego” duetu Winnetou i Wielki Bóbr (chociaż maniera posługiwania się żargonem zapożyczonym z westernów może dziś odrobinę razić). Natomiast zaskakującą rolę Autor przydzielił dla odwiecznego przeciwnika Pana Samochodzika, czyli Waldemara Batury. Ni to rywalizacja, ni to współpraca, hmm…. Sam wehikuł kolejny raz nie odgrywa szczególnej roli; mam wrażenie, że w miarę rozwoju serii Pan Zbigniew celowo marginalizował zalety pojazdu głównego bohatera. Dla wielu czytelników jest to bodaj ostatnia klasyczna powieść z cyklu. Do takiej tezy bym się przychylił, chociaż partie poświęcone metodom działania gangu „Niewidzialnych” wydają mi się pobieżne i mało dopracowane.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na74 miesiące temu
Niewiarygodne przygody Marka Piegusa Edmund Niziurski
Niewiarygodne przygody Marka Piegusa
Edmund Niziurski
Wkp „przez niemal całą powieść głównego tytułowego bohatera nie ma na jej kartach. Co, o dziwo!, wcale nie razi.” Jak w „Cyryl, gdzie jesteś?” lecz oczywiście z Markiem znacznie śmieszniej. Można by pomyśleć, iż Piegus jest przydomkiem czy przezwiskiem, jednak jego rodzice mają takie nazwisko, nie wiadomo czy pozostałe, jak Zdeb czy Bosmann, są nazwiskiem czy ksywą. Przygody niewiarygodne zatem nie należy rozważać co z tego mogło zaistnieć. Pierwsza przygoda opowiedziana w pierwszej osobie. Marek próbuje odrobić prace domowe, lecz to zadaniem ponad siły. Co chwila ktoś do niego wpada i przeszkadza. Czemu do niego ? Wpierw jacyś chcą grać w piłkę. Później Grzesiek i Czesiek z pchłami (dłuższa sprawa, trochę przesolili). Następnie Ciocia Dora, przypominająca Ciotkę Paszczaka, lubi wszystkimi rządzić. Niby dla ich dobra. Zemdlała, kiedy pchły ją oblazły. Zaraz po tym jakichś trzech, co trenowali boks. Następnym był znajomy pana Surmy, sublokatora. Wreszcie dwóch z bombą, którą chcieli odpalić (bezskutecznie na szczęście). I jeszcze jakiś wędkarz, co zrobił straszny bałagan. Na koniec pogotowie dla żartu wezwane przez znajomego dla żartu. Przy pierwszym podejściu ryczałam ze śmiechu. Wszyscy w koło patrzyli pytająco co mi znowu odbiło. Oczywiście powtarzałam na głos w najmniej odpowiedniej chwili najlepsze kawałki („wszyscy jesteście zdechlakami” słowa cioci) tak jak powiedzonka Kapitana z „Wesołego Diabła” (książki) czy Ducha z „Pamiętników Tatusia Muminka”. Druga przygoda podobna do pierwszej, tym razem w szkole na przerwie. Również w pierwszej osobie. Marek na swe nieszczęście był dyżurnym i miał przygotować salę na urodziny nauczycielki. Zanim zdążył coś zrobić wszedł starszak Zdeb i kazał siebie ogolić, jakby sam nie mógł. – To golenie należy do obowiązków dyżurnego? – A co, nie wiedziałeś? Oczywiście od razu go zaciął. Tu chyba Pan Edmund przesolił. Ledwo zacięty wybiegł z klasy, przyszła Buba, siostra bokserów z pierwszej przygody i kazała sobie zrobić manicure, jakby sama nie mogła. Już przy pierwszym podejściu ją skaleczył. Strach pomyśleć co jeszcze by z tego wyszło, na szczęście przyszedł Pumeks i nie po dżentelmeńsku kazał jej iść won. – Nowy dyżurny? – Tak jest, proszę kolegi. – Nie wyglądasz mi zbyt mądrze. Wiesz, kim jestem? – Ko… kolega jest przerośniętym Pumeksem, wyczynowcem. – Nieścisłe. Jestem Pumeksem Drugim i w ten sposób odróżniam się od mojego brata, Pumeksa Pierwszego, który zresztą nie dorasta mi do pięt. Powtórz! Powtórzył. – Dobrze. Podpowiadać umiesz? – To podpowiadanie należy do obowiązków dyżurnego? – A co, nie wiedziałeś? Dotknąć czoła znaczy “jeden”, dotknąć nosa “dwa”, dotknąć brody “trzy”, dotknąć ucha “cztery”, nadąć policzki “pięć”, zrobić ryjek “sześć”, zęby wyszczerzyć “siedem”, język pokazać “osiem”, kaszlnąć “dziewięć”, ziewnąć “zero”, drapać się jedną ręką odjąć, drapać się dwoma rękami “dodać”, pięść pokazać “pomnożyć”, dwie pięści pokazać “podzielić”. A teraz powtórz! – Zrobić ryjek “sześć”… – Tylko o ryjku zapamiętałeś, co za cymbał! Uważaj, nadaję sygnał! Nadął policzki, podrapał się w głowę dwoma rękami, a potem wyszczerzył zęby. – No, co zrobiłem? – Małpę. Ten język migowy przypomina „Tajemny szyfr” („Mikołajek i inne chłopaki”) palec na nosie – to litera „a”, palec na lewym oku – to „b”, palec na prawym oku – to „c” itd. nie służył do podpowiadaia, choć mógł. Pumeks chyba najbardziej mnie rozbawił. Dalszy ciąg opuszczam. Wszystko obracało się przeciwko Markowi i w końcu zaglądał do lusterka, czy osiwiał. Trzecia przygoda najdłuższa, opowiedziana w trzeciej osobie. Na tle pozostałych jakby sprawia wrażenie utrzymanej bardziej w granicach prawdopodobieństwa. Marek będąc na wagarach (nie całkiem dobrowolnie, ale jednak) omyłkowo zamienił tornister z jakimś chłopakiem, zresztą było to winą tamtego. Gdy Marek wracał do domu, widział że śledzi go jakiś okularnik z brodą. W nocy nastąpiło włamanie. Pan Surma zbił szybę rzucając butem we włamywacza. – Mój but! – jęknął kuzyn Marka – Nie mógł pan rzucić swoim? – Jak miałem rzucić swoim butem, kiedy go miałem zasznurowanego na nodze? Nazajutrz chłopcy przy spotkaniu zamienili tornistry znowu. Potniej Marek znikł. Poszukiwania nie dają wyników. Znany już znajomy pana Surmy sprowadził znajomego detektywa, zresztą byłego, Hipolita Kwasa. Właściwe Hippolitta Kwassa. Od razu odkrył ślady wytrycha w drzwiach, chociaż włamywacz wszedł oknem. Po zapachu detektyw jest w stanie wykryć każdego przestępcę (zna ich wszystkich, gdyż sam był kiedyś jednym z nich, chyba nawiązanie do „ZŁEGO” Tyrmanda). Jaśmin wskazuje na Bogumiła Kadryla, śliwowica na Alberta Flasza, benzyna na Teofila Bosmana zwanego Czarnopalcym, gdyż bezustannie czyści swoje czarne rękawiczki benzyną. Tym razem czuć było walerianę. To mógł być tylko Wieńczysław Nieszczególny. Najgorszy ze wszystkich, działający w pojedynkę. Pan Surma go zna pod nazwiskiem Remigiusza Kurzyłło. Czy Kuryłło z „Księgi Strachów” był nazwiązaniem? Tak przypuszczam. Nocna wyprawa do klubu „Arizona” kończy się inaczej niż można było przypuszczać. Następnie znika detektyw. Śledztwo przejmuje harcerz Teodor (po grecku Bożydar). Gdzieś od połowy ksiązki jest właściwie głównym bohaterem. Od razu rozwiązuje wszystkie zagadki. Z małą pomocą innych, jak Nudys i Pikolo, robiących głupie żarty, co jakby zapowiadało harcerzy z „Wyspy Złoczyńców”. W przygodach Pana Samochodzika oczywiście brak odpowiednika Teodora i dobrze. Od detektywa przyszedł list: Szanowni Państwo! Jestem na tropie. Przeprowadzam pewną małą inwigilację. Wkrótce ptaszek zostanie uwięziony, tak jak na to zasłużył. Nie meldować milicji jeszcze przez dziesięć dni. Od wczoraj siedzę plackiem. Opróżniłem już całą flaszkę. Studiuję z nudów szachy, nie ma pod Słońcem lepszej gry. Łączę pozdrowienia Kwass Między słowami są odstępy, co przypomina szachownicę. Też lubię szachy, „co zaznaczam, gdyż jest to nieważne” (z piosenki „Nieistniejący bojler” Bronisława Opałko). Teodor od razu odgaduje, iż skacząc jak konik szachowy można odczytać ukrytą wiadomość „Jestem uwięziony przez flaszkę pod plackiem”. Przypomina to „Strzeżcie domu” w „Szatanie z 7 klasy” czy „Hudson wszystko powiedział” w „Glorii Scott” lecz bardziej pomysłowo ukryte. Flaszka oznacza oczywiście Flasza, kłopot sprawia „placek”. Tu pomocą jest inna powieść Makuszyńskiego „O dwóch takich”. Zatem znaczy to „pod Jackiem”. Początkowo Teodor ma na myśli świątynię pod tym wezwaniem, lecz rychło wpada na właściwy trop. Razem z pozostałymi harcerzami odkrywa melinę Flasza i wyzwala detektywa oraz Marka, którego los do tej pory był zagadką. Co prawda, jakby powiedział Barańczak w „Czytelniku ubezwłasnowolnionym”, ostatnie słowo ma milicjant. Lecz tu z przymrużeniem oka. Zapodane tu streszczenie może sprawiać wrażenie zawiłego, jednak wyjaśnienie wszystkiego zajęłoby za dużo miejsca. Lepiej przeczytać powieść. Serial „tradycyjnie” poplątany, zamiast Marka znika Czesiek, zamiast Teodora śledztwo prowadzi … Marek, wbrew zasadniczej myśli książki, że jest pechowcem. Pan Edmund dwukrotnie wracał do tych bohaterów. W „Klubie Włóczykijów” znów są Kadryl i Nieszczególny, po blisko 40 latach od pierwszego wydania „Przygód Niewiarygodnych” dopisał „Nowe przygody Marka”, znacznie słabsze. A szkoda...
Piratka - awatar Piratka
oceniła na1017 dni temu
Pan Samochodzik i zagadki Fromborka Zbigniew Nienacki
Pan Samochodzik i zagadki Fromborka
Zbigniew Nienacki
Nie potrafię tej książki ocenić źle — i nawet nie próbuję tego ukrywać. Jest ku temu prosty powód: jestem z pokolenia Pana Samochodzika. Pamiętacie film Pan Samochodzik i templariusze? Ja znałem wszystkie miejsca akcji w Malbork, bo wtedy tam mieszkałem. To doświadczenie zostaje w człowieku na całe życie. Dlatego dziś, czytając Zagadki Fromborka, nie podchodzę do tej książki jak do „zwykłej powieści przygodowej”. To raczej powrót do sposobu myślenia tamtych czasów — z ich populistyczną filozofią, uproszczeniami i oczywistą ideologiczną nutą, której nie da się pominąć. Tak, agitacja jest obecna. Ale mimo tego (a może właśnie dlatego?) te książki wciąż wciągają. Dlaczego? Bo największą siłą Pana Samochodzika zawsze była autentyczność miejsc. I z Frombork jest dokładnie tak samo. Zabytki, układ miasta, archikatedra, krużganki — to wszystko da się odnaleźć naprawdę. Co więcej, dziś istnieje nawet możliwość zwiedzania Fromborka tropem tej książki, co brzmi jak spełnienie marzeń każdego czytelnika wychowanego na Nienackim. Mam też własne, bardzo osobiste wspomnienie. Podczas nocnego zwiedzania archikatedry z lokalnym przewodnikiem zapytałem półżartem o piwnicę opisaną w książce — tę, w której miały znajdować się skarby. Ironia? Owszem. Ale ku mojemu zdziwieniu okazało się, że również dziś poważni archeologowie „się jej doszukują”. Według relacji miejsce opisane w książce prawdopodobnie zostało zamurowane w czasie powojennej odbudowy. Badania radarowe wskazują jednak, że za murami istnieje pusta przestrzeń. Wiemy jedno: jeśli coś tam było, to już tego nie ma — bo zabrał to Pan Samochodzik 🙂 Uważam, że Pan Samochodzik i zagadki Fromborka to książka, którą warto czytać właśnie tam — w mieście Mikołaj Kopernik, na Wzgórzu Katedralnym, spacerując między realnymi murami, które literatura zamienia w przygodę. To nie jest literatura wielka. To jest literatura pamięci, miejsca i klimatu.
AUTOR Lipkowski - awatar AUTOR Lipkowski
ocenił na72 miesiące temu
Jankes na dworze króla Artura Mark Twain
Jankes na dworze króla Artura
Mark Twain
Yanes czy Jankes? Wyobraźmy sobie mieszankę lekkiego stylu i błyskotliwej gawędy Marka Twaina z „Podróżami Guliwera”, ale w czasie do czasów z Legend Arturiańskich. A to wszystko z bohaterem wyjętym wprost z kart Wielkiej Amerykańskiej Powieści (np. Steinbecka),który realizuje fantazje podróżników w czasie we wczesnośredniowiecznej Brytanii. Tak krótko można podsumować „Yankesa na dworze króla Artura”. Nasz tytułowy Yankes trafia po śmierci lub w jakiś inny niewytłumaczony sposób do Camelotu (jak w jakimś isekaiu). W swym pozytywistycznym (z naciskiem na scjentyzm) i modernistycznym światopoglądzie decyduje się ucywilizować VI wieczną Anglię. A pierwszym z kim się konfrontuje, to oczywiście Merlin, którego uważa za szarlatana. W ramach swojej drogi i technicznym zacietrzewieniu nasz yankes nie zna legendarium Arturiańskiego ani ówczesnej kultury. Wszystkie dziwne elementy stara się wykorzystać lub zmienić na XIX wieczną modłę. Np. choć sam uważa noszenie cylindrów za głupie, to zmusi rycerzy do ich noszenia, by się z nich naigrywać. Tę chęć zmiany można interpretować w bardzo różnych rejestrach. Z jednej strony można dojrzeć tu krytykę Brzemienia Białego Człowieka i patrzenia na kultury różnicująco ze względu na czas i na miejsce. Czasem jednak widać nieco serca i docenienie osiągnięć cywilizacyjnych. Mark Twain potrafi wchodzić też na poważniejsze tony i pokazać niszczycielską moc techniki. To nie współczesna powieść, gdzie śmierć jest wyjątkiem. Śmierć jest tu mrocznym ostrzeżeniem, którego pewnie nawet M. Twain nie jest świadomy. Gdy pisze o niszczycielskiej broni zabijającej dziesiątkami lub setkami myśli pewnie o ofiarach jako o Indianach bądź Afrykańskich ludach. Nie spodziewa się raczej, że ze swojej perspektywy 1889 roku, za dziesięć lat w czarnym tygodniu (wojna burska) kwiat angielskiego wojska spotka taki sam los, a za trzydzieści całe europejskie armie. M. Twain w swojej pomysłowości przedstawia naukę i technikę jako siłę, która zmienia powierzchowność, ale nie naturę ludzką. Tą ostatnią ubiera w średniowieczne szaty, które raz są przyjemnie zgodne z historią (odpowiedzialność władcy za zbawienie),a raz krzywdząco stereotypowe (wiara w płaską Ziemię i niemycie się). Jednak jak to bywa, by zmienić ludzi, nie wystarcza sama edukacja w myśl Platońskiej absolutnej moralności, w którą wierzyli wszelcy późniejsi oświeceni. A jak napisała Katarzyna II do Diderota: „Papier wszystko przyjmie, ale skóra jest wielce łaskotliwa”. Historycy tak samo wierzą, że natura ludzka jest stała, a tylko objawianie jej zmienia się w czasie i miejscu. M. Twain wykorzystuje ten pogląd, by pod płaszczykiem średniowiecza pokazać pewne prawidłowości swoich współczesnych, niczym z „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. Czy czynione dobro usprawiedliwia potem czynienie potem zła? Albo czy też uszczęśliwianie kogoś na siłę nie jest też najlepszym pomysłem? Burżuazja i arystokracja nie różnią się tak bardzo. W samej powieści zabawne i nie bez winy są obie strony – yankes równie mocno jak postacie z legend. Jednak M. Twain przedstawia mocno satyryczny humor, który operuje językiem, absurdem i różnymi subtelnościami. Słuchając jednym uchem lub czytając nieuważnie, ten delikatny humor może przejść nam koło nosa. Nie jest to w żadnym razie Terry Pratchett. Na szczęście błędy w synchronizacji audio pozwoliły przesłuchać mi pewne fragmenty jeszcze raz i docenić bardziej „Yankesa na dworze króla Artura”. Choć może nie jest to najlepsze dzieło spod ręki M. Twaina, to nadal jest porządną historią, która zręcznie nawiązuje do najróżniejszych legend i opowieści. Jego w sumie lekka forma sprawia, że słucha się go jak gawędy Bohumil Hrabala, pomimo niekiedy mroczniejszych momentów. Pozwala to płynąć słowom i nawet jeśli się słucha jednym uchem, to „Yankes na dworze króla Artura” wciąż może być przyjemną opowieścią.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na727 dni temu

Cytaty z książki Pan Samochodzik i złota rękawica

Więcej
Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i złota rękawica Zobacz więcej
Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i złota rękawica Zobacz więcej
Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i złota rękawica Zobacz więcej
Więcej