rozwińzwiń

Pożegnania

Okładka książki Pożegnania autora Stanisław Dygat, 8307028264
Okładka książki Pożegnania
Stanisław Dygat Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
8307028264
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pożegnania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pożegnania



książek na półce przeczytane 8238 napisanych opinii 3787

Oceny książki Pożegnania

Średnia ocen
7,3 / 10
296 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pożegnania

avatar
920
468

Na półkach: , ,

Niebanalna i wcale nie oczywista miłość.
Świat, który odchodzi. Hermetyczny świat ludzi mających się za klasę wyższą staje się groteskowy, sprowadzony do podstawowych potrzeb, a jednak nie potrafiący pozbyć się swojej ułudy. Życie przedwojenne niczym Titanic, przed uderzeniem w górę lodową. Bawmy się. Okupacja bez epatowania okrucieństwem, ale i tak straszna, ale mimo tego sprowdzająca się do tego, aby się przystosować i przeżyć, robiąc interesy z okupantem.
I jeszcze jedno, czego brakuje współczesnej prozie, to piękny język.

Niebanalna i wcale nie oczywista miłość.
Świat, który odchodzi. Hermetyczny świat ludzi mających się za klasę wyższą staje się groteskowy, sprowadzony do podstawowych potrzeb, a jednak nie potrafiący pozbyć się swojej ułudy. Życie przedwojenne niczym Titanic, przed uderzeniem w górę lodową. Bawmy się. Okupacja bez epatowania okrucieństwem, ale i tak straszna, ale mimo tego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
12
6

Na półkach:

Trochę nie wiadomo o czym. Czy mamy tu doczynienia z usprawiedliwianiem beznadziei życia i zastępowaniem go trwaniem i imprezowaniem. Bardzo nie spodobał mi się fragment kiedy bohater zwyczajnie się puszczał chociaż wiedział że jemu (szlachcie i dobrze urodzonemu mieszczaninowi) tak nie wypada i świadomie upada na moralne dno. Potem w drugiej części książki jest podobnie. Nie wiem czy autor mówi tym samym że cała jego grupa społeczna toczyła taki sam upadek moralny tak samo przed wojna jak i po wojnie.
Pomimo tego smutku i beznadziei uważam że to była dobra książka. Doskonale napisana. Opisująca traumy wojny mimochodem. Tym większa grozę wojny czułem im bardziej zdawkowo mówili o niej. Opis szlachty i wyższych sfer po wojnie jednak nie pokazywał przemian których się spodziewałem. Wojna na dobrą sprawę jeszcze się nie skończyła a przemiana wynikała bardziej ze wstydu, upadku, bezbronności i usilnym naskakiwaniu wrednej hrabinie.

Wybaczcie za chaotyczny komentarz. Jest na gorąco po przeczytaniu książki. Jestem lekko zawiedziony choć doceniam kunszt autora.

Trochę nie wiadomo o czym. Czy mamy tu doczynienia z usprawiedliwianiem beznadziei życia i zastępowaniem go trwaniem i imprezowaniem. Bardzo nie spodobał mi się fragment kiedy bohater zwyczajnie się puszczał chociaż wiedział że jemu (szlachcie i dobrze urodzonemu mieszczaninowi) tak nie wypada i świadomie upada na moralne dno. Potem w drugiej części książki jest podobnie....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1376
452

Na półkach: , , , , , ,

Na początku musiałam przyzwyczaić się do stylu tej tużpowojennej literatury, bardzo osadzonej w swoich czasach, w której dialogi są trochę wydumane i jakby nierzeczywiste, a świat, tak bardzo, na wielu płaszczyznach różni się od dzisiejszego, a jednak i w nim można znaleźć coś dla siebie. Odnalazłam to coś w przedstawieniu i opisaniu losu arystokracji, której czas, wraz z ostatnim stadium wojny, przemijał. Zmiany dziejowe, społeczne i obyczajowe pogrzebały dworkowo-pałacowy żywot konwenansów, pozorów, wyniosłości i sztuczności.
Ten ironiczny i trochę cyniczny dystans do starego stylu życia wyższych sfer u schyłku wojny, zaserwowany przez Dygata w końcowej części utworu i pokazany na przykładzie prowadzenia domu przez hrabinę Różę, podobał mi się o wiele bardziej niż początkowe perypetie przedwojennego, niedoszłego i zbuntowanego studenta, a także niż jego nieco późniejsze, paryskie losy.
Przesadnie afektowane czytanie lektora bardzo mnie męczyło i nie pozwalało zrazu docenić i polubić „Pożegnań”, ale ostateczna ocena wypada na ich korzyść.
Do drobiażdżków, które zwróciły moją uwagę, mogę zaliczyć świetną scenkę rodzajową, w której widać obycie z Paryżem przypadkowego znajomego głównego bohatera, nazwanego przez Dygata „Polakiem z Kutna”, który uosabia cechy i niektórych dzisiejszych podróżujących po świecie Polaków.
I zostanie ze mną jeszcze to hasło: „świata nie zmienisz”, które bez względu na czasy, ustroje, systemy i okoliczności nie traci na aktualności. Sama po wielokroć je słyszałam.

#WyzwanieLC2025 marzec
Przeczytam polską książkę wydaną w latach 1945-1989

Na początku musiałam przyzwyczaić się do stylu tej tużpowojennej literatury, bardzo osadzonej w swoich czasach, w której dialogi są trochę wydumane i jakby nierzeczywiste, a świat, tak bardzo, na wielu płaszczyznach różni się od dzisiejszego, a jednak i w nim można znaleźć coś dla siebie. Odnalazłam to coś w przedstawieniu i opisaniu losu arystokracji, której czas, wraz z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1134 użytkowników ma tytuł Pożegnania na półkach głównych
  • 627
  • 492
  • 15
243 użytkowników ma tytuł Pożegnania na półkach dodatkowych
  • 169
  • 34
  • 17
  • 7
  • 7
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Pożegnania

Inne książki autora

Okładka książki Kolory miłości. Od Dąbrowskiej do Gretkowskiej Andrzej Brycht, Zofia Bystrzycka, Maria Dąbrowska, Stanisław Dygat, Ida Fink, Stanisława Fleszarowa-Muskat, Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Gombrowicz, Manuela Gretkowska, Stanisław Grochowiak, Marek Hłasko, Ireneusz Iredyński, Jarosław Iwaszkiewicz, Tomasz Jastrun, Anna Kamieńska, Krystyna Kofta, Leszek Kołakowski, Zofia Kossak, Irena Krzywicka, Maria Kuncewiczowa, Czesław Miłosz, Andrzej Możdżonek, Sławomir Mrożek, Marek Nowakowski, Jeremi Przybora, Zbigniew Uniłowski
Ocena 5,9
Kolory miłości. Od Dąbrowskiej do Gretkowskiej Andrzej Brycht, Zofia Bystrzycka, Maria Dąbrowska, Stanisław Dygat, Ida Fink, Stanisława Fleszarowa-Muskat, Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Gombrowicz, Manuela Gretkowska, Stanisław Grochowiak, Marek Hłasko, Ireneusz Iredyński, Jarosław Iwaszkiewicz, Tomasz Jastrun, Anna Kamieńska, Krystyna Kofta, Leszek Kołakowski, Zofia Kossak, Irena Krzywicka, Maria Kuncewiczowa, Czesław Miłosz, Andrzej Możdżonek, Sławomir Mrożek, Marek Nowakowski, Jeremi Przybora, Zbigniew Uniłowski
Stanisław Dygat
Stanisław Dygat
Stanisław Dygat (ur. 5 grudnia 1914 w Warszawie, zm. 29 stycznia 1978 tamże) – autor powieści i opowiadań, felietonista, dramaturg oraz scenarzysta filmowy. Studiował architekturę i filozofię. Dygat był wnukiem powstańca 1863 roku Ludwika Dygata i synem architekta Antoniego Dygata. Współpracował z pismami: "Kuźnica", "Twórczość", "Przegląd Kulturalny". Zadebiutował w 1946 powieścią Jezioro Bodeńskie, w której można odnaleźć autobiograficzną inspirację (w 1939 Dygat z uwagi na francuskie obywatelstwo został internowany w obozie dla cudzoziemców nad Jeziorem Bodeńskim). Stanisław Dygat w swej twórczości polemizował z polską tradycją romantyczną. Jest w polskiej prozie powojennej jednym z przedstawicieli nurtu prześmiewczo-rozrachunkowego. Pisarz zajmował się również twórczością przekładową, przetłumaczył na język polski m.in. Wieczór Trzech Króli Szekspira oraz Króla Edypa Sofoklesa. Był mężem aktorek: Władysławy Nawrockiej oraz Kaliny Jędrusik. Córka Stanisława Dygata, Magda Dygat, napisała wspomnienia o ojcu w książce pt. Rozstania.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Życie towarzyskie i uczuciowe Leopold Tyrmand
Życie towarzyskie i uczuciowe
Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand to wyjątkowy pisarz, którego życie można by pomylić z legendą. Jazzman z krwi i kości, dandys na przekór epoce siermiężności, intelektualista z ostrzem zamiast pióra i w kolorowych skarpetkach. Jednak Tyrmand przede wszystim był nonkonformistą. Życie towarzyskie i uczuciowe pokazuje, że za tą powszechnie znaną maską krył się pisarz o czułej wrażliwości społecznej i odwadze, jakiej nie mieli jego rówieśnicy z warszawskich kawiarni, redakcji i salonów literackich. Ta książka jest zarówno kroniką, jak i moralnym aktem oskarżenia. Napisana wiele dekad temu, książka nie tylko nie zestarzała się, ale także dziś brzmi jeszcze dobitniej. Tyrmand pokazuje Warszawę powojenną, ale nie tę, którą odbudowywano z gruzów cegła po cegle. On portretuje „warszawkę”, czyli środowisko inteligencji twórczej, które zamiast odbudowywać kulturę, budowało sieć układów, donosów, przysług i zdrad. Autor bezwzględnie obnaża hipokryzję literatów, dziennikarzy i filmowców, którzy oddali ducha niezależności w zamian za skrawki prestiżu, talony na mięso i miejsce w kolejce do wydawnictwa. Tyrmand nie zostawia suchej nitki na nikim. Jego bohaterowie to groteskowe karykatury intelektualistów, którzy w trosce o własne bezpieczeństwo i wygodę byli lojalni wobec władzy. Każdy z nich to zbiór cech żenujących i tragicznych zarazem: sprzedajność, próżność, zawiść, płytkość emocjonalna. Jest to dzieło literacko dopracowane, ironiczne, pełne celnych, błyskotliwych obserwacji i znakomitej frazy. Styl Tyrmanda jest mistrzowski – skrzy się dowcipem, a jednocześnie uderza siłą moralnej diagnozy. Autor nie unika patosu, ale zawsze go równoważy sarkazmem. Każde zdanie tej powieści jest pelne celnej prawdy, czy to w opisie postaci, wnętrza kawiarni, czy rozmowy między prominentami. Tyrmand posiada rzadki dar: nie musi wymyślać postaci, by je ośmieszyć – wystarczy, że mówi prawdę. Prawda ta jednak nie jest przezroczysta – jest bolesna, wyostrzona, bezlitosna. W jego oczach nie ma litości, ale jest coś ważniejszego: niezgoda na kompromis moralny. Nie udało się wydać tej książki w Polsce Ludowej. To chyba najlepiej świadczy o jej sile. To była bomba podłożona pod fundamenty całego systemu wzajemnych zależności i milczeń, które cementowały ówczesną inteligencję. Jej fragment opublikowany w paryskiej „Kulturze” wywołał skandal, bo Tyrmand nie zadowalał się ogólnikami – pisał zbyt celnie, zbyt prawdziwie, zbyt boleśnie. Po lekturze tego fragmentu, każdy wiedział o kogo chodzi, kim jest dana postać. Dziś, znając nazwiska agentów, donosicieli, koniunkturalistów i moralnych oportunistów tamtych lat, czytamy tę książkę inaczej. Nie jako satyrę, lecz jako dokument epoki. A jednocześnie jest to bezlitosne świadectwo tego, jak łatwo środowiska twórcze porzucały etos na rzecz oportunizmu i wygody. Ta lektura boli – bo nie jest tylko opowieścią o tamtych czasach. To ostrzeżenie, że systemy upadają, ale mechanizmy konformizmu pozostają. W epoce mediów społecznościowych, w której „warszawkę” zastąpiły inne bańki wpływu i autopromocji, Życie towarzyskie i uczuciowe zyskuje nowy wymiar. Tyrmand pokazuje, że prawdziwe zniewolenie zaczyna się nie od cenzury, ale od kompromisu z własnym sumieniem. Ta powieść jest jak lustro – stawia pytanie: czy ty także nie sprzedałeś się za akceptację, lajki, miejsce przy stole? Szczególnie istotne teraz, po wyborach, w obliczu, tego co się dzieje w Polsce. Życie towarzyskie i uczuciowe to książka wyjątkowa. Nie tylko przez swoje literackie walory, ale przez odwagę i moralny ciężar. To świadectwo jednego z najinteligentniejszych buntowników polskiej literatury XX wieku. Tyrmand nie tyle opisuje rzeczywistość – on ją obnaża, stawia pytania, których nikt inny nie odważył się postawić. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć nie tylko PRL, ale i mechanizmy społecznej zdrady, które mogą działać w każdej epoce. Rzadko zdarza się książka, którą czyta się z zachwytem – i z bólem jednocześnie. Polecam, boleśnie aktualne. https://www.instagram.com/pasje_fascynacje_ksiazkowe/ https://www.facebook.com/profile.php?id=100063563404614
AnetaMaciejewska - awatar AnetaMaciejewska
oceniła na1010 miesięcy temu
Disneyland Stanisław Dygat
Disneyland
Stanisław Dygat
Zaczynając czytać nie miałem zielonego pojęcia kim był Stanisław Dygat. Po książkę sięgnąłem trochę z braku laku, skuszony korzystną opinią, gdzie pojawiła się fraza ,,relacje z kobietami”. Lektura opisuje właśnie te pierwsze zażyłości, 20-paroletniego krakowianina w latach 60-tych, który jest sportowcem i architektem zarazem. Prześledzenie życiorysu autora wskazuje wyraźnie, że główna postać jest jego alter ego. Chłopak da się lubić i, pisząc szczerze, mocno się z nim zżyłem. Niektóre historie z jego życia mocno przypominały mi moje perypetie (Jowita, Helena). W zasadzie wielu może się w nim przejrzeć. Któż bowiem z nas nie zauroczył się jakimś przelotnym uśmieszkiem, czułą, epizodyczną sytuacją, z której rozkręciliśmy sobie w głowie cały film, którym jeszcze długo żyliśmy? Narrator jest pierwszoosobowy. Język książki jest w pewnym sensie dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieskomplikowane wynurzenia prostego chłopaka z dużą ilością powtórzeń (np. słowem łamaga). Z drugiej strony jego sentymentalizm przechodzi czasem w egzaltację, tak charakterystyczną dla naiwności młodego człowieka. Czasem ta dwojakość robi się nieco niespójna i to chyba jedyna wada. Autor serwuje nam losy osiłka, który czyta najwyżej felietony, a nagle okazuje się, że jest nostalgicznym fanem Remarque’a i Hemingway’a. To książka z której bije młodość. Miałem wrażenie, że bohater próbuje zrozumieć świat, antylogikę kobiet, pytając w nieskończoność ,,O co ci chodzi?”. Pewnie za 10, kilkanaście lat zrozumie, że pewne rzeczy trzeba po prostu przyjmować bez zrozumienia. Matko, jakie to prawdziwe, tak samo jak ukazane lęki i wątpliwości towarzyszące pierwszemu, stałemu związkowi. Na uwagę w książce zasługują też relacje rodzinne, retrospekcje, egzystencjalny i wspomnieniowy charakter przemyśleń. Bardzo, bardzo dobra literatura, choć nie porwało mnie melodramatyczne (filmowe?) zakończenie. Książka przeczytana w ramach wyzwana LC na marzec – przeczytać zekranizowaną książkę. Mocne 8.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na89 dni temu
Kronika wypadków miłosnych Tadeusz Konwicki
Kronika wypadków miłosnych
Tadeusz Konwicki
Piękna wiosna, ciepłe lato sprzyjają miłosnym uniesieniom nawet wtedy gdy to 1939 rok. W przededniu drugiej wojny światowej ówczśni maturzyści, nie znając zbliżającego się końca ich beztroski, upajają się swoją pierwszą miłością. Głowny bohater, 19-letni Witek spotyka przypadkowo wiotką Alinę. W jego sercu wybucha ogrom uczuć do dziewczyny, silnych tak bardzo, jak tylko może być silna pierwsza miłość. Uczucia Witka stopniowo rosną, wraz z tym, jak często w jego myślach pojawia się Alina. Owładnięty swoją pierwszą miłością traci poczucie mijającego czasu i obowiązku zaniedbując naukę i maturalne przygotowania. Niby wydarzenia osadzone blisko 100 lat temu, ale niezmiennie prawdziwe. Bowiem barwa nastoletniej "śmiertelnej" miłości jest niezmienna i niezależna od otaczającej ją rzeczywistości. Książka balansuje na granicy problemów miłości i dorastania. Pokazuje jak obojętność, niezrozumienie i toczące się wokół wydarzenia mogą zniszczyć nawet najbardziej żarliwe uczycie. Autor przedstawia bardzo nostalgiczną opowieść sięgając do czasów i miejsc własnej młodości. Pokazuje jak kruchy może być świat młodych, gdy wokół toczą się burzliwe wydarzenia. Proza Konwickiego jest liryczna i refleksyjna, pełna tęsknoty za dawno minionymi czasami. To prawdziwy slow reading. Nie rzadko opowieść Konwickiego zwalnia, by czytelnika skłonić do zadumy, ale nie każdemu to się spodoba. A zadumać jest się nad czym, bo nad ulotnością młodości i nieuchronnością wydarzeń historycznych, które zawsze niosą zmiany - czasem bardzo drastyczne. Powieść urzeka pięknym językiem, który pobudza zmysły i budzi w czytelniku nostalgię za młodością i młodzieńczą miłością. Ja znalazłam wiele czytelniczej radości w tej lekturze.
Ola - awatar Ola
oceniła na721 dni temu
Bohiń Tadeusz Konwicki
Bohiń
Tadeusz Konwicki
Bochiń to niewielki podupadający majątek na Kresach Wschodnich. Po raz kolejny Tadeusz Konwicki zabiera nas w podróż sentymentalną do miejsc swojego dzieciństwa, miejsc utraconych. To przecież w większości rejony, które tylko na krótko były po rozpadzie Polski jeszcze polskie. Po drugiej wojnie, a więc w czasach współczesnych utonęły bowiem w bezkresie sowieckiego świata. "Bohiń" Tadeusza Konwickiego to opowieść osnuta wokół osoby Heleny Konwickiej, która nie może otrząsnąć się z żałoby po stracie bliskich, a jednocześnie tonie marazmie prowincjonalnego życia. Dobór nazwiska głównej bohaterki, zbieżny z nazwiskiem autora, nie jest przypadkowy. W onirycznych roważaniach autora jawi się ona bowiem, jako jego babka. Helena, na kartach książki trzydziestoletnia, w okresie drugiej połowy XIX wieku w którym autor osadził fabułę jest już starą panną. Osią całej historii staje się jej płomienny romans z Żydem z pobliskiego miasteczka. Miłość zakazana obyczajowo nie tylko że względu na różnice klasowe , ale i religijne. W ten sposób autor dotyka tematyki polskiego antysemityzmu nawiązując nie tylko do czasów, w których rozgrywa się akcja książki, ale zapewne i do czasów mu współczesnych. Nie jest ta książka jedynie romansem. Romans staje się tu tylko pretekstem do rozważań nad zmianami, które zachodziły w tamtych czasach. Autor przeciwstawia zubożałą szlachtę, pielęgnującą tradycje popowstańcze i patriotyczne, z kolaborantami współpracującymi z carską władzą. To właśnie lokalny watażka na usługach carskich natabli przejmuje majątek Konwickich, ich samych spychając na margines lokalnego życia. W tle wiele onirycznych, niemal nierzeczywistych postaci. Pojawiają się młody Piłsudski, syn Puszkina czy carscy żandarmi. Ten zabieg nadaje historii Heleny nieco baśniowy charakter. Manierę tą pogłębia refleksja autora nad ulotnością pamięci i co za tym idzie przedstawianych zdarzeń historycznych. Tym samym spycha momentami całą opowieść na skraj jawy i snu. Autor posługuje się poetyckim językiem , jego opisy krajobrazów są emocjonujące i plastyczne . Potrafi oddziaływać na wyobraźnię czytelnika jednocześnie podnosząc poziom emocji. To powoduje, że płyniemy przez książkiem bardziej na fali obrazów malowanych w wyobraźni, niż prostego przekazu pisanego. To była prawdziwa przyjemność zanużyć się w tej krótkiej, ale hipnotyzującej powieści.
Ola - awatar Ola
oceniła na914 dni temu
Listy z Rabarbaru Edward Redliński
Listy z Rabarbaru
Edward Redliński
Własne dobro czy własna ziemia? Miłość do najbliższych czy miłość do gospodarstwa? Życie na wsi bez perspektyw czy ucieczka do miasta w nadziei, że się uda? Czy którekolwiek z tych pytań brzmi znajomo? A może wydają się realistyczne i niektóre wybory w ogóle nie zaskakują? Ci czytelnicy, którzy mieli już w swoim życiu doświadczenia z literaturą chłopską (że wspomnę tylko głośne w ostatnim czasie “Chłopki” czy “Saga o ludziach ziemi”),to doskonale zdają sobie sprawę, że postawione przeze mnie pytania nie są irracjonalne. “Listy z Rabarbaru” to debiutancki tom opowiadań Edwarda Redlińskiego wydany w 1967 roku, zdecydowanie mniej znany od głośnych powieści autora “Awans” i “Konopielka”. Bardzo ważny jednak w recepcji tamtych dzieł, jak i całej twórczości. Bo właśnie czytając utwory w kolejności wydawania, już w opowiadaniach zobaczymy pomysł pisarza na pierwszą część swojej kariery. Redliński pochodził z niewielkiej wsi niedaleko Białegostoku, ale opuścił ją, aby skończyć studia na Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie Warszawskim. Dlatego głównego bohatera “Listów z Rabarbaru” i narratora możemy utożsamiać z samym autorem (choć pisarz sprawnie uciekł od pisania wątków autobiograficznych 1:1) i jego pierwsze książki wpisują się w nurt chłopski. Niemniej opowiadania w przeciwieństwie do “Konopielki” nie mają stylu ironiczno-groteskowego, a realistyczny (reportażowy). To sprawia, że zderzenie tradycyjnej kultury chłopskiej (zacofania wiejskiego) z nowoczesnością (tu zdecydowanie szerzej przedstawioną) opisane bez ironii, zyskuje na wiarygodności. Dużo daje też to, że sam Redliński był tu bardzo na świeżo z życiem na białostockiej wsi początku lat 60. XX wieku i lepiej “czuł wieś”. Pisarz dostrzegł wady i zalety zarówno prowincji, jak i dużego miasta z tamtego okresu i znakomicie zdiagnozował ich problemy. Dlatego “Listy z Rabarbaru” trzeba traktować w kategoriach pewnej przepowiedni. Redliński pokazuje tu, że tradycyjna wieś nie jest w stanie na żadnym polu rywalizować z nowoczesnym miastem (czas akcji to lata 1955-1966) i ostatecznie czeka ją dramat (obecne masowe opuszczenie). “Listy z Rabarbaru” to również doskonały pejzaż Podlasia. Redliński na tak małej ilości tekstu pokazuje zdecydowanie dużo. Prezentuje realia życia na wsi białostockiej, warunków, w jakich żyło się w połowie XX wieku, relacji między ludźmi w małych społecznościach, ale również wśród członków jednej rodziny (patriarchalnej hierarchii, gdzie dziewczyna lub młodszy syn nie mogli liczyć na więcej). Najważniejsze jednak i najbardziej poruszające dla kogoś, którego więzy rodzinne (tak jak mnie) łączą ze wsią, było ukazanie relacji mieszkańców do ziemi, która była dla nich wszystkim (ona dawała im życie, spajała członków rodziny, porządkowała im świat) i dlatego byli oni gotowi na poświęcenie siebie (dosłownie) dla jej dobra, a odejście do miasta traktowane było jako rozpad najmniejszej cząstki społecznej. I to wszystko w odniesieniu do rzeczywistości w dużym mieście (Warszawa i Białystok). Wbrew pozorom dużo można wyciągnąć z tych kilku opowiadań, momentami napisanych gwarą podlaską, a nawet spróbować zrozumieć pokolenie naszych dziadków, które w zupełnie inny sposób patrzyło na świat. Szkoda, że tak późno wpadła w moje ręce.
Marcin Łopienski - awatar Marcin Łopienski
ocenił na71 rok temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Matka Joanna od Aniołów Jarosław Iwaszkiewicz
Matka Joanna od Aniołów
Jarosław Iwaszkiewicz
Kiedy ksiądz Suryn "trzęsąc się po okropnej drodze w niewygodnej najtyczance" zmierza ku klasztorowi "panien urszulanek" w Ludyniu, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znamienna w skutkach dla niego to będzie podróż. I nie chodzi nawet o to, że cieniem na jego duszy kłaść się może przepowiednia pewnej Cyganki brzmiąca "Horbatu polubisz", co jakiś innego rodzaju "smętek wewnętrzny", który "radość wolnego powietrza" i "wolnej ptaszki" zmienia w jakiś wewnętrzny"mąt" duszy, wrzucając go "w orbitę nieznanych zdarzeń", będących źródłem mąk dla serca i umysłu. . "Małe jądro ciemności", które gości gdzieś na dnie duszy jego, pod wpływem zderzenia się z "ponadrzeczywistą rzeczywistością" Matki Joanny od Aniołów rozrasta się, infekując kolejne dni jego pobytu w klasztorze snami pełnymi zmor i walk z samym sobą, robiąc z niego "igraszkę najpotężniejszych sił zła", choć wydaje się początkowo, że teologiczna wiedza i szczera modlitwa to skuteczny oręż w walce z wszelkiej maści demonami. Ale być może najbardziej niebezpieczny demon to ten, który kryje się w nas samych, a u podłoża wszystkiego, co "zgubić potrafi snadnie" każdego, nawet duchownego - leży... MIŁOŚĆ. Bo "człowiek to dziwna ptaszka" jednak... . Pisząc to opowiadanie (które ze względu na swoją objętość można uznać nawet za krótką powieść) czerpał inspirację Iwaszkiewicz z lektury dziejów jezuickiego egzorcysty, który w XVII w. oskarżony został o opętanie zakonnic i matki przełożonej klasztoru Urszulanek w Loudun. Tutaj zamiast Francji mamy Ludyń pod Smoleńskiem, a pod fabułą kryją się elementy autobiograficzne, dotyczące podobno relacji Iwaszkiewicza ze swoją żoną Anną. Pomimo tytułu sugerującego, że literackie światło padać będzie na Matkę Joannę - to ksiądz Suryn jest tutaj postacią, wokół której skupia się obraz tej wewnętrznej walki z siłami zła. Stąd także ta warstwa psychologiczna jest bardzo rozbudowana, a my otrzymujemy obok opisu zdarzeń zapis myśli księdza Suryna, będący rekonstrukcją jego duchowej przemiany, prowadzącej do zaskakującego, pełnego dramatyzmu zakończenia. . Urzekł mnie tutaj klimat, zachwycił literacki język stylizowany na staropolski, ale bardzo przystępny, często też zmuszający, by zatrzymać się nad pojedynczym słowem czy całym wyrażeniem. Jest w tym także nuta humoru, co zdecydowanie przełamuje wspomniany wyżej dramatyzm. Opowiadanie to okazało się także o wiele bardziej wielowarstwowe, niż się początkowo wydawało. Temat opętania to tylko naskórek, pod którym znajdziemy próbę odpowiedzi na pytania odnośnie natury zła, pojęcia prawdy, grzechu, istoty miłości, ofiary, pragnienia wyjątkowości. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na84 miesiące temu

Cytaty z książki Pożegnania

Więcej
Stanisław Dygat Pożegnania Zobacz więcej
Stanisław Dygat Pożegnania Zobacz więcej
Stanisław Dygat Pożegnania Zobacz więcej
Więcej