Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2

Okładka książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2 autora Ewelina Pietrowiak, Jerzy Pilch, 9788308063965
Okładka książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2
Ewelina PietrowiakJerzy Pilch Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2017-09-28
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-27
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308063965
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2



książek na półce przeczytane 2239 napisanych opinii 1710

Oceny książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2

Średnia ocen
6,8 / 10
111 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2

avatar
121
93

Na półkach:

Genialna literatura to raczej genialne historie, niż genialne zdania.
Pilch, ze swoim kultem pierwszego zdania i cyzelowaniem wszystkich następujących po nim wyrażeń, tworzył raczej proste historie, niż zapadające w pamięć epickie arcydzieła. Swoją legendarną frazą opowiadał o tym, że „najpiękniejsza kobieta świata” przeszła ulicą, Anka Chow Chow chadzała na mecze Cracovii, Stary Kubica tak naprawdę nazywał się Paweł Pilch, Ksiądz Kalinowski grał w karty, Babka Pechowa nie nawiedziła go we śnie, a Tato jak zawsze był niesprawiedliwy.
Próżno w życiu jego na poły fikcyjnych, na poły realnych bohaterów, szukać dramatycznych dylematów, niezapomnianych historii, nomen omen epickiego rozmachu. Nie chodzi o to, że to, o czym pisał Pilch było miałkie (choć osadzenie fabuły powieści wokół faceta słyszącego piny do kart było dość odważnym zabiegiem). Było jednak bardzo zwyczajne, szare. Bohaterem prozy Pilcha – bodaj każdego opowiadania, każdego felietonu, każdej powieści – był everyman. Mam nieodparte wrażenie, że jego pisarska para szła w przysłowiowy gwizdek, czyli w dopracowywanie w nieskończoność zdań o tym, że bohater wstał i ubrał się, umył zęby, zjadł śniadanie i poszedł do pracy. Twórcy najgenialniejszych powieści tworzyli niezapomniane, tętniące życiem, pełne intryg, dylematów i zwrotów akcji historie, których u Pilcha brakuje. Krytycy – ironiści z kolei pisali, że Pilch – biedaczysko – nie miał o czym pisać. Sądzę, że jest to bliskie prawdzie.
Zatem, czy Pilch przetrwa? Czy za 100 lat jego legendarna fraza nadal będzie uwodzić czytelników z wrażliwym, literacko wyrobionym uchem? Czy język nie zmienia się tak szybko, że nawet tak dopieszczona i dopracowana literatura nie popadnie w archaiczność?

Genialna literatura to raczej genialne historie, niż genialne zdania.
Pilch, ze swoim kultem pierwszego zdania i cyzelowaniem wszystkich następujących po nim wyrażeń, tworzył raczej proste historie, niż zapadające w pamięć epickie arcydzieła. Swoją legendarną frazą opowiadał o tym, że „najpiękniejsza kobieta świata” przeszła ulicą, Anka Chow Chow chadzała na mecze Cracovii,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
77
76

Na półkach:

Jedna z tych książek, która zostaje w mojej biblioteczce na zawsze. Rozmowy Jerzego Pilcha z Eweliną Pietrowiak to doskonała lektura do czytania w międzyczasie - jakby uczestniczyło się w pogawędce starych znajomych.

Oczywiście nie jest to książka, która zainteresuje wszystkich, ale osobiście bardzo lubię te opowieści Pilcha - anegdoty przeplatają się tu ze wspomnieniami i komentarzami dotyczącymi piłki nożnej.

Ulubiony cytat:
"- Dlaczego kupujesz na przykład dziesięć kinder bueno?
- Uspokaja mnie to. Oczywiście osiem też uspokaja, ale sześć już mniej, cztery rozdrażniają. Więc dla komfortu biorę dziesięć".

Jedna z tych książek, która zostaje w mojej biblioteczce na zawsze. Rozmowy Jerzego Pilcha z Eweliną Pietrowiak to doskonała lektura do czytania w międzyczasie - jakby uczestniczyło się w pogawędce starych znajomych.

Oczywiście nie jest to książka, która zainteresuje wszystkich, ale osobiście bardzo lubię te opowieści Pilcha - anegdoty przeplatają się tu ze wspomnieniami i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
73
41

Na półkach:

Czasami nudne bo niektóre pytana są o rzeczy które np są o tym co jest na ścianach w domu Pilcha. Więc nudzące ale inne są ciekawe. Uważam że pierwsza część jest ciekawsza.

Czasami nudne bo niektóre pytana są o rzeczy które np są o tym co jest na ścianach w domu Pilcha. Więc nudzące ale inne są ciekawe. Uważam że pierwsza część jest ciekawsza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

210 użytkowników ma tytuł Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2 na półkach głównych
  • 144
  • 64
  • 2
54 użytkowników ma tytuł Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2 na półkach dodatkowych
  • 39
  • 7
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2

Inne książki autora

Okładka książki Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Ocena 6,0
Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Jerzy Pilch
Jerzy Pilch
Jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy współczesnych. Publicysta, dramaturg i scenarzysta filmowy. Laureat nagrody Fundacji im. Kościelskich (1989) oraz Nagrody Literackiej Nike, którą otrzymał w roku 2001 za powieść "Pod Mocnym Aniołem". Autor scenariuszy do filmów "Żółty szalik" i "Spis cudzołożnic". W 2012 ujawnił publicznie, że cierpi na chorobę Parkinsona. Życie z tym nieuleczalnym schorzeniem i związana z tym świadomość powolnej degeneracji własnego ciała i umysłu należały do głównych tematów, jakie Pilch poruszał w latach 2012–2013 w swoim "Drugim dzienniku", publikowanym na bieżąco w „Tygodniku Powszechnym”, a następnie wydanym w formie książkowej przez Wydawnictwo Literackie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nieprzysiadalność. Autobiografia Marcin Świetlicki
Nieprzysiadalność. Autobiografia
Marcin Świetlicki Rafał Księżyk
„Jestem osobny. Zawsze byłem osobny i ta osobność jest moją jedyną ojczyzną”. Choć to zdanie mogłoby paść z ust wielu artystów, w przypadku Marcina Świetlickiego brzmi ono jak manifest programowy. Książka „Nieprzysiadalność. Autobiografia”, będąca zapisem wywiadu-rzeki przeprowadzonego przez Rafała Księżyka, to fascynujący, duszny i momentami boleśnie szczery portret jednego z najważniejszych polskich poetów i muzyków przełomu wieków. To lektura, która drażni, zachwyca i nuży jednocześnie, co czyni ją idealnym odzwierciedleniem samej postaci Świetlickiego, ocenionym przeze mnie na solidne 7/10. Poeta w kontrze do wszystkiego Rafał Księżyk, doświadczony dziennikarz muzyczny, wykonuje tu tytaniczną pracę, próbując okiełznać rozmówcę, który z zasady wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Świetlicki w tej rozmowie jest dokładnie taki, jakiego znamy z wierszy czy tekstów zespołu Świetliki: ironiczny, zdystansowany, przesiąknięty specyficznym krakowskim spleenem i programowo niechętny do wpisywania się w jakiekolwiek nurty polityczne czy towarzyskie. Tytułowa „nieprzysiadalność” to nie tylko poza – to głęboko zakorzeniona cecha charakteru, która kazała mu odrzucać ordery, bojkotować media i kpić z autorytetów, nawet tych, które sam współtworzył. Podróż przez epoki i knajpy Autobiografia jest barwnym, choć często mrocznym zapisem przemian kulturowych w Polsce. Od szarzyzny PRL-u, przez karnawał wolności lat 90., aż po współczesność, którą poeta diagnozuje z właściwym sobie pesymizmem. Księżyk umiejętnie wyciąga ze Świetlickiego wspomnienia o początkach pisma „BruLion”, o legendarnej już krakowskiej bohemie i o narodzinach polskiej sceny alternatywnej. Dla fanów twórczości Marcina to prawdziwa kopalnia wiedzy o genezie konkretnych utworów czy tomików, a także o trudnych relacjach z innymi ikonami literatury i muzyki. Problem z „Nieprzysiadalnością” leży w jej objętości i momentami zbyt silnej autokreacji bohatera. Świetlicki, choć deklaruje szczerość, często chowa się za maską cynizmu lub zbywa pytania żartem, co po kilkuset stronach może być dla czytelnika męczące. Niektóre partie tekstu, dotyczące szczegółowych animozji środowiskowych czy kulinarno-alkoholowych eskapad, wydają się nieco przegadane i zrozumiałe jedynie dla wąskiego grona wtajemniczonych. Można odnieść wrażenie, że poeta bawi się z Księżykiem (i czytelnikiem) w kotka i myszkę, nie pozwalając do końca zajrzeć pod podszewkę swojego „ja”. To książka obowiązkowa dla każdego, kto dorastał przy dźwiękach „Oplutego” czy „Pobitych garów”. To portret artysty, który wybrał trudną drogę bycia „pomiędzy” – zbyt literackiego dla świata rocka i zbyt rockowego dla świata literatury. Rafał Księżyk stworzył dokument epoki, a Marcin Świetlicki, mimo swoich uników, po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najciekawszych obserwatorów polskiej rzeczywistości. Lektura zostawia nas z poczuciem fascynacji, ale i pewnego chłodu – dokładnie tak, jak po lekturze wiersza, który zrozumieliśmy tylko w połowie, ale którego rytm nie chce wyjść nam z głowy. To monumentalny zapis walki o prawo do bycia sobą w świecie, który nieustannie chce nas do kogoś „przysiąść”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na78 dni temu
Młynarski. Rozmowy Wojciech Młynarski
Młynarski. Rozmowy
Wojciech Młynarski
Dlaczego nie zachwyca, a zachwycać miała…? Wydaje mi się, że wielu czytelników pomyliło Mistrza Młynarskiego z książką ‘Młynarski. Rozmowy’. Większość super pozytywnych recenzji rozpoczyna się od peanów na cześć, od wyznań miłości, pokłonów w kierunku twórczości czy podziwu dla charyzmy, kultury osobistej, intelektu i finezji pana Wojciecha. I ja mogę się również podpisać pod tym wszystkim obiema rękami i nogami. Albowiem Młynarskiego lubię. Nie uwielbiam, ale nucę, cytuję, słucham ku pokrzepieniu serc. Mocno zdziwiło mnie, że ktoś może postrzegać go jako przaśnego, rubasznego i seksistowskiego twórcę przyśpiewek i pioseneczek w stylu pijanego wujka na weselu (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/od-oddechu-do-oddechu-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki/opinia/64575960),ale obce jest mi też popadanie w kolejną skrajność. Rewelacyjna? Wybitna? Arcydzieło? – takie są w większości opinie o książce „Młynarski. Rozmowy”, której autorem jest … Wojciech Młynarski. Czy jednak na pewno? Jest autorem odpowiedzi na pytania, ale moderatorem rozmowy, autorem koncepcji przedstawienia portretu, niejako współtwórcą tego pamiętnika jest Agata Młynarska. A ona, jako rozmówca i autor całego przedsięwzięcia, arcydzieła – moim skromnym zdaniem - nie stworzyła. Nie chcę odbierać książce uroku. Ciekawe było poczytać, jak zostaje się tekściarzem. Miło było udać się w podróż sentymentalną po spektaklach, na których wystawałam gdzieś na schodach na wejściówkach, bo na bilety mnie nie było stać (nawet z pieniędzy oszczędzanych na szkolnych obiadach :))),albo po prostu było niemożliwością je dorwać. Wspaniele dowartościować się znajomością większości wymienianych twórców, poetów, aktorów (A może jednak zdołować, gdzyż tak dalekie sięganie pamięcią już mniej uroczo przypominało mi moim wieku?). Fajnie było zajrzeć do warsztatu mistrza, zobaczyć jego biurko – takie zwykłe, odziedziczone po dziadku, stojące gdzieś w mieszkaniu na warszawskim blokowisku. Ale to były takie drobne smaczki, nawet nie ploteczki. Wszystko poza tym, to nic innego jak – i tu zacytuję kolejnego czytelnika, gdyż nie sposób się z nim nie zgodzić – „Niewiele więcej niż laurka od dzieci. […] Trzeba czekać na poważną biografię”. (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/mlynarski-rozmowy/opinia/66407359) Na koniec dodam pewną anegdotkę. Lubię pisać limeryki i inne moskaliki. Dobrze się przy tym bawię i śmiem twierdzić, że wychodzą mi nieźle, nawet po angielsku. Pewnego dnia moja mama powiedziała: „Piszesz o wszystkich, a kiedy stworzysz limeryk na mój temat?” Wyzwanie podjęłam, ale … wiłam się straszliwie. Limeryk, a raczej cały 18-zwrotkowy limerykowy ‘poemat’ powstawał w ogromnych bólach. Nie twórczych. Ale ‘cenzorskich’. Bo mój wewnętrzny cenzor co chwila zadawał mi pytania czy aby nie za ironicznie, nie za ostro, czy mama się nie obrazi moim postrzeganiem jej osoby. I wydaje mi się, że w tym przypadku zadziałał ten sam mechanizm. Poprawnie napisana laurka, bez trudnych pytań … Dodatkowo, w ebooku czasami podpisy nie zgadzały się ze zdjęciami, a załączone programy czy listy, przy nawet największym powiększeniu były nieczytelne, co było lekko irytujące. Ps. Errata. Otóż ... przy okazji wiosennych porządków znalazłam na półce egzemplarz tej książki. Namacalny nie tylko w sensie dosłownym, ale też jako dowód, że naprawdę chciałam tę książkę przeczytać (a ze względu na ograniczenia lokalowe nie kupuję zbyt dużo książek drukowanych). I muszę przyznać, że tu dopiero widać różnicę między ebookiem (o audiobooku nawet nie wspominając) a wydaniem klasycznym. Książka jest pięknie wydana, zdjęcia w tej oprawie są bardzo klimatyczne i poniekąd zrewidowałam swój pogląd na zachwyty innych czytelników. Podwyższam ocenę z 5 na 6 (jednocześnie podtrzymując to, co napisałam wcześniej :))
fidrygauka - awatar fidrygauka
oceniła na63 lata temu
Żywego ducha Jerzy Pilch
Żywego ducha
Jerzy Pilch
"Powiedzieć, iż powoli wkrada się monotonia, to nic nie powiedzieć". „Zapisuję – nie wiadomo dla kogo - dzieje zaniku”? Coś mi ta fraza przypomina Nie robię z siebie idioty, nie kreuję się ze starczym kabotyństwem na malowniczego dementa; w sensie ścisłym mam dziewięćdziesiątkę na karku i to, i owo, a prawdę powiedziawszy prawie wszystko zapominam. {…} Nie ma dwudziestolatków, nie ma prawdziwych mężczyzn, nieprawdziwych też nie ma; nie ma zdumionych nagłą utratą młodości starców. Ani ekspedientów, ani ekspedientek, ani sprzedawców, ani sprzedawczyń, ani ochroniarek, ani ochroniarzy. Puste są kina, filharmonie i stadiony, w teatrach nie ma aktorów, ani publiczności. Puste autobusy, puste samoloty, puste tramwaje. Puste lotniska, dworce i parkingi. Nie ma policjantów, nie ma strażaków, nie ma sanitariuszy. Powiedzieć, iż powoli wkrada się monotonia, to nic nie powiedzieć". J. Pilch, Żywego ducha Żywego ducha J. Pilcha – powieść (dystopia) z 2018r., należy do jednych z ostatnich tekstów autora, zmarłego 29 maja 2020 r. Pomysł zmierzenia się z Apokalipsą, jak sam przyznaje zaczerpnął ze stu stron Wydarzenia Guida Morsellego, powieści w przekładzie B. Sieroszewskiej, (wyd. polskie - 1980r.). J. Pilch wraca do tematu zagłady świata po czterdziestu latach od lektury tekstu włoskiego pisarza, by rozliczyć się z własnego życia, doświadczenia choroby, bólu i cierpienia, a przede wszystkim samotności. Jak napisze W. Bereś - to „powieść opowiadającą o samotności ostatniego człowieka”. Inicjalne zdanie Żywego ducha zapowiada historię, którą Każdy chciałby odkryć, by dowiedzieć się, jak może wyglądać Zagłada i kto jest jej autorem: „Przez otoczone kredowymi wzgórzami miasto, w którym w zupełnej samotności, niedołężny i schorowany spędzam końcówkę życia, przeszedł anioł śmierci i mało, że wszystkich szlag trafił, to wszyscy zniknęli”. W typowej dla autora frazie czytelnik odnajdzie słowo - klucz: „zagłada”, „cyrk”, „plaga”, „Apokalipsa”, itp., będące osią pierwszoosobowej narracji, od pierwszej, do ostatniej strony. Rzecz dotyczy Warszawy (Pałac Kultury, Plac Zwycięstwa, Hoża...) i jej mieszkańców, z jedynym uratowanym narratorem. Pytanie fundamentalne nie schodzi z ust ocalałego: kto jest winien zagłady? O pustce nie tylko miasta, ale i świata, w którym przyszło mu dopełnić żywota, jest przekonany od samego początku, bo „zwielokrotniona pustka dławiącym dopełnieniem wszystkich pustek świata była”.
zoe - awatar zoe
ocenił na81 rok temu
Wymazane Michał Witkowski
Wymazane
Michał Witkowski
#Wyzwanie czytelnicze LC kwiecień 2025 Książkę "Wymazane" Michała Witkowskiego czytałam po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz sięgnęłam po nią ponownie, bo po prostu chciałam trochę jakby "odświeżyć" swoją głowę. Gdy wpadam w czytelniczy trans, nie zastanawiam się często nad sensem własnego życia, lecz niejako wcielam się w role bohaterów książek. Tym razem chciałam przypomnieć sobie te książkę może dlatego, że sama mam problemy ze zdrowiem jak jedna z bohaterek tej powieści. Alexis jest królową pieczarek i wielu jeszcze innych biznesów w miejscowości o nazwie Wymazane. Okazuje się, że mimo bogactwa i pewnej władzy, nie udało jej się jednak uciec przed ciężką chorobą. Autor w sposób humorystyczny i magiczny oraz dosyć wulgarny, snuje opowieść o tym małym miasteczku i jego absurdalnie wykreowanych mieszkańców. "Wymazane leży daleko, daleko, gdzieś na północnym wschodzie, przy granicach z obwodem kaliningradzkim i Litwą, smagane polarnymi, syberyjskimi wiatrami, wśród odwiecznych bagien i puszcz nieprzebytych, kędy muchomór sromotnikowy toczy swe zwodnicze jady, kędy trujące zioła wykwitają jak grzyb na suficie: tojad, konwalia majowa, ciemiężyca zielona, blekot pospolity, owoce wilczego łyka, wilcza jagoda, cis, jaskier jadowity, kąkol polny, szalej... Staruchy zbierają tu wyłącznie trucizny, bo uważają, że w małych dawkach leczą." W miasteczku życie toczy się między lasem, gdzie rosną tylko trujaki a parkingiem dla TIR-ów. Są tu też bloki postawione na bagnach, jest biblioteka - dyskoteka, ferma lisów oraz Tesco, które stało się konkurencją dla lokalnego sklepiku. Jest tu też kilka grup oryginalnych mieszkańców, którzy są tak charakterystycznie nakreśleni, że z łatwością można ich sobie wyobrazić. Głównym bohaterem i narratorem jednocześnie jest Piękny Damian, który już jako młody chłopiec miał dziwne upodobania. Fascynują go kobiety stare i grube, więc nic dziwnego, że i królowa pieczarek nim się zainteresowała. A co z tego wyszło??? Nie ma tu typowego romansu, ale książkę czyta się dobrze, wciąga niesamowicie i trudno się od niej oderwać. Mimo tego, że w tej książce jest wiele wulgaryzmów, ale jakoś mnie nie rażą zbytnio, może się już do takiego języka autora przyzwyczaiłam... Opowiedziana przez Michała Witkowskiego historia jest pełna goryczy i swoistego humoru, dlatego do niej pewnie wróciłam. Warto ją poznać. Książkę ponownie przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na711 miesięcy temu
Komeda. Osobiste życie jazzu Magdalena Grzebałkowska
Komeda. Osobiste życie jazzu
Magdalena Grzebałkowska
Liczył się tylko jazz Jazz, stosując duże uproszczenie, zanim jeszcze przybrał formę bluesa, swingu czy ragtime’a i na długo przed pojawieniem się w Nowym Orleanie zespołów dixielandowych, był muzyką przywiezioną z Afryki przez jej zniewolonych mieszkańców - muzyką Niewolników. Rytmiczną, swobodną, pełną improwizacji, angażującą słuchaczy i wykonawców, a co najważniejsze wyrażającą tęsknotę za wolnością. Nie wiem, co bardziej – czy to właśnie te cechy jazzu, czy jego amerykańskie, imperialistyczne pochodzenie, sprawiały, że w pierwszych latach powojennych był szykanowany, a nawet wręcz tępiony. Mimo dużej popularności w latach trzydziestych, po roku 1948 aż do 1957 jazz w Polsce musiał zejść do podziemia - nazwano ten okres „katakumbowym”. Właśnie mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się ta niezwykła biografia. Introwertyk. Mówili o nim: „Najczęściej wydaje się nieobecny. Siedzi w środku samego siebie i nikomu się nie zwierza z tego, co czuje, o czym myśli. Przezywają go Nietoperz, bo wygląda jakby spał w dzień” [1]. Krzysztof Komeda Trzciński – pianista jazzowy, ale przede wszystkim kompozytor utworów jazzowych i muzyki filmowej. Kiedy okazało się, że trudno mu godzić pracę lekarza z pasją muzyczną, zrezygnował z wykonywania zawodu. To kompozycje muzyki filmowej przyniosły mu największą popularność i są rozpoznawane nawet przez osoby, które deklarują, że jazzem się nie interesują. Zilustrował muzycznie przeszło 60 różnych filmów: fabularnych, dokumentalnych, animowanych, w tym ponad 10 w reżyserii Romana Polańskiego. Ze swoim zespołem Komeda Quintet nagrał słynny album „Astigmatic”, uważany za jeden z najlepszych w tzw. polskiej szkole jazzowej. Kolejna biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego może nie zainteresowałaby mnie tak bardzo, gdyby nie jej podtytuł: „Osobiste życie jazzu” i nazwisko autorki. Wcześniejsze publikacje Magdaleny Grzebałkowskiej - jej biograficzny debiut „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego” i „Beksińscy. Portret podwójny” - sprawiły, że mniej więcej wiedziałam już, czego się spodziewać i miałam pewność, że w warstwie biograficznej książka mnie nie rozczaruje, ale byłam jednocześnie ciekawa, w jakim stopniu autorka wywiąże się z sugerowanej w tytule obietnicy przedstawienia kulis (skoro „życie osobiste”) polskiej sceny jazzowej. Ani w jednym, ani w drugim aspekcie nie rozczarowała mnie ta biografia i zapewniam, że początki nowoczesnego jazzu w Polsce nie są w niej tylko tłem. Nie wiem, czy już w założeniach miał to być projekt komplementarny, ale taki jest - w mojej ocenie - efekt. Można czytać ją dla Komedy, można również wyłącznie dla jazzu. A czyta się ją jak dobrą powieść. Emocje rosną, a utrzymać uwagę czytelnika na niemal 500 stronach nie jest łatwo. Zakończyłam z przyspieszonym tętnem, mimo że doskonale wiedziałam, w jaki sposób skończy się ta historia - że jej bohater odejdzie przedwcześnie, tragicznie, a jednocześnie chciałoby się powiedzieć bezsensownie i niepotrzebnie (choć w obliczu śmierci brzmi to nieodpowiednio). Krzysztof Komeda Trzciński urodził się w 1931 roku, a zmarł w 1969, mając zaledwie 38 lat. Jeśli prześledzimy losy jego innych sławnych rówieśników, w tym również wielu przyjaciół, to zauważymy, że i oni odchodzili zadziwiająco szybko, w równie feralnych okolicznościach, w sposób gwałtowny i w podobnym wieku: Zbigniew Cybulski (1927-1967),Bogumił Kobiela (1931-1969),Marek Hłasko (1931-1969),Andrzej Munk (1921-1961). Pojawiały się w związku z tym absurdalne teorie spiskowe tych, którzy w tym zbiegu okoliczności dopatrywali się działania sił nadprzyrodzonych, fatum, wpływu loży masońskiej, klątwy, satanistycznego spisku z udziałem Romana Polańskiego itp. Biografia Komedy również w tej sprawie udziela wielu wskazówek, opisując styl życia w Polsce lat powojennych (50., 60.). W okresie, kiedy muzycy i słuchacze musieli ukrywać się ze swoją pasją, czyli do roku 1956 i również później, kiedy mogli już oficjalnie dawać koncerty, wciąż towarzyszył im alkohol. Piło się często, dużo, a wynikająca z tego nonszalancja prowokowała tak wiele niebezpiecznych sytuacji, że należałoby się raczej dziwić, że nie zebrała jeszcze większego żniwa. Przyczyny bywały więc często prozaiczne, pozbawione ingerencji sił nieczystych, co nie zmienia faktu, że polska kultura u schyłku lat sześćdziesiątych straciła wielu obiecujących artystów, których twórczość mogła się dopiero rozwinąć. W tym miejscu można rozpocząć snucie innych teorii na temat przyczyn takiego zjawiska – pokolenie Kolumbów, ciągłe poczucie nietrwałości, nieposkromiony apetyt na życie ludzi, których młodość i świadome dzieciństwo przypadało na lata wojenne? Magdalena Grzebałkowska nie miała łatwego zadania. W przeciwieństwie do bohaterów dwóch poprzednich biografii, ten nie tylko odszedł wcześnie, ale był bardzo powściągliwy w wyrażaniu swoich emocji w innej formie niż za pośrednictwem muzyki. Nieliczne widokówki wysyłane z różnych miejsc na świecie, najczęściej do rodziców, oszczędne wywiady, których udzielił – to w zasadzie wszystko. Zostały utwory, nagrania i podkreślana przez wszystkich, wręcz symboliczna, małomówność. Informacje o Komedzie autorka zbierała, osobiście docierając do wszystkich, z którymi łączyły go jakieś prywatne lub zawodowe relacje. Na wstępnie przygotowanej liście zebrała ponad 160 nazwisk. Nie ze wszystkimi udało się przeprowadzić wywiady, ostatecznie, jak podaje, bazowała na około 80 rozmowach. Podróżowała w tym celu po Polsce i nie tylko, bo oprócz kilku bliższych wyjazdów zagranicznych, udała się tropem Komedy do Stanów Zjednoczonych. Dotarła do rodziny, muzyków, aktorów, innych uczestników życia muzycznego i ostatniego żyjącego świadka wypadku, który wydarzył się w Stanach Zjednoczonych. W oparciu o tę relację przedstawiła nową i bardzo wiarygodnie brzmiącą wersję wydarzeń, które stały się bezpośrednią przyczyną śmierci muzyka. Pozostała jeszcze żmudna praca w archiwach w poszukiwaniu dokumentów potwierdzających uzyskane informacje, karierę artystyczną kolejnych zespołów, które tworzył lub z którymi współpracował, oraz tych pokazujących tło – Polskę lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a to wszystko przecież tylko etapy przygotowawcze. Książka ma nie tylko bogatą bibliografię, indeks nazwisk i źródeł. Podzielona jest na 100 zatytułowanych rozdziałów, z których każdy ma przynajmniej kilka podrozdziałów. Bibliografia załącznikowa podana jest na końcu książki, ale podzielona i ponumerowana w obrębie rozdziałów, co dobrze porządkuje informacje i dla mnie było dużym ułatwieniem. Pod względem merytorycznym jest przygotowana niezwykle starannie - dla osób szczególnie interesujących się jazzem, kulturą czy wręcz historią lat powojennych może być prawdziwym „źródłem źródeł” do dalszego zgłębiania tematu. W samej biografii znajdujemy już wiele informacji o życiu codziennym, imprezach towarzyszącym koncertom, lokalach – Piwnicy pod Baranami, słynnym SPATiF-ie, kontaktach towarzyskich, cenach, jakie obowiązywały, problemach, jakie mieli muzycy ze zdobyciem instrumentów, płyt, a nawet ubrań. Pojawiają się tu nie tylko postacie ze świata muzyki jazzowej jak Andrzej Trzaskowski, Tomasz Stańko, Jerzy Milian, Andrzej Kurylewicz, Wojciech Karolak czy Urszula Dudziak, czołówka świata filmowego z Romanem Polańskim, Jerzym Skolimowskim, Witoldem Sobocińskim, również Leopold Tyrmand, Krystyna Sienkiewicz i wiele innych osób – ich indeks zajmuje dwanaście stron drobną czcionką, więc przytaczam tylko tych, którzy zwrócili moją szczególną uwagę. Autorka szczególnie dokładnie relacjonuje pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie oraz powstanie (w 1958 r.) i kolejne edycje słynnego Jazz Jamboree. Nie jest to jednocześnie biografia pozbawiona wątków bardzo osobistych, dotykających życia prywatnego artysty - małżeństwa z Zofią, która była jednocześnie jego menadżerką (trzeba przyznać bardzo, jak na te siermiężne czasy, skuteczną i aktywną) - związku trudnego, ze smutnym zakończeniem. Zofia jest dla mnie niemniej ważną bohaterką w tej historii. Pozostaje w tle Krzysztofa Komedy, jest „czarnym charakterem” – dominująca, zaborcza i - jak podkreślają rozmówcy Magdaleny Grzebałkowskiej - przemiła, pod warunkiem, że nie pod wpływem alkoholu. Postać bardzo niejednoznaczna, jak na czasy wczesnego PRL-u niezwykle nowoczesna, która odegrała ważną rolę w życiu muzyka, a jej życiorys mógłby być materiałem do osobnej historii. Poza świetnym publicystycznym stylem - oszczędnym i skupionym na przedstawieniu tylko dobrze udokumentowanych faktów - bez nadinterpretacji wydarzeń czy luźnych domysłów, biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego jest jednocześnie przygodą literacką, wycinkiem z historii jazzu w Polsce, zapisem reporterskiego śledztwa i próbą stworzenia portretu psychologicznego postaci w jednym. Jestem pod jej wielkim wrażeniem, cieszę się, że mam ją na swojej półce. 1. Magdalena Grzebałkowska, „Komeda. Osobiste życie jazzu”, Wydawnictwo Znak, 2018, s. 49 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na92 miesiące temu
Inni ludzie Dorota Masłowska
Inni ludzie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska to pisarka wzbudzająca skrajne emocje, lecz pozostająca niewątpliwie mistrzynią w obserwowaniu Polaków. Dała temu wyraz w swoich wcześniejszych książkach, a w „Innych ludziach” tylko to potwierdza. Tym razem opisuje rzeczywistość w oryginalny sposób, bo w rytmie rapu, w który wpisane są losy mieszkańców brudnej, zmęczonej i pełnej frustracji Warszawy. Jak Iwona, która ma pozornie wszystko: nowocześnie urządzone przez słynnych architektów mieszkanie, syna i zapewniającego komfort ekonomiczny męża. Świetnie czuje się w Kambodży, gdzie w luksusowych hotelach karmi się wdzięcznością ludzi, rozdając im napiwki, bo wreszcie może poczuć się kimś ważnym i zadowolonym z siebie. W Polsce czuje się tylko nieszczęśliwa. Na zewnątrz piękna i elegancka, w środku to kłębek lęków. Szuka ucieczki w leki, przypadkowy seks i zakupoholizm, co pomaga tylko na chwilę, wyzwalając z czasem wyrzuty sumienia. Szuka więc dalej – na instagramowych profilach znajomych - w ich nowych samochodach i idealnych aranżacjach domów. Podziwia ich pełne sukcesu twarze i czuje, że to są prawdziwi szczęśliwcy, którym za wszelką cenę musi dorównać. Postanawia więc żyć jak oni. Razem z mężem pojadą do Australii albo Nowej Zelandii, wrzuci zdjęcia do sieci i będzie obsesyjnie śledzić, ilość polubień. Na drugim biegunie tej samej Warszawy spotykamy Kamila – młodego człowieka z patologicznego środowiska, niedoszłego rapera żyjącego na wieczny kredyt u dilera. Dla Iwony ta pozornie bliska relacja jest jedynie rozpaczliwą próbą wypełnienia dojmującej pustki i reakcją na emocjonalny chłód męża. Ich spotkanie to zderzenie dwóch osobnych światów, między którymi nie ma szans na żadną nić porozumienia. Brak wspólnego języka i emocjonalna próżnia sprawiają, że ich relacja - ograniczona wyłącznie do sfery seksualnej - pozostaje jałowa i pozbawiona szans na jakąkolwiek autentyczną więź. Kamil nie marzy o Kambodży - on marzy o tym, by w końcu wydać płytę i wyrwać się z dusznego bloku, w którym każdy dzień smakuje tak samo beznadziejnie. Choć dzielą ich pieniądze i pochodzenie, oboje wpadają w tę samą pułapkę fasadowości. Niezależnie od stanu konta, w świecie pokazanym przez Masłowską liczy się tylko to, co zewnętrzne i namacalne, co ma dawać choćby chwilowe złudzenie bycia kimś ważnym. Markowy but i ciuch, luzackie podejście do życia – to obowiązkowe rekwizyty, które trzeba wystawić na pokaz. Do tego rygor siłowni, mający rzeźbić ciało, które maskuje puste wnętrze. To świat zewnętrznego blichtru i wewnętrznego rozpadu, gdzie pod fasadą pozornej normalności pulsują niepewność i lęki. Masłowska przygląda się nie tylko dorosłym. Krytycznie patrzy na nastolatków, w których już teraz dostrzega zalążek przyszłej Iwony czy kolejnego Kamila. Problemy nie znikają przecież z czasem – one pęcznieją, sprawiając, że życie zaczyna boleć coraz bardziej. Młodzi nie szukają jednak ucieczki; pozbawieni motywacji, trwają w maraźmie, żyjąc z dnia na dzień bez wytyczonej ścieżki czy konkretnego celu. Karmiąc się jedynie doraźnymi impulsami i mglistymi marzeniami, bezwładnie dryfują przez życie jako ludzie o nieokreślonej tożsamości. Autorka bez skrupułów demaskuje wszechobecną bylejakość. Krytykuje miałkość egzystencji, poziom kształcenia, jakość kultury i metody wychowania – wystawia surową ocenę naszej staczającej się mentalności. Robi to niemal mimochodem, wtrącając kąśliwe uwagi o polityce, nauce czy postępującym zatarciu tożsamości we współczesnym świecie. To obraz rzeczywistości, która bezpowrotnie traci swój fundament. Masłowska pokazuje świat, w którym nastąpił całkowity zanik więzi i uczuć. Ludzie, choć blisko siebie, są rozdzieleni ekranami iPhone’ów. Zagubieni w rzeczywistości pozbawionej zasad i wartości, szukają ratunku w lekach, alkoholu i dragach. To lekarstwa, które tylko na moment pozwalają zapomnieć o wewnętrznych koszmarach. „Inni ludzie” to opowieść o wielkim braku - braku miłości, braku zakotwiczenia i braku języka, który potrafiłby nazwać nasze nieszczęście inaczej, niż przez wulgaryzmy lub reklamowy slogan. Autorka niczego nie upiększa. Zostawia nas w samym środku dusznej, warszawskiej atmosfery, z echem rapowanego bitu w uszach i niewygodnym pytaniem o to, czy tytułowi „inni” to w jakichś częściach nie my sami. To lektura skłaniająca to tego, by pod warstwą blichtru dostrzec to, co w nas najbardziej kruche i prawdziwe. Głównym bohaterem książki jest tu bez wątpienia język. Po raz kolejny Masłowska zachwyca umiejętnością posługiwania się nim oraz niezwykłą zdolnością przelewania na papier obrazów z otoczenia, układając je tym razem w raperskie rytmy i rymy. Błyskotliwie miksuje wulgaryzmy z poetycką frazą, wysuwając żywioł języka na plan pierwszy. Niełatwo dorównać jej w grze słownej i ironicznym dystansie - Masłowska dokonuje tu wirtuozerskiej sztuki, składając z językowego rynsztoka duszny, rapujący i przeszyty rozpaczą poemat.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak. Część 2