Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego.
Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni.
Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13)
Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów.
Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem.
Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego).
Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów:
— Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary!
Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”.
Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55)
W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi.
Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną.
Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy.
I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów.
Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni.
Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać.
Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192)
Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą.
Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259)
— Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183)
Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy),zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał),a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne.
Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci.
I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno…
Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu…
— Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę?
— Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania!
— Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
OPINIE i DYSKUSJE o książce Sprawa pułkownika Miasojedowa
"Sprawa Miasojedowa jest pod pewnym względem odwróceniem sprawy Dreyfusa. (...) Skazany przez władzę, może być obroniony przez opinię publiczną. Skazany przez opinię publiczną, może być obroniony przez władzę. Ale gdy opinia publiczna staje się władzą... Ba! Do kogo pani wtedy każe się odwołać w obronie? Nie ma takiej siły, do której można by się odwołać. Bo nie ma nikogo na świecie, kto by był zainteresowany w takiej apelacji."
Józef Mackiewicz przedstawia nam losy Sergiusza Miasojedowa, oficera carskiej żandarmerii, który w 1915 roku zostaje oskarżony o szpiegostwo, skazany i wkrótce powieszony. Karierowicz, kanciarz i hulaka niekoniecznie jest postacią do której odczuwa się wielką sympatię, jednak nie o to wszak chodzi. Istotne jest to, jaka niesprawiedliwość dotknęła Miasojedowa, a także i jego żonę Klarę. Jak łatwo urobić społeczeństwo, które na fali antysemityzmu i wrogości do Niemiec, mylnie osądziło pułkownika i jego małżonkę.
Doskonała powieść, napisana w nieco reporterskim stylu, rodem z XIX wieku, w której pobrzmiewają echa klasyki literatury rosyjskiej czy francuskiej.
"Sprawa Miasojedowa jest pod pewnym względem odwróceniem sprawy Dreyfusa. (...) Skazany przez władzę, może być obroniony przez opinię publiczną. Skazany przez opinię publiczną, może być obroniony przez władzę. Ale gdy opinia publiczna staje się władzą... Ba! Do kogo pani wtedy każe się odwołać w obronie? Nie ma takiej siły, do której można by się odwołać. Bo nie ma nikogo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomimo że akcja powieści Józefa Mackiewicza Sprawa pułkownika Miasojedowa rozgrywa się na przestrzeni od czasów przed I wojną światową aż do lat powojennych, autor porusza kwestie tak uniwersalne i fundamentalne, że z powodzeniem można je odnieść także do współczesności.
Historia brutalnego zderzenia bezbronnej jednostki, jaką jest pułkownik Miasojedow, z bezwzględnym walcem „wielkiej” historii stanowi okazję do głębokiej refleksji nad mechanizmami rządzącymi światem oraz nad rolą, jaką odgrywamy jako uczestnicy tego odwiecznego teatru dziejów.
Pojęcie „władzy opinii publicznej”, nienawiść do innych kultur i narodowości, umiejętnie podsycane i wykorzystywane w konfliktach politycznych i międzynarodowych rozgrywkach — to wszystko nie tylko nie zostało przezwyciężone wraz z rozwojem cywilizacyjnym, lecz obecnie wraca do Europy, przypominając nam ponure czasy wielkich wojen.
Dla mnie najciekawszą częścią powieści była zdecydowanie ostatnia, poświęcona dalszym losom żony pułkownika Miasojedowa — Klary. Jej wieloletnia tułaczka przez kraje Europy i beznadziejna próba znalezienia spokojnego miejsca do życia tworzą niezwykle przygnębiające studium tego, jak nacjonalizmy i produkowana przez nie nienawiść do obcych kultur i religii mogą zatruć ludzkie życie.
Pomimo że akcja powieści Józefa Mackiewicza Sprawa pułkownika Miasojedowa rozgrywa się na przestrzeni od czasów przed I wojną światową aż do lat powojennych, autor porusza kwestie tak uniwersalne i fundamentalne, że z powodzeniem można je odnieść także do współczesności.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria brutalnego zderzenia bezbronnej jednostki, jaką jest pułkownik Miasojedow, z bezwzględnym...
wybitna powieść osadzona na przełomie światów...
opowieść o konsekwencjach ludzkich wyborów, o przewrotności ludzkiej natury a więc i przewrotności ludzkich losów... a więc i przewrotności samych dziejów...
uwaga autora do wydania w języku polskim - czytelnik polski, przyzwyczajony, że po polsku pisze się prawie wyłącznie o Polakach i tematach polskich, może wziąć mi za złe zarówno wybór osób, jak i tematów, który mnie zafrapował;
w moim jednak przekonaniu, inni ludzie, nie tylko Polacy, są też ludźmi... xD
zakazana w PRL - demaskacja sowieckich manipulacji, autor na czarnej liście cenzury...
wybitna powieść osadzona na przełomie światów...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toopowieść o konsekwencjach ludzkich wyborów, o przewrotności ludzkiej natury a więc i przewrotności ludzkich losów... a więc i przewrotności samych dziejów...
uwaga autora do wydania w języku polskim - czytelnik polski, przyzwyczajony, że po polsku pisze się prawie wyłącznie o Polakach i tematach polskich, może wziąć mi za...
książka zdecydowanie warta przeczytania
książka zdecydowanie warta przeczytania
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść Józefa Mackiewicza to nie tylko fikcja, ale także wydarzenia historyczne, a obok postaci fikcyjnych występują postacie autentyczne. „Sprawa pułkownika Miasojedowa” jest rosyjskim odpowiednikiem „sprawy Dreyfusa”. Główny bohater to ofiara układów politycznych w ówczesnej Rosji, czyli czasów I wojny światowej. Nazwisko Miasojedowa często pojawialo się w międzywojennej prasie, i to zainspirowało Mackiewicza do napisania powieści przedstawiającej dzieje tej tragicznej postaci.
Powieść składa się z dwóch części, pierwsza opisuje losy tytułowego bohatera Miasojedowa, druga natomiast ukazuje perypetie jego żony.
„Sprawa pułkownika Miasojedowa” to książka fascynująca, która porusza wiele kwestii; ukazuje nie tylko czasy I wojny światowej, ale życie na zesłaniu, jak i nawiązuje do jednego z najbardziej niszczycielskich nalotów w czasie II wojny światowej, tj. bombardowania Drezna w lutym 1945 roku.
Polecam powieść i zachęcam do poznania postaci Miasojedowa, którą ja poznałam dzięki tej książce.
Powieść Józefa Mackiewicza to nie tylko fikcja, ale także wydarzenia historyczne, a obok postaci fikcyjnych występują postacie autentyczne. „Sprawa pułkownika Miasojedowa” jest rosyjskim odpowiednikiem „sprawy Dreyfusa”. Główny bohater to ofiara układów politycznych w ówczesnej Rosji, czyli czasów I wojny światowej. Nazwisko Miasojedowa często pojawialo się w międzywojennej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZastanawiałem się chwilę, czy ocenić na 9, czy na 10 gwiazdek. Trochę mnie irytuje to określenie "arcydzieło" przy 10 gwiazdkach, bo brzmi tak bardzo górnolotnie - jak dla mnie. Ale... książka, w mojej ocenie, jest na pewno wybitna. I jest na pewno jedną z tych, którą bez większego zastanowienia wymienię pośród 5 najlepszych, jeśli ktoś mnie zapyta. Długo nie znałem tego autora. Książkę polecał kiedyś Jacek Bartosiak, i chyba głównie za jego przyczyą, sięgnąłem po nią. Przeczytałem 2 razy i nadal chętnie wracam do jej fragmentów - zwłaszcza, że jest audiobook świetnie czytany przez Mariusza Benoit. Autor kapitalnie oddaje klimaty tamtych czasów i rejonów w których toczy się akcja. Polecam. Myślę, że po tej lekturze, każdy kto polubi, chętnie sięgnie po kolejne książki Mackiewicza.
Zastanawiałem się chwilę, czy ocenić na 9, czy na 10 gwiazdek. Trochę mnie irytuje to określenie "arcydzieło" przy 10 gwiazdkach, bo brzmi tak bardzo górnolotnie - jak dla mnie. Ale... książka, w mojej ocenie, jest na pewno wybitna. I jest na pewno jedną z tych, którą bez większego zastanowienia wymienię pośród 5 najlepszych, jeśli ktoś mnie zapyta. Długo nie znałem tego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ukazuje losy pułkownika Miasojedowa i jego żony Klary, na tle autentycznych wydarzeń historycznych. Jest to jednak tylko pretekst do ukazania o wiele głębszych kwestii i przemyśleń autora. Język tego wybitnego dzieła jest trochę anachroniczny, co jednak pozwala wczuć się w minione czasy. Natomiast fabuła, konstrukcja i warsztat literacki Mackiewicza to naprawdę mistrzostwo, dzięki czemu można do tej książki z przyjemnością za jakiś czas powrócić.
Książka ukazuje losy pułkownika Miasojedowa i jego żony Klary, na tle autentycznych wydarzeń historycznych. Jest to jednak tylko pretekst do ukazania o wiele głębszych kwestii i przemyśleń autora. Język tego wybitnego dzieła jest trochę anachroniczny, co jednak pozwala wczuć się w minione czasy. Natomiast fabuła, konstrukcja i warsztat literacki Mackiewicza to naprawdę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita! Książka przepełniona aforyzmami można się w niej zatracić. Mackiewicz mistrz.
Znakomita! Książka przepełniona aforyzmami można się w niej zatracić. Mackiewicz mistrz.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka prawdopodobnie może wywoływać zupełnie różne emocje u różnych czytelników, z pewnością napisana jest z ogromnym rozmachem, dużą dbałością o realizm i szczegóły. Niestety mi osobiście ciężko było przez nią przebrnąć, dopiero pod koniec nabrała tempa i to rozległe przedstawienie postaci i szczegółów okazało się potrzebne dla dalszej części fabuły.
Historia jest oparta na faktach, choć niektóre elementy zostały w książce zmienione lub dopowiedziane, lecz imponujące jest, jak wiele faktów i szczegółów prawdziwej historii zostało tu opisanych.
Książka w dość precyzyjny sposób ukazuje, jak można człowieka zniszczyć wizerunkowo tylko na podstawie plotek, pomówień i domysłów. Z niemalże przesadną szczegółowością stanowi studium upadku wizerunkowego człowieka.
Jednak w mojej opinii równie dobrze mogłaby zakończyć się w momencie śmierci głównego bohatera, niepotrzebnie przedstawiając dalsze losy jego Małżonki, również sporo wątków nie jest szczególnie istotnych z punktu widzenia fabuły i mocno rozwleka całą opowieść.
Autor wykazał się przy tej książce imponującym warsztatem, mimo wszystko napisana jest ona lekko i z polotem. Niestety polecić ją można chyba tylko wytrwałym czytelnikom, bo nie każdy przez nią przebrnie.
Książka prawdopodobnie może wywoływać zupełnie różne emocje u różnych czytelników, z pewnością napisana jest z ogromnym rozmachem, dużą dbałością o realizm i szczegóły. Niestety mi osobiście ciężko było przez nią przebrnąć, dopiero pod koniec nabrała tempa i to rozległe przedstawienie postaci i szczegółów okazało się potrzebne dla dalszej części fabuły.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria jest...
Bardzo dobre książki w realistyczny sposób potrafią oddać klimat i atmosferę czasów opisywanych przez autora.
Dzieła wybitne opisując współczesność przekazują prawdy ponadczasowe.
Myślę, że wybitność tej powieści jest niezaprzeczalna.
Bardzo dobre książki w realistyczny sposób potrafią oddać klimat i atmosferę czasów opisywanych przez autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzieła wybitne opisując współczesność przekazują prawdy ponadczasowe.
Myślę, że wybitność tej powieści jest niezaprzeczalna.