rozwińzwiń

Białe kwiaty

Okładka książki Białe kwiaty autorstwa Cyprian Kamil Norwid
Okładka książki Białe kwiaty autorstwa Cyprian Kamil Norwid
Cyprian Kamil Norwid Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej [PIW] klasyka
148 str. 2 godz. 28 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej [PIW]
Data wydania:
1977-05-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
148
Czas czytania
2 godz. 28 min.
Język:
polski
Szkice Cypriana Norwida opracowane przez Juliusza W. Gomulickiego. Wydanie zawiera następujące szkice: Menego (Wyjątek z pamiętnika),Czarne kwiaty, Białe kwiaty, Milczenie.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Białe kwiaty w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Białe kwiaty

Średnia ocen
6,8 / 10
139 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Białe kwiaty

avatar
401
233

Na półkach:

Chyba nie w tym, ale w wydaniu "PIW" ("Białe Kwiaty", PIW Warszawa 1965 r.) pojawia się tekst "Milczenie" z 1934 jako dodatek. O ile się nie myle, są tam też "Czarne kwiaty".

Sam tekst przepiękny a znajomości Norwida: Mickiewicz, Słowacki, Chopin, są imponujące.

Chyba nie w tym, ale w wydaniu "PIW" ("Białe Kwiaty", PIW Warszawa 1965 r.) pojawia się tekst "Milczenie" z 1934 jako dodatek. O ile się nie myle, są tam też "Czarne kwiaty".

Sam tekst przepiękny a znajomości Norwida: Mickiewicz, Słowacki, Chopin, są imponujące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
830
784

Na półkach: ,

Żeby można było sztukę odprowadzania ludzi do niewidzialnego świata uznać za najwyższej próby, to potrzeba spotkania z kimś takim jak Cyprian Kamil Norwid. Jego wspomnienia są jak balsam, pisane piękną, starą i kwiecistą polszczyzną. Leczą spowodowane współczesnym literackim rozgardiaszem ubytki, łatają dziury powstałe po zbyt dużym zażyciu nowoczesnych środków wyrazu. A przy tym ile z nich strzela iskier nieśmiertelności, ten tylko się o tym przekona, kto na własne oczy zobaczy wpływ jego dzieła na przestrzeni już stu kilkudziesięciu lat. Ponieważ wkład Norwida w pielęgnowanie pamięci o śmiertelnych jest naznaczony przeróżnymi odcieniami wrażliwości. I tylko ci tego nie dostrzegą, którzy zbyt pobieżnie przestudiują szkice bazujące na czarnym i białym. Nieznacznie wyprzedzając "Kwiaty zła" Charles’a Baudelaire’a , polski poeta wcale nie stworzył najeżonego literackimi chimerami dzieła. O wiele mniej kontrowersyjnie, z większym wyczuciem i subtelnością ukazał swoje poglądy na temat estetyki.

Przysiągłbym, że Norwid uprawia wiedzę w dość klasyczny sposób a praktykuje prawdę wzorem starożytnych. Może nawet wcale nie powinienem składać tak wielkiej wagi zapewnień co do jakości moich spostrzeżeń, bo przecież gołym okiem widać czerpanie natchnienia przez naszego twórcę z zamierzchłych czasów Hezjoda i Wergiliusza. Logicznie i gramatycznie perfekcyjny. Pielęgnujący obowiązujące wtedy cnoty moralne. Znawca historii, według której każda moda przeminie a tekst literacki pozostanie do oceny dla potomnych. To nie żadne akademickie wywody, to działania Norwida ukierunkowane na podnoszenie chwały sztuki jak tylko można najwyżej. Swoje kwestie wypowiada stanowczo, czasem z lekkim patosem, już za jego życia z tych szkiców biją promienie ogromnej sławy. Nie dziwne, że postanowiłem się ogrzać w tak doborowym towarzystwie.

Język to trudny ale piękny. Kto by nie chciał wpaść z wizytą do Fryderyka Chopina lub Juliusza Słowackiego? Zobaczyć stary fortepian i przyjrzeć się wyblakłym ale za to posiadającym ogromną historyczną wartość rycinom. Niektórzy z bohaterów Norwida bywają monumentalni, inni drobni i tacy powszedni dzięki swojemu ostatniemu, wypowiedzianemu w beztroski sposób "adieu". Jednak norwidowskie pożegnania nadzwyczaj dobrze przedstawiają kończące ziemską wędrówkę gesty, słowa wielkich za życia stają się słowami głębokiej o nich pamięci. A to wszystko w otoczeniu sztuki. Wenecki Pałac Dożów i paryskie aleje, ze wszystkich stron pachnące arcydziełami fragmenty ludzkiej cywilizacji. Przechadzając się z Norwidem po tych wszelkich zabytkach literatury i architektury miałem wrażenie, jakby towarzyszył nam zdolny akwarelista, podsuwający przed moje oczy cudowności, których sam nie potrafiłbym sobie nawet wyobrazić.

Nie na długo rozstanę się z refleksjami natury estetycznej. W planach mam zamiar przyjrzeć się nieco bliżej bystremu obserwatorowi życia społecznego i kulturalnego. Szyfr Cypriana Norwida wydaje mi się znajomym i na tyle łatwym do odgadnięcia, że grzechem by było nie skorzystać z pokusy zajrzenia pod spód rzeczy niepozornych, jak i tych wielkich, wymagających politycznego rozeznania. A przy tym wytrwać w niedopowiedzeniach mistrza i przemilczeniach poety, żyjącego w czasach rządów cenzury. Wyczuwając w ułożeniu liter kształty protestu, o wiele łatwiej jest identyfikować się z tym, kto dzielnie walczył swym ostrym słowem. Tak więc... spis wrażeń uważam za niedomknięty i wymagający o wiele bardziej gruntownego przestudiowania. Bo warto zawsze i wszędzie interesować się wytworami tak inteligentnego pióra.

Żeby można było sztukę odprowadzania ludzi do niewidzialnego świata uznać za najwyższej próby, to potrzeba spotkania z kimś takim jak Cyprian Kamil Norwid. Jego wspomnienia są jak balsam, pisane piękną, starą i kwiecistą polszczyzną. Leczą spowodowane współczesnym literackim rozgardiaszem ubytki, łatają dziury powstałe po zbyt dużym zażyciu nowoczesnych środków wyrazu. A...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
204
50

Na półkach:

Dużo trudniejsza od ,,Czarnych kwiatów'' a mimo to chyba wybitniejsza. Autor zwraca uwagę na maleńkie szczegóły w wydarzeniach ze swojego życia. Dziełko cenne szczególnie w naszych czasach, kiedy to pęd nie pozwala nam się zatrzymać na subtelności znaków, które pokazuje nam codzienność. Nie wiem, czy jest to książka do której będę wracać, jednak od kiedy okryłam Norwida, zmieniło się moje spojrzenie na życie i za to jestem mu ogromnie wdzięczna.

Dużo trudniejsza od ,,Czarnych kwiatów'' a mimo to chyba wybitniejsza. Autor zwraca uwagę na maleńkie szczegóły w wydarzeniach ze swojego życia. Dziełko cenne szczególnie w naszych czasach, kiedy to pęd nie pozwala nam się zatrzymać na subtelności znaków, które pokazuje nam codzienność. Nie wiem, czy jest to książka do której będę wracać, jednak od kiedy okryłam Norwida,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

342 użytkowników ma tytuł Białe kwiaty na półkach głównych
  • 249
  • 93
72 użytkowników ma tytuł Białe kwiaty na półkach dodatkowych
  • 34
  • 9
  • 7
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Białe kwiaty

Inne książki autora

Cyprian Kamil Norwid
Cyprian Kamil Norwid
Polski poeta, prozaik, dramatopisarz, eseista, grafik, rzeźbiarz, malarz i filozof. Często uznawany za ostatniego z czterech najważniejszych polskich poetów romantycznych. Wielu historyków literatury uważa jednak taki pogląd za zbytnie uproszczenie, zaliczając jego twórczość raczej do klasycyzmu i parnasizmu. Przeważającą część swojego życia spędził za granicą, głównie w Paryżu, żyjąc w nędzy i utrzymując się z prac dorywczych. Twórczość Norwida, trudna do zrozumienia dla jemu współczesnych, została zapomniana po jego śmierci. Został odkryty ponownie dopiero w okresie Młodej Polski głównie za sprawą Zenona Przesmyckiego-Miriama (po części również młodego Władysława Stanisława Reymonta. Cyprian urodził się w majątku matki, mazowieckiej wsi Laskowo-Głuchy (w połowie drogi pomiędzy Radzyminem a Wyszkowem). Został ochrzczony w pobliskim kościele parafialnym w Dąbrówce, gdzie znajduje się tablica pamiątkowa oraz akt chrztu. Jego ojcem chrzestnym był Cyprian Szukiewicz. Na cmentarzu parafialnym znajduje się symboliczny nagrobek jego matki Ludwiki ze Zdzieborskich. Imię Kamil wybrał sobie na bierzmowanie. Ojciec Norwida Jan (1784–1835) był plenipotentem Radziwiłłów herbu Trąby, później administracji Namiestnictwa, matka Ludwika (1798–1825) była jego trzecią żoną. Poeta, wcześnie osierocony, wychowywał się od 1825 roku u prababki Hilarii z Buynów Sobieskiej (sam Norwid chętnie podkreślał, że po kądzieli jego przodkiem był król Jan III Sobieski.Rok 1830 i powstanie listopadowe Norwidowie spędzili w Warszawie. Razem ze starszym bratem Ludwikiem Cyprian uczył się w warszawskim gimnazjum, przerwał naukę nie ukończywszy piątej klasy i wstąpił do prywatnej szkoły malarskiej. Pobierał prywatne lekcje rysunku u znanego warszawskiego malarza Jana Klemensa Minasowicza. Nieregularna i przerwana edukacja Norwida sprawiła, że na dobrą sprawę był samoukiem. Pierwsze środowisko literackie Norwida stanowili autorzy skupieni wokół redagowanego przez Hipolita Skimborowicza Piśmiennictwa Krajowego. Utrzymywał kontakty z tzw. Cyganerią Warszawską (Seweryn Filleborn, Roman Zmorski, Józef Bohdan Dziekoński, Włodzimierz Wolski),a także z Karolem Levittoux. W 1841 r. zbliżył się do Biblioteki Warszawskiej i salonu Łuszczewskich. Debiutował na łamach Piśmiennictwa Krajowego (nr 8/1840) wierszem „Mój ostatni sonet”. W 1842 Norwid wyjechał do Drezna, oficjalnie dla doskonalenia sztuki rzeźbiarskiej. Podróżował po Wenecji i Florencji. W 1844 roku zamieszkał w Rzymie przy Via Quattro Fontane. Wówczas narzeczona poety, Kamila, zerwała zaręczyny, a Norwid poznał Marię z Nesselrodów Kalergis, która stała się jego wielką nieszczęśliwą miłością. W tym okresie pogorszył się też stan zdrowia Norwida. Do 1846 poeta podróżował do Berlina, gdzie uczęszczał na wykłady uniwersyteckie i spotkania miejscowej Polonii. Był to dla Norwida okres licznych kontaktów towarzyskich, artystycznych i politycznych. Aresztowany i zmuszony do wyjazdu z Prus w 1846 r. Norwid udał się do Brukseli. Okres Wiosny Ludów spędził Norwid ponownie w Rzymie, gdzie poznał m.in. Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego. W czasie rewolucji w Rzymie w 1848 roku wraz z Zygmuntem Krasińskim bronił zagrożonego papieża Piusa IX. W latach 1849–1852 mieszkał w Paryżu, gdzie spotkał Juliusza Słowackiego i Fryderyka Chopina, a także zetknął się w salonie Herweghów z Turgieniewem i Aleksandrem Hercenem. Sytuacja Norwida była wówczas trudna zarówno ze względów materialnych, jak i z powodu zawodu miłosnego, nieprzyjaznych recenzji krytyki i nieporozumień na tle politycznym. Poeta publikował w poznańskim Gońcu Polskim, ale spotkał się z nieprzychylnymi ocenami. Żył w biedzie, postępowały u niego głuchota i ślepota. Poeta postanowił wyemigrować do Stanów Zjednoczonych, co uczynił za radą hrabiego Władysława Zamoyskiego 29 listopada 1852. 12 lutego 1853 statek Margaret Evans dotarł do Nowego Jorku. Wiosną Norwid otrzymał dobrze płatną posadę w pracowni graficznej. Jesienią poeta dowiedział się o wybuchu wojny krymskiej, w związku z czym zaczął planować powrót do Europy. Pisał do Mickiewicza i Hercena, prosząc ich o pomoc w realizacji planów. W czerwcu 1854 r. Norwid wrócił do Europy z księciem Marcelim Lubomirskim, mieszkał w Londynie, utrzymując się z przygodnych prac artystyczno-rzemieślniczych, po czym udało mu się powrócić do Paryża. Działalność artystyczna Norwida ożywiła się, udało mu się opublikować kilka utworów. W 1863 r. wybuchło powstanie styczniowe, które pochłonęło uwagę Norwida. Choć sam, ze względu na stan zdrowia, nie mógł wziąć w nim udziału, usiłował mieć czynny wpływ na kształtowanie procesów powstania. W 1866 r. poeta ukończył pracę nad Vade-mecum, chociaż tomu, mimo prób i protekcji, nie udało się wydać. W następnych latach Norwid cierpiał nędzę, chorował na gruźlicę. W 1877 r. przeżył tragedię z powodu nieudanego wyjazdu do Florencji. Bardzo liczył w związku z tym na poprawę stanu zdrowia, wysłał swój dobytek, ale książę Władysław Czartoryski nie udzielił poecie obiecanej pożyczki. Kuzyn Norwida, Michał Kleczkowski, umieścił go w Domu św. Kazimierza na przedmieściu Ivry na peryferiach Paryża. W 1882 r. w jednym z pism warszawskich ukazała się notatka o Domu św. Kazimierza”...tu mieszkał i umarł Olizarowski, tu dogorywa Cyprian Norwid...”. Od jesieni Norwid leżał w łóżku, często płakał i nikomu się nie zwierzał. Zmarł w przytułku nad ranem 23 maja 1883. Pochowany został na cmentarzu Montmorency. Część notatek Norwida po jego śmierci została spalona. Ziemia z jego grobu została w 2001 r. przewieziona do Polski i umieszczona w Krypcie Wieszczów Narodowych w Katedrze na Wawelu. Historycy literatury dopatrują się w jego twórczości związków z wieloma nurtami: romantyzmem, klasycyzmem i parnasizmem. Tłumaczył (choć tylko fragmentarycznie) Byrona, Szekspira, Benvenuta Celliniego, Bérangera, Horacego, Tyrteusza, Homera. Po jego śmierci wiele z jego dzieł zostało zapomnianych. Za życia niedoceniany, odkryty ponownie w okresie Młodej Polski. Zaledwie niewielka część twórczości Norwida ukazała się za jego życia, pod koniec XIX wieku odkrył ją i zaczął publikować Zenon Przesmycki (Miriam). Stąd utarło się przekonanie, że Norwid jako twórca został odrzucony przez współczesnych, by być zrozumianym dopiero przez następne pokolenia „późnych wnuków”. Wśród historyków literatury natomiast trwają spory, na ile był romantykiem, a na ile istotnie wyprzedzał swoją epokę.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Białe kwiaty przeczytali również

René François-René de Chateaubriand
René
François-René de Chateaubriand
Małe objętościowo dziełko Chateaubrianda zajmuje poczesną pozycję w literaturze romantyzmu. Znajdziemy w nim motywy i problemy typowe dla tej epoki, a ściślej dla jej przedstawicieli: nadwrażliwych samotników udręczonych nudą i melancholią, dla których świat zewnętrzny jest tylko lustrem, w którym przegląda się niespokojne ego. Taką postacią jest René, osierocony przez matkę (zmarła przy porodzie),odrzucony przez ojca (zamożnego pana na zamku). Jedynie siostra Amelia odnosi się do niego z czułością, szczerze kochając brata, lecz jak się okaże: w nieoczywisty sposób. W przypływie rozpaczy spowodowanej skrywanym żarem porzuca biednego René na rzecz samego Chrystusa, aby uniknąć grzechu, który zdawał się nieuchronny. Amelia trafia zatem do klasztoru położonego gdzieś na brzegu morskim (czasoprzestrzeń utworu jest mgliście określona),skąd wkrótce brat jej wyrusza do Luizjany, będącej podówczas (koniec XVIII w.) francuską kolonią. Tam zamieszkuje wśród okolicznych Indian (plemię Naczezów). Po latach nalegań opowiada dwóm mentorom, staremu wodzowi Szaktasowi i mądremu księdzu Suel, historię swojego nieszczęścia, które skłoniło go do porzucenia ojczyzny. René, idealizując siostrę (ważny dla romantyzmu wątek miłości doskonałej i niedostępnej zarazem),pogrążony w rozterkach i tęsknotach, nie zdawał sobie sprawy z jej obaw, choć przecież pragnął Amelii tak samo jak ona jego. Recepty na zgryzoty szukał w samotności, to gubiąc się w leśnych ostępach, to błądząc bulwarami antycznych miast, próbując podziwiać ich zabytkowe piękno. Ani w naturze, ani w kulturze nie potrafił jednak znaleźć ukojenia. Stał się jak "puszczyk w ruinach" (Psalm 102),skazany przez los czy raczej samego siebie na oddalenie, wygnanie, alienację. Egzystencja wewnętrzna, urojona, poza ludźmi i światem. Warto zapytać, na ile dobrowolna. Koniec utworu, formalnie będącego opowiadaniem, rodzajem poetyckiej prozy, ma wydźwięk religijno-dydaktyczny. Ojciec Suel poucza bohatera, że ściganie chimer nikogo do szczęścia nie przywiodło i że sens życia leży w postawie chrześcijańskiej: "Młody pyszałku, który mniemałeś, iż człowiek może wystarczyć sam sobie! Samotność zgubna jest temu, który nie żyje w niej z Bogiem [...] Ktokolwiek otrzymał siły po temu, winien je poświęcić ku służbie bliźnich". Ten piękny, szlachetny tekst polecam każdemu, kto chciałby zapoznać się z istotą romantyzmu, a także wszystkim tym, którym wydaje się, że depresja jest chorobą XXI wieku. Otóż nie, dwa wieki temu była równie obecna, choć może dotyczyła głównie artystów i określano ją mianem melancholii czy też bólu istnienia (z niem. Weltschmerz). Wynotowałem z książeczki kilka ładnych i mądrych cytatów: 1) Szczęśliwi ci, którzy skończyli swą podróż, nie opuściwszy portu, i którzy nie wlekli, jak ja, bezużytecznych dni na ziemi! 2) O Boże! gdybyś mi dał kobietę wedle moich pragnień; gdybyś, jak pierwszemu ojcu, przywiódł mi za rękę Ewę dobytą ze mnie samego... 3) Walczyłem jakiś czas przeciw mej chorobie, ale z obojętnością i bez niezłomnej chęci zwycięstwa. 4) Starzec, wraz ze swymi wspomnieniami, podobny jest do spróchniałego dębu w lesie: dąb taki nie stroi się już własnym liściem, ale okrywa niekiedy swą nagość obcą roślinnością, która wyrasta na jego odwiecznych gałęziach. 5) Serce nasze to instrument niezupełny, lira, w której brakuje strun, tak iż trzeba nam oddawać akcenty radości w tonach przeznaczonych dla westchnień. 6) Nie jesteś, młodzieńcze, człowiekiem wyższym przez to, iż widzisz świat w odrażającym świetle. Jeśli kto nienawidzi ludzi i życia, to jedynie dlatego, iż wzrok jego nie sięga dość daleko.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na73 lata temu
Grube ryby. Dom otwarty Michał Bałucki
Grube ryby. Dom otwarty
Michał Bałucki
𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀". 𝗞𝗟𝗔𝗦𝗬𝗞𝗔 𝗪𝗖𝗜ĄŻ Ż𝗬𝗪𝗔 ! Dwa słuchowiska "𝗚𝗥𝗨𝗕𝗘 𝗥𝗬𝗕𝗬" oraz "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬". Pierwsze zatytułowane GRUBE RYBY, to komedia w trzech aktach, której premiera odbyła się w warszawskim teatrzyku ogródkowym „Belle Vue” 27 sierpnia 1881r. Dwie młode panny, Wandzia i Helenka, kokietują dwóch podstarzałych kawalerów. Pana Wistowskiego i Pagatowicza, chcąc wykorzystać ich do realizacji własnych celów. Afera na 100 fajerek, kiedy okazuje się, że Wanda chce poślubić bratanka Wistowskiego, Henryka. Za to Helena chce, aby Pagatowicz kupił jej w Wiedniu materiał na suknię. Wistowski i Pagatowicz opacznie to rozumieją: myśląc, że panienki dążą do małżeństwa z „grubymi rybami”, za które siebie samych uważają. Reżyseria: Jerzy Leszczyński Emisja: 1951 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Konstanty Pągowski - Onufry "Lufcio" Ciaputkiewicz; Janina Manclingrowa - Dorota "Dorcia", żona Ciaputkiewicza; Elżbieta Barszczewska - Wanda "Wandzia", wnuczka; Franciszek Dominiak - Burczyński, obywatel ziemski; Alicja Ursyn Szantyrówna - Helenka, córka Burczyńskiego; Jerzy Leszczyński - Wistowski; Wieńczysław Gliński - Henryk, syn Wistowskiego; Aleksander Dzwonkowski - Pagatowicz; Ludwik Tatarski - Filip, służący Ciapatkiewiczów. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Drugie Słuchowisko zatytułowane "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬", miała swoją premierę w Krakowie 31 marca 1883. To kolejna komedia w 3 aktach, której fabuła rozgrywa się w czasie karnawału w mieszkaniu urzędnika bankowego, Władysława Żelskiego. Podczas nudnej gry w szachu, żona gospodarza, Janina Żelska wpada na cudowny pomysł urządzenia "Tańczącego wieczoru". Pomysł zostaje przyjęty i następuje szereg zabawnych i zaskakujących wypadków. W finale całe towarzystwo dochodzi do wniosku, że jednak ich dotychczasowy, nudny tryb życia był prawdziwą przyjemnością w porównaniu do "domu otwartego", a Janina wypowiada z radością słowa: No, teraz dom nasz znowu zamknięty. Taki oto epizod z życia poczciwej, choć nie pozbawionej śmieszności rodziny mieszczańskiej. Reżyseria: Zbigniew Kopalko Emisja: 2002-12-31 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Aleksander Dzwonkowski - Władysław Żelski - urzędnik banku; Karolina Lubieńska - Janina Żelska - żona Władysława; Janina Anusiakówna - Kamila, siostra Janiny; Aleksander Zelwerowicz - Telesfor, wuj Janiny i Kamili; Jerzy Tkaczyk - Adolf, narzeczony Kamili; Andrzej Bogucki - Alfons Fikalski; Jan Kurnakowicz - Wicherkowski; Maria Żabczyńska - Pulcheria Wicherkowska; Ludwik Tatarski - Ciuciumkiewicz - archiwista; Helena Buczyńska - Katarzyna Ciuciumkiewiczowa - żona; Urszula Hałacińska - Tecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Maria Pawluśkiewicz - Miecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Aniela Rolandowa - Munia Ciuciumkiewiczowa - córka; Hanna Zielińska - Lola Ciuciumkiewiczowa; Wieńczysław Gliński - Wróbelkowski; Edmund Fidler - Fujarkiewicz; Mikołaj Wołyńczyk - Malinowski; Władysław Grabowski - Franciszek, służący; Mieczysław Wojnicki - Bagatelka; Ludwik Jabłoński - Lokaj; oraz Goście. Autor Michał Bałucki wspaniale potrafił zaprezentować różne osobowości ludzi, wyśmiać prowincjonalne ambicje, zakłamania obyczajowe, przywary właściwych nie tylko małomieszczańskiemu środowisku XIX-wiecznego Krakowa. Wyborna odsada, wspaniale się tego słuchało. Można się poczuć jak w Starym Kinie. Choć bez wizji to moja wyobraźnia dawała radę 😊 Oba utwory miały swoje Spektakle Teatralne oraz Telewizyjna. Teraz już takich aktorów nie ma. 𝐁𝐀𝐑𝐃𝐙𝐎 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 - 𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 !
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
Pamiątki Soplicy Henryk Rzewuski
Pamiątki Soplicy
Henryk Rzewuski
Co prawda zastrzega się, żeby gawęd szlacheckich napisanych przez Henryka Rzewuskiego nie traktować jak dokumentu epoki, powstały wszakże już w XIX w. i mają pastiszowy charakter, ja jednak mam podejrzenie, że panowie bracia, których sylwetki odmalowano na kartach tego dzieła, mogą mieć coś wspólnego z rzeczywistymi postaciami z ostatnich lat I Rzeczypospolitej. Niestety – i stwierdzam to z niekłamaną przykrością – niewiele mają wspólnego ze mną i moim zdaniem z innymi mieszkańcami III RP, innymi słowy, kiedy czytałem „Pamiątki Soplicy”, to tak jakbym czytał o kosmitach, a nie (kulturowych) antenatach dzisiejszych Polaków. Niektórzy co prawda zdają się dostrzegać w naszej kłótliwości czy antypaństwowym usposobieniu pobrzmiewające echo tej dawnej Polski, ale według mnie to za mało, żeby zobaczyć tu ścisłą więź czy dziedzictwo. Na poziomie charakterów, obyczajowości, życia codziennego są to nam ludzie nie mniej obcy niż Papuasi. Skłonność do afektu, nieskrępowane mazgajstwo, ryczenie wniebogłosy, fanfaronada, opowiadanie farmazonów – przejawy tego wszystkiego co prawda da się odnaleźć w praktyce politycznej, bo tę wymusza demokratyczny teatr, ale to tyle. Nade wszystko panów braci cechowała żarłoczna wręcz towarzyskość, i to ona zdaje się oddzielać nas od nich bardziej niż wszystko inne. Panowie ci przytłoczyli mnie, chociaż miałem z nimi czysto korespondencyjny, fikcyjny kontakt, a co by się stało, gdyby przyszło mi naprawdę spędzić w ich towarzystwie pięć minut? Myślę, że dostałbym zawału albo wylewu.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na64 miesiące temu
Pan Jowialski Aleksander Fredro
Pan Jowialski
Aleksander Fredro
[...] Z żartem jak ze solą, nie przesadź, bo bolą. [...] P. JOWIALSKI Gdy szukasz rady, strzeż się zdrady. [...] – Jeżeli kłamię, niech mnie piorun trzaśnie! – Tak zaczął kłamca. Wtem zagrzmiało właśnie, A on, czym prędzej dokończając mowy: – Żem zawsze kłamał i kłamać gotowy. 𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀" ! Komedia w czterech aktach, kierując się zapisem na czystopisie powstała 07 kwietnia 1882 roku . W treść sztuki zostały zgrabnie wplecione bajki z morałem, które zapewne wszyscy znają niektórzy na tyle dobrze, żeby je wyrecytować z pamięci. Jest więc "Małpa w kąpieli", dalej "Osiołkowi w żłoby dano" czy też "Paweł i Gaweł". Autor do instytucji małżeństwa podchodzi z właściwym dla niego poczuciem humoru. Przy okazji pokazuje to jaki dobry z niego obserwator i psycholog. Postacie są żywo wykreowane, dialogi z humorem trafnie uwypuklają przywary kobiet i mężczyzn. To było ponownie zabawne do wysłuchania, bo miałam akurat okazję odsłuchanie tego utworu w formie słuchowiska, którego premiera miała miejsce w 1948 roku. Reżyserią zajął się pan Aleksander Zelwerowicz. Reżyserem dźwięku - Jerzy Jeżewski 𝐖𝐘𝐁𝐎𝐑𝐍𝐀 𝐎𝐁𝐒𝐀𝐃𝐀 : -Ludwik Solski - pan Jowialski; -Lucjana Bracka - pani Jowialska; -Aleksander Zelwerowicz - szambelan; -Mieczysława Ćwiklińska - szambelanowa; -Stanisława Stępniówna - Helena; -Franciszek Dominiak - Janusz; -Wieńczysław Gliński - Ludmir; -Czesław Wołłejko - Wiktor; -Henryk Małkowski - służący. Fenomenalna interpretacja i cudownie się tego słuchało. Wszystko dostępne w Archiwum Radiowego Teatru Wyobraźni. 𝐂𝐙𝐘𝐓𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐒Ł𝐔𝐂𝐇𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐏 𝐎 𝐋 𝐄 𝐂 𝐀 𝐌 - 𝐖𝐀𝐑𝐓𝐎 ! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝗗𝗟𝗔 𝗖𝗜𝗘𝗞𝗔𝗪𝗦𝗞𝗜𝗖𝗛 : Od początku XX w. sztuka była wystawiana przynajmniej 87 razy, w tym czterokrotnie jako spektakl telewizyjny: w 2018 w reż. Artura Żmijewskiego, w 1987 w reż. Tadeusza Bradeckiego, w 1982 w reż. Zygmunta Wojdana oraz w 1976 w reż. Olgi Lipińskiej.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
Poganka Narcyza Żmichowska
Poganka
Narcyza Żmichowska
Z tej Narcyzy musiał być kawał przebojowej, zadziornej i stanowczej kobity, wielce zasłużonej na polu oświaty i społecznictwa. Pod względem swobodnych obyczajów i literackiego zajęcia mogę Ją nazwać polską George Sand. Nieprzypadkowo patronuje jednemu z najlepszych warszawskich liceów z wiodącym językiem francuskim. A powieść ta jest równie kwiecista jak imię autorki. Przypomina nawet wielki bukiet najróżniejszych kwiatów, które składają się na zjawisko romantyzmu. Bo w dość cienkiej książeczce zawarto tyle inspiracji i tropów charakterystycznych dla ducha epoki, że zliczyć trudno. Tytułowa Poganka to zmora, miłość życia i natchnienie jednego z bohaterów. Miłość fatalna, zaborcza, aż do zatracenia. Dama ta jest pełna fantazji, szalona i bezczelna, za nic mająca konwenans, zasady moralne, religię i ludzkie dobro. Jej władza nad kochankiem, całkowity brak zasad, wielka uroda nie mogły zaowocować innym imieniem niż wszechmocna i sławna Aspazja. Ale ta fatalna miłość Beniamina i Aspazji to tylko jeden z wątków opowieści. Autorka opisuje całą masę typów ludzkich właściwych jej czasom. Często wydawało mi się nawet, że tych postaci jest aż nazbyt wiele i zbyt drobiazgowo opisanych, gdyż nie każda z nich odgrywa w książce znaczącą rolę. A ja lubię, kiedy wiszące na ścianie strzelby w końcu strzelają. Nieszczęsny bohater spotyka się przy "prześlicznym kominku z kolumienkami" ze sporym gronem przyjaciół na "gawędki". Jego opowieść to pudełko w pudełku - zanurzając się w nią całkiem zapominamy o reszcie zasłuchanego towarzystwa. A pochodził Beniaminek z wielodzietnej, kochającej się rodziny. Każde z rodzeństwa to osobny portrecik i niepowtarzalna osobowość. Wielką namiętność wyprorokował mu brat Cyprian - zarażony wampiryzmem artysta, który wymalował tajemniczy portret Aspazji z Peryklesem. Obraz okazał się niepokojąco podobny do prawdziwej kobiety a kiedy spłonął.... Stały się rzeczy dziwne i znaczące! Całkiem podobni ci romantycy do współczesnego pokolenia! Goniący za grozą i tajemnicą, chętnie zanurzający się pogańskie dzieje, zafascynowani ludowymi baśniami, miłujący dziwaczność i nietypowe opresje. I tak samo rozdarci między pragnieniem wielkiej namiętności a spokojnym porządkiem zwykłych dni. Gdyby mieli Internet, bez wątpienia podbijaliby tam bębenek swych obsesji. Powieść nieco się zestarzała, zwłaszcza w warstwie językowej. Nie umieściłabym jej w ścisłej czołówce dziewiętnastowiecznych dzieł, ale warto było zaprzyjaźnić się na chwilę z Madame Żmichowską.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Białe kwiaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Białe kwiaty