-
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Miłość jak z książki - wygraj książki "Zły Romeo" i "Mimo moich win".
Miłość jak z książki - wygraj książki "Zły Romeo" i "Mimo moich win".
Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce... Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat... Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?

Od zarania dziejów zaczytujemy się w opowieściach o fikcyjnych romansach, marząc o wielkim obezwładniającym zadurzeniu. Ale nie tylko bohaterów „Złego Romea” i szekspirowskiego oryginału spotykają uczuciowe rozterki. Czyż prawdziwe doświadczenia nie są idealnym materiałem na sztukę lub scenariusz filmowy? Opiszcie swoją lub znaną Wam z opowieści bliskich historię miłosną. Jaki tytuł nosiłaby ekranizacja lub spektakl na jej podstawie?
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki "Zły Romeo" Leisy Rayven i "Mimo moich win" Tarryn Fisher.
Regulamin
- Konkurs trwa od 5 kwietnia do 12 kwietnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Otwarte.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
| Nagrody ufundowało wydawnictwo: | |
![]() |
|
odpowiedzi [90]
"Pośród demonów"
Realizacja marzeń to podstawa w egzystencji każdego człowieka. Tak było i tym razem, kiedy ubrana w czarne jak noc ciuchy i ciężkie, obite ćwiekami buty weszłam na salę pełną ludzi, którzy wyglądali jak grzesznicy prosto z czeluści Piekła... Stanęłam pod sceną, żyłam muzyką i machałam głową aż do bólu karku - razem z demonami i tym jednym, który zwrócił uwagę na tak samo ubraną dziewoje jak wszystkie inne. Nasze spojrzenia skrzyżowały się w fali długich włosów otaczających nas dusz i powiedział jedno, jedyne, krótkie zdanie "Lubisz być poturbowana...". I zniknął wśród otchłani. Zostawił mnie samą, by późnym wieczorem odnaleźć samotną, poobijaną i doszczętnie zmęczoną - ale gotową na nową przygodę zatapiając się w czerwień jego ust... Czy znajdujemy się w Piekle?
"Pośród demonów"
Realizacja marzeń to podstawa w egzystencji każdego człowieka. Tak było i tym razem, kiedy ubrana w czarne jak noc ciuchy i ciężkie, obite ćwiekami buty weszłam na salę pełną ludzi, którzy wyglądali jak grzesznicy prosto z czeluści Piekła... Stanęłam pod sceną, żyłam muzyką i machałam głową aż do bólu karku - razem z demonami i tym jednym, który zwrócił...
"Wróć..."
Znalazła go wciśniętego pomiędzy kosze na śmieci, zakrwawionego i śmiertelnie przerażonego. Początkowo nie potrafił wydusić ani słowa, poszedł jednak za nią powłócząc nogami. Pomogła mu, nie zadawała zbyt wielu pytań. Każdego dnia poznawali się lepiej, a ich relacja nabierała rumieńców. Ona czuła się szczęśliwa, on stwarzał pozory spokoju. Gdy do ich życia zaczynała się wkradać miłosna monotonia, on nagle zniknął. Gdzie się podział, przecież zapewniał, że tak bardzo ją kocha i ona wiedziała, że mówił prawdę, czuła to. Nie mogła jeść, nie mogła spać, nie mogła bez niego żyć. Czy jeszcze kiedyś go zobaczy? Zobaczyła, po pół roku pojawił się w jej drzwiach. nie wyglądał lepiej niż za pierwszym razem, ale zauważyła jakiś nowy błysk w jego oczach. Znowu nie mówił wiele, wyjaśnił tylko, że załatwił sprawę i teraz mogą być szczęśliwi, tak naprawdę. Nie wiedziała co o tym myśleć, nie chciała wiedzieć. Wrócił... na jak długo?
"Wróć..."
Znalazła go wciśniętego pomiędzy kosze na śmieci, zakrwawionego i śmiertelnie przerażonego. Początkowo nie potrafił wydusić ani słowa, poszedł jednak za nią powłócząc nogami. Pomogła mu, nie zadawała zbyt wielu pytań. Każdego dnia poznawali się lepiej, a ich relacja nabierała rumieńców. Ona czuła się szczęśliwa, on stwarzał pozory spokoju. Gdy do ich życia...
"To tylko aż dwa lata..."
Nie ma nic piękniejszego, niż relacja która kwitnie z roku na rok. Nie każdy zakochuje się od pierwszego wejrzenia, takie relacje to piękne wrażenie, doskonałe do opisania w dobrym romansie. A co jeśli jedna osoba, już przy pierwszym spotkaniu wie, że z Tą osobą chce spędzić swoje życie, jednak nie wie, że ukochana na którą patrzy jest już szczęśliwie zakochana? Albert spojrzał w jej ciemne oczy i czuł, że to nie tylko fascynacja jej nadzwyczajną, orientalną urodą lecz ukłucie w brzuchu, które ma się raz w życiu. Podobno mężczyźni nie zakochują się szybko, tutaj jest jednak odwrotnie. Jego zauroczenie, popchnęło go do poznania Alicji, zbliżenia do niej a nawet zaakceptowania, że nigdy jej nie zdobędzie. Żeby zrodzić miłość, czasem trzeba czasu. Gdy minęły dwa lata i Albert musiał zmienić swoje miejsce zamieszkania, Alicja zrozumiała, że nie pozwoli mu odejść. Rzuciła wszystko i wyjechała za nim, by sprawdzić, czy nadal czuje to co przy pierwszym spotkaniu. Teraz ona rozpoczęła walkę o ich miłość, która kwitła dwa lata.
"To tylko aż dwa lata..."
Nie ma nic piękniejszego, niż relacja która kwitnie z roku na rok. Nie każdy zakochuje się od pierwszego wejrzenia, takie relacje to piękne wrażenie, doskonałe do opisania w dobrym romansie. A co jeśli jedna osoba, już przy pierwszym spotkaniu wie, że z Tą osobą chce spędzić swoje życie, jednak nie wie, że ukochana na którą patrzy jest już...
"Miłość ma swój kres"
Akcja tej filmu toczyłaby się w przedszkolu, w zerówce. Dwójka dzieci, powiedzmy Maja i Michał znają się od zawsze, nagle zaczynają inaczej na siebie patrzeć, miłość rozkwita, wybucha. Trzymają się za ręce, szepczą sobie do ucha słodkie słowa, piękny dzień, najpiękniejszy w całym ich dotychczasowym życiu. Jednak wszystko, co wspaniałe, ma swój kres. Przez noc ich uczucie się wypaliło i skończyło. Następnego dnia byli już tylko kolegami, nic więcej. Koniec czułych słów i gestów. Miłość się skończyła, ale uczucie pozostało. Maja nigdy nie zapomniała o Michale, na zawsze pozostał w jej sercu.
"Miłość ma swój kres"
Akcja tej filmu toczyłaby się w przedszkolu, w zerówce. Dwójka dzieci, powiedzmy Maja i Michał znają się od zawsze, nagle zaczynają inaczej na siebie patrzeć, miłość rozkwita, wybucha. Trzymają się za ręce, szepczą sobie do ucha słodkie słowa, piękny dzień, najpiękniejszy w całym ich dotychczasowym życiu. Jednak wszystko, co wspaniałe, ma swój kres....
"Jedno spojrzenie"
Spotkali się pewnego marcowego wieczoru w klubie.Ot zwykły koncert Jego kapeli jak zawsze.Ona przyszła posłuchać.
Jedno spojrzenie zmieniło wszystko. Chociaż ani Ona ani On jeszcze tego nie wiedzieli. Chociaż nie mogli oderwać od siebie wzroku...
Minął miesiąc znów się spotkali,ale tym razem poznali,chwila rozmowy,kilka spojrzeń,od których robiło się gorąco i chemia biła tak wybuchowa jak fajerwerki.
Mogli być razem szczęśliwi lecz los chciał inaczej...
Coś Go powstrzymywało,strach przed cierpieniem?Ona targana emocjami i uczuciem nie wiedziała czemu On się tak bronił przed byciem z Nią sam na sam...
W końcu kiedy On wiedział,że chce być z Nią,Ona już zapomniała,dla swojego dobra.
O jedynym mężczyźnie którego tak naprawdę kochała,kocha i będzie kochać.
Na zawsze.
"Jedno spojrzenie"
Spotkali się pewnego marcowego wieczoru w klubie.Ot zwykły koncert Jego kapeli jak zawsze.Ona przyszła posłuchać.
Jedno spojrzenie zmieniło wszystko. Chociaż ani Ona ani On jeszcze tego nie wiedzieli. Chociaż nie mogli oderwać od siebie wzroku...
Minął miesiąc znów się spotkali,ale tym razem poznali,chwila rozmowy,kilka spojrzeń,od których robiło się...
"Oblicza miłości"
On kochał ją,ona kochała jego pieniądze. Leszek był od początku zauroczony Eweliną. Do tego stopnia,że nie dostrzegał tego,iż dobra materialne są dla niej ważniejsze od niego samego. Spełniał wszystkie jej zachcianki. Ewelina nigdy nie skalała się ani nauką,ani pracą,inwestowała tylko w swój wygląd zewnętrzny. Kosmetyczka,fryzjer,siłownia i wizyty w butikach - za wszystko płacił Leszek. Rodzina,znajomi ostrzegali go przed tą kobietą,lecz on wtedy był w stanie zrobić dla niej wszystko. Przejrzał na oczy dopiero po wypadku,którego był uczestnikiem. Roztrzęsiony Leszek zadzwonił do Eweliny,powiedział,że miał wypadek,że zabierają go do szpitala. Nie zdążył dodać nic więcej,bo pierwsze pytanie jego ukochanej brzmiało:"co z samochodem?" Gdy dowiedziała się,że "ich wypasione" auto poszło do kasacji,postawiła mu ultimatum,że ma w ciągu miesiąca kupić podobne albo przestanie się do niego odzywać. Bardziej przejęła się samochodem niż mężem. Jego stan zdrowia był jej obojętny. Leszek szybko stracił nadzieję na przemianę żony i żałował,że wcześniej był tak ślepy. Rozstali się. Ewelina czuła się urażona. Zawsze to ona zostawiała facetów,jak Leszek śmiał tak postąpić?! Próbowała się nawet na nim zemścić - m.in. rozsyłając fałszywe informacje na jego temat do firmy,w której pracował. Na szczęście nie trwało to długo,przyczyną było prawdopodobnie poznanie nowego mężczyzny,u boku,którego zaczęto ją widywać. Tym sposobem Leszek uwolnił się od swojej miłości,ale czy na zawsze?
"Oblicza miłości"
On kochał ją,ona kochała jego pieniądze. Leszek był od początku zauroczony Eweliną. Do tego stopnia,że nie dostrzegał tego,iż dobra materialne są dla niej ważniejsze od niego samego. Spełniał wszystkie jej zachcianki. Ewelina nigdy nie skalała się ani nauką,ani pracą,inwestowała tylko w swój wygląd zewnętrzny. Kosmetyczka,fryzjer,siłownia i wizyty w...
„Miłość jeździ rowerem”
Rodzice się rozwiedli, zaś ja zwątpiłam w miłość. Czy ona istniała naprawdę? – zadawałam pytania. Czy była tylko ludzkim wymysłem? – zastanawiałam się. Choć to zabrzmi, cóż, nierealnie, świat postanowił odpowiedzieć na moje pytania.
Miłość istnieje i jest piękna. Nieprzewidywalna, choć nie zapukała od razu do naszych drzwi. Kręciła się nieopodal niewinna, oswajała ze swoją obecnością. Po prostu jeździła rowerem i odprowadzała moją mamę z pracy.
A teraz mieszkamy razem. Miłość, mama i my. I gdzieś tam w cieniu czeka rower na wiosennych dróg podboje.
„Miłość jeździ rowerem”
Rodzice się rozwiedli, zaś ja zwątpiłam w miłość. Czy ona istniała naprawdę? – zadawałam pytania. Czy była tylko ludzkim wymysłem? – zastanawiałam się. Choć to zabrzmi, cóż, nierealnie, świat postanowił odpowiedzieć na moje pytania.
Miłość istnieje i jest piękna. Nieprzewidywalna, choć nie zapukała od razu do naszych drzwi. Kręciła się nieopodal...
Tylko Ona
Poznali się przypadkiem, inaczej pewnie nigdy nie zwróciliby na siebie uwagi. Dwoje zagubionych nastolatków – ona – grzeczna dziewczyna wchodząca w okres buntu, on – największy chuligan w okolicy. Dwa światy, które połączyła silna więź, rodząca się w bólu. Widziała w nim coś, czego nie dostrzegał nikt inny. Z miłości wplątała się w obsesyjną grę, w której to on pociągał za sznurki. Upokarzana, ślepo zadurzona była w stanie zrobić wszystko – tylko dla niego. Gdy udało się jej uwolnić zrozumiała, że była ofiarą. Po jego wyjeździe miał nastać spokój. Tysiące kilometrów dały złudne nadzieje, co do zapomnienia. Czy można jednak znienawidzić kogoś, kogo się kochało? Co, jeśli koszmar powraca echem po latach? Zamazany czasem uraz boli jakby mniej. Czy bohaterka zaufa znów pierwszej miłości? Dlaczego powrócił właśnie teraz? Czy wyjawi jej swój sekret?
To historia pierwszych silnych uniesień. Uczucia przepełnionego goryczą. Zagubieniu młodych ludzi, którzy stają twarzą w twarz po latach. Kto w tej historii został skrzywdzony najbardziej? Czy bohaterowie dostaną odpowiedź na dręczące ich przez laty pytanie?
Tylko Ona
Poznali się przypadkiem, inaczej pewnie nigdy nie zwróciliby na siebie uwagi. Dwoje zagubionych nastolatków – ona – grzeczna dziewczyna wchodząca w okres buntu, on – największy chuligan w okolicy. Dwa światy, które połączyła silna więź, rodząca się w bólu. Widziała w nim coś, czego nie dostrzegał nikt inny. Z miłości wplątała się w obsesyjną grę, w której to on...
Koniec Piosenki
1.
No i kto musi znowu marnować taki piękny dzień na robienie ankiet, które tylko denerwują ludzi? Doprawdy nie wiem po co one tej szkole, skoro i tak nikt z nich nie korzysta. Dobra, nie ważne. Nie mój interes, przynajmniej mi za to płacą.
- Mamoooo!
- co znowu? – krzyczy przez cały dom.
- gdzie są te cholerne spodenki!!!!
- Dziecko kochane, nie denerwuj mnie, wyprałam je przed chwilą – wzdycha.
Jeśli miałabym wybrać jedną osobę którą kocham najbardziej pod słońcem, to byłaby nią ona. Tym bardziej, że założyłam jej spodenki :D
Jeju, jak wsiadam do autobusu w taki piękny ale parny dzień to mam ochotę kupić niektórym koszulkę z napisem podziel się dezodorantem. Szczególnie tej ślicznej pani z pieskiem, który albo też się spocił, albo ona będzie musiała porządnie wyszorować sukienkę. Po godzinnej przejażdżce, przy wysiadanie stwierdzam, że klimatyzacja jest jednym z niewielu rzeczy postępowych które są przydatne. Ona i hydraulika. Idę dzisiaj wyjątkowo nie do galerii tylko na wyspę młyńską, kto wie a może dzisiaj będzie się tam coś ciekawego działo. W końcu jest letni weekend. Tutaj nie może być aż tak nudno. Idąc w miejsce mojej niedoli rozprawiam w głowie o tym, jak dołujący jest fakt że do spodenek mamy musiałam założyć pasek i planować najbliższą dietę. Gdyby nie moje uwielbienie do jedzenia, ten problem byłby mniej irytujący i łatwiejszy do rozwiązania. Kiedy tak gdybam sobie o wyższości karmelków nad sałatą zauważam, że dzisiaj jest festiwal nauki, cudownie!!! Same dzieci…..
Korzystając z okazji, że jest mało ludzi a ja zaczynam za 40 minut, idę na kawę żeby w końcu się obudzić do najlepsze kawiarni w Bydgoszczy. Takiej pianki mleka jak w Strefie nie znajdzie się nigdzie indziej w obrębie co najmniej 50 kilometrów. Zresztą, wiem coś o tym – sama uczyłam się parzyć kawę pod okiem właściciela, który mógłby o niej rozprawiać długimi godzinami.
- cześć Michał,- wołam na progu, zauważając, żę w środku nikogo nie ma, bo wszyscy biorą dzisiaj na wynos albo siedzą na zewnątrz.
- Cześć, dawno cię nie było, ehhh znowu książka, co czytasz?
- w końcu wzięłam się za Lśnienie, wiesz skoro przeczytałam już drugą część to wypadałoby wziąć się w końcu za pierwszą
- taaaa, typowa Klaudia
- za to wszyscy mnie kochacie – ironizuję
- skoro ty o tym wiesz to po co to wszystko – chichot
Jak zawsze biorę moje ukochane cappuccino, które jak na złość nadal wielu ludziom kojarzy się z czekoladowym proszkiem z paczki, zamiast z espresso z kremowym mlekiem. Wyciągam kolejną powieść jednego z moich mistrzów i jak zawsze zostaję pochłonięta. Budzę się z transu po blisko godzinie i patrząc na zegarek zastanawiam się jakim cudem przy moim roztargnieniu nie przegapiłam dzisiaj przystanku, tak ja ostatnio, kiedy wysiadłam na…… trzecim.
Rzecz jasna kiedy wychodzę, prawie, że nie dotykając ziemi, słyszę za sobą śmiech baristy, który pewnie długo nie da mi zapomnieć o tym jak śmiesznie musiałam wyglądać. Idę przez most i już po jego przekroczeniu zaczynam słyszeć muzykę. Naprawdę cudowną muzykę. Hola hola, myślę sobie – co robią takie dźwięki w miejscu gdzie przebywają głównie 6-7 –latki i ich wiecznie zabiegani rodzice? Kiedy idę dalej, bliżej sceny zauważam, że nie jest to muzyka z płyty, tylko grana na żywo. Grana i śpiewana. I od tego momentu nie pamiętam co najmniej piętnastu minut. Nawet nie wiem, co potem grał, co śpiewał. Pamiętam tylko go, jako odpowiedź na jego dźwięki, zmiękły mi miejsca o których istnienie nawet siebie nie podejrzewałam. Wiem wiem, mało poetyckie ale to właśnie sobie w tamtym momencie pomyślałam.
Z tego stanu wyrwała mnie dopiero przerwa. Kurde kurde kurde, whyyy. – to moje coraz bardziej elokwentne myśli, które uciekają razem z grawitacją kiedy jego wzrok przenosi się na mnie. Może mi się wydawało, może nie – ale on też na moment zdrętwiał. Hmmmm… ,,taaaak, to pewnie mój wytrzeszcz, też bym się takiego przestraszyła,, - mruczę pod nosem.
- Dzień dobry, ślicznej pani – słyszę za sobą
Odwracam się za siebie widzę fotografa. Moja błyskotliwość nie zna granic, biorąc pod uwagę to, że robił zdjęcia od około 20 minut, wszystkim obecnym. Może to trochę niegrzeczne, ale nie mogę się powstrzymać przed zmierzeniem go – wysoki, w miarę przystojny, ogolona głowa, ciemne oczy, ubrany na luzie i z uśmiechem, z którego nie mogę nic wyczytać – ogólnie rzecz ujmując - kompletnie nie mój typ, tym bardziej biorąc pod uwagę że ma na oko jakieś 30/35 lat.
- Dzień dobry
- przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogę zrobić pani trochę zdjęć? Spokojnie, nigdzie ich nie opublikuję, ale jak je przebiorę to mogę ci je wysłać.
Nie umknęło mojej uwagi to, jak szybko przeszedł z ,,pani,, na ,,ty,, ale w sumie nie bardzo mi to przeszkadza, bo i tak zawsze powtarasz, żeby nikt się tak do mnie nie zwracał.
- Jasne, nie ma sprawy
- Super – szczerzy się i puszcza do mnie oko
Lekko ucieszona tym że w ogóle ktoś zwrócił na mnie uwagę, uśmiecham się do nieznajomego i widząc że, muzyk wraca na scenę, zajmuję moje poprzednie miejsce na trawniku. Tym razem słyszę zapowiedź i koduję w głowie, że od teraz moim ulubionym męskim imieniem jest Tomek.
Coraz bardziej pijana z rozkoszy słuchania go, nie zauważam nawet fotografa. Tak samo jak kolejnego mijającego kwadransa. Ku mojemu szokowi, idzie w moją stronę zaraz po zejściu ze sceny.
-cześć stary – zwraca się nad moim ramieniem do fotografa.
- cześć tomek, świetne kawałki i bosko ci wyszły
- daj spokój, to tylko covery, o cześć a tobie jak się podobało? – zwraca się do mnie a ja dziękuję Bogu, że spytał mnie o imię bo chyba szybciej wyrecytowałabym tekst poprzedniej piosenki, który bardziej utkwił mi w głowie, niż moje dane osobowe które nagle gdzieś się ulotniły.
- Było świetnie – odpowiadam bardzo dumna, że się nie zająknęłam… ani nie przewróciłam.
- Właśnie cyknąłem naszej nowej koleżance kilka fotek, ej podaj mi swojego fejsa to ci je prześlę – szczerzy się tamten, czym odciąga mój wzrok od Tomka, czym pewnie ratuje mnie przed niechybną kompromitacją.
- jjjasne – cholera!!!
Po podaniu mu mojego facebooka, idę usiąść na ławce bo czuję, że zwariuję. Co się ze mną dzieje? przed chwilą zaczęło mi się kręcić w głowie, więc odeszłam, nawet nie patrząc w miodowe oczy po mojej prawicy.
2.
Kiedy wracam do domu, podśpiewuję.
Ja!!!!
Podśpiewuję!!!
Nie wiem co mam o tym myśleć, pierwsze co usłyszałam po powrocie do domu, to pytanie, czy się zakochałam. Odpowiedź była oczywista
- Pfff, oczywiście, że nie. Po prostu usłyszałam ciekawą piosenkę i wpadła mi w ucho, mamuś…
- Słucham?
- który dzisiaj jest?
- 21, a co?
- Nie nic, po prostu chcę zapamiętać tą datę, bez względu, jak ta piosenka się zakończy .
Kiedy leżę w łóżku i nie mogę zasnąć, sięgam po telefon i szukam go na Facebooku, wpisuję Tomek Wąs i nie wierzę ile jest osób w Polsce o takim imieniu i nazwisku. Po żmudnych poszukiwaniach stwierdzam, że zdecydowanie lepiej będzie poszukać go w znajomych fotografa. Moment, ale jak on się nazywał? Teraz zostaje mi już tylko znalezienie karteczki z jego imieniem i nazwiskiem, którą dał mi, kiedy wracaliśmy razem tym samym tramwajem. Rzecz jasna, najpierw próbował trochę poczarować, ale zgasiłam jego zapał, informacją o moim wieku. Tak, właśnie tak. To zazwyczaj odstrasza ten typ człowieka, ale przynajmniej w trakcie rozmowy, wyciągnęłam kilka informacji na temat mojego muzyka. Na przykład to, że ma 25 lat, przeprowadził się do Bydgoszczy kilka miesięcy temu i i i i i i ….., że jest wolny. To ostatnie zdecydowanie przodowało, wśród najlepszych wiadomości ostatnich tygodni, jeśli nie miesięcy.
Ale chwilunio momentunio. Muszę uspokoić swój zapał, trochę go ostudzić, bo zaraz dostanę zawału. Myślę, że śmierć z tego powodu w wieku 17 lat, nie byłaby do końca sensowna, ale co ja tam wiem.
W końcu, po około 15-20 minutach MAM GO!, no w sumie to tylko jego profil, ale i tak się liczy. Więc oczywiście co Klaudia robi w pierwszej kolejności? Ogląda zdjęcia. Najlepsze jest to z gitarą. Podtrzymuje ją i się na niej opiera. To zdjęcie jest utrzymane w tonach szarości i zostało zrobione kilka lat temu, bo zdecydowanie widać, że jest młodszy. Widzę jeszcze jedno, ale już bardzo artystyczne zdjęcie – jego i wiatrak w tle. Wszystko jest tam idealne – światło, kolory, perspektywa, widać, że zostało zrobione dobrym aparatem.
OOO, zaakceptował zaproszenie. Jeszcze jest aktywny!!! Dobra, już spokój, Dawaj – dasz radę Klaudia.
K : hejka
T : hey
K: szkoda, że tak mało dzisiaj grałeś
T: tyle właśnie miałem grać, a czemu tak mówisz?
K : bo mi się podobało ;)
T: wpisz sobie w YouTube – Tomasz wąs, tam są jakieś stare
Filmiki jak gram i śpiewam
K: na pewno poszukam
A co teraz porabiasz?
T: Chwilowo jestem u siostry
K: podobno mieszkasz w Bydgoszczy, tak?
T: tak, od kilku miesięcy
K: czemu się przeniosłeś?
T : Dla dziewczyny, z którą rozstałem się wczoraj
O mój BOŻE!!!!!! Wdech, wydech, wdech i wydech
K : ale zostajesz?
T: Raczej tak, nie planuję na razie wyjeżdżać
K: Ogólnie, to chciałam cię zaprosić na kawę, ale teraz to się raczej wstrzymam
T: czemu?
K: bo dopiero co rozstałeś się z dziewczyną
Nie wiem jak bardzo cie to dotknęło, ale na pewno w jakimś stopniu
T: Jestem mega rozbity, więc rozumiesz…
K: jasne, że rozumiem
Ale ogólnie, można się spotkać?
T: Myślę, że problemu by nie było
K: a jak u ciebie z czasem?
T: w ten weekend średnio
K: ok., to się jeszcze zgadamy
T: zauważyłem, że uwielbiasz czytać
K: tak
A ty?
T: nie, moje życie wypełnia muzyka
K: z dobrym skutkiem
Ok., lecę papa
T: ok., miłego
Po tej krótkiej wymianie wiadomości, czuję się jeszcze lepiej. Czuję się taka, taka lekka, pierwszy raz czuję coś takiego i mam nadzieję, że ta piosenka dobrze się potoczy.
3.
K: hej ;)
T: hey
K: w pracy?
T; niestety :/
K: a do której?
T: do 15
K: a potem? Spanie? Próby?
T: pójdę w plener z gitarą
Wiesz, tak, żeby się chociaż trochę oderwać od codzienności
K: często się tak ,,odrywasz,,?
T: Bardzo często, to jedyne co mi pozostało
I powiedzcie mi, moje kochane, szare komórki, co ja mam na to odpowiedzieć?
Całe szczęście, że kończymy już pisać, bo musi mykać do pracy.
Dzisiaj jest poniedziałek, końcówka marca a czuję się .., hm, jak ja się właściwie czuję? Chyba dziwnie – tak, to będzie właściwe i bardzo realne określenie mojego chwilowego stanu. Mam nadzieję, że chwilowego, bo długo nie mogę się tak czuć. Lekcje mijają mi bardzo szybko, a ja cały dzień mam włączony telefon i słucham. Słucham go ciąglę, jego głos, to jak przymyka oczy kiedy wczuwa się w melodie, w dźwięki, które sam tworzy. To wszystko tworzy obraz, który pokochałam i już teraz wiem, że szybko nie przestanę.
Niestety, mój Sony bardzo szybko się rozładowuje więc koduję sobie w głowie, żeby następnego dnia wziąć ze sobą ładowarkę.
T; no i jak tam?
K: a nic, tylko jestem zmachana po treningu
T: jaki trening?
K: dancehall
T: ooo, masz jakiś filmik?
K: nie mam jeszcze, ale wpisz sobie : dancehall w YouTube
Potem może, podeślę ci coś z mojej grupy
Coś ciekawego dzisiaj ?
T: nic ciekawego mnie dzisiaj nie spotkało
K: nie każdy dzień jest wyjątkowy
A jakie plany na ten tydzień?
T: brak
Nie mam tutaj znajomych, żeby z kimkolwiek, gdzieś wyjść
Tym bardziej teraz…
K: jak będziesz sam to pisz
Taka magia :D
T: nie rozumiem
K: dołączę się
Z reszty rozmowy dowiedziałam się, że musi się gdzieś przeprowadzić i przeczytałam zabawną anegdotkę że ,,pójdzie pod most,,, doprawdy przekomiczne.
K: co porabiasz?
T: gotuję
K: umiesz gotować?
T: nie i nie lubię
Ale nikt mi nie zrobi
Żebyś tylko wiedział….
Ja kocham gotować. Od zawsze było to moją wielką pasją. Dużo z tego co umiem zawdzięczam, rzecz jasna – mojej babci i myślę, że po niej mam głównie zapał do tego. Nigdy nie zapomnę jej naleśników i tego, że właśnie – jak kiedyś kiedy byłam mała- spytała się mnie za co ją kocham wykrzyczałam – za naleśniki! Za makaron !
Jej miny nie da się zapomnieć
T: wiem, że nie powinienem, ale muszę
Ile masz lat?
I czar prysł. Cholera cholera cholera cholera wrrrrr….
K: 17
T: a wiesz ile ja mam?
K: obiło mi się o uszy ;)
T: osiem lat różnicy :P
K: tak tak, tego poziomu moja matematyka jeszcze sięga
T:hahaha
K:i co tam dzisiaj gotujesz?
T: parówki
K: hihihi, smacznego
Co porabiasz jutro wieczorem?
T: jeszcze nie wiem
Ale pewnie będę się pakować
K: Oki, dobranoc
T: papa
Następnego w większości – nudnego dnia
…
…
…
K: co porabiasz?
T: jestem na wieżowcu
K: pokaż
T: (wysyła zdjęcie)
K: jeju
Niesamowity widok
Tym bardziej, jeśli to wygląda tak, jak na zdjęciu.
T: zdjęcie to nie to samo
Widok nie opisania
Miałem tam zabrać moją Asię
Tak, mega za nią tęsknię
K; dlugo byliście za sobą ?
T: 9 miesięcy
K:chcesz o tym pogadać?
T: podaj nr, zadzwonię
K: 60483667
Nie mam pojęcia co robić, ale teraz biegam po całym domu i bezsensownie patrzą w lustro, zupełnie, jakby mógł mnie zobaczyć.
No dobra – spokój Klaudia – wdech, wydech
Ok., jestem opanowana biorę sok i idę pod koc – wszystko trwa razem max 40 sekund i wtedy telefon zaczyna wibrować. Ja chyba też.
- Cześć – mówi on, przytłumionym basem
- hej, jak się czujesz?
- okropnie, do dupy, ja naprawdę ją kochałem.
- to dlaczego to się stało?
- widzisz, mieliśmy inne poglądy na życie, na związek, ona chciała odstawić mnie na bok
- taki , luźny związek?
- właśnie, a ja chcę czegoś więcej
,, jak ja, ale już teraz podświadomie czuję że nie dostanę szansy, przez te cholerne liczby,,
- rozumiem, ale pamiętaj, że nie ma nic od razu, znajdziesz dziewczynę, która nie odstawi cię na bok, która będzie cię wspierać, która, która będzie cię stawiać na pierwszym miejscu. Każdy zasługuje na kogoś takiego, tylko nie każdy umie to docenić a to nie jest wieczne i trzeba umieć to zatrzymać. W porę zatrzymać.
- ale widzisz, mam za sobą już kilka nieudanych związków i zaczynam tracić nadzieję
-tracić nadzieję?? Człowieku, masz 25 lat, jesteś przystojny, masz niesamowity głos i jestem pewna, że wystarczy że przejdziesz ulicą, a co najmniej kilka dziewczyn się tobą co najmniej zauroczy.
- dziękuję….
Ta rozmowa w gruncie rzeczy znaczyła dla mnie więcej niż może on sobie wyobrazić. Zrozumiałam kilka rzeczy – że nawet będąc kimś tak niesamowitym, można czuć się samotnym. Że można czuć się tak nawet w tłumie ludzi. Że niezależnie od końca piosenki, nigdy tej rozmowy nie zapomnę. Że chociaż wiem, że mi się z nim nie ułoży, nigdy go z siebie nie wyrzucę,
Koniec Piosenki
1.
No i kto musi znowu marnować taki piękny dzień na robienie ankiet, które tylko denerwują ludzi? Doprawdy nie wiem po co one tej szkole, skoro i tak nikt z nich nie korzysta. Dobra, nie ważne. Nie mój interes, przynajmniej mi za to płacą.
- Mamoooo!
- co znowu? – krzyczy przez cały dom.
- gdzie są te cholerne spodenki!!!!
- Dziecko kochane, nie denerwuj...
"Empfänger gestorben"
Kiedy rozpoczęła się ll Wojna Światowa, moja prababcia skończyła 17 lat. Z powodu trudnej sytuacji materialnej została pomocnicą kucharki w domu niemieckiego oficera. Pewnego dnia, wracając ze sklepu, napotkała młodego żołnierza, który okazał się synem jej pracodawców. Miłość, łącząca ich, musiała być ukrywana. Spotkania po zmroku, ukradkowe spojrzenia wymieniane w domu, szybkie, przelotne pocałunki. Kiedy wojna zmierzała ku końcowi rodzina ukochanego musiała uciekać, ale zakochani obiecali wymienić między sobą listy, pragnęli pielęgnować uczucie, nie chcieli pozwolić mu zgasnąć. Po dwóch miesiącach nadszedł pierwszy list. Zawierał same pozytywne informacje: mężczyzna zdobywa pracę, miejsce zamieszkania. Uszczęśliwiona dziewczyna odpisała w kwiecistych słowach i ze zniecierpliwieniem czekała na odpowiedź, gdy ją otrzymała serce poczęło krwawić. Oto rozpoznała swój list z dwoma dodatkowymi wyrazami: "EMPFÄNGER GESTORBEN", czyli "adresat nie żyje"...
"Empfänger gestorben"
Kiedy rozpoczęła się ll Wojna Światowa, moja prababcia skończyła 17 lat. Z powodu trudnej sytuacji materialnej została pomocnicą kucharki w domu niemieckiego oficera. Pewnego dnia, wracając ze sklepu, napotkała młodego żołnierza, który okazał się synem jej pracodawców. Miłość, łącząca ich, musiała być ukrywana. Spotkania po zmroku, ukradkowe...
"Wyblakła"
Po raz pierwszy zobaczyła go na sali gimnastycznej. Zwróciła uwagę na jego ręce-silne męskie dłonie, które z równą precyzją łapały piłkę,jak i mogły wyczyniać inne rzeczy, o których ona wtedy nie odważyła sobie nawet pomyśleć.Potem coraz częściej widywała go na szkolnym korytarzu-nie wiedziała o nim zupełnie nic, ale intuicja podpowiadała jej, że jest to chłopak, w którym bardzo łatwo można się zakochać. Kiedy zupełnie na przekór sobie zgodziła się wziąć udział w imprezie, na które tak nie lubiła chodzić, w żadnym wypadku nie spodziewała się, że spotka tam jego. Wyglądało na to, że on był tak samo zaskoczony jej widokiem, jak ona jego obecnością. Gdy się przedstawił i zaprosił ją do tańca, dziewczyna z wrażenia ledwo pamiętała swoje imię. Odkryła, że słuchają podobnej muzyki, czytają podobne książki i każde z nich jest nieśmiałe, jednak razem czuli się tak pewni siebie jak nigdy dotąd. Zaimponował jej swoją wiarą, przez co ona też chciała sprawdzić jak to możliwe, że jest to dla niego tak ważne. Sprawdziła i przez to zakochała się w nim jeszcze mocniej niż dotychczas. Wystarczył jeden rzut oka na tego cudownego chłopaka, a ona czuła się szczęśliwa i niepokonana. Jednak pewne wydarzenia zakłóciły ten spokój, a ich drogi się rozeszły. Czasem dziewczyna widuje go po drugiej stronie ulicy, jednak wstyd nie pozwala jej się odezwać. Ta historia trwa nadal i czeka na swoje szczęśliwe zakończenie. Wszak życie pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze.
"Wyblakła"
Po raz pierwszy zobaczyła go na sali gimnastycznej. Zwróciła uwagę na jego ręce-silne męskie dłonie, które z równą precyzją łapały piłkę,jak i mogły wyczyniać inne rzeczy, o których ona wtedy nie odważyła sobie nawet pomyśleć.Potem coraz częściej widywała go na szkolnym korytarzu-nie wiedziała o nim zupełnie nic, ale intuicja podpowiadała jej, że jest to...
Większość pokazanych tu historii jest smutna więc dla równowagi coś zabawnego i z życia wzięte :)
"Przez żołądek do serca a może przez zastrzyk?"
Historia, którą chciałabym się podzielić związana jest z początkami
miłości moich dziadków od strony mamy a właściwie tym jak się poznali.
Zacznę od tego, że moja babcia jest emerytowaną pielęgniarką a dziadek
cukiernikiem. Babcia przez wiele lat pracowała w swoim zawodzie w
jednej z przychodni. Któregoś dnia mój dziadek poszedł do wspomnianej
przychodni na pierwszy z serii zastrzyków przepisanych przez lekarza.
Tak się składa, że delikatnie mówiąc nie przepada on za igłami,
widokiem krwi itp. Możecie więc się domyślić, że kiedy w przychodni
okazało się, że zastrzyk ma mu robić młoda i ładna pielęgniarka (moja
babcia, tak na marginesie właśnie przypomniała mi się Kate Beckinsale w "Pearl Harbor") nie chciał pokazać, że się boi. Kiedy babcia opowiadała mi tę historię twierdziła, że jego strach dało się wyczuć na kilometr. Hahahaha. Podobno babcia zagadała dziadka tak, że nawet nie zauważył kiedy zrobiła zastrzyk. Przez następne kilka dni dziadek przychodził na zastrzyki a po każdym w podziękowaniu dawał mojej babci coś słodkiego: pączki, napoleonki itd. Po ostatnim zastrzyku dziadek zebrał się na odwagę i zaprosił moją babcię na tańce i tak się zaczęło. Jak to mówią, przez żołądek do serca a może przez zastrzyk?
Większość pokazanych tu historii jest smutna więc dla równowagi coś zabawnego i z życia wzięte :)
"Przez żołądek do serca a może przez zastrzyk?"
Historia, którą chciałabym się podzielić związana jest z początkami
miłości moich dziadków od strony mamy a właściwie tym jak się poznali.
Zacznę od tego, że moja babcia jest emerytowaną pielęgniarką a dziadek
cukiernikiem....
"List do nikogo"
Każda chwila zmienia nasze życie, ale niektóre z zachodzących zmian są ledwo zauważalne. Jednak niektóre roztrzaskują wszystko w co dotąd wierzyliśmy wprowadzając zupełnie nową rzeczywistość.
Moja ciocia, jak słyszałam z opowieści, od najmłodszych lat była nieuleczalną romantyczką. Zawsze szukała tego jedynego, jednakże z wiekiem zrozumiała, że nie tylko to decyduje o naszym życiu. Na studiach poznała mojego wujka i już po kilku miesiącach wzięli ślub, a niedługo później ciocia zaszła w ciążę. Urodziła śliczną, zdrową dziewczynkę, która była ich oczkiem w głowie.
Dopiero po jej śmierci odnaleziono trzy listy ukryte w szafce nocnej.Zaadresowane były do trzech osób: do córeczki, męża i do nikogo.
Wujek otworzył swój list, a Klaudia- córka cioci, swój.
Trzeci list miał z tyłu adres, na który rodzina od razu go wysłała nie chcąc naruszać prywatności zmarłej.
Klaudia czytając swój list miała łzy w oczach. Jej mama pisała o szukaniu prawdziwej miłości i przeznaczeniu, gdyż ona sama nie potrafiła podjąć odpowiedniej decyzji. Kilka tygodni po jej ślubie podczas wycieczki poznała pilota. I od razu zrozumiała, że to on. Ten jedyny. Spędzili razem kilka cudownych dni jako przyjaciele. Wróciła do domu i starała się zapomnieć ze względu na wujka, który był dla niej niezwykle ważny. Nie potrafiła. Pisała do niego listy codziennie, ale żadnego nie wysłała.
"Nie żałuje niczego, bo Bóg dał mi ciebie."- zakończyła list do swojej córeczki.
"List do nikogo"
Każda chwila zmienia nasze życie, ale niektóre z zachodzących zmian są ledwo zauważalne. Jednak niektóre roztrzaskują wszystko w co dotąd wierzyliśmy wprowadzając zupełnie nową rzeczywistość.
Moja ciocia, jak słyszałam z opowieści, od najmłodszych lat była nieuleczalną romantyczką. Zawsze szukała tego jedynego, jednakże z wiekiem zrozumiała, że nie tylko...
„Fotograf”
Poznałam go na osiemnastce mojej koleżanki, Marty. Wtedy nic się nie wydarzyło. On tylko robił zdjęcia, a ja nie szczędząc alkoholu dobrze się bawiłam. Było kilka wymienionych uśmiechów, kilka kontaktów wzrokowych, ale w sumie nic wielkiego. Zwykły flirt.
Jednak pół roku później na kolejnej imprezie, rozpoznałam go bez problemów. Ale wtedy było inaczej. Długo trzymaliśmy swoje spojrzenia, ale nie były już one połączone z uśmiechem. Było w nich coś dla mnie kompletnie nowego.
Była może północ. Siedziałam przy stole, ponieważ wszyscy oprócz mnie i pijanego kuzyna, mieli parę. I wtedy on odłożył aparat i zaczął iść w moją stronę. Patrzyliśmy sobie w oczy z tym nowym dla mnie uczuciem. I nagle on stanął parę metrów przede mną i ujrzałam w jego oczach smutek. Nie wiedziałam o co chodzi. Sekundę później poczułam na ramieniu dłoń pijanego kuzyna. Poprosił mnie do tańca, ale ja nawet nie spojrzałam w jego stronę. Niepewność w oczach fotografa praktycznie mnie zabijała. Rozumiecie, nie mogłam mu odmówić, a potem zatańczyć z innym. Bez słowa się zgodziłam i odeszłam na parkiet. Fotograf stał w miejscu jeszcze parę chwil, ale w końcu wrócił do DJ, gdzie zostawił aparat, a ten poklepał go po ramieniu.
Tej nocy, wymieniliśmy jeszcze parę spojrzeń. Miałam czasami łzy w oczach, ale nie pokazywałam tego. On nie próbował już podchodzić, a ja byłam wtedy zbyt nieśmiała.
Dziewczyny mówią, że wyjechał do Anglii.
Chyba już sobie wybaczyłam tą głupią decyzje.
„Fotograf”
Poznałam go na osiemnastce mojej koleżanki, Marty. Wtedy nic się nie wydarzyło. On tylko robił zdjęcia, a ja nie szczędząc alkoholu dobrze się bawiłam. Było kilka wymienionych uśmiechów, kilka kontaktów wzrokowych, ale w sumie nic wielkiego. Zwykły flirt.
Jednak pół roku później na kolejnej imprezie, rozpoznałam go bez problemów. Ale wtedy było inaczej. Długo...
„Dziewczyna od siedmiu boleści”
Była nietypową dziewczyną, chłopczycą, ubierała się na czarno, uwielbiała adidasy, chodzenie w butach na obcasach traktowała jako karę za najgorsze winy. Nie malowała się, dwa razy przeczesywała włosy i wychodziła w świat każdego dnia. Wszyscy wokół niej byli święcie przekonani, że nigdy nikogo nie pozna, nikt się w niej nie zakocha, będzie starą panną jak dwie kuzynki jej taty. Nie próbowała się mimo tego zmieniać. Pozostawała sobą zawsze i wszędzie. Studiowała biotechnologię, pracowała w szkole korepetycji, a serce jej należało do książek zebranych w przepięknej bibliotece uczelnianej, która była jak jej drugi dom. Do jej pasji czytelniczych należały przedmioty matematyczno-przyrodnicze i psychologia, a przed snem rozwiązywała z zawzięciem testy i łamigłówki. Jej imię to Asia. W głowie Asi siedział wzór idealnego dla niej chłopaka- mający więcej do powiedzenia niż książki, w innym wypadku zawsze będzie wybierać książki. Poszukiwała w głębi serca kogoś, w kim będzie widzieć cząstkę siebie, a także kogoś, kim chciałaby być, poszukiwała zatem autorytetu, inspiracji oraz entuzjazmu i pogody ducha w drugim człowieku. I któregoś dnia ujrzała wszystkie te cechy w oczach należących do... nazwijmy go X. X był starszy od niej o 7 lat i ani trochę nie wykazywał zainteresowania Asią, wręcz unikał z nią kontaktu i uciekał. Nie lubił jej. I tak to trwało przez 4 lata. Nikt dla siebie nie istniał, tylko obojętność, traktowanie się jak powietrze. Asi samoocena przez to spadła. Było jej przykro, że potencjalna bratnia dusza nie odwzajemnia uczuć. Nie było to miłe mieć poczucie, że było się dla kogoś po prostu nikim. Asia postanowiła żyć dalej poza świadomością tego faktu, ukończyła studia, obroniła pracę i pewnego dnia... X do niej zadzwonił i pogratulował wyniku obrony, a także zaprosił na randkę, a tym samym zapoczątkował nowy etap w życiu Asi, zwany pierwszą miłością i oby tą jedyną, który zmienił ją z brzydkiego kaczątka w piękną i mądrą dziewczynę.
„Dziewczyna od siedmiu boleści”
Była nietypową dziewczyną, chłopczycą, ubierała się na czarno, uwielbiała adidasy, chodzenie w butach na obcasach traktowała jako karę za najgorsze winy. Nie malowała się, dwa razy przeczesywała włosy i wychodziła w świat każdego dnia. Wszyscy wokół niej byli święcie przekonani, że nigdy nikogo nie pozna, nikt się w niej nie zakocha, będzie...
"Ten właściwy"
Poznali się w gimnazjum.
On był cholerykiem - wybuchowym, energicznym chłopakiem, który nabuzowany adrenaliną i hormonami, walczył o uwagę wszystkich, pragnął ich poparcia i poczucia, że coś znaczy. Można było go nazwać chodzącą bombą, której w każdej chwili groziła eksplozja.
Ona była samowystarczalną, pewną siebie, piękną dziewczyną. Umiała odgryźć się innym, nie dawała sobie w kaszę dmuchać, lecz zraniona przez niezdrową sytuację rodzinną, poszukiwała kogoś kto dałby jej oparcie i poczucie stabilności, w chwilach załamania.
Zakochali się. Chuligan i dziewczyna, która mogłaby mieć każdego.
Ludzie pytali: "czemu on?", "czemu ten narwaniec?", "to nielogiczne".
Może sądzili, że można wybrać kogo się kocha, a jednak miłość rządziła się swoimi prawami.
Mogli dostać swoje szczęśliwe zakończenie - On i Ona. Przecież tego oczekuje się od związku z człowiekiem, którego się kocha, prawda? Że nie ważne jakim problemom będą musieli stawić czoła, wytrwają i wyjdą z próby silniejsi.
Niestety. Życie tak nie działa.
Rozpoczęła się szkoła średnia. Obydwoje, On i Ona, byli razem, nierozłączni. To co mieli było niepodważalne.
On zaprzyjaźnił się ze swego rodzaju Wyrzutkiem klasowym. Ona zaprzyjaźniła się z Cichą dziewczyną, preferującą książki od ludzi, którą stała się wyciągnąć z kokonu nieśmiałości.
Głęboko w środku On odczuwał potrzebę bycia silniejszym od innych.
Ona nie przeczuwała, że coś się zepsuje.
Nie podejrzewała, że On będzie zauważać każde spojrzenie jakie inni jej rzucali. Nie podejrzewała, że będzie ją rozliczał z każdego spojrzenia czy słowa, jakim obdarzyła kogokolwiek innego, nawet jeśli byłyby to interakcje niewinne i koleżeńskie. Nie podejrzewała, że jego potrzeba zdominowania każdego i choleryczny, wybuchowy charakter sprawią, że też stanie się tak zaborczy wobec niej. Tak... toksyczny.
Nikt prócz Wyrzutka klasowego i Cichej dziewczyny nie widział tego jak silna dziewczyna się załamuje. Jak On ją poniża, a następnie przeprasza, jak ją wyzywa, a następnie mówi, że kocha, jak wyrzuca jej kłamstwo i niewierność, a następnie zabiera na romantyczne randki.
Jak ją bije.
Toksyczność związku ją zabijała. Traciła światło.
To Chicha dziewczyna i Wyrzutek klasowy, jedyni świadkowie, którzy nie odwracali głów, gdy On ją łamał, byli przy niej i pomogli jej wstać.
To było delikatne, niespodziewane i ekscytujące. To, że w towarzystwie Wyrzutka klasowego czuła się tak dobrze. Tak bezpiecznie. To jak się o nią troszczył, jak o nią dbał. Jak bez mrugnięcia okiem przetrzymywał nienawiść swojego byłego przyjaciela - JEGO.
On był wściekły. On był w furii.
Ale było za późno.
Ona i Wyrzutek, czyli ta którą On kochał i ten, którego On tak lubił, zakochali się w sobie.
Silna dziewczyna znów była silna. Znów oślepiała wszystkich blaskiem. Wyrzutek promieniał. Wyrzutek się uśmiechał. Wyrzutek był przy niej.
I tylko Cicha dziewczyna rozumiała.
Rozumiała, że miłość może połączyć osoby, o których nie pomyślelibyście, że do siebie pasują, a jednak w rzeczywistości okażą się "tymi właściwymi".
Rozumiała, że bycie z kimś silnym, a bycie z kimś kto sprawia, że czujesz się silna, jest zasadniczą różnicą.
A to zrozumienie sprawiło, że obecnie Cicha dziewczyna zaczyna wierzyć w happy endy.
"Ten właściwy"
Poznali się w gimnazjum.
On był cholerykiem - wybuchowym, energicznym chłopakiem, który nabuzowany adrenaliną i hormonami, walczył o uwagę wszystkich, pragnął ich poparcia i poczucia, że coś znaczy. Można było go nazwać chodzącą bombą, której w każdej chwili groziła eksplozja.
Ona była samowystarczalną, pewną siebie, piękną dziewczyną. Umiała odgryźć się...
"Miłość w biurku".
Alicja złamała nogę z przemieszczeniem i trafiła do szpitala. Adam był tam wcześniej, miał wypadek samochodowy. Spotkali się na korytarzu i to był grom z jasnego nieba. Nie mieli wielu wspólnych tematów, ale robili wszystko, żeby tylko rozmawiać. Raczyli się opowieściami z ich życia. Spędzili w szpitalu trzy dni. Alicja miała komplikacje i musieli operować jej nogę drugi raz. Gdy miała operację, wypisali Adama do domu. Nie zostawił żadnej wiadomości, kontaktu. Nic. Alicja stała się milcząca. Pytałam ją:" Dlaczego zachowujesz się, jakby to była miłość twojego życia?".Odpowiadała zawsze to samo: "Bo mogła nią być". Ala nie mogła o nim zapomnieć. Kiedy ją przytulałam, by choć trochę pocieszyć, czułam głęboki żal do tego chłopaka. Zabrał mi kochaną, dobrą Alicję, a zastąpił ją wrzeszczącą depresantką.
Namówiłam Alicję, by ta zapisała się do klubu dziennikarskiego, który działał w naszym liceum. Ala dostała zadanie, by zrobić wywiad z regionalną drużyną siatkarską. Tam się spotkali.
Adam od niedawna grał na pozycji przyjmującego w tej drużynie. Porozmawiali spokojnie. Okazało się, że chłopak zostawił Alicji numer. Zapisał go na małej karteczce i położył ją w szufladce szpitalnego biurka. Ala po prostu nie zajrzała do środka.
Nie wiem, czy jest to prawdziwa miłość, ale oni robią wszystko, by taka ich połączyła. Są ze sobą pół roku, a ja mam darmowe bilety na mecze siatkówki. Chwilo trwaj !
"Miłość w biurku".
Alicja złamała nogę z przemieszczeniem i trafiła do szpitala. Adam był tam wcześniej, miał wypadek samochodowy. Spotkali się na korytarzu i to był grom z jasnego nieba. Nie mieli wielu wspólnych tematów, ale robili wszystko, żeby tylko rozmawiać. Raczyli się opowieściami z ich życia. Spędzili w szpitalu trzy dni. Alicja miała komplikacje i musieli...
"Bądź mym powietrzem"
Niewielka miejscowość. Ona - Polka z dziada pradziada, która rozpoczęła studia w stolicy. On - student z jej uczelni; miły, sympatyczny i... czarnoskóry. Wbrew pozorom to jego rodzice nie chcą, by ich syn spotykał się "z tą Polką".
Jednak miłość to miłość i młodzi i tak spotykają się, zakochują w sobie coraz bardziej, planują wspólną przyszłość. Jednak los prócz czepialskich rodziców podkłada im kolejną kłodę pod nogi - mianowicie chorobę... Rak piersi. I zaczyna się - chemioterapia, płaczę, wypadanie włosów. Na szczęście duża szansa na przeżycie.
Ona jednak podupada psychicznie i to on podnosi ją na duchu, stara się odwrócić jej myśli od choroby, wspiera. Nie, to nie bajka, jego rodzice jeszcze bardziej zaczynają na niego naciskać. On jednak się nie poddaje i chcę żeby ona wyszła za niego za mąż. Cichy, skromny ślub w gronie przyjaciół.
I happy end, ponieważ ona wraca do zdrowia. Musi brać leki i regularnie się badać, jednak mimo to wie, że on jest przy niej. I będzie.
"Bądź mym powietrzem"
Niewielka miejscowość. Ona - Polka z dziada pradziada, która rozpoczęła studia w stolicy. On - student z jej uczelni; miły, sympatyczny i... czarnoskóry. Wbrew pozorom to jego rodzice nie chcą, by ich syn spotykał się "z tą Polką".
Jednak miłość to miłość i młodzi i tak spotykają się, zakochują w sobie coraz bardziej, planują wspólną przyszłość....
"Podległy" lub "Uległy".
Młoda dziewczyna poznaje 4 lata starszego od siebie chłopaka. Oboje mają swoje pasje, w które "wciągają" siebie nawzajem. Wszystko wydaje się być niemal idealne, ale do czasu...
Dziewczyna była skromna i miała swój styl, co podobało się chłopakowi, jednak nie podobało jego mamie. I tu zaczął się problem. Wyczuwała, że coś jest nie tak, ale on zaprzeczał. Z czasem to, co zbudowali, zaczęło się burzyć, a jedyną osobą, która chciała to ratować była ona.
Przychodząc do jego domu była traktowana jak ściana i to dosłownie: nie opowiadano jej na "Dzień dobry", mówiono obok niej...
I tak samotnie spędziła Święta Bożego Narodzenia. Rozstali się. Dokładnie tydzień wcześniej...
"Podległy" lub "Uległy".
Młoda dziewczyna poznaje 4 lata starszego od siebie chłopaka. Oboje mają swoje pasje, w które "wciągają" siebie nawzajem. Wszystko wydaje się być niemal idealne, ale do czasu...
Dziewczyna była skromna i miała swój styl, co podobało się chłopakowi, jednak nie podobało jego mamie. I tu zaczął się problem. Wyczuwała, że coś jest nie tak, ale on...
"Zawsze będziemy razem"
W pewnym niewielkim miasteczku żyła sobie dziewczyna, którą nie interesowały żadne typowe kobiece zajęcia. Była bardziej chłopięca i wolała bawić się od małego z kolegami w różne męskie zabawy. Była przez nich postrzegana jako dobry kolega, ale nie dziewczyna, z którą mogliby się umówić. Była kompletnym przeciwieństwem swojej siostry bliźniaczki, która zawsze miała idealną figurę i nienaganne maniery panny z dobrego domu. Uganiali się za nią wszyscy chłopcy w okolicy, w tym koledzy Mileny. Tylko jeden chłopak nie chciał się umówić z Natalią - Paweł, najlepszy przyjaciel Mileny, z którym znała się od czasów piaskownicy. Kiedy został zaproszony na osiemnaste urodziny Mileny, a dziewczyna została zmuszona, aby chociaż ten jeden założyć sukienkę, chłopak całkowicie zamarł. Nigdy nie przypuszczał, że jego "koleżka" będzie wyglądać tak kobieco i zmysłowo. Od tej pory starał się o względy Mileny, co nie podobało się Natalii, której ten chłopak wpadł w oko. Była gotowa sięgnąć po ostateczne środki, aby zakończyć związek swojej siostry i Pawła. Nie obchodziło ją, że Milena jest z nim szczęśliwa. Obietnica zakochanych "zawsze będziemy razem" mogła się nie spełnić, przez wiele intryg Natalii. Pomimo tego, w najmniej oczekiwanym momencie i przypadkowym spotkaniu po 20 latach Paweł wraz z Mileną odnowili swoją znajomość. Choć ciężko im było wybaczyć sobie rzekome "zdrady" pogodzili się, gdyż miłość pokona wszystkie przeszkody.
Historię opowiedziała mi babcia.
"Zawsze będziemy razem"
W pewnym niewielkim miasteczku żyła sobie dziewczyna, którą nie interesowały żadne typowe kobiece zajęcia. Była bardziej chłopięca i wolała bawić się od małego z kolegami w różne męskie zabawy. Była przez nich postrzegana jako dobry kolega, ale nie dziewczyna, z którą mogliby się umówić. Była kompletnym przeciwieństwem swojej siostry bliźniaczki,...
„Nie w porę”
To, co dzieje się między moim kumplem a mną. Od kilku lat ciągnie nas do siebie, ale jakoś nie żadne nie robi pierwszego kroku. Zdarzyło się nam kilka razy pocałować, ale to podczas imprezy, potem znikałam, unikając tematu. Zawsze, gdy podejmuję decyzję, że pora na coś więcej między nami, to albo długo się nie widzimy, albo kręci się koło niego inna dziewczyna. Gdy on zbierze się w sobie – ja właśnie się spotykam z kimś... Napisał mi nawet kiedyś SMS'a, że mądrzej by było, gdybym zerwała z chłopakiem, bo on nie jest dla mnie. To my jesteśmy dla siebie. Tylko, że stchórzyłam, odpisałam, że w związku mam poczucie stabilności. Gdy doszłam do wniosku, iż miał rację, jakiś czas później – faktycznie rozstałam się z chłopakiem, tylko mój przyjaciel już z kimś randkował, a ja usunęłam się w cień. Chyba nigdy nie będziemy gotowi na krok dalej w naszej relacji – teraz on jest sam i zaproponował spotkanie, a ja... Planuję ślub z innym. Nadal nie jestem pewna, czy idę dobrą drogą, jednak mam idiotyczne wrażenie, że nigdy nie uda mi się zgrać z przyjacielem, a narzeczony jest dla mnie bardzo ważny, kocham go, choć w stabilny sposób, nie jak mojego przyjaciela.
„Nie w porę”
To, co dzieje się między moim kumplem a mną. Od kilku lat ciągnie nas do siebie, ale jakoś nie żadne nie robi pierwszego kroku. Zdarzyło się nam kilka razy pocałować, ale to podczas imprezy, potem znikałam, unikając tematu. Zawsze, gdy podejmuję decyzję, że pora na coś więcej między nami, to albo długo się nie widzimy, albo kręci się koło niego inna...
"Zdemaskowani" Wielka szkolna miłość, która niestety rozchodzi się po świecie on zostaje w mieście rodzinnym ona zmuszona przez rodziców wyjeżdża, robi zawrotną karierę. Po kilkunastu latach dziewczyna niechętnie przyjeżdża w rodzinne strony, bo podświadomie boi się spotkać jego i tak też przypadkiem się staje ich spojrzenia krzyżują się wracają wspomnienia. Oboje mimo że mają partnerów nawiązują gorący romans, który niedługo zostaje wykryty przez jego ojca.
"Zdemaskowani" Wielka szkolna miłość, która niestety rozchodzi się po świecie on zostaje w mieście rodzinnym ona zmuszona przez rodziców wyjeżdża, robi zawrotną karierę. Po kilkunastu latach dziewczyna niechętnie przyjeżdża w rodzinne strony, bo podświadomie boi się spotkać jego i tak też przypadkiem się staje ich spojrzenia krzyżują się wracają wspomnienia. Oboje mimo że...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Baletnice"
Jako mała dziewczynka, byłam oczkiem w głowie rodziców i jedyną córką z dwojgiem starszych braci. Mama chciała ze mnie stworzyć księżniczkę, a takowa musi umieć tańczyć prawda? Chodziłam na balet przez 7 lat i przez ten cały czas za partnera miałam znajomego mi z przedszkola, później podstawówki, chłopaka. On i ja byliśmy rozmiarami najmniejsi w grupie, więc nasza nauczycielka stworzyła z nas parę. Byliśmy świetni, zachwycaliśmy wszystkich. Ale okazało się, że byliśmy aż za dobrzy. Był starszy, ja byłam za mała, on został zabrany do szkoły baletowej w innym kraju! Musiałam zmienić partnera, ale to już nie było to samo. Jakiś czas później przeżyłam wypadek- potrącił mnie samochód. Chociaż przeżyłam, zostało mi zabrane coś ważniejsze- moja pasja. Szkody były za duże i od tamtego czasu nie wolno mi tańczyć, przynajmniej nie zawodowo.
Kilka lat po tym był pogrzeb naszej nauczycielki. Starsza kobieta, ale kochaliśmy ją, wychowała większość z nas. Pojawiłam się ja i ku memu zaskoczeniu, mój dawny partner. Wyrósł, zmienił się, ale był moją pierwszą miłością. I nawet po 7 latach, dalej jestem w nim zakochana. Teraz, gdy tylko może przyjeżdża z Niemiec, aby się ze mną spotkać. Tak wygląda moja miłosna i taneczna historia.
"Baletnice"
Jako mała dziewczynka, byłam oczkiem w głowie rodziców i jedyną córką z dwojgiem starszych braci. Mama chciała ze mnie stworzyć księżniczkę, a takowa musi umieć tańczyć prawda? Chodziłam na balet przez 7 lat i przez ten cały czas za partnera miałam znajomego mi z przedszkola, później podstawówki, chłopaka. On i ja byliśmy rozmiarami najmniejsi w grupie, więc...
„Bitwa o kotylion”
Były lata 60. W spokojniej wsi na południu Polski, dwoje ludzi przyrzekało sobie miłość aż do śmierci. Gościem Pana Młodego był przystojny, wysoki brunet z pobliskich gór. Jego elegancja ściągała przelotne spojrzenia panien. W tym samym czasie, na to samo wesele zaproszona była Maria, najlepsza przyjaciółka Panny Młodej. Była skromna, nieśmiała i sprawiała wrażenie przestraszonej. W pewnym momencie każda dziewczyna dostała kotylion, aby przypiąć go do piersi swojego partnera. Bronisław był jedynym kawalerem na przyjęciu, wiec wszystko wskazywało, ze jego partnerką zostanie Maria, niestety pojawiła się inna kobieta. Obie panie wymieniały groźne spojrzenia, w powietrzu czuć było napięcie. Zaczęły się kłócić, aż w końcu puściły się biegiem w kierunku chłopaka. Tym sposobem garnitur Bronka został przyozdobiony dwoma bukiecikami. Mimo, iż jedna z panien dwoiła się i troiła aby zwrócić na siebie uwagę kawalera, on nie spuszczał oczu z Marii. Zabawa była wspaniała, tańce trwały do białego rana.
Gdy wesele się skończyło wszyscy rozjechali się zmęczeni do domów.
Bronek przez długi czas nie mógł zapomnieć o walce jaką stoczyła o niego śliczna Maria. Przed oczami widział jej twarz, wspominał jej niebieską sukienkę nie mógł się na niczym skupić.
Pewnego dnia zebrał się na odwagę i pojechał do dziewczyny. Gdy zobaczyła jak parkuje motocykl pod bramą uciekła na strych i schowała się w szafie. Matka długo ją prosiła aby zeszła. W końcu Bronek wspiął się po drabinie i odnalazł przestraszoną dziewczynę. Ujął jej twarz w dłonie i już wiedział, że to z nią chce przeżyć resztę życia...
„Bitwa o kotylion”
Były lata 60. W spokojniej wsi na południu Polski, dwoje ludzi przyrzekało sobie miłość aż do śmierci. Gościem Pana Młodego był przystojny, wysoki brunet z pobliskich gór. Jego elegancja ściągała przelotne spojrzenia panien. W tym samym czasie, na to samo wesele zaproszona była Maria, najlepsza przyjaciółka Panny Młodej. Była skromna, nieśmiała i...
To były lata II wojny światowej. Bohaterami tej historii miłosnej są mój dziadek W., babcia M. oraz pewien mężczyzna, którego imienia do dziś nie poznałam. Babcia była krawcową w lokalnej mniejszej społeczności. Ani wieś, ani miasto, można powiedzieć, że wojenne najdalej wysunięte tereny miasta. Wojna sprawiła, że wszędzie panowała bieda, więc babcia ochoczo pomagała w wojsku, zszywając mundury walczącym mężczyznom. W. przyszedł do niej pewnego dnia z prośbą, by zacerowała jego rozprute spodnie. M., jak zwykle pomocna, od razu się zgodziła. W. często rzucał jej ukradkowe spojrzenia, częściej przychodził z błahymi usterkami swoich ubrań, zagadywał do niej. Ale M. nie uważała tego za nic dziwnego czy interesującego. Była już zakochana. Mężczyzna ten przyjechał z Warszawy, a południe Polski było wystarczająco daleko, by mógł tutaj odpocząć. Domyślam się, że również czuł coś do M., ale po cudownym czasie spędzonym na niewinnych flirtach i wymienianych uśmiechach, wyjechał do rodzinnych stron, zostawiając M. z rozdartym sercem. Łzy topiła przy maszynie do szycia, pracując do granic wytrzymałości, więcej niż zwykle. Gdy w końcu otrząsnęła się z tego wydarzenia, postanowiła zapomnieć o tym mężczyźnie. Nigdy więcej nie myśleć o nim jako o obiekcie uczuć, miłości, jej życiu, drugiej połówce. M. w końcu dowiedziała się od koleżanki, że W. stracił dla niej głowę, choć ona była ślepa na jego zaloty przez cały ten czas. W. w końcu zadał to ponadczasowe pytanie, które sprawia, że mężczyznom głos więźnie w gardle, a kobiety, płacząc, padają im w ramiona. "M... Czy wyjdziesz za mnie?" Domyślając się, że to może być ratunek na jej złamane serce i dobry związek, stateczny i na całe życie, M. zgodziła się. Nadal chowała w sercu pamięć o mężczyźnie, ale szczerze pokochała także W. Babcia i dziadek wydali na świat ośmioro dzieci, z czego jedno zmarło wkrótce po urodzeniu. Najmłodsze z nich to moja mama. Mieszkała w domu, który wybudował mój dziadek, własnymi rękoma. Wyprowadziła się z niego wiele lat temu. Historia jednak lubi przyciągać ludzi tam, dokąd naprawdę należą. Przeprowadziliśmy się z powrotem tam, gdzie babcia znalazła swoją pierwszą miłość i rozsądną miłość. Dwie bardzo różne, ale tak samo prawdziwe. Paradoksalnie, jestem owocem obydwu tych miłości. Rozsądnej w sensie genealogicznym. Dzieckiem tej pierwszej zostałam dzięki temu, że moi przodkowie zaszczepili we mnie pasję. Do miłości, zainteresowań, wszystkiego, co robię. To dzięki babci i mamie kocham książki. To dzięki babci i dziadkowi doceniam wartość przyjaźni, która przetrwała wiele dekad. To dzięki mojej siostrze znam tę historię.
To były lata II wojny światowej. Bohaterami tej historii miłosnej są mój dziadek W., babcia M. oraz pewien mężczyzna, którego imienia do dziś nie poznałam. Babcia była krawcową w lokalnej mniejszej społeczności. Ani wieś, ani miasto, można powiedzieć, że wojenne najdalej wysunięte tereny miasta. Wojna sprawiła, że wszędzie panowała bieda, więc babcia ochoczo pomagała w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
SERCE NA GRILLU
To były pierwsze wakacje, na które zdecydowała się jechać zupełnie sama. Potrzebowała oderwania się od wszystkiego i wszystkich, aby wsłuchać się w siebie. Natłok spraw i myśli spowodował, że w tej całorocznej bieganinie zapomniała o sobie, swoich potrzebach, uczuciach. Zdecydowała się wybrać do Ustronia Morskiego. Strzał w dziesiątkę! Pierwsze wrażenia po przyjeździe nie były pozytywne. W ośrodku przeważali goście z Niemiec, a Polacy przybyli z rodzinami. Sama jedna poczuła się trochę zagubiona i jakoś niepasująca do otoczenia. Kolacja grillowa na świeżym powietrzu w ramach integracji gości ośrodka. Poszła i ona. Chyba powinnam się do kogoś przysiąść-pomyślała, ustawiając się w kolejce do grilla. Co dla Pani?-z zamyślenia wyrwał ją głos kelnera. A co by Pan polecił?-spytała. Siebie! - z uśmiechem na ustach odpowiedział kelner. I to była ta iskra, która na długo rozpaliła ich serca. Zaczęły się wspólne spacery po plaży, pogawędki w barze. Ruch był tak duży, że czasami i ona pomagała kelnerowi przy obsłudze gości. Po trzech dniach czuli się tak, jak gdyby znali się już kilka lat. Ach, jakie to cudowne uczucie! Niestety, koniec turnusu uświadomił im, że tak naprawdę to, co najlepsze jest już raczej już za nimi. Fakt, kontaktowali się kilka lat za pomocą maili. Raz nawet odwiedził ją w jej mieście na drugim końcu Polski. Ale z czasem i z dzielącymi ich kilometrami miłość wygasła...Dla niej jednak były to najlepsze wakacje w życiu.
SERCE NA GRILLU
To były pierwsze wakacje, na które zdecydowała się jechać zupełnie sama. Potrzebowała oderwania się od wszystkiego i wszystkich, aby wsłuchać się w siebie. Natłok spraw i myśli spowodował, że w tej całorocznej bieganinie zapomniała o sobie, swoich potrzebach, uczuciach. Zdecydowała się wybrać do Ustronia Morskiego. Strzał w dziesiątkę! Pierwsze wrażenia po...
Teatr Dwojga Aktorów
ma zaszczyt zaprosić na spektakl pod tytułem
"Ku Miłości. Przepraszam, a którędy do tej miejscowości?"
Adaptacja sztuki napisanej przez Życie
W rolach głównych:
Ona pod pseudonimem Chyba Będę Feministką
oraz
On pod pseudonimem Wszystkie Baby To Jędze
W pozostałych rolach: przyjaciele umęczeni marudzeniem "jestem singlem z wyboru" (ciekawe czyjego, hę?) oraz kilkoro (no dobra, prawie dwustu) Bogu ducha winnych pasażerów opóźnionego lotu
AKT I Lotnisko
Z powodu złych warunków atmosferycznych On ma odwołany lot. Do odwołania. W telefonie ma tylko jeden numer do osoby z tej miejscowości. Ona była jego szkolną koleżanką z ławki. Nie widzieli się 16 lat. A że mężczyźni z natury bywają wygodni- nie uśmiecha mu się koczować na zimnym lotnisku, kiedy Ona może mieć w domu centralne ogrzewanie. Pomimo, że jest środek nocy, On dzwoni...
AKTII U niej
Ona nie tylko ma centralne ogrzewanie, ale i nawyk niewyłączania dźwięków w telefonie na noc. On ma za to zmysł czytania nie tylko rubryki sportowej, ale i w kobiecych myślach, więc po drodze kupił wino. Rozmowa się klei niczym klej z maleńkiej tubki oparty o kosmiczną technologię, aż On dostaje wiadomość, że samolot (szlag by to!) za kilka godzin jednak poleci...
AKT III U nich
Dwa lata później.
Ona nie została feministką. On nadal uważa, że wszystkie baby to jędze.
I żyli długo i szczęśliwie.
KURTYNA
Teatr Dwojga Aktorów
ma zaszczyt zaprosić na spektakl pod tytułem
"Ku Miłości. Przepraszam, a którędy do tej miejscowości?"
Adaptacja sztuki napisanej przez Życie
W rolach głównych:
Ona pod pseudonimem Chyba Będę Feministką
oraz
On pod pseudonimem Wszystkie Baby To Jędze
W pozostałych rolach: przyjaciele umęczeni marudzeniem "jestem singlem z wyboru" (ciekawe...
" Po latach"
Kiedy Kate wróciła do domu po latach spędzonych na uczelni zagranicą, spotyka Alexa, swojego największego wroga z dzieciństwa, a najlepszy przyjaciel jej brata. Alex wyprzystojniał przez te wszystkie lata, przy kolacji Kate czuła się jak duch, bo wszyscy wokół wiedzieli o rzeczach o których ona nie. Wieczorem jak co dzień poszła pobiegać, gdy przechodziła na drugą stronę ulicy, wyjechał nagle pijany kierowca. Nie wiadomo skąd pojawił się Alex, i ją uratował. Po tym incydencie spę dali ze sobą dużo czasu. Ale jak wszystko dobre i to się skończyło, Kate musiała wyjechać na studia, dzień przed wyjazdem do domu wrócił brat Kate, Mike. Tego samego dnia Kate ogłosiła że na zagranicą, jak była n studiach poznała kogoś. Zaraz po rozpoczęciu się nowego roku akademickiego, dostała bardzo krótki list, "Kocham Cię, Kate. Zakochałem się w tobie zaraz jak przyjechałatwo. Życzę szczęścia w związku Alex"
" Po latach"
Kiedy Kate wróciła do domu po latach spędzonych na uczelni zagranicą, spotyka Alexa, swojego największego wroga z dzieciństwa, a najlepszy przyjaciel jej brata. Alex wyprzystojniał przez te wszystkie lata, przy kolacji Kate czuła się jak duch, bo wszyscy wokół wiedzieli o rzeczach o których ona nie. Wieczorem jak co dzień poszła pobiegać, gdy przechodziła na...
„Podwórko spełnionej nadziei”
On mieszkał na tu od urodzenia. Był brzdącem, gdy skończyli budować jej blok, tuż obok jego. Wspólne podwórko, wspólni znajomi w czasach gdy, nikt nie słyszał o Internecie. Trafili nawet do tej samej klasy w szkole podstawowej, już wtedy w nim zaczęło kiełkować uczucie i coraz częściej zerkał w jej kierunku. Wiedział, że to ta jedyna i gdy miał kilkanaście lat, zebrał się na odwagę i wyjawił jej swe uczucia. Zaczęli ze sobą chodzić, lecz po upływie kilku miesięcy dziewczyna zrezygnowała, w sumie bez powodu. On się załamał, zaczął zbaczać z dobrej ścieżki kuszony alkoholem i narkotykami. Z okna swojego pokoju widział jej balkon i mimo, że bardzo chciał nie przestał jej kochać. Po jakimś czasie ona stwierdziła, że wcale nie było jej z nim źle i postanowiła wrócić.
Dziś są małżeństwem, mają po ponad trzydzieści lat i od kilkunastu lat są razem…
PS. Z tego miejsca gorąco Was pozdrawiam!
„Podwórko spełnionej nadziei”
On mieszkał na tu od urodzenia. Był brzdącem, gdy skończyli budować jej blok, tuż obok jego. Wspólne podwórko, wspólni znajomi w czasach gdy, nikt nie słyszał o Internecie. Trafili nawet do tej samej klasy w szkole podstawowej, już wtedy w nim zaczęło kiełkować uczucie i coraz częściej zerkał w jej kierunku. Wiedział, że to ta jedyna i gdy...
Mojego Romea poznałam jak ja byłam w II klasie gimnazjum a on w III. Zaczęło się banalnie szkoła razem wf parę spojrzeń. Potem wylądowałam w szpitalu i tak zebrał się na odwagę by zdobyć mój numer myślał, że zmieniłam szkołę, zaczęły się SMS od nieznajomego...chodziłam i trułam wszystkim w nadziei, żeby to był on. Był. Umówiliśmy się na randkę 13 piątek już to powinno dać mi do myślenia, że ten związek będzie z góry skazany na porażkę. Od niego dostałam pierwszą białą różę daną w wyjątkowy sposób schował ją za oparcie ławki kazał do siebie przysunąć i z drugiej strony jakby chciał mnie objąć wręczył mi różę. Nikt potem tego nie przebił. Zaczęły się plotki w szkole ja...stchórzyłam i z nim zerwałam starał się mnie odzyskać, ale byłam nieugięta. Utrzymywaliśmy kontakt smsowy czasem lepszy czasem gorszy... zawsze do niego pisałam jak potrzebowałam wsparcia, słów otuchy czy nawet podbudowania samooceny, zawsze wiedział czego potrzebuję nigdy mnie nie zawiódł zawsze był. Łączyła nas wieź, której nawet mama nie rozumiała bo co o nim nie pomyślałam on się odzywał. Od zerwania nie widzieliśmy się ani razu mimo chęci z jego strony bałam się spojrzeć mu w oczy.Bałam się, że zaczniemy od nowa i z pewnych przyczyn nie ufałam mu, a może chroniłam swoje serce przed ewentualną porażką nie wiem. Spotkaliśmy się ok. 10 lat później ja byłam w wieloletnim związku, ale potrzebowałam wiedzieć jaki jest jak się zmienił. Serce mocniej zabiło...jednak po paru spotkaniach i różnych zamieszaniach które prawie doprowadziły do wielu krzywd zrozumiałam, że muszę pozwolić nam zamknąć ten etap naszego życia na zawsze pozwolić mu odejść. Mimo próśb z jego strony zmieniłam numer telefonu, zrozumiałam, że to co nas łączyło nie może kłaść się cieniem na nasze obecne związki....stchórzyłam ponownie być może, ale przez te 10 lat pojawił się w moim życiu ktoś jeszcze kogo pokochałam i nie chciałam bardziej skrzywdzić teraz planuję z tą osobą ślub. Od mojego Romea nie mam kontaktu, nie mogłabym go mieć zerwałam wszelkie bowiem kontakty, mój narzeczony nic o nim nie wie i nasuwa mi się tu cytat z Titanica,że serce kobiety jest jak ocean nie zbadanych tajemnic. Chociaż kocham narzeczonego całym serce gdzieś tam będę pamiętać tą jedną jedyną pierwszą białą różę. Jeśli miałaby być to książka wielu czytelników by mnie znienawidziło jako główną bohaterkę, a tytuł jej by był "Ocean Tajemnic"
Mojego Romea poznałam jak ja byłam w II klasie gimnazjum a on w III. Zaczęło się banalnie szkoła razem wf parę spojrzeń. Potem wylądowałam w szpitalu i tak zebrał się na odwagę by zdobyć mój numer myślał, że zmieniłam szkołę, zaczęły się SMS od nieznajomego...chodziłam i trułam wszystkim w nadziei, żeby to był on. Był. Umówiliśmy się na randkę 13 piątek już to powinno dać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
